Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plakat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plakat. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 września 2023

Prace Christopha Niemanna: mistrzostwo ironii

Przedstawiamy czytelnikom naszego bloga artystę, pisarza i gawędziarza Christopha Niemanna, którego wyobraźnia porusza ludzi na całym świecie. Urodzony w Niemczech, przez ponad dekadę mieszkał w Nowy Jorku i choć wrócił do Berlina nadal nazywa amerykańskie Wielkie Jabłko swoim domem.





Prace Niemanna stały się częścią życia publicznego, stałym, codziennym elementem dotykającym wielu ludzi. W jaki sposób? Artysta jest autorem okładek pism wychodzących w ogromnym nakładzie, takich jak: The New Yorker, National Geographic i The New York Times, a także popularnych książek i plakatów.  Ilustrator znany jest z niedzielnych szkiców, cotygodniowej serii rysunków, które bawią czytelników wymienionych gazet. Przesiąknięte humorem, sprytnie zaaranżowane kompozycje zamieniają czerwony ołówek w megafon, a rozłożoną książkę w kocie wąsy.






Ale może zacznijmy od początku: Christoph Niemann urodził się w 1970 roku w Waiblingen w Niemczech. Studiował w Państwowej Akademii Sztuki w Stuttgarcie, po czym przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie zaczął ilustrować m.in. Zeit Magazin i The New Yorker. W 2008 roku wrócił do Europy i zamieszkał w Berlinie, gdzie zaczął współprodukować animacje i pisać książki (np.: Sunday Sketching). Jego ironiczne podejście do spraw codziennych widoczne w jego pracach tak bardzo spodobało się, że w 2010 roku Niemann został wprowadzony do Galerii Sław Art Directors Club









Nam, oprócz dowcipnych, rysunkowych komentarzy rzeczy zwykłych, spodobały się jego akwarele. Pociągi, samochody, widoki miast pokazane są na nich o zmroku. Granatowy koloryt nocy przecina mocne światło reflektora lub lampa, która pogłębia kontrast i tym bardziej wprowadza nas w nastrój ciszy i jak to powiedział Niemann, w moment w którym Pociąg przekształca chaos w chwilę poezji. Choć spokój, jaki rozlewa się z jego prac to złudzenie. Artysta żyje w lęku. Boi się, że nie będzie wystarczająco dobry, nie sprosta zadaniu, jakie na niego nakładają wydawcy i czytelnicy, Obawia się także, że jego dzieła okażą się płytkie i nieistotne oraz tego, że kiedyś skończą się  mu pomysły…
 

To zupełnie na odwrót niż nam. Nam pomysły nigdy się nie skończą…

Dlatego zachęcamy do odwiedzania strony Christopha Niemanna (LINK) i naszej.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 30 maja 2023

Wojciech „Korek” Korkuć: wojownik plakatu

Jego prace nie pozostawiają obojętnym, przez jednych nazywany jest wojownikiem plakatu, przez innych funkcjonariuszem partyjnym na usługach, co jest dowodem na to, że tworzy plakaty uderzające odbiorcę nośną treścią. A ta idzie w poprzek mainstreamu.
 

Wojciech „Korek” Korkuć, bo to o nim mowa, jako artysta odniósł sukces. A przecież ma przed sobą jeszcze długie lata pracy. Urodzony w 1967 roku, absolwent Wydziału Grafiki na Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w 1993 roku w Pracowni Projektowania Plakatu prof. Mieczysława Wasilewskiego, zajmuje się projektowaniem plakatów i ilustracją prasową już 26 lat. Przez ten czas miał kilkanaście wystaw indywidualnych i uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w Polsce i za granicą. Publikował swoje prace w zagranicznych wydawnictwach, zdobywając wiele nagród, m. in. European Design Annual, magazynu Print, konkursu Creativity. W 2005 znalazł się w katalogu 200 najlepszych ilustratorów na świecie wydanym przez Lürzer’s Archive. W 2015 został nagrodzony Brązowym Medalem na 11 Triennale Plakatu w japońskiej Toyamie. W 2019 i 2020 został nominowany do Nagrody Mediów Publicznych w kategorii Obraz, od 2020 członek Rady Programowej Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a od 2021 zasiada w radzie programowej TVP. Moglibyśmy wymieniać jeszcze wiele osiągnięć Wojciecha Korkucia, ale wszystkie one mimo, że są cenne i ważne, nikną przy skutkach jakie osiągają jego plakaty w przestrzeni publicznej. Bo ich rezonans jest czymś nieoczekiwanie zaskakującym.

Historia sztuki zna plakaty, które trwale zakorzeniły się w społecznej świadomości – opisaliśmy zjawisko sytuacjonizmu, którym plakat odegrał główną rolę (LINK). W Polsce do tej pory takie efekty osiągnął Jerzy Janiszewski, autor logotypu Solidarności (1981), Tomasz Sarnecki z plakatem W samo południe (1989) a na Węgrzech Istvan Oros, autor plakatu - symbolicznego pożegnania wycofującej się armii sowieckiej Adieu (1989).

Wojciech Korkuć ma na swoim koncie kilka równie ważnych prac, których błyskotliwy przekaz oparty na skojarzeniach tak mocno oddziałuje na widza, że może zmienić jego poglądy a przynajmniej zmusić do refleksji. Do takich plakatów można zaliczyć Achtung Russia, który został oprotestowany przez Moskwę czy seria Made in Germany, wywołująca oburzenie niemieckich mediów i najwyższych władz.
Aby tak tworzyć trzeba być wewnętrznie niezależnym oraz odważnym. Do legendy przeszły już demonstracje poglądów artysty, które – gdyby działy się w środowisku mainstreamowo-lewicowym   zostałyby okrzyknięte performance i uznane za jeszcze jedno dzieło sztuki: Na wernisażu profesora Wasilewskiego (promotora Korkucia), który odbywał się w siedzibie Agory, wydawcy Gazety Wyborczej, gdzie plastyk znalazł się jako przedstawiciel firmy City Poster, pokazał koszulę z logo Gazety Wyborczej i napisem gówno prawda. "Wyklaskał” Macieja Stuhra, który pojawił się z w jednej ze sztuk na deskach stołecznego teatru po tym gdy aktor w roli konferansjera szydził z ofiar katastrofy smoleńskiej.
Ostatnio natomiast jego praca znów wywołała dyskusje i spowodowała ostre reakcje zaangażowanych politycznie plastyków. Chodzi o wystawiony na VI International Poster Biennale w Lublinie plakat, na którym w sposób niezwykle prosty a przy tym błyskotliwy, przypomniał o katastrofie smoleńskiej i towarzyszących jej niedomówieniach. Leonardo da Vinci miał rację mówiąc, że dobry szkic jest lepszy niż długa mowa. Jakakolwiek będzie decyzja Jury lubelskiego konkursu nie zmieni to już nic. Plakat Wojciecha Korkucia właśnie przeszedł do historii. Stał się skuteczny, na miarę założeń autora, który uważa, że Ważne plakaty to te , które wywołują skrajne opinie ,które jednych zachwycają, a innych drażnią, które są dewastowane i które są noszone na koszulkach.

Poniżej można zobaczyć inne plakaty artysty. Niektóre każdy z nas już widział, może nie kojarząc ich z autorem. Wojciech Korkuć nie ma na razie strony internetowej, choć jeśli ktoś chce, znajdzie łatwo skontaktuje się z nim poprzez media społecznościowe (LINK) .











Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 10 maja 2022

Plakaty Johna Heartfielda: dadaizm i fotomontaż

Żyjemy w ciekawych czasach. Obserwujemy zaskakujące zwroty akcji, ale także sytuacje typu deja vu. Rosja prowadzi wojnę używając propagandy rodem z minionej epoki, a Niemcy … Cóż, Niemcy zachowują się dokładnie tak, jak gdyby nie zapomnieli o czasach Furehra i realizowali jakiś tajny pakt Putin-Merkel, o którym dowiemy się dopiero za kilka lat. Dlatego chcemy przypomnieć plakaty Johna Heartfielda (właściwe nazwisko Helmut Hertzfelde) urodzonego  w Niemczech w 1891 roku a zmarłego w 1968  roku w NRD - dadaisty - który jako jeden z pierwszych - obok  George Grosza - stosował fotomontaż. Za jego pomocą wykonywał satyryczne grafiki, uderzające przede wszystkim w politykę Hitlera. Parodiował w nich kultowe pozy, gesty i symbole dyktatora, aby stworzyć wrażenie, że wystarczy podrapać cienką powierzchnię faszystowskiej propagandy, aby odkryć jej absurdalną rzeczywistość.

Heartfield opracował oparte na zdjęciach symbole Komunistycznej Partii Niemiec, której był członkiem, dzięki czemu organizacja mogła konkurować na symbole z nazistami. Jego obrazy zaciśniętych pięści, otwartych dłoni i uniesionych ramion sugerowały odważne działanie i determinację. Na jednej z grafik bezcielesna pięść staje się anteną radiową dla powiązanej z komunistami stacji w Czechosłowacji, która nadawała na terytorium Niemiec.




Ale jak już wspomniano, najostrzejsze żądło krytyki Heartfield przykładał do Führerkult Hitlera (kultu przywódcy), podstawę niemieckiego faszyzmu. Jego prace były zamieszczane przede wszystkim na okładkach AIZ (Arbeiter-Illustrierte-Zeitung), komunistycznego magazynu robotniczego. Użył tam rozmaitych środków wyrazu, teraz typowych a wtedy nowatorskich. Należała do nich  różnica skali, aby udramatyzować przekaz. Tak jest w obrazku ilustrującym stosunek Hitlera do bogatych i wspierających go finansowo niemieckich przemysłowców. Przywódca jest postrzegany jako marionetka, której gestykulacja odczytywana była jako akceptacja wpływów pieniężnych.





Czasy niewątpliwie się zmieniły i mimo podobieństw do tamtego okresu niepewności i poczucia chaosu, obserwujemy także pewne odmienności. Dzisiaj Niemcy nie są kierowane przez Furehra, a lewicowe poglądy zapewniają w Europie powodzenie, jednak grafiki Heartfielda, które zapowiadały i odzwierciedlały problemy, jakich doświadczyły Niemcy w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, pomogły przekształcić fotomontaż w potężną formę masowej komunikacji. I warto po nie sięgnąć aby uderzyć tym razem w pokrewny z faszyzmem reżim rosyjski.



Z ciekawostek przypominamy, że grafika  Hurray, the Butter is Gone! była inspiracją do utworu Metal Postcard wykonywanego przez Siouxsie and the Banshees. Piosenka ta została ponownie nagrana w języku niemieckim jako Mittageisen i wydana na singlu we wrześniu 1979 roku, z pracą Heartfielda na okładce. Kilka miesięcy później singiel został wydany również w Wielkiej Brytanii. Nazwa szwajcarskiego zespołu darkwave Mittageisen (1981-1986) pochodziła już od tytułu tej piosenki. Warto wyjaśnić, że tytuł obrazka był odniesieniem do słynnego przemówienia Hermanna Goeringa z 1936 r., w którym powiedział: Pistolety uczynią nas potężnymi; masło tylko nas tuczy. Genialną odpowiedzią Heartfielda jest stworzenie typowego aryjskiego domu, w którym na stole obiadowym jest tylko żelazo. 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.