Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania friedrich, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania friedrich, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2020

Caspar David Friedrich: rewolucjonista malarstwa pejzażowego

Caspar David Friedrich zmienił oblicze malarstwa pejzażowego. Intensywnie emocjonalny stosunek do natury, który widzimy w jego twórczości czymś nowym i stał się kluczowym dla sformułowania idei nurtu romantycznego, pisaliśmy o tym już kiedyś (TUTAJ), lecz ze względu na wpływ, czy punkty styczne w pojmowaniu zadań jakie stoją przed artystą, zauważalne także w muzyce new wave, każą nam ponownie przyjrzeć się jego obrazom.
 
W przeciwieństwie do większości artystów Caspar David Friedrich nie inspirował się mistrzami wcześniejszych wieków.  To pozwoliło mu zupełnie inaczej spojrzeć na krajobraz. Zwykły las, plaża, ba nawet drzewo nabiera u niego głębszego znaczenia, symboliki i treści. Ten sposób pojmowania otaczającej malarza rzeczywistości fascynował – wprawdzie niewielu – lecz za to czołowych artystów. Jednym z nich był Edvard Munch znany głównie dzięki obrazowi Krzyk (1893) (pisaliśmy o nim TUTAJ) który wydaje się być odpowiedzią na obraz Friedricha: Wędrowiec przez morze mgły, zwłaszcza, gdy przywołamy oryginalny tytuł niemiecki: Der Schrei der Natur  (Krzyk natury).  Krzyk Muncha uważany jest za dzieło wyrażające klaustrofobiczne odczucia artysty, które znamy z zapisków malarza: Szedłem ścieżką z dwoma przyjaciółmi - słońce zachodziło - nagle niebo zrobiło się krwistoczerwone - zatrzymałem się, byłem tak wyczerpany, że oparłem o płot - nad błękitem była krew i języki ognia - czarny fiord i miasto – moi przyjaciele szli a ja tam stałem drżąc z niepokoju - i wyczułem nieskończony krzyk przechodzący przez naturę. Jest to dokładnie to samo, co chciał przekazać nam Friedrich – moment przerażenia i osamotnienia w obliczu potęgi natury. Jedno co różni oba obrazy (poza stylistyką) to ostateczna konkluzja. Wędrowiec w przeciwieństwie do Krzyku wyzwala. Zrozumiał to doskonale Adolf Hitler, który widział w Wędrowcu apologię siebie, bądź narodu niemieckiego…

Inny obraz Caspara D. Friedricha, który chcemy ponownie pokazać naszym czytelnikom to Wapienne klify Rugii (Chalk Cliffs on Rugen) przechowywane w zbiorach Stiftung Oskar Reinhart w Winterthur w Szwajcarii. Skaliste brzegi na nim pochodzą z niemieckiej wyspy położonej na Morzu Bałtyckim. Obraz jest zapierającym dech w piersiach ujęciem niekończącego się horyzontu, który wabi widzów aby podeszli na skraj urwiska. Został namalowany na pamiątkę miesiąca miodowego artysty. Jest na nim malarz, jego żona Caroline i jego brat Christian Caroline pochyla się ostrożnie nad przepaścią, trzymając się kurczowo rosnącego nieopodal krzaczka i wskazuje coś, co widzi u dołu. Christian pewnie stoi wyżej jakby ufając, iż młode drzewo rosnące przed nim powstrzyma upadek. Najbardziej znaczącą i intrygującą postacią jest Friedrich. Uklęknął na ziemi, aby dokładnie zobaczyć to co  przykuło uwagę jego żony. Zdaje sobie sprawę z ryzyka, więc zdjął kapelusz kładąc go obok...

Dzięki śmiałej kompozycji Friedrichowi udało się stworzyć wizualną kombinację dwóch skrajności: głębokiego wąwozu z widokiem na morze i jednocześnie niekończącego się horyzontu. Obraz ten jest paralelą innego dzieła Friedricha: Wędrowca przed morzem mgły, który znalazł się na okładce unikalnego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” (TUTAJ) i (TUTAJ). O ile jednak tam malarz składa hołd samotności, która pozawala mu na adorację piękna natury, tutaj do podziwu nad pejzażem skłania go bliska mu osoba.


Tyle na razie o obrazach Caspara Davida Friedricha… Zachęcamy jednak do samodzielnego spojrzenia na inne jego dzieła, bo są one tymi nielicznymi, w których krajobraz ma dwóch widzów – tego na obrazie i tego przed nim. Czy nie tak również jest z piosenkami śpiewanymi przez Iana Curtisa? Z jednej strony wyrażają one emocje wokalisty, a z drugiej są katalizatorem emocji widza.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 7 maja 2018

Caspar David Friedrich i jego dzieła, które wywarły wpływ na późniejszy świat muzyki gotyckiej i postpunkowej

Niezwykle proste, wręcz surowe w swojej wymowie, poważne i melancholijne obrazy Caspara Davida Friedricha opowiadają o samotności człowieka, który doświadczając piękna natury, roztapia się niej, stając się poprzez kontemplację jej częścią. Wyobrażone na jego płótnach pejzaże ukazują krajobrazy gór, wrzosowisk czy morza, zanurzone w świetle księżyca lub spowite w oparach. Namalowane przez niego oceany mgły, opuszczone plaże, wrak na brzegu morza, osierocone cmentarze, ruiny gotyckich świątyń są alegoriami, poprzez które malarz wyraził swoje uczucia i poglądy, swoje nadzieje i pragnienia. 

Prace Friedricha zmieniły oblicze malarstwa pejzażowego, ponieważ widoczne w nich jego intensywny i emocjonalny stosunek do natury stał się kluczową częścią całego Romantyzmu. Jego prace, łatwo rozpoznawalne były potem często wykorzystywane przez współczesną kulturę popularną, bo sugestywny nastrój i uczucie, które budzą, nie mogą pozostawić widza obojętnym.

Paradoksalnie, muzycy tworzący na przełomie lat 70. i 80 ubiegłego wieku chętnie korzystali z ekspresji romantyzmu. Twórcy tacy jak Blake, Wordsworth, Byron, Keats, Mary Shelley, Percy Shelley, właśnie Friedrich, Schlegel i Hoffman, będący przecież wyznacznikami romantyzmu, znaleźli swoje miejsce w muzyce i wizualnej estetyce wielu czołowych grup i artystów występujących solowo, wśród których można wymienić np.: Rolling Stones, Joy Division, Nick Cave, Tom Verlaine, Emo, Eminem, My Dying Bride itd. Tych muzyków określa się także mianem gothic rock i wiąże się z nimi całą odrębną część współczesnej pop-kultury. Jej fani ubierają się na czarno, obrysowują oczy czarnym eyelinerem, uwielbiają mitologię i horrory, filozofię dystopii oraz gotycką literaturę Horacego Walpole'a, Edgara Allena Poe, Mary Shelley i  Lovecrafta

Związana z nimi subkultura o często nihilistycznym nastawieniu do rzeczywistości pojawiła się po raz pierwszy w późnych latach 70-tych, ale prawdopodobnie zaistniała jeszcze wcześniej na fali powstałych zespołów rock'n'rollowych z lat 60. i wczesnych 70. Należy zauważyć, że każda dekada ostatnich lat XX wieku ma swoją modę goth. Przykładem jest tu np.: środowisko powstałe pod koniec lat 70. wraz z nadejściem kultury punk i pojawieniem się zespołów takich jak Siouxsie And The Banshees, The Damned i Joy Division. Młodzi ludzie z całej Europy i Stanów Zjednoczonych odrzucili istniejącą oficjalną modę i przyjęli wspólną identyfikację wizualną, na której przecież opiera się istota każdej subkultury - a był nią wizerunek sugerujący chorobę: na topie była blada, w zasadzie wampirza cera z oczami zaznaczonymi czarnym eyelinerem, z szopą włosów i czarnymi ubraniami, począwszy od dżinsów a skończywszy na mini spódniczkach i rajstopach-kabaretkach. Taki arsenał strojów stał się obowiązkowym mundurem dla fanów zespołów takich jak Bauhaus, The Cure , The Sisters Of Mercy , The Birthday Party.

Zamiłowanie do gotyku pierwszy raz objawiło się w epoce romantyzmu i to właśnie wiązało tamten nurt z ruchem subkultur młodzieżowych ostatniego ćwierćwiecza XX wieku. Ci nowi zwolennicy gotyckości przyjęli mroczne elementy romantycznej kultury gotyckiej, takie jak np. odwiedzanie cmentarzy, zbieranie martwych kwiatów i studiowanie gotyckiej architektury i literatury, a oprócz tego zakładanie gotyckich ubrań i biżuterii, co dopełniali słuchając klasycznego goth-rocka, łącząc przy tym wyrafinowane dźwięki zespołów promowanych przez wytwórnię  4AD takich jak Cocteau Twins z muzyką klasyczną Brahmsa  i  Wagnera. Oprócz tego lubili punk rocka i metal, i interesowali się okultyzmem, tatuażami, filmami Davida Lyncha i innymi mrocznymi rzeczami.

Poniżej znajduje się wybór najsłynniejszych dzieł Caspara Davida Friedricha, które wywarły taki wpływ na późniejszy świat muzyki rockowej.









wtorek, 5 marca 2024

Malarstwo Hansa Christiana Ralfsa przyjaciela i ucznia Edwarda Muncha

Co stałoby się z Edwardem Munchem, gdyby był Niemcem lub gdyby pozostał w Berlinie po dojściu Hitlera do władzy? Ostatnie lata życia malarza przypadły na czas, gdy Norwegią rządziła partia nazistowska, która nawet zorganizowała mu po śmierci pogrzeb w 1944 r.  choć wcześniej obrazy Muncha zostały określone przez nazistów jako sztuka zdegenerowana i wycofane w muzeów. Ale w Niemczech los Muncha mógł być znacznie gorszy. Taki jaki stał się udziałem malarza, z którym się przyjaźnił, czyli Hansa Christiana Ralfsa, urodzonego w 1883 r. w Preetz koło Kilonii.




Hans Ralfs był utalentowanym synem listonosza. W latach 1902-1907 studiował sztukę w Weimarskiej Szkole Sztuk Pięknych. Tam podczas studiów poznał poznał Edwarda Muncha, a po I wojnie światowej, w której jak wielu innych młodych mężczyzn walczył na froncie, w lecie 1919 roku wyjechał do Norwegii i spędził z Munchem więcej czasu. Wpływ tego malarza na twórczość Ralfsa był w związku z tym przemożny. Uważa się, że po powrocie po prostu zaczął inaczej malować. I jeszcze jedno łączyło obu malarzy: Problemy natury psychicznej. W 1919 Hans Ralfs założył w Kilonii własną szkołę malarstwa (jego uczniem i przyjacielem na całe życie został dzięki temu Friedrich Karl Gotsch). Jednak następstwa doświadczeń z I wojny światowej, problemy rodzinne i ogólnie nazwijmy to brak życzliwości i zrozumienia okazywany ze strony środowiska w którym żył, doprowadziły go do załamania i w latach  1922/23 pierwszego pobytu szpitalnego na oddziale neurologicznym Szpitala Uniwersyteckiego w Kilonii, który zapoczątkował następne. W 1924 roku zerwał z tego powodu zaręczyny z Dorotheą Ehrich z Neumünster. Jej wspomnieniem jest podwójny portret. 

Potem było już tylko gorzej. Hans Ralfs musiał zrezygnować z prowadzenia szkoły malarskiej. Utrzymywał się odtąd z działalności rzemieślniczej, dziennikarskiej i wykładów. W 1924 pracował nawet jako malarz pokojowy w Hamburgu i jako goniec w Kilonii




Aż nadszedł rok 1935, kiedy hitlerowski rząd wprowadził tzw. ustawy narodowosocjalistyczne. Malarz został internowany w szpitalu psychiatrycznym w Neustadt w Holsztynie. Stamtąd 1 czerwca 1942 r. transportem wraz z innymi chorymi został przewieziony, zresztą w nieludzkich warunkach, do szpitala psychiatrycznego Obrawalde w Meseritz w ówczesnych wschodnich Niemczech (obecnie szpitala w Międzyrzeczu-Obrzycach na zachodzie Polski). Pracował tam fizycznie w polu i ogrodzie, przy budowie drogi, wykonywał prace introligatorskie, wreszcie segregował odpadki. Pacjenci byli wykorzystywani jako darmowa siła robocza, pracowali bez dni wolnych pod stałym nadzorem uzbrojonych wachmanów, którzy brutalnie ich traktowali. Lekarze byli tylko figurantami, potrzebnymi aby tworzyć pozory szpitala, bo faktycznie był to zakład uśmiercania chorych. W latach 1942–1945 poddano tam eutanazji kilka tysięcy pacjentów (ich liczbę szacuje się  na 10 000). Ralfs mimo umieszczenia go na liście chorych do eksterminacji przeżył…


Do szpitala wkroczyła w styczniu 1945 roku Armia Czerwona. Po zajęciu Obrzyc Ralfs pełnił nawet przez krótki czas funkcję sekretarza – kierownika biura założonego przy dr. Rosenbergu, jednym z pacjentów, mianowanym na to stanowisko przez radzieckiego komendanta wojskowego miasta Międzyrzecz. Jednak prawie trzyletni pobyt w szpitalu odbił się bardzo niekorzystnie na jego zdrowiu. Lekarz rosyjski stwierdził u artysty raka żołądka nie nadający się już do operowania. Mimo obfitych posiłków Ralfs chudł, w końcu wystąpiły u niego krwotoki wewnętrzne. Zmarł równo trzy tygodnie po Wielkanocy 21 kwietnia 1945 roku. I został pochowany na terenie cmentarza szpitalnego…
 

Przed śmiercią leżąc na szpitalnym łóżku napisał wspomnienia z pobytu w Obrawalde. Nieliczne rzeczy artysty, w tym rękopisy poezji, przekazano jego przyjacielowi Gotschowi, mieszkającemu wówczas w St. Peter-Ording.







Bez wątpienia malarz i grafik, dramaturg i krytyk sztuki Hans Ralfs był utalentowaną i wpływową osobowością okresu międzywojennego. Ale jego wyjątkowe znaczenie artystyczne dla Szlezwiku-Holsztynu odkryto późno, chociaż jego uczeń Friedrich Karl Gotsch (1900-1984) w latach powojennych zwracał kilkakrotnie uwagę krytyków sztuki na twórczość swojego mentora.





Artysta wykonywał głównie obrazy olejne, rysunki i drzeworyty. W serii autoportretów starał się pokazać swój stan psychiczny, ale tworzył przede wszystkim pejzaże oraz cykle obrazów figuralnych o tematyce religijnej i estetycznej.

Niemcy docenili swojego Muncha. W 2003 roku w Ameos otwarto placówkę kultury Dom Hansa Ralfsa. W budynku na łącznej powierzchni 700 metrów kwadratowych dostępnych jest kilka pomieszczeń dla osób zmagających się z problemami psychicznymi ze wsparciem arteterapii i terapii zajęciowej. Ponadto atrium o powierzchni 170 metrów kwadratowych oferuje pracownikom kultury wszelkiego rodzaju możliwość organizowania wystaw, koncertów i innych wydarzeń. I bardzo dobrze, ze tak jest. Nas tylko szokuje łatwość, z jaką szpital, jeden z najlepszych w Niemczech, posiadający wybitnych lekarzy, w 1942 roku na polecenie nazistowskiej partii przeobraził nagle w niemiecką placówkę, gdzie pacjentów chorych psychicznie poddawano eutanazji. Lekarze tam zatrudnieni różnili się od esesmanów z obozów koncentracyjnych jedynie sposobem zabijania. Tam gazem, tu medykamentami. A przed śmiercią chorych zdolnych jeszcze do pracy wyzyskiwano, aby jak powiedział jeszcze w grudniu 1944 roku na zebraniu załogi dyrektor szpitala: wycisnąć ich jak się wyciska cytrynę, do ostatniej kropli sił. Za rok będziemy obchodzić rocznicę ujawnienia tych wydarzeń, już 80. Czy tamte czasy rzeczywiście nigdy już nie wrócą? 



Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 9 czerwca 2020

Gdy rozum śpi, budzą się demony: koszmar senny w sztuce

Nokturnem w malarstwie określa się scenę nocną, ujęcie pełne mroku, gdzie według niektórych nic nie widać. Poza poezją… I takie właśnie nokturny wielokrotnie prezentowaliśmy naszym czytelnikom TUTAJ. Ale są i inne nokturny - czarne, straszne, pełne koszmarnych wizji. Ciemność otępia ludzkie zmysły i ogranicza zdolności poznawcze. W ich miejsce zaczyna pracować wyobraźnia, która sprowadza obrazy z pogranicza rzeczywistości i ułudy.  Gdy rozum śpi, budzą się demony, jak głosi tytuł najbardziej znanej akwaforty Francisca Goyi z cyklu Kaprysy, namalowanej w 1797/1798. 

Tytuł tego obrazu, który odnosił się do wad społecznych i został przez artystów doby romantyzmu przyjęty za celny komentarz stanu świadomości, dobrze oddaje istotę czarnego nokturnu. A najsłynniejszym wyobrażeniem koszmaru sennego był obraz (a w zasadzie cykl) Nachtmahr Johanna Heinricha Füssliego z 1781 roku. Powstały w zasadzie trzy wersje tego przedstawienia (do 1801 roku), niewiele różniące się między sobą. Na najbardziej znanej widzimy śpiącą, a dokładnie zwisającą bezwładnie z łóżka, młodą dziewczynę w białej powiewnej sukni, na piersiach której siedzi wpatrujący się w widza kudłaty stwór. I nie jest to nierealny koszmar, bo stworzenie rzuca cień na zasłonę, zza której wychyla się wielki koński łeb o świecących oczach. Obecność konia jest nieprzypadkowa. Po angielsku tytuł obrazu znaczy zarówno koszmar jak i klacz natomiast po niemiecku to także imię konia Mefistofelesa.


Obraz został zaprezentowany na dorocznej wystawie w Royal Academy w 1783 roku w Londynie i wywołał szok. Ludzie reagowali na niego okrzykami przerażenia, zdarzały się nawet omdlenia przerażonych widzów. Obraz od początku wzbudzający kontrowersje doczekał się wielu interpretacji. Wśród nich były takie, które sięgały do podświadomości. Obecność konia oraz siedzącego na piersi kobiety potwora tłumaczono aluzjami do germańskich legend, według których śpiące samotnie kobiety odwiedzał we śnie dosiadający konia inkub – demon, który podniecał je i namawiał do współżycia, dlatego w końcu XIX wieku obraz ten często przywoływano w odniesieniu do rodzących się wtedy teorii podświadomości. Dość powiedzieć, że reprodukcję Koszmaru mieli u siebie zarówno Zygmund Freud jak i Carl Gustav Jung. Według innej interpretacji, na obrazie mamy namalowane zjawisko paraliżu sennego, którego objawem jest uczucie duszności i ciężaru na piersi.







Obraz bardzo szybko, jeszcze za życia jego autora, doczekał się wielu aluzji i pastiszów. Od razu pojawiły grafiki, a nawet karykatury polityczne. Inspirował poza tym poetów i pisarzy wśród których wymienia się Mary Shelley, autorkę  gotyckich powieści (m.in. Frankensteina), Edgara Allana Poe (nawiązał do niego w Zagładzie domu Usherów) i wielu innych, także współczesnych twórców m. in.  filmowców, np.: Friedrich Wilhelm Murnau swoim Nosferatu lub serial Horsta Janssena Der Alp.  Inny przykład to film Gothic Kena Russella z 1986 roku z bohaterką graną przez Natashę Richardson, która przed zaśnięciem wpatruje się w ten obraz, aby później wrócił on do niej we śnie.

Także debiutancki film Akiza, coraz bardziej znanego niemieckiego reżysera powstał z inspiracji opisywanym obrazem. Choć dostrzega się w nim również fascynację filmem Davida Lyncha Eraserhead, o którym pisaliśmy TUTAJ.   


Film Akizy opowiada o berlińskiej imprezowiczce, którą zaczyna prześladować odstręczające stworzenie, którego nikt inny poza nią nie widzi… I nie jest to ani horror, ani melodramat, ani film fantastyczny (tutaj można obejrzeć trailer LINK).
 
Jak widzimy, niewielki kawałek zamalowanego płótna zrobił spore zamieszanie w świecie sztuki…

Tak jak nasz kawałek przestrzeni dyskowej sieje zamieszanie na polu muzyki... Mieszajcie z nami i czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 4 grudnia 2018

Heinrich Gogarten: zimowe przemijanie

Wiedeń i Monachium ok. 1900 r. stały się ośrodkami sztuki, które wprawdzie konkurowały ze sobą, ale również na siebie wpływały. W obu miastach tworzyli artyści, którzy wydawałoby się, nie mieli ze sobą wiele wspólnego, a tymczasem połączyła ich wspólna tematyka symbolistycznych obrazów.  

Postacią, która mocno odcisnęła swoje piętno na sztuce tych środowisk był Franz von Stuck, o którym już pisaliśmy TUTAJ. Jednak przed nim było setki, dosłownie: setki twórców, których domem stało się Dachau, miasteczko położone nieopodal Monachium. W Polsce Dachau kojarzy się z niemieckim obozem koncentracyjnym, w którym Niemcy podczas II wojny światowej zamordowali wielu polskich patriotów, głównie księży. Mało kto wie, że jest to miejscowość o historii sięgającej czasów frankońskich, z wieloma zabytkami. Dość przypomnieć, że w 1908 r. mieszkańcy Dachau hucznie świętowali 1110 lecie powstania miasta.

W każdym razie jednym z wielu malarzy, którzy zamieszkali w Dachau (i w Monachium) w XIX wieku był - do dziś niedoceniany - Heinrich Gogarten, zwany także Henri lub Henry Gogarten. Niewiele o nim wiadomo, bo twórca nie doczekał się osobnego opracowania. 

Urodził się w Linz am Rhein w 1850 roku, w wieku 15 lat rozpoczął naukę w  Dusseldorf Art Academy gdzie przez pięć lat studiował u renomowanego malarza Oswalda Achenbacha (Oswald Achenbach wraz z bratem Andreasem byli jednymi z najlepszych malarzy krajobrazowych swoich czasów, nazywano ich nawet Alfą i Omegą pejzażu). Później Gogarten przez kilka lat mieszkał w Paryżu. Po powrocie do Niemiec osiadł w Hamburgu, niedługo później przeprowadził się do Monachium. Tam dołączył do kolonii artystów w Dachau.  Za życia miał niewiele wystaw, m.in. w Art Academy Dusseldorf i monachijskim Glaspalast, w 1901 r. wziął udział w Wielkiej Berlińskiej Wystawie Sztuki. Zmarł w 1911 roku w Monachium.

Malował głównie pejzaże zimowe, które charakteryzują się wyjątkowo efektywnym wykorzystaniem światła.  W jego twórczości widać wpływ malarstwa Courbets z lat 60. XIX wieku, co zawdzięcza swojemu patronowi, pozostającego także wrażeniem tego francuskiego twórcy.  Oprócz krajobrazów zimy na obrazach Gogartena widać też torfowiska, pola, lasy i góry, a od czasu do czasu pojawiają się tam również włoskie motywy.








Pokazane tu obrazy są ładnymi widoczkami, landszaftami, które każdy mógłby powiesić w swoim domu. Lecz nie tylko, jeśli poświecimy więcej niż kilka sekund czasu, zauważymy subtelną grę świateł zachodzącego słońca, którą malarz musiał nanieść z obserwacji natury w plenerze a nie w ścianach pracowni. Sam temat - zachodu słońca w zimie - przenosi nas w świat symbolicznych wyobrażeń niemieckich romantyków, których głównym przedstawicielem był oczywiście Caspar David Friedrich, o którym pisaliśmy niejednokrotnie: TUTAJ i TUTAJ.

Zachód słońca jest symbolem niosącym w sobie ogrom znaczeń, to tak, jak byśmy otworzyli drzwi na szczycie urwiska i zobaczyli bezkresny horyzont skojarzeń. W średniowieczu zachód słońca łączono z Sądem Ostatecznym, stąd w kościołach powstałych w tamtej epoce często blisko wejścia znajdujemy taką scenę. Potem chowające się za widnokrąg słońce stało się symbolem schyłku życia, starości, łączone z zimą - śmierci… Dość przypomnieć tu wiersz Goethego Król Olch, o którym Franciszek Schubert napisał, że jest pełen niezrównanych scen rozpaczy i złamanego serca, gwałtowności i odrętwienia w scenerii śniegu, lodu i przenikliwego wiatru

A jeśli już poruszyliśmy temat śmierci to, przecież romantyczny bohater cierpiał poruszony nie tylko poetycznymi strofami i krajobrazem lecz również dźwiękami, bo muzyka jest ze śmierci i do śmierci wzywa. Zacytowany wers pochodzi z jednej z pieśni przywołanego tu już Schuberta, który pod wrażeniem poezji Wilhelma Mullera napisał cykl pieśni Wieczny Wędrowiec opowiadający o beznadziejnej włóczędze nieszczęśliwie zakochanego młodzieńca. Patrząc na obrazy Gogartena widzimy na niektórych sylwetkę człowieka lub samotne ślady ludzkie, jak gdyby malarz postanowił skomentować usłyszaną muzykę, bo

Pomiędzy zimne piersi wspina się pokrzywa
Miłość jest jak muzyka i do śmierci wzywa
Powoli powolutku śmierć nas w baśń zamienia 

Ciemny orszak miłości ciemniejszy istnienia.

Oczywiście ostatnie promienie dnia są również zwiastunem początku, szansy i nadziei, którą niesie nowy dzień. 

Z każdym zachodem dostajemy podobno obietnicę tego, co nastąpi, o ile uda nam się odrzucić wszelkie zmartwienia minionego dnia. Bo może one jutro powrócą, lecz jest także możliwe, że nowy dzień nas zaskoczy i odmieni nasz los, nasze myśli, naszą sytuację? Kto wie…

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.