Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4AD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4AD. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2024

Z mojej płytoteki/z katalogu 4AD: Dead Can Dance i Spiritchaser, czyli łowiąc duchy z the Beatles w tle...


The river is deep and the road is long,
daylight comes and I want to go home
 

Awoke this morning
to find my people's tongues were tied
and in my dreams
they were given books to poison their minds

The river is deep and the mountain high,
how long before the other side
We are their mortar,
their building bricks and their clay
their gold teeth mirror
both our joys and our pain
The river is deep and the ocean is wide,
who will teach us how to read the signs
 

The earth is our mother
she taught us to embrace the light,
now the lord is master
she suffers an eternal night

you blocked up my ears,
you plucked out my eyes,
you cut out my tongue,
you fed me with lies,

Oh Lord.

Motyw wiodący, wydrukowany na okładce siódmej studyjnej płyty Dead Can Dance. Miałem okazję czekać na kolejne albumy, puszczane zwykle w PR3, lub wieczorami przez Tomasza Beksińskiego. Muzyka zespołu uległa bardzo głębokiej ewolucji, od chłodnego debiutu (choć już na nim była to ciekawa odmiana zimnej fali), przez bardziej pompatyczno - symfoniczny Spleen and Ideal (ach ten wstęp!), do uważanego za pikowe osiągnięcie nie tylko DCD ale i całej wytwórni 4AD Within the Realm of a Dying Sun... Po nim nastąpił zwrot. Nie wszyscy fani go zaakceptowali. Pojawiła się monotonia, trudna do zaakceptowania i bardzo eksperymentalna muzyka z płyty The Serpent's Egg. Dodam tylko, że po czasie, album zyskuje. Tak to jest z geniuszami, przerastają epokę... Niemniej wtedy był to album którego (w 1988 roku) nikt nie oczekiwał. Aion też miejscami nie powalał i chyba muzycy zrozumieli, że nie tędy droga realizując całkiem dobry Into the Labyrinth (1993) a po nim (1996) omawiany dziś Spiritchaser - chyba pierwsze wydawnictwo tak mocno i wyraziście przesunięte w stronę tzw. world music (widać to też w przytoczonym powyżej tekście utworu Song of the Dispossessed, czwartej piosenki na albumie).


Gdybym miał porównać ten album i zmianę stylu zespołu, to przypomina mi on mocno rewoltę jakiej dokonali the Opposition nagrywając War Begins at Home (opisany przez nas TUTAJ). Co ciekawe zespół nieżyjącego już Marka Longa nawiązał na swoim albumie do piosenki the Beatles (Babe in Black). I, co być może trudno sobie wyobrazić, po cover wielkiej czwórki sięgają też DCD. Pojawia się na albumie piosenka Georgea Harrisona (dokładnie fragment utworu 3) Within You Without You (prawa autorskie Northern Songs) ze słynnego Peppera... Na owym albumie Harrison skomponował samodzielnie tylko ten utwór, ale co ciekawe, chyba jest on jednym z najbardziej jego psychodelicznych dzieł...

Płyta (nagrana w jednym z irlandzkich kościołów, 

Zdjęcie: LINK

dziś już na stałe zamkniętym - Quivvy Church) jest miejscami bardzo mroczna, otwiera ją instrumentalny ponury Nierika, później mamy monorecytacje Brandona Perry w Song of the Stars:

Jesteśmy jak wiatr
Owinięty w świetliste skrzydła
Tworzymy drogę, aby duch mógł przejść
Dla przejścia ducha

Mamy tutaj solówkę a la The Residents z Commercial Album, i fragment tekstu w języku kreolskim haitańskim... O Indus już pisaliśmy powyżej, po nim motto albumu - Song of the Dispossessed. Dodamy tylko, że to jedyna piosenka całkowicie zaśpiewana w języku angielskim. Po niej znowu instrumentalny  Dedicacé Outò, mocno perkusyjny. The Snake and the Moon zaśpiewany w zupełnie nieznanym języku (i znowu słychać solówki rodem z The Residents) a po nim Song of the Nile - także instrumentalny, choć pojawiają się w nim doskonałe wokale (ale bez tekstu). To jedna z najpiękniejszych piosenek albumu... 

Całość kończy Devorzhum. I jest to mocne zakończenie.

Krytycy muzyczni pisali, że zespół tym albumem przekierował world music na nowe tory. Po wielu latach, patrząc bardziej całościowo na dokonania DCD, album Spiritchaser wydaje się być kontynuacją pikowego dokonania zespołu Within The Realm... I znowu, wtedy wydawał się nam dziwny, nietypowy, inny. Teraz po latach to wręcz doskonały przyjaciel jesiennych wieczorów. 

A może to my staliśmy się już na tyle starzy, że w końcu dorośliśmy do tej muzyki?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Dead Can Dance, Spiritchaser, producenci: Brandon Perry i Lisa Gerrard, 4AD 1996, tracklista: Nierika, Song of the Stars, Indus, Song of the Dispossessed, Dedicacé Outò, The Snake and the Moon, Song of the Nile, Devorzhum.

 


niedziela, 19 listopada 2023

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Stars and Topsoil (1982-1990) - składanka Cocteau Twins z doskonałą szatą graficzną Vaughana Olivera

 


Tak się złożyło, że trzecia niedziela z rzędu poświęcona jest na naszym blogu dokonaniom Cocteau Twins. Dziś wydawnictwo z 2000 roku, kompilacja wydana zapewne w celach podtrzymania legendy sztandarowego zespołu z 4AD. Jednak w przypadku tego wydawnictwa, Vaughan Oliver przeszedł samego siebie. Szata graficzna jest imponująca, a była ku temu możliwość, bowiem 4AD wykazało się wyjątkowym rozmachem. Wytwórnia przyzwyczaiła nas do skromności, wydawnictwa z lat osiemdziesiątych zawierały zwykle dość skromne okładki, względnie Oliver dodawał grafikę na kopertach. Tutaj mamy coś zgoła odwrotnego. Piękne to mało powiedziane, grafiki jak zwykle dopracowane, epatują tajemniczością, jakimś spokojem i jak zawsze odrobiną nostalgii.


Wewnątrz znajduje się komentarz Alana Warnera z Dublina. Autor zaznacza, że muzykę zespołu można traktować jako swoistego rodzaju zoo - krainę różnorodności która zadziwia a w której, tak jak w prawdziwym zoo, nie obowiązuje żaden dress - code. Autor uważa, że prezentowana kompilacja (swoją drogą ktoś w 4AD przeoczył i nie zmieniono słowa CD na słowo winyle) pokazuje jak daleką drogę przeszli muzycy z zespołu, którzy karierę zaczynali w małym miasteczku Grangemouth, pełnym rafinerii i fabryk chemicznych. Wspomina zdjęcie z wczesnego okresu, kiedy tam mieszkali, na którym widać uśmiechniętą Frazer, między jakże młodymi dwoma muzykami, patrzącymi z zaciekawieniem, tak jakby chcieli powiedzieć, że wkrótce świat muzyczny stanie przed nimi otworem (być może myślał o zdjęciu poniżej). 


Porównuje Cocteau Twins do takich kapel jak PIL, Can, Beefeart czy Last Exit, które zamknięte były w bańce swojej unikatowości. Uważa, że ich debiut, jak i kolejne dwa albumy (w tym Treasure) doskonale wypełniły pustkę epoki post Joy Division. Cocteau Twins byli unikalni, ale też i bardzo pracowici, zaskakując cały czas nowymi EP-kami. Mimo tego, że zmieniali styl, zawsze brzmieli unikatowo, i zawsze inaczej niż inne zespoły. 


Autor uważa, że centralnym punktem muzyki zespołu jest wokal Elizabeth Frazer, naśladujący instrument, co czyni muzykę zespołu podobną do powierzchni wody falującej w płytkiej zatoce. Uważa, że ten rodzaj śpiewu pozwala na to, iż każdy z nas słyszy taki tekst, jaki sam chce, co czyni muzykę zespołu jeszcze bardziej uniwersalną.
 

Muzykę Cocteau można porównać do dokonań Can, z wokalem Damo Suzuki. Zwłaszcza istnieje podobieństwo do albumu Future Days. Damo miał swój styl śpiewu, mieszał języki i wymyślał własne słowa. Igor Strawinski kiedyś powiedział, że jest jedynie naczyniem, przez które płynie jego muzyka. Podobnie można powiedzieć o Cocteau Twins. Mimo że od 1996 zespół nie gra już razem, Warner wyraża nadzieję, że to nie koniec. Nie ma artystów, są ich dzieła, i możliwe że zespół jeszcze wróci, żeby zakończyć pracę nad swoim niedokończonym albumem, a on znowu poczuje się jakby jego zoo ożyło...

Album obejmuje 18 utworów i pokazuje przekrojowo rozwój zespołu. Mamy tu muzykę poczynając od Garlands, a kończąc na Heaven or Las Vegas (uznany niedawno za najlepszy szkocki album muzyczny) i singlu Iceblind Luck z 1990 roku. To bardzo dobra przeglądówka dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z muzyką zespołu. Każdy znajdzie bowiem tutaj coś miłego dla siebie, poczynając od typowiej zimnej fali, przez dreampop, kończąc na czymś, co eksperci nazwali ethereal wave. A za czym dziś tak tęsknimy...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

Cocteau Twins, Stars and Topsoil, 4AD 1990. tracklista: Blind Dumb Deaf, Sugar Hiccup, My Love Paramour, Pearly-Dewdrops' Drops, Lorelei, Pandora, Aikea-Guinea, Pink Orange Red, Pale Clouded White, Lazy Calm, The Thinner The Air, Orange Appled, Cico Buff, Carolyn's Fingers, Fifty-Fifty Clown, Iceblink Luck, Heaven or Las Vegas, Watchlar.


niedziela, 12 listopada 2023

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Victorialand Cocteau Twins - najpiękniejszy album w historii muzyki

 
Są takie albumy, które od początku do końca stanowią doskonałą całość. Okładka dodaje swoje, minimalistyczna ale wydaje się, że w kopercie wewnątrz nawiązuje do jesieni, przynajmniej ja widzę tam spadające liście. Vaughan Oliver kiedyś powiedział, że rozmawia z artystami, słucha muzyki którą ma ilustrować swoimi okładkami. Tym różnił się np. od Petera Saville'a, który bardziej losowo dobierał okładki albumów, sugerując zespołom raczej coś co w aktualnym momencie miał na swoim artystycznym warsztacie zainteresowań.
 
 
Nagrany dwa lata wcześniej bo w 1984 roku Treasure, uważany za najlepszy album Cocteau Twins, brzmi bardziej industrialnie, być może przez fakt zastosowania automatu perkusyjnego. Jest bardzo eteryczny, ale chwilami nieco bardziej krzykliwy. Tutaj na Victorialand, być może przez nieobecność Simona Raymonde (uwikłanego wtedy w nagrywanie albumu This Mortal Coil), a zastąpionego przez saksofonistę Richarda Thomasa z DifJuz, mamy czyste brzmienie, akustyczne gitary, jakiś niesamowity spokój. Podobno tytuł albumu zaczerpnięto od Antarktydy, są tutaj też nawiązania do klimatów wodnych w niektórych tytułach utworów, ale dla mnie to album o jesieni.
 
 
Od pierwszych sekund słyszymy, jak Rozleniwiony Smutek stąpa po puszystych kępkach trawy. Dla niego kwiecień i maj to ciemne pory. W końcu jest smutkiem... Marzy o dalekiej, chłodnej Antarktydzie, gdzie wesoło, w lodowatej wodzie pluszczą ogony wielorybów, a  Oomingmak - kosmiczny stwór, ma płetwy jak ludzkie stopy... Rozleniwiony Smutek byłby tam u siebie, całe dnie spędzając na myśleniu: jak zaróżowić śnieg? by stał się on rzadszy niż powietrze...
 
 
Nie zapomnijmy, że nad całością czuwał genialny Ivo Watts - Russel. Postać, która wywarła ogromny wpływ na muzykę, postać formatu której dzisiaj szukać ze świecą... 

Ivo wracaj, czekamy w tej otaczającej nas marności, której nawet w najodważniejszych marzeniach nie śmiemy nazywać muzyką...
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziemy w mainstreamie.
 

   

Cocteau Twins, Victorialand, producent: Cocteau Twins, 4AD, 1986, tracklista: Lazy Calm, Fluffy Tufts, Throughout the Dark Months of April and May, Whales Tails, Oomingmak, Little Spacey, Feet-Like Fins, How to Bring a Blush to the Snow, The Thinner the Air.
 

niedziela, 5 listopada 2023

Usystematyzowana historia Cocteau Twins w pigułce - film dokumentalny


Około rok temu na kanale Stained Glass Stories (LINK) ukazał się interesujący dokument o historii zespołu Cocteau Twins. Na początku autorzy wspominają, że wielu artystów wskazuje trio ze Szkocji jako źródło swojej inspiracji, a zespół, mimo wielu naśladowców, wykazał się niepowtarzalnym brzmieniem przeistaczając się z zimnofalowej kapeli w gwiazdę dream pop.

Zespół wywodzi się z liczącego 15 000 małego portowego miasteczka Grangemouth, a założony został w 1979 roku przez Robina Guthrie i jego kolegę Willa Heggie. Robin był DJ-em w jednej z małych knajpek, grał tam muzykę punk. Podczas jednej z takich imprez w 1981 roku poznał Elizabeth Frazer. Tak stała się ona wokalistką zespołu i choć opuściła go na pół roku wróciła, kiedy między nią o Robinem wywiązało się uczucie. Byli wtedy pod mocnym wpływem The Birthday Party, Kate Bush i Sex Pistols. A ponieważ pierwsza z kapel nagrywała dla 4AD, po jednym z koncertów jej perkusista dał Robinowi i Elizabeth adres wytwórni. Tak zespół mógł wysyłać do 4AD swoje nagrania. W 1982 ukazał się tam ich debiut pt. Garlands (dokładniejszy opis tej historii przeczytamy w wywiadzie Tomasza Słonia z Ivo Watts - Russelem TUTAJ).

Garlands to typowy gotyk, z wpływami Modern English i Bauhaus (nasza recenzja albumu jest TUTAJ). Zdaniem autorów filmu to znakomity debiut (podzielamy tą opinię), zwłaszcza, że muzycy byli bardzo młodzi - Liz miała zaledwie 19 lat.

Krótko po debiucie wydają dwa single: Lullabies i Peppermint Pig, gdzie wyraźnie zmieniają styl. Robin jednak był mocno rozczarowany efektami tej pracy, single nazwał złymi, w czym niebagatelną rolę odegrał producent Alan Rankine z The Associates. Po wydaniu singli Will opuścił zespół by związać się z Lowlife (warto zobaczyć TUTAJ).

 
W 1983 roku ukazuje się drugi album zespołu Head over Heels i EPka Sunburst and Snowblind (oba wydawnictwa opisaliśmy TUTAJ).
 

Znika gotyk, pojawia się shoegaze a głos Elizabeth (jak zauważają autorzy filmu) staje się surrealistyczny, piękny i jest eteryczną doskonałością. Oba wydawnictwa dostają się na listy przebojów w UK, a zespół wyrusza w trasę jako support OMD. Niestety mają problemy z odtworzeniem dźwięku ze studia i skracają trasę. Biorą udział w projekcie This Mortal Coil z piosenką Tima Buckleya Song to the Siren.


Podczas sesji poznają Simona Raymonda który wnosi nowe wartości do zespołu, a debiutuje z nimi na singlu The Spangler Maker. Liz coraz bardziej porzuca słowa, by skupić się na emocjonalnym języku. W 1984 - roku przełomowym - występują w Old Grey Whistle Test i nagrywają pierwsze wideo - Pearly Dewdrops' Drops



Zespołowi klip jednak nie przypadł do gustu jako zbyt komercyjny. W listopadzie 1984 nagrywają trzeci album Treasure. Mimo że zespół go nie lubił, stał się ich pikowym albumem i jest umieszczany na listach najlepszych albumów lat 80-tych. To pierwsza płyta na której odeszli od gotyku. Rok później ukazuje się Aikea - Guinea.


A po niej Tiny Dinemite i Echoes in A Shallow Bay. Do pierwszego ukazuje się wideo, tym razem zadowalające zespół.


Single miały być testami nowego studia, jednak finalnie zespół dopracował piosenki i upublicznił. To najdoskonalsze brzmieniowo produkcje grupy. W 1986 wydają kompilację The Pink Opaque żeby przyciągnąć publikę światową. Zyskuje on popularność w USA. W 1986 ukazuje się Victorialand. Bez Robina, który w tym czasie nagrywał drugi album This Mortal Coil. Towarzyszy im Richard Thomas z Difjuz (album opiszemy wkrótce, nie wiemy jak to się stało, że tego jeszcze nie zrobiliśmy). 

W 1986 nagrywają z Haroldem Buddem The Moon and The Melodies (opisany TUTAJ), który uważany jest za projekt Budda. Zdaniem autorów filmu, to najwspanialsze dokonanie zespołu (z czym trudno się zgodzić). W 1986 ukazuje się kolejna EPka Love's Easy Tears. Nawiązuje ona do muzyki lat 60-tych a wśród inspiracji zespół wymienia the Beach Boys. Powstaje też niskobudżetowy klip. 


W 1987 roku robią sobie przerwę, nagrywając jedynie Crushed na album Lonely Is An Eyesore - składankę z kapelami 4AD (opisaliśmy go TUTAJ).


w 1988 nagrywają Blue Bell Knoll. Podpisali kontrakt z Capital Records i mieli własne studio, gdzie mogli eksperymentować z dźwiękiem. Mimo skromnej promocji album okazał się wielkim sukcesem. Zrealizowano dwa klipy promocyjne.
 


Po nagraniu tego albumu zespół skupił się na życiu prywatnym. Liz i Robin powitali na świecie córkę a Simon syna.


W tamtym czasie Robin uzależnił się od kokainy i miewał wahania nastrojów, popadał także w paranoję. Simon stracił ojca, którego określał jako najbardziej wpływową osobę w życiu. Mimo tych problemów w 1990 ukazuje się Heaven or Las Vegas. Odniósł on największy sukces komercyjny. 
 

Wsparci przez dwóch gitarzystów wyruszyli w długą światową trasę.

 


Ivo jednak rozwiązał z nimi kontrakt. Zespół nagrał jeden utwór Frosty The Smowman dla magazynu Volume w 1992 roku by zamilknąć aż na ... 3 lata.


Wrócili do UK i podpisali kontrakt z Mercury Fontana. Mimo podjętego odwyku Robin był pod wpływem podczas nagrywania kolejnego albumu Four - Calendar Cafe. To album nagrany podczas separacji Robina i Liz, i cofnięcie się do klimatów minimalistycznych...


W 1994 nagrywają limitowaną edycję singla. Wystąpili też w TV w USA a Robin udzielił kontrowersyjnego wywiadu dla MTV. Po trasie koncertowej nastąpiło przeciążenie. Simon był zmęczony napięciami między Robinem i Liz.
 

W 1995 roku jednak wrócił optymizm i wdali dwie EPki Twilights i Otherness. Niestety były to ich ostatnie EPki... 


Po nich ukazał się ostatni album studyjny zespołu pt. Milk and Kisses. W tym czasie nagrali też muzykę do filmu i reklamy Fruitopia - soku owocowego Coca Coli.
 
 
Odbyli udaną, ostatnią trasę koncertową i założyli własną wytwórnię Bella Union. Mimo nagrania wielu piosenek w 1997 zespół rozpadł się.
 
Muzycy jednak nadal są aktywni, a ich dalsze losy opisaliśmy TUTAJ

Film o historii zespołu:
 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.               

sobota, 7 października 2023

Co się dzieje z nimi dzisiaj? John Fryer z 4AD: od Depeche Mode do This Mortal Coil

Pewnego wrześniowego dnia 1979 roku 21 letni John Fryer zapukał do drzwi Blackwing Studios w Londynie. Był wówczas początkującym fotografem, który marzył o karierze projektanta. Ale że był to czas, gdy punk stawał się coraz bardziej popularny, jak grzyby po deszczu wyrastały nowe kapele i Fryer, który miał znajomego pogrywającego trochę w jakimś zespole, który miał nagrać demo w Blackwing Studios, wybrał się aby w tym pomóc.



Blackwing Studios mieściło się w opuszczonym kościele, który został zbombardowany podczas nalotów na Londyn w 1941 roku. Właścicielem studia był Eric Radcliffe, producent utworów wielu angielskich grup nowofalowych i synthpopowych. Fryer został nie tylko przyjęty przez niego do pracy, ale szybko stał się jego asystentem i uczniem. Początki jednak były trudne - zaczynał od parzenia wszystkim herbaty, sprzątania toalet i studio, a że był chętny i do pracy i do nauki, zlecano mu coraz więcej obowiązków. Stał się koproducentem wydawnictw m.in. z Fad Gadget, lecz nie oszczędzał się, pracował bez przerwy, przechodząc płynnie od jednego nagrania do drugiego.



W 1981 Fryer był już technikiem przy Speak & Spell, debiutanckim albumie Depeche Mode. Wkrótce stal się głównym inżynierem dźwięku wytwórni i przez dziesięć lat wyprodukował wszystko, co tylko wychodziło ze znakiem Blackwing Studio. Zajmował się nagraniami takich artystów jak Bruce Gilbert i Graham Lewis z Wire, a także grup Dome, Yazoo (Warto zerknąć TUTAJ)  i niemieckiego zespołu Xmal Deutchland (pisaliśmy o nim TUTAJ). Rozpoczął także współpracę z artystami innych wytwórni, takich jak 4AD , Mute i Beggar's Banquet (pisaliśmy o nich TUTAJ i TUTAJ) , co czasem owocowało jeszcze innymi korzyściami, np.: Daniel Miller z Mute Records bardzo interesował się technologią i zawsze przynosił na nagrania do Blackwing Studios najnowsze syntezatory i automaty perkusyjne. Był pomysłowy, dzięki niemu zespoły z 4AD Cocteau Twins, i Clan of Xymox osiągnęły niepowtarzalne brzmienie. Fryer ostatecznie stał się jednym z dwóch stałych członków głównego projektu 4AD, This Mortal Coil (TUTAJ) , drugim był założyciel wytwórni Ivo Watts-Russell  (TUTAJ).

Twórczość Fryera przyciągnęła uwagę Trenta Reznora, który wybrał go do nagrania Pretty Hate Machine – albumu Nine Inch Nails (TUTAJ). A potem zwabieni jakością nagrań ciągnęli do Fryera różni inni artyści, prezentujący rozmaite gatunki muzyki. Ilość projektów wymienionych choćby na stronie Discogs.com jest imponująca (LINK) . Ma także swój udział w ścieżkach dźwiękowych kilku filmów, w tym Clerks (1994), Seven (1995), Mortal Kombat, Johnny Mnemonic (1995), Mortal Kombat: More Kombat (1996), Faust (2001), Resident Evil: Apocalypse (2004), a to tylko niektóre z tytułów.


O tym co robił można by naprawdę długo i dużo pisać. Lecz co robi teraz? Od jakieś dekady Fryer wreszcie może tworzyć własną muzykę.  Zaczął od powrotu do starego projektu jakim był założony w latach 80. XX wieku Dark Drive, który w 2011 roku wydał debiutancki krążek Noise In My Head, a niedługo potem aż dwie nowe płyty  Muricidae i Silver Ghost Shimmer.

Rozpoczął także współpracę z Chrystą Bell, protegowaną amerykańskiego reżysera Davida Lyncha. Bell wykonała na przykład ulubiony utwór Lyncha jakim jest  Song For The Siren przeboju This Mortal Coil. Słynny reżyser chciał nawet go wykorzystać w jednym ze swoich obrazów ale okazało się to zbyt skomplikowane. Potem zaangażował się w projekt  Silver Ghost Shimmer, gdzie grając w duecie z Pinky Turzo, wydał dwa teledyski z piosenkami nasyconymi stylizacjami ultra-retro.

We współpracy z Louise Fraser utworzył  Muricidae, osiągając to samo prawie brzmienie, które fani znają  z This Mortal Coil i The Hope Blister. Oprawę wizualną Muricidae opracował Roxx z 2spirit Tattoo z siedzibą w San Francisco. Wybór tatuażysty zamiast artysty komercyjnego odzwierciedla niezależnego ducha, jaki Fryer wnosi do swojej pracy twórczej.

Swoje pomysły realizuje często sam i to rezygnując z reklamy, a w zasadzie decydując się na samodzielność nawet w tej dziedzinie. Sam nagrywa i sam reklamuje wydawnictwa w Internecie, korzystając z mediów społecznościowych.
 


Udziela wielu wywiadów lecz mówi w nich tylko o muzyce. Nie ujawnia żadnych informacji z życia prywatnego. I trudno natrafić w sieci na choć na ślad takich wiadomości. Ale, że Internety nie płoną, dla naszych ciekawskich czytelników dowiedzieliśmy się, że w 2006 roku ten producent i muzyk pochodzący z Anglii przeniósł do Oslo i założył tam studio nagraniowe. Co go do tego skłoniło? Po prostu miłość. Artysta sprzedał mieszkanie w Londynie, gdzie poznał młodszą o 20 lat Norweżkę Hannę Røskaft, stylistkę i właścicielkę oddziału sieci fryzjerskiej H2 przy Portobello Road w Londynie i przeprowadził się na Grünerløkka w Oslo, do mieszkania, które wyglądało niemal jak wunderkammer. Dużo miejsca w nim zajmowały czaszki, stworzenia mitologiczne i antyczne meble.

W Norwegii John Fryer założył własne studio, miał kilka wykładów na miejscowym uniwersytecie,  współpracował z takimi artystami jak Ulver, Castro, Mmm, Atle Pettersen, Seven, Ranheim, Zeromancer i Ronni Le Tekrö. Jego pierwszą tamtejszą produkcją był debiutancki album dla The School w 2006 roku, który został nagrany w Larsville Studio w Trondheim. Ta data 2006 roku, a szczególnie dzień 6 czerwca był dla niego istotny. Tego dnia w małej miejscowości Hell wziął ślub. Ceremonia podobno przypominała plan filmowy. Około 30 gości ubranych głównie na czarno i czerwono, panna młoda w czerni i tatuażach. Jedyną białą postacią był katolicki ksiądz, który udzielał im ślubu. Wybór daty z trzema szóstkami i miejsca miał, według Hanny zamienić coś negatywnego w coś pozytywnego.
 


Ale małżeństwo chyba nie okazało się trwałe. Hanna Røskaft na swoich mediach społecznościowych określa się wprawdzie jako mężatka, lecz podając datę zawarcia związku wpisuje rok 2018. I zamieszcza fotografie z innym panem…
 

A Fryer? Przeniósł się do Los Angeles. I w 2016 roku uruchomił nowy projekt muzyczny o nazwie Black Needle Noise, w którym współpracuje z wokalistami reprezentującymi wiele gatunków muzyki popularnej, m.in. z takimi jak: Jarboe (Swans), Ledfoot, Elena Alice Fossi z Kirlian Camera, Betsy Martin z Caterwaul, Bill Leeb (Front Line Assembly, Delerium), Mimi Page, Jennie Vee, Sivert Høyem i Beca. Ale to nie wszystko. Trzeba przyznać, że mnogość projektów w których bierze udział może przyprawić o zawrót głowy. Tylko w przeciągu ostatnich dwóch lat nagrał (a w zasadzie opracował) nowe wydawnictwa dla Zyna Hel Elektra (znana także jako Elizabeth Electra) z Glasgow (My Armour LINK), zremiksował muzykę filmową do chilijskiego obrazu  El Niño del Plomo w 2022 roku (LINK), a w lutym tego roku z Lisą Kekaulą wydał nowy album. Jeden z utworów na nim – Rise - powstał na potrzeby krótkiego filmu dokumentalnego o protestach w Los Angeles spowodowanych śmiercią George’a Floyda (LINK).

I pewnie jeszcze Jonhn Fryer - muzyk i producent ma dużo więcej pomysłów, tak więc musimy nastawić się i poczekać na kolejne single, Ep-ki i albumy. W jednym z wywiadów tak powiedział o sobie: Psychiatra kiedyś tak stwierdził "W twoich żyłach płynie sztuka". Myślę, że muzyka jest częścią mojego DNA (LINK).
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


niedziela, 1 października 2023

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: This Mortal Coil i Blood - jesienna nostalgia


Chciałoby się powiedzieć: do trzech albumów sztuka, tyle bowiem ma w swoim dorobku projekt This Mortal Coil. Ivo Watts Russel (warto zobaczyć TUTAJ) będąc na koncercie Modern English w USA, oczarowany został coverami jakie grali. Zapytał muzyków, czy nie mają zamiaru ich wydać na płycie, ale usłyszał w odpowiedzi, że mają inne plany i chcą nagrywać własny materiał. Tak narodziła się w jego głowie myśl, żeby zaprosić gwizdy z 4AD aby wystąpiły we wspólnym  projekcie... Powstały dwa znakomite albumy, z których jeden opisaliśmy na naszym blogu: It Will End in Tears (TUTAJ), oraz Filigree and Shadow (do którego wrócimy). Na pierwszej z nich pojawia się nawet utwór Ivo, natomiast na dziś omawianej płycie, jest ich znacznie więcej. Wszystkie trzy albumy realizowali Ivo i John Fryer, tego ostatniego znamy z dzieł takiego kalibru jak Livonia zespołu His Name Is Alive (opisanego TUTAJ). 

Na Blood jest mniej gwiazd z 4AD, a prym wiodą mające polskie korzenie siostry Rutkowski (o ich aktualnych losach pisaliśmy TUTAJ).

       

Co ciekawe, do klimatu jesiennej nostalgii i melancholii dokładają się między innymi Pieter Nooten (ex Clan of Xymox) - autor genialnego Several Times, czy zza grobu sam legendarny Syd Barret (ex Pink Floyd), którego interpretację piosenki Late Night wykonuje brytyjska wokalistka Caroline Crawley. Ten utwór jest w naszej opinii, nie dość że najlepszą piosenką na albumie, to jeszcze z powodzeniem może stanowić jego wizytówkę.


Wokalistka udziela się jeszcze w trzech innych piosenkach, z których najlepsza to chyba Mr. Somwhere. Siostry Rutkowski nie pozostają jej dłużne, a takie znakomite utwory jak nieco patetyczny I Come and Stand at Every Door, jesienny Several Times czy optymistyczny I'am the Cosmos to perełki na tym albumie. Warto dodać, że siostry udzielały się nie tylko wokalnie, ale są też autorkami kilku tekstów.
 

Album Blood nie stał się tak popularny, jak dwie wcześniejsze płyty TMC. Być może było tak z powodu nieobecności wielkich nazwisk z 4AD. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to wręcz genialna płyta - kolejne dzieło pokazujące, w jakim kierunku chciał podążać Ivo. Jest tutaj nieco starego TMC, a słychać go zwłaszcza w utworach instrumentalnych brzmiących czasem wręcz jak odrzuty ze wcześniejszych płyt (choćby Andialu, czy the Lacmemaker II).

A co było później? Później Ivo uśmiercił TMC, ale nie wycofał się z tego typu projektów, o czym wkrótce tutaj napiszemy. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


This Mortal Coil, Blood, 4AD 1991, producenci: John Fryer i Ivo Watts - Russel, tracklista: The Lacemaker, Mr. Somewhere, Andialu, With Tomorrow, Loose Joints, You and Your Sister, Nature's Way, I Come and Stand at Every Door,  Bitter, Baby Ray Baby, Several Times, The Lacemaker II, Late Night, Ruddy and Wretched, Help Me Lift You Up, Carolyn's Song, D. D. and E., Til I Gain Control Again, Dreams are Like Water, I am the Cosmos, (Nothing but) Blood


środa, 28 czerwca 2023

A beginner’s guide to 4AD Records: śmiać się, czy płakać?

 

 

Jestem już dość dużym chłopcem, dlatego miałem okazję na żywo uczestniczyć w premierach albumów 4AD, ponieważ puszczane one były w dwóch fragmentach w zaprzyjaźnionym z wytwórnią Programie 3 naszego radia. Dlatego z dość dużym zażenowaniem zapoznałem się z artykułem, mającym być przewodnikiem dla początkującego, pt. A beginner’s guide to 4AD Records in five essential albums... Poziom zażenowania po jego przeczytaniu osiągnął u mnie maksimum, stąd dzisiejszy wpis. 

Najpierw rzut oka na autorkę. Vicky Greer (LINK) o ile jej zdjęcie jest aktualne, jest osobą dość młodą, stąd chyba nie wie zbyt wiele o 4AD. Z pewnością jej opinia, nie ma nic wspólnego z najważniejszymi płytami wytwórni. Ogólnie artykuł sprawia wrażenie tekstu napisanego po najmniejszej linii oporu, a przecież w sieci jest masa opracowań o wytwórni, na naszym blogu jest nawet wywiad Tomasza Słonia z Ivo, (LINK, starczy użyć przycisku translatora, żeby mieć tekst w dowolnym języku), są też książki. Swoją drogą Vicky na tym samym portalu napisała też o podstawowych książkach rocka...

Ale nie będę się pastwił. Przejdźmy do sedna, czyli artykułu, który jest TUTAJ

Zacznijmy od pytania, dlaczego tylko 5 albumów? Z 4AD jest taki kłopot, jak bywa na zawodach w sprincie, kiedy na metę wbiega niemal jednocześnie kliku zawodników i tylko bardzo precyzyjna fotokomórka potrafi zdecydować kto wygrał. Ja mam tak z płytami na powyższym zdjęciu. I jeśli przyjąć, że fotokomórka nie jest największej precyzji, nie jest człowiek w stanie zdecydować o tym, kto jest liderem. A i zaraz ci za czołem też są bardzo blisko, jak choćby niedoceniony w epoce debiut Cocteau Twins Garlands, czy ich Voctorialand...  Kilka płyt DCD też jest blisko...

We wstępie czytamy: 

Od momentu powstania angielska wytwórnia była domem dla zespołów, które zdefiniowały wiele alternatywnych gatunków, od gotyckiego rocka i shoegaze po indie i alt.pop nowego tysiąclecia.

Oto historia 4AD w pięciu przełomowych albumach.


Gotyk wcale nie powstał w 4AD, jak wiadomo pojęcia tego użył po raz pierwszy Martin Hannett, a nawet głupia Wikipedia pisze o tym, że Closer  Joy Division to arcydzieło gatunku. W opinii krytyki muzycznej Day Of The Lords tego samego zespołu, to pierwszy utwór gotyku. Ale to nie 4AD, tylko Factory Records...


Co do samego wyboru, zgodzę się z jednym albumem. Bauhaus. Tutaj rzeczywiście OK. Pixies jest ważny, ale czy ważniejszy niż w zasadzie dwie najważniejsze płyty 4AD czyli Dead Can Dance - Within... i Cocteau Twins - Treasure? Obawiam się, że nie. Czy nie warto było dla początkującego polecić przeglądu kapel 4AD ze swojego najlepszego okresu, czyli Lonely Is... i od tego zacząć całą historię?


 

Co z genialnymi albumami This Mortal Coil? Co z X Mal Deutchland i His Name Is Alive, oraz ich genialną Livonią? A co z Throwing Muses? Poziom ignorancji wybiega poza skalę, kiedy zauważymy na liście brak Clan of Xymox, czy Difuz... Nie wspominając już o absolutniej lekturze obowiązkowej zimnofalowca, czyli The Legendary Wolfgang Press... A gdzie improwizowany Moon And the Melodies?


Każdy, kto ma choć trochę pojęcia o 4AD wie o czym piszę. A kto nie ma go niemalże wcale, temu polecamy sugerowanie się: A beginner’s guide to 4AD Records in five essential albums. Ominie go wiele znakomitej muzyki i nie pozna arcydzieł, które są nie tylko takowymi w opinii autora tego wpisu, ale też wielu ludzi wiedzących o czym piszę.


Mój ojciec zawsze mawiał: jeśli nie potrafisz - nie pchaj się na afisz. I tym optymistycznym akcentem, kończymy ten wpis, zapraszając do odsłuchania płyt z zestawu prezentowanego na zdjęciu powyżej, jak i przeczytania naszych ich prezentacji (LINK).

P.S. Klipy wybrane są złośliwie, żadnej z płyt i kapel na liście nie ma...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.        

niedziela, 23 kwietnia 2023

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: The Wolfgang Press i Standing Up Straight, psychodeliczna zimna fala


Po doskonałym The Legendary Wolfgang Press and Other Tall Stories (z roku 1985, album opisaliśmy TUTAJ) Wolfgang Press nagrywa Standing Up Straight (ukazał się 1.05.1986), być może nieco bardziej funkowy, za to zapewne znakomity i klimatem chyba nawet bardziej dołujący niż poprzednik. Mało tego, zespół wreszcie dorabia się przeboju, bowiem kończący album utwór I'm the Crime (z Elizabeth Frazer z Cocteau Twins na wokalach) plasuje się dość wysoko na liście przebojów Rozgłośni Harcerskiej, która bez wątpienia obok PR3 przyczynia się do lansowania małej niezależnej wytwórni 4AD

Album zyskuje bardzo wysokie noty, zarówno portali jak i czytelników (proszę zobaczyć TUTAJ), którzy zwracają uwagę na elementy industrialne, orkiestrowe i zimnofalowe. Inni z kolei dopatrują się nieco Cave'owego brzmienia wokalu (TUTAJ).

Szczególną uwagę zwraca szata graficzna, oczywiście w wykonaniu nieodżałowanego Vaughana Olivera (pisaliśmy o nim TUTAJ), szczególnie interesujący jest na tym albumie sposób w jaki artysta zaprezentował teksty. 



Jak bowiem wiadomo, od 1967 roku, kiedy to Beatlesi jako pierwsi wpadli na pomysł umieszczenia tekstów na okładce płyty (był to album Sgt. Pepper) stało się to standardem. Ale Oliver poszedł dalej. Pokazuje na albumie Wolfgang Press, że tekstami też można się nieźle bawić.
 


Raz są one bowiem drukowane idealnie równą kursywą, innym razem przypominają sterty latających liści... Pojawiają się też gryzmoły nieco przypominające kanji. Nie mam pojęcia, czy to specjalna wersja okładki na rynek japoński, bowiem egzemplarz płyty jakim dysponuję przeznaczony jest właśnie do promocji grupy na tamtym rynku, mało tego, jest to egzemplarz za który nie wolno było pobierać pieniędzy, ze specjalną wkładką na japoński rynek z tłumaczeniami tekstów i informacjami o płycie.

 

Zaczyna się mocno - Dig A Hole w którym pojawia się typowe dla zespołu zwolnienie rytmu z nostalgicznymi wstawkami na pianinie. Nie zmienia to jednak faktu, że piosenka sprawia wrażenie jakby WP wbijali nam w czoło gwoździa. Na szczęście po niej jest klimat jaki najbardziej lubimy. Bowiem My Life jest bardzo nastrojowy i nawiązuje klimatem do poprzedniego albumu.

Ty nigdy nie zrozumiesz
Kiedy ja zaczynam wyglądać jak ja
Nigdy nie da się nas opisać
A ty, ty znowu się odwracasz
Mówiłem, że możemy być tacy sami
Ale zostawiłem tam swoją duszę
Dlaczego?
Hej, co jest?
Moje życie właśnie tu przeleciało
Mów, mów i daj się złamać
Co, jaki jest powód?
Moje, ja jest odpowiedzią
Więc co to jest, co powiedziałem?
Więc co straciłem?
Powietrze to brud, ziemia jest jeszcze gorsza
Nigdy tego nie zrozumiesz

Kiedy ja zaczynam wyglądać jak ja
Zawsze będziemy spleceni
To prawda
Hej, co jest?
Moje życie właśnie tu przeleciało
Myślę, że zostałem zapomniany
Powinniśmy teraz podnieść to drzewo
Wsadź je do mojej głowy, weź je do mojej duszy
Zabierz  do miejsca moich narodzin, gdzie nie może zostać zniszczone
Weź je do mojej głowy, weź je do mojej duszy
Zabierz je do miejsca moich narodzin, zabierz je do mojej głowy
Ty i ja, ty i ja, ty i ja 

Hammer The Halo znowu zaczyna się dość dziwnie, na szczęście przechodzi w nastrojowe, pełne powietrza klimaty... Piosenka, mówiąc krótko, jest apelem do innych o święty spokój... Bless My Brother jest nieco hałaśliwy, za to ma interesujący tekst. 

Pobłogosław mojego brata ukrywającego się w śmietniku
Wyszedłem do drzew, które właśnie przemówiły do ​​bryzy
Powiedziałem, że poszedłeś, poszedłeś do śmietnika
Wszędzie mówiłem: morderstwo
Powiedziałem, jak można uzyskać dyscyplinę mówienia
Bo to nic nie znaczy, to nic nie znaczy
Myślisz, że jesteś taki świadomy, tak niezwykły
Ale to nie, to nic, to nic nie znaczy
I jest jedyną rzeczą, w którą kiedykolwiek wierzysz

Pobłogosław mojego brata ukrywającego się w śmietniku
Bo wszystko, co robię, nie wierzę w opowiadane sny
Powiedziałem, że musisz być dobry, powiedziałem, że musisz być dobry
Muszę patrzeć, jak zatrzymujesz nad nim stopę
Śmiertelna trucizna, którą ukrywam we właściwych decyzjach
Oburzające uwagi, które powiedziałem, popadają w nieszczęście
Ponieważ nie mają, nie mają, nic nie znaczą
Oni nie, oni nie, oni nic nie znaczą

Fire-Fly jest ciekawy, z tym że tekst to co najmniej eksperyment słowny... Ghost najbardziej nawiązuje do poprzedniego albumu. Jest jakby odrzutem z The Legendary. Rotten Fodder to piosenka o przyczynach zepsucia i upadku człowieka, jak znęcająca się nad dzieckiem matka, czy zły wpływ innych. Forty Days, Thirty Nights i I Am The Crime niewątpliwie wyróżniają się na tym albumie. Oba są nastrojowe, przy czym pierwszy stanowi preludium do wielkiego finału.

 


Zejdź mi z drogi i opuść mój dom
Cukier i sól
Uwierz w siebie, czekam 40 dni i 30 nocy
jestem zdumiony
Zejdź mi z drogi, zniszcz ten dźwięk
Zejdź mi z drogi, zakochałem się w sobie
Przyjmij mój kształt i znajdź mój sens
Jestem zdumiony, jestem zdumiony
W moim oczekiwaniu będę się uśmiechać
Przyjmij mój kształt, jestem zakochany w sobie, w sobie

Moje czekające ramiona z pewnością muszą tu pozostać
Jestem zakochany w sobie
jestem mężczyzną
Wierzę w siebie
Którędy bezpiecznie musi tu stać
Jestem zakochany w sobie
Zejdź mi z drogi i opuść mój dom
Jestem człowiekiem, którego słyszałem
jestem mężczyzną
jestem mężczyzną
Spędziliśmy 40 dni 30 nocy
40 dni 30 nocy
Coś jest nie tak: słyszę siebie

Zapewne chodzi tutaj o jakiś byt narcystyczny. Za to legendarny już dziś I Am The Crime, niewątpliwie obok Cut the Tree, najlepszy utwór Wolfgang Press, wydaje się dotyczyć jakiegoś stanu oświecenia. 

Biegnę przez rzekę mówiąc
Życie to kłamstwo
Życie to kłamstwo
Ludzie robią takie zamieszanie
A co do mnie, znalazłem w sobie zbrodnię 

Życie to kłamstwo
Życie to kłamstwo
Jestem Przestępstwem
Nie ma nikogo innego, nikogo innego

Jestem Przestępstwem
Moje życie jest zamknięte w czasie,
Moje życie jest niespokojne
Życie to kłamstwo, życie to kłamstwo
Jestem zbrodnią
 

To ciekawy album, dobra kontynuacja The Legendary, choć gdybym miał decydować, to jednak poprzedni album wydaje się być lepszy. Chyba dlatego, że jest bardziej klimatyczny i różnorodny. Co nie zmienia faktu, że Standing Up Straight to wielkie dzieło... Mimo tego, że ukazał się 37 lat temu...

Co dziś dzieje się z muzykami opisaliśmy TUTAJ.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


 

 

The Wolfgang Press, Standing Up Straight, producenci: Wolfgang Press i John Fryer,  4AD 1986, tracklista: Dig A Hole, My Life, Hammer The Halo, Bless My Brother, Fire-Fly, Ghost, Rotten Fodder, Forty Days, Thirty Nights, I Am The Crime.