Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka lat 80-tych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka lat 80-tych. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2025

Z mojej płytoteki: Pojawił się CD z anglojęzyczną wersją JATEKOK zespołu EAST - arcydzieło progrocka


Jakiś czas temu opisaliśmy na naszym blogu kilka albumów genialnej węgierskiej grupy EAST (LINK). Na rynku poza winylami i CD z epoki, pojawił się właśnie JATEKOK, czyli Niebieski raj z anglojęzycznymi wokalami, mało tego, na album dodano dwa bonusy, nienagranie wcześniej ani na oryginalnym winylu, ani na węgierskim CD - są to instrumentalne Sirens i The Tones of Truth. Oba pochodzą z sesji JATEKOK, i nie są wcale słabe, co niestety zwykle towarzyszy wznowieniom (tzw. bonustracki bowiem zostały z jakiś powodów odrzucone przez muzyków). Należy zatem sądzić, że zwyczajnie się nie zmieściły na winylu. 

W CD dodatkowo pojawiła się książeczka z tekstami, co daje nam obecnie możliwość ich przetłumaczenia. Szata graficzna jest identyczna jak na oryginale, tylko zamiast bieli mamy szarość i niebieski napis. Album wydała mała węgierska wytwórnia GrundRecords Ltd. (LINK) z Budapesztu. Na nasze mailowe pytanie, czy mają zamiar wydać genialny HUSEG (czyli WINDOWS) EAST, odpowiedzieli nam, że w najbliższym czasie niestety nie... Szkoda, bowiem HUSEG jest w naszej ocenie szczytowym dokonaniem zespołu, mimo faktu, że JATEKOK też jest znakomity. Zatem teraz warstwa tekstowa  albumu:

Daleko z Chmurami (Moczan, Palvoigyi,Zareczky, Varga, tłum. na angielski: Torkenczy) 

 

Nocni jeźdźcy owinięci w mgłę

Płonący aniołowie niebiańsko obcy

Odległe wizje, przepływające cienie

Nie odlatujcie, aż do jutra

 

Jeźdźcy moich snów zabierzcie mnie daleko do nieba

Pozwólcie mi poszybować na waszych rumakach 

Dajcie mi polecieć 

Daleko z chmurami

 

W świetle księżyca wyłaniającego się z przestrzeni 

Wyłania się zamek bezpieczny i atrakcyjny 

Otwieram drzwi i idę przez labirynt 

Zapadam w sen i staram się go zapamiętać

 

Jeźdźcy moich snów zabierzcie mnie daleko do nieba

Pozwólcie mi poszybować na waszych rumakach 

Dajcie mi polecieć 

Daleko z chmurami

 

Odlot (Varga, Zareczky, Moczan, tłum. na angielski: Ambrozy)

 

Wleczesz nogi po ziemi

Zostawiasz za sobą przeszłość i uczucia

Widzisz jak światło słabnie

A wokół gromadzą się nocne mary 

 

Odleć wprost w niebo 

Otrząśnij się z cieni pamięci

Rozwiń skrzydła i postaraj się dosięgnąć jutra

Odleć wprost w światło 

Świat poniżej mglistego błękitu 

W oddali przetacza się bezkresne morze

 

Stoisz sam z głową w dłoniach 

Przybyłeś by odkryć obiecany ląd

Twój czas przeminął, przemija dzień 

A bezimienni żeglarze wiosłują   

 

Odleć wprost w niebo 

Otrząśnij się z cieni pamięci

Rozwiń skrzydła i postaraj się dosięgnąć jutra

Odleć wprost w światło 

Świat poniżej mglistego błękitu 

W oddali przetacza się bezkresne morze

 

Diamentowy Ptak (Varga, Zareczky, tłum. na angielski: Ambrozy)


Lata nade mną 

Diamentowy ptak, przyciemniając tęczę

Śpiewa tak magicznie i słodko, zachęca mnie żebym się przyłączył

Rozjaśnij moje serce, diamentowy ptaku, zwróć swoje zimne oczy  

Mrozisz mnie diamentowy ptaku, twój płomień to lód


Kamienny ptaku, nie unoś mnie 

Nie rzucaj na mnie zaklęcia, 

Lodowe pazury w niebieskim raju 

Uwierz że chcę się uwolnić

Cień (Moczan, Palvoigyi, Varga, Zareczky, tłum. na angielski: Torkenczy)

 

Spójrz na mnie żyję w deszczu 

Usłysz, jak wołam twoje imię

To ja - mam milion twarzy 

Jestem odmieńcem - twoim cieniem z przeszłości 

 

Spójrz, na rzeki i strumienie

Spójrz w oczy upadłych aniołów 

Spójrz ponad zamglone szczyty 

Cień mieni się terrorem z przeszłości 

 

Spójrz na mnie, żyję w deszczu 

Usłysz, wołam twoje imię 

To jak niespodziewany krzyk 

Grzmot, demon w twoich oczach   

 

Przesłanie (Varga, Moczan Zareczky, tłum. na angielski: Torkenczy) 

 

Rozdanie kart

Nadchodzi hazardzista 

Pokój jest pusty, opadły żetony 

Gdzieś w oddali szczeka pies

"Jesteś nikim a miałeś być bohaterem"

"Przegrałeś", słyszysz głos

"Przyszedłeś z wielkimi marzeniami 

Teraz nie rób zamieszania, bo nie masz wyboru"

 

Dlaczego nie widzisz, że znowu umierasz

To koniec gry 

Dlaczego nie widzisz, że dryfujesz w marzeniach

A na końcu zostaniesz sam

Zostawisz po sobie pustkę 

Wielki człowiek idzie do przodu 

Nie ma dokąd iść straceńcom 

Zostali rozegrani już dawno temu 


Epilog (Moczan, Zareczky, tłum. na angielski: Ambrozy)

 

Zamrożone twarze przerażają  

Nawiedzone miejsca przyciągają

Poobijane wizje twoich marzeń 

Czekają na ciebie 

Los napisał wszystkie scenariusze twojej gry

 

Twarz którą znam się śmieje

Głos który znam woła 

Upadam i wstaję znowu 

Wyciągając do ciebie ręce 

Dotykamy się w delikatnym letnim deszczu  


 

piątek, 17 stycznia 2025

Ten album warto znać: Beautiful Pea Green Boat i Obsessions - między synth a shoegaze

 

W marcu 1987 roku zespół o dość dziwnej nazwie: Piękna łódź w kolorze groszku (nazwa zaczerpnięta od tytułu jednej z piosenek Lauren Anderson), nagrywa swój debiutancki album pt. Obsesje. Nagrywa go w swojej własnej wytwórni (Slaughterback), a grupa to duet: Heather Wright i Ian Williams. Zespołowi na gitarach towarzyszy Mervyn Wright. Ona pisze teksty piosenek na drugą stronę albumu (pierwsza, trzecia i czwarta), on resztę tekstów i całą muzykę. Grupa gra zaledwie 6 koncertów i wydaje  tylko 2 albumy - poza wspomnianym dziś debiutem, drugą płytę Get Religion i kilka singli. Po pewnym czasie ukazuje się też zapis ich koncertu z Francji. Wokalistka umiera w 2014 roku więc na nowe nagranie szansy już nie ma. Oto jak prezentowali się live w 1986 roku:

Uwagę zwraca ciekawy wokal i nostalgiczna muzyka. I taki jest też cały opisywany dziś album, zawierający 8 kompozycji.

Na szczególne wyróżnienie zasługują początkowe utwory. Wszystko zaczyna się od doskonałego Paper House, utworu o narkotycznych wizjach...

Wokół bladego księżyca
Krążyły szkarłatne ptaki.
Tańcząc wzdłuż ścieżki,
Przybyło dwóch połykaczy mieczy.
Unosząc się nad polami ryżowymi,
Z pyłem złota na dłoniach,
Przybył tuzin żołnierzy
W rytmie marszowych orkiestr.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
I ptaki oraz księżyc zniknęły.

Przez turkusowe rzeki
I zatoki skąpane w perłach
Rybacy czekają
Na towarzyszy na falach,
Na diamenty i kokainę,
Na idealny układ kart,
Na statki z nielegalnym
Ładunkiem czarnoskórych, by dotarły na ląd.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A ćmy krążyły wokół płomieni.

Misjonarz odchodzi,
Odchodzi z modlitwą.
Gotów na ostatni oddech
Tego cennego powietrza.
Teraz wszystko jest papierem,
Wszystko spłonie:
Domy pełne lilii,
Lasy, pola i paprocie.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A port zastygł w ciszy nocy.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A cienie muskały zarumienione policzki.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A ćmy krążyły wokół płomieni. 

Drugi Danielle też jest doskonały. Nieco bardziej patetyczny, ale apetyt słuchacza rośnie. 

Może powiedziałam prawdę,
a może skłamałam.
Może przystawiłam pi##olet do swojej głowy,
a może do twojej.

Wykorzystałeś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszone śmierci,
Gdy wiatr wieje... o Danielle.

A może jesteś moim wrogiem,
a może talizmanem.
Jedynym twoim usprawiedliwieniem
jest to, że nie istniejesz.

Wykorzystałeś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszonego śmierci,
Gdy wiatr wieje... o Danielle.

Może powiedziałam prawdę,
a może skłamałam.
Może przystawiłam pi##olet do swojej głowy,
a może do twojej.

Wykorzystałaś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszonego śmierci,
O Danielle.

Mirror Of Souls już nie jest tak przebojowy, jak poprzednie dwie piosenki, być może z powodu podjętego w nim tematu odchodzenia z tego świata.

Deszcz lodu tak zimny,
Że zamroził jego spojrzenie
Na jej szklanej twarzy.
Tak zimny, że zadrżał.

Na koniec pierwszej strony albumu zespół oferuje nieco bardziej dynamiczny The Screw, choć cały czas poruszają się w temacie przemijania...

Snop światła na twoich włosach
Spływa w głąb studni, tej ciemnej, głębokiej studni.
Twoja twarz pobladła, włosy posiwiały,
Twoja twarz wiruje i... znika.

Stronę B otwiera When Dreams Moved In  z tekstem Heather Wright. Piosenka jest o nieudanej podróży, być może to aluzja do nieudanej próby zażywania narkotyków (choć w utworze nie pada bezpośrednio słowo trip to jest ona o podróżowaniu). Hammers Of Islam, również z tekstem Wright pokazuje, że już w 1987 roku artyści przeczuwali wsteczność Islamu, bowiem tekst jest krytyką społeczeństwa zdominowanego przez fanatyzm, przemoc i bezrefleksyjne posłuszeństwo wobec ideologii tej religii. Autorzy podejmują temat faktu istnienia napięcia między światłem (nasza religia - prawda, oświecenie) a cieniem (Islam - ignorancja, strach). 

Do końca pozostają dwie piosenki: The Powerhouse i And She Laughed Too. Pierwsza  jest o sile jaką mamy w sobie, to refleksja nad ludzkim potencjałem, duchową energią jaka nas buduje to buduje to, jakimi jesteśmy. To również tekst o tym, że każdy z nas może się zmienić. Drugi, kończący album to piosenka o wewnętrznym niepokoju. Z jednej strony autorka próbuje unikać konfrontacji z tym, co jest dla niej trudne, z drugiej strony stopniowo dochodzi do wniosku, że musi zaakceptować swoje uczucia i decyzje, nawet jeśli nie są one do końca jasne. Taka wewnętrzna walka z samą sobą... I wynikające z tego cierpienie. 

Ciekawy album i interesujący wykonawca. Szkoda że tak niedoceniony. Ile takich perełek z cudownych lat 80-tych jest jeszcze w muzycznej przestrzeni? Pewnie nieskończenie wiele. Dobrze, że niektóre z nich napotykamy na naszej drodze i możemy tutaj przedstawiać. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Beautiful Pea Green Boat, Obsessions, Slaughterback, 1987, realizacja: Beautiful Pea Green Boat,  tracklista: Paper House, Danielle, Mirror Of Souls, The Screw, When Dreams Moved In, Hammers Of Islam, The Powerhouse, And She Laughed Too.       

piątek, 20 grudnia 2024

Z mojej płytoteki: Na rynku jest dostępny winyl/CD "DEMO 1983" z zimnofalowego okresu KSU


Jakiś czas temu opisywaliśmy na naszym blogu wydawnictwo KSU pt. DEMO 1983 (TUTAJ). Dziś krótki przedświąteczny wpis, dowodzący faktu, że ktoś na naszym rynku muzycznym jest bardzo czujny. Próbowaliśmy przez muzyków zespołu dotrzeć do demo kasety z tamtego okresu, jednak uzyskaliśmy odpowiedź, że nie posiadają jej w swojej kolekcji. Za to jak widać posiadał ją ktoś inny, i tak oto kultowe nagrania można zdobyć na obu nośnikach, czyli CD i winylu.  My dziś opisujemy winyl wydany przez ... Właśnie, przez kogo? Płyta nie ma wydawcy, więc jest to bootleg absolutny. Jak na bootleg przystało, wydany jest dość skromnie, choć nie do końca, bowiem wewnątrz umieszczono wkładkę z tekstami i zdjęciami kapeli z okresu, kiedy realizowano nagrania. Podobne zdjęcia umieszczono na labelu. Ale co najważniejsze, jest też foto oryginalnej wkładki z kasety:
 

Niestety informacji w wydawnictwie jest niewiele. Szkoda, bo skoro już takie arcydzieło wyszło na naszym muzycznym rynku, może warto było zapytać artystów o inspiracje i kulisy powstania muzyki zimnofalowej. Ale cieszmy się z tego co mamy. 
 
Zatem możemy dowiedzieć się, że w tamtym czasie KSU tworzyli: Bohun - śpiew, saksofon, Siczka - gitara, Dżordż - bas, Tutptuś - perkusja, choć w przypadku prezentowanego materiału zastąpił go automat perkusyjny.Wydawnictwo zawiera też fotografie z prób w 1983 roku.
 
Na winylu oryginalna tracklista z kasety poszerzona jest o bonusy. Wszystko jest na fotografii poniżej:

Nie możemy na bloggerze reklamować strony na której owe wydawnictwo jest dostępne, ale bardzo łatwo je odszukać. Dodamy tylko, że transakcja realizowana jest szybko i przyjemnie, a album nie wzbudza zastrzeżeń.
 
Detale wydawnictwa, jak i cały album można obejrzeć na YT, więc wrzucamy filmik poniżej:
 
I jeszcze na koniec ważne info: u tego samego sprzedawcy jest dostępny picture disc Nowej Aleksandrii Siekiery... Dacie wiarę? O nim jednak napiszemy, jak już dokonamy zakupu. 
 
POLECAMY! 
 
Niezbędne u każdego zimnofalowca.
 

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

 

niedziela, 15 grudnia 2024

Z mojej płytoteki: Sade i Stronger than Pride, ale co ?

 

Wiadomo co, to jasno wynika z tekstu trzeciego albumu w dorobku Sade (z 1988 roku): 

Nie będę udawać, że mam zamiar przestać żyć
Nie będę udawać, że jestem dobra w przebaczaniu
Ale nie mogę cię nienawidzić
Chociaż próbowałam

Nadal naprawdę cię kocham
Miłość jest silniejsza niż duma
Nadal naprawdę cię kocham

Siedzenie tutaj i marnowanie czasu
Byłoby jak
Czekanie na wzejście słońca
To aż nazbyt jasne, że rzeczy przychodzą i odchodzą
Siedzę tutaj i czekam na ciebie
Wolałabym poczekać na zimę
Będzie zimno
Może nawet
Bądź śniegiem
Nadal naprawdę cię kocham
Miłość jest silniejsza niż duma

To jednocześnie otwierająca, jak i najlepsza piosenka z tego albumu. Ale jest tutaj kilka innych perełek bo to płyta doskonała na takie dni jak obecnie, kiedy już po 15:00 zaczyna się szarówka...

Kolejny utwór to wielki letni hit zespołu z listy Billboardu, chodzi o utrzymany w rytmie R&B utwór Paradise. Należymy do siebie więc jest rajsko, mówiąc w skrócie. Nothing Can Come Between Us to z kolei piosenka o wielkiej miłości, w której nic nie jest w stanie rozdzielić kochającej się pary.

Hej kochanie, nic nie może nadejść, nic nie może nadejść

Nic nie może stanąć między nami

Pora na jaśniejszy moment albumu, piękną i nastrojową balladę Haunt Me...

Nawiedzaj mnie w snach
Jeśli proszę
Twój oddech jest teraz ze mną
I zawsze

Jest jak powiew wiatru

Jeśli kiedykolwiek we mnie zwątpisz
Jeśli jest to pomoc, której potrzebujesz
Nigdy nie waż się we mnie wątpić

A jeśli chcesz spać
Będę cicho
Jak anioł
Tak cicha, jak tylko może być twoja dusza
Gdybyś tylko wiedział
Miałeś takiego przyjaciela jak ja...

Jeśli kiedykolwiek we mnie zwątpisz
Jeśli jest to pomoc, której potrzebujesz
Nigdy nie waż się we mnie wątpić


Turn My Back on You nieco ożywia klimat ale nie jest to szczytowy moment albumu. Za to znacznie lepiej wypada Keep Looking. Chodzi o ciągłe poszukiwanie przeznaczenia, mimo tego, że inni nas zniechęcają. Piosenka mocno optymistyczna. Za to Clean Heart delikatnie przynudza. Chyba to najsłabszy moment w dodatku mocno przesłodzony. Na szczęście wybudza nas Give It Up. 

Daję ci to wszystko
Nie mogłabym dać ci więcej, nawet gdybym próbowała
Daję ci moją miłość
Daję Ci wszystko, co czuję w środku
Daję ci moje życie
To nie jest kłamstwo
Mówię tylko prawdę
Daję ci moją miłość
Myślę, że mogłabym nawet dla ciebie umrzeć
 

I Never Thought I'd See the Day to kolejny nastrojowy i znakomity utwór, z typowym dla Sade wokalem. Wielka artystka, współautorka całego repertuaru na albumie pokazuje nam swoje możliwości głosowe.  

Rzuciłeś cień na moje życie
Rzuć cień na miłość
On zabrał schronienie z mojego życia
Przyjęłam schronienie kłamstwa
Widziałam to w twoich niespokojnych oczach
Prawdę, którą ukrywałam
Prawdę, której nie mogłeś ukryć

Ale nigdy nie myślałam, że dożyję tego dnia
Wiedziałam, że będę potrzebowała cudu, żebyś został
Wiedziałam, że potrzebuję cudu
I nigdy nie myślałam, że dożyję tego dnia

Rzucasz cień na miłość
Przyjęłam schronienie w kłamstwie
Zabrał schronienie z mojego życia

Chciałabym, żebyś mógł mnie chronić
Chroń mnie teraz
Potrzebuję cudu
I nigdy nie myślałam, że dożyję tego dnia

No koniec mamy Siempre Hay Esperanza, czyli bardzo dobry utwór instrumentalny. 

Całkiem niezła płyta, a my spójrzmy do wywiadu, jakiego w 1985 roku artystka udzieliła magazynowi Spin (LINK). Wspomina tam o swojej rodzinie i kłopotach na początku kariery. Najważniejsze jednak jest jej podejście do muzyki, Sade bowiem twierdzi, że nie lubi dzielenia muzyki na gatunki. Jej zdaniem muzyka jest czymś, co powinno być dostępne dla wszystkich ludzi. Ale tak nie jest bowiem kluby zwykle specjalizują się w określonych gatunkach, np. heavy metal, pop itd. 

Artystka wspomina też, że od zawsze słuchała czarnej muzyki. Zawsze lubiła w niej brzmienie czarnego głosu. Uważa, że jeśli coś jest wystarczająco dobre, ludzie i tak to odnajdą, i zostanie to wystawione na światło dzienne. 

Tak jak jej muzyka, została zauważona bo artystka miała wierną publiczność.

Co Sade robi dzisiaj można dowiedzieć się z naszego tekstu TUTAJ.

A my jeszcze do Sade i jej klimatycznej muzyki jeszcze wrócimy. 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 




Sade Love Is Stronger Than Pride, producent: Sade, EPIC 1988, tracklista: Love Is Stronger Than Pride, Paradise, Nothing Can Come Between Us, Haunt Me, Turn My Back on You, Keep Looking, Clean Heart, Give It Up, I Never Thought I'd See the Day, Siempre Hay Esperanza.


niedziela, 17 listopada 2024

Z mojej płytoteki: Clannad i Sirius - w kierunku popu

 


Po absolutnie niesamowitej serii klasyków: Magical Ring (1983) (TUTAJ), Legend (1984) (TUTAJ), Macalla (1985) (TUTAJ) zespół  robi sobie rok przerwy by nagrać Sirius. I to jest taka płyta, że wtedy w epoce rozczarowywała. Było tak z powodu wyraźnego zwrotu zespołu w stronę muzyki bardziej pop. Nadal oczywiście jest ona na granicy undergroundu, ale wtedy, przynajmniej dla nas, była za bardzo popowa. Dzisiaj, w epoce zalewającej nas zewsząd tandety i lipy, album lśni jak diament. Dlatego nie warto wydawać płyt ze swojej kolekcji, świat się zmienia, my się starzejemy, i często sięga się po wielu latach do rzeczy, które kiedyś ocenialiśmy negatywnie.

Zaczyna się od średniego: In Search of a Heart - utworu o tym, że rozstanie nie złamie narratorki. Druga piosenka Second Nature  jest już o wiele lepsza. Opisuje, ukrywającą się przed światem, a lśniącą wewnątrz drugą naturę człowieka. Powolutku zaczynamy odkrywać dobrze znany Clannad. Tym bardziej, że kolejna piosenka wręcz powala. No wreszcie! Turning Tide  to jeden z lepszych kawałków albumu:

Pozwól, że pokażę ci twarz w przebraniu,
Odkryj
Kolor, który wyblakł,
Zmiatany przez falę.

Scena za sceną, później;
Szary pył osiada w naszych oczach,
Mglistą zasłoną,
Która skrywa się w zmieniającym się nurcie.

Dusza dumnego człowieka tonie.

Smutna insynuacja,
Słowa, które nie są mądre,
Jak drżą w twoich oczach.
Koła w kołach się obracają,
Teraz już wiesz.

Dusza dumnego człowieka tonie,
Przez tak długi czas to był dumny człowiek.

Jak długo nie stawił czoła gwałtownemu wiatrowi
I zmieniającemu się nurtowi.

Jest moc w tej piosence, aż samemu czuje się moc przyrody. Dalej jest Skellig. I to jest znakomita kontynuacja wysokiego poziomu. 

Wikingowie przyszli plądrować i niszczyć,
Ale do dziś święte relikwie trwają.
W zatoce ślepego człowieka,
Gdzie jęczy zawodząca kobieta,
A mewy krzyczą.

Stepping Stone nie powala, za to robi to White Fool. Leżymy na łopatkach bo bez wątpienia to najlepsza piosenka albumu.

Koła życia wciąż się kręcą,
To nieuniknione.
Zepsuci ludzie tego świata wciąż kradną,
A jednak, wciąż ich to nic nie obchodzi.

Biały głupiec przybywa na nowy ląd,
Ciemny księżyc na piasku.
I nic już nigdy nie będzie takie samo,
Ta ziemia jest teraz w ich rękach.
Tysiąc lat plemiennej ziemi,
Silne wiatry niosą puls.
Chciwość i żądza ogołociły ziemię,
Gdy biały głupiec przybył na nowy ląd.

Krzyki hymnu –
Zniszczone
Furii i niepokoju –
Zmęczone.
Skieruj wzrok na dźwięk –
Posłuchaj ich,
Na horyzoncie.

Koła życia wciąż się kręcą,
To nieuniknione.
Zepsuci ludzie tego świata wciąż walczą,
A jednak, wciąż ich to nie obchodzi.

Biały głupiec przybywa na nowy ląd,
Ciemny księżyc na piasku.
I nic już nigdy nie będzie takie samo,
Ta ziemia jest teraz w ich rękach.
Tysiąc lat plemiennej ziemi,
Silne wiatry niosą puls.
Chciwość i żądza ogołociły ziemię,
Gdy biały głupiec przybył na nowy ląd.



Something to Believe In jest znowu kalką wcześniejszego Clannad. Bez szału. Niestety podobnie jest z Live and Learn. To chyba najsłabsza piosenka płyty. Many Roads za to nieco ratuje honor,  posiadając bardzo ciekawą warstwę tekstową:

Kiedy wiele dróg prowadzi donikąd,
A wszystkie miejsca wyglądają tak samo,
Wszędzie.

Po prostu zawołaj mnie,
Po prostu zawołaj, bo będę tam.

Tak wiele słów wypowiedzianych na zawsze,
A wszystkie opowieści z wczoraj
Blakną i znikają.

Po prostu zawołaj mnie,
Po prostu zawołaj, bo będę tam.
(Bo będę tam)
Po prostu zawołaj, bo będę tam.

Kiedy wiele dróg prowadzi donikąd,
A wszystkie twarze wyglądają tak samo,
Wszędzie.

Po prostu zawołaj mnie,
Po prostu zawołaj, bo będę tam.

Na koniec serwują nam Sirius, tytułowy utwór z dość skomplikowanym tekstem, który można interpretować jako opis konfliktu między pieniędzmi a władzą.

Po latach album brzmi lepiej niż kiedyś, posiada genialne momenty, ale ogólnie należy stwierdzić, że odejście w stronę pop było średnim, choć nie całkowicie złym pomysłem. Dalej był opisany niedawno Atlantic Realm (LINK), a później pozostał dryf... ku końcowi grupy.

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Poniżej wersja z bonus trackami, my omawiamy oryginalną wersję albumu.


Clannad, Sirius, producenci: Greg Ladanyi i Russ Kunkel, tracklista: In Search of a Heart, Second Nature, Turning Tide, Skellig, Stepping Stone, White Fool, Something to Believe In, Live and Learn, Many Roads, Sirius, RCA 1987.

 
 

niedziela, 3 listopada 2024

Z mojej płytoteki: Clannad i Atlantic Realm - między Vollenweiderem a Kaczmarkiem

Pomyśleliśmy, że ostatniego dnia szczególnych świąt w roku, warto posłuchać szczególnego albumu - dziesiątej płyty irlandzkiej kapeli, której twórczość już tutaj eksplorowaliśmy (LINK). Nasze zainteresowania skupiają się (jak dotychczas) w latach 80 - tych bowiem omówiliśmy już, wymieniając chronologicznie: Magical Ring (1983, TUTAJ), Legend (1984, TUTAJ), Macalla (1985, TUTAJ). Czyli w kolejności 3 płyty, a dziś przeskakujemy nad Sirius (1987, będzie za jakiś czas), by przejść do kolejnego w dyskografii Atlantic Realm (1989). 

Łączy go z Legend fakt, że jest to też muzyka filmowa, ale jednak nieco inna niż ta na Legend. Oryginalny film dokumentalny telewizji BBC (ona też wydała album), składał się z 3 części (LINK): pierwsza z 3 maja, pokazywała procesy geologiczne, które kształtują Atlantyk i dziką przyrodę na jego arkach wyspiarskich. Wszystko omówiono na przykładach laguny na Bahamach i islandzkiej wyspy Surtsey. Druga, nadana tydzień później, pokazywała życie na powierzchni morza i w jej pobliżu, od Antarktydy po Nową Fundlandię. Pokazano też życie zwierząt: humbaków, tuńczyka, merlina, meduzy i innych. W końcu 17.05. wyemitowano ostatnią część, będącą wynikiem podróży łodziami podwodnymi w otchłań, by obserwować stworzenia żyjące w głębinach i procesy geologiczne w Grzbiecie Środkowoatlantyckim, podmorskim paśmie górskim. Pojawiły się m.in. meduzy i ślimaki.


    

I tak różnorodna jest muzyka Clannad z omawianej dziś płyty. Utwory nawiązują czasem do dokonań nieodżałowanego Jana A.P. Kaczmarka (chyba najbardziej Moving Thru), pojawia się też klimat tak charakterystyczny dla genialnego Szwajcara Andreasa Vollenweidera (The Barbers), słychać nieco niepokoju, jaki przemycał w swoich piosenkach Minimal Compact, są też monorecytacje, przypominające te z Dzwonów Rurowych Oldfielda (Signs of Live). Ta ostatnia piosenka jest jedyną posiadającą tekst:

W końcu linię przekroczył albatros
Nadleciał przez mgłę
Jakby to była dusza chrześcijańska
Wychwalaliśmy go w imię Boga
Zjadł to, czego nigdy nie jadł
I latał w kółko
Lód pękł pod ciosem pioruna
Sternik nas przeprowadził
A z tyłu zerwał się dobry południowy wiatr
Albatros podążał za nim
I codziennie na jedzenie lub zabawę
Docierał do kajuty marynarzy 

Co ciekawe, i czego nie wspomniano na okładce, jest to fragment starego poematu The Rime of the Ancient Mariner, Samuela Taylora Coleridgea z 1834 roku (LINK). Ten zabieg kojarzy się z Albatrosem śpiewanym przez Little Nemo, którzy stosując podobny chwyt, adoptowali wiersz Baudelaire'a (pisaliśmy o tym TUTAJ).  

A po nim chyba najlepszy, najbardziej klimatyczny utwór z całego albumu, In Flight - jakby odrzut z Legend. Podobne do opowieści o Robin Hoodzie klimaty roztacza zespół w utworze Under Neptune's Cape, czy Voyager. Za go szczytem piękna jest Primveal Sun, w którym zespół przypomina nam, że dysponuje anielskimi wokalami. 

Znakomita muzyka instrumentalna, z czasów kiedy artyści mieli coś do powiedzenia, inspirowali się przyrodą i poezją. Cieszmy się, że mogliśmy wtedy żyć i kształtować nasze muzyczne gusta.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Clannad, Atlantic Realm, producenci: Pól Brennan i Ciarán Brennan, BBC 1989, tracklista: Atlantic Realm, Predator, Moving Thru, The Berbers, Signs of Life, In Flight, Ocean of Light, Drifting, Under Neptune's Cape, Voyager, Primeval Sun, Child of the Sea, The Kirk Pride.



niedziela, 27 października 2024

Z mojej płytoteki: Dwa Lombardy czyli jesienna rdza

 

Ponieważ dawno nie pisaliśmy o rodzimych kapelach, dzisiaj kilka słów o dwóch albumach poznańskiego zespołu Lombard, z początków kariery. 

Najpierw widziałem ich w małym Domu Kultury, w pierwszym składzie z dwoma wokalistkami. Mimo tego, że mieszkałem w małym mieście, obrotny dyrektor potrafił ściągać do nas najlepsze kapele z kraju, dodatkowo, pytał nas czego chcemy posłuchać. 

Koncert był bardzo dobry, choć na małej sali było nieco tłoczno. Było też tłoczno po stronie zespołu, a wokalistki (zapowiadane przez Grzegorza Stróżniaka) wymieniały się, niektóre piosenki śpiewały razem, widać było że Wanda Kwietniewska jest bardziej energetyczna (potrafiła wyskakiwać zza kulis niczym piłka) a Małgorzata Ostrowska kojarzyła się ze spokojniejszym repertuarem.


Zagrali wszystko z debiutu, a ja pokochałem coś zgoła innego, niż to co wtedy już było hitami. Dla mnie oczywiście cała płyta Śmierć Dyskotece to klasyk, natomiast arcymistrzostwem są piosenki śpiewane przez Grzegorza Stróżniaka.


O ile Diamentowa Kula jest nieco eksperymentalna, to Rdza (obie piosenki z tekstem Marka Dutkiewicza) to w mojej ocenie arcydzieło i z tamtego okresu, najlepszy utwór zespołu. Żeby w 1983 roku tak śpiewać o samotności, to trzeba było być bardzo dojrzałym artystą. I to wyglądało dokładnie tak:


Pamiętam jeszcze, że na koniec (na bis) zagrali Gwiazdy Rock and Rolla - utwór kończący debiutancki album, i koncert. Cały zespół na scenie i obie wokalistki (na klipie poniżej już tylko jedna): 


Odejście Wandy Kwietniewskiej i powstanie zespołu Wanda i Banda to zupełnie inna historia (też widziałem ich na żywo), natomiast w tamtym czasie Lombard wydaje też płytę live nagraną w Sali Filharmonii Szczecińskiej, 21.11.1982 roku. Wtedy już bez Kwietniewskiej widziałem ich po raz drugi.
 

Ten drugi koncert, a zwłaszcza piosenka Bye Bye Jimi poświęcona pamięci Hendrixa uświadomiły mi, jak wielkim gitarzystą był (i jest) Piotr Zander (obecnie mający 65 lat). Album stał się chyba najlepszą płytą live w historii polskiego rocka, co ciekawe wznowiono go w wersji poszerzonej na CD, które osiąga kosmiczne ceny... Ten album kończy się hitem Przeżyj to Sam, jednym z największych przebojów Lombardu. 
 

Warto podsumować ten wpis pewną refleksją. Czy dzisiaj po 40 latach teksty Marka Dutkiewicza, czy Jacka Skubiszewskiego straciły na aktualności? Dziś już nie buduje się wieżowców, ale są ludzie którzy ciągle w nich mieszkają, i nie tylko w nich dotyka nas samotność, dziennikarze realizują przekaz propagandy, mimo że nie ma już PZPR, teraz jest Unia Europejska.
 
 
I coraz więcej ludzi zamienia swoje serca w twarde głazy, tak jak wtedy. Kiedy wreszcie Polacy obudzą się i postanowią zacząć decydować o sobie sami? Bo jeśli nie, to znowu będzie trzeba, tak jak to robił Lombard, inteligentnie przemycać pewne treści żeby uniknąć cenzury. To zresztą ma już miejsce, czy na FB czy na YT. I to się nazywa, jak wtedy, taktyka salami.
 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
           

niedziela, 13 października 2024

Z mojej płytoteki: Brian Ferry i Beter Noire - godny następca Boys And Girls?

 

To uczucie, kiedy po wydaniu genialnego albumu jakiegoś artysty czekasz na kolejne wydawnictwo. 

To uczucie kiedy w końcu je odsłuchujesz i czujesz rozczarowanie, bo słyszysz coś zupełnie innego niż to, czego oczekiwałeś.. 

No i finalnie to uczucie, kiedy po latach wracasz do płyty, i odkrywasz jej piękno. Ona jest ciągle tym samym materiałem - to ty dojrzałeś.. 

Tak też było w przypadku dziś omawianego albumu, bowiem ukazał się on dwa lata (w 1987) po realizacji naszym zdaniem pikowego osiągnięcia Ferryego, czyli Boys And Girls (opisanego TUTAJ).

Zanim omówimy album, zacznijmy od tego, co mówi o nim sam artysta: 

Ferry podkreśla, że ewolucja repertuaru była wynikiem muzycznego dojrzewania, tego że starał się wydobyć swój wokal spoza ściany dźwięku. Muzyka taneczna w jego repertuarze nie wynikała z faktu, że jest zapalonym tancerzem, jest ona wynikiem pewnych ukrytych marzeń. Dwuletnią przerwę między Boys and Girls a omawianym dziś albumem, uważa za coś normalnego, to tak jak malarz który na kolejną wystawę musi namalować nowe obrazy. Najłatwiej nagrywa się debiut - zespół jest  zgrany a piosenki ograne. W przypadku Beter Noire piosenki powstawały w studio, a Ferry próbował różnych muzyków i różnych wersji utworów.

W tym miejscu dodajmy, że wśród współautorów piosenek znaleźli się Johny Marr z the Smiths i Guy Pratt z Icehouse (wow!). 

Zaczyna się ostro - wielki taneczny hicior w stylu mambo, czyli Limbo:

Ostrzeżenie voodoo
Woła
W zawieszeniu
Bujne życie w świetle księżyca
Wydaje dziwne owoce
W zawieszeniu
Chodź ze mną teraz
Ćma do płomienia
Nigdy nie jesteś wystarczająco blisko
Spróbuj ponownie
Teraz bliżej
Jak tańczymy
Duch, który nas trzyma
W transie
Bambusowa tancerka
Żaden obcy
W zawieszeniu
Umiesz tango?
Spróbujmy razem
W zawieszeniu
Jesteś tą jedyną
Teraz jest czas
Pozwól swojej pamięci uderzyć w bęben
w sznurze aut
Ostrzeżenie voodoo
Woła
W zawieszeniu
Bujne życie w świetle księżyca
Wydaje dziwne owoce
W zawieszeniu
Kreolski tatuaż
Kupuję cię
W zawieszeniu
Bicie serca, które źle traktujesz
Jestem ci winien
W zawieszeniu

Od razu wiadomo, że możemy pożegnać się z nostalgią Boys And Girls, bo Ferry teraz porywa nas do tańca. I utrzymuje, bowiem Kiss and Tell jest ciągiem dalszym. Piosenka o tańcu z przypadkowo poznaną dziewczyną, wynajętą za pieniądze. New Town z początku strasznie nudzi, ale tak jest tylko do refrenu. Ten bowiem znowu wprowadza żywsze nastroje. 

Żadnej betonowej dżungli
Tańczące stopy
Uliczka pragnień
Jest w tobie
Niszczenie mnie
Muszę to przeżyć
Nie chcę zagłębiać się w historię
Dlatego teraz wychodzę
Nowe miasto
To jest miejsce
Coś zrobić albo umrzeć
W nowym świecie
Zesłanym przez niebo
Życie stworzone dla nas

Day for Night - wraca dynamika i klimat... To jest znakomite! 

Tajemnica życia
Zakopana w piasku
Palec pisze
Pragnę zrozumieć
Odpędzając ciemność
Niepewność
Spadająca gwiazda
Można zajść tak daleko
To miejsce, w którym chcę być
Otwórz oczy
Dzień za noc
Spójrz, co mi zrobiłaś
Otwórz swoje serce
Zostań dziś wieczorem
Żadna kobieta nie mogła mieć myśli
Tak wielu dla mnie
Tajemnica miłości
widzisz?
Teraz światło dnia?
Ukryty za zasłoną
Są sposoby

Na zdradzieckie serce
Chciałbym móc zmienić Twoje zdanie
Niespokojne morze
Spadająca gwiazda
Można zajść tak daleko
To miejsce, w którym chcę być 

Zamba kończy pierwszą stronę winylu. I to jest dla mnie, piosenka albumu... 

Dziewczyno, doprowadzasz mnie do szału
Dlaczego nie przychodzisz?
Teraz jesteś taką damą
Dlaczego twoje stopy nie dotykają ziemi
Powiedz mi, ślicznotko
Powiedz, że nigdy mnie nie zawiedziesz
Jesienna polana
Wszystkie liście opadają
Teraz widzę to wyraźnie

Jak mawia klasyk: czy ktoś kiedyś piękniej pisał o miłości? I oczywiście o śmierci... Miło, że Ferry wśród tanecznych piosenek umieścił taką perłę.


The Right Stuff napisany z Marrem, to jedna z najsłabszych piosenek na płycie, choć refren stara się ją ratować... Seven Deadly Sins (współautorstwo basisty Icehouse) ratuje sytuację, jest taneczny ale mimo tego, bardzo w stylu mistrza Ferryego, chyba najbardziej nawiązuje do poprzednika (może to odrzut z Boys And Girls?):

Widziałeś to wszystko już wcześniej
Wiesz, że prawda może być niemiła
Boisz się, że najgorsze chowa się w ukryciu
To moment, w którym tracisz rozum
 

Wszystko co słyszę to dzwonki o północy (siedem grzechów głównych)
Tylko siedem grzechów głównych
Słyszę tylko dzwonki o północy (siedem grzechów głównych)
Tylko siedem grzechów głównych

Słyszysz zaprzeczenia
Nie możesz uwierzyć, ale próbujesz
Kiedy tęsknisz za tym, czego nie masz
Dlatego żyjesz i umierasz

Słyszę tylko dzwonki o północy (siedem grzechów głównych)
Tylko siedem grzechów głównych
Słyszę tylko dzwonki o północy (siedem grzechów głównych)
Tylko siedem grzechów głównych

The Name of the Game to druga słaba piosenka, co sprawia że strona B jest ewidentnie gorsza. Po niej tytułowy Bête Noire, promowany klipem:


I to jest kolejny błąd. Bowiem w naszej ocenie album powinien promować Limbo,
Zamba lub co najmniej Seven Deadly Sins. Ale skoro było jak było, trudno się dziwić chłodnemu przyjęciu przez prasę. 

Reasumując - następca, taneczny, ale porównując z Boys And Girls, jest średnio. 

Co się dzieje z Ferrym dzisiaj? - opisaliśmy TUTAJ.   

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

Brian Ferry, Beter Noire, Virgin 1987, producenci:     Bryan Ferry Chester Kamen Patrick Leonard, tracklista:  Limbo, Kiss and Tell, New Town, Day for Night, Zamba, The Right Stuff, Seven Deadly Sins, The Name of the Game, Bête Noire.