Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Les Disques du Crepuscule, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Les Disques du Crepuscule, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 października 2019

Les Disques Du Crépuscule: między Factory Records a Factory Benelux


Pamiętacie może naszą opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce wieczorem 16 października 1979 roku? Kiedy to Annik Honoré wraz z dziennikarzem Michelem Duvalem  zorganizowali pierwszy koncert muzyki undergroundowej w klubie Plan K w Brukseli? Wystąpili tam Joy Division  (po raz pierwszy zagrali poza Wielką Brytanią, o czym TUTAJ) i Cabaret Voltaire, a gwiazdą wieczoru był William Burroughs, który prezentował swoją prozę (o tym wszystkim mówił Michel Duval w wywiadzie TUTAJ).

Potem Annik i Michel zaczęli produkować fanzine  Plein Soleil,  aż zdecydowali się założyć wytwórnię  Les Disques Du Crépuscule (Discs from The Twilight) [tłum.: Dyski ze  Zmierzchu] - warto zerknąć TUTAJ. W planach mieli wydać mini LP Joy Division, który miał zawierać studyjne nagranie Ceremonii, lecz jak wiemy, z powodu przedwczesnej śmierci Iana Curtisa, nic z tego nie wyszło… Niemniej decyzja o utworzeniu własnej wytwórni zapadła i próby wytłoczenia płyt ruszyły. Oficjalnie Crepuscule zaczęła działać w zasadzie w sierpniu 1980 roku, kiedy pojawił się  singiel A Certain Ratio pt. Shack Up, oznaczony na okładce podwójną numeracją  Fabryka Benelux / Les Disques Du Crepuscule oraz podwójnym numerem katalogowym: FAC BN1-004 7. Następna była płyta Durutti Column pt. Lips That Would Kiss, która wyszła w październiku, oraz singiel Section 25 pt. Charnel Ground z listopada. 

Nietrudno zauważyć współtowarzyszącą Crespuecule Factory Benelux, belgijską filię Factory Records założoną w kwietniu 1980 roku dla zapewnienia stałych kontaktów między Factory Records w Manchesterze i Les Disques du Crépuscule w Brukseli. Factory Benelux pełniło także inną ważną rolę, bo wydawało takie utwory, które nie do końca pasowały charakterem i do planów wytwórni – matki, a poza tym stało się furtką tej wytwórni na całą Europę.

W każdym razie w listopadzie 1980 r. obie wytwórnie zaczęły już działać osobno a początkiem tego stało się From Brussels with Love, oznaczone symbolem TWI 007, będące raczej kompilacją wydaną na kasecie magnetofonowej zawierającą 22 utwory wśród których prezentowali się: John Foxx, Richard Jobson, Gavin Bryars, Michael Nyman, Gilbert & Lewis, Der Plan, Durutti Column i Brian Eno. Zapakowana w przezroczyste pudełko kaseta z PCV, pojawiła się z 16-stronicową broszurą, bogato ilustrowaną pracami Henneberta i Jeana François Octave. Natomiast pierwszą płytą winylową Crepuscule był Mozart, singiel ze stycznia 1981 r.  złożony z trzech utworów wtedy jeszcze nieznanego Michaela Nymana, który jest teraz bardzo poszukiwanym krążkiem. A potem już poszło. I po kolei pojawiły się wydania nagrań wybitnych artystów i zespołów, bardziej i mniej znanych, takich jak Josef K, Cabaret Voltaire, Bill Nelson, Marine, Repetition i Ike Yard (z artystą współtworzącym ten ostatni wymieniony zespół, ze Stuartem Argabright niedawno przeprowadziliśmy wywiad dostępny TUTAJ). 

Crépuscule zajmowała się produkcją książek i filmów, a także organizacją koncertów – przygotowała występy Josefa K i New Order i zespołu o wdzięcznej nazwie Malaria! w Ancienne Belgique.




Niewątpliwie do sukcesu wytwórni przyczyniła się znakomita szata graficzna jej produktów autorstwa takich artystów jak Claude Stassart, Marc Borgers i Jean François Octave. Szczególnie atrakcyjne były te autorstwa Benoîta Henneberta, który stworzył grafikę na okładkach dwóch kompilacji wydanych w listopadzie i grudniu 1981 roku, były to The Fruit Of The Original Sin (TWI 035) łączący muzykę i recytacje W.S. Burroughs’a, Marine, Paula Haig, Marguerite Duras, Durutti Column, Winston Tong i innych oraz druga: Chantons Noel: Ghosts Of Christmas Past (TWI 058). Potem nastąpiły kolejne utwory… Ich pełna lista dostępna jest w internecie, więc nie będziemy jej tu przytaczać bo jest dość długa, dość powiedzieć, że wytwórnia rozwijała się świetnie.

W 1982 r. jej kierownictwo planowało nawet ekspansję na inne kontynenty i tak powstały trzy filie: Crépuscule Section FranÁaise, Operation Twilight (Wielka Brytania) i Crépuscule America. Wszystkie jednak działały krótko. Z wytwórnią Stateside, prowadzoną przez przedstawiciela Factory USA Michaela Shamberga, Crepuscule wydało płytę Running Away Paula Haiga, ale album z zarejestrowanym koncertem The Fall, nagranym w USA, nie pojawił się…

Francuska sekcja FranÁaise, zarządzana przez Serge'a Marcillaud, za pośrednictwem Radical Records, wydała za to aż trzy pozycje: album Marine Rive Gauche, kompilację A Day In October i Laminie Christus Isolation Ward, niedocenionego belgijskiego zespołu cold wave.
 
Najlepiej poszło brytyjskiej filii założonej przez menedżera Pale Fountains, Patricka Moore'a i współfinansowanej z dystrybucji Rough Trade. Pierwszym albumem jaki stamtąd wyszedł był Divine Tuxedomoon z 1982 roku, oparty na partyturze zamówionej przez znanego choreografa Maurice'a Bejarta na balet. Po Divine pojawiły się kolejne: Paula Haiga, Anteny, Pale Fountains, Mikado i 23 Skidoo, po czym na dalsze prace zabrakło środków.



Warto odnotować jeszcze istnienie (choć krótkie) Crépuscule Au Japon, założonej na początku 1983 roku we współpracy z Shinseido Sirius. Wydano w niej kilka płyt oraz książkę zawierającą esej Stephena Morrissey i wiersz Winstona Tong. Pojawienie się publikacji zbiegło się z tournee po Japonii w maju 1985 roku: Anno Domino, Wima Mertensa, Paula Haiga, Alana Rankine'a, Stevena Browna i Blaine L. Reiningera.

Ogólnie można stwierdzić, że wytwórnia, mimo zmiennych kolei losu działała bardzo dobrze i Michel Duval prowadził Crépuscule w różnej formule i lokalizacji aż do 2006 roku. W latach 2012/2013 zarówno Factory Benelux, jak i Crépuscule zostały reaktywowane przez Jamesa Nicea z LTM (Les Tempes Modernes), z błogosławieństwem ich założycieli: Duvala, jak i Honoré. Umożliwiło to reedycję wielu dawnych wydawnictw a także pojawienie się nowych… Pewnie sporo z nich zostanie omówionych na naszym blogu, dlatego pilnie śledźcie nasze teksty.

Podajemy jeszcze adresy obu istniejących wytwórni:

Les Disques Du Crépuscule  (LINK)

Factory Benelux (LINK)

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 17 maja 2021

Isolations News 141: Jutro 41. rocznica śmierci Iana Curtisa, Factory Benelux na targach, His Name is Alive w wywiadzie, Kraftwerk na żółtym winylu a Foxx na zielonym, Residents i Hante wydają, Blur z Duran Duran, koncerty - Smashing, NIN, Korn, Kryzys, Mitffoch i Republika


Jutro przypada 41. rocznica śmierci Iana Curtisa, człowieka który mimo faktu, że marzył tylko o nagraniu jednego singla i jednego longplaya, zmienił oblicze światowej muzyki. Zapraszamy do nas - będzie jak zwykle coś specjalnego.


Tak jak specjalnymi są dzieła poświęcone zespołowi których autorem jest J
ames Nice. Ten na FB zapowiedział udział Les Disques du Crepuscule i Factory Benelux w targach płyt ILM w Londynie 10 lipca 2021 r (LINK).



I jak specjalnym jest wywiad z Warrenem Defeverem z His Name is Alive o jego najnowszym muzycznym projekcie i nie tylko TUTAJ.


My nigdy nie zapomnimy im absolutnie genialnej Livonii, którą opisaliśmy TUTAJ.


Poza 41 rocznicą śmierci wokalisty Joy Division mamy 40-lecie wydania albumu Kraftwerk Computerwelt. W związku z tym czerwcowy numer MUSIKEXPRESS wyjdzie z kolekcjonerskim singlem na przezroczystym żółtym winylu w specjalnie zaprojektowanej okładce. Będzie na nim  Heimcomputer w niepublikowanej wcześniej wersji, zremiksowanej przez Ralfa Hüttera. Magazyn wraz z płytą można zamawiać już od 12 maja TUTAJ.


Skoro mowa o nowych wersjach starych narań - John Sanborn, który od lat dziewięćdziesiątych regularnie współpracuje z the Residents wyreżyserował nową wersję ich albumu avant-rockowego z 1978 roku, Duck Stab! 

Nagranie zostanie wyemitowane podczas spektaklu 5 czerwca w aplikacji Night Flight Plus (LINK).


Inna odświeżona nowość - aby uczcić 40. rocznicę powstania The Garden, Metamatic Records wyda dwie wersje albumu Johna Foxxa z 1981 roku, na którym znajdą się single Europe After The Rain i Dancing Like A Gun. Wydawnictwo wyjdzie w ilości 1200 kopii, jedna połowa na półprzezroczystym zielonym winylu, a druga na błyszczącym, neonowo żółtym.

Oba ukażą się 30 lipca 2021 roku. Przedsprzedaż TUTAJ. Swoją drogą dlaczego jeszcze nie opisaliśmy tej płyty? Przecież mamy ją w kolekcji... 


Inna nowość, tym razem z nowymi treściami - Hante powiadomiła jeszcze raz o zakończeniu prac nad nowym albumem Morning Tsunami, którego przedsprzedaż ruszyła 7 maja  (LINK). Płyta pojawiła się w czterech wersjach, na kolorowych winylach oraz na CD z możliwością zakupu koszulki i debiutanckiego albumu  Her Fall And Rise z tłoczoną okładką (LINK).



W temacie  - można posłuchać nowego singla The Stranglers - And If You Should See Dave…  Jest to zapowiedź nowego albumu Dark Matters, który pojawi się 10 września. Można go już zamówić TUTAJ. Płyta zawierać będzie 8 piosenek, które powstały przy udziale zmarłego 3.05.2020 roku Davea Greenfielda (pisaliśmy o nim TUTAJ) i mogą być uznane za jego ostatnie dzieło. Naszym zdaniem Stranglers skończyli się po Aural Sculpture (pisaliśmy o tej płycie TUTAJ).

Dalej nowości - Duran Duran, który będzie występował podczas wręczania Billboard Music Awards zaprezentuje zdalnie z Anglii nowy singiel, powstały we współpracy z Brytyjczykiem Grahamem Coxonem (Blur). Piosenka jednocześnie ma być zapowiedzią nowego albumu grupy, pierwszego od czasu Paper Gods z 2015 roku. Billboard Music Awards, po raz pierwszy prowadzone przez Nicka Jonasa, będzie transmitowane na żywo w NBC we wszystkich strefach czasowych z teatru Microsoft w Los Angeles 23 maja o godzinie 20:00 ET / 5 PT (LINK).


Koniec pandemii więc zaczynają się koncerty! Organizatorzy Riot Fest ogłosili, że  głównym bohaterem tegorocznej edycji festiwalu będzie Nine Inch Nails, a My Chemical Romance w 2022 roku. Impreza w tym roku odbędzie się 17, 18 i 19 września w Douglass Park w Chicago (USA) i obejmie także główne występy The Smashing Pumpkins i Run The Jewels. Bilety i wszystkie informacje organizacyjne są TUTAJ.


Jeśli chodzi o NIN, to skończyli się po Fragile. Smashing natomiast, po Machinie. Amen.

Festiwali ciąg dalszy - szósty Louder Than Life odbędzie się w dniach 23-26 września 2021 w Highland Festival Grounds w Expo Center w Louisville w stanie Kentucky. W programie będzie Metallica a także Nine Inch Nails i Korn oraz Judas Priest, Snoop Dogg, Jane's Addiction, Staind, Rise Against, Mudvayne, Cypress Hill, Machine Gun Kelly, Anthrax, Gojira, Ghostemane, Seether, Pennywise, Beartooth, The Distillers, Killswitch Engage i wiele innych. Jednodniowe i weekendowe karnety na Louder Than Life są już w sprzedaży na stronie festiwalu (TUTAJ) w cenie od 99,50 $ za jeden dzień i 249,50 $ za 4 dni (plus opłaty wpisane małym druczkiem). Do wzięcia udziału fanów ma zachęcić klip wideo:


Pearl Jam wystąpią pierwszy raz od trzech lat - będzie to na festiwalu Eddie Vedder's Ohana w Doheny State Beach w Dana Point w Kalifornii, w dniach od 24 do 26 września. Oprócz nich zobaczyć będzie można Kings of Leon, My Morning Jacket, Maggie Rogers i Sharon Van Etten. Skoro Korn to musi wybrzmieć Make Me Bad. I brzmi powyżej.



Koncerty na naszym podwórku - podczas Jarocin Festiwal 2021 18 lipca wystąpi TSA i da specjalny koncert z okazji 40-lecia debiutu. Dwa dni wcześniej z tej samej okazji pokaże się Dezerter. Bilety można zamawiać TUTAJ.



Cd. naszego podwórka - Piotr Metz oraz Marcin Szeląg z zespołem jarocińskiego Spichlerza Polskiego Rocka zorganizowali w Sali Kisielewskiego (wejście obok Teatru Studio) Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie wystawę prezentującą zdjęcia, plakaty, filmy i dużo muzyki z festiwalów w Jarocinie. Impreza, która zostanie otwarta 4 czerwca, nosi tytuł Stacja Wolność. Będzie można na niej usłyszeć unikalne, koncertowe nagrania legendarnych zespołów: SS-20, Dezertera, Siekiery, Armii, Izraela, Moskwy, KATa, Śmierci Klinicznej, Tiltu, Maanamu, Dżemu, TSA, Republiki, T.Love, Klausa Mitffocha, Czesława Niemena, Voo Voo, Kultu i wielu, wielu innych. Na ekranach zostanie wyświetlona Fala oraz późniejsza o kilkadziesiąt lat Powracająca Fala, a także współczesne wywiady i wspomnienia uczestników festiwalu: muzyków, widzów i organizatorów. Sprzedaż biletów wkrótce TUTAJ. Jezu, jak się cieszę!



Skoro pojawiła się Republika, to Grzesiu wygrał listę polskich hitów wszechczasów Radia 357 (LINK). U nas niedługo niepublikowane nigdzie materiały o zespole. O Republice pisaliśmy TUTAJ.


Republika została dostrzeżona przez Brygadę Kryzys, i wystąpiła po raz pierwszy w stolycy dzięki Brygadzie właśnie. Przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga zakończył się proces Tomasza J., oskarżonego o pobicie Roberta Brylewskiego i przyczynienie się do jego śmierci. W czwartek Tomasz J. usłyszał wyrok: 13 lat więzienia i finansowe zadośćuczynienie dla rodziny. Słów sędziego słuchały córki Roberta Brylewskiego.

Żebyś sk&&wielu z pierdla nie wyszedł.

My wracamy jutro - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 14 października 2019

Isolations news 58: Hook ujawnia, że leki jakie zażywał Ian Curtis musiały go zabić, lista ulubionych płyt Sumnera, Dead Can Dance i Black Rain koncertują, Cure nagrywa trzy plyty, Durutti Column na winylu

Peter Hook cały czas aktywny w mediach. Właśnie opublikowano dwa wywiady.  W pierwszym Hook ujawnia, że analiza lekarska z 2014 roku prowadzi do wniosku, że leki jakie zażywał Ian Curtis musiały finalnie go zabić... (TUTAJ). 

W drugim wywiadzie wspomina najważniejsze dla niego miejsca w Manchesterze, z dzieciństwa i teraz. Dowiadujemy się, że miasto ma kiepskie lotnisko, a basistę Joy Division można spotkać w ulubionym barze jakim jest Impossible na Peter Street. Ciekawe ile trzeba zapłacić za możliwość wspólnego wypicia drinka? Więcej TUTAJ.
Bernard Sumner za to ujawnia listę swoich ulubionych płyt. Wśród nich: Morricone, Kraftwerk czy Igy Pop. Więcej TUTAJ. 
Skoro byli już basista i gitarzysta Joy Division, to pora na perkusistę. Ten ostatnio występuje z Davem Haslamem. Ich wywiad z Mikem Sweeny można odsłuchać TUTAJ.  


W kwietniu i maju 2020 Dead Can Dance rusza w kolejną trasę, tym razem zaczynają od południowej i północnej Ameryki. Gościem specjalnym będzie Agnes Obel. Może ktoś znowu zaprosi kultowy zespół na koncerty do Polski... My ciągle wspominamy ten z czerwca 2019 z Torwaru, który opisaliśmy TUTAJ. To było genialne! Więcej na stronie zespołu TUTAJ.
Robert Smith z the Cure ujawnił, że zespół ma w przygotowaniu 3 albumy, a stan zaawansowania dwóch jest znaczny. My byśmy woleli, żeby zamiast tych trzech powstał jeden, na miarę Faith lub Pornography, ale upływający czas coraz bardziej zabija to marzenie... Więcej (TUTAJ).


Factory Benelux wydaje na winylu album Fidelity, Durutti Column, nagrany w 1996 roku i wydamy w ramach Les Disques du Crepuscule. Limitowana edycja w 1000 kopiach będzie wydana na podwójnym białym i niebieskim winylu.

 
Jest do kupienia TUTAJ za jedyne 25 GBP. Ciekawe czy z podatkiem i transportem?
Portal postpunk przedstawia listę najlepszych płyt gotyku. Na pierwszym miejscu Closer zespołu Joy Division. Na liście wielu znajomych: Bauhaus, Sisters of Mercy, Dead Can Dance i wielu wielu innych. Więcej TUTAJ.
Znakomity Black Rain, o którym pisaliśmy TUTAJ, a którego członkowie udzielili nam wywiadu TUTAJ wystąpi na festiwalu Interzone.

 

Niestety w USA, co nie zmienia faktu, że grają muzykę nadchodzącego stulecia... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 11 października 2020

Mural Iana Curtisa wokalisty Joy Division w Manchesterze, czyli Philippe Carly przechodzi do klasyki

Phot. Philippe Carly
 

Ktoś może powiedzieć - zdjęcia Joy Division = Kevin Cummins. Czas jednak pokazuje, że jest zdecydowanie inaczej, a w sieci i w różnego rodzaju wydawnictwach drukowanych pojawia się od lat coraz więcej zdjęć, często anonimowych autorów, które przechodzą do klasyki gatunku. 

Tak też jest ze zdjęciem Iana Curtisa, wykonanym przez Philippe Carly w Brukseli. Sam o tym dla nas napisał w specjalnie dedykowanym poście TUTAJ, a fotografie można zakupić (poza książkami) na jego stronie internetowej (LINK). 

Niestety Philippe ma pecha, bo jego kultowe zdjęcia były w przeszłości przypisywane innym znanym fotografom. Ba nawet dzisiaj uchodzące za poważne media, jak choćby NME informujące o powstaniu muralu (warto zobaczyć choćby TUTAJ) nie podają autorstwa zdjęcia. Pomyśleliśmy zatem, że wspomnimy pokrótce o książce Philippe, na której wnikliwe omówienie przyjdzie jeszcze u nas czas.


Książka, zawierająca zdjęcia z lat 1979 - 2009 z Plan K w Brukseli (o klubie pisaliśmy TUTAJ) została wydana przez ARP2 w roku 2017 i opatrzona jest specjalną dedykacją Petera Hooka i wstępem samego Kevina Cumminsa, wspominającego zajście z przypisaniem autorstwa zdjęcia Philippe właśnie jemu. Niemniej wspomina też, że, cytat: zdjęcie, [które jest umieszczone na opisywanym dziś muralu] stało się ujęciem definiującym wizerunek tragicznie zmarłego artysty, wraz z kilkoma moimi... 

W książce zresztą znajdziemy więcej wpisów i materiałów z kolekcji renomowanych osób z kręgów Joy Divison i Factory Records, jak choćby James Nice, Vincent Cassidy czy wspomniany Peter Hook. Dzieło dedykowane jest Annik Honore cyt: bez której to wszystko nie byłoby możliwe.


Wydawnictwo zawiera historię powstania Plan K i wytwórni Les Disques du Crepuscule (warto zobaczyć TUTAJ), opisaną przez samego Michela Duvala, wspomnienia muzyków i artystów i historyczne zdjęcia, choćby W. Burroughsa i B. Gysina. A artyści? Jest tego tutaj tyle, że o liście powiedzieć imponująca to mało. Spośród pojawiających na naszym blogu znajdziemy choćby A Certain Ratio (TUTAJ), Bauhaus (TUTAJ), Cabaret Voltaire (TUTAJ), Cocteau Twins (TUTAJ), Monochrome Set (TUTAJ), Residents (TUTAJ), Section 25 (TUTAJ), Siouxsie and the Banshees (TUTAJ), New Order (TUTAJ) czy Trisomie 21 (TUTAJ) i wielu wielu innych.

Teraz kilka słów o samym muralu, odsłoniętym przy Port Street w Manchesterze, 9.10.2020 a będącym autorstwa artysty ukrywającym się pod pseudonimem ASKE.  Jak widać na symbolicznej uroczystości nie zabrakło Petera Hooka. Powstanie muralu to początek kilkudniowego wirtualnego festiwalu, podczas którego zbierane będą datki dla muzyków zmagających się z COVID 19. I wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że zarówno NME (a zwłaszcza oni) jak i lokalny portal z Manchesteru (TUTAJ) ogłaszają co następuje (cytujemy za NME -  LINK): Recently, given the challenges posed by the ongoing coronavirus pandemic many people will have faced their own mental health problems and may still be. The unveiling of the mural of Ian Curtis marks the start of World Mental Health Day, in which Headstock will be raising money for the industry and mental health charities/ Ostatnio, biorąc pod uwagę wyzwania związane z trwającą pandemią koronawirusa, wiele osób musi i będzie musiało zmierzyć się z własnymi problemami ze zdrowiem psychicznym. Odsłonięcie muralu Iana Curtisa oznacza początek Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego, podczas którego Headstock będzie zbierać pieniądze dla przemysłu i organizacji charytatywnych zajmujących się zdrowiem psychicznym.

Nie bardzo rozumiemy dlaczego od dość dawna w sieci, choćby na Twitterze, wielu pseudo ekspertów przyczepia Ianowi Curtisowi łatkę osoby chorej psychicznie. Fakt, że miał doła i popełnił samobójstwo, nie musi oznaczać, że był chory. Wielokrotnie spotykałem się w życiu z postawą tego typu - nawet w mojej bliskiej rodzinie - że skoro to zrobił to musiał być nienormalny... W książce Deborah Curtis w ani jednym miejscu nie pada stwierdzenie, że jakikolwiek lekarz badający jej męża stwierdził chorobę psychiczną (a badało go kilku). To, że potrafił zachowywać się niekonwencjonalnie, (jak opisał w swojej książce Peter Hook - TUTAJ) mogło być przejawem jego bezsilności. Kiedy wsłuchamy się w tekst piosenki kończącej Unknown Pleasures - I Remeber Nothing, opatrzonej tak jednoznacznymi efektami specjalnymi przez Martina Hannetta możemy wiele się domyślać. 


O ile piosenka ta nie jest pozą artystyczną, to w życiu wokalisty już wtedy wiele się działo. Czy owe złapanie w klatki zbyt wcześnie, nie oznacza jego przedwczesnego małżeństwa? A scena kiedy jego ręce łamią krzesło? Czy jest tylko, poprzez przekaz artystyczny, odreagowywaniem słynnej angielskiej poprawności, czy też sceną z pamiętnika? Jego żona nie musiała nam przecież napisać w swojej książce wszystkiego, o czym już niedługo...

Reasumując grzecznie prosimy: odpierdolcie się od Iana Curtisa. Przynajmniej z takimi tekstami. A zamiast tego uderzcie się w piersi i przyznajcie się, że mimo jego wcześniejszej próby samobójczej, pozwoliliście mu, kierowani angielską dumą, pychą i egoizmem, zostać samemu w domu tamtej fatalnej soboty.

I to by było na tyle.

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      

środa, 11 kwietnia 2018

Niedocenieni: Vini Reilly, przyjaciel Iana Curtisa z Joy Division


Zamysłem rubryki niedocenieni miało być  promowanie młodych artystów, zespołów które albo już nie istnieją, albo są dopiero na początku drogi na szczyt. Kilka razy jednak zdarzyło się, że piszemy o artystach w pewien sposób niespełnionych. O geniuszach, którzy mimo tego, że potrafili i potrafią wiele, to ciągle wie o tym jedynie wąskie grono koneserów. Z czego to wynika? 

Miałem w życiu okazję poznać kilku geniuszy. Ludzie ci zwykle żyją bardzo skromnie, często w zaniedbanym otoczeniu, nie zdając sobie sprawy z własnych umiejętności. Często są to ludzie chorzy, żyjący w depresji, strachu. I gdybym miał wymienić najważniejszego niedocenionego to byłby to bohater dzisiejszego wpisu. Vini Reilly twórca Durutti Column, zespołu który nagrywał dla Factory Records. 

Szybki test: najlepsi gitarzyści w  historii rocka? Padną nazwiska Hendrix, Clapton, King, Berry, Gilmour, Young i wielu innych (TUTAJ). Ale na tych listach brakuje Viniego Reilly, niezwykłego gitarzysty, w zasadzie multiinstrumentalisty, o niesamowitym talencie i warsztacie. Gitarzysty który swoją grą wyprzedził innych o wieki. Debiutancka płyta Durutti Column w zasadzie duetu, posiadała okładkę z papieru ściernego (TUTAJ wspomina to, w wywiadzie którego tłumaczenie zamieściliśmy, sam Ian Curtis. Swoją drogą mało kto wie, że Curtis dorabiał sobie w Factroy przy sklejaniu tej niesamowitej okładki...). Zespół powstał w 1978 roku i obok Joy Division i Happy Mondays był w czołówce grup otoczonych opieką Tony'ego Wilsona. Na marginesie nagrania realizował sam mistrz dźwięku Martin Hannett... 

Vini Reilly cierpiał na depresję, miał za sobą kilka prób samobójczych, przyjaźnił się też z Ianem Curtisem, w okresie kiedy ten planował samobójstwo, a Ianowi Curtisowi poświęcił aż trzy utwory. Najważniejszy i najbardziej znany to The Missing Boy, z płyty LC o której jeszcze napiszemy. To odruchowa reakcja, rozmawiałem z Ianem po jego pierwszej próbie samobójczej. To dlatego zatytułowałem tak piosenkę, on został utracony, nigdy nie poleciał do USA. Znałem go bardzo dobrze, jak i Annik z którą zaprzyjaźniłem się po śmierci Iana. Ona była jedną z założycielek Les Disques du Crepuscule i wydawnictwa Factory Benelux. - wspomina (TUTAJ).

Ian był jedną z tych dusz męczenników. Epilepsja pogłębiała się, a oni faszerowali go barbituranami (Martin Hannett też o nich wspominał w wywiadzie, którego tłumaczenie publikowaliśmy TUTAJ), bo tak wtedy walczono z epilepsją. Problem z barbituranami jest taki, że tracisz świadomość jesteś oderwany od rzeczywistości, a oni zapisywali mu na prawdę duże dawki (tezę że Curtisa zabiły leki wysnuł Peter Hook - pisaliśmy o tym TUTAJ). Myślę, że kombinacja tych leków, plus pomysł koncertów w USA to było po prostu za wiele. (TUTAJ).

A  piosenka The Missing Boy w wersji live brzmiała tak:


Myślę, że jeszcze nie raz wrócimy do Durutti Column. Jeszcze kilka ważnych klipów.  Twierdziłem i twierdzę, że Vini był (jest?) geniuszem gitary. No bo jak nazwać na przykład to:


Jakieś pytania? To może skoro geniusz, to czy wytyczał też jakieś nowe muzyczne szlaki? Proszę bardzo, z mojego (obok LC) ulubionego albumu Durutti Column zatytułowanego po prostu Vini Reilly piosenka Opera I:


A inne? To może  Love no more?



W 2010 roku Vini Reilly przeszedł trzy udary mózgu. Walczył z bezwładem ręki. Pomogli mu fani. Napiszę o tym w kolejnym tekście, bo to już zupełnie inna historia....

niedziela, 24 stycznia 2021

Byli wśród nas: Harold Budd, współtwórca albumu Moon and the Melodies z Cocteau Twins

W końcówce ubiegłego roku, 8 grudnia w szpitalu w Arkadii w Kalifornii, w wieku 84 lat, zmarł Harold Montgomery Budd (1936-2020). W listopadzie przeszedł udar i leczył się w ośrodku rehabilitacyjnym. Tam nabawił się COVID-19, po czym wdały się komplikacje i świat stał się uboższy o jednego poetę, muzyka a także, jak go nazwał Brian Eno wielkiego malarza abstrakcyjnego uwięzionego w ciele muzyka.

W ogóle znajomość z Brianem Eno zmieniła życie Budda. Jestem winien Brianowi wszystko – powtarzał prawie w każdym wywiadzie (LINK). I rzeczywiście takie są fakty, kariera Harolda Budda zaczęła się od jednego telefonu od Briana Eno: 

Było to w 1976 roku. Kompozytor Gavin Bryars (lub jego kolega, Michael Nyman, są różne wersje, jeśli chodzi o ten szczegół) dał Eno nagranie z utworem Budda z Madrigals Of The Rose Angel z 1972 roku. Eno był wówczas w San Francisco, pracował z amerykańskim kompozytorem Johnem Adamsem i szukał muzyków do swojej nowej wytwórni Obscure. Po odsłuchaniu taśmy zachwycił się delikatnym, oryginalnym brzmieniem kompozycji, inspirowanej muzyką renesansową i zadzwonił do Budda z propozycją współpracy. Tak rozpoczął się powolny strumień albumów wypuszczanych przez kompozytorski duet Eno-Budd. Madrigals Of The Rose stały się częścią  The Pavilion of Dreams (1978), potem nagrali Ambient 2: The Plateaux of Mirror i Lovely Thunder. Protegowany Eno, Daniel Lanois, wyprodukował kolejny album zatytułowany The Pearl (1984) (LINK). 


Po pewnym czasie Budd odebrał kolejny ważny telefon. Ale niech sam o tym opowie, zebraliśmy jego relację na podstawie kilku udzielonych przez niego wywiadów:

To było w latach '86 -'91. W każdym razie w 1986 r. odebrałem telefon od - to było jak grom z jasnego nieba - z drugiej strony odezwał się Ivo [Watts Russell], który był menadżerem Cocteau Twins, i powiedział, że chcą wykorzystać mój kawałek i czy to w porządku? Odpowiedziałem: „Oczywiście, że tak!” Czy to naprawdę nie było fajne? To było oszałamiające! Więc powiedział: „Cóż, współpracujmy nad całym albumem. Wiesz, do diabła z jedną piosenką. Możesz przyjechać do Londynu? 'No tak! Tak, mogę.' Więc przyjechałem do Londynu i spędziłem miesiąc w Shepherd's Bush chodząc codziennie do studia Cocteau Twins. Wtedy wszystko odkrywałem. Kiedy tam byłem, pomyślałem sobie: „Muszę wydostać się z Ameryki. To mój własny kraj - jestem Amerykaninem, nigdy nie będę Brytyjczykiem, nigdy nie będę kimś innym niż to, kim jestem, człowiekiem Zachodu. (…)  Muszę wyjechać z Ameryki, ponieważ muszę zacząć od nowa. Moja rodzina też. Zacząłem się rozglądać, spędzając ten miesiąc w Londynie, pytając: „Ile to będzie kosztować? Muszę wynająć pokój. Albo muszę wynająć całe mieszkanie. (…) Więc w ciągu sześciu miesięcy wysłałem swój tyłek z Ameryki [do Londynu - przypis własny]. Najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem w życiu. Najstraszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem.

Poznałem Robina Guthrie przez Ivo Watts Russella, założyciela 4AD. Poszliśmy na koncert Cocteau Twins, głos Elizabeth Fraser był niezwykły, a potem udaliśmy się za kulisy, by ich poznać. Początkowo chcieli nagrać tylko jeden z moich utworów, The Plateaux Of Mirror, we współpracy z Eno, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się nagrać razem nowy cały album. I wtedy tam zaprzyjaźniłem się z Robinem Guthrie. Zrobienie Moon… [The Moon and the Melodies] zajęło około miesiąca codziennej pracy w studiu. Niedaleko, pamiętam, był bardzo dobry pub, z którego co muszę przyznać skandalicznie często korzystałem. (LINK). 

Tak opowiadał o okolicznościach wspólnej pracy z Cocteau Twins w 2014 roku. Jednak w wywiadzie udzielonym w 1987 roku podał inne szczegóły: Na pytanie - Jak doszło do współpracy z Cocteau Twins? Odparł w następujący sposób: Cóż, muszę przyznać, że nie znałem Cocteau Twins, dopóki jeden z członków zespołu, Simon Raymonde, nie użył mojego i Eno utworu na cover do albumu. Utwór nosił tytuł „Not Yet Remembered” i zrobili to sami Cocteau Twins, chyba taką właśnie historię słyszałem. Wydawca zadzwonił do mnie i poinformował o tym, mówiąc: „to naprawdę świetna grupa i myślę, że chciałbyś ich usłyszeć”, więc zadzwoniłem do znajomego dystrybutora płyt w Los Angeles i zapytałem, czy ma u siebie Cocteau Twins. Przysłał mi kasetę z kompilacją, więc nie wiem, jaki to był album, ani jakie nazwy utworów. Ale w każdym razie naprawdę mnie to zachwyciło. Następnie w listopadzie oni przyjechali do Los Angeles. Spotkaliśmy się i bardzo dobrze się dogadywaliśmy przez bardzo krótki czas i zaczęliśmy wymieniać się pomysłami na temat jakiejś współpracy. Zapytali, czy mogę przyjechać, a ja powiedziałem „tak, absolutnie, w każdej chwili, po prostu dajcie mi znać, a będę tam”. I oto jestem w Londynie!” (LINK). 

To są jednak szczegóły. Jakby nie było, jedno jest pewne: w efekcie otrzymaliśmy absolutnie genialną płytę. Budd opowiadał o procesie nagrania tak:  Praca z zespołem nie różniła się zbytnio od pracy z Brianem. Rezultat z Cocteau Twins jest taki, że album The Moon and the Melodies nie jest tak naprawdę albumem Cocteau Twins i i jednoczenie nie jest albumem Harolda Budda ale jest czymś, co bez tych czterech osób by nie powstało. Robyn Guthrie (gitarzysta Cocteau Twins) wyprodukował album, Liz Fraser (wokalistka) została zaangażowana po przygotowaniu kawałków instrumentalnych. Wybrała utwory, z którymi mogła popracować i zrobiła to (LINK).

A tak wyglądają jego wspomnienia z okresu nagrywania płyty: Ja w zasadzie spędzam większość czasu na nagrywaniu. Robin ma studio w North Acton. To 16-ścieżkowe studio i codziennie robimy tam podstawowe nagrania, a on zabierał je do 24-ścieżkowego studia w celu ich zmiksowania. Muzyka to głównie improwizacje. W tym przypadku wszyscy biorą na siebie winę i uznanie w równym stopniu, więc jest to swego rodzaju działanie zbiorcze. Już na początku utworu jest całkiem oczywiste, że coś się dzieje, wiadomo, co i gdzie dzwoni. Jest to nieustanny proces twórczy w studiu, ponieważ nic nie jest zapisywane. Naprawdę bardzo niewiele rzeczy było z góry zaplanowanych: wystarczy nagrać kilka ścieżek i zobaczyć, czy się podobają.


Sądzę, że Elizabeth Fraser do tej pory umieściła wokalizę w jednej piosence. Najwyraźniej jej metoda pracy - na którą wyrażam absolutną zgodę - polega na zabraniu do domu nagrań utworów instrumentalnych, a następnie dokomponowaniu słów i melodii. Robi coś, co jest dla niej wygodne i wydaje się skutkować, i to jest jej sposób pracy. 

Na pytanie o metodę uzyskania specjalnych dźwięków odparł tak: Cóż, jest nieco ograniczona. Mam filozofię, że trzeba używać tego, co się ma. Nie potrzebujesz zbyt wielu rzeczy, ale w pełni wykorzystujesz wszystko, co jest. To, z czego korzystam teraz, jeśli chodzi o mój własny wkład, to elektryczny fortepian Yamaha i klawiatura samplująca Mirage. Robin jest oczywiście gitarzystą, a Simon basistą, chociaż czasami całkiem dobrze gra na pianinie. I jest tam bardzo dużo outboard equipment, które działają bardzo dobrze. To właśnie daje dźwięk Cocteau Twins - to rzeczy, których używają. Przede wszystkim jest to Yamaha SPX90, który jest absolutnie niesamowity... niesamowity instrument. (LINK).

Doświadczenie pracy w Londynie było tak interesującym doznaniem dla Budda, że planował on nawet pozostanie w Europie, lecz okoliczności życiowe zmusiły go do powrotu do Kalifornii. Muzyk szczerze podał powód: No cóż… było trochę traumy. Mieszkałem z dziewczyną i miałem zamiar spędzić resztę życia w Anglii, ponieważ kupiłem mieszkanie - byłem właścicielem nieruchomości (…) - ta dziewczyna, z którą mieszkałem, o której myślałem, że jest na zawsze, okazała się nie być na zawsze. Więc… nie sprzedałem swojego mieszkania, ale dałem je jej, mogłem sobie na to pozwolić. To było smutne pożegnanie, wyjechałem do Los Angeles, gdzie była wytwórnia Eno (…)  znalazłem mieszkanie od razu w LA, wynająłem, doskonale wiedząc, że nie będę już mieszkać w Ameryce, ale musiałem… (…) i oczywiście związałem się z inną dziewczyną i jedna rzecz doprowadziła do drugiej, a jedną z tych rzeczy było to, że mieliśmy dziecko. Więc nie wróciłem. Nie wróciłem (LINK). 

Wychodzi na to, że na życie i kierunek twórczości Harolda Budda największy wpływ miały przypadki i znajomość z Brianem Eno. Z tekstów wywiadów wypływa jednak przy okazji obraz samego muzyka: skromnego, wrażliwego człowieka, który nigdy nie przypisywał swojej muzyce szczególnego znaczenia ani nadzwyczajnego talentu. Wydaje się tworzyć w cieniu innych. Bo rzeczywiście pracował z wieloma indywidualistami. Wspomnieliśmy o Brianie Eno oraz Robyn Guthrie, Elisabeth Fraser i Simonie Raymonde. Lecz początku lat 80 zaliczył jeszcze epizod z wytwórnią Les Disques Du Crepuscule (pisaliśmy o niej TUTAJ). Skomponował dla niej na album wydany na kasecie From Brussels With Love utwór Children On The Hill. Obok niego znalazły się tam także nagrania innych artystów: Gavina Bryars, Michaela Nymana i Robina Guthrie.

Z tym ostatnim przyjaźnił się ponad 30 lat. Wspólna praca przy albumie The Moon and the Melodies nie zakończyła ich twórczych kontaktów. Obaj później wydali jeszcze kilka albumów, w tym prezentującą muzykę do filmów Grega Arakiego: Mysterious Skin (2004) i White Bird and a Blizzard (2014). Ostatni Another Flower wyszedł w 2020 roku , cztery dni przed śmiercią Budda. 

Harold Budd współpracował również z Andym Partridge z XTC przy albumie Through the Hill (1994), Johnem Foxxem przy albumie Translucence / Drift Music (2003) oraz z Jah Wobble przy Solaris (2002). W 2009 na płycie U2 pt. No Line to the Horizon, Budd współtworzył piosenkę Cedars of Lebanon.

Jeszcze wiele by można napisać jeszcze o muzycznych drogach, którymi podążał. Tak samo jak i o fascynacjach malarstwem: abstrakcjami Marka Rothko, Jacksona Pollocka, Marka Tobeya, obrazami Edwarda Hoppera i Dante Gabriella Rosetti…

Tak naprawdę nie jestem muzykiem – powiedział zaskakująco szczerze w wywiadzie po osiemdziesiątce. Albo o ile jestem muzykiem, nie jestem osobą wszechstronną. Jako muzyk mogę zrobić bardzo niewiele. Jedyne, co mogę zrobić, to właściwie to, co robię. Myślę, że dla niektórych jest to strasznie restrykcyjne, ale dla mnie tak nie jest. O Boże, tylko zarysowałem powierzchnię. (LINK).

Cóż jeszcze dodać? Artysta – uznany mistrz delikatnych brzmień fortepianowych - nie posiadał fortepianu. Bo mieszkanie z instrumentem obrażałoby jego zmysł estetyczny. Zaskakujące? Nie bardziej niż kolejne jego stwierdzenie: Nie przepadam za muzyką - prostu nie słucham muzyki - w ogóle! (LINK).

Harold Budd pozostawił trzech synów: Matthew i Terrence, z pierwszego małżeństwa z Paulą Katzman; i Hugo, z małżeństwa z Ellen Wirth, która zmarła na raka w 2012 roku. Pod koniec życia mieszkał z Else, swoją dziewczyną, w South Pasadena w Kalifornii (LINK).

Oto zapis jednego z ostatnich koncertów w ramach festiwalu  Big Ears 2019, w Church Street United Methodist w Knoxville, na którym wykonano jego trzy kompozycje. Chyba nikt tak jak on potrafił zagrać ciszę… 


Inne wywiady: (LINK). Strona internetowa muzyka: (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.