Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rendez-Vous. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rendez-Vous. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2019

Z mojej płytoteki: Rendez Vous - klimat polskiej chłodnej fali brudnego miasta lat 80-tych

Jest rok 1986. Epoka kiedy od co najmniej około 10 lat trwa ewolucja umierającego i niewydolnego punk rocka w post-punk i chłodną falę. Tak też było w tym przypadku, pamiętam jak z kaset magnetofonowych wydawanych w drugim obiegu słuchaliśmy nagrań zespołu punkowego Brak z Łodzi (hitem była piosenka Na Bliskim Wschodzie wszystko w porządku), który po czasie przerodził się w bohatera dzisiejszego wpisu czyli Rendez Vous

Zespół w czasie nagrywania płyty tworzyli Ziemowit Kosmowski - bas i wokal, Andrzej Stańczak - gitara i Wojciech Młotecki - perkusja. Wszyscy uczestniczyli w pisaniu i komponowaniu utworów na album, choć głownie byli to Stańczak i Kosmowski.
W tamtych czasach piosenki coś znaczyły, nie ulega wątpliwości, że Rendez Vous mieli wiele do powiedzenia. Brzmieniowo na pewno nawiązują do the Opposition (pisaliśmy o nich wiele razy TUTAJ) jak i do the Police (przyjdzie i na nich tutaj pora, warto opisać czasy kiedy Sting tworzył muzykę). 

Teksty Kosmowskiego są niezwykle oszczędne, ale przy okazji forma krótkiego przekazu, komunikatu, ba nawet telegramu, nadaje im niepowtarzalny styl.

Album otwiera A Na Plaży... (Anna), bez wątpienia największy hit zespołu, obok I na okrągło oraz Na Skrzyżowaniu ulic (pierwszy wydany został na singlu, drugi na płycie Jeszcze Młodsza Generacja opisywanej przez nas TUTAJ). 

Jesteś ze mną brudnym mieście, 
Szare niebo nas zalewa
Zimne stanie i czekanie
Na autobus albo koniec

Temu klimatowi Kosmowski przeciwstawia widok plaży i promyk słońca.  

W Każdą Złą Noc może nie należy do najbardziej udanych utworów z tej płyty, choć cechuje się bardzo ciekawym, typowym dla zespołu brzmieniem gitary. 

Trafiony Tobą z kolei jest specyficznym, bardzo poetyckim wyznaniem miłości, w zasadzie opisaniem stanu oszołomienia.

Ja nie zapomnę

Ciekawe czy autor pamięta jeszcze, po tylu latach, komu dedykował tę piosenkę?  

Instrumentalny i jakże nastrojowy Zawsze O Północy kończy pierwszą stronę płyty.

 
Stronę B otwiera Maszyna Zła można powiedzieć piosenka motocyklisty. Ostrzejszy i bardziej rockandrollowy utwór o motocyklu i miłości. Zaczyna się banalnie, ale zespół zmienia umiejętnie rytm i refren sprawia, że piosenka przestaje już być tak prosta i łatwa w odbiorze. 

Nie Okłamuj z kolei to wyznanie zranionego kłamstwem serca, generalnie uczucia są motywem przewodnim albumu. 

Nie Umiem Cię wpisuje się w ten sam temat.

Naucz mnie umieć cię 
Ciepło rąk
Włosów len

Z lekkiego utworu jednak przechodzi w nieco niespokojny, tak jakby narrator chciał wyrazić swoje zaniepokojenie powolnym tempem uczenia.

Płytę kończy Jestem W Gwiazdach - nastrojowa piosenka w sam raz na koniec. Doskonałe podsumowania całego albumu (tutaj momentami słychać the Opposition). 

W gwiazdy moje słowa 
W gwiazdy moje łzy
Jestem w gwiazdach

I żeby sprawiedliwości stało się za dość warto wspomnieć, że zespół widziałem w 1984 roku w Jarocinie, o czym było TUTAJ, i dodać jeszcze ten jeden utwór z singla...

  
Ziemowit Kosmowski na prawdę z tamtego składu został sam... 
         
Wojciech Młotecki (zm. 1988)
Andrzej Stańczak (zm. w Kanadzie w 2014 roku w wieku 57 lat LINK)

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Rendez Vous, Rendez Vous, realizacja nagrań: A. Sasin, tracklista: A Na Plaży... (Anna), W Każdą Złą Noc, Trafiony Tobą, Zawsze O Północy, Maszyna Zła, Nie Okłamuj, Nie Umiem Cię, Jestem W Gwiazdach, Muza, 1986

poniedziałek, 25 lutego 2019

Pasją i dźwiękiem-skazani na siebie: punk / new wave

Przejście z punk rocka, czy nawet okolic oi music do obszarów new wave i jej odnóg, to naturalny proces, który nie powinien nikogo dziwić.. Jedni robią to w bardzo widoczny sposób, przeskakując bez żadnych sentymentów z tego co grali do niedawna, w coś zgoła innego,(często zmieniając też nazwy swoich składów, choć nie zawsze). Inni znów tylko na chwilę zanurzają się w ten lżejszy klimat (często lżejszy, lecz to też nie jest reguła), aby zaraz powrócić do tego skąd wyszli.. Inni też łączą te dwie opcję, lub pokazują, że potrafią i tak i tak.. Dowodzi to wciąż tego, że ścieżki punk rocka i kierunki new wave to nieodzowne arterie, które są w wielu przypadkach na siebie skazane.

Proponujemy przedstawienie kilku grup, które wpisują się w powyższą tezę. Niektóre z nich jeszcze grają i mają się dobrze. Kilka z nich jednak zaprzestało działalności już dawno temu, z różnych przyczyn (jak np. śmierć muzyków, brak zapału i chęci, które  to kierowały nimi na początku, itp,itd).

W tym wypadku odniesiemy się do kapel takich jak: UK SUBS, BLITZ, RED ALERT, YOUTH BRIGADE (The Brigade), EXHUMACJA (Made in Poland), BRAK (Rendez-Vous), SIEKIERA.


UK Subs 
 
No tutaj to mamy do czynienia z wytrwałymi postaciami sceny punk rockowej w UK i ogólnie na świecie. Charlie Harper i spółka począwszy od powstania kapeli, aż do dziś, wciąż radzą sobie znakomicie. Oczywiście skład się zmieniał na przestrzeni lat, ale weteran, frontman i oblicze UK SUBS wciąż zwarty i gotowy.

Koleś ma ponad 70 lat, a daje z siebie dużo więcej niż niejeden młodzieniaszek. Wie co robi i na czym polega rzetelna i uczciwa postawa na scenie. Zarówno w realu jak i w przenośni. Począwszy od pierwszej płyty Another kind of blues, po kilka następnych,  jak na przykład Brand new age, Endangered species czy też Flood of lies (przypomnieliśmy  niektóre), koledzy trzymali poziom jak należy i częstowali wszystkich sporą dawką punk energii. Styl się zbytnio nie zmieniał, co nie znaczy, że płyty były monotonne, słabe, czy też ciężkie do strawienia. Wręcz przeciwnie, ale w roku 1984 na światło dzienne wyszła ep-ka Magic z czterema magicznymi właśnie utworami. Kawałki te odbiegały delikatnie (mniej lub bardziej) od dotychczasowych materiałów i  były jakby zwróceniem się w stronę new wave...

Słychać to od razu, choć wokal Harpera scala to w jeden styl wypracowany przez UK SUBS, to muzyka jednak różni się od standardu.. Posłuchajcie i oceńcie sami.. To dobra decyzja nagrać coś takiego, niby nie różniącego się w jakiś konkretnie wyczuwalny sposób, a za razem o nieco innym charakterze. Co tu mówić, UK SUBS rządzi i koniec, kropka!!!


Blitz                       
                         

Kolejna bardzo dobra kapela z pogranicza oi/punk. Ich płyta Voice of a generation to podstawa w płytotece każdego skinheada, czy punka, a pierwszy numer z LP wraz z krótkim zamieszaniem na początku, to jedno z lepszych wejść i petard jakie ta muzyka ze sobą niosła! Przed LP były inne nagrania z singli, EPek itd., które są nie gorsze. Ogólnie każdy znajdzie tam to co znaleźć powinien. W dalszych poczynaniach grupy jak np. utwór New Age... od razu wkrada się klimat new (wave), a sam kawałek to wręcz przebój. Wychodzi też LP Second Empire Justice, który sam w sobie przedstawia ten kierunek, daje nam zupełnie inne oblicze Blitz, niż to z poprzedniego LP Voice of a generation. Jak dla nas i to i to jest czymś co po włączeniu daje chęć do życia. Jak dla niektórych był to koniec zespołu i odejście od punk, czy klimatu oi. Twierdzący tak mają na pewno rację, bo tego nie da się ukryć. Tutaj jest tak, jak w przypadku np. Siekiery, gdzie stara forma, jak i ta która po niej nastąpiła, są w naszej ocenie równie dobre. Wielu ludzi jednak może mieć inne zdanie i też będą mieli swoje rację. To kwestia podejścia do tematu i ogarnięcia muzyki. 

Później zespół coraz bardziej zaczął kombinować ze składem i z muzyką, aż w końcu wszystko uległo totalnej autodestrukcji. Takie mamy zdanie, ale przecież ktoś może mieć inne, więc cieszmy się tym co jest.

Red Alert


Powstali w 1979 roku jako Red Alert, to typowy zespół z towarzystwa oi/punk.. Zadebiutowali kilkoma ep-kami i kawałkami na singlach, po czym  w 1983 roku ukazała się ich pierwsza długogrająca płyta We've got the power. Możemy ją spokojnie polecić. To solidnie zagrane numery, które mogą spodobać się nie tylko punx czy skins, ale i każdemu innemu słuchaczowi dobrego rock and rolla! Tutaj również jak wiele innych kapel, muzycy  zahaczyli o zmianę klimatu i pokusili się o delikatne zejście w stronę new wave. Tak to wtedy wyglądało i to kolejny dowód na to, że jedno z drugim idzie w parze. Nie jest to standard, ale zdarza się od czasu do czasu. Dajemy tutaj dla przykładu i porównania czarno na białym. Nie są to drastyczne zmiany, a raczej elementy wdrażania, ale to są fakty i należy się jedynie z tego cieszyć. 

W późniejszym okresie zespół zawiesił działalność, lub kto woli rozpadł się, aby po kilku latach ponownie się zebrać. Na dzień dzisiejszy można chłopaków czasami trafić na koncertach w UK, ale nie tylko. Ich muzyka to wciąż raczej to co grali na początku, z jakimiś tam odchyłami w tą czy inną stronę, ale elementy new wave od czasu do czasu też się zdarzają..


Youth Brigade                       
            
(zmiana nazwy na The Brigade). Zajadłym fanom nie trzeba przedstawiać. Kalifornia, przełom 1979/1980 i mamy Youth Brigade. Kapela związana z Better Youth Organisation i punk rockiem (w tej trochę ostrzejszej odmianie) z zachodniego wybrzeża. Trzech braci razem i jednym składzie? Tak, tak, dokładnie. Mark, Adam i Shawn Stern. Czasami ktoś tam wspomagał ich jako kolejny element zespołu, lecz początki i trzon grupy to właśnie  to rodzeństwo. To tak w wielkim skrócie. 

Wydali kilka dobrych płyt, a w szczególności Sound and Fury, z której ścieżka rozwala czaszkę i sprawia, że człowiek ma odlot w nieznane! Z tą płytą było związanych trochę problemów i wynikło wiele zamieszania, ale w końcu jakoś ją zrealizowali. Było to w latach 1982/83. Następnie wydali jeszcze kilka płyt, a między innymi już jako The Brigade w 1986 roku LP. The Dividing Line. Muzyka ta nie jest tym co proponowali na przykład na Sound and Fury,  i z ostrego podpadającego w hard core punk dźwięku, przechodzą właśnie w coś na kształt umiejscowiony w okolicach new wave.
   
Oczywiście można dyskutować, oceniać, rozważać, ale to jest właśnie ten kierunek. Zagrany i zaproponowany przez nich, w granicach ich tolerancji i miejsca z którego się wywodzą. Dziś panowie jeszcze pogrywają jako Youth Brigade, a The Brigade, był odskocznią i próbą stworzenia czegoś w wyżej wymieniony deseń.

Exhumacja                   

(Made in Poland). Muzycy zaczynali jako Exhumacja  w okolicach 1983 r. Droga podobna jak u wielu kapel punkowych z tamtego okresu, czyli kilka znanych i dostępnych dla niszowego klimatu festiwali. Zauważeni tu i ówdzie, wznoszący się na fali buntu i ogólnego niezadowolenia społecznego w miażdżącym każdy indywidualizm i zachodnie trendy, w ówczesnej komunistycznej czarnej dziurze! Tam sprawa potoczyła się stosunkowo szybko, ponieważ już w roku 1984 skład nosił nazwę Made in Poland, a muzyka osadzona była w zimnofalowej koncepcji. Przeistoczenie okazało się trafne i dało nam jako słuchaczom kolejny dobry zespół z takiej właśnie dziedziny

Band nagrał naprawdę kilka dobrych kawałków i wzbogacił historię takiej muzyki w naszym kraju. Choć nie do końca w tym samym składzie (ale to przecież normalne), grają z małymi przerwami do dziś. Zobaczymy co z tego wyniknie. Trzymamy kciuki, za efekty w studio, oraz granie na żywo, choć z tym jest czasami problem z racji braku całego składu w jednym miejscu przez cały rok. Tak czy inaczej chłopaki dają sobie z tym radę we własnym zakresie.

Brak                       
 
(Rendez-Vous) Kapela dość wcześnie zaczęła grać, bo na samym początku osiemdziesiątego roku. Zaproponowali punk rock (Brak) w łagodniejszym wydaniu, ale nie pozbawionym ekspresji czy swoistego kopa jak na tamte lata. Zaliczyli Jarociny, Opola i inne rockowiska, a Ziemek Kosmowski był tam  śpiewającym frontmanem. Po kilku latach nastąpiła zmiana nazwy, oraz kilku ludzi w składzie i wyłoniło się Rendez-Vous. Tak samo jak i na tle punk rocka (Brak), tak i w klimacie nowofalowym (Rendez-Vous) , kapela prezentowała raczej łagodniejszą nutę. Spokojne, miłe wręcz dla ucha kawałki jak Na skrzyżowaniu ulic, czy Anna, latały gdzieś wtedy w eterze, ciesząc słuchaczy swoją lekkością.. Obu tych grup dobrze się słucha do tej pory...

Siekiera                       
                   

W przypadku Siekiery i tej starej i tej nowej, jak to się to często określa, mamy tu konkretny wypas jako całość! 

Forma z Budzyńskim jest kapitalna, surowa i jak na polski klimat jedna z lepszych kiedykolwiek i gdziekolwiek. Chłopaki jeszcze niedoświadczeni, niezgrani na tip top, ale takie były realia i taka była prawdziwa muzyka. To głos tamtego pokolenia i extraklasa polskiej sceny punk (nie całej, a jej części jako jeden z świeżych elementów w owym klimacie i czasie).
                        
Materiały muzyczne bez Budzyńskiego na wokalu, (ale przecież nie tylko On był filarem tej kapeli, ponieważ to Tomasz Adamski był odpowiedzialny za dalsze poczynania grupy) to już z całkowicie inna droga i tak jak w przypadku punkowej Siekiery, to znowu extraklasa, ale tym razem na płaszczyźnie new wave. Do dzisiaj mało kto tak gra i mało kto tak dobrze i trafnie przenosi dźwięki z głowy na warsztat i w rezultacie gotowy temat na płytę.

To nieczęsto się zdarza, że dwa inne style, inne kierunki i inni wokaliści, a i stara i nowa odsłona tworzą jedną konkretną całość (różniąc się od siebie całkowicie). Niedosyt jednak pozostaje, bo to pierwsze, oraz to drugie mogło stworzyć i nagrać choć po 10 numerów więcej, a wtedy świat byłby o wiele ciekawszy!

Ale i tak jest całkiem ciekawy - lecz tylko w naszym wykonaniu. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 12 stycznia 2019

Z mojej płytoteki: Jeszcze młodsza generacja, polska chłodna fala lat 80-tych


W 1985 roku po eksplozji chłodnej fali, głównie dzięki Joy Division, w Polsce pojawiło się bardzo wiele ciekawych zespołów czerpiących z tamtego nurtu. Wydawnictwo płytowe Tonpress postanowiło z bliżej nieznanego klucza wybrać kilka z nich i wydać prezentowany dziś, dość mało znany album (omawiamy oryginalne wydawnictwo a nie reedycję).

Płytę otwiera Kult i Piosenka Młodych Wioślarzy - pierwszy hit zespołu, pamiętam jaki szok wywołał teledysk, który oglądaliśmy w publicznej TV. Mimo tego, jest to piosenka moim zdaniem, średnio pasująca do klimatu jaki dominuje na albumie. Niemniej wtedy Kult wydawał mi się bardzo obiecującym zespołem i miałem nadzieję, że pójdą w kierunku chłodnofalowym. Czas pokazał, że poszli w inną stronę, co nie zmienia faktu, że mają ogromne zasługi dla polskiej muzyki undergroundowej i nowofalowej. 

Dom Mody i piosenka Szyfry (autorstwa trio Dulnik, Gąska, Olczyk), znakomity utwór wyraźnie nawiązujący do Joy Division (ach ta sekcja rytmiczna niczym z Heart and Soul), ale też nieco do Kraftwerk. Moim zdaniem jeden z jaśniejszych punktów na albumie. Dzisiaj dzięki Internetowi możemy poznać historię zespołu. Tak też na stronie historie kieleckie (TUTAJ) pojawiła się kopia tekstu z bloga Witolda Gąski (i dobrze bo blog już nie istnieje) klawiszowca i wokalisty zespołu. Historia grupy opisana jest tam bardzo wnikliwie, my pozwolimy sobie jedynie przytoczyć kilka fragmentów dla nas najważniejszych, czyli inspiracji muzycznych i nagrania omawianego dziś albumu. Muzyk wśród inspiracji w tamtych czasach wymienia Ultravox, Visage, Spandau Ballet. Niech zresztą opowie sam: Pojawiło się w moim zasięgu - bo grałem - nieduże, ale elitarne grono, które słuchało muzyki jakiejś takiej nowej, po-raz-pierwszej: nowa fala, new romantic... Punk - to było już dość stare, przyschnięte gówno, którego lepiej nie ruszać, bo jak zaśmierdzi... Zacząłem słuchać nagrań (docierały do nas z Londynu, kto miał najnowsze single - był gość, o longach już nie wspomnę... sam miałem jedynie jeden z magicznego Zachodu - grupy Visage) Ultravoxu, Spandau Ballet, Duran Duran - głęboko wierząc, że to niesamowicie odkrywcza muza, a to - po latach widzę wyraźnie - był zwykły pop tamtej epoki z całym marketingiem od stóp do głów! (no może prócz Ultravox (TUTAJ)). Ale wtedy te przehallowane przestrzenie, cykające breczki brały mnie jak gąbka wodę. Nie stroniłem też od Stranglersów (TUTAJ), B-52's czy jugolskiej odmiany nowej fali - i to mnie "uratowało"...
O omawianej dziś płycie pisze tak: Teraz już mogliśmy jechać do Warszawy, do studia Tonpressu, i spać w Europejskim (wreszcie hotel, po tylu latach...). Był listopad orwellowskiego 1984 roku. Byliśmy my: Bogusław Olczyk (wiadomo), Andrzej Wolski (załatwił klawisze – ciągle nie mieliśmy swoich!), Lucjan Dulnik (gitarren: ta cieńsza i bas-sss również) i ja (klawiszen i baryto-nowy śpiewik, by tak rzec)... W ogóle notorycznie już słuchałem zespołu Cabaret Voltaire (TUTAJ), i (oczywiście) The Residents (TUTAJ). Mieliśmy jechać na opolskie debiuty z szyframi – Lucjan parę dni wcześniej opuścił nasz kraj, i nasz blok wschodni. Szyfry ukazały się na składance "Jeszcze młodsza generacja" - ja czułem się JESZCZE młodszy: eksperymentowałem z dźwiękiem włażąc do wnętrza fortepianu, gnąc szule ze szpulowców (LINK)... Skróconą historię zespołu można poznać też TUTAJ

Kolejny utwór to Madame (TUTAJ) i ich Głupi Numer... no cóż, Robert Gawliński to historia nowej fali. Był w Made in Poland, stworzył znakomity Madame a później... I to by było na tyle.  

Fort BS był grupą czysto punkową, miałem okazję widzieć ich w Jarocinie w 1984 (opisałem ten festiwal TUTAJ). Na płycie wykonują utwór do tekstu Witkacego. Mimo ciekawego brzmienia piosenka nie należy do najlepszych na albumie. 

Po niej znakomity utwór Dekoder zespołu Nowomowa. I tutaj zaskoczenie, bowiem zespół był z Torunia a grali w nim muzycy między innymi Kobranocki (Kobra) i Republiki (Grzegorz Ciechowski (TUTAJ i TUTAJ)). Ten ostatni grał na gitarze. Jaka szkoda, że zespół rozpadł się a ja mam wrażenie że piosenka Dekoder posiada linię basu bardzo zbliżoną do My Lunatycy Republiki

Zabijanka T Love (wtedy jeszcze Alternative) pochodzi z dość ciekawego okresu, kiedy zespół zahaczał o klimaty punkowe. Później...

Stronę drugą otwiera znakomity Ja Myślę zespołu Made in Poland (TUTAJ). Posiadam w mojej kolekcji unikalne wydawnictwo tego zespołu, w którym dość dokładnie opisana jest historia grupy. Obiecuję jeszcze o tym napisać, tymczasem dodam, że pada w nim  stwierdzenie, że grupa, mimo iż porównywana jest z Joy Division, wcale zespołu Iana Curtisa nie znała. Na marginesie, warto uzmysłowić sobie że mamy rok 1985 - brzmienie Made in Poland wyprzedziło swoją epokę, no ale oni byli z Krakowa...
Aya RL i nasza ściana - genialny zespół, genialne trio, znakomity występ w Jarocinie w 1985 roku i Paweł Kukiz walący młotem w drewniano - metalowego kozła. Byłem tam i widziałem, muszę ten festiwal opisać póki coś jeszcze z niego pamiętam. Ich Czerwona Płyta to kawał znakomitej chłodnofalowej muzyki i doczeka się osobnego wpisu. I znowu czas spowodował, że coś co mogło stać się światowej klasy sukcesem zostało roztrwonione... Dzisiaj Paweł Kukiz...

Podobnie zresztą jak dzisiaj Rendez Vous a Ziemek Kosmowski i jego grupa wtedy. Ten zespół również wyprzedził epokę i ich album będzie opisany w swoim czasie. Warto zwrócić uwagę na proste, bardzo ubogie ale jakże pełne informacji i emocji teksty i tę niesamowitą grę gitar. Warto wspomnieć, że perkusista i gitarzysta z oryginalnego składu już nie żyją... Do twórczości grupy jeszcze powrócimy. 

I na koniec coś co z Joy Division musi się kojarzyć, zarówno jeśli chodzi o nazwę SS TIL jak i o brzmienie. I znowu mamy do czynienia ze znakomitym utworem, jednym z najlepszych na albumie zatytułowanym Efekt. Niestety o zespole jest bardzo mało informacji, jedyne jakie są dostępne pochodzą ze strony (TUTAJ): 

Warszawska grupa Sstil, w której poza Rafałem Kwaśniewskim udzielali się także Tadeusz Kaczorowski oraz Piotr Fala Falkowski (o innych członkach formacji nic mi nie wiadomo) funkcjonowała w drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku. Nie pozostawiła po sobie żadnych oficjalnych wydawnictw.

Podsumowując można stwierdzić, że najciekawsze zespoły z omawianej dziś płyty już nie istnieją. A jeśli tworzą, to na pewno nie w stylu w jakim tworzyli wtedy. Postarzeli się? A może dopadły ich wymogi rynku, na którym kto nie gra komercji nie istnieje? Na szczęście u nas panują inne zasady. Im mniej komercji tym większy szacunek. Bo tylko zdechłe ryby płyną z prądem. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   


Jeszcze Młodsza Generacja, Tonpress 1985, realizator nagrań: Włodzimierz Kowalczyk. Tracklista: Kult "Piosenka młodych wioślarzy", Dom Mody "Szyfry", Madame "Głupi numer", Fort BS "Rozhulantyna", Nowo Mowa "Dekoder", T.Love Alternative "Zabijanka",  Made in Poland "Ja myślę", Aya RL "Nasza ściana", Rendez-Vous "Na skrzyżowaniu ulic", Sstill – "Efekt"

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Pod powierzchnią gra polska chłodna fala lat 80-tych

Noah Noah - Plejady


Madame - Może Właśnie Sybilla


Rendez Vous - Anna


Siekiera - Nowa Aleksandria
 

Novo Del Arte - Tak Niebawem


Garaż w Leeds - Szept Pamięci
 

Ivo Partizan - Josef Mengele


Variete - Cygańska Muzyka

Made in Poland - Obraz we mgle


1984 - Biała Chorągiewka
 


Nowy Horyzont - Nowy Horyzont

Eva - Zaspany

One Milion Bulgarians - Czerwone Krzaki


Większość powyższych zespołów widziałem na żywo, niektórych wykonawców miałem okazję poznać. Ale od początku. Po samobójczej śmierci Iana Curtisa do Polski dociera nurt chłodnej fali i kultu Joy Division. Owocuje to pojawieniem się nie tylko ślepych naśladowców, ale też wybitnych zespołów idących i rozwijających ten najciekawszy w muzyce nurt. Noah Noah - szkoda że tak mało nagrali, Madame - kto by pomyślał że skończą na Baśce..., Rendez Vous - polecam ich doskonały winyl, nie zapomnijmy przy tym o korzeniach jakimi jest zespól Brak, Siekiera (TUTAJ) - polskie Killing Joke ale jakże znakomite, chłodne i industrialne, Novo del Arte z Warszawy chłodne i jakże realistyczne... Garaż w Leeds - pamiętam Jarocin 1985  - czy Adam Białoń i chłopacy pamiętają swojego pierwszego fana? Ivo Partizan - polska odpowiedź na Cocteau Twins, szkoda że nie poszli dalej... Variete - grają do dziś, znakomita poezja Grzegorza - Bydgoszczania twarzą do Brdy - czy Grzesiek pamięta dedykację w tomiku swoich wierszy dla koncertowego kumpla? (TUTAJ). Made in Poland - w Krakowie też powiewało chłodem... 1984 - całkiem niedawno wyszła płyta ze zbiorem wszystkiego co nagrali pisaliśmy i niej TUTAJ, Rzeszów rządził w 1985 roku w Jarocinie - to na nich wtedy głosowałem, Nowy Horyzont - pamiętam jak spodobali się Grześkowi z Variete, Eva - dziękuję wokalistce za przesłanie znakomitego CD - polska odpowiedź na Siouxsie and the Banshees, i na koniec Milion Bułgarów... 

Szkoda, że te czasy nie wrócą, i bynajmniej nie chodzi mi o komunizm. Chodzi o klimat muzyki, w której człowiek, jego lęki, problemy, troski i wnętrze były najważniejsze i niosły ze sobą ładunek emocjonalny jakiego nigdy przedtem i nigdy później w naszej muzyce nie było i nie będzie. 


Czy nikt nie będzie pamiętał muzyki która ciągle gra pod powierzchnią?

niedziela, 17 czerwca 2018

Festiwal Muzyki w Jarocinie 1984 okiem uczestnika: prawdziwa oaza buntu i wolności, czy może wypuszczanie pary z ustrojowego kotła?

To było tak. Festiwal muzyki w Jarocinie był w dla nas, w latach 80-tych ubiegłego wieku, enklawą wolności. Tutaj wcale nie chodziło o wolność człowieka jako taką, bowiem festiwal obstawiony był masą Milicji, nie tylko w tzw. sukach ale i na motocyklach (jeden mnie spisał i dostałem kolegium za spodnie typu moro...). Chodziło o coś, co można nazwać wolnością muzyczną, może nie do końca, bo jednak kontrolowaną przez partię. Wszystkie zespoły przechodziły przez przesłuchania, i te zbyt prostolinijnie walące w system kierowane były, i to przy odrobinie szczęścia, na tzw. Małą Scenę. Całym festiwalem jak i przesłuchaniami, dowodził Walter Chełstowski, wówczas w miarę młody człowiek z charakterystyczną czarną brodą. 

To było 4 lata po śmierci Iana Curtisa z Joy Division, i mimo niepełnoletności udało mi się ubłagać rodziców, by wyrazili zgodę na mój wyjazd. Było nas pięciu: Sławek, Bogdan, Robert i ja, oraz jedyny pełnoletni: kuzyn Roberta, Rafał mający nas pod opieką. Wzięliśmy pięcioosobowy namiot i zamieszkaliśmy w Jarocinie na prywatnym polu namiotowym u jakiegoś rolnika. Wtedy poznałem braci Rakowskich (jeden starszy brunet,  młodszy blondasek, wspólnie słuchaliśmy z ich magnetofonu Cocteau Twins - nawet pamiętam nazwę płyty, Head over Heels z 1983 roku), wtedy dwóch młodych chłopaków grających w zespole Bruno Wątpliwy, później Fading Colours, dziś organizatorów  festiwalu gotyku w Bolkowie (czy oni to pamiętają?)

Chodziliśmy na festiwal codziennie, mimo niesprzyjającej pogody - dość mocno padało.  Co najbardziej utkwiło mi w pamięci? 

Jak donosi Wikipedia: W 1984 na festiwalu pojawili się Prowokacja, Siekiera, Moskwa, Hak, Jaguar, Piersi, Ostatnie Takie Trio, Rendez-Vous, Sedes, Abaddon, Kultura, Madame, Fort BS, Stress, Variété, Klaus Mitffoch, Made in Poland, Dezerter oraz debiutujący utworem Ostatni Tabor zespół Kat.

Siekierę doskonale pamiętam. Irokez Budzyńskiego i broda Adamskiego. Później rozpad i powstanie Armii. Pamiętam kiedy wiele lat później (koło dwudziestu) byłem na ich koncercie.  Powiedziałem do swojego dziecka przedstawiając mu lidera zespołu Tomasza Budzyńskiego - patrz, to jest żywa legenda polskiego rocka. A Tomek wziął moje dziecko na przysłowiowego barana co uwieczniłem na zdjęciu.  Wtedy w 1984 w Jarocinie, występ Siekiery wglądał tak:


Staliśmy w okolicy pierwszego rzędu koło pogujących. Cały koncert zespołu dostępny  jest tutaj:


Moskwę też doskonale pamiętam, zwłaszcza Pawła Gumolę Gumę, to był naprawdę znakomity koncert:


Ten ekspresyjny blondyn grał tak szybko, że niewielu potrafiło nadążyć. Nam najbardziej spodobały się Samobójstwa (drugi utwór na liście).  

Występ Piersi też dobrze zapamiętam, szczególnie Pawła Kukiza (tego, tego!) muzyka śpiewającego doskonałe tekstami zabarwione humorem i aluzjami do systemu. Rezerwa bodajże taki był tytuł megahitu z tego koncertu (na bis) ale i W Poroninie to też było coś! (posłuchajcie zwracając uwagę na tekst):


Rendez - Vous - trio z Łodzi i Ziemowit Kosmowski, wówczas z bardzo bujną czupryną, to też było coś elektryzującego. Taki cold wave minimalistyczny tekstowo (ale za to jaki urzekający) z doskonałymi gitarzystami i perkusistą.... 



Abbadon z Bydgoszczy, prosty, można powiedzieć klasyczny punk - rock ale jakże ciekawy tekstowo:

Madame cóż... I pomyśleć, że Robert Gawliński od Made in Poland i Madame doszedł do Baśki i jej biustu... Tyle w temacie. A tak wtedy grali:


Fort BS, też punk rock warto o nich wspomnieć, zwłaszcza z powodu doskonałego wokalu i tekstów:


Variete to temat na zupełnie inną opowieść. Za jakiś czas pochwalę się tomikiem wierszy od Grześka, z jego dedykacją, dla koncertowego kumpla. To było moje największe odkrycie, i takim pozostaje do dziś.... Wtedy wygrali a my urzeczeni zobaczyliśmy, jak może ewaluować muzyka inspirowana dokonaniami Joy Division.... 


Wiele lat temu po innym koncercie, kiedy dostawałem autografy, zapytałem go: Dlaczego dziś gracie inaczej? Odpowiedział: bo komuny już nie ma...     

Klaus Mitffoch - po prostu niesamowici, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Janerka i dwóch kolegów - takie zwykłe trio. Zobaczcie sami, jak nie są z nikim:   


To był okres kiedy tworzyli takie cuda:


Made in Poland, tak jak wiele innych wymienionych powyżej zespołów, pojawi się tutaj w zupełnie osobnych wpisach, bo na to zdecydowanie zasługują. Wtedy grali tak: 


Dezerter i Kat  czyli punk i metal. Pierwsi byli całkiem dobrzy:



A KAT to heavy metal. Rok później dali bardzo doby koncert, Kostrzewski wyskakujący z trumny, a później rozdający autografy na masce wypasionego auta.


A co wtedy, w 1985 roku, działo się w Jarocinie opiszę w osobnym wpisie...

Wtedy w 1984 roku wydawało nam się, że festiwal i pobyt na nim to forma buntu. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, można śmiało postawić tezę, że było to swoistego rodzaju kontrolowane wypuszczanie pary i rozładowywanie gorących nastrojów kipiących wewnątrz pełnego buntu młodzieńczego tygla.