Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ambient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ambient. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 czerwca 2022

Tomasz Bolek: od ambientu do grafiki komputerowej

In a distant, crumbling world, a powerful mechanism comes to life to save his descendant.  (Pradawny świat podąża w kierunku zagłady. Sędziwy mechanizm budzi się z bezruchu, aby pomóc swojemu następcy). Tak jednym zdaniem streszcza swoją animację Opus Vitae z 2017 roku Tomasz Bolek (ur. 1994 r.), polski grafik, architekt i absolwent Wydziału Operatorskiego i Realizacji Telewizyjnej PWSFTviT w Łodzi w 2020 roku. 


Ta etiuda zawiera wszystkie elementy przyszłej twórczości młodego artysty. Ciszę, podkreśloną muzyką, która kreuje i komentuje cały projekt, a zgodnie z preferencjami autora jest ambientowa i tradycyjnie instrumentalna.  Z dźwiękami koresponduje wizja architektury, składającej się z geometrycznych brył, zestawione ze sobą w rytmiczne ciągi po horyzont… 

W cytowanym wyżej filmie wykorzystano kompozycję Marcina Wagnera, łódzkiego muzyka i dyrygenta. Artysta sam także komponuje, układa krótkie formy oczywiście w stylu ambient (LINK).






Spójrzmy jednak na kilka komputerowych grafik Tomasza, wymodelowanych 3D za pomocą programów komputerowych. Ocierają się one niemal o sztukę abstrakcyjną, ale skoro użyliśmy słowna niemal trzeba podkreślić, że bohater dzisiejszego postu nie jest abstrakcjonistą a wręcz przeciwnie, bliskie są mu klimaty sztuki figuralnej i to w manierze fin de scieclu. Na dowód pokazujemy jego ostatni film rysunkowy Telegram z 2020 roku, który jest czymś w rodzaju filozoficznej przypowiastki zabarwionej ironicznym humorem:


Ale powróćmy do grafik. Mają specyficzny klimat. Są dystropijne, utrzymane w ciemnych barwach, znanych z kadrów katastroficznych filmów typu Łowca Androidów (Blade Runner), który opisaliśmy (TUTAJ). Jeśli już jest tam na nich gdzieś światło, to jego źródłem jest elektryczność, dlatego nie zobaczymy słońca czy srebrnej poświaty księżyca ale czerwone reflektory i blade, zamglone oparami deszczu żarówki… Czy taki świat jest dobrym miejscem dla ludzi? A czy są w nim jacyś ludzie? Jeśli znów przypomnieć etiudę Opus Vitae, raczej nie…. 



Ale artysta wydaje się osobistym życiem przeczyć smutnej wymowie swoich dzieł. Jest mężem oraz ojcem, i to sądząc z zamieszczanych w mediach społecznościowych zdjęć - bardzo szczęśliwym.

Niemniej zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej Tomasza Bolka aby zobaczyć więcej projektów (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 10 września 2021

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Pieter Nooten i Michael Brook - Sleeps with the Fishes, muzyka grana w Niebie na koniec lata...

 


W dziale Z Mojej Płytoteki prezentujemy płyty warte, naszym skromnym zdaniem, odsłuchania. 

Pojawiają się one w związku z nastrojem, aurą za oknem, po prostu w czasie kiedy akurat gramofon, czy odtwarzacz, wypuszcza w eter te a nie inne dźwięki, roztaczając odpowiednie do pory roku i nastroju klimaty. 

Koniec lata, pora żegnać się z urlopem, łapiemy ostatnie promienie słońca, a kalendarze nieubłagalnie wskazują nadejście naszych ulubionych, jesiennych klimatów. W lasach pojawiły się grzyby, a my spokojnie przygotowujemy się do powrotu do pracy... 

Płyta Nootena i Brooka to idealne dzieło na taką właśnie porę. 


Nostalgiczna, ciepła, kojarzy się z ostatnimi promieniami słońca na balkonie i pierwszymi żółtymi liśćmi na drzewach. Przypomina Tomasza Beksińskiego, który kiedyś stwierdził, że to muzyka grana w Niebie. 

Opisywaliśmy ostatnio co dzieje się z legendarnym muzykiem Clan of Xymox (TUTAJ), autorem wszystkich utworów na tym genialnym albumie. Ta płyta to pomost między starym Xymox, a This Mortail Coil, który Nooten współtworzył. Ma w sobie ducha, który po tym jak Nooten odszedł z zespołu, już nigdy do niego nie powrócił. To obok genialnych dzieł jak Within the Realm... Dead Can Dance (opisanym przez nas TUTAJ), Treaure Cocteau Twins (TUTAJ), czy płyt Clan of Xymox (TUTAJ) i This Mortail Coil (TUTAJ) właśnie jedna z najważniejszych płyt TAMTEGO 4AD. Tamtego, bo nie czarujmy się, obecne 4AD w porównaniu z tamtym a lat 80-tych, to jakiś ponury żart.

Sam album zrealizowany został w październiku, czyli całkiem blisko miesiąca w jakim go u nas omawiamy. I jeszcze okładka - oczywiście wiadomo, Vaughan Oliver (zmarły niedawno, o czym pisaliśmy TUTAJ), co zresztą widać, idealnie pasuje do zawartego na niej minimalizmu muzycznego (jak mawia klasyk simple is beautiful).



Zaczyna się od instrumentalnego Several Times I, ze znakomitą gitarą Brooka właśnie, który jest też producentem tego albumu. Po nim nieco elektroniczny Searching...

Szukanie, szukanie
Słowa, słowa, zdania
Widzisz moje ręce - są puste
Powoli poruszają się w powietrzu
Posłuchaj naszych myśli, posłuchaj, jak grają
Dawno zapomnianą melodię
Na dużym zielonym krześle
Czy pamięć nie potrafi budować dróg?

Kolory nade mną
Powstań wysoko ponad rozpacz

Szukanie, szukanie
W obrazach i wspomnieniach
Widzisz te ręce są puste
Powoli poruszają się w powietrzu

The Choice z leniwym instrumentalnym wstępem i nostalgicznym wokalem Nootena, w klimatach tak typowych dla wczesnego Xymox przechodzi w utwór Xymox właśnie - After the Call opisujący problemy z rozstaniem. Krótki przerywnik elektroniczno - instrumentalny Finally II, a po nim Instrumental - tym razem z wiolonczelą w roli głównej i typowymi klimatami 4AD zwłaszcza na końcu, płynnie przechodząc w Suddenly II.


Po tej doskonałej trójce instrumentalnej pojawia się
 Suddenly I z jakże delikatnymi partiami wokalu. Clouds, też znany z dokonań COX - tak przecież zaczyna się Medusa (album opisany przez nas TUTAJ),  jednak na omawianej dziś płycie mamy wersję z tekstem... Narrator, półsenny spaceruje w chmurach. Jakże bliskie to klimaty do zawartości genialnego albumu Livonia His Name is Alive, który zresztą powstał pod wpływem omawianej dziś płyty (pisaliśmy o nim TUTAJ)... 

Do końca zostało kilka piosenek, świetny instrumentalny Finally I, czy typowo xymoxowy Several Times II. 

Pod koniec pojawia się inna od znanej wersja też xymoxowego Equal Ways z damskim wokalem, piosenka o kołowrotku życia...

Tak więc krąg nie może zaniknąć
Zmienia się na nieskończenie wiele sposobów 
Zmienia swoje niekończące się dni

Okno oferuje widoki
Niekończących się miłości i lęków
Niekończących się ruchów i bezruchu
Odpoczywamy i tańczymy
Szydzimy z naszych powstań i upadków
Nie przestanę się zastanawiać
Nigdy nie przestanę się zastanawiać

Chodzą w kwiatach
Chodzą w krótkich spodenkach
Nic nie wygrywają
Lub wygrywają nagrody
To nie ma dla mnie znaczenia
Chodzę po kwiatach
Nic nie wygrywam

Ten krąg nie może zaniknąć 
Zmienia swoje nieskończone drogi
Zmienia swoje niekończące się dni

Straszny dom 
Co wznosi się i upada
Nie przestanę się zastanawiać
Nigdy nie przestanę wędrować
Straszny dom 
Wznosi się i upada
Nie przestanę się zastanawiać
Nigdy nie przestanę wędrować
Nadchodzą równe dni
Żyjmy więc na równi
Obracamy się w równych kierunkach
Żyjmy więc w równych dniach 

Do końca albumu zostały trzy utwory instrumentalne: These Waves, Time, Several Times III. Środkowy nieco bardziej dynamiczny, jakby przed końcem snu zaczęło się już wybudzanie... 

Trudno zaprzeczyć, że to jedna z najlepszych płyt 4AD i jedna z najlepszych płyt gatunku w ogóle.

Idzie, a w zasadzie już nadeszła jesień...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

 
 

Pieter Nooten i Michael Brook - Sleeps with the Fishes, 4AD 1987, realizacja: Michael Brook, tracklista: Several Times I, Searching, The Choice, After the Call, Finally II, Instrumental, Suddenly II, Suddenly I, Clouds, Finally I, Several Times II, Equal Ways, These Waves, Time, Several Times III.


piątek, 14 maja 2021

Constance Demby: twórczyni Space Basu i muzyki new age

Wiele źródeł podaje, że tak na prawdę Brian Eno był twórcą muzyki ambient. Między innymi z tego powodu na jego cześć odbywają się wystawy i specjalne eventy (warto zobaczyć TUTAJ). 

Okazuje się jednak, że niektórzy krytycy muzyczni wcale nie uważają, że to Eno, a Constance Demby (1939 - 2001) była co najmniej współtwórczynią gatunku. To nie jest nigdy tak, że jakakolwiek zmiana na rynku muzycznym zachodzi skokowo, zawsze mamy, jak to mawiał Tony Wilson, przenikanie się sinusoid. Jedna, obrazująca aktualnie popularny gatunek muzyczny, która po osiągnięciu maksimum opada, i druga - ta rodzącego się gatunku, która podczas opadania pierwszej zaczyna się wznosić. 

Podobna sytuacja dotyczyła post-punka, istnieją krytycy podający że to Joy Division byli pierwszym zespołem post - punkowym, inni, że Magazine jeszcze inni wskazują na inne zespoły. Z punkiem zresztą jest ta sama historia, niektórzy wywodzą go od the Cure, inni aż od Beatlesów, jeszcze inni od Sex Pistols, the Dammned, czy Buzzcocks. 

Zatem przyjmijmy, że Constance Demby była jedną z pierwszych która, jako eksperymentatorka muzyczna, zaczęła grać ambientowo. 

Eksperymentowała bardzo dużo, chyba najbardziej znanym jej dzieckiem był tzw. Space Bass. Zresztą zobaczmy, jak na nim grała:


Instrument został wykorzystany między innymi w Gwiezdnych Wojnach Lucasa. 

Jest to około 3 metrowej długości arkusz wykonany ze stali nierdzewnej,  oraz prętów stalowych dających odgłosy w 5 oktawach. Efekty dźwiękowe uzyskiwane są podczas uderzania, wyginania i pocierania. Obliczono że fale odpowiadające najniższym dźwiękom, mają około 9 metrów długości... Podobnie jak słynne misy buddyjskie, instrumentowi przypisuje się nawet moce uzdrawiające...

Artystka wpadła na pomysł jego konstrukcji, jak to bywa z wielkimi odkryciami, zupełnie przypadkowo. Opisuje, że w latach 60 - tych miała zamiar przetopić walający się u niej w piwnicy wielki arkusz blachy, aby wykonać z niego rzeźbę. Ale kiedy go wzięła w ręce on wydał dziwny dźwięk. Pręty natomiast pochodzą z .... fortepianu zabawki... Artystka wspomina, że w zasadzie odkrywała jego brzmienia i możliwości przez cały czas. Mało tego, instrument zainspirował kilku artystów do stworzenia swoich własnych wersji Space Basu. Warto dodać, że Demby stworzyła też kilka innych instrumentów, może o nich jeszcze kiedyś napiszemy. 

Tymczasem wróćmy do ambient i New Age. Za najważniejsze osiągnięcie Constance Demby uważany jest album Novus Magnificant z 1986 roku, sprzedany w ilości 200000 egzemplarzy. Uważany za początek muzyki new age. A jeśli mówić o ambient - przecież jej album Skies Above Skies z 1978 roku to chwilami czyściutki styl ambientowy. Zresztą posłuchajmy:


Na albumie, jak się wsłuchać, usłyszymy też wielu innych znajomych... Ot choćby wokal (i nie tylko) bardzo podobny do znanego z Dead Can Dance. Do albumu jeszcze wrócimy, ważne, że to muzyka dość trudna do jednoznacznego zakwalifikowania. Czym bowiem jest muzyka? Według Demby: muzyka to sfera świadomości, do której słuchacz wkracza podróżując po wiązce dźwięku - tak definiowała swoje dokonania. I rzeczywiście, artystka, znana z dawania małych domowych koncertów, miała ogromne oddziaływania na słuchaczy, niektórzy twierdzą że nawet uzdrawiające.

Niestety, nie potrafiła uzdrowić jej samej artystka zmarła bowiem w wieku 81 lat na powikłania po zawale serca.


 
Do muzyki Demby na pewno jeszcze nie raz wrócimy. Bo skoro już w latach 70-tych tworzyła coś, co ewidentnie inspirowało artystów z 4AD, to jest tego bez wątpienia warta.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.       

środa, 29 lipca 2020

Debiutanci: Opale - nadzieja dark i ambient, czyli muzyka utkana z morskiej piany

Dzisiaj w serii debiutanci, w której prezentujemy bardzo młode zespoły przed którymi, przynajmniej naszym zdaniem, wielka kariera przedstawiamy zespół Opale z Francji. 

Powstał w 2012, i jak dziewczyny piszą o sobie (LINK): wywodzi się z muzycznego pokrewieństwa, które łączy Sophię i Rocio. Zespół wydał swój pierwszy album w 2013 roku, a zatytułowany był L'incandescent. W 2014 roku kolejny - Hédoniste, a w 2015 Sleepless.

Omawiamy dziś minialbum Éternelle Nostalgie, wyprodukowany został przez ich wytwórnię Contemplative Recordings i We Be Friends, a  dziewczyny nagrały go w roku 2018. 

Sama muzyka jest niezwykle ciekawa i gdyby można było ją zakwalifikować, to na pewno pojawiają się w niej echa takich twórców jak Solid Space (pisaliśmy o ich znakomitej płycie Space Museum TUTAJ), ale nie tylko. Słychać tutaj wpływy Double Fantasy (opisanego przez nas TUTAJ) a najbardziej jednak znakomitego duetu Carbon Based Lifeforms (opisanego TUTAJ). Wszystko jednak jest bardziej zwiewne, lekkie, jakieś takie zawieszone gdzieś nad naszymi głowami. Tak jakby dziewczyny chciały nam coś przekazać, ale jednocześnie pokazać, że w zasadzie nie zależy im na tym, aby do nas dotrzeć.

Minialbum otwiera Eternelle Nostalgie,  czyli tytułowy utwór Wieczna Nostalgia. Wolno wprowadzają nas w klimat, dość leniwie. Ale już po kilkudziesięciu sekundach pojawia się dość mocno zaznaczony rytm. Odpływamy, a całości dopełnia znakomity delikatny, można powiedzieć anielski wokal... 

Po nim Sea Copy, znowu syntezatory i to charakterystyczne już dla zespołu brzmienie. I gdzieś w środku jakby wołanie syreny... Trudno w tym miejscu nie mieć skojarzenia z This Mortal Coil (TUTAJ)... 

Trzeci utwór Trajectoires to chyba najbardziej udana kompozycja z tego minialbumu. Żywiołowy i przebojowy, tak można powiedzieć. Zdecydowanie powinien promować wydawnictwo. Zerkam na YT, a może dziewczyny nagrały jakiś klip? Znajduję kilka ciekawych realizacji  - widać że mają nam do przekazania jakieś wizje artystyczne, co najmniej niebanalne...    

  
Wydawnictwo zamyka Maison Sensation, który jest spokojny wyostrzając nam apetyt na, być może tym razem już kolejny pełny album!

Czekamy.

I jeszcze to (dostaliśmy maila od jednego z czytelników): 

  

Dziewczyny żyją, są, a w maju pisały na FB (TUTAJ). Zatem może zareagują na nasz mail z prośbą o wywiad. Jeśli tak - wkrótce pojawi się on tutaj. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     





Opale - Eternelle Nostalgie, Contemplative Recordings 2018, tracklista: Eternelle Nostalgie, Sea Copy, Trajectoires, Maison Sensation.

środa, 21 sierpnia 2019

Carbon Based Lifeforms: Świat Śpiochów - muzyka obowiązkowa dla nostalgików

Często na naszym blogu prezentujemy i będziemy prezentować, muzykę instrumentalną. Jak dotychczas była to głównie muzyka typowych mistrzów elektroniki jak J.M. Jarre (TUTAJ, TUTAJ) Klaus Schulze (TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ), Tangerine Dream (TUTAJ, TUTAJ), Patrick O'Hearn (TUTAJ) ale nie stroniliśmy też od bardzo obiecujących mniej znanych twórców jak Deru (TUTAJ), Black Rain (TUTAJ) Atredes (TUTAJ), Double Fantasy (TUTAJ) czy doskonały Cemeteries (TUTAJ). 

Dzisiaj czwarta płyta szwedzkiego duetu Carbon Based Lifeforms z 2006 roku, album moim zdaniem, może poza poprzedzającym go Hydroponic Garden, najlepszy w ich dorobku. Ten poprzedni jest bardziej schematyczny i mniej klimatyczny, choć również może się podobać. Natomiast do klimatu naszego bloga dzisiejsze dzieło pasuje doskonale.


Przenieśmy się zatem do świata śpiochów i zobaczmy co takiego tam się dzieje... 

Album otwiera Abiogenesis tak być musi, skoro cofamy się około 3 miliony lat do czasu gdy z materii nieorganicznej powstało życie... ono  rodzi się wolno ale w końcu jest, i cieszy nas bardzo ciekawym bitem... Po nim dostajemy się w wir (Vortex), który dość wolno nas wciąga... by przejść w ekologiczny protest song Photosynthesis. Skoro fotosynteza to ma prawo paść pytanie: What about the forests? Nope. To jeden z lepszych utworów na albumie. 

Po nim Set Theory - okazuje się, że panowie znają się nie tylko na biologii ale i na matematyce, zwłaszcza na teorii zbiorów. Pora się obudzić, nadchodzi świt (Gryning), utwór pełen odgłosów budzącego się świata ze znakomitym leitmotivem... Po nim Transmission Intermission - mroczny, z rozmowami przez radio, przypomina nieco to czym zespół obdarował fanów na albumie 23. Po nim tytułowy, World Of Sleepers - Świat Śpiochów, czy jak ja nazywam od początku ten album - Świat Spaczy... W tym świecie wszystko się kasuje. Dosięgamy ideału, podążamy w kuszącą noc, tak uzależnieni, że staje się ona naszą religią.. Pochodnia dopala się... 


In my world of sleepers
Everything will be erased

I'll be your religion
Your only endless ideal

Slowly we crawl in the dark
Swallowed by the seductive night

My torch has burnt out


Proton/Electron - wydaje się, że magiczny sen trwa i penetruje  struktury atomowe naszych ciał, jednak w utworze chodzi o coś bardziej strasznego - o atak i konflikt atomowy.

Erratic Patterns,  to utwór o szukaniu przesłania od innych cywilizacji... te można odkryć tylko kierując się brakiem logiki...

Look at the pattern, can you see what´s wrong?
It´s supposed to be perfect, but really it´s not.
Can you find the flaws, hidden in structured code, hiding in the pattern, in between the rows.

Only illogics can find hidden flaws in a straight logic line
Only erratics recognize errors in patterns of a perfect design

Now that you know that something is not right look at it carefully, in pale logic light
Don`t be sorry, if you can`t recognize the errors and faults, in such a perfect disguise

Only illogics can find hidden flaws in a straight logic line 

Only erratics recognize errors in patterns of a perfect design

Dość mroczny Flytta Dig i bardziej optymistyczny w brzmieniu Betula Pendula  kończą ten znakomity album... No niemalże, bowiem mamy jeszcze wisienkę na torcie tzw. hidden track pt. Mechanism. 

Reasumując, nie można przejść obojętnie obok ambientu serwowanego przez Johannesa Hedberga i Daniela Segerstada. To muzyka hipnotyzująca, elektryzująca ale zarazem inteligentna... Można śmiało powiedzieć, że to muzyka XXII wieku...  


   
Carbon Based Lifeforms, World of Sleepers, Ultimate Records, 2006. Tracklista:  Abiogenesis, Vortex, Photosynthesis, Set Theory, Gryning, Transmission Intermission, World Of Sleepers, Proton/Electron, Erratic Patterns, Flytta Dig, Betula Pendula, Mechanism.

środa, 7 sierpnia 2019

Tą płytę warto poznać: Slowdive - Pygmalion, nostalgia dla wielbicieli klimatów wczesnego 4AD

Jednym z wiodących tematów, podejmowanych na naszym blogu, jest inspiracja. Zazwyczaj bowiem teksty piosenek, muzyka, czy inne dzieła sztuki, mają ukryte swoiste drugie dno. Nieraz oczywiście trudno jest poznać je bezpośrednio pytając autorów, a po ich śmierci jest to wręcz niemożliwe, niemniej docierając do świadków procesu twórczego można i dotrzeć do źródeł inspiracji, a przynajmniej do jej najbardziej prawdopodobnej wersji. 

Z muzyką, która jest głównym przedmiotem naszego bloga, jest nieco łatwiej. Naszym zdaniem bowiem, muzykę należy postrzegać jako ciągłość. Niezmiernie rzadko zdarza się, że nowe piosenki powstają w zupełnej próżni, i nie wybrzmiewa w nich słyszana już gdzieś wcześniej nuta. Koncentrując się choćby wyłącznie na Joy Division dobrze wiemy, że pobrzmiewa w ich muzyce na przykład Morricone czy the Doors, a w tekstach słyszymy inspirację m.in. Ballardem czy w początkowej twórczości jako Warsaw, Hasselem. 

Proces powstawania muzyki jest procesem ciągłym, a co za tym idzie, bohaterka dzisiejszego wpisu, płyta Pygmalion z 1995 roku, trzecia w dorobku zespołu Slowdive, jest kontynuacją klimatów, które w latach 80-tych pobrzmiewały na niezapomnianych albumach ze stajni Ivo Watts - Russela (TUTAJ). I co ważne, nie jest to bezsensowne naśladownictwo, które jest tylko mnożeniem bytów, muzycy Slowdive bardzo dobrze odrobili lekcje i za pomocą jakiegoś dobrego magicznego blendera zmiksowali starsze Cocteau Twins (TUTAJ), This Mortal Coil (TUTAJ), dodali szczyptę Clannad (musimy o nich wkrótce napisać) i nadali całości własną, niepowtarzalną formę.

Zespół niedawno wydał kolejny album, nawet w roku 2018 koncertował, obecnie na internetowej stronie grupy panuje cisza...  

Pygmalion jest omawiany u nas z dwóch powodów. Po pierwsze wydaje się najlepszym albumem w dorobku zespołu, po drugie jest na nim znakomity Crazy for You, grany często w naszym ulubionym radio internetowym, Strawberry Tongue (kto nie zna, polecamy TUTAJ).  

Album otwiera Rutti leniwie rozkręcający się utwór o wnikaniu do środka, świetle w wodzie, introspekcji... Po nim wspomniany wcześniej Crazy for You, instrumentalny z monorecytacją: oszalały na twoim punkcie, oszalały dla miłości.. Po nim mamy to o czym wspominamy powyżej, czyli czystą inspirację Cocteau Twins, bowiem Miranda zaczyna się i ma bardzo podobną linię melodyczną do... zresztą posłuchajmy:





Tak tak, to Throughout the Dark Months of April and May ze znakomitego minialbumu Victorialand. Co nie zmienia faktu, że Miranda to bardzo nastrojowa piosenka, o miłości i rozstaniu...

Trellisaze, jest kolejnym utworem instrumentalnym utrzymanym w klimacie This Mortal Coil, a Cello jest również instrumentalny i gładko przechodzi w J's Heaven, czyli witajcie Cocteau Twins ponownie. W warstwie tekstowej będący introspekcją w głąb duszy...

W mojej duszy
Czy życie nie jest wesołe?
W mojej duszy
Czy życie nie jest wesołe?

W moim…
Czy życie nie jest wesołe?
W moim…
Czy życie nie jest wesołe?

Dlaczego jestem tak nisko?
Czy życie nie jest wesołe?

 
Po nim jeden z najlepszych utworów: Visions of La, chyba każdy teraz wie dlaczego pisaliśmy powyżej o Clannad? 

Siada nieruchomo przy ogniu
Uspokaja zmartwiony umysł
Gdybym tylko mógł spróbować
Rozpalić światło w środku

Tak mu trudno powiedzieć
Odgania swoje obawy
Wie, że nie spróbuję
Spełnić dziś jego marzenia

Ach te kobiety! Blue Skied an' Clear jest może nieco mniej ciekawy, a album kończy All of Us. Nastrojowa piosenka, o tym, że w zasadzie to jesteśmy wszystkim życiem, snem... 


I tak już pozostaniemy... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Slowdive, Pygmalion, Creation, 1995, producent: Chris Hufford i Slowdive, tracklista: Rutti, Crazy for You, Miranda, Trellisaze, Cello, J's Heaven, Visions of La, Blue Skied an' Clear, All of Us.

niedziela, 21 kwietnia 2019

Z mojej płytoteki: Claire Hamill - Voices, niesamowita płyta na której nie ma ani jednego instrumentu


Nie jestem zwolennikiem twórczości wokalistek - gitarzystek (może poza Suzanne Vega), stąd wcześniejsze dokonania brytyjskiej piosenkarki Claire Hamill są mi zupełnie obce. Podobnie zresztą jest z dokonaniami późniejszymi... Jedno jest natomiast pewne. Jej szósta płyta, opisywana przez nas dzisiaj, a zatytułowana Voices to zupełne arcydzieło. To płyta która jest wyjątkowa pod wieloma względami, o czym poniżej. 

Zacznijmy od podstawowej rzeczy wyróżniającej to nagranie od innych. Cała płyta bowiem to głos. Miksowany, przerabiany elektronicznie, ale tylko głos. Nie jest on podrasowany żadnym instrumentem  - to czysty ludzki głos.

Styl śpiewu Hamill nawiązuje ewidentnie do dokonań kultowych wokalistek z 4AD (TUTAJ) czyli Lizy Gerrard z Dead Can Dance (pisaliśmy o nich TUTAJ), czy Elizabeth Frazer z Cocteau Twins (TUTAJ). Dzisiaj ta tradycja śpiewu podtrzymywana jest choćby przez Zoe Zanias w produkcjach Black Rain (warto przeczytać nasz wywiad z nimi TUTAJ). 

Po drugie - płyta została w całości skomponowana i zagrana (o ile tak można to nazwać) przez autorkę. 

Po trzecie to tzw. concept album. O naturze - z poniższym mottem:

Stąd też podział muzyki na albumie na cztery zasadnicze części - dokładnie powiązane z czterema porami roku.


Mamy zatem: wiosnę, lato, jesień i zimę. Autorce jak widać wiosna kojarzy się z przebudzeniem, przypływami i mchem... 

Lato z kolei, to popołudnia na polach pszenicy i niebo pełne gwiazd. 

Jesienią oczywiście muszą spadać liście, a mgła ścielić się na radlinach gdzie jeszcze niedawno odbywały się żniwa. 

Zimą pozostaje już tylko lodowy deszcz i zapadanie w sen, by czekać na kolejne przebudzenie...

Płyta nagrana w 1986 roku uważana jest za jedną z ważniejszych w nurcie ambient czy new age. Szkoda, że jest tak mało znana. Ale nie wszystkim. Bowiem ci którzy nas czytają mają dziś szansę ją poznać, dzięki czemu pozostanie z nimi już na zawsze. 

Dlatego warto nas czytać - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Claire Hamill  - Voices, Blueprint Records 1986, producent: Claire Hamill. Tracklista: Awaken...Larkrise, Tides, Moss, Afternoon in a Wheatfield, Stars, Leaf Fall, Mist on the Ridge, Harvest, Icicle Rain, Sleep.