Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młode zespoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młode zespoły. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 maja 2018

Kælan Mikla: transmisja post - punk z elektrowni Toppstöðin w Reykjaviku, czyli gdyby Joy Division byli kobietami


Dzisiaj muzyka, która nie każdemu może się podobać. Myślę, że styl śpiewu rzeczywiście może chwilami dla niektórych być denerwujący, przekraczać próg tolerancji,  niemniej dziewczynom z Kælan Mikla (Lodowa Dama) nie można odmówić autentyczności. Zresztą po kilku odsłuchaniach piosenki wpadają po prostu w ucho. Dziewczyny śpiewają swoje własne wiersze, i same komponują, ba nawet wygrały konkurs poetycki. Zespół pochodzi z Reykjaviku i cechuje się specyficznym stylem, który początkowo od bardzo prostego i minimalistycznego (bas, perkusja, wokal), ewaluował obecnie w kierunku elektronicznego darkwave. Na początku zatem, show z ulubionego radia KEXP. To KONIECZNIE trzeba zobaczyć. Tym bardziej, że występ nagrywano w elektrowni Toppstöðin w Reykjaviku.  


Jakież to proste, przecież linia basu to czyste Joy Division, za to linia melodyczna jest inna. 

Jak to z młodymi zespołami bywa w Internecie jest niewiele informacji na ich temat, zwłaszcza, że śpiewają w rodzimym języku. Jak możemy dowiedzieć się ze strony (TUTAJ) nazwa wywodzi się od Kælan Mikla tajemniczej postaci która przechodząc przez Dolinę Muminków przynosi chłód, a tym którzy spojrzą jej w oczy, nawet śmierć... 

Dotychczas nagrały dwie EP - ki:  Glimmer & Aska (2013), oraz Demos (2015), by finalnie, w roku 2016 wydać swój debiutancki album Kælan Mikla.

Teraz pora na Glimmer & aska i  Kalt - właśnie z tego albumu

 


Jest więcej elektroniki, niemniej nadal jest ciekawie. Niczym Joy Division nastąpiła transformacja w New Order... 

Czy teraz ktokolwiek odważy się spojrzeć w oczy Kælan Mikla? 

Przy okazji pozdrawiamy Szopa Pracza, która pisze o Islandii w zupełnie unikalny sposób (TUTAJ). 

Całych płyt Kælan Mikla można posłuchać TUTAJ

wtorek, 22 maja 2018

Niedocenieni: Der Noir


Kiedy pisaliśmy o Nosound (TUTAJ) czy Be Forest (TUTAJ) wspominaliśmy, że jest kilka doskonałych zespołów chłodnofalowych z Włoch. Dziś prezentujemy der Noir, który powstał latem 2011 roku, jak wspominają muzycy, celem kontynuacji muzycznych działań jego trzech założycieli. 

Pierwszy album, utrzymany w klimacie zimno i nowofalowym, (swoją drogą doskonały) Dead Summer, nagrali już w roku 2011. Został wyprodukowany przez RBL Music Italia, a dystrybucja odbyła się pod licencją Edel Italia. W nagraniach uczestniczyły światowej sławy postaci jak Marco Benevento (The Foreshadowing), Alessandro Adriani (Newclear Waves) i Andrea Merlini (TUTAJ).       

Strony www zespołu są niestety bardzo ubogie w informacje. Można z nich poznać aktualny skład grupy: Manuele Frau - śpiew i gitara basowa, Luciano Lamanna - syntezatory, elektroniczna perkusja i Manuel Mazzenga - gitara, oraz zapoznać się z dyskografią. W jej skład wchodzą (TUTAJ):

1) A Certain Idea Of Love z 2015, niskonakładowy minialbum z 5 utworami

2) Blue - singiel z 2015 roku

3) Numeri e Figure  - płyta z 2013 roku

4) A Dead Summer Remixes z 2012 roku - pięć remiksów z Dead Summer

5) Il Mare D'Inverno - singiel z roku 2012

6) A Dead Summer - album z 2011

7) Der Noir, singiel z 2011 roku (3 utwory)

Wszystkie płyty grupy są do odsłuchania TUTAJ.

Muzycznie zespół ewoluuje, ograniczył znacznie instrumentarium i obecnie przypomina grupy z wczesnego 4AD. Obecna jest elektroniczna perkusja, jak w Sisters Of Mercy, romantyczny klimat z doskonałym nostalgicznym wokalem, a całość okraszona jest nutą elektroniki. Warto posłuchać.  

Na początek romantyczny utwór L'Inganno z płyty Numeri e Figure (2013)  i dokonały teledysk. 


Poniżej nagranie na żywo - trzecia piosenka z albumu A Dead Summer, Lontano Dalle Rive:



Płytę natomiast otwiera zupełnie niesamowity Private Ceremony:



Mamy nadzieję, ze jeszcze o nich usłyszymy, a co do prezentacji włoskich zespołów, największa gwiazda już niedługo w chłodnofalowej jeździe obowiązkowej. Kilka dni temu odpowiedzieli na naszego maila z prośbą o teksty. Cierpliwości. 

wtorek, 15 maja 2018

Niedocenieni: Be Forest - wybuchowa bardzo chłodnofalowa mieszanka z The Editors, New Order i Throwing Muses


Dzisiaj o zespole, który na prawdę sięga do korzeni muzyki chłodnofalowej. Nie mamy tutaj jednak do czynienia z twardym i rytmicznym graniem, a la Joy Division, mimo że słychać bass Petera Hooka. Słychać też miejscami gitarę The Editors i brzmienia z 4AD. Ale jak zwykle w przypadku takich zespołów słychać też wyraźną świeżość i powiew młodości. Myślę głównie o wokalistce. Jest muzycznie i bardzo ciekawie pod względem klimatu. Zacznijmy od oficjalnego wideo do piosenki Florence i ich debiutu Cold:

Kiedy pisałem o Nosound (TUTAJ) wspomniałem o co najmniej trzech innych włoskich zespołach chłodnofalowych godnych uwagi. Tak właśnie, Be Forest stamtąd pochodzi, i jak to bywa z młodymi zespołami jest o nich dość niewiele informacji w sieci. Jedyny szerszy artykuł można przeczytać TUTAJ. 

W skrócie,  debiutancki album Cold nagrali jesienią (a jakże inaczej) 2011 roku. Album odbił się szerokim echem we Włoszech, zaczęto zwracać uwagę na miasto Pisaro na brzegu Adriatyku skąd wywodzą się takie grupy jak Altro, Soviet Soviet, Brothers in Law (współdzielącego gitarzystę Nicola Lampredi z bohaterami dzisiejszego wpisu).  Poza nim w skład zespołu wchodzą Erica Terenzi (wokal i perkusja) i Constanza Delle Rose (bas i wokale). 

Poza wspomnianym Cold (2015) trwającym zaledwie około 31 minut i oczekującym reedycji, o czym zespół informował na ich stronie w lipcu 2017 (TUTAJ) jak i koncertami, zespół  nagrał singiel Hanged Man:


Dużym osiągnięciem jest też ich występ w opiniotwórczym radio KEXP z Seattle. Cały występ można obejrzeć poniżej. Miejmy nadzieję, że wkrótce pojawi się nowa płyta, przynajmniej dorównująca poziomowi debiutowi Cold.

    
Ich strony z Bandcamp nawet nie opłaca się tutaj linkować, bo to jakaś zupełna nędza...       

wtorek, 27 marca 2018

Niedocenieni: Second Still, czyli ambitny shake z Siouxsie and the Banshees i New Order

Second Still to trio powstałe w 2014 na Brooklynie w USA. Początkowo zespól tworzyli  Ryan Walker (gitara) i Alex Hartman (bas), którzy poznali się w  2007 roku w Los Angeles. Następnie przeprowadzili do Nowego Jorku, gdzie w 2011 nagrali ponad sto wersji demo utworów instrumentalnych. 

Poszukując wokalistki poznali Suki San, która dołączyła do grupy. Debiutem była, zawierająca 4 piosenki,  EP-ka Early Forms wydana w marcu 2016 roku, jako kaseta o limitowanym nakładzie. Co ciekawe, kaseta nagrana została w trzy dni w stodole w Upstate New York. Sprzedała się znakomicie a grupa przed przeniesieniem się do Los Angeles nagrała debiutancki album, o którym napiszę w "chłodnofalowej jeździe obowiązkowej" bo w pełni na to zasługuje.

Ich muzyka zapewne spodoba się wszystkim wielbicielom Joy Division, the Cure (oczywiście tego z czasów Faith czy Pornography), X-Mal Deutschland czy bardzo wczesnego Cocteau Twins, ale szczególnie polubią go wielbiciele Siouxsie and the Banshees. Bo to właściwie taka miła kontynuacja, podrasowana, może nieco bardziej chłodna, jednak wokalnie inspiracja jest bezsprzeczna.  Posłuchajmy i popatrzmy, bo jest na prawdę znakomicie. Myślę, że poniższe utwory doskonale oddają to, z czym mamy w tym przypadku do czynienia. Najpierw Recover, a później oficjalne wideo piosenki You are so alive i całe show z Pressure Drop TV: 





Więcej o grupie: TUTAJ

wtorek, 20 marca 2018

Niedocenieni: Plastique Noir

Cold wave i post punk nie znają granic. Dzisiaj w dziale "niedocenieni" grupa Plastique Noir z Brazylii.  Zespół powstał w Deivyson Teixeira, a założycielami są Danyel Fernandes i Airton S.  Grupa to trio mające w dorobku wg. różnych źródeł dwa lub trzy albumy. Na swojej stronie informują o 24 Hours Awake (2015) i Affects (2011). Zespół wyraźnie wzoruje się na Joy Division, ale słychać brzmienia Cinema Strange, Xymox, Sisters of Mercy,  a nawet the Editors czy Bauhaus. 

Polecam ponieważ dawno nie spotkałem tak energetycznego coldwave. Jest w tej muzyce coś niepokojącego, a jednocześnie melodyjnego. Poniżej celem prezentacji mój ulubiony utwór, a o zespole na pewno jeszcze będzie. Houdini, doskonały i rytmiczny w wersji z płyty a później live, a między nimi intrygujący teledysk do piosenki Creep Show:



 

Strona zespołu TUTAJ

czwartek, 15 marca 2018

Niedocenieni: Drab Majesty


Drab Majesty, czyli Ponura Dostojność, to projekt muzyka Andrew Clinco z USA, dokładnie z Los Angeles. Artysta nie ukrywa fascynacji wczesnymi dokonaniami wytwórni 4AD, co zresztą słychać w jego muzyce. Pierwsze nagrania wydał we własnym zakresie na kasecie magnetofonowej zaledwie w stu egzemplarzach, a projekt nazywał się Unarian Dances (wydawnictwo zostało reedytowane w 2012 roku). 

Ma w dorobku dwa długogrające albumy, pierwszy: Careless wydał w 2015. Drugi, moim zdaniem doskonały, The Demonstration w 2017.  Od 2016 roku koncertuje z Mona D. a całkiem niedawno gościli w Polsce (poniżej fragment z koncertu w Poznaniu).

Teraz kilka słów o muzyce.  Na YT można obejrzeć pełne zapisy koncertów. Powiem szczerze nie przemawiają do mnie, zwłaszcza te trącające kiczem. Co innego muzyka, tutaj jest na prawdę zupełnie nieźle, powiem więcej że muzyka jak najbardziej kwalifikuje się do "chłodnofalowej jazdy obowiązkowej". To jakby wczesny Xymox zaprosił do współpracy Visage i Cure i postanowili zmieszać chłód cold wave ze spokojem new romantic. Warto posłuchać i porównać warstwę dźwiękową z obrazem, na pierwszym teledysku. Za to dla równowagi drugi, boski Kissing the Ground (druga wersja z niedawnego koncertu w Poznaniu) gdzie jest już całkiem nieźle. A o albumie The Demonstration jeszcze będzie.    
  




poniedziałek, 26 lutego 2018

NIedocenieni: Lebanon Hanover

Nie ukrywam, że mam kłopot z zespołami które za bardzo emanują symboliką. W tym przypadku nawiązywanie do samobójstwa Iana Curtisa jest aż nazbyt wyraziste. Niemniej zespół zasługuje na wyróżnienie bowiem klimat może się podobać. Piszą o sobie: Jesteśmy zimnolodową odpowiedzią na wyalienowany świat która pada z dwóch ciepłych bijących serc. Duet Larissa Iceglass i William Maybelline  jawi się jako prawdziwi romantycy dzisiejszych czasów, podziwiający Williama Wordswortha, zafascynowani pięknem nowego ascetyzmu, eksplorujący brytyjskie brzegi morskie i lasy nocą, i zainspirowani urbanistyką Berlina. Nagrywają od 2011 a w dorobku mają:
  
2011: Lebanon Hanover / La Fete Triste (mini album)
2012: The World Is Getting Colder (album, Fabrika Records)
2012: Why Not Just Be Solo (album, Fabrika Records)
2013: Tomb for Two (album, Mecanica / Dead Scarlet Records)
2013: Gallowdance (singiel)
2015: Besides The Abyss (album, Fabrika Records)
2016: Babes Of The 80s (singiel, Fabrika Records)
2017: Lebanon Hanover Anthology (kompilacyjny minialbum-EP, GAG TAPE)

Muzyka jest minimalistycznym dark wave, niemniej ciekawa i wciągająca. Przypomina mieszankę the Wake, wczesnego New Order, Xymox. Tutaj fragment występu w Londynie w 2017 a jednym z utworów jest nostalgiczny Invite me to your country:
Oficjalna strona zespołu: TUTAJ

piątek, 23 lutego 2018

Niedocenieni: She Past Away

No proszę Państwa mamy tutaj coś zupełnie obłędnego, nieziemskiego. Mamy post - punk z... Turcji. 

Ale proszę się nie obawiać, Panowie doskonale dają sobie radę z językiem angielskim, choć po turecku też śpiewają, co jakoś nie razi. W muzyce słychać mix Joy Division, Sisters of Mercy i Clan of Xymox. Ale nie jest to w stylu tribute bands, czego nie cierpię, tylko jest to znakomite wykorzystanie źródeł jako inspiracji do czegoś nowego. 

Sami piszą o sobie tak: 

She Past Away to zespół dark wave z odnowionym brzmieniem lat 80-tych. Gitara brzmiąca jak z epoki post punk, jest zmiksowana z minimalistycznymi tekstami po Turecku.     

Zespół nagrał 3 płyty: Volume I-3, Narin Yalnızlık oraz Belirdi Gece. Płyty gadżety można zakupić TUTAJ 

Poniżej próbka ich dokonań - na prawdę polecam - piosenka Kasvetli Kutlama z ostatniej płyty:

 

A tutaj fragment show z Paryża z 20.01.2017: