Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Spiral Scratch, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Spiral Scratch, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 20 maja 2020

Kto zabił Martina Hannetta? - streszczenie książki Colin Sharpa cz.4



Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o wielkim realizatorze nagrań i twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga natomiast TUTAJ.

Kolejny fragment dotyczy rozdziału czwartego, który zaczyna się od roku 1973 gdy Martin i wielu innych rewolucjonistów muzycznych postanowili utworzyć w Manchesterze przy ulicy 100 Oxfords Road kolektyw muzyczny. Wynikało to z pewnej rewolucji, jaka wtedy zachodziła na scenie muzycznej, a polegającej na schodzeniu ze sceny dinozaurów muzyki końca lat 60 - tych, i pojawieniu się następców, jak choćby David Bowie, Cocney Rebel czy Roxy Music. 

Na parterze w zrujnowanym budynku siedziby mieściło się biuro Martina Hannetta, promotora całego ruchu. Pracował zawalony posterami i materiałami promocyjnymi. Był w swoim żywiole. Tutaj autor odnalazł go kiedy rozmawiał z Mickiem Middlesem. Otrzymywał wtedy wiele ofert od lokalnych zespołów grających bardzo różnorodną muzykę i oczekujących konkretnego wsparcia, np. w organizacji tras koncertowych. Z nogami na stole, palący papierosa za papierosem i szukający chłopaka z potężnym głosem, który mógłby zastąpić Jima Morrisona z the Doors, co najmniej tak doskonałego jak ten gdy śpiewał ich The End...



Zgodnie z relacjami jego przyjaciela Brucea Mitchella Martin zaczął promować muzyków ruchu punk. Jego życie osobiste się zmieniło, rozstał się z Wendy 1, i związał z Suzanne O'Hara - promotorką muzyków. Ta była postrzegana jako muza dla wielu artystów. Była niebieskooką Irlandką, blondynką z długimi nogami i jasną cerą. Podobnie jak Wendy 1 przyciągała wzrok mężczyzn. Żyli  razem w ich legendarnym mieszkaniu w East Didsbury. Ubierała go, chodziła z nim na koncerty, i im bardziej Martin stawał się popularny, tym bardziej go izolowała. Przyjaźniła się wtedy z Johnem Cooper Clarke i wówczas bardzo młodym dziennikarzem - Jonem Savage. Fascynowała ją praca Martina i zespoły które wtedy pojawiały się wkoło niego. Szczególnie chłopaki z Joy Division. Wzbudzała ich zainteresowanie. 

Na początku roku 1977 inicjatywa Music Force uległa wyczerpaniu, Martin i Tosh Ryan przenieśli się  do starego sklepu spożywczego przy 20 Cotton Lane, i utworzyli Rabid Records (pisaliśmy o niej TUTAJ). Było to od zawsze marzeniem Martina, który wreszcie miał swoją wytwórnię płytową.

Ale dla Martina nie był to jedynie biznes muzyczny. Zaangażował się w nagrywanie politycznie zaangażowanych zespołów jak Belt and Braces Roadshow, North West Spanner i innych. Promował też  wtedy nigeryjski zespół Afro Express.
           

W ten sposób Hannett nabrał doświadczenia i poznał wszystkie etapy tworzenia produktu muzycznego. W tamtym okresie grę na basie traktował okazjonalnie, dla zabawy. 

Przełomowym momentem wtedy, i prawdopodobnie dla całej kariery Hannetta było rozpoczęcie współpracy z the Buzzcocks. Znał ich wcześniej z Music Force,  a ich lider - Devoto, powiedział że Hannett był wtedy jedyną osobą w Manchesterze, którą można było nazwać producentem muzycznym. Wtedy Martin zrealizował ich Spiral Scratch (warto zobaczyć TUTAJ). Sesja w Indigo Sound Studio 28.12.1976 roku trwała zaledwie 8 godzin i była ekspresowa. Okres między świętami a nowym rokiem był martwy, a Martin takie lubił. Był wtedy konkretny i szybko działał, dopiero później zaczął poszukiwać perfekcji. 

Płyta Spiral Scratch to trzeci w UK album w historii punka, po Sex Pistols i the Damned. To też pierwsza realizacja wydana w wytwórni Richarda Boona New Hormones (warto zobaczyć nasz opis tej wytwórni TUTAJ). Płytka zawierała 4 piosenki, z najbardziej polubioną Boredom.          



Płyta została sprzedana w niewiarygodnym nakładzie 16 000 egzemplarzy a później została wiele razy wznowiona. W Boredom Martin zdecydował się na unikalny wybieg, z przerwami podczas solo Petera Shelley. Ten minialbum  spowodował lawinowe powstawanie niezależnych wytwórni, oraz w dalszym okresie wywołał swoistego rodzaju napięcie między małymi niezależnymi wytwórniami a muzycznymi gigantami. Te pierwsze z czasem zaczęły wyprzedawać tym drugim swoich artystów. 

Singiel Spiral Scratch dzięki zespołowi i Martinowi, spowodował załamanie rynkowej dominacji gitarowych gigantów jak Clapton, Jeff Beck, Jimmy Page czy Hendrix. Martin wtedy rozpoczął pracę z innymi zespołami, jednocześnie zażywając coraz więcej nowych narkotyków. Współpracował też z artystami spoza muzyki punk, na przykład z Edem Bangerem czy Jilted John, współtworząc słynny pogłos piosence Gordon is a moron. 

Ten utwór był numerem 3 na liście przebojów. Martin pomógł też temu artyście w zebraniu materiału na jego klasyczny dziś album True Love Stories, wydany przez EMI.

Tyle na dzisiaj, kolejny rozdział znakomitej książki Colina Sharpa streścimy wkrótce. Jeśli chcecie go poznać, czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.            

wtorek, 12 marca 2019

Mieszkanie przy 364 Lower Broughton Road w Salford, które zmieniło świat muzyki

W lutym 1976 r. Studenci Institute of Technology w Bolton, Howard Trafford (TUTAJ) i Peter McNeish, przeczytali w NME recenzję zatytułowaną Nie oglądaj się, ale nadchodzi Sex Pistols! Ta publikacja zmieniła ich życie. Pożyczyli niewielkie Renault i pojechali 21 lutego do oddalonego o 200 mil  High Wycombe w hrabstwie Buckinghamshire, aby zobaczyć występ Sex Pistols wspierających Screaming Lord Sutch (więcej o tej wyprawie TUTAJ). 

Trzeba wyjaśnić, że David Edward Sutch (1940-1999), znany również jako 3 Earl of Harrow, lub po prostu Screaming Lord Sutch, był angielskim muzykiem. To on pierwszy zapuścił włosy i szokował publiczność pomysłami scenicznymi - na przykład podczas jednego z występów wynurzył się z trumny z byczymi rogami na głowie i deską klozetową na szyi, kiedy indziej podpalał włosy, a ogólnie straszył upiornymi tekstami.  Ogólnie znany był jeszcze z jednej rzeczy - nieustająco próbował dostać się do Parlamentu. Założył nawet partię: The Official Monster Raving Loony Party (Oficjalna Partia Skończonych Świrów), lecz nie udało mu się zrobić politycznej kariery. Miał rekordową liczbę przegranych w ponad 40 wyborach, od 1963 do 1997 roku.  

Wizerunek sceniczny nie uchronił muzyka przed tragicznym końcem, Sutch cierpiał na depresją maniakalną. Popełnił samobójstwo, powiesił się w dniu 16 czerwca 1999 w Londynie...
 
W każdym razie po występie Sex Pistols Trafford i McNeish, ni mniej ni więcej, tylko zaoferowali im zorganizowanie koncertu w Manchesterze, oferując wsparcie swojego zespołu w suporcie. Trafili na odpowiedni czas. Sex Pistols, którego występ w telewizji na żywo był skandalem, a jeszcze większym – okładka ich płyty z obrazoburczą podobizną królowej Elżbiety II – nie mieli wtedy innych propozycji. Ich menadżer, Malcolm McLaren, zgodził się więc na złożoną ofertę. Zobaczenie Pistolsów zmieniło wszystko – opowiadał potem Trafford – zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z tego, że takie piosenki sami moglibyśmy napisać. Problem jednak polegał na tym, że para muzyków to jeszcze nie zespół. Zaczęli więc od nazwy Buzzcocks oraz pseudonimów: Howard Trafford został Devoto a Peter McNeish: Shelley. Potem był problem ze znalezieniem basisty i perkusisty, lecz udało im się i dołączyli do nich Steve Diggle i John Maher.

Zadebiutowali na scenie ich macierzystej uczelni w dniu 1 kwietnia 1976 r., wcześniej gorliwie ćwicząc w mieszkaniu Howarda na Lower Broughton Road, próbując przygotować się w ten sposób do wsparcia Sex Pistols. Hałas z mieszkania Howarda był jednak tak denerwujący dla sąsiadów, że musieli przenieść się gdzie indziej i dalsze próby odbywali w miejscowym kościele św. Bonifacego. Nie zdołali się jednak przygotować na obiecany suport Sex Pistols i zamiast nich wystąpił miejscowy, heavy rockowy zespół Solstice.

Na wieczór 4 czerwca 1976 r. Howard zarezerwował salę w Lesser Free Trade Hall płacąc 32 funty, rozwiesił w mieście plakaty i nawet ręcznie wykonał bilety, na których błędnie wydrukował rok 1076 zamiast 1976. Sprzedał tylko 28 wejściówek, ale wśród osób, które je kupiło byli ludzie, dla których ta noc okazała się przełomowa: Morrissey, Bernard Sumner i Peter Hook, Mark E. Smith, Tony Wilson. 

Sex Pistols nawet jeśli byli rozczarowani frekwencją, nie okazali tego. Powrócili i dali kolejny występ 20 lipca. Buzzcocks tym razem byli gotowi. Trzy miesiące później - pomimo tego, że jest stali się dość znani - zagrali jeszcze koncert dziękczynny w kościele św. Bonifacego, w dużej mierze dla publiczności złożonej z dziewięcioletnich dzieci.

Mieszkanie przy 364 Lower Broughton Road zmieniło świat muzyki. Bo to tutaj Howard Devoto zdecydował o wyjeździe do Buckinghamshire i to tutaj zbierali się muzycy Buzzcocks aby ćwiczyć i przygotowywać płyty. 

Pierwszego singla Spiral Scratch wyprodukował im Martin Hannett tuż przed  Bożym Narodzeniem w 1976 roku. Miałem wrażenie, że Martin nie wiedział, co robi – mówi o tym potem Maher - Ale my też nie. Devoto uważał nawet że ich brzmienie było amatorskie, co potwierdziły pierwsze recenzje uznając to jednak za ich atut i dowód na niezależność. Nawet ich okładka była antysystemowa, w przeciwieństwie do wydawnictw o dużych budżetach. Zdjęcie z okładki ich pierwszej płyty płyty Spiral Scratch było wykonane zwykłym Polaroidem, a złożenie 1000 okładek i wsunięcie w nie płyt miało miejsce też na Lower Broughton Road. Trzeba dodać, że pierwsze egzemplarze sprzedały się po 99 pensów (z czego 60 pensów trafiło do zespołu) w sklepie Virgin w Manchesterze, gdzie warunkowo przyjęto 25 sztuk. W Londynie Geoff Travis przyjął do swojego sklepu Rough Trade najpierw 50, a następnie po dwóch dniach zamówił 200. "iedziałem, że mogę je sprzedać, mówił. To była sensacyjna płyta. Wkrótce kopia Spiral Scratch dotarła do Johna Peela i stała się singlem tygodnia, po czym jej sprzedaż eksplodowała za pośrednictwem sprzedaży wysyłkowej...

Minęły lata. Ubywa niemych świadków tamtych czasów, ale na szczęście dom 364 Lower Broughton Road w Salford jeszcze stoi, jeszcze go nie wyburzono, w przeciwieństwie do Lesser Free Trade Hall, który w 1997 r. został sprzedany przez radę miejską prywatnym deweloperom, którzy zachowali oryginalną fasadę, lecz całkowicie przebudowali wnętrza na hotel Radisson Edwardian.


Za to u nas nic nie będzie wyburzone. Tamte chwile i ludzie zostaną tutaj na zawsze. Jak długo ktoś nie zgra całego Internetu na dyskietkę. Dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 9 sierpnia 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.8. Alternatywne nazwy rozważane w miejsce Joy Division

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks.
 
Dzisiejsza część poświęcona jest scenie punk Manchesteru, na której wyłania się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa. 
 
Jednak najważniejszym zespołem punk w tamtym czasie pozostaje the Buzzcocks, a jest tak nie tylko z powodu ciekawych piosenek, odstających stylistycznie od typowego punka, ale też dzięki wydanemu przez nich singlowi Spiral Scratch, którego realizatorem jest Martin Zero Hannett. Nagrane wtedy piosenki Breakdown, Time's Up, Boredom i Friends of Mine stają się klasykami punka.
 

Wyróżniają się znakomitymi wokalami Devoto. Zdaniem autora, Spiral Scratch wyróżniał się nie tylko faktem, że to jedna z najważniejszych płyt punka, ale też tym, że w zasadzie to próba odejścia od punk rocka w kierunku muzyki bardziej tanecznej. Tutaj na uwagę zwraca pionierski sposób pracy Hannetta, który już wtedy nagrywał każdy instrument osobno a później to miksował. 
 

Płytę pakowano ręcznie w okładki w domu Richarda Boona w Salford, a okładka zawierała zrobione przez niego Polaroidem zdjęcie zespołu. Całe przedsięwzięcie było pierwszym dokonaniem nowej wytwórni Boona the Hormones (pisaliśmy o niej TUTAJ) i obrazem postkultury DIY. Singla miał w swojej kolekcji Ian Curtis z Joy Division, stał koło jego płyt Led Zeppelin, czy singli reggae. Zespół był dla niego ważny, ale nie tylko oni, ważny był też Martin Hannett - najważniejszy producent wszechczasów, i nie tylko producent bo również animator. 
 
Ten prowadził wtedy z Susannah O'Hara biuro Music Force, usytuowane w sercu Manchesteru w bloku na Oxford Road. Wewnątrz panował nieporządek. Papierosy były poukładane w piramidy przy popielniczkach, na podłodze walały się puszki piwa, a w środku siedział Hannett rozmawiając zwykle przez telefon i paląc papierosa, lub coś innego. Pod biurem była siedziba New Manchester Review, publikującego recenzje z koncertów Buzzcocks czy Slaughter and the Dogs, w gazecie pisał między innymi Paul Morley. 
 
W tamtym czasie do wartościowych kapel należeli the Fall, i zdaniem Middlesa, zespół stworzył podwaliny punkowego nurtu trash, reprezentowanego przez takie kapele jak GBH czy Discharge. Ciekawe były też problemy poruszane przez the Fall w tekstach, np. choroby psychiczne.
 

W tamtym czasie w Sounds pojawiały się artykuły o interesujących młodych wykonawcach sceny UK, między innymi Jon Savage pisał o Siouxsie Siouxs, the Slits, John Coper Clarke'u, the Worst. Ci ostatni uważani byli za klasycznych reprezentantów sceny punk Manchesteru. Zasłynęli koncertem podczas którego zaatakowali swojego młodego, 16-letniego wówczas basistę Dave'a. Przyszpilili go do podłogi o obcięli mu włosy, tak że powstały kolce. Wszystko oczywiście było inscenizacją, ale wzbudziło aplauz np. Morleya. 
 
Następny podrozdział opisuje środowisko dziennikarzy muzycznych miasta. Tutaj najciekawszy jest fragment, w którym opisano konflikt między Morleyem a zespołem the Drones. Ci ostatni zasłynęli niezbyt wygórowanymi rymami piosenek, a Morley ich lansował. Do konfliktu doszło podczas wywiadu między dziennikarzem a Gusem Gangrene, gitarzystą zespołu.
 

Dziennikarz zapytał czy słyszeli o nowym odkryciu Richarda Boona - obiecującej grupie Stiff Kittens. Wtedy gitarzysta odpowiedział że chodzili za nim, żeby być ich supportem, ale ich spławili, bo nic nie umieli. Padł komentarz, że dzisiejsze kapele punkowe chcą występować po pięciu minutach prób. Jakimś cudem nie zdenerwował swoim przytykiem zaczepiającego go Iana Curtisa. Ten skomentował to później: 
 
Myślałem że będę mógł łatwo sobie schlebić. Byłem naiwny. Naiwny i groźny. Nie miałem wtedy poczucia czym jest wartość zespołu. Nie wiedziałem, czy jakiś zespół jest dobry czy nie, a oni byli na scenie i występowali. Myślałem że to nie jest niczym trudnym. Nasze kawałki nie brzmiały źle na próbach, a ja cały czas pisałem teksty. Robiłem małe notatki tu i tam. Zapisywałem bity z programów TV, wszystko co mnie poruszało. Uczyłem się i uczyłem jak pisać, myślę że w o wiele bardziej zaawansowany sposób niż the Drones i im podobni. Patrząc na nich zrozumiałem że Johny Rotten był zjawiskiem jednorazowym... i że to nie byłoby dla nas trudne. 
 
Nazwa Stiff Kittens wzięła się od pomysłu Richarda Boona, rozważano też Gdansk i Pogrom. 
 
Jak widać książka przynosi wiele nieznanych dotąd faktów. Ciekawym jest ostatni fragment o nazwie Gdansk. Stawia to bowiem pod znakiem zapytania twierdzenie, że nazwa Warsaw wzięła się od piosenki Bowiego z albumu Low. Bowie bowiem o Gdansku nigdy nie śpiewał. 
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 29 stycznia 2021

Archiwum artykułów o Joy Division cz.5: Heart and Soul - artykuł o Martinie Hannettcie



Dzisiaj w serii artykułów o Joy Division prezentujemy wycinek prasowy z czasopisma Manchester, z roku 2001, autorstwa Martina Astona. 

Heart And Soul - poświęcony jest sławie i upadkowi twórcy Manchester Sound, czyli Martinowi Hannettowi, w dziesiątą rocznicę jego śmierci. 

Na wstępie przytoczona jest wypowiedź Tony Wilsona, który opowiada jak znalazł w gazecie artykuł o najbardziej szalonych producentach muzycznych i zdziwił się, bowiem nie znalazł tam nazwiska Hannetta. Natychmiast zadzwonił do asystenta wydawcy z pretensjami. Autor wspomina, że dla niego zabawnym było odczytanie innego artykułu, w którym stwierdzano, że w filmie 24 Hour Party People Andy Serkis, który odegrał rolę Hannetta, wreszcie zagrał kogoś szalonego. Aktor wcześniej grał Golluma, ale ten przy Hannettcie to bardzo miła postać. Następnie wspomniana jest rola Hannetta w powstaniu Unknown Pleasures i Closer, oraz najbardziej niezapomnianych rytmów amerykańskiego ESG.


Martin potrafił tydzień czołgać się po podłodze studia wprowadzając tym jak mawiał egzystencjalny strach. Potrafił wyganiać artystów ze studia i pracować samemu z ich nagraniami, krzyczeć na nich, słuchać nagrań ze środka magazynu w studio i spoza zamkniętych drzwi, aż w końcu machać pistoletem przed kamerą podczas wywiadu. 

Pozbył sią nałogu narkomana ale wpadł w alkoholizm, zmarł w 1991 roku w swoim fotelu mając zaledwie 42 lata, i ważąc dwukrotność swojej zwykłej wagi czyli aż 152 kg.



Zdaniem autora istnieją dwa typy producentów - pierwsi zadawalają artystów, ale też spełniają założenia producentów, drudzy uważają się sami za artystów. Doprowadzają wszystkich do szału poszukując dźwięków w swoich głowach. Takimi byli Phil Spector, Joe Meek i Martin Hannett. Ten ostatni w wielu 11 lat usłyszał ściany dźwięku Spectora.

Następnie przypomniane są wczesne eksperymenty Hannetta z czasów studiów z narkotykami (opisywał je Colin Sharp w omówionej przez nas książce TUTAJ). Jak opisuje jeden z jego przyjaciół - Martina na scenie kiedy grał ze swoimi zespołami na basie zżerała trema. Dlatego założył własną wytwórnię Music Force bo potrzebował muzyków do realizacji własnej muzyki i wizji. Przykładem może być Peter Hook którego Hannett uczył jak trzymać bas.


Spiral Scratch the Buzzcocks to wielkie wejście Martina i wywołanie rewolucji punk. Włączony głośno brzmi dokładnie tak jak zespół brzmiał na scenie. 

Lee wspomina pierwszy występ Warsaw, wtedy z kolegami uważał, że to faszyści, ale Hannett widział w ich brzmieniu coś przyszłościowego. Dalej przytoczone są fakty z książki Micka Midlesa (którą opiszemy u nas wkrótce), jak doszło do pierwszego spotkania między Hannettem a Wilsonem na jednym z punkowych koncertów. Wilson był zły na Martina za obsmarowanie jego programu z Granada TV w jednym z fanzinów, gdzie Martin pisał pod pseudonimem. Wtedy na koncercie Tony powiedział do Martina fuck off, i po koncercie doszło między nimi do bójki na parkingu. Później Martin stał się realizatorem Factory. 

Sprzęt z AMS przyszedł kilka dni przed realizacją A Factory Sample i Martin użył go na nagraniu Digital Joy Division. Autor artykułu spotkał w 1992 roku, zupełnie przypadkowo, Stuarta Navisona z AMS i ten opowiedział jak ważnym był dla nich Martin. Ten spotykał się  z nim i opowiadał jakie dźwięki słyszy, a ci modyfikowali swoje maszyny do przetwarzania dźwięku. Te po czasie stały się popularne na całym świecie. 

Zarówno muzycy z A Certain Ratio, jak i OMD wspominają jak wiele nauczyli się od Martina w kwestii rozumienia dźwięku. Vini Reilly wspomina, jak podczas nagrywania pierwszej płyty Durutti Column cierpiał na anorexia nervosa. Martin stał w rogu i grał na syntezatorze szukając dziwnych dźwięków. Nie odzywał się, aż w pewnej chwili popłynęły z syntezatora odgłosy ptaków i Vini zaczął grać. Po dodaniu basu i perkusji powstał Sketch for Summer - pierwszy utwór jaki zrealizowali.



Pete Shelley wspomina, że Hannett miał metodę pracy podczas której tworzył przestrzeń dla muzyki, a następnie ją urozmaicał. Był alchemikiem, mistykiem. Od lat 70-tych zażywał narkotyki, palił trawkę bo jego zdaniem, dobrze robiła na słuch i uszy. Joy Division byli dla niego darem, bo nie mieli jasno wytyczonego kierunku. Zespół nie lubił Unknown Pleasures, ale po czasie dostrzegli geniusz Hannetta. Brzmienie perkusji uzyskał poprzez kompresję taśmy - technikę podpatrzoną od producenta reggae Joe Gibbsa - zanurzał wszystko w pogłosie, echu i opóźnieniu. Manager the Buzzcocks Richard Boon twierdzi, że Hannett był jedynym dźwiękowcem potrafiącym nagrać klaskanie jedną ręką w cyberprzestrzeni, a następnie dodać do tego pogłos. 

W jednym z rzadkich wywiadów w 1989 roku Hannett ujawnił źródło swojego podejścia do muzyki Joy Division - byłą to gwiazda muzyki lat 50-tych Patsy Cline. Twierdził też że wzorował się na Strange Days the Doors. Kolejną płytę zespołu - Closer - Hannett określał jako kabalistyczną - zamkniętą we własnym świecie. Ian już wtedy był w rozsypce, ale w jakiś misterny sposób udało się to wszystko połączyć w całość. Użyłem do tego magicznych trików, tworzenia muzycznych obrazów, jak hologramów - obraz i cień.

Następnie omówiona jest współpraca między Hannettem a innymi zespołami. Martin nie potrafił przywrócić atmosfery Closer na pierwszej płycie New Order. Po 1982 roku zaczęły się konflikty z Wilsonem, którego Martin oskarżył o kradzież własności intelektualnej i zrujnowanie Factory. Doszło do tego że podczas emocjonalnej rozmowy telefonicznej z managerem New Order - Robem Grettonem strzelił z pistoletu. Przytoczone są wspomnienia Wilsona, jak Hannett przyszedł do niego do domu po śmierci Curtisa i płacząc zastanawiał się dlaczego wokalista Joy Division popełnił samobójstwo. 

Powrócił do nagrywania, ale jego serce 18.04.1991 roku odmówiło posłuszeństwa. Na pogrzebie była masa ludzi - setki osób które się od niego wcześniej odwróciły. Później niestety ci sami ludzie nagrali niby zabawną scenę z trumną w 24 Hour Party People... 

To był człowiek, który dokonał absolutnej rewolucji na scenie muzycznych innowacji XX wieku, i takim już na zawsze pozostanie.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

wtorek, 2 lipca 2019

Najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.3


Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdział drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Dzisiaj kolej na rozdział trzeci, czyli początki Joy Division, bowiem mowa będzie o Stiff Kittens i Warsaw (o Warsaw pisaliśmy już bardzo dużo TUTAJ, warto zerknąć na opisany przez nas ostatnio ich nieznany bootleg - TUTAJ). 

Podczas opisu książki szczególną uwagę zwracamy na Joy Division natomiast warto podkreślić, że książka zawiera też wiele wątków pobocznych. Opisywany dziś rozdział zawiera opis okresu od czerwca 1976 do czerwca 1977 czyli dokładnie jeden rok. 

Na początku Peter Hook opisuje znane już powszechnie fakty, jak dowiedział się o koncercie Sex Pistols czytając ogłoszenia w Melody Maker, i zachęcił Sumnera  i Masona  do wspólnego wyjścia na koncert. Po Hooku wypowiadają się Pete Shelley i Bernard Sumner, skupiając się na swoich niesamowitych przeżyciach z tego wydarzenia. Koncert stał  się dla nich inspiracją do kupienia książek instruujących jak grać na gitarze i basie. Próby rozpoczęli w salonie babci Sumnera podłączając się do starego gramofonu z lat 40-tych, wymontowując igłę i podłączając w to miejsce gniazdko do dżeka. Wtedy zaczęli też komponować. Hook kupił pierwszy bas za 35 GBP które pożyczyła mu matka (niedawno wystawiał go, jak i wiele innych pamiątek na aukcji opisanej przez nas TUTAJ). 

Iain Gray wspomina jak na koncercie  Sex Pistols widział Iana Curtisa (chodzi o drugi koncert).  Tony Wilson postanowił zaprosić  Sex Pistols do swojego programu So It Goes, zachowywali się bardzo niepoprawnie, byli pijani, mieli wystąpić przez 3,5 minuty na co wyrazili zgodę a grali znacznie dłużej w dodatku zdemolowali sprzęt. Zostali jednak ocenzurowani do 3,5 minut a Wilson miał przez to kłopoty z kierownictwem Granada TV  i źle to wspomina.

Richard Boon opowiada jak spotkał Iana Curtisa 10.11.1976 roku w klubie Electric Circus. Stał wtedy na bramce. Ian przyszedł i opowiadał jak jest niezadowolony z pobytu na festiwalu punk-rocka w Mont-de-Marsan (pisaliśmy o pobycie Curtisa i jego żony na tym festiwalu TUTAJ). Festiwal owiany legendą w jego mniemaniu rozczarowujący. Martin Hannett wspomina jak doszło do realizacji pierwszego singla the Buzzcocks Spiral Scratch (pisaliśmy o nim TUTAJ). Przytoczona jest rozmowa Hannetta z Boonem, kiedy ten ostatni zapytał realizatora, co robić dalej po serii koncertów, na co Hannett odparł, że pora na singiel. Pieniądze na singla wyłożył ojciec Pete Shelley. 

Iain Gray wspomina, jak chcąc założyć zespół poszukiwał energetycznego wokalisty. Na ogłoszeniu, które rozwiesił w starej Virgin Records ktoś dopisał w formie żartu: musi być w stanie wytrzymać 10000 Voltów. Na ogłoszenie odpowiedziała tylko jedna osoba - Ian Curtis. Do spotkania doszło w pubie Vine Inn. Ian miał na sobie słynną kurtkę z napisem HATE (pisaliśmy o niej TUTAJ) co było w tamtym czasie dużym aktem odwagi. Miejscowi patrzeli ze zdziwieniem i pytali - kto to jest? Był bardzo miłym człowiekiem, Gray mówi: patrzyłeś na niego  i myślałeś: Boże jak przerażająco wyglądający facet, spodnie ze skóry, kurtka z napisem Hate na plecach, coś jak De Niro z filmu Taksówkarz, bo wiem że bardzo lubił ten film. Pamiętam jak tej nocy rozmawialiśmy i on wydawał się znacznie starszy i dojrzały. Miałem wtedy 18 lat a Ian około 20 - 21. I to było tak: ideologia punk Ian - bycie żonatym jest nudne. A on na to: ja jestem żonaty i pokazał obrączkę. Wtedy małżeństwo Curtisów zamieszkiwało z dziadkami w Hulme na Stamford Street. Ponieważ to było w okresie świąt jego dziadek udekorował dom balonami - dwa małe i jeden duży w środku, tak więc w domu było pełno fallusów. Dziadek sobie z tego nie zdawał sprawy ale Ian bardzo się z tego nabijał. Był na prawdę miłym, czarującym człowiekiem - kwiaty dla Debbie, czekoladki... Nigdy nie spotkałem tak szczęśliwej pary. Zazdrościłem im tego.


Nie miał jeszcze dzieci, był szczęśliwy, dużo palił tych swoich Marlboro. Pił piwo Colt 45 ale nie dużo. Zwykł siadać z Debbie i razem oglądali TV lub rozmawiali z dziadkami pijąc herbatę, którą zwykle trzymali na kolanach. Pracował wtedy jako młody urzędnik państwowy i należał do wyższej klasy społecznej. To był okres przed Thatcher ale Ian był Torysem, miał aspiracje i motywacje, oraz ogromny zapał. 

Chodziliśmy do Electric Circus, na wczesne koncerty Buzzcocks, widzieliśmy the Damned w 1976 i oba koncerty Sex Pistols z trasy Anarchy. Wymienialiśmy się też płytami. Ian był fanem Iggy Popa, ale bardzo też lubił jamajskie reggae: Lee Perry, U-Roy, I-Roy. 

Następnie Gray wspomina, że Curtis był bardzo słowny i realizował swoje cele. Opisuje ich wspólny wyjazd do Londynu, celem rozejrzenia się, co tam słychać. Następnie ich wspólne działania muzyczne.  

Wtedy jeszcze wspólnie nie próbowaliśmy. Byłem gitarzystą a on wokalistą z taką małą aktówką pełną tekstów których było bardzo wiele. Po około miesiącu zacząłem je oglądać i pamiętam Day of the Lords, Leaders of Men, i zarys Candidate. W tamtym czasie a to był rok 1976 Ian interesował się śmieciowymi książkami beletrystycznymi o nazizmie Svena Hassela o dowódcach niemieckich czołgów, a jego ulubioną książką była Wheels of Terror. Tekst Leders of Men mnie rozśmieszył bo pochodził bezpośrednio z kartek książki Svena Hassela. 

Zaczęliśmy próby, ja na gitarze a Ian wtedy wykonywał zalążki swojego tańca martwej muchy. Ja grałem a on tańczył - jego głowa odsuwała się ku tyłowi, a oczy unosiły się w górę. Z tego co mi było wiadomo nie chorował jeszcze wtedy na padaczkę, a jeśli tak to sprytnie to ukrywał. Nie widziałem żadnych przesłanek, choć miał chwilami takie "puste momenty" i wtedy było w nim coś mrocznego. To było dziwne bo był bardzo słodką, ciepłą i hojną osobą. 

Po dokoptowaniu basisty zaczęli próby w klubie Great Western w Moss Side, choć mieli kłopoty ze znalezieniem miejsca prób, zewsząd byli wyganiani przez kurtkę Iana. Curtis wtedy nie śpiewał, bardziej recytował swoje teksty, jak opisuje to Gray: pochrząkiwał pochylony nad swoim tekstem. Nie mieli wtedy perkusisty, a jako nazwę Ian wybrał Warsaw  z powodu wpływu albumu Bowiego. W okolicach lutego ich zapał wygasł.. 

Bernard Sumner wspomina znaną historię z poszukiwaniem perkusisty i wokalisty. Oczywiście posiadanie perkusisty wiązało się ze znalezieniem nowego miejsca na próby - dom dziadka odpadał. Wywiesili ogłoszenie w Virgin Records który wtedy znajdował się na Picadilly. Tylko on posiadał wtedy telefon więc podali numer. Poszukiwał on i Tery Mason, co nieraz prowadziło do zabawnych sytuacji, które obaj wspominają. I kiedy myśleli, że znalezienie wokalisty będzie niemożliwe, zadzwonił Ian. Bernard Sumner wspomina, ze pamiętał go i Iaina Graya z koncertu Sex Pistols, a ponieważ lubił muzykę taką jak on i Hook, pozwolili mu śpiewać w swoim zespole. 

Peter Hook wspomina moment pierwszego spotkania z Curtisem na schodach Electric Circus. Pamięta napis HATE, który był wykonany za pomocą taśmy klejącej. Ian odklejał go, gdy szedł rano do pracy.. Miał wtedy zespół z Grayem ale istniała niepisana zasada, że zespół punkowy nie może mieć dwóch gitarzystów. 

Terry Mason opisuje Curtisa jako człowieka bardzo poważnego, autentycznego, z pudełkiem z tekstami i kartami katalogowymi z tekstami, miał też sprzęt - dwa głośniki i malutki wzmacniacz. 

Hook wspomina, że Curtis był bardziej obeznany z zespołami typu Can, Kraftwerk czy Velvet Underground. Ian też zainteresował ich muzyką reggae (opisywaliśmy to TUTAJ). Sumner podkreśla, że to Curtis nadał im kierunek, zawsze powtarzał, że nie ma litości, uważał że ich piosenki powinny być jak najbardziej maniakalne. Tony Wilson wspomina że to żona zaraziła Curtisa twórczością Iggy Popa. Najważniejsza w muzyce jest spotkanie się wpływów... Kevin Cummins przywołuje występ Popa z Bowiem na keyboardzie, w 1977 roku w Apollo, który uznał za tak ważny jak koncert Sex Pistols.

Sumner opisuje pierwsze próby zespołu. Próbowali w pubie zwanym Swan, dokładnie w pomieszczeniu nad pubem. Materiał jaki wtedy grali był okropny, było to około 7 piosenek - ten fragment wypowiedzi Sumnera jest taki sam jak na filmie dokumentalnym o zespole. Pete Shelly przysłał Richarda Boona, żeby ich posłuchał a ten stwierdził, że zespól powinien nagrać nowy repertuar, i tak zrobili przez co mogli zadebiutować, grając wtedy jako support the Buzzcocks. Z około 7 piosenek jakie wtedy napisali (pisali je około półtora miesiąca) około dwóch nagrali na Unknown Pleasures.

Bernard Sumner: Ian zwykł wtedy nosić krótkie włosy, miał takiego sprytnego fryzjera któremu tłumaczył, że chce być obcięty jak cesarz rzymski. Chcieliśmy upodobnić się do Rzymian. Ian czytał wiele książek Nietzschego. Ja ich nie czytałem ale myślałem, że mieli piękne mundury i budowle. Estetycznie pociągał mnie klasycyzm. Ian  lubił go przez Nietzsche.

Przed pierwszym występem Boon zaproponował im nazwę Stiff Kittens. Nie zgodzili się zignorowano ich wolę, zapowiedzieli się jako Warsaw (warto zerknąć TUTAJ). Hook niewiele pamięta takie to były dla niego emocje. Pamięta tylko, że dziwnie się ubrali - on i Terry jak czołgiści... 

Gray: Ian miał zawsze bardzo dobry gust. Miał spodnie Tonic ze skóry i kurtkę RAF, styl Berlina z 1935 roku, Barney miał wtedy wąsy, a Hooky ubierał się jak tancerz gej z Village People... 

Tymi wspomnieniami, jak i wykazem koncertów Warsaw kończy się trzeci rozdział książki Jona Savage'a. Wrócimy do niej niedługo, a na półce czeka wiele innych rarytasów o Factory, Ianie Curtisie, Martinie Hannettcie, czy najnowsza książka Stephena Morrisa. Niestety doba ma skończoną ilość godzin... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.           

środa, 23 sierpnia 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.10. Rob Gretton, Stephen Morris i perkusiści Warsaw

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Ostatnio natomiast opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ).
 
Dzisiaj interesujący fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru. I to nie tylko punk, bowiem na wstępie autor opisuje prawicową subkulturę miasta Teds i ich relacje z punkami. My jednak skupmy się na muzyce. 
 
Rob Gretton odbiegał od innych swoim wyglądem, autor porównuje go do wyglądu agenta ubezpieczeniowego. I rzeczywiście był nim wcześniej, i wcale nie słuchał rocka. Ale od 1977 zaczął coraz częściej pojawiać się na koncertach. Znalazł się szybko w kręgu muzycznym do którego należeli Tosh Ryan, Martin Hannett i grupa fanów Slaughter and the Dogs. Poznał też Tony Wilsona i Alana Erasmusa.
 
Po prawej Rob w wieku 16 lat.
   
Był fanem Dogs wiec podróżował z nimi w trasy. Zespół stawał się coraz bardziej popularny między innymi poprzez happeningi podczas występów. Rob uczestniczył też w pomocy przy nagrywaniu ich pierwszego singla Crancked Up Really High, który często pojawiał się przed koncertami punkowymi w mieście i mógł śmiało rywalizować ze Spiral Scratch the Buzzcocoks.
 

Wspomógł ich finansowo kwotą 200 GBP na nagranie, współfinansując Rabid Records. Zainspirowany miejscowymi fanzinami sam zaczął tworzyć fanzin Manchester Rains, poświęcony zespołowi. Umieszczał w nim kiepskiej jakości zdjęcia robione polaroidem miedzy innymi przez Kevina Cumminsa. 
 
Niektóre egzemplarze rozprowadzał w klubie Rafters, gdzie wkrótce został DJ-em.
 
 
Był dziwnym DJ-em bo nigdy nie spełniał życzeń publiki, za to grał zwykle Passsenger Popa, i klasyka reggae Cocaine In My Brain zespołu Dillinger.
 
 
Wtedy w mieście grali Sad Cafe, Buzzcocks, Magazine, Elvis Costello, Rich Kids, XTC. Na jednym z takich koncertów Gretton zaprzyjaźnił się z Wilsonem. Warsaw grali wtedy w Rafters trzy razy - były to koncerty w ramach tzw. Squat gigs. Wtedy ulubionym zespołem Iana Curtisa byli the Fall. Nawet pomagał im rozpakowywać sprzęt. Po pierwszym występie Warsaw zainteresowali Martina Hannetta. Jeden z koncertów zagrali też tam Fast Breeder (warto zobaczyć TUTAJ) których menadżerem był wtedy Alan Erasmus. Koncert tego dnia był bardzo długi, na końcu grali Warsaw. Autor z grupą znajomych zostali na tym koncercie. Zauważyli wtedy, że Curtis jest zafiksowany na Iggy Popie. Zranił się zgniecioną w ręce szklanką w nogę. To był jeden z jego niesławnych występów. Mimo że to było głupie, wzbudziło aplauz publiki.
 
W tamtym czasie w zespole przewijali się różni perkusiści, a ponieważ opisywaliśmy już to w szczegółach (TUTAJ) pominiemy ten fragment. Stephen Morris odpowiedział na ogłoszenie zamieszczone w sklepie muzycznym Jones. Spodobał się Hookyemu bo był małomówny, choć wygląd miał dość ponury. Ale grał znakomicie.
 
 
Być może to było początkiem specyficznego image Joy Division. Szybko zespołowi przypięto łatkę nazistów, również z powodu tekstów Iana (The Leaders of Men, Warsaw, At A Later Date). Warto przypomnieć, że wtedy w mieści odradzały się skrajnie nazistowskie formacje. 
 
C.D.N.
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     

czwartek, 21 marca 2019

Hormony, winyle i bibliotekarz - czyli o historii pierwszej wytwórni płytowej Manchesteru

Przeciętnemu fanowi zespołów lat 80. wydaje się, że przed Factory Records nie było nic. A tymczasem wytwórnia Tony'ego Wilsona nie była jedyna. Wcześniejszy był projekt Jamesa Richarda Boona, menagera Buzzcocks (o zespole pisaliśmy TUTAJ). 

Boon, rocznik 1952 był przyjacielem Howarda Devoto, razem chodzili do Grammar School w Leeds, więc niejako z automatu został kierownikiem jego zespołu. Ale Boon nie tylko organizował występy dla grupy, napisał dla nich także kilka tekstów pod pseudonimem Alan Dial. W 1976 r. aby umożliwić zespołowi wydanie debiutanckiej EP-ki Spiral Scratch (zrealizowanej zresztą przez samego Martina Hannetta) Richard Boon pożyczył od przyjaciół i rodziny 600 funtów i założył wytwórnię New Hormones. Nazwa pochodziła od odkrytego w tym samym roku nowego hormonu trzustkowego, o którym było głośno w prasie brytyjskiej. 

Płyta szybko się sprzedała, więc jeszcze w tym samym roku wytwórnia wypuściła kolorowy, drukowany na dobrym papierze fanzin The Secret Public, stworzonym przez dziennikarza muzycznego Jona Savage'a i grafika / konceptualistę Lindera Sterlinga oraz zajęła się wydawaniem płyt innych artystów.
Regularnie wypuszczane krążki pojawiały się z logo New Hormones od 1979 do 1982 roku. Wśród nich były takie zespoły jak: Biting Tongues, Diagram Brothers, Dislocation Dance, Ludus z Eric Random i Gods Gift. 

Boon rozpoczął katalogowanie wypuszczanych publikacji. Używał symbolu ORG i cyfr. Litery były aluzją do orgonu, teorii opracowanej przez psychiatrę Wilhelma Reicha, lecz sam pomysł prawdopodobnie zainspirował Tony'ego Wilsona do nadawania numerów katalogowych wszystkim produktom Factory Records.

Wytwórnia The Hormones była ambitnym zamierzeniem i szkoda, że w zasadzie o niej zapomniano (a przynajmniej nie wspomina się jej tak często jak to ma miejsce z Factory Records). Za projekty graficzne pierwszych płyt Buzzcocks odpowiadał grafik Malcolm Garrett, który studiował z Peterem Savillem w Manchester Polytechnic i projektował potem okładki dla takich zespołów jak Simple Minds i Duran Duran.
Jednak pomimo wydania dobrych płyt wytwórnia Boon’a nigdy nie odniosła takiego sukcesu, na który zasługiwała. New Hormones, często pozbawione pieniędzy, działały w zrujnowanym biurze w dawnym magazynie przy 50 Newton Street, do którego Boon zaprosił Cath Carroll i Liz Naylor wydawców fanzinu City Fun (pisaliśmy o nim TUTAJ).

Innymi korzystającymi z hojnego wsparcia Boona byli Alan Wise, samozwańczy doktor teologii i Nigele Baguely, którzy zajmowali się promocją wielu koncertów nowej fali i rocka artystycznego, występujący pod szyldem Wise Moves. 

Alan Wise, jedna z tych niezwykłych i nieco zapomnianych postaci Manchesteru, zmarł we śnie w 2016 r. trzy miesiące po tragicznej śmierci swojej córki Natashy, która cierpiała na depresję i popełniła samobójstwo skacząc z mostu. Świat muzyczny orzekł wtedy, że pękło mu serce... Równie smutny był kres wytwórni The Hormones, która w 1982 r. z powodu braku pieniędzy, po odejściu Pete Wrighta, po prostu zaprzestała działalności.

W dwadzieścia pięć lat później Factory Records zrosła się z historią Manchesteru w jedno, podczas gdy New Hormones, pomimo swojej istotnej roli dla powstania ruchu post-punk, została praktycznie zapomniana. 

Tymczasem była to nie tylko pierwsza wytwórnia płytowa w Manchesterze, lecz pierwsza tego typu wytwórnia w Wielkiej Brytanii. Zainspirowała pokolenie punkowych i post-punkowych muzyków zarówno do tworzenia własnej muzyki, jak i wydawania jej we własnych, zakładanych do tego celu, niezależnych wytwórniach. Tak narodził się styl indie-rock i inne gatunki wywodzące się w wielkiego ruchu post-punk.
 
A Richard Boon?  Dawno temu opuścił Manchester i biznes muzyczny. Jest bibliotekarzem, najfajniejszym bibliotekarzem na świecie, jak sam o sobie pisze TUTAJ. 

Pracuje w bibliotece publicznej w Stoke Newington pod Londynem i wydaje się jednak całkowicie z tego zadowolony. Przekonuje, że jego rola bibliotekarza jest taka sama, jak zarządzanie Buzzcocksami: obie polegają na zamianie ludzi w towar, bo według Boon'a punk polegał na otwieraniu drzwi, które wcześniej były zamknięte. Obecnie organizuje coroczny Festiwal Literacki w tym mieście TUTAJ i zamierza kiedyś wydać wspomnienia. 

Budynek przy 50 Newton Street stoi nadal. Mieści się w nim hotel i schronisko młodzieżowe. A Richard Boon przeszedł do historii jeszcze z jednego powodu - to on nagrał na kamerze VHS, koncerty Joy Division i Buzzcocks, które miały miejsce w weekend 27-28 października 1979 r. w Apollo Theatre w Manchesterze i które potem wyszły na kilku bootlegach. 

Ale to już zupełnie inna historia…


Chcecie ją poznać? Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 29 grudnia 2018

Z katalogu Factory: A Factory Sample - tak zaczęła się legenda Joy Division i wytwórni Factory Records

Po wydaniu FAC 1, czyli plakatu o którym pisaliśmy TUTAJ, przyszła pora na pierwszą  płytę wytwórni. Factory Sample o którym mowa, został wydany na przełomie 1978 i 1979 roku, a dzisiaj osiąga szokujące ceny (choćby na aukcji opisanej TUTAJ, gdzie został sprzedany za zawrotną cenę 190 GBP, co przy dzisiejszym kursie funta to 908 PLN...). 

Grafika użyta przez Petera Saville'a (TUTAJ) stała się kultowym elementem do dziś powielanym na płytach, koszulkach, ba nawet na tatuażach. Nazwę Factory wymyślił Alan Erasmus - przyjaciel Tony Wilsona, który z nim i Peterem Saville'm byli współzałożycielami wytwórni. To wtedy, po serii nocnych koncertów w Russel Club, Tony Wilson zdecydował się na wydanie pierwszej płyty winylowej. Zaprosili między innymi Joy Division, a ci po uzyskaniu akceptacji ich managera Roba Grettona, wyrazili zgodę. To wtedy nastąpiło słynne podpisanie umowy krwią Tony'ego Wilsona. Zespół otrzymał 50% zysków i całkowitą wolność twórczą, jak i inne grupy zaproszone przez wytwórnię.


Pierwsze opisywane dziś wydawnictwo, było ręcznie pakowane w mieszkaniu Alana Erasmusa przy Palatine Road, które przez kolejne 12 lat było siedzibą wytwórni.
Zawiera dwa single, zapakowane w plastikową obwolutę - całość oczywiście zaprojektowana przez Petera Saville'a.

Ten wspomina, że podczas produkcji minialbumu, nikt z nich nie miał pojęcia jak prawidłowo powinna wyglądać od strony technicznej okładka, więc po prostu robili wszystko najlepiej jak potrafili.. Dodatkowo do pierwszego wydania dodano 5 naklejek. Pierwsze wydanie miało nakład 5K kopii. Od wtedy wytwórnia zaczęła przesyłać słuchaczom przekaz poprzez grawerowanie go na krążkach. Ta płyta posiada następujący: EVERYTHING IS REPAIRABLE , EVERYTHING IS BROKEN (wszystko można naprawić, wszystko można zniszczyć) wygrawerowany odpowiednio na każdej ze stron.

Ale zanim właściciele firmy mogli projektować, czy sklejać okładki, musiał pojawić się ktoś kompetentny - ten czwarty. Ten, który w przeciwieństwie do nich, musiał coś potrafić - przynajmniej w obszarze realizacji dźwięku. Tym kimś był Martin Hannett (TUTAJ), pracujący wtedy w Strawberry Studios. Miał w dorobku produkcję debiutanckiego singla the Buzzcocks pt. Spiral Scratch. I tak to wszystko się zaczęło...



Muzycznie na płycie pojawili się czterej wykonawcy: Joy Division, the Durutti Column, John Dowie i Cabaret Voltaire. Digital było pierwszą piosenką, jaką Hannett nagrał z zespołem. Utwór ma specyficzny, rzeczywiście cyfrowy rytm, podkreślany przez monotonne day in day out Iana Curtisa. W Glass z kolei pojawiają się pierwsze efekty dźwiękowe Hannetta, których apogeum nastąpi na Unknown Pleasures. Wielu krytyków muzycznych wyraża opinię, że Hannett odkrył sposób w jaki sprzedać muzykę zespołu, co przyniosło później ogromny sukces. Strona druga zarezerwowana została dla Durutti Column (TUTAJ), który wyraźnie w tamtym czasie poszukuje swojego późniejszego stylu. Utwory No Communication i Thin Ice brzmią niezwykle undergroundowo, można powiedzieć, że awangardowo. Monorecytacje Vini Reilly przeplatane z efektami Hannetta tworzą ciekawy klimat. Wielu fanów ich twórczości żałuje, ze grupa nie kontynuowała tego kierunku. 

Winyl drugi - strona A - zawiera trzy piosenki Johna Dowie, który tak na prawdę był komikiem muzycznym. Cabaret Voltaire, o którym pisaliśmy TUTAJ, swoją pierwszą piosenkę (o ile tak to można nazwać) poświęca niemieckiej organizacji terrorystycznej Baader Meinhof, frakcji komunistycznej organizacji RAF. Drugi utwór niestety nie jest dostępny do odsłuchania na You Tube.
Ogólnie, trzeba przyznać, że jak na debiut, jest to całkiem niezły odlot. Ale przecież mamy do czynienia z niezależną, undergroundową wytwórnią muzyczną, zatem inaczej być nie mogło.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Factory Sample - 1978/1979, producenci: Martin Hannett, C.P. Lee i Cabaret Voltaire, Tracklista: (A-1) Joy Division: Digital, Glass, (A-2) The Durutti Column: No Communication, Thin Ice (Detail), (B-1) John Dowie: Acne, Idiot, Hitler's Liver, (B-2): Cabaret Voltaire: Baader Meinhof, Sex in Secret.