Podczas wizyty w Berlinie Ian wysłał kartkę pocztową do Annik spod Bramy Brandenburskiej. Napisał jej, że tęskni i Berlin jest pełen napięcia (to był czas zimnej wojny). Koncert im nie wyszedł i pisał, że mieli z Bernardem depresję, grali dobrze ale mieli fatalne nagłośnienie. Widzieli Reichstag i mur berliński. Wtedy jego relacje z Sumnerem się pogłębiły, Ian lubił z nim tworzyć nowe piosenki.
Po powrocie z Europy, 29.01. Ian napisał bardzo długi list do Annik już z Macclesfield. Pisał że bardzo dużo pracuje, że stworzył wiele tekstów i ma nawet już pomysły piosenek. Pokój w którym pisze jest cały niebieski, z wyjątkiem dwóch czerwonych światełek na ścianie. Pisał, że jedynie w tym pokoju się dobrze czuje, że dziś po godzinach wziął pracę do biblioteki i czuł jak wracają czasy szkolne. Później napotkał chłopaka szukającego pracy i zaprosił go na drinka. Postanowił pomóc mu poszukać pracę.
Annik twierdzi, że Ian był najwspanialszym facetem jaki istniał na Ziemi. Był współczujący innym. Tęsknił za swoją pracą, bardzo się w niej realizował, aż za bardzo. Ian został zdaniem Annik nieprawidłowo przedstawiony w filmie 24 Hour Party People, jako wulgarny i agresywny. Być może tak zachowywał się pod wpływem alkoholu, ale Annik uważa, że zawsze wobec innych był miły i uczynny. W swoich listach często wspominał swoją suczkę Candy. W tamtym okresie zagrali dwa koncerty, z czego jeden z nich w New Osbourne Club został opisany w fanzinie City Fun. Rob bardzo dbał o dobry kontakt z redaktorami fanzinów. Następnego dnia zagrali koncert w Londynie (University of London Union). Koncert nagłaśniał Martin Hannett, który umieścił specjalne głośniki na końcu sali i puszczał przez nie efekty specjalnie podczas koncertu.
Koncert opisał w NME Paul Morley. Wspomina jak po nim kupił Ianowi piwo, sam jednak pił drinka z wódką. Rozmawiali o piłce nożnej i o nowej płycie Joy Division. Dużo też milczeli. To było ich ostatnie spotkanie. Wtedy też Ian spotkał się z Annik. Miał nadzieję, że znowu się spotkają we środę, wtedy też chceali wybrać się na koncert Bauhaus (a nie jak podają niektóre źródła podczas realizacji Closer).
Ian napisał wtedy też do Annik, że chce bywać w Londynie częściej, bo dobrze czuje się w jej towarzystwie. W rzeczywistości ona była dla niego intelektualnym sparring-partnerem. Dużo dyskutowali o filmach, muzyce, książkach. Opisywał że by w kinie na Apocalypse Now i nie mógł oderwać oczu od ekranu. A piosenka the Doors, the End wręcz idealnie użyta została jako ilustracja muzyczna w tym filmie.
Pisał że cały czas słucha starych płyt Doors, czyta poematy T.S. Eliota (warto zobaczyć TUTAJ). Czyta go od szesnastego roku życia a jego ukochanym dziełem jest The Waste Land, zajmuje ona szczególne miejsce w jego sercu. Pisał też, że jakiś fan z Amsterdamu wspominał, że widział Joy Division w TV, choć Ian nie pamięta żeby podczas koncertu były kamery. Bardzo wtedy podobała mu się piosenka Simple Minds Lovers of Today (tutaj jest naszym zdaniem błąd, bowiem chodzi o piosenkę Life in A Day, jeśli Ian rzeczywiście pisał o pierwszym singlu zespołu).
Cieszył się, że Martin będzie realizował ich kolejny album.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
…Że niektórzy muzycy rockowi oprócz form akustycznych tworzą także plastyczne, wiadomo nie od dziś. Opisaliśmy już w tej mierze dokonania Dawida Bowie (TUTAJ) i Johna Foxx (Ultravox) (TUTAJ). A dzisiaj chcemy zaprezentować obrazy Marka Ałaszewskiego (ur. 1942), o którym można było przeczytać na naszym blogu przy okazji opisu płyty Mrowisko zespołu Klan (TUTAJ) (prezentowana tam okładka albumu jest autorstwa Ałaszewskiego).
Bohater dzisiejszego postu ma wszelkie powody, aby zajmować się sztuką. Ukończył Wydział Malarstwa i Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie studiował u tak wybitnych artystów jak Jan Cybis, Aleksander Kobzdej czy Stefan Gierowski. Z tego, co można zobaczyć w Internecie, z dostępnych źródeł, da się skonstatować, że zaczynał od malarstwa figuratywnego i tematyki surrealistycznej (taka jest właśnie okładka Mrowiska), a później jego prace uległy wyciszeniu, wysublimowaniu i przypominają dzieła impresjonistów a nawet pointylistów... Wrażenie to pogłębia fakt, iż tematem jego obrazów są pejzaże. Wydaje się, że muzyk przenosi na płótno osobiste impresje z podróży po Polsce, Wenecji i po różnych odległych krainach... Czy zatem jego kompozycje można potraktować jako zapis, swoisty pamiętnik emocji, w którym przewodnikiem jest muzyka? Bo zanim powstają obrazy, malarz najpierw tworzy ich akwarelowe szkice - szybkie, oparte na odczuciu chwili, niczym muzyczne akordy.
Marek Ałaszewski nie jest w sztuce nowicjuszem, maluje już od ponad 40 lat, na dobre zajął się plastyką w 1971 roku, po tym gdy Klan rozwiązał się. Nie oznacza to jednak, że porzucił muzykę na rzecz malarstwa. Po reaktywacji Klanu w 1991 roku, do maja 2016 występował i był aktywny także jako kompozytor. Często te dwie strony jego duszy – muzyka i plastyka - przenikały się. Tak powstało oratorium Podróż Trzech Króli według T.S. Eliota, które dopełniło wystawę w Muzeum Literatury w Warszawie, powstałą z inspiracji znajdującym się tam średniowiecznym freskiem.
W 1948 roku tę gotycką polichromię odkryto podczas odbudowy zrujnowanej Warszawy. Zachowane we wnęce arkadowej fragmenty malatury składają się z dwóch części: u góry jest Veraikon, czyli wizerunek oblicza Chrystusa odbity na chuście św. Weroniki, adorowany przez anioły i świętych, a na dole monumentalny Pokłon Trzech Króli połączony ze sceną spotkania orszaków królewskich pod murami Jerozolimy, które mogą nam przypominać mury starej Warszawy.
Prezentowana wokół fresku wystawa złożona z współczesnych obrazów Marka Jaromskiego, Grzegorza Morycińskiego oraz secesyjnego arcydzieła Józefa Mehoffera Święta Rodzina, zestawionych z rzeźbami Józefa Łukomskiego z cyklu Hominem quero, porządkuje wiersz T.S. Eliota, z przejmującym opisem podróży trzech magów do Betlejem. Otwarciu wystawy towarzyszyła premiera oratorium autorstwa Marka Ałaszewskiego, której fragment możemy wysłuchać tutaj (szkoda, że całość nie jest dostępna)
Mroźna to była wyprawa;
Najgorsza pora roku
Na podróż, zwłaszcza tak długą:
Drogi tonące w śniegu i lodowaty wiatr,
Najokrutniejsza zima.
Rozdrażnione wielbłądy, pokaleczone, zbolałe,
Kładły się w mokrym śniegu.
I było nam czasem żal
Letnich pałaców na wzgórzu, osłonecznionych tarasów,
I jedwabistych dziewcząt roznoszących napoje.
Poganiacze wielbłądów klęli i złorzeczyli,
Żądali napitku, kobiet, przepadali bez wieści,
Nocne ogniska gasły, nie było gdzie się schronić;
A miasta były wrogie, mieszkańcy nieprzyjaźni,
Wioski brudne i chytre, za wszystko żądano złota.
Ciężka to była próba.
Wędrowaliśmy w końcu już tylko w ciągu nocy,
Śpiąc byle gdzie i płytko,
I słysząc w sobie głos, który powtarzał w kółko:
To jest czyste szaleństwo.
Aż któregoś poranka, śniegi mając za sobą, zjechaliśmy w dolinę,
Łagodną, żyzną, wionącą zapachem wielu roślin,
Gdzie nad strumieniem stał młyn i młócił kołem ciemność,
A dalej, pod niskim niebem, wznosiły się trzy drzewa,
I stary, siwy koń biegł łąką, galopem, w dal.
Stanęliśmy przed gospodą porosłą liśćmi wina;
W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki,
Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie.
Nikt jednak tam nic nie wiedział; ruszyliśmy więc dalej
I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,
Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe.
Pamiętam, było to dawno;
Dziś bym postąpiłbym tak samo, tylko trzeba zapytać
Trzeba zapytać
O to: czy cała ta droga nas wiodła
Do Narodzin czy Śmierci? Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,
Mieliśmy na to dowody. Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,
I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny
Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.
Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,
Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,
Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.
Rad byłbym innej śmierci.
***
Thomas Stearns Eliot 1927 / Przełożył Antoni Libera
To nie pierwszy raz, gdy wiersz Eliota staje się źródłem inspiracji. Swego czasu opisaliśmy jaki wpływ na Iana Curtisa miał inny wiersz Tomasa S. Eliota pt. The Hollow Men (pisaliśmy o tym TUTAJ). Dla Marka Ałaszewskiego utwór Eliota stał się przerażającym proroctwem:
Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,
I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny
Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.
Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,
Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,
Obco (….)
W dniu 16 maja 2016 roku artysta doznał udaru. Podążył inną ścieżką, w daleką wyprawę, z której powrót jest nad wyraz trudny. I gdy już wróci do siebie jest pewne, że będzie inny. Wiesław Królikowski, krytyk muzyczny skontaktował się wiosną tego roku z rodziną artysty – muzyk walczy i powoli odzyskuje sprawność (LINK) . Pomagają mu w tym krewni, przyjaciele, znajomi…
Jakiś czas temu jego syn, także muzyk, Marek Ałaszewski Jr. zorganizował koncert na rzecz swego Ojca (LINK). Mamy nadzieję, że za niebawem usłyszymy jego kolejne kompozycje muzyczne i zobaczymy pejzaż skąpany w słońcu lub krajobraz osnuty mgłą nostalgii…
Oczywiście o tym napiszemy, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
W jednym z ostatnich listów do Annik Honoré, Ian Curtis pisze, że właśnie słucha muzyki z Czasu Apokalipsy (Apokalypse Now, 1979), która przypomniała mu co czuł podczas oglądania filmu, kiedy Marlon Brando czytał jego ulubiony wiersz Tomasa S. Eliota pt. The Hollow Men (w Polsce znany pod tytułem Wydrążeni Ludzie lub Próżni ludzie).
Kluczowe słowa wiersza Eliota brzmią:
Jesteśmy dziurawymi ludźmi Jesteśmy wypchanymi ludźmi Kołyszemy się razem Główki ze słomy. Uff! Nasze suche głosy, gdy Szepczemy razem Są ciche i bez sensu Jak wiatr w suchej trawie Albo chrobot szczurzej łapki na rozbitym szkle W naszych suchych spiżarniach … Tak właśnie się świat kończy Tak właśnie się świat kończy Tak właśnie się świat kończy Nie z hukiem ale z jękiem
We are the hollow men We are the stuffed men Leaning together Headpiece filled with straw. Alas! Our dried voices, when We whisper together Are quiet and meaningless As wind in dry grass Or rats' feet over broken glass In our dry cellar … This is the way the world ends This is the way the world ends This is the way the world ends Not with a bang but a whimper.
A tu cały poemat wyśpiewany po polsku:
W kontekście cytowanego poematu T.S. Eliota, list Iana Curtisa nabiera głębszego znaczenia, pisze on tam m.in. tak: Walczę między tym, co wiem, co jest w moim umyśle, a jakąś wypaczoną prawdą, widzianą oczami innych, którzy nie mają serca i nie widzą różnicy. Kiedy patrzysz na swoje życie, w dziwnym nowym pokoju, i wiesz, że może wkrótce utoniesz, to czy jest to początek? Widziałem „Czas Apokalipsy” w kinie. Nie mogłem oderwać oczu od ekranu. Na marginesie, Marlon Brando czytał tam The Hollow Men, w którym jest przedstawiona walka między sumieniem człowieka a jego sercem, trwająca dotąd, dopóki sprawy nie posuną się za daleko, dopóki nie wymkną się spod kontroli, bo wtedy nie zostaną naprawione. Na koniec, czy wszystko jest bezwartościowe? Czy jest coś więcej? Co jest poza? Co jeszcze pozostało do zrobienia? (TUTAJ).
Gwoli wyjaśnienia, film Czas Apokalipsy w reżyserii Francisa Forda Coppoli został sfilmowany na motywach książki Josepha Conrada,Jądro ciemności, przy czym jest to dość luźna adaptacja. Powieść opowiada o wyprawie niejakiego Marlowa, do Afryki, do Konga, gdzie ma ująć agenta handlowego nazwiskiem Kurtz budującego tam własne państwo. Oczywiście łapie Kurtza lecz ten umiera na pokładzie statku podczas powrotnej podróży rzeką. Ostatnie jego słowo brzmi zgroza… Relacja Marlowa jest nie tylko zapisem egzotycznej wyprawy, lecz również relacją z podróży w głąb szaleństwa, co do którego natury Marlow zaczyna mieć wątpliwości: czy to co zdaje się wszystkim obłędem, nie jest nowym ładem opartym na podstawach innych od powszechnie przyjętych, tworzonym w sercu ciemności, z dala od zepsutej cywilizacji Zachodu?
W filmie mamy pokazaną wyprawę kapitana Willarda, który został wysłany w górę Mekongu w Wietnamie, aby aresztował i sprowadził zbuntowanego pułkownika sił specjalnych - Kurtza (w tej roli Marlon Brando). I tu również mamy pokazaną podróż prowadzącą w głąb szaleństwa, na dnie którego znajduje się przywódca nowego społeczeństwa budowanego w oparciu o nową moralność. Willard zabija Kurtza, lecz zanim to czyni, pozwala mu przeczytać poemat T.S. Eliota. Ostatnie słowo Kurtza znów brzmi zgroza… Trzeba zauważyć, że sam poeta swój wiersz także odnosi do powieści Conrada, bo rozpoczyna go cytatem z książki: Mistah, Kurtz he dead. Słowa te wypowiada murzyn informując w ten sposób Marlowa, iż Kurtz umarł.
Po tym, gdy list Iana Curtisa został podany do publicznej informacji, niektórzy doszli do wniosku, iż nie tylko Stroszek Wernera Herzoga (o którym pisaliśmy TUTAJ i TUTAJ ) lecz również epopeja Coppoli o Wietnamie mogła przyczynić się do samobójstwa muzyka, bo w dalszym fragmencie swojego listu Curtis napisał: Mam wrażenie, że moja padaczka ulegnie pogorszeniu. To mnie przeraża. Kłamstwem jest mówić: już się nie boję. Lekarze nie mogą pomóc, ale próbują pigułek na pigułkach. Słyszałem to i muszę ci o tym powiedzieć, nawet jeśli to może zmienić to, co czujesz do mnie. Myślę tylko o Tobie. Próbowałem zracjonalizować naszą sytuację, myśląc o tym, czego doświadczyliśmy. Obrazy i myśli miażdżą mój umysł, tańczą mi w oczach, dzień i noc, zawsze. I chociaż pewne rzeczy wykraczają poza całe moje zrozumienie, wiem, że Cię kocham i że będę Cię kochać zawsze. Tęsknię za tobą całym sercem aż się znów razem spotkamy. Z miłością, Ian.
Ten sam wiersz Eliota był cytowany w filmie ControlAntona Corbijna (o którym TUTAJ), lecz tam Ian Curtis zamieszcza go w liście pisanym do żony. Nie wiadomo, co Curtis czuł naprawdę, lecz trzeba odnotować jego opinię o związku, w którym tkwił, zamieszczoną na początku udostępnionego listu: Droga Annik, wiem, że to ja wkroczyłem w twoje życie, nie ty w moje. Z początku miałem wrażenie, że sprawy stają się wyraźniejsze, ale teraz wszystko rozpada się na moich oczach. Płacę drogo za moje błędy. Nigdy nie przypuszczałem, że jeden błąd popełniony cztery czy pięć lat temu może sprawić, że będę się tak czuł.
Nie wchodząc w ocenę, trzeba zauważyć, że list ujawnia rozbicie emocjonalne jego autora. Czy jednak obejrzane filmy spełniły rolę katalizatorów i spowodowały podjęcie ostatecznej decyzji? Na pewno choroba i zmęczenie nią wywołane oraz trudna sytuacja osobista współgra z pesymistyczną wizją świata zarejestrowanego w Czasie Apokalipsy. Halucynogenny nastrój filmu jest bliski sennemu koszmarowi. Jest odbiciem obłędu, w którym pogrążają się główni bohaterowie, wynikającego z wszechogarniającej ich świat destrukcji…