Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania 4AD, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania 4AD, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 28 czerwca 2023

A beginner’s guide to 4AD Records: śmiać się, czy płakać?

 

 

Jestem już dość dużym chłopcem, dlatego miałem okazję na żywo uczestniczyć w premierach albumów 4AD, ponieważ puszczane one były w dwóch fragmentach w zaprzyjaźnionym z wytwórnią Programie 3 naszego radia. Dlatego z dość dużym zażenowaniem zapoznałem się z artykułem, mającym być przewodnikiem dla początkującego, pt. A beginner’s guide to 4AD Records in five essential albums... Poziom zażenowania po jego przeczytaniu osiągnął u mnie maksimum, stąd dzisiejszy wpis. 

Najpierw rzut oka na autorkę. Vicky Greer (LINK) o ile jej zdjęcie jest aktualne, jest osobą dość młodą, stąd chyba nie wie zbyt wiele o 4AD. Z pewnością jej opinia, nie ma nic wspólnego z najważniejszymi płytami wytwórni. Ogólnie artykuł sprawia wrażenie tekstu napisanego po najmniejszej linii oporu, a przecież w sieci jest masa opracowań o wytwórni, na naszym blogu jest nawet wywiad Tomasza Słonia z Ivo, (LINK, starczy użyć przycisku translatora, żeby mieć tekst w dowolnym języku), są też książki. Swoją drogą Vicky na tym samym portalu napisała też o podstawowych książkach rocka...

Ale nie będę się pastwił. Przejdźmy do sedna, czyli artykułu, który jest TUTAJ. 

Zacznijmy od pytania, dlaczego tylko 5 albumów? Z 4AD jest taki kłopot, jak bywa na zawodach w sprincie, kiedy na metę wbiega niemal jednocześnie kliku zawodników i tylko bardzo precyzyjna fotokomórka potrafi zdecydować kto wygrał. Ja mam tak z płytami na powyższym zdjęciu. I jeśli przyjąć, że fotokomórka nie jest największej precyzji, nie jest człowiek w stanie zdecydować o tym, kto jest liderem. A i zaraz ci za czołem też są bardzo blisko, jak choćby niedoceniony w epoce debiut Cocteau Twins Garlands, czy ich Voctorialand...  Kilka płyt DCD też jest blisko...

We wstępie czytamy: 

Od momentu powstania angielska wytwórnia była domem dla zespołów, które zdefiniowały wiele alternatywnych gatunków, od gotyckiego rocka i shoegaze po indie i alt.pop nowego tysiąclecia.

Oto historia 4AD w pięciu przełomowych albumach.


Gotyk wcale nie powstał w 4AD, jak wiadomo pojęcia tego użył po raz pierwszy Martin Hannett, a nawet głupia Wikipedia pisze o tym, że Closer  Joy Division to arcydzieło gatunku. W opinii krytyki muzycznej Day Of The Lords tego samego zespołu, to pierwszy utwór gotyku. Ale to nie 4AD, tylko Factory Records...


Co do samego wyboru, zgodzę się z jednym albumem. Bauhaus. Tutaj rzeczywiście OK. Pixies jest ważny, ale czy ważniejszy niż w zasadzie dwie najważniejsze płyty 4AD czyli Dead Can Dance - Within... i Cocteau Twins - Treasure? Obawiam się, że nie. Czy nie warto było dla początkującego polecić przeglądu kapel 4AD ze swojego najlepszego okresu, czyli Lonely Is... i od tego zacząć całą historię?


 

Co z genialnymi albumami This Mortal Coil? Co z X Mal Deutchland i His Name Is Alive, oraz ich genialną Livonią? A co z Throwing Muses? Poziom ignorancji wybiega poza skalę, kiedy zauważymy na liście brak Clan of Xymox, czy Difuz... Nie wspominając już o absolutniej lekturze obowiązkowej zimnofalowca, czyli The Legendary Wolfgang Press... A gdzie improwizowany Moon And the Melodies?


Każdy, kto ma choć trochę pojęcia o 4AD wie o czym piszę. A kto nie ma go niemalże wcale, temu polecamy sugerowanie się: A beginner’s guide to 4AD Records in five essential albums. Ominie go wiele znakomitej muzyki i nie pozna arcydzieł, które są nie tylko takowymi w opinii autora tego wpisu, ale też wielu ludzi wiedzących o czym piszę.


Mój ojciec zawsze mawiał: jeśli nie potrafisz - nie pchaj się na afisz. I tym optymistycznym akcentem, kończymy ten wpis, zapraszając do odsłuchania płyt z zestawu prezentowanego na zdjęciu powyżej, jak i przeczytania naszych ich prezentacji (LINK).

P.S. Klipy wybrane są złośliwie, żadnej z płyt i kapel na liście nie ma...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.        

piątek, 2 lipca 2021

Wspomnień czar: Wywiad Tomasza Słonia z Ivo Watts Russelem, założycielem 4AD dla NON STOP (1987) , cz.1


Tomasza Słonia poznaliśmy przy okazji jego książki o zespole Dead Can Dance (TUTAJ). Okazuje się, że dziennikarz dość aktywnie działał w obszarze przybliżania polskim czytelnikom wytwórni 4AD, bowiem w lutym 1987 roku w czasopiśmie NON STOP (był to dodatek do Tygodnika Demokratycznego) ukazał się jego wywiad z założycielem 4AD Ivo Watts Russelem (warto zobaczyć TUTAJ). Ponieważ jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami różnych dziwnych pamiątek, dzisiaj kilka kluczowych cytatów z tego wywiadu. 

Zanim jednak je przybliżymy warto dodać, że oczywiście Tygodnika Demokratycznego nikt o zdrowych zmysłach nie czytał. Ale dodatek do niego - jak najbardziej. Problem jednak był w tym, że NON STOP, bo o nim mowa, ukazywał się w limitowanym nakładzie i na ohydnej jakości papierze. Trzeba było nieźle się nagimnastykować, żeby go zdobyć, bo ukazywał się również nieregularnie. Takie to były czasy. Jeszcze nie jeden raz zaskoczymy naszych czytelników ciekawymi materiałami z tego czasopisma, a teraz przejdźmy do wywiadu. 

Jesteśmy w złotym okresie 4AD, przypomnijmy że w tym roku Dead Can Dance wydaje swój najlepszy album (Tomasz Słoń w swojej książce uważa go za najlepszy album 4AD jako wytwórni), Cocteau Twins jest po wydaniu arcydzieła Victorialand, a This Mortal Coil po Filigree and Shadow - też doskonałym albumie.


Wywiad nosi tytuł Traktuję Muzykę Bardzo Poważnie. 

O początkach wytwórni: W 1979 roku zdecydowałem się, z dnia na dzień, na pracę w niezależnej wytwórni. Miałem za sobą 4 lata pracy dla Beggars Banquet (warto zobaczyć TUTAJ) jako sprzedawca w sklepie z płytami. Wystartowaliśmy we dwóch, ja i Peter Kent. Początkowo 4AD była częścią Beggars Banquet i mieliśmy im wyszukiwać nowe twarze. Po roku zdałem sobie jednak sprawę, że taki układ mi nie odpowiada, no i staliśmy się samodzielną wytwórnią.

O ideologii 4AD: Nic z tych rzeczy. Są wytwórnie, które w momencie powstania, podkreślają swoją odrębność i inność, jak np. ZTT. Jest to fajna rzecz, ale na krótką metę. Startowaliśmy w niezwykłym okresie w historii muzyki, kiedy pojawiła się ta druga fala wykonawców zrodzonych z punk - rocka, zaczynających coraz bardziej eksperymentować i poszukiwać, robiących krok naprzód w stosunku do roku 1976. Jako 4AD chcieliśmy być częścią tego nurtu, pracować z zespołami, które przyjmowały podobny do naszego punkt widzenia na muzykę. Oczywiście dziś istnieje pewna kontynuacja tego, co robiliśmy kiedyś, bowiem zawsze na płytach 4AD ukazywała się muzyka, będąca odzwierciedleniem tego co lubię, co mnie inspiruje i fascynuje. Sami wykonawcy zapewne nie widzą tego i z pewnością niebyt podoba im się ten rodzaj nieuchwytnej nieco identyfikacji i wspólnoty, lecz dla mnie jest to sprawa bardzo istotna. Traktuję bowiem muzykę bardzo poważnie. Poza tym myślę, że elementem łączącym wszystkich ludzi z 4AD jest wiara, iż muzyka to coś niezwykle ważnego w pewnych okresach naszego życia.


O odejściach z 4AD (najpierw Bauhaus): Trzej wykonawcy, trzy różne przyczyny. Jako pierwszy rozstał się z nami zespół Bauhaus. Ich muzyka, po roku współpracy z 4AD przestała mnie interesować. Poza tym zespół był bardzo zainteresowany w odniesieniu sukcesu, co samo w sobie nie jest złym nastawieniem, ale nie za wszelką cenę. Przeszedł więc do Beggars Banquet, co było logiczną konsekwencją jego dążeń. Mimo iż był naszym najpopularniejszym wówczas wykonawcą, dobrze się stało, że się rozstaliśmy. Po prostu mogliśmy, co się okazało w przyszłości sprawą niezwykle ważną, oprzeć i rozwinąć dalszą działalność na nowych wykonawcach, nowych pomysłach muzycznych, dalekich od tradycyjnych źródeł inspiracji. Tak więc ambicje Bauhaus i ich plany, różne od tego, co chciałem zrobić, zdecydowały o naszym rozstaniu.


O odejściu Birthday Party: Stało się to z czysto finansowych przyczyn. Nie mogłem po prostu wspierać ich wszystkich planów i zamierzeń.


O odejściu X-Mal Deutschland: Wiem, że pchnąłem ten zespół w określonym kierunku. Potem jednak, nie byłem w stanie zmusić go do zmian, poszukiwań czegoś nowego, mówiąc krótko - do rozwoju muzycznego. To było coś, czego nie potrafili zrozumieć. Pamiętam jedną z rozmów z Wolfgangiem (Ellerbrock - basista zespołu) który powiedział mi wówczas: "ludzie lubią to, co robimy, po co się zmieniać?" Przed nagraniem LP Tocsin zapowiedziałem im, że będę pracował z nimi przy tej płycie, a po jej wydaniu pożegnaliśmy się. Niedawno podpisali kontrakt z Phonogramem i nie ukrywam, że z zainteresowaniem będę śledził ich losy.

O początkach współpracy z Cocteau Twins: Pewnego dnia Robin i Elizabeth przyjechali do Londynu zobaczyć koncert Birthday Party. To był ich ulubiony zespół i jeździli za nim prawie wszędzie. Robin wykorzystał pobyt w Londynie by wręczyć mi taśmę z próbnymi nagraniami duetu. W tym czasie pracowałem w jednym ze studiów pod Londynem i wracając do domu samochodem wieczorem włączyłem jedną z trzech taśm, jakie miałem wówczas ze sobą, właśnie Cocteau Twins. [Nagrania] nie miały nic wspólnego z tym, co znamy z płyt. Ich jakość była fatalna, ale przebijała z nich jakaś dziwna moc, coś niezwykłego. Zadzwoniłem więc po powrocie pod numer telefonu podany na kasecie i...


Czy ukierunkował zespół? Nie, raczej nie. Jako producent pracuję z zespołem, i tylko na początku ich działalności - gdy brakuje im doświadczenia w pracy w studio nagraniowym. Zawsze zachęcam ludzi do tego, by sami dla siebie byli producentami. W przypadku Cocteau Twins istniał jeszcze jeden problem. Elizabeth i Robin byli wtedy bardzo, bardzo nieśmiałymi i spokojnymi ludźmi, wiec gdy byliśmy w studiu, ktoś musiał podejmować ostateczne decyzje. Dlatego też byłem współproducentem Garlands (warto zobaczyć TUTAJ) nie zdając sobie zupełnie sprawy, w jakim kierunku zespół podąży później. Myślę, że oni już wtedy wiedzieli i na szczęście Robin w pewnym momencie przełamał się, i jest dziś samowystarczalnym artystą - zarówno realizatorem dźwięku jak i doskonałym producentem.

Tyle na dzisiaj, w kolejnej części przedstawimy myśli Ivo o This Mortal Coil, Dead Can Dance, Throwing Muses i planach wytwórni. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.              

piątek, 15 czerwca 2018

Ivo Watts-Russell, twórca 4 AD: Sugerować to tworzyć - opisać to zniszczyć

Ivo Watts-Russell, urodzony w 1954 r. na dworze w Oundle, w zubożałej rodzinie arystokratycznej niedaleko Peterborough, jako najmłodszy z ośmiorga rodzeństwa, był człowiekiem, który obok Toma Wilsona zdecydował o brytyjskiej scenie muzycznej końca XX wieku. To dzięki niemu wszyscy usłyszeli nagrania Cocteau Twins, Dead Can Dance, oraz Throwing Muses, Pixies, Breeders, Lush, Red House Painters, Belly, Mojave, a ostatnio Grimes, Bon Iver, Deerhunter, The National, Ariel Pink, Future Islands, tUnE-yArDs, Scott Walker, Daughter i Purity Ring. Był również siłą napędową This Mortal Coil, wybierając dla nich utwory, pisząc niektóre z nich, dobierając muzyków i śpiewaków, a w końcu produkując ich płyty. Ivo w 2016 roku:
 

Niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym. Podobno jako nastoletni chłopak porzucił naukę dla psychodelii po tym, gdy w 1967 r. zobaczył w telewizji odcinek Top of the Pops, brytyjskiego programu muzycznego, emitowanego przez BBC, w którym zadebiutował Jimi Hendrix. Najpierw pracował jako sprzedawca w jednym z londyńskich punktów sieci sprzedaży detalicznej płyt Beggars Banquet, która w 1979 r. przekształciła się w wytwórnię. W 1980 r. Ivo wraz z innym pracownikiem z Beggars Banquet, Peterem Kentem, założyli własną wytwórnię, na co otrzymali od swojego niedawnego szefa Martina Mills’a 2000 funtów. Tak powstała 4AD, wytwórnia działająca osobno, ale należąca do grupy Beggars Banquet. Kent chciał nazwać wytwórnię, Axis co było aluzją do albumu Axis: Bold As Love Jimi'ego Hendrixa, lecz gdy wydano w niej cztery single, w tym Dark Entries kwartetu z Northampton, Bauhaus, okazało się, że na rynku działa już niemiecka wytwórnia Axis. Wtedy Ivo na jakiejś ulotce zauważył monogram 4AD i tak firma znalazła swoje imię.


Już na samym początku Watts-Russell pokazał swój muzyczny instynkt odkrywając talent Nicka Cave'a, z którym podpisał kontrakt i zdobywając wysokie miejsca na listach przebojów albumem Top 75 z debiutem Bauhausu. I tak w latach 80-tych nazwa 4AD stała się wyznacznikiem stylu określonego muzyką Cocteau Twins, Dead Can Dance, czy Clan of Xymox i projektem Watts-Russell’a, którym był This Mortal Coil. Nawet utwory emitowane w małych nakładach były interesujące: wśród nich można wymienić twórczość Matt’a Johnson’a, który później odniósł sukces jako The The. Historię wytwórni szczegółowo opisał Martin Aston w książce Facing The Other Way, wydanej w 2013 r.


Sukces 4AD wynikał z czasu, w którym przyszło jej działać. W latach 80-tych subkultura punk wspomogła rozwinąć ścieżki dystrybucji, a technologia umożliwiła indywidualnym muzykom tworzenie w zupełnie nowy sposób. Oczywiście, w dzisiejszych czasach produkcja płyt jest jeszcze łatwiejsza, wystarczy spojrzeć na liczbę płyt wydanych każdego tygodnia i ich nakład podawany przy nazwiskach artystów, aby przekonać się, że nie trzeba geniusza, by założyć wytwórnię przynoszącą zyski. Jednak niewiele post-punkowych wytwórni założonych w latach 80-tych przetrwało, pomimo ogromnego rynku muzycznego i milionów fanów kupujących płyty.  Może dlatego, że większość z nich powstała dla kaprysu i w chwili emocji, bez wieloletniego programu i wizji. Ivo Watts-Russell miał widać wystarczająco dużo chęci i woli, aby jego pragnienie nie tylko zostało zrealizowane lecz aby również przekształciło się w sprawnie działające przedsiębiorstwo nagraniowe. W 1982 r. wystarał się jeszcze o licencję znanej wytwórni amerykańskiej Sire Records... Za wizualny kształt wydawanych przez 4AD płyt odpowiadał Vaughan Oliver, człowiek, którego anarchiczna wizja okazała się integralną częścią historii firmy, tak samo jak idee Watts-Russell’a. Wspominał on po latach, że Pierwszą rzeczą, jaką napisałem na ścianie toalety [wytwórni] były słowa: "Sugerować to tworzyć; opisać to zniszczyć". Tak powiedział francuski fotograf Robert Doisneau, i to uderzyło mnie z punktu widzenia mojej przeszłości. Wszystko to po to, aby zachować otwartość na interpretację. (…)Miałem obsesję na punkcie pracy dla niezależnej wytwórni i powiedziałem Ivo, że potrzebuje logo i konsekwencji, by wyrazić tożsamość. Modelami do naśladowania były ECM, a wcześniej Blue Note. Ivo wpadał na pomysły od razu. Moim zdaniem nie zajmował się sprzedażą piosenek; kochał muzykę i chciał, żeby ludzie ją słyszeli, i tak bardzo się tym przejmował, że chciał ją odpowiednio opakować. Znakiem rozpoznawczym Olivera (wspomaganego przez fotografa Nigela Griersona, a następnie innego projektanta Chrisa Bigga) stały się, w odczuciu wielu osób, obrazy z jego własnej, wypaczonej wyobraźni, której przykładem pozostała okładka na płycie The Breeders Pod z 1990 r., do której rozebrał się do bielizny w wynajętym mieszkaniu na przedmieściu Londynu i z przywiązanymi do pasa martwymi węgorzami wykonał taniec przed obiektywem. 


Wkrótce okładki 4AD pomogły stworzyć rozpoznawalną tożsamość znaku firmowego wytwórni. Powstał wręcz rynek kolekcjonerów napędzany przez fanów, z których każdy chciał mieć każdy wyprodukowany w niej artefakt. Z biegiem czasu wytwórnia podpisywała kontrakty z coraz większą liczbą zespołów i wydawano coraz to więcej płyt. Aż w 2004 r. Ivo Watts-Russell zdecydował się opuścić swoje dzieło. Pogrążony w depresji, rozczarowany przemysłem muzycznym, który w coraz większym stopniu polegał na remiksach, filmach promocyjnych i formatowaniu, tylko po to by skutecznie rywalizować na listach przebojów, sprzedał swój udział 4AD partnerowi biznesowemu Martinowi Millsowi i przeniósł się w okolice Santa Fe, pustynnego miasta w Nowym Meksyku w USA. Tam poddał się terapii. Wielu dziennikarzy lansuje obraz producenta żyjącego w odosobnieniu na pustyni w towarzystwie trzech psów, co nie jest prawdą. Ivo mieszka wybudowanej przez siebie willi i udziela się w życiu kulturalnym miasta, które szczyci się jego obecnością. W 2006 r. dotarł do niego dziennikarz muzyczny Wyndham Wallace, który zadał mu kilka pytań, oto one TUTAJ:

Jak u licha skończyłeś w Santa Fe? 

O Boże, jestem tu od minuty i już staję się mistykiem. Santa Fe zawsze była tylko marzeniem. W końcu tu przyjechałem - właściwie przejechałem w drodze do Taos - i pamiętam, jak patrzyłem i zastanawiałem się: Co to jest, do diabła, jakieś militarne miejsce? po zobaczeniu wszystkich tych tutaj brązowych budynków. Ale wróciłem, bo coś w tym było po prostu OK. Około miesiąca później wynająłem dom, zabrałem psy i po prostu pozostałem. I to było w południowo-wschodniej części miasta, w Sunlit Hills, Arroyo Hondo. W końcu zbudowałem dom, ponieważ naprawdę się w nim zakochałem. To światło. Jest pięknie, po prostu. Nie mieszkam w mieście, nie mieszkałem w mieście, nie chcę mieszkać w mieście. Uwielbiam fakt, że Santa Fe to Santa Fe - innymi słowy, jest tu pewien poziom kultury.

Wydaje się, że nagrania z 4AD są zgodne z tym, co lubisz. Czy potrafisz sobie wyobrazić sytuację, w której pracujesz w sklepie płytowym i wiesz, że warto wysłuchać każdej wydanej niezależnie płyty? 

To było tak ekscytujące. Tak naprawdę dostałem kilka dobrych kawałków aby założyć wytwórnię. [Beggars Banquet] byli świadomi, że ja i Peter dostaniemy te taśmy demo, które ludzie zostawią dla wytwórni na górze. Po prostu powiedzieli: Cóż, sfinansujemy je, a Bauhaus był na szczęście pierwszą grupą, z którą podpisaliśmy [kontrakt], i zrobiliśmy ten pierwszy finansowy krok dla 4AD, trzy single i album. Wydaje mi się, że pewien stopień spójności jakoś pokazał się wraz z całą grafiką Vaughnem'a Olivera, który również dał nam wizualną tożsamość. Opakowanie było równie ważne. Chłopcze, na pewno wydaliśmy na to wystarczająco dużo pieniędzy. Czuję, że 4AD jest jak David Lynch. Jeśli powiesz komuś: To trochę jak film Davida Lyncha, wiesz co mówisz. Tak samo jest w pewnym okresie o 4AD: To przypomina trochę nagranie 4AD. Właściwie prawdopodobnie oznaczało to, że nagranie ma mnóstwo pogłosu.

Chcę wiedzieć, jakie są twoje bieżące ulubione pliki do pobrania lub co znajduje się w twoim odtwarzaczu CD lub w odtwarzaczu płytowym.

Szczerze mówiąc, to jest w tym prawidłowość. Właśnie zacząłem słuchać Stars of the Lid, którzy są z Kranky Records - piękna, piękna muzyka. Wiele lat temu pojechałem na wakacje z Vaughnem Oliverem i właśnie mieliśmy płyty Briana Eno. I byliśmy w górach na Majorce, nago przez większość czasu, i ciągle słuchaliśmy Briana Eno i był to absolutnie zadziwiający, efekt - przyroda, muzyka, to gdy jest nieostra i sposób w jaki się wyostrza. Często próbowałem odtworzyć ten cudowny spokój z otoczeniem i muzyką, a odkryłem, zdałem sobie sprawę, w ciągu pierwszych dwóch dni przebywania w tym domu, że mam tutaj ten świat. Tak więc zdecydowanie zacząłem słuchać Stars of the Lid i szukałem innych podobnie instrumentalnych rzeczy.




Tak więc, jedno powstaje z drugiego, które powstało z innego, już ukończonego dzieła. A opakowanie, którego prawdopodobnie nikt oprócz mnie nie jest świadomy, również to naśladuje. To aspekty sesji zdjęciowej które jest właściwie nagraniem Hope Blister. Wizualnie odzwierciedla to, co robi muzycznie Hope Blister. Zostałem stworzony z czegoś jak rzecz, tak naprawdę nie wiedziałem, co robię. Byłem naprawdę zdezorientowany w Ameryce, naprawdę miałem problemy z nawiązaniem kontaktu z główną dystrybucją wytwórni, Warner Brothers i wszystko mnie przerażało. W pewnym sensie traciłem wątek, i było tak po prostu, że muszę wrócić do studia, muszę się skupić, więc wróciłem do Londynu, uzbrojony w kilkanaście piosenek.

Czy to dziwne, widzieć jakiegoś dzieciaka idącego ulicą z czarną szminką i białym makijażem i wiedzieć, że masz coś wspólnego z tym dzieckiem wyrażającym się w ten sposób?

Nigdy tak naprawdę o tym nie myślę. Widziałem stegozaura, który wyglądał tak włochaty jak kiedyś, i mam tendencję do powtarzania jak dziadek: Czy naprawdę wiesz, jak to było w Anglii w latach 70. i dlaczego ludzie to robili i dlaczego przenosili się z miejsca na miejsce tak szybko? Ale tak naprawdę nie myślę o tym, że coś się ze sobą łączy. Każdego, kto żyje w swoim świecie, który jest nieco poza normą, podziwiam.

Czy znajdujesz to w Santa Fe?

Nie, to dla mnie ucieczka. Jestem tu, aby być w ciszy. Jestem sam przez większość czasu. I naprawdę lubię być konsumentem muzyki. Z pewnością słyszę tyle muzyki, ile jej kiedykolwiek zrobiłem i uwielbiam fakt, że naprawdę nie ma to znaczenia, co lubię, a kiedy prowadzisz wytwórnię, musisz nastawić się na to i mieć zdanie takie, że pieprzyć wszystkich, oni są beznadziejni. Jeśli zajmujesz się muzyką zawodowo, musisz bardzo szybko wyrobić sobie opinię.

Wyalienowany w świecie, który sam sobie stworzył, Ivo Watts-Russell pozostał nadal koneserem nowych wrażeń. I tak w 2006 r. zorganizował wystawę w Klaudia Marr Galery w Santa Fe, na której pokazał prace kilkunastu plastyków, wśród których byli: Toby Boothman, Chris Buzelli, Gregory Calibey, Cathy Fenwick, Nigel Grierson, Carolyn Machado, Rick Monzon i Daniel Peacock (TUTAJ). Ostatnio podobno spotkał się też z dawnym wspólnikiem, Peterem Kentem, zdeklarowanym gejem i buddystą, który na stałe mieszka teraz w Chicago. Niegdyś skłóceni teraz przeprowadzili przyjazną rozmowę. O psach...

Herb rodziny Watts-Russell:


niedziela, 4 listopada 2018

Z katalogu 4AD: Jest jesień, a jesienią Samotność Gryzie w Oczy


Jest rok 1987. Kultowa, a wtedy ciągle początkująca wytwórnia 4AD (TUTAJ) postanawia promować swoich wykonawców. Robi to na co najmniej dwa sposoby, najpierw zbiera wszystkich do projektu nazwanego This Mortal Coil (TUTAJ) by w 1984 roku nagrać znakomity It'll End in Tears, a cztery lata później wydaje omawianą dzisiaj płytę. 

To jest zupełnie unikalne wydawnictwo, bowiem gromadzi same perły, dzisiaj już zespoły z czołówki chłodnej fali, wtedy w większości byli to ciągle mało znani wykonawcy. Poza pierwszą piosenką pozostałe tworzą dość spójny przekaz. Warto dodać, że na tyle  wyczekiwany w Polsce, że Tonpress wydaje go na winylu, w wersji strasznie banalnej, o czym napiszę jeszcze w dziale Z mojej płytoteki. Należy tutaj koniecznie wspomnieć o Programie 3 PR i Tomku Beksińskim, którym zawdzięczamy popularyzowanie tamtych klimatów wśród rodzimych słuchaczy, do których i ja należałem. 

Co ważne, 4AD nie tylko wydało płytę ale i promocji towarzyszyło pojawienie się kasety VHS z teledyskami. I dziś, kiedy obraz jest wart tysiące słów, przypomnimy sobie te wszystkie piosenki. 

Płytę otwiera, zupełnie do niej nie pasujący, Hot Doggie z repertuaru zespołu  Colourbox. Ale 4AD do dzisiaj nagrywa różnorodną muzykę, co zresztą robiła też Factory Records (TUTAJ). W świetle tego co nastąpi za chwilę można im ten wybryk wybaczyć...  
Piosenka z dość prostym teledyskiem jest jakby zapowiedzią utworów następujących po niej. Styl jaki reprezentują muzycy to mieszanka zalążków hip-hop z muzyką eksperymentalną.  Po zapowiedzi przychodzi kolej na pierwszą perłę. Będzie bowiem kwaśno, gorzko i smutno.. Acid, Bitter and Sad zespołu This Mortal Coil wyprodukowany przez samego założyciela 4AD Ivo Watts-Russella (TUTAJ) i  Johna Fryera to perła. Słychać tutaj wszystko co wtedy było powietrzem 4AD. Doskonały wokal Alison Limeric, charakterystyczną perkusją a la Cocteau Twins (TUTAJ), i eksperymenty dźwiękowe niczym organy parowe Johna Lennona. Teledysk prowadzi nas w krainę snu...

I pozostajemy w niej bowiem kolejny wykonawca w swoim znakomitym utworze nie ma zamiaru nas budzić... Cut the Tree zespołu The Wolfgang Press, dzisiaj już legendy chłodnej fali, nostalgiczna piosenka o poszukiwaniu sensu życia utrzymana w konwencji lekko dadaistycznej to zapewne kolejny strzał w dziesiątkę. Proszę zwrócić uwagę jak doskonałą jest synchronizacja obrazu z muzyką, zwłaszcza moment odsłaniania okna...

Po tej wycieczce następuje lekkie orzeźwienie. Dziewczyny z Throwing Muses, a wtedy w kapeli grały zarówno Kristin jak i Tanya zabierają nas na wycieczkę do krainy Franza Kafki zwłaszcza w warstwie tekstowej. Zagrany na żywo w teledysku Fish staje się od tej płyty jednym z ich największych przebojów. Styl w jakim grają, rytmiczny i gitarowy, jest ich znakiem rozpoznawczym do dzisiaj, a fragment tekstu staje się tytułem całej prezentowanej dziś płyty.


Po tym lekkim oderwaniu od krainy snu wracamy do niej ponownie. Frontier, czyli Granica zespołu Dead Can Dance (TUTAJ), to utwór absolutnie niesamowity. Nigdy nie ukazał się na żadnym innym wydawnictwie zespołu. Brzmi jak zapowiedź lub odrzut z sesji do ich najgenialniejszej płyty, Within the Realm of Dying Sun (TUTAJ). Prosty ale jakże pełen niepokoju teledysk z niesamowitą kreacją Lisy Gerrard...
 

Sen trwa, bowiem teraz pora na Zgniecionego w wykonaniu kolejnej wielkiej gwiazdy wytwórni z Londynu. Mowa oczywiście o doskonałym utworze Crushed zespołu Cocteau Twins. Tekstu nie ma ale Ela Frazer brzmi na tyle przekonująco, że wyczarowuje przed słuchaczami zupełnie niesamowite pejzaże... Też je widzicie?

 

Pora wyrwać się z mary, nic tak tego scenie czyni jak znakomita piosenka Muscoviet Musquito kolejnej legendy 4AD czyli Clan of Xymox (TUTAJ). Zwracam uwagę na ten teledysk z kilku powodów. Oddaje on doskonale klimat tamtych czasów, zawiera niesamowicie industrialne obrazy i nawiązuje do Joy Division (TUTAJ). Jak bowiem traktować, jeśli nie nawiązanie, do sceny rodem ze Stroszka (TUTAJ) samego Wernera Herzoga (TUTAJ)? Nie ma chyba drugiego teledysku, który tak doskonale oddawałby klimat Londynu i wytwórni w tamtym okresie. No i  te fryzury... 

 

Pora kończyć, ale jeśli zamykać album to trzeba zrobić to w wielkim stylu. Czy ktoś jest w stanie zaprzeczyć, że The Protagonist majestatyczna piosenka Dead Can Dance (TUTAJ) mogłaby zostać zastąpiona czymś lepszym?

Wspominać to jak umierać pisze klasyk. Ale czy dzisiaj istnieją takie wydawnictwa? Czy dzisiaj można powiedzieć, że jest choć jedna wytwórnia wytyczająca trendy, tak jak wtedy robiła to 4AD? 

A my, ci którzy mieli okazję wtedy tego słuchać i podziwiać, bądźmy dumni. Żyliśmy w zupełnie niesamowitych czasach. 

Możemy teraz spokojnie umierać.  

P.S.

Nasz czytelnik Emjot zauważył, że przegapiliśmy Dif Juz i ich utwór No Motion.... Był on co prawda zawarty na trackliście poniżej, ale zapomnieliśmy o nim  w tekście. Święte słowa, bowiem Dif Juz bardzo cenimy, a ich doskonałą płytę Extractions opisywaliśmy na naszym blogu wcześniej TUTAJ. Zatem aby uściślić wpis i poprawić błąd, na deser instrumentalnie i industrialnie:


Dziękujemy za zwrócenie uwagi i pozdrawiamy!
  
Lonely is an Eysore, 4AD, 1987. Producenci: John Fryer, Brendan Perry, Lisa Gerrard, Cocteau Twins, Ivo Watts-Russell, Gil Norton, Clan of Xymox, The Wolfgang Press, Martyn Young, Dif Juz, John A. Rivers, Tracklista: Hot Doggie - Colourbox, Acid, Bitter and Sad - This Mortal Coil, Cut the Tree - The Wolfgang Press, Fish - Throwing Muses, Frontier - Dead Can Dance, Crushed - Cocteau Twins, No Motion - Dif Juz, Muscoviet Musquito - Clan of Xymox, The Protagonist - Dead Can Dance

wtorek, 11 grudnia 2018

Z katalogu 4AD: Bauhaus - Dark Entries

Kultowy singiel zespołu Bauhaus (powstałego w Northampton w 1978 roku) został zrealizowany 10.03.1980  roku w składzie: Peter Murphy (wokal), Daniel Ash (gitara), David J (bass) i Kevin Haskins (perkusja)(LINK). 

Zespół wniósł ogromny wkład w rozwój wytwórni 4AD, a później kolejnej Beggars Banquet. Zrealizowali swój pierwszy singiel Bela Lugosi's Dead dla bardzo małej wytwórni the Small Wonder, w roku 1979, właśnie wtedy kiedy Ivo Watts-Russell (TUTAJ) rozpoczynał tworzenie kampanii nazwanej później 4AD. 

Epka Dark Entries, nagrana w 1980, była jedną z czterech płyt mających zapoczątkować działanie wytwórni Axis (później 4AD). I tylko ta płyta została wznowiona pod nazwą 4AD. Nazwa Axis bowiem była zastrzeżona dla innej wytwórni, istniejącej już od 1970 roku i posiadającej swoje logo (LINK). 

W zasadzie Dark Entries, mimo że jest uważana przez niektórych za oficjalny debiut Bauhaus, to nim nie jest, bowiem tym był utwór God In An Alcove, rozdawany jako dodatek na pocztówce do gazety Flexipop magazine, podobnie zresztą było z Terror Couple Kill Colonel. Czyli tak na prawdę to, licząc dodatkowo Bela Lugosi's Dead, czwarte wydawnictwo typu singiel tego zespołu. Bauhaus dla 4AD nagrał również debiutancki album In the Flat Field.

Płyta zawiera dwa utwory: A1: Dark Entries, na B1: Untitled. Numer katalogowy wydawnictwa to 4AD 3 (LINK). Okładka singla przedstawia obraz zatytułowany Ink In The Small Hours autorstwa Paula Delvaux.
Warto dodać, iż piosenka zainspirowała wielu artystów, w tym i polskich. Że wspomnę legendarny Garaż w Leeds (TUTAJ) z Adamem Białoniem na wokalu (chłopaki pamiętacie waszego pierwszego fana z czasów debiutu w Jarocinie ???).

Muzycznie, co tutaj wiele mówić. Jest to po prostu ostre pierdolnięcie. Mocny riff, schematyczna gra sekcji rytmicznej, szybkość i bezkompromisowość. Trudno się dziwić, że te walory muzyczne urzekły nawet samego Iana Curtisa, który wspomniał zespół w swoim ostatnim wywiadzie (TUTAJ), i miał rzekomo uczestniczyć w jego koncercie podczas sesji Closer, choć co do tego mamy wątpliwości (TUTAJ).
  
A tak wyglądało to w nagraniu z epoki. Live z Londynu z 1982 roku, jest moc:
 
Czytajcie nas, codziennie mowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Z katalogu 4AD. Pierwsze wydawnictwo: The Fast Set - Junction One and Children Of The Revolution

Stawiam tezę, że trzema najważniejszymi wytwórniami, które wywarły wpływ na muzykę alternatywną lat 80-tych ubiegłego wieku była Factory Records (pisaliśmy o nich TUTAJ) z Manchesteru, 4AD z Londynu (pisaliśmy o nich TUTAJ) i Young Gods z USA (TUTAJ). Martin Hannett, legendarny realizator nagrań Joy Division, porównał w słynnym wywiadzie Factory i 4AD, wyraźnie wskazując zalety tej drugiej (TUTAJ). 

Hannett powiedział: Ludzi takich jak 4AD szanuję bardzo za dobre podejście, podczas gdy Wilsona w ogóle nie rozumiem. 

Zatem dzisiaj przenieśmy się do tamtych czasów i zadajmy pytanie, za co legendarny realizator nagrań tak szanował 4AD? 

Pierwsza płyta - singiel 7" wydany został 1.01.1980 roku. Było to wydawnictwo zespołu Fast Set pt. Junction One. Muzyka electro-pop artysty, który tak na prawdę  nazywał się David Knight, a swoje pierwsze dokonania realizował w wytwórni Axis, która później stałą się wytwórnią 4AD. Na drugiej stronie singla znajduje się elektroniczna wersja piosenki zespołu T Rex pt. Children Of The Revolution. Muzyka jest minimalistyczna, tekst w zasadzie recytowany, ale brzmieniowo jest to bardzo ciekawy klimat:

Zespół The Fast Set nagrał jeszcze drugi cover T Rex pt. King Of The Rumbling Spires, który pojawił się na kompilacji w roku 1981 wraz z piosenkami Soft Cell i Depeche Mode. 


Reasumując, porównując z debiutem Factory Records (TUTAJ), jakoś nie widać tej wspomnianej przez Hannetta wolności podejścia. Ale wszystko jeszcze przed nami. Jeszcze nastąpią starcia tytanów czyli Durutti Column i Joy Division z Bauhaus, Cocteau Twins i Dead Can Dance. 

Więcej o Fast Set TUTAJ.

piątek, 10 września 2021

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Pieter Nooten i Michael Brook - Sleeps with the Fishes, muzyka grana w Niebie na koniec lata...

 


W dziale Z Mojej Płytoteki prezentujemy płyty warte, naszym skromnym zdaniem, odsłuchania. 

Pojawiają się one w związku z nastrojem, aurą za oknem, po prostu w czasie kiedy akurat gramofon, czy odtwarzacz, wypuszcza w eter te a nie inne dźwięki, roztaczając odpowiednie do pory roku i nastroju klimaty. 

Koniec lata, pora żegnać się z urlopem, łapiemy ostatnie promienie słońca, a kalendarze nieubłagalnie wskazują nadejście naszych ulubionych, jesiennych klimatów. W lasach pojawiły się grzyby, a my spokojnie przygotowujemy się do powrotu do pracy... 

Płyta Nootena i Brooka to idealne dzieło na taką właśnie porę. 


Nostalgiczna, ciepła, kojarzy się z ostatnimi promieniami słońca na balkonie i pierwszymi żółtymi liśćmi na drzewach. Przypomina Tomasza Beksińskiego, który kiedyś stwierdził, że to muzyka grana w Niebie. 

Opisywaliśmy ostatnio co dzieje się z legendarnym muzykiem Clan of Xymox (TUTAJ), autorem wszystkich utworów na tym genialnym albumie. Ta płyta to pomost między starym Xymox, a This Mortail Coil, który Nooten współtworzył. Ma w sobie ducha, który po tym jak Nooten odszedł z zespołu, już nigdy do niego nie powrócił. To obok genialnych dzieł jak Within the Realm... Dead Can Dance (opisanym przez nas TUTAJ), Treaure Cocteau Twins (TUTAJ), czy płyt Clan of Xymox (TUTAJ) i This Mortail Coil (TUTAJ) właśnie jedna z najważniejszych płyt TAMTEGO 4AD. Tamtego, bo nie czarujmy się, obecne 4AD w porównaniu z tamtym a lat 80-tych, to jakiś ponury żart.

Sam album zrealizowany został w październiku, czyli całkiem blisko miesiąca w jakim go u nas omawiamy. I jeszcze okładka - oczywiście wiadomo, Vaughan Oliver (zmarły niedawno, o czym pisaliśmy TUTAJ), co zresztą widać, idealnie pasuje do zawartego na niej minimalizmu muzycznego (jak mawia klasyk simple is beautiful).



Zaczyna się od instrumentalnego Several Times I, ze znakomitą gitarą Brooka właśnie, który jest też producentem tego albumu. Po nim nieco elektroniczny Searching...

Szukanie, szukanie
Słowa, słowa, zdania
Widzisz moje ręce - są puste
Powoli poruszają się w powietrzu
Posłuchaj naszych myśli, posłuchaj, jak grają
Dawno zapomnianą melodię
Na dużym zielonym krześle
Czy pamięć nie potrafi budować dróg?

Kolory nade mną
Powstań wysoko ponad rozpacz

Szukanie, szukanie
W obrazach i wspomnieniach
Widzisz te ręce są puste
Powoli poruszają się w powietrzu

The Choice z leniwym instrumentalnym wstępem i nostalgicznym wokalem Nootena, w klimatach tak typowych dla wczesnego Xymox przechodzi w utwór Xymox właśnie - After the Call opisujący problemy z rozstaniem. Krótki przerywnik elektroniczno - instrumentalny Finally II, a po nim Instrumental - tym razem z wiolonczelą w roli głównej i typowymi klimatami 4AD zwłaszcza na końcu, płynnie przechodząc w Suddenly II.


Po tej doskonałej trójce instrumentalnej pojawia się
 Suddenly I z jakże delikatnymi partiami wokalu. Clouds, też znany z dokonań COX - tak przecież zaczyna się Medusa (album opisany przez nas TUTAJ),  jednak na omawianej dziś płycie mamy wersję z tekstem... Narrator, półsenny spaceruje w chmurach. Jakże bliskie to klimaty do zawartości genialnego albumu Livonia His Name is Alive, który zresztą powstał pod wpływem omawianej dziś płyty (pisaliśmy o nim TUTAJ)... 

Do końca zostało kilka piosenek, świetny instrumentalny Finally I, czy typowo xymoxowy Several Times II. 

Pod koniec pojawia się inna od znanej wersja też xymoxowego Equal Ways z damskim wokalem, piosenka o kołowrotku życia...

Tak więc krąg nie może zaniknąć
Zmienia się na nieskończenie wiele sposobów 
Zmienia swoje niekończące się dni

Okno oferuje widoki
Niekończących się miłości i lęków
Niekończących się ruchów i bezruchu
Odpoczywamy i tańczymy
Szydzimy z naszych powstań i upadków
Nie przestanę się zastanawiać
Nigdy nie przestanę się zastanawiać

Chodzą w kwiatach
Chodzą w krótkich spodenkach
Nic nie wygrywają
Lub wygrywają nagrody
To nie ma dla mnie znaczenia
Chodzę po kwiatach
Nic nie wygrywam

Ten krąg nie może zaniknąć 
Zmienia swoje nieskończone drogi
Zmienia swoje niekończące się dni

Straszny dom 
Co wznosi się i upada
Nie przestanę się zastanawiać
Nigdy nie przestanę wędrować
Straszny dom 
Wznosi się i upada
Nie przestanę się zastanawiać
Nigdy nie przestanę wędrować
Nadchodzą równe dni
Żyjmy więc na równi
Obracamy się w równych kierunkach
Żyjmy więc w równych dniach 

Do końca albumu zostały trzy utwory instrumentalne: These Waves, Time, Several Times III. Środkowy nieco bardziej dynamiczny, jakby przed końcem snu zaczęło się już wybudzanie... 

Trudno zaprzeczyć, że to jedna z najlepszych płyt 4AD i jedna z najlepszych płyt gatunku w ogóle.

Idzie, a w zasadzie już nadeszła jesień...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

 
 

Pieter Nooten i Michael Brook - Sleeps with the Fishes, 4AD 1987, realizacja: Michael Brook, tracklista: Several Times I, Searching, The Choice, After the Call, Finally II, Instrumental, Suddenly II, Suddenly I, Clouds, Finally I, Several Times II, Equal Ways, These Waves, Time, Several Times III.


niedziela, 19 listopada 2023

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Stars and Topsoil (1982-1990) - składanka Cocteau Twins z doskonałą szatą graficzną Vaughana Olivera

 


Tak się złożyło, że trzecia niedziela z rzędu poświęcona jest na naszym blogu dokonaniom Cocteau Twins. Dziś wydawnictwo z 2000 roku, kompilacja wydana zapewne w celach podtrzymania legendy sztandarowego zespołu z 4AD. Jednak w przypadku tego wydawnictwa, Vaughan Oliver przeszedł samego siebie. Szata graficzna jest imponująca, a była ku temu możliwość, bowiem 4AD wykazało się wyjątkowym rozmachem. Wytwórnia przyzwyczaiła nas do skromności, wydawnictwa z lat osiemdziesiątych zawierały zwykle dość skromne okładki, względnie Oliver dodawał grafikę na kopertach. Tutaj mamy coś zgoła odwrotnego. Piękne to mało powiedziane, grafiki jak zwykle dopracowane, epatują tajemniczością, jakimś spokojem i jak zawsze odrobiną nostalgii.


Wewnątrz znajduje się komentarz Alana Warnera z Dublina. Autor zaznacza, że muzykę zespołu można traktować jako swoistego rodzaju zoo - krainę różnorodności która zadziwia a w której, tak jak w prawdziwym zoo, nie obowiązuje żaden dress - code. Autor uważa, że prezentowana kompilacja (swoją drogą ktoś w 4AD przeoczył i nie zmieniono słowa CD na słowo winyle) pokazuje jak daleką drogę przeszli muzycy z zespołu, którzy karierę zaczynali w małym miasteczku Grangemouth, pełnym rafinerii i fabryk chemicznych. Wspomina zdjęcie z wczesnego okresu, kiedy tam mieszkali, na którym widać uśmiechniętą Frazer, między jakże młodymi dwoma muzykami, patrzącymi z zaciekawieniem, tak jakby chcieli powiedzieć, że wkrótce świat muzyczny stanie przed nimi otworem (być może myślał o zdjęciu poniżej). 


Porównuje Cocteau Twins do takich kapel jak PIL, Can, Beefeart czy Last Exit, które zamknięte były w bańce swojej unikatowości. Uważa, że ich debiut, jak i kolejne dwa albumy (w tym Treasure) doskonale wypełniły pustkę epoki post Joy Division. Cocteau Twins byli unikalni, ale też i bardzo pracowici, zaskakując cały czas nowymi EP-kami. Mimo tego, że zmieniali styl, zawsze brzmieli unikatowo, i zawsze inaczej niż inne zespoły. 


Autor uważa, że centralnym punktem muzyki zespołu jest wokal Elizabeth Frazer, naśladujący instrument, co czyni muzykę zespołu podobną do powierzchni wody falującej w płytkiej zatoce. Uważa, że ten rodzaj śpiewu pozwala na to, iż każdy z nas słyszy taki tekst, jaki sam chce, co czyni muzykę zespołu jeszcze bardziej uniwersalną.
 

Muzykę Cocteau można porównać do dokonań Can, z wokalem Damo Suzuki. Zwłaszcza istnieje podobieństwo do albumu Future Days. Damo miał swój styl śpiewu, mieszał języki i wymyślał własne słowa. Igor Strawinski kiedyś powiedział, że jest jedynie naczyniem, przez które płynie jego muzyka. Podobnie można powiedzieć o Cocteau Twins. Mimo że od 1996 zespół nie gra już razem, Warner wyraża nadzieję, że to nie koniec. Nie ma artystów, są ich dzieła, i możliwe że zespół jeszcze wróci, żeby zakończyć pracę nad swoim niedokończonym albumem, a on znowu poczuje się jakby jego zoo ożyło...

Album obejmuje 18 utworów i pokazuje przekrojowo rozwój zespołu. Mamy tu muzykę poczynając od Garlands, a kończąc na Heaven or Las Vegas (uznany niedawno za najlepszy szkocki album muzyczny) i singlu Iceblind Luck z 1990 roku. To bardzo dobra przeglądówka dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z muzyką zespołu. Każdy znajdzie bowiem tutaj coś miłego dla siebie, poczynając od typowiej zimnej fali, przez dreampop, kończąc na czymś, co eksperci nazwali ethereal wave. A za czym dziś tak tęsknimy...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

Cocteau Twins, Stars and Topsoil, 4AD 1990. tracklista: Blind Dumb Deaf, Sugar Hiccup, My Love Paramour, Pearly-Dewdrops' Drops, Lorelei, Pandora, Aikea-Guinea, Pink Orange Red, Pale Clouded White, Lazy Calm, The Thinner The Air, Orange Appled, Cico Buff, Carolyn's Fingers, Fifty-Fifty Clown, Iceblink Luck, Heaven or Las Vegas, Watchlar.