Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabid Records. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabid Records. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2022

Streszczenie książki Davida Nolana o Tony Wilsonie cz.6: Od Rabid Records do Joy Division

 

Bez niego kariera Joy Division byłaby inna. To on odpowiadał za wydanie debiutu zespołu, albumu Unknown Pleasures (wydał go za spadek po matce), który dziś uważany jest za najlepszy debiut w historii rocka. A ponieważ opisaliśmy już na naszym blogu życiorysy wielu osób z kręgu zespołu (warto popatrzeć na prawy pasek gdzie zawarliśmy linki do streszczeń), dziś kolej na pierwszą część opowieści o Tony Wilsonie. Książka, którą zaczynamy dziś omawiać znalazła się w naszych rękach dzięki Tony'emu Costello, którego serdecznie pozdrawiamy.

Część pierwsza streszczenia była TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ.

Po tamtym koncercie wszyscy muzycy towarzyszący mieli bardzo złe wspomnienia o Sex Pistols. Tony postanowił ich zaprosić do telewizji do programu So It Goes


Wtedy miał już żonę - Lindsay Reade. Ich pierwsza  randka miała miejsce na koncercie Slaughter and the Dogs w Portwood. Tony był wtedy człowiekiem bardzo zapracowanym, nie wiadomo czy od tego, czy od narkotyków, sprawiał wrażenie nieobecnego. Byli w sobie bardzo zakochani. 

Tony prowadził program z newsami w lekko kontrowersyjny sposób. Stukał ołówkiem podczas ich czytania, niektórzy tego nie lubili, inni widzieli w nim wielką osobowość. Ale kochał występy w TV i prowadzenie audycji. Był niepowtarzalnym prezenterem. Był znienawidzony w Liverpoolu, to był czas wielkich antagonizmów między Manchesterem a Liveproolem, między innymi kibicami drużyn z obu miast. Dzięki wypromowaniu Sex Pistols w TV karierę zaczęły robić inne punkowe zespoły. 

Tak też w styczniu 1977 roku na rynku ukazał się debiut Buzzcocks Spiral Scartch zrealizowany przez studenta uniwersytetu w Manchesterze i początkującego realizatora dźwięku - Martina Hannetta

 

Hannett wraz z Toshem Ryanem stworzyli Rabid Records (warto zobaczyć TUTAJ) i wyprodukowali Cranked Up Really High zespołu Slaughter and the Dogs

 

Tony był zafascynowany wytwórnią i spędzał dużo czasu w ich siedzibie w Withington w południowym Manchesterze. Miał plany nagrać o niej film. Tosh nienawidził Wilsona, bo ten nie mógł zdecydować się czy promować wytwórnię, czy też nie. Lindsay też potwierdzała zainteresowanie Tonyego wytwórnią Rabid. Również Erasmus się nią interesował.

Personel Granady po programach przesiadywał w pobliskim barze, ale to nie interesowało Tonyego. Był pracoholikiem, ale nie poświęcał się całkowicie dla Granady. Zamykał drzwi studia i znikał gdzieś - zwykle włóczył się po mieście i tak oto zaczęła się historia wytwórni Factory Records

Zespół którym opiekował się Erasmus - Flashback, który przemianował się na na punkowy Fast Breeder (pisaliśmy o nich niedawno TUTAJ) rozpadł się, a Wilson na jego bazie starał się stworzyć nowy zespół w którym miał występować gitarzysta z Wyntehnshave Vini Reilly. Ten wspomina, że Tonyemu przedstawił go Alan. Trzy razy próbowali namówić Viniego żaby zagrał dla Tonyego. W końcu uległ. Rozglądał się za nowymi kapelami, a w kwietniu, podczas pojedynków zespołów w Rafters zaczepił go Ian Curtis z pytaniem, dlaczego nie chce ich zaprosić do What's On

Zespół kilka miesięcy wcześniej zmienił nazwę z Warsaw na Joy Division (geneza nazwy została opisana przez nas TUTAJ). 

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

niedziela, 27 czerwca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.1: Warsaw, Gretton i Rabid Records

 


Jakiś czas temu omówiliśmy na naszym blogu film Shadowplayers (TUTAJ) w kontekście faktów i mitów o Factory Records. Był to film dokumentalny z wypowiedziami świadków tamtych czasów, w tym również muzyków nagrywających dla wytwórni. 

W 2010 roku wydawnictwo Aurus opublikowało omawianą dziś książkę. Jest to bardzo obszerna publikacja (aż 546 stron) dlatego streszczanie całości w zasadzie byłoby przepisywaniem, bo książka zawiera same fakty. Wiele z nich zresztą przedstawialiśmy już na naszym blogu, kiedy omawialiśmy historię Factory. Postanowiliśmy więc, w serii wpisów, skupić się tylko na wątkach poświęconych Joy Division, tym bardziej że Factory istniała jeszcze 11 lat po samobójstwie Iana Curtisa, a dalsze losy wytwórni mniej nas interesują.

Pierwsza obszerniejsza wzmianka o zespole pojawia się na stronach 32-35. Jesteśmy w roku 1978. Zespół był niezadowolony ze słabego zainteresowania ich EPki i szczycił się swoim nowym perkusistą Stephenem Morrisem. Ten był obok Iana Curtisa, najmłodszym członkiem zespołu i został wydalony ze szkoły King's School (warto zobaczyć TUTAJ) za picie nadmiernych ilości syropu na kaszel. Wzorował się wtedy na stylu gry perkusisty zespołu Can,  a w zespole znalazł się po przeczytaniu ogłoszenia jakie Ian Curtis zawiesił na wystawie sklepu muzycznego. 

Następnie opisana jest sesja nagraniowa dla RCA. Nagrali wtedy 11 piosenek w tym Interzone, Shadowplay, Transmission i nowe wersje piosenek z pierwszej EPki. Wszystka trwało 5 dni, zespół był niezadowolony z wyniku, i nie chciał zaakceptować propozycji producenta Johna Andersona, który myślał o dodaniu linii syntezatora do kilku piosenek. Całość znana dziś jako album Warsaw finalnie nie ukazała się oficjalnie.



Następnie opisany jest występ 14.04.1978 roku w klubie Rafters. Dokładnie był to konkurs, którego zwycięzcy mieli zagwarantowane nagranie dla wytwórni London. Joy Division wystąpili jako ostatni o 2:30 nad ranem, ale nie przekonali do siebie jury. Za to zdobyli w miarę pozytywną recenzję swojego występu od Paula Morleya w NME. W klubie pojawił się Tony Wilson z żoną Lindsay Reade i Alanem Erasmusem. Tam zostali zaczepieni przez Roba Grettona a później Iana Curtisa. Gretton był zachwycony występem Joy Division. Znał zespół z klubu, bo przesiadywali w nim i prosili go o odtwarzanie dziwnej muzyki jak np. Kraftwerk. Nazywani byli z powodu swoich strojów faszystami. Następnego dnia Gretton zaczepił Sumnera w budce telefonicznej, gdy ten dzwonił akurat do Morrisa i zaproponował bycie menadżerem zespołu. Sumner zabrał go na próbę. 

Członkowie Joy Division nigdy nie rozmawiali o swojej muzyce, zachowaniu scenicznym czy tekstach Iana. Ten był dyrygentem. Sumner twierdzi, że on jako gitarzysta, aranżował piosenki, wszyscy pisali muzykę, ale kierunek nadawał Ian. Sumner był bardziej rytmem i akordem, Hooky melodią, Morris natomiast podążał z rytmem za resztą. Na żywo zespół grał w rytm tańca Iana Curtisa, jakby mu do niego przygrywał.
 

Stoi to w sprzeczności z relacjami znanymi nam już wcześniej, gdzie członkowie zespołu twierdzili, że to Morris nadawał zawsze rytm, a oni się niego się dostosowywali. Również Deborah Curtis w swojej książce (warto zobaczyć TUTAJ) twierdziła, że to Ian był twórcą większości linii melodycznych piosenek zespołu. Ian też inspirował Hooka do grania wysoko, co wynikało po części z kiepskiej akustyki. 

Rob Gretton zaaranżował spotkanie z Wilsonem celem wkręcenia zespołu do telewizji. Zorganizował też nową okładkę dla pierwszej EPki. Niesprzedane egzemplarze chciał dystrybuować przez Rabid Records (warto zobaczyć TUTAJ). Rob zaprosił Lawrence'a Beedle (współwłaściciela Rabid) i Martina Hannetta na koncert zespołu, celem podpisania kontraktu z Rabid. Martin był jak najbardziej za, ale wytwórnia po zobaczeniu ich EPki z nazistowską grafiką odmówiła.
 

Wtedy też ukazała się recenzja EPki w NME, nazwano ją tam faszyzmem dla zysku.

Wkrótce omówimy kolejne fragmenty książki, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 25 lipca 2020

Jak rodziła się płyta Unknown Pleasures Joy Division - relacja oczami świadka: Kto zabił Martina Hannetta? - streszczenie książki Colina Sharpa cz.8

Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o wielkim realizatorze nagrań i twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ a siódma TUTAJ.

Dzisiejsza część rozpoczyna się od opisu przyjaźni miedzy Sharpem a Hannettem. Odkryli że ich wspólnym zainteresowaniem są narkotyki. Wiele osób wtedy zażywało heroinę, amfetaminę i kokainę. Lepszej klasy narkotyki były dla elity. Stali się członkami ekskluzywnego klubu. Mieli sekretne miejsce spotkań i umówione hasła, trudno było się do tej grupy dostać. Martin zażywał narkotyki zwykle w samotności albo w obecności wąskiej grupy przyjaciół, bowiem traktował to jako ekstremalny objaw eksperymentowania. 

Następnie autor opisuje jedno ze spotkań z Hannettem w jego domu, dokładnie w salonie. Hannett zapytał go, czy chce posłuchać świeżo nagranej płyty Unknown Pleasures Joy Division. Sharp odleciał w kosmos kiedy usłyszał bas z piosenki Disorder, nie wspominając o liniach gitary, rytmicznej perkusji i słodkim głosie Iana. Piosenka działała na wszystkie zmysły - włącznie z siódmym. Martin obserwował reakcję Sharpa na jego dziecko. Sharp został zaadsorbowany agonią zawartą w Day of the Lords, jasnością bijącą z New Dawn Fades, neurotycznym She's lost Control, i katharsis zawartym w I Remeber Nothing. Płyta jego zdaniem jest w pewien sposób kombinacją Idiot Iggy Popa (pisaliśmy o tej płycie TUTAJ) i Low Bowiego. Martin odczytał presje jakim był poddawany Ian i demony które go prześladowały i obudował je dźwiękiem.
          

Następnie autor przypomina życiorys Iana Curtisa. Ten urodził się w Old Trafford, 15.07.1956 roku, a pięć lat po nim na świat przyszła jego siostra Carole. Lubił szkołę i uczęszczał też do szkoły niedzielnej, po czym do King's Grammar School w Macclesfield. Fascynował go historia, zwłaszcza historia Ameryki. Raz z jednym chłopakiem nadużyli tabletek i miał płukanie żołądka. Po szkole podjął pracę w służbie publicznej. Był fanem Manchester City. Kochał muzykę a pierwszy zespół Treackle Teapot utworzył w wieku 12 lat. Później interesował się muzyką Bowiego i Lou Reedem. Chodził na wiele koncertów tak jak Martin, choć raczej w latach 70-tych nie 60-tych. 

Był to początkowo okres glam rocka. Jednej z nocy podczas randki z Debbie oglądali koncert Bowiego, było to w okresie Ziggy Stardust. Miał wtedy 16 lat, ona 15. Bardzo lubił film Cabaret, który obejrzał dziesiątki razy. Widział też koncert Lou Reeda

W pracy miał starszego kolegę, który edukował go muzycznie, co było pierwowzorem relacji z Martinem. Starał się pracować jako sprzedawca płyt, ale to nie było to, więc wrócił do poprzedniego zawodu. W 1974 roku pobrał się z Debbie. Później wszyscy zaczęli spotykać się w klubie Pips. Po koncercie Sex Pistols - który był przełomem, w Manchesterze powstało kilka klubów muzycznych, w których zaczęli przebywać dziennikarze muzyczni, jak Paul Morley, Mick Middles czy Jon Savage.

Jednym z ważniejszych klubów był Band On The Wall, z początku jazzowy i bluesowy, później najważniejszy klub punk - rocka. Nie było w nim sceny, zespołu grały pod ścianą w minimalnej odległości od publiki, która czuła wibracje muzyki. Ian Curtis wtedy zwykle ubrany na szaro, z zamkniętymi oczami, zaczynał tworzyć swój charakterystyczny taniec, machał rękami niczym Jagger czy Artur Lee. Wszyscy muzycy zespołu byli bardzo młodzi, dobrze zgrani, a Ian czarował swoimi dojrzałymi tekstami. Takimi zobaczył ich po raz pierwszy Martin z Suzanne. Drugim ważnym klubem był Rafters, tam rodziły się prawdziwe gwiazdy. Tam Tony Wilson spotkał po raz pierwszy Roba Grettona i tam grali też Joy Division. To Rob przedstawił zespół Martinowi pod koniec 1978. Grupa była po wydaniu własnym sumptem An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ),jednak z powodu okładki z chłopcem z Hitlerjugend  kojarzyli się z pronazistami. Dlatego nie spodobali się w Rabid Records (pisaliśmy o tej wytwórni TUTAJ), ponoć szefowie wytwórni podważali też ich umiejętności muzyczne. W tym klubie Tony został zaczepiony przez podpitego Iana, który miał pretensje dlaczego ten nie puszcza ich w swoim programie TV Granada Reports -  uważanym za bardzo opiniotwórczy. W końcu zespół wystąpił 20.09.1978, grając jedną piosenkę - Shadowplay. Ian w różowej koszuli, zawsze znakomicie zdawał sobie sprawę gdzie jest kamera, co widać choćby na zdjęciach Antona Corbijna, pozostali członkowie zespołu jednak byli dość speszeni obecnością w TV.

Ian wtedy zaczynał tworzyć swój charakterystyczny taniec mechaniczny (o tym występie pisaliśmy TUTAJ). Gdy Wilson, Erasmus i Saville stworzyli Factory Records, postanowili że nagrają płytę Joy Divison. Hannett czuł, że to będzie okazja osiągnąć wyższy poziom w jego muzycznym eksperymentowaniu. Pierwsze nagrania miały miejsce 11.10.1978 roku w Cargo Studios w Rochdale (warto zobaczyć TUTAJ). Ian miał wtedy najlepszy okres w życiu, był bardzo aktywny i miał masę pomysłów. Martin dostrzegł jego potencjał, a Ian znalazł przewodnika. Wokal zawsze nagrywali na końcu, po nagraniu całości utworu - Martin miał wszystko doskonale zaplanowane. 


To Martin odkrył coś co Bono później nazwał świętym głosem Iana Curtisa. Nagrywali wtedy dwie piosenki: Digital i Glass. Zwłaszcza pierwsza z nich pokazuje, jak Hannett znakomicie wyczuwał Curtisa, niczym dobry terapeuta dał mu na końcu piosenki się wykrzyczeć. Hannett uważał wtedy że Joy Division to zespół składający się z genialnego wokalisty i kilku fanów Manchester United. Relacje pozostałych członków zespołu z nim były trudne.

Później Factory podjęła decyzję o nagraniu całej płyty Joy Division. Wszystko zaczęło się w kwietniu 1979 roku w studio w Stockport, które posiadało wtedy bardzo dobre wyposażenie i miało nawet, uchodzący za rarytas w tamtych czasach, automat do kawy (dzień w kadrze uwiecznił wtedy Paul Slattery - o czym pisaliśmy TUTAJ). Martin wiele czasu spędzał w studio, i tak miało pozostać przez kilka najbliższych lat. Po drugiej stronie znajdował się pub Waterloo gdzie chodził i pił alkohol, który nie bardzo współgrał z heroiną jaką zażywał. Pili tam razem z Ianem, który podczas nagrywania albumu oczekiwał na narodziny dziecka. Wtedy między nimi narodziła się specyficzna relacja, Hannett dostrzegł geniusz Curtisa, a ten wiedział że Martin może zrealizować jego marzenia muzyczne. Ta głęboka więź spowodowała, że Martin tak przeżył śmierć Iana

Na Unknown Pleasures Hannett zastosował efekty windy którą wozili sprzęt w studio i tłuczonego szkła. Jednak specyficzne brzmienie uzyskał poprzez efekt opóźniania dźwięku, ale stosował go nie tak żeby powstawało echo, ale żeby opóźniony dźwięk pojawił się jak najbliżej dźwięku perkusji, stając się niemal niesłyszalny. 

Album stał się inspiracją ale wielu zespółow muzyki gotyckiej, jak Bauhaus czy Sisters of Mercy. Andrew Aldritch bardzo chciał żeby Hannett z nim współpracował, Sharp nawet widział u Martina single Sisters. I mimo że płyta zyskała wielu naśladowców i znacząco wpłynęła na nurt gotyku nikomu nie udało się osiągnąć tego poziomu. Ian i Martin byli bardzo zadowoleni z efektu, w przeciwieństwie do pozostałych członków zespołu. Ci jednak przełknęli efekt bo podobał on się Tony'emu, Robowi i prasie, a całości dopełniła znakomita okładka Petera Savillea (o historii jej powstanie pisaliśmy TUTAJ).




Książka Colina Sharpa jawi się coraz bardziej interesującym dokumentem z epoki. Wkrótce przedstawimy streszczenie kolejnej części. Jeśli chcecie je poznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w minstreamie.                                 

niedziela, 5 lipca 2020

Tony Wilson założyciel Factory Records i Martin Hannett - niby inni a jednak podobni: Kto zabił Martina Hannetta? - streszczenie książki Colina Sharpa cz.6

Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o wielkim realizatorze nagrań i twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, a piąta TUTAJ.

Omawiana dzisiaj część rozpoczyna się od opisu historii zaproszenia Martina do działania w Factory Records, którego dokonał Tony Wilson celem wzmocnienia swojej wytwórni. Rok 1975, kiedy powstała, to czas kryzysu i recesji w UK. Czas połowy lat 70-tych to okres działania dinozaurów muzycznych jak Led Zeppelin, Soft Machine, King Crimson, Yes, i Pink Floyd z ich Dark Side of the Moon. Nadchodzili też nowi, Bowie, Roxy Music, Igy Pop, Lou Reed czy Slade i New York Dolls. Po nich wyraźną zmianą było pojawienie się Siouxsiee and the Banshees, McLarena, Johny Rottena i Sex Pistols, oraz całego ruchu punk: The Clash, Stranglers, the Adverts, Ian Dury.

 

W swojej książce o historii sceny muzycznej ManchesteruCP Lee opisuje koncert Sex Pistols w Lesser Free Trade Hall w piątek 4.06.1966 roku. Były dwa koncerty tego zespołu we wspomnianej sali. Na pierwszym było zaledwie 70 osób (choć obecność potwierdza dziś 7 000) wśród nich Curtis z Debbie, Hook, Sumner, Wilson, Morrisey, Devoto, Shelly i właśnie Martin Hannett. Wejście kosztowało 50 pensów. 

Zespół grał własne kompozycje, jak i covery. Martin został wtedy niemalże uderzony przez basistę. W filmie 24 Hour Party People (opisanym przez nas TUTAJ), pokazana jest scena jak Martin tańczy pogo.


To nie jest prawda, nie lubił bowiem tańczyć, ogólnie nie lubił żadnych form aktywności fizycznej. Stał w miejscu i lekko kiwał głową w rytm muzyki. 

Zespół grał Never Mind the Bollocks, którego tytuł prawdopodobnie stał się zalążkiem tytułu płyty Nirvany pt. Nevermind

Koncertem zainspirował się Wilson, dzięki czemu powstało Factory. Hannett i Ryan działali wtedy w Rabid Records (warto zobaczyć TUTAJ), a Tony był bardzo zauroczony sukcesami Martina w pracy z the Buzzcocks

Relacja między nimi była bardzo skomplikowana, choć wbrew pozorom byli do siebie bardzo podobni. Obaj skończyli szkoły katolickie, lubili muzykę, rocka progresywnego, obaj  byli starsi i mądrzejsi od tych którzy pojawiali się wtedy na rynku muzycznym. Tony lubił francuskie samochody, Martin szwedzkie, a obaj szczupłe kobiety. Tony mieszkał z ówczesną żoną Lindsay Reade (TUTAJ) w domu w Cheshire, Martin natomiast w mieszkaniu w Didsbury z dziewczyną, Suzanne O'Hara. Obaj palili, Martin Marlboro, Tony natomiast Gaulioses. Tony był wtedy już osobą publiczną, Martin prywatną. 

Martin nigdy nie dawał sobą manipulować. Wyprodukował wszystkie nagrania Joy Division w Factory, poza tym A Certain Ratio, Section 25, pracował też z J.C. Clarke (TUTAJ).

 
Obaj siebie potrzebowali, obaj też byli wynalazcami swojego największego odkrycia - epileptycznego głosu Iana Curtisa, na którego wątłych ramionach zawiesili swoje światy. 

Wszystko zaczęło się w Russel Club w Hulme - dzielnicy bardzo niebezpiecznej, zamieszkałej przez kryminalistów, dilerów narkotyków, gangi i zdemoralizowane rodziny. Właścicielem klubu był Don Tonay

Scena była jak na taki klub bardzo duża, były też garderoby. Na tyłach znajdował się bar, gdzie serwowano burgery, kiełbaski i jamajskie żarcie. Toalety były bardzo czyste. Na górze znajdowała się strefa dla VIPów gdzie handlowano narkotykami. W całym budynku unosił się zapach marihuany. Na dole była konsoleta i miejsce dla realizatorów świateł. 

W tym właśnie klubie Colin Sharp spotkał po raz pierwszy Martina Hannetta.

A tak autor wyobraził sobie tamte chwile. Jest późny listopad 1978 roku, Tony Wilson chce założyć wytwórnię a ma tylko jeden zespół Durutti Column, który zagrał kilka koncertów w Russel Club w ramach nocy Factory.  Autor był wtedy wielkim fanem Martina i jego muzycznych produkcji. Pracował jako aktor w Granada TV, głównie w serialach. Być może zainteresował się nim Wilson, bo wspomniał o nim Alan Erasmus, kolega - również aktor. Dziewczyna Erasmusa, Anne i dziewczyna autora - Louise były wtedy koleżankami. Autor był jednym z pierwszych noszących fryzurę punk, makijaż, jeansy, Martensy i kurtkę ze skóry. Stara się właśnie o posadę wokalisty w Durutti Column.

 
Najpierw serdecznie przywitał go Tony, jest też Martin, pali Marlboro, markę którą palą uzależnieni od narkotyków, bo to jedyna marka jaką da się palić, kiedy jest się naćpanym. Martin zaczyna wtedy zażywać cięższe narkotyki, choć twierdzi, że ma to pod kontrolą. Wtedy na topie był Velvet Underground, nie dziwi zatem, że pracował nad znakomitą wersją ich All Tomorrow Parties z Nico w 1982 roku. Wtedy Joy Division wykonywało ich cover Sister Ray, a OMD, które też nagrywał Martin ich I'm Waiting for the Man. Zaproponowali zatem, żeby autor zaśpiewał na próbę Sweet Jane. Wypadł bardzo dobrze i wszystkim się podobało. Dostał tą pracę - miał wokal w Durutti Column.

 

Wkrótce streścimy kolejną część książki Colina Sharpa - dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 20 maja 2020

Kto zabił Martina Hannetta? - streszczenie książki Colin Sharpa cz.4



Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o wielkim realizatorze nagrań i twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga natomiast TUTAJ.

Kolejny fragment dotyczy rozdziału czwartego, który zaczyna się od roku 1973 gdy Martin i wielu innych rewolucjonistów muzycznych postanowili utworzyć w Manchesterze przy ulicy 100 Oxfords Road kolektyw muzyczny. Wynikało to z pewnej rewolucji, jaka wtedy zachodziła na scenie muzycznej, a polegającej na schodzeniu ze sceny dinozaurów muzyki końca lat 60 - tych, i pojawieniu się następców, jak choćby David Bowie, Cocney Rebel czy Roxy Music

Na parterze w zrujnowanym budynku siedziby mieściło się biuro Martina Hannetta, promotora całego ruchu. Pracował zawalony posterami i materiałami promocyjnymi. Był w swoim żywiole. Tutaj autor odnalazł go kiedy rozmawiał z Mickiem Middlesem. Otrzymywał wtedy wiele ofert od lokalnych zespołów grających bardzo różnorodną muzykę i oczekujących konkretnego wsparcia, np. w organizacji tras koncertowych. Z nogami na stole, palący papierosa za papierosem i szukający chłopaka z potężnym głosem, który mógłby zastąpić Jima Morrisona z the Doors, co najmniej tak doskonałego jak ten gdy śpiewał ich The End...



Zgodnie z relacjami jego przyjaciela Brucea Mitchella Martin zaczął promować muzyków ruchu punk. Jego życie osobiste się zmieniło, rozstał się z Wendy 1, i związał z Suzanne O'Hara - promotorką muzyków. Ta była postrzegana jako muza dla wielu artystów. Była niebieskooką Irlandką, blondynką z długimi nogami i jasną cerą. Podobnie jak Wendy 1 przyciągała wzrok mężczyzn. Żyli  razem w ich legendarnym mieszkaniu w East Didsbury. Ubierała go, chodziła z nim na koncerty, i im bardziej Martin stawał się popularny, tym bardziej go izolowała. Przyjaźniła się wtedy z Johnem Cooper Clarke i wówczas bardzo młodym dziennikarzem - Jonem Savage. Fascynowała ją praca Martina i zespoły które wtedy pojawiały się wkoło niego. Szczególnie chłopaki z Joy Division. Wzbudzała ich zainteresowanie. 

Na początku roku 1977 inicjatywa Music Force uległa wyczerpaniu, Martin i Tosh Ryan przenieśli się  do starego sklepu spożywczego przy 20 Cotton Lane, i utworzyli Rabid Records (pisaliśmy o niej TUTAJ). Było to od zawsze marzeniem Martina, który wreszcie miał swoją wytwórnię płytową.

Ale dla Martina nie był to jedynie biznes muzyczny. Zaangażował się w nagrywanie politycznie zaangażowanych zespołów jak Belt and Braces Roadshow, North West Spanner i innych. Promował też  wtedy nigeryjski zespół Afro Express.
           

W ten sposób Hannett nabrał doświadczenia i poznał wszystkie etapy tworzenia produktu muzycznego. W tamtym okresie grę na basie traktował okazjonalnie, dla zabawy. 

Przełomowym momentem wtedy, i prawdopodobnie dla całej kariery Hannetta było rozpoczęcie współpracy z the Buzzcocks. Znał ich wcześniej z Music Force,  a ich lider - Devoto, powiedział że Hannett był wtedy jedyną osobą w Manchesterze, którą można było nazwać producentem muzycznym. Wtedy Martin zrealizował ich Spiral Scratch (warto zobaczyć TUTAJ). Sesja w Indigo Sound Studio 28.12.1976 roku trwała zaledwie 8 godzin i była ekspresowa. Okres między świętami a nowym rokiem był martwy, a Martin takie lubił. Był wtedy konkretny i szybko działał, dopiero później zaczął poszukiwać perfekcji. 

Płyta Spiral Scratch to trzeci w UK album w historii punka, po Sex Pistols i the Damned. To też pierwsza realizacja wydana w wytwórni Richarda Boona New Hormones (warto zobaczyć nasz opis tej wytwórni TUTAJ). Płytka zawierała 4 piosenki, z najbardziej polubioną Boredom.          



Płyta została sprzedana w niewiarygodnym nakładzie 16 000 egzemplarzy a później została wiele razy wznowiona. W Boredom Martin zdecydował się na unikalny wybieg, z przerwami podczas solo Petera Shelley. Ten minialbum  spowodował lawinowe powstawanie niezależnych wytwórni, oraz w dalszym okresie wywołał swoistego rodzaju napięcie między małymi niezależnymi wytwórniami a muzycznymi gigantami. Te pierwsze z czasem zaczęły wyprzedawać tym drugim swoich artystów. 

Singiel Spiral Scratch dzięki zespołowi i Martinowi, spowodował załamanie rynkowej dominacji gitarowych gigantów jak Clapton, Jeff Beck, Jimmy Page czy Hendrix. Martin wtedy rozpoczął pracę z innymi zespołami, jednocześnie zażywając coraz więcej nowych narkotyków. Współpracował też z artystami spoza muzyki punk, na przykład z Edem Bangerem czy Jilted John, współtworząc słynny pogłos piosence Gordon is a moron. 

Ten utwór był numerem 3 na liście przebojów. Martin pomógł też temu artyście w zebraniu materiału na jego klasyczny dziś album True Love Stories, wydany przez EMI.

Tyle na dzisiaj, kolejny rozdział znakomitej książki Colina Sharpa streścimy wkrótce. Jeśli chcecie go poznać, czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.            

niedziela, 1 września 2019

Audycja Virgin Radio: Historia wytwórni Factory Records i Joy Division w pigułce

Radio Virgin 4.08.2019 roku nadało bardzo ciekawą audycję Pete Mitchella o wytwórni Factory Records. Z perspektywy czasu widać, że tak na prawdę działalność całej wytwórni sprowadzono głównie do Joy Division, New Order, Tony Wilsona i Roba Grettona

Na wstępie autorzy audycji podkreślają rolę Wilsona (więcej TUTAJ) (który tak na prawdę urodził się w Salford, nie w Manchesterze) jako znanego dziennikarza, co ułatwiło mu rolę frontmana Factory. Sam Wilson podkreśla, że kiedyś Bernard Sumner z Joy Division (którego Wilson uważał za ponadprzeciętnie zdolnego muzyka) bardzo dobrze scharakteryzował czym tak na prawdę byli. Punk rock wypalił się i transformował w muzykę pełną m.in. śmieciowych klawiszy. Natomiast Joy Division weszli w styl post punkowy zachowując prostotę punka i towarzyszący mu przekaz emocji, jednak dodając ważny inteligentny i emocjonalny przekaz. 

Tony był bardzo znany w Manchesterze z powodu obecności w radiu. To on zaczął rewolucję muzyczną w tym mieście. Nazywali go Mr Manchester. Urodził się w roku 1950 w Salford. Jego edukacja była celem nadrzędnym dla rodziny, a pierwsze stypendium uzyskał już w wieku 11 lat. Wzrastał w klimacie muzyki późnych lat 50 tych. Mówi w audycji o sobie, że jego historia muzyczna to historia amerykańskich rockandrolowców. Przełomowym momentem dla niego było, jak dla wielu młodych chłopaków w tamtym czasie, pójście do kina i obejrzenie w 1964 roku filmu A Hard Day's Nigth z the Beatles. Pomyślał, że też by tak mógł, zobaczył jak Beatesi są witalni, i jaką odgrywają ważną rolę... Podkreśla przy tym, jak istotne było splecenie się amerykańskiej muzyki folk z rockandrollem, który później ewoluował w pop. Jego zdaniem Help! Beatlesów to było już o krok za daleko w stronę pop. Ale w UK słuchani byli inni, jak Bob Dylan czy the Rolling Stones.

Po skończeniu Grammar School - szkoły średniej Wilson chciał studiować na Uniwersytecie w Manchesterze, ale podjął studia w Cambridge, studiował tam Angielski. Był rok 1968, drugs, rock revolution... Wilson był pacyfistą, chodził do Hydeparku, jego ulubionym zespołem w tamtym czasie był Jefferson Airplane. I chociaż lubił muzykę, nigdy nie zdawał sobie sprawy, że będzie ona tak ważna w jego życiu. Praktycznie wcale nie słuchał wtedy brytyjskiej muzyki, tylko amerykańską. w 1970 pojechał na festiwal w Bath zwany Brytyjskim Woodstock gdzie wystąpili Jefferson Airplane i nawet udało mu się przemycić na scenę i dotknąć ustami włosów wokalistki zespołu Grace Slick.



Po zakończeniu studiów rozpoczął pracę jako reporter mi.n w Granada TV. Zajmował się wtedy głównie filmami. Zaczął też wtedy realizować swoje muzyczne pasje w TV. Wtedy spotkali się z Jonem Savagem. Granada była bardzo dużym przedsiębiorstwem, miła ogromną reputację. Prowadził program w soboty po południu. Wszystko zaczęło się od kasety którą dostał od swoich kolegów (późniejszych członków Buzzcoks) na której były nagrania mi. Sex Pistols z zaproszeniem na ich koncert w Manchesterze (warto zobaczyć TUTAJ). Koncert w 4.07.1976 stał się legendą. Byli na nim m.in. Morrisey, Peter Hook czy Bernard Sumner. Krótko później Sex Pistols zadebiutowali w programie Wilsona So It Goes. Program jednak zakończył się po dwóch sezonach. 

Występ Sex Pistols w Manchesterze stał się punktem zwrotnym dla Hooka i Sumnera, o czym pisaliśmy już wielokrotnie. Hook wspomina że bardzo podobał mu się styl zespołu, wyrażał dokładnie to co wtedy czuł. Krótko po koncercie zakupił gitarę, a ponieważ Sumner już miał swoją zaczęli grać. Zaczęli szukać wokalisty poprzez ogłoszenie w sklepie płytowym Virgin i tak pojawił się Ian Curtis. Ze Stiff Kittens przetransformowali się w Warsaw a w lipcu 1977 roku dołączył do nich Stephen Morris.

Wtedy w mieście działało Rabid Records (pisaliśmy o nich TUTAJ). Wilson spotkał Vini Reilly, który wystąpił jako Durutti Column podczas pierwszej nocy w Factory. Peter Saville wspomina jak po koncercie Patti Smith zaczepił Tonyego Wilsona. Był bardzo młody, miał zaledwie 23 lata. Dostał od Wilsona 20 GBP budżetu na wykonanie pierwszego posteru Factory (FAC 1 - warto zobaczyć TUTAJ). Był wtedy w koledżu i cieszył się, że dostał w ogóle jakiekolwiek pieniądze. Richard Searling wspomina czasy swojej przyjaźni z Ianem Curtisem. W zasadzie jego wspomnienia pokrywają się  z zawartymi w książce Jona Savage'a. Wspomina jak Ian przychodził do wytwórni pytając o Bowiego, Iggy Popa, i jak poszukując jakiegoś zespołu punkowego zapytał Iana o Warsaw. Powtarza się historia opisana przez nas TUTAJ. Później zespół wziął udział w pojedynku zespołów w Rafters w Manchestarze. Krótko po tym Joy Division nagrali An Ideal for Living. W tym miejscu Sumner opowiada o spotkaniu z Grettonem w Spring Gardens w Manchestrze (historia przytoczona była TUTAJ). 

We wrześniu 1978 Wilson prezentuje po raz pierwszy Joy Division w Granada TV. Po tym, w styczniu 1979 roku, ukazuje się A Factory Sample (FAC 2 - opisane TUTAJ). Pisanie piosenek na debiut Joy Division zajęło 6 miesięcy, album nagrano w Studio w Stockport wiosną 1979 roku. Producentem był Martin Hannett. Zainteresowanie Joy Division spowodowało zainteresowanie innymi zespołami z Factory, a te nie miały kontraktów z wytwórnią, mogły odchodzić do innych wytwórni. Tony Wilson finansował wydanie debiutu Joy Division ze spadku po matce, która zmarła w 1975 roku, oraz z pieniędzy za przekazanie OMD do Virgin. Rob Gretton miał stwierdzić, że może zespół powinien nagrać debiut dla Factory zanim z niej odejdzie. Szacowane koszty miały wynosić około 10 tysięcy GBP, w rzeczywistości były znacznie wyższe. Niemniej wydanie debiutu Joy Division umiejscowiło Factory w showbiznesie. Jon Savage wspomina, że Tony mimo że był skomplikowanym człowiekiem, działał jak katalizator, był fantastycznym pr-owcem. 

Zrealizowany w lipcu 1979 Unknown Pleasures był pełen mistyki i brzmiał przyszłościowo, jak nic przedtem. Wilson podkreśla, że podstawą działania wytwórni, jest dobranie dobrego realizatora. Projektantem okładki był Peter Saville. Następnie pojawia się historia okładki - opisana przez nas dokładnie TUTAJ. Okładka dziś uważana jest za przełomową w historii muzyki. Saville podkreśla, że znaczenie okładki zależy od interpretacji - może to być np. bicie serca, czy zapis emocji. Mówi, że dla jego generacji okładki płyt były niemalże jedyną formą komunikacji, jedynym kanałem wizualnym łączącym zespoły z ludźmi (nie było internetu, rozległej prasy muzycznej itd.). Singiel Transmission znalazł się w 40-tce listy przebojów w UK.


Hook wspomina że ten utwór jest najbardziej komercyjną piosenką Joy Division. Wilson opowiada, jak po wydaniu singla ludzie zaczęli kupować album. Występy zespołu stały się w tej epoce kultowe. Savage twierdzi, że wykonanie Dead Souls podczas koncertów, jest  przykładem braku wyreżyserowania w postawie koncertowej Curtisa, co było przeciwieństwem koncertów Bowiego, który każdy gest miał wyreżyserowany. Bernard Sumner podkreśla rolę klimatu industrialnego miasta, który wpływał na ich muzykę. The Distractions byli wiele razy supportem Joy Division, ich wokalista wspomina kłopoty zdrowotne Curtisa, które nie były bardzo widoczne podczas występów, ukrywał je. Mimo tego wspomina go jako bardzo wesołego i dowcipnego człowieka, jednocześnie mówi, że był to najbardziej potężny człowiek z jakim miał do czynienia. To doświadczenie jest trudne do wytłumaczenia, to coś więcej niż muzyka. 


Pod koniec 1979 roku rozpoczęła się praca nad Closer, a problemy zdrowotne Curtisa stawały się coraz większe. Hook wspomina, że wtedy musieli uważać na jego zdrowie. Dodatkowo zachowanie Hannetta stawało się irytujące. Mimo tego Closer jest najlepszą płytą jaką zrobili. Osiągnięcie przez Joy Division szczytu w UK przerwała samobójcza śmierć wokalisty zespołu.

CAŁEJ AUDYCJI MOŻNA WYSŁUCHAĆ TUTAJ

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.         

środa, 17 kwietnia 2019

Wytwórnie płytowe Manchesteru przed Factory Records, Martin Hannett, Rabid Records i Music Force

Niedawno pisaliśmy o The Hormones, wytwórni, na której wzorował się Tony Wilson zakładając Factory Records (TUTAJ). Ale i The Hormones nie była pierwsza. Przed nią działały Music Force i Rabid, założone przez Tosh'a  Ryan'a. Szczególnie Music Force jest interesująca, bo nie dość, że produkowała płyty pierwszych zespołów punkowych to jeszcze wprowadziła sprzedaż wysyłkową. Obie wytwórnie miały siedziby w Manchesterze. Rabid Records wydawał płyty Johna Cooper Clarke i Slaughter & the Dogs, a jego najbardziej udanym nagraniem był singiel Jilted John'a, który dostał się na brytyjskie listy przebojów po tym, gdy EMI wznowiło jego wydanie, ale już ze swoimi oznaczeniami.  Rabid chyba nie przetrwał do 1980 roku, a w dorobku doczekał się ledwie kilkunastu singli numerowanych oznaczeniem TOSH-100 i TOSH-110. Te ostatnie ukazały się w specjalnie projektowanych okładkach (wszystkie wydania można zobaczyć TUTAJ).
Zdjęcie w Rabid Records: stoją od lewej Lawrence Beadle, John Cooper Clarke i (pochylony) Martin Hannett, siedzi Tosh Ryan. 
 
Znacznie bardziej tajemnicza była działalność Music Force, założonej w 1975 r. przez Tosh'a Ryan'a i Martina Hannett'a w lokalu przy 20 Cotton Lane w Withington, gdzie Hannett zamierzał stworzyć studio nagraniowe (o Martinie Hannetcie, legendarnym twórcy Manchester Sound pisaliśmy wielokrotnie TUTAJ). Kupno nieruchomości udało się sfinansować prawdopodobnie z zysków, które obaj wygenerowali produkując ulotki reklamowe.  W każdym razie plany były poważne, mieli tworzyć, nagrywać i wydawać muzykę niezależną. 

I tak jednym z pierwszych zleceń, przy których pracował Hannett było opracowanie i nagranie w 1975 roku ścieżki dźwiękowej do widowiska grupy teatralnej agit-prop, zwanej Belt and Braces Roadshow, a następnie muzyki do animowanego filmu science-fiction All Sorts of Heroes, skomponowanej przez Steve Hopkins'a. Hannett wykonał także materiał dla Greasy Bear, zespołu złożonego z niego, CP Lee i Bruce'a Mitchella. Nas jednak zainteresował ów film rysunkowy.


Muzyka do tej dość dziwnej animacji stworzonej w Mancuni Cosgrove Hall (w którym nota bene pracował w tym samym czasie Bernard Sumner) została nagrana w 1976 r. przez Steve'a Hopkinsa i Martina Hannetta z Invisible Girls (zespołu, jak przypominamy, powstałego tylko aby akompaniować występom Johna Coopera Clarke'a oraz Pauline Murray i Nico, więcej o tym TUTAJ). 

Pochodzący z Manchesteru urodzony w 1951 roku Steve (Stephen) Hopkins był weteranem różnych grup muzycznych, w tym Gemini Zent jednego z pierwszych zespołów psychodelicznych. Z Hannettem poznał się jednak w innych okolicznościach, otóż studiował chemię na miejscowym uniwersytecie. Ciekawe jest to, że po zakończeniu swojej muzycznej kariery w 1991 roku napisał doktorat z fizyki atomowej na Open University, po czym objął stanowisko asystenta na Uniwersytetach Oxford i Sussex, a następnie nauczyciela w Manchester Photon Science Institute. W 2010 roku dołączył do zespołu Atomic and Molecular Physics na Durham University, gdzie pracował do emerytury w 2016 roku (TUTAJ). 

Animacja  All Sorts of Heroes  jest w zasadzie jedną z wersji legendy o Golemie. Oto w mieście pojawia się dziwaczny Ktoś. Przybysz (nie wiadomo czy jest to naukowiec, czy może kosmita) ma tajemniczy kuferek, w którym ukrywa niezwykłą tubkę. Z jej pomocą buduje szybko gigantyczny wieżowiec a potem konstruuje podobnego do siebie wielkiego robota. Ale jak to bywa a takich historyjkach, jego wysiłki skutecznie niweczą dwa ludziki, które najpierw niszczą wieżowiec a potem przejmują kontrolę nad robotem. Na pewno najlepszą częścią animacji jest ścieżka dźwiękowa zawierająca elementy funk 'n' soulu i jazzu, których zwykle nie kojarzy się z Hannettem. Płytę ze ścieżką dźwiękową niedawno wydała na osobnej płycie Factory Benelux, umieszczono na niej jeszcze inne utwory duetu Hannett - Hopkins (TUTAJ).

Wiedzieliście o tym? Jeśli nie, to warto było się dowiedzieć, wszak to kawał historii undergroundu

Chcecie dowiedzieć się więcej? Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.