Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michel Duval. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michel Duval. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 października 2019

Les Disques Du Crépuscule: między Factory Records a Factory Benelux


Pamiętacie może naszą opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce wieczorem 16 października 1979 roku? Kiedy to Annik Honoré wraz z dziennikarzem Michelem Duvalem  zorganizowali pierwszy koncert muzyki undergroundowej w klubie Plan K w Brukseli? Wystąpili tam Joy Division  (po raz pierwszy zagrali poza Wielką Brytanią, o czym TUTAJ) i Cabaret Voltaire, a gwiazdą wieczoru był William Burroughs, który prezentował swoją prozę (o tym wszystkim mówił Michel Duval w wywiadzie TUTAJ).

Potem Annik i Michel zaczęli produkować fanzine  Plein Soleil,  aż zdecydowali się założyć wytwórnię  Les Disques Du Crépuscule (Discs from The Twilight) [tłum.: Dyski ze  Zmierzchu] - warto zerknąć TUTAJ. W planach mieli wydać mini LP Joy Division, który miał zawierać studyjne nagranie Ceremonii, lecz jak wiemy, z powodu przedwczesnej śmierci Iana Curtisa, nic z tego nie wyszło… Niemniej decyzja o utworzeniu własnej wytwórni zapadła i próby wytłoczenia płyt ruszyły. Oficjalnie Crepuscule zaczęła działać w zasadzie w sierpniu 1980 roku, kiedy pojawił się  singiel A Certain Ratio pt. Shack Up, oznaczony na okładce podwójną numeracją  Fabryka Benelux / Les Disques Du Crepuscule oraz podwójnym numerem katalogowym: FAC BN1-004 7. Następna była płyta Durutti Column pt. Lips That Would Kiss, która wyszła w październiku, oraz singiel Section 25 pt. Charnel Ground z listopada. 

Nietrudno zauważyć współtowarzyszącą Crespuecule Factory Benelux, belgijską filię Factory Records założoną w kwietniu 1980 roku dla zapewnienia stałych kontaktów między Factory Records w Manchesterze i Les Disques du Crépuscule w Brukseli. Factory Benelux pełniło także inną ważną rolę, bo wydawało takie utwory, które nie do końca pasowały charakterem i do planów wytwórni – matki, a poza tym stało się furtką tej wytwórni na całą Europę.

W każdym razie w listopadzie 1980 r. obie wytwórnie zaczęły już działać osobno a początkiem tego stało się From Brussels with Love, oznaczone symbolem TWI 007, będące raczej kompilacją wydaną na kasecie magnetofonowej zawierającą 22 utwory wśród których prezentowali się: John Foxx, Richard Jobson, Gavin Bryars, Michael Nyman, Gilbert & Lewis, Der Plan, Durutti Column i Brian Eno. Zapakowana w przezroczyste pudełko kaseta z PCV, pojawiła się z 16-stronicową broszurą, bogato ilustrowaną pracami Henneberta i Jeana François Octave. Natomiast pierwszą płytą winylową Crepuscule był Mozart, singiel ze stycznia 1981 r.  złożony z trzech utworów wtedy jeszcze nieznanego Michaela Nymana, który jest teraz bardzo poszukiwanym krążkiem. A potem już poszło. I po kolei pojawiły się wydania nagrań wybitnych artystów i zespołów, bardziej i mniej znanych, takich jak Josef K, Cabaret Voltaire, Bill Nelson, Marine, Repetition i Ike Yard (z artystą współtworzącym ten ostatni wymieniony zespół, ze Stuartem Argabright niedawno przeprowadziliśmy wywiad dostępny TUTAJ). 

Crépuscule zajmowała się produkcją książek i filmów, a także organizacją koncertów – przygotowała występy Josefa K i New Order i zespołu o wdzięcznej nazwie Malaria! w Ancienne Belgique.




Niewątpliwie do sukcesu wytwórni przyczyniła się znakomita szata graficzna jej produktów autorstwa takich artystów jak Claude Stassart, Marc Borgers i Jean François Octave. Szczególnie atrakcyjne były te autorstwa Benoîta Henneberta, który stworzył grafikę na okładkach dwóch kompilacji wydanych w listopadzie i grudniu 1981 roku, były to The Fruit Of The Original Sin (TWI 035) łączący muzykę i recytacje W.S. Burroughs’a, Marine, Paula Haig, Marguerite Duras, Durutti Column, Winston Tong i innych oraz druga: Chantons Noel: Ghosts Of Christmas Past (TWI 058). Potem nastąpiły kolejne utwory… Ich pełna lista dostępna jest w internecie, więc nie będziemy jej tu przytaczać bo jest dość długa, dość powiedzieć, że wytwórnia rozwijała się świetnie.

W 1982 r. jej kierownictwo planowało nawet ekspansję na inne kontynenty i tak powstały trzy filie: Crépuscule Section FranÁaise, Operation Twilight (Wielka Brytania) i Crépuscule America. Wszystkie jednak działały krótko. Z wytwórnią Stateside, prowadzoną przez przedstawiciela Factory USA Michaela Shamberga, Crepuscule wydało płytę Running Away Paula Haiga, ale album z zarejestrowanym koncertem The Fall, nagranym w USA, nie pojawił się…

Francuska sekcja FranÁaise, zarządzana przez Serge'a Marcillaud, za pośrednictwem Radical Records, wydała za to aż trzy pozycje: album Marine Rive Gauche, kompilację A Day In October i Laminie Christus Isolation Ward, niedocenionego belgijskiego zespołu cold wave.
 
Najlepiej poszło brytyjskiej filii założonej przez menedżera Pale Fountains, Patricka Moore'a i współfinansowanej z dystrybucji Rough Trade. Pierwszym albumem jaki stamtąd wyszedł był Divine Tuxedomoon z 1982 roku, oparty na partyturze zamówionej przez znanego choreografa Maurice'a Bejarta na balet. Po Divine pojawiły się kolejne: Paula Haiga, Anteny, Pale Fountains, Mikado i 23 Skidoo, po czym na dalsze prace zabrakło środków.



Warto odnotować jeszcze istnienie (choć krótkie) Crépuscule Au Japon, założonej na początku 1983 roku we współpracy z Shinseido Sirius. Wydano w niej kilka płyt oraz książkę zawierającą esej Stephena Morrissey i wiersz Winstona Tong. Pojawienie się publikacji zbiegło się z tournee po Japonii w maju 1985 roku: Anno Domino, Wima Mertensa, Paula Haiga, Alana Rankine'a, Stevena Browna i Blaine L. Reiningera.

Ogólnie można stwierdzić, że wytwórnia, mimo zmiennych kolei losu działała bardzo dobrze i Michel Duval prowadził Crépuscule w różnej formule i lokalizacji aż do 2006 roku. W latach 2012/2013 zarówno Factory Benelux, jak i Crépuscule zostały reaktywowane przez Jamesa Nicea z LTM (Les Tempes Modernes), z błogosławieństwem ich założycieli: Duvala, jak i Honoré. Umożliwiło to reedycję wielu dawnych wydawnictw a także pojawienie się nowych… Pewnie sporo z nich zostanie omówionych na naszym blogu, dlatego pilnie śledźcie nasze teksty.

Podajemy jeszcze adresy obu istniejących wytwórni:

Les Disques Du Crépuscule  (LINK)

Factory Benelux (LINK)

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 27 września 2019

Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.12 - Factory Benelux, skąd to się wzięło?


Od jakiegoś czasu omawiamy na naszym blogu dokument Jamesa Nice'a Shadowplayers, czyli fakty i mity o wytwórni Factory Records

Tak też w części pierwszej (TUTAJ) omówione zostały początki powstania klubu i tworzenie stajni zespołów Factory. Część druga to historia tworzenia pierwszej płyty promującej zespoły wytwórni a więc A Factory  Sample (TUTAJ). Z kolei część trzecia (TUTAJ) przedstawiała personalia wytwórni. W części czwartej (TUTAJ) streściliśmy wypowiedzi legend tamtych czasów wspominających realizację kultowej dziś płyty, chodzi oczywiście o album Unknown Pleasures zespołu Joy Division (FAC 10), nagrany w maju 1979 roku a zrealizowany przez samego Martina Hannetta (o którym pisaliśmy wielokrotnie  TUTAJ). Kolejna część (TUTAJ), poświęcona była właśnie jemu, legendarnemu producentowi i jednemu ze współtwórców potęgi Factory Records, a jednocześnie twórcy Manchester Sound. W części szóstej (TUTAJ) opisywaliśmy historię Vini Reilly i jego Durutti Column, zespołu, który oprawił swoją pierwszą płytę długogrającą - Return of Durutti Column (FAC 14) w niesamowitą okładkę - okładkę z papieru ściernego (a sklejaniem zajmował się między innymi Ian Curtis i Joy Division). Cześć 7 (TUTAJ) poświęcona była pierwszemu singlowi A Certain Ratio, i ich relacji z menadżerem, szefem Factory Records - Tony Wilsonem, natomiast część 8 (TUTAJ) zespołowi Section 25 z Blackpool, którego menadżerami byli Ian Curtis i Rob Gretton (warto spojrzeć też  TUTAJ). W części dziewiątej (TUTAJ) zamieszczono wspomnienia z tras koncertowych zespołów z Factory ale nie tylko...

Część dziesiąta poświęcona była koncertowi Joy Division i Cabaret Voltaire w Plan K w Brukseli 16.10.1979 r (TUTAJ), a jedenasta (TUTAJ) dotyczyła dwóch koncertów Joy Division zagranych 4.04.1980 roku w the Rainbow i Moonlight Club.



Część 12 filmu otwiera Annik Honore. Wspomina, jak pracując w ambasadzie mogła organizować koncerty w Belgii, miała dostęp do telefonu co ułatwiało sprawę. Przekazywała zespołom mapy dojazdu. Dla Brytyjczyków wyjazdy z UK, czyli wysp, były swoistego rodzaju atrakcją bo zawsze jechali na kontynent. Muzycy z A Certain Ratio wspominają, że zaproszenie na takie występy zagraniczne było swoistego rodzaju nobilitacją.
Michel Lambot z PIAS wspomina że Minny Pops byli pierwszym zespołem zagranicznym który zwrócił uwagę Tonyego Wilsona. Z kolei Vally van Middenrop z Minny Pops opowiada, że ich muzyka była niezbyt dobrze przyjmowana w UK. Dopiero kiedy Paul Morley uczynił ich singla singlem tygodnia zmobilizowali się do dawania większej ilości koncertów. 

The Names  z kolei wspominają się jak rozważali podarowanie swojego singla muzykom z Joy Division, mając nadzieję, że może ci po wysłuchaniu zaprosili by ich do Manchesteru? Bardzo się wahali. 10 dni po tym Michel dostał telefon od Roba Grettona. Ten oświadczył, że ich muzyka podoba się Martinowi Hannettowi i Factory zgadza się na produkcję ich kolejnej płyty. Kilka tygodni później zagrali koncert w Plan K w Brukseli (warto zobaczyć TUTAJ). Był tam Tony i spotkał się z zespołem. Poinformował ich, że wszystko jest przygotowane. Studio Strawberry jest gotowe, podał daty i oświadczył, że tam właśnie będą nocami nagrywać. Zapewnił im też noclegi, jednak wszystko było bez kontraktu.


Vally van Middenrop wspomina pierwszy kontaktowy koncert w Eindhoven, kiedy musieli współdzielić garderobę z Joy Division. To byli czarujący ludzie, jednak dla niego to była inna kultura. Opowiada jak Alan Erasmus ustalił z zespołami podział dochodów 50/50 %. Otrzymali tylko informację od Factory na kartce formatu A4. Erasmus miał im jedynie oświadczyć: panowie, nie jest ważne robienie pieniędzy, ważne jest, że nagrywacie album.
Tony Wilson wspomina, jak ważnym doświadczeniem był wyjazd Joy Division do Plan K. Później pojechały tam inne zespoły z wytwórni. Wszystko organizowali Michel Duval (warto zobaczyć TUTAJ) i Annik Honore (TUTAJ). 

I wtedy Michel miał powiedzieć, że pora na coś więcej. Annik Honore mówi, że idea stworzenia wytwórni wzięła się z prostego rozumowania, że to co jest możliwe w UK może być też możliwe w Belgii, choć brali pod uwagę fakt, że rynek muzyczny w tym kraju jest mniejszy. Traktowali to jako pewne doświadczenie, i nie spodziewali się wielkich nakładów sprzedanych płyt. Tak też rozszerzyli wytwórnię Factory tworząc Factory Benelux - czyli planując publikację w takich krajach ja Belgia, Holandia i Luxemburg.

Peter Hook podkreśla, że Michel był bardziej dalekowzroczny niż Tony. Następnie Honore i Wilson wspominają powstanie wytwórni Crepuscule Records (TUTAJ). Michel nigdy nie oświadczył Tonyemu, że rozpoczął działalność w drugiej wytwórni i że miała być ona częścią ich współpracy.



Na końcu odcinka, Hook odczytuje list jaki Factory England wystosowała do Michela w związku z powstaniem dwóch nowych wytwórni.

Kolejna część filmu omówiona będzie wkrótce, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 9 czerwca 2018

Michel Duval o koncercie Joy Division w Plan K w Brukseli: To było naturalne, że zaprosiłem Burroughsa


Photo by Phlippe Carly downloaded from www site HERE

Wspomnienia związane z Joy Division i z ich występami nadal są żywe. Dziś prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez Maxime Delcourt'a we wtorek, 15 lipca 2014 roku z Michelem Duvalem, dziennikarzem i krytykiem muzycznym, który wraz z Annik Honoré założył klub muzyczny Plan K w Brukseli (TUTAJ). Opowiedział on o pierwszym koncercie w tym miejscu, w dniu 16 października 1979 r., na którym wystąpiły dwa brytyjskie zespoły: Joy Division i Cabaret Voltaire i o spotkaniu z Williamem S. Burroughs'em, znanym pisarzem pokolenia Beat Generation, które miało miejsce tego samego wieczoru (o tym pisarzu pisaliśmy TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).

Maxim Delacourt: Aby zrozumieć narodziny Twilight Records, musimy cofnąć się do roku 1979, kiedy otworzyliście z Annik Honoré Plan K u Frédérica Flamand. Jakie masz wspomnienia z tej sali koncertowej?

 
Michel Duval: Wszystko co pamiętam stamtąd jest dobre. Pierwszy koncert z Joy Division i Cabaret Voltaire był imponujący. Ale wystąpiło tam wiele innych zespołów: Fela Kuti, The Human League, Scritti Politti

Czy czułeś się, jakbyś wyprzedzał swój czas?

Tak, ponieważ większość z tych artystów tam zagrała swój pierwszy koncert w Europie. I gościliśmy także Williama S. Burroughsa, który wtedy, w tamtym czasie był już kimś.

Jak dokładnie wyglądało spotkanie z Burroughs'em?


William był obecny tam tego samego wieczoru, co Joy Division i Cabaret Voltaire.  Ten plakat miał uczcić otwarcie tego pięknego miejsca, jakim był Plan K (o tym wieczorze więcej TUTAJ). To było naturalne, że go [Burroughs’a] zaprosiłem. Powiązania między tym miejscem a Burroughsem są dość oczywiste, więc było naturalne, że go zapraszam. Zwłaszcza, że Cabaret Voltaire i członkowie Joy Division, i my wszyscy podziwialiśmy pisarza i byliśmy  zachwyceni uczestniczeniem wydarzeniach tego wieczoru.

Czy utrzymałeś z nim kontakt tym występie, po tamtym wieczorze?

Nie, ale ponieważ byłem wtedy także dziennikarzem, miałem okazję przeprowadzić z nim po południu wywiad dla magazynu En Attendant. Zachowywał się bardzo profesjonalnie, był bardzo inspirujący. Ale to nie spowodowało żadnych dalszych kontaktów.

A z Joy Division, jaki miałeś związek?

Szybko stali się przyjaciółmi. Nadal są, jeśli chodzi o tamtą chwilę.
 
Wieczór z Fela Kuti był naprawdę imponujący. Jak ich pozyskałeś?

Otwarcie nowego miejsca w Brukseli wydawało się ekscytować ludzi. Po pierwsze dlatego, że było to wyjątkowe miejsce w tym czasie, całkowicie nowe. Ale także dlatego, że Plan K propagował prawdziwą mieszankę gatunków, z założenia wielokulturowych. Z tej właśnie perspektywy sprowadziliśmy Fela Kuti, których francuskiego agenta znaliśmy. Nie pamiętam szczególnie tego wieczoru, ale pamiętam, że wątpiłem w ich przybycie do ostatniej chwili.
 

Z jakich powodów?
 
Ich otoczenie było niezdecydowane. A potem organizacja, nie pamiętam czy ich, czy nasza, była naprawdę niepewna.

 
Czy Factory Benelux postępowało zgodnie z tymi samymi założeniami, według których działał Plan K, a mianowicie z normami dotyczącymi utrzymania i udostępnienia?

 
Factory Benelux powstała w tym samym czasie, co Plan K. W związku z tym logiczne jest, że wytwórnia mieściła się w bezpośrednim sąsiedztwie sali koncertowej. Podobnie jak w wielu innych aspektach, wszystko zostało zorganizowane bardzo naturalnie. W końcu celem było powstanie wytwórni, która pozwoliłaby nam wspomóc rozwój artystów, których kochamy.
 

Czy fakt, że brała w tym udział Annik Honoré, która miała szczególny związek ze sceną w Manchesterze, przyczynił się do rozwoju wszystkich tych projektów?

Oczywiście! Annik mieszkała wówczas w Londynie, więc była naszą forpocztą tam na miejscu. Pozwoliło to nam wyszukać wszystko, co mogłoby się wydarzyć po drugiej stronie kanału.

Czy sam też zdecydowałeś się tam pojechać? Czy pamiętasz swój pierwszy raz?

 
Po raz pierwszy pojechałem do Anglii łodzią z Ostendy do Dover, żeby kupić płytę winylową. Potem moje zamiary zmieniły się, wróciłem tam głównie po to by wziąć udział w punkowej rewolucji, by śledzić zespoły takie jak Clash, X-Ray Spex czy Siouxsie. Trzeba powiedzieć, że często podróżowaliśmy do Anglii z płytami Crépuscule, mniej więcej raz w miesiącu. Pozwoliło to utrzymać relacje i zobaczyć, jaka muzyka była tam grana.
 

Jak wyglądały relacje między Tonym Wilsonem a tobą? Wiemy, że gdy człowiek ma własną wizję przemysłu muzycznego, nie zawsze musiało być to łatwe, prawda?
 
Wręcz przeciwnie, Tony Wilson nauczył mnie wszystkiego, a jednocześnie sam cały czas angażował się tę całą przygodę, w Factory Benelux i Twilight Records. Uważam, że byliśmy blisko aż do jego śmierci. Teraz raptem przez miesiąc nie myślę o nim.

 
W Factory Benelux pierwsza produkcja to EP z Durutti Column i jedna z Section 25, dwie produkcje w oczywistej ciągłości z Factory Records. Z drugiej strony pierwsze wypusty z Twilight Discs wyraźnie koncentrują się na lokalnej brukselskiej scenie z kompilacją From Brussels With Love. Konieczne było zatem natychmiastowe rozgraniczenie oznaczeń obu tych wytwórni?

 
Tak, ponieważ Factory Benelux i Twilight Disks zostały stworzone w tym samym czasie, więc łatwo mogło dojść do zamieszania. Ważne aby podkreślić, że Factory Benelux było po prostu filią Factory Records, wydając to co wytwórnia z Manchesteru. Ponieważ Tony Wilson nie chciał produkować niczego innego ze względu na ryzyko odejścia od pierwowzoru, który ukształtował, potrzebowaliśmy stworzyć kolejną strukturę, która pozwoliłaby nam publikować bardziej osobiste i lokalne projekty. Stąd Twilight Records.
 
Skąd ta nazwa?

Wahaliśmy się pomiędzy Les Disques du Crépuscule (Płytami Zmierzchu) i Les Disques de L’Intérieur (Płytami Wnętrza). Ale głosowanie w zarządzie wyszło na korzyść pierwszej opcji. Odpowiadało to duchowi czasu, w którym królował postpunk. Dodaj do tego szarość Brukseli już zrozumiesz, wszystko wyda się oczywiste.
 

Produkcja kompilacji w Brukseli jako pierwszego odniesienia była najlepszym sposobem na narzucenie swojego wizerunku, swojego sposobu działania. Co ta kompilacja reprezentowała dla ciebie?
 
To była bardziej koncepcja niż prawdziwa chęć wrzucenia Brukseli w świat rocka. Dla nas był to najlepszy sposób aby zaprezentować artystów, których kochaliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że takie podejście może wydawać się dość wydumane, ale nam się podobało! Będąc eklektycznymi, tworząc współistniejące radykalnie różne gatunki muzyczne, takie jak new wave i muzyka eksperymentalna, było to bardzo ekscytujące. Było to posunięcie, które miało wpływ na znak firmowy w kolejnych latach.


Numer  From Brussels With Love miał TWI 007. Czy to prawda, że było to odniesienie do Jamesa Bonda?

Tak, to było takie mrugnięcie okiem. To samo dotyczy nazwy kompilacji. W tamtym czasie to było nasze wariactwo: podobały nam się filmy o Jamesie Bondzie - no cóż, szczególnie mnie! - i chcieliśmy zrobić do tego małe odniesienie. To nie było racjonalne, to był tylko nasz pomysł.
 

Po tym pierwszym wydaniu nabrałeś zwyczaju wydawania jednej kompilacji na rok. Skąd taki rytuał?
 
Przyznaję, że nawet nie pamiętam tej tradycji... Oczywiście zaproponowaliśmy kontynuację tej pierwszej kompilacji, ale była to świąteczna płyta, taki zwyczaj, który każda wytwórnia stosowała na swój sposób w tym czasie. Każdego roku wydaliśmy kompilację, aby uczcić świąteczny sezon piosenkami tematycznymi. Artyści to lubili!
 

Podobieństwa Factory Records do Twilight Records są też widoczne na innym przedmiocie, którym jest plakat anonsujący pierwszy wieczór według projektu obmyślonego przez Benoîta Henneberta. Uznanie go za belgijskiego Petera Saville'a było zatem dość łatwe, czyż nie?
 
Tak, zwłaszcza, że jego praca jest zupełnie inna Petera. Ale oprócz tego porównania muszę przyznać, że nie było nic oryginalnego w tym, że odwołałem się do Benoîta Henneberta. Jest jednym z założycieli Twilight Records, a każda [wytwórnia] miała własnego projektanta graficznego. Było więc całkiem naturalne, że do niego zadzwoniłem, chociaż później zmieniliśmy grafika. Trzeba powiedzieć, że był bardzo, bardzo powolny...

Od kilku lat Manchester jest bardzo dumny z przeszłości, ze swojej muzycznej sceny. Czy to też jest twoja sprawka?

 
Oczywiście! Bruksela była wtedy odtwarzaczem [gramofonem]. Było wiele wytwórni, takich jak Crammed Discs, dużo naśladownictwa, dużo dziwadeł i wielu młodych hiper-innowacyjnych artystów. Należy również pamiętać, że w tym czasie w Brukseli odbywało wiele nowych koncertów - rzadkie zespoły na scenie, które po raz pierwszy wyjechały z kraju pochodzenia.
 

Dlaczego w Brukseli działo się więcej, niż gdzie indziej?

Nie wiem czy więcej. Powiedziałbym po prostu, że każde miasto ma własną specyfikę. Podobnie jak Paryż, który kiedyś stał na czele światowej muzyki i łączył różne gatunki, Bruksela znajdowała się na czele całej tej rockowej sceny. Fakt, że mieszkańcy Brukseli bardzo dobrze mówią po angielsku, pozwolił na bezpośrednie związki ze sceną angielską. Belgia jest prawdopodobnie także krajem bardziej ciekawskim niż inne. Na przykład Holandia jest znacznie mniej zainteresowana nowinkami muzycznymi.
 

Pomimo prośby, czy nigdy nie próbowałeś skompilować wszystkich tych elementów, aby wykorzystać na przeszłość?
 
Pośrednio jednak. Przyjaciel z tamtego czasu, James Nice, ponownie wydał w ostatnich latach różne produkcje Factory Records, Factory Benelux i Records of Twilight w swojej wytwórni Les Temps Modernes. Pozwala na zaktualizowanie pewnego rodzaju rocka. 

Cień i skóra, które stały się znakiem wywoławczym, nie przeszkadzały ci?
 
Nie, ponieważ cała ta estetyka jest związana z muzyką tamtych czasów. Nie oznacza to, że my i artyści byliśmy poważni lub chorobliwi. Joy Division, na przykład, pomimo swojej reputacji dark, samobójczego lub złowieszczego zespołu, byli najdowcipniejszymi facetami, jakich znałem. Może to być trudne do wyobrażenia, ale byli to bardzo weseli ludzie. Dowód, że patrzysz na etykiety, które zostały zbyt szybko doczepione.
 

Czy miałeś taki sam związek z raperami jak z zespołami post-punkowymi?
 
Nie, wcale. Trzeba powiedzieć, że wszystkie moje relacje z artystami zawsze były czysto profesjonalne, z rzadkimi wyjątkami, takimi jak te z Joy Division.
 

Czy odczuwasz tęsknotę za Twilight Disks?

Wcale nie! Nie dlatego, że żałuję tego okresu, ale dlatego, że myślenie o przeszłości nie leży w moim charakterze. Wolę patrzeć w przyszłość.


Te wszystkie wytwórnie, które istnieją dzisiaj, czy uważasz, że tworzą one jakąś szkołę?
 
Nie sądzę. Istnieje wiele interesujących firm, takich jak Ed Banger, Enterprise lub Kitsuné, ale robią wszystko po swojemu. Być może była to nasza epoka, ale nie rościmy sobie prawa do innych.


Wywiad w wersji oryginalnej: TUTAJ