Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Mason. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Terry Mason. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2024

Stephen Morris: Record, Play, Pause - książka perkusisty Joy Division i New Order cz.19: Pierwsze występy Warsaw

 

W pierwszej części (TUTAJ) przedstawiliśmy streszczenie fragmentu książki, w którym Stephen Morris opisuje swoje dzieciństwo. W części drugiej (TUTAJ) wojenne pasje perkusisty Joy Division, a w kolejnej historię życia jego ojca (TUTAJ), rodzinne wycieczki (TUTAJ) i pierwsze single w kolekcji Stephena (TUTAJ). W następnym wpisie przedstawiliśmy pierwsze instrumenty z kolekcji Stephena i opisaliśmy jego fascynację the Beatles, jak i amerykańską TV (TUTAJ). W kolejnym (TUTAJ) męczarnie na kursie tańca i fascynację obserwatorium Jordell Bank, oraz kompletnie inne, niż rodziców, zainteresowania kinowe. W kolejnym (TUTAJ) lekcje gry na klarnecie i pierwsze zakupy płytowe. W kolejnym (TUTAJ) pierwsze koncerty i fascynację Davidem Bowie  wybór roli w zespole jako perkusista (LINK). W tej części (LINK) przedstawiliśmy pierwsze eksperymenty kolegów z LSD, epizod ze studiami i przeprowadzkę do nowego domu. TUTAJ opisaliśmy pierwszych idoli gry na perkusji i zakup instrumentu, a także pierwsze lekcje Stephena gry na nim, a TUTAJ perypetie związane ze zmianą szkoły. Wzrastające zainteresowania winylami i rozbudowę zestawu perkusyjnego opisaliśmy TUTAJ i TUTAJ. Pierwsze nagrania zespołu Stephena w Strawberry Studios opisaliśmy TUTAJ. Późniejszy wpis za to (TUTAJ) przedstawiał narodziny punk rocka w UK wg. Morrisa. Natomiast narodziny Warsaw opisaliśmy TUTAJ.

Kolejny, 10 rozdział książki ma tytuł Perkusista i kierowca. Z powodu posiadania samochodu ludzie często prosili Stephena żeby im go pożyczył.
 
Wykwalifikował się przy okazji w pakowaniu i przewozie perkusji. Kiedy jechał na pierwszą próbę Warsaw zabrał ze sobą Iana, jego mikrofon, wzmacniacz i kolumny. W książce autor zamieszcza maszynopis jednej z pierwszych piosenek z tekstem Iana - Tension z lutego 1977 roku.
 
 
W drodze rozmawiali o muzyce. Gdy dojechali Ian wspomniał patrząc na samochody, że Hooky już tu jest, wtedy Stephen pierwszy raz usłyszał ten pseudonim. Myślał jednak że chodzi o kogoś starszego. Ćwiczyli w Strangeways na zapleczu małego sklepu. 
 
Hooky miał agresywny sposób gry na basie, a gitara Bernarda brzmiała znakomicie. Próbowali i rozmawiali w przerwy o muzyce. W tamtym czasie Ian i Stephen mieli podobne prace w biurze, Hooky pracował w Manchester Ship Canal Company, a Bernard w Cosgrowe Hall w studio animacji filmów rysunkowych (warto przeczytać jego wspomnienia TUTAJ).
 
 
W pewnej chwili pojawił się też Terry Mason, jego rola w zespole jednak nie była jasna i zmieniała się w czasie. W drodze do domu rozmawiali o koncertach i zespole.
 
Największą trudnością było wybicie się, ale Ian miał nieco kontaktów, znał menadżera Buzzcocks, producenta Martina Hannetta, trochę ludzi z biura RCA. Stephen starał się wtedy o pracę dziennikarza w Record Mirror, i choć został odrzucony, zaproponowano mu pracę dorywczo jako dziennikarzowi niezależnemu. Zaproponowano mu pisanie recenzji z koncertów i za to wynagrodzenie. Ponadto opłacano mu wejścia, jednak miał uzgadniać na jaki koncert się wybiera. Jako pierwszy wybrał Ed Banger and the Noseblleeds.
 
 
Przed koncertem zaczepił DJ-a i zapytał dlaczego nie gra Patti Smith, a ten niegrzecznie mu odpowiedział, tym sposobem Stephen poznał Roba Grettona. Koncert bardzo mu się spodobał, a po nim odbył miłą rozmowę z
gitarzystą, którym okazał się Vini Reilly. Napisał bardzo pozytywną recenzję z tego wydarzenia.
 
Swój pierwszy koncert z Warsaw zagrał pewnego sobotniego popołudnia w Liverpoolu. Niestety nie spotkał się on z pozytywnym przyjęciem publiczności. Za to pierwszy występ z Ianem wzbudził w nim szok, Ian zdawał się być nakręcony. Nie zgadza się z opiniami że zachowywał się jak wariat, był zwyczajnie bardzo dynamiczny. Zupełnie inaczej zachowywał się podczas prób, czasem mruczał coś pod nosem, czasem recytował teksty do mikrofonu. Jednak podczas koncertu całkowicie się zmieniał. 
 
Następnie Stephen Morris podkreśla jak ogromną rolę, jaką ma do spełnienia forntmen i wokalista zespołu. Ian wziął to całkowicie na siebie i z pełnym powodzeniem. 

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 20 lipca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.6: Narodziny Joy Division, pojawia się Ian Curtis

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumnera nosi tytuł Rebellion (Rebelia). Tytuł nawiązuje do wydarzeń, które zaszły w życiu autora i które później okazały się rzeczywiście rewolucyjne. 

W 1976 roku Terry Mason przyniósł New Musical Express i zachęcił ich do pójścia na koncert Sex Pistols. Wspomniał, że to antysystemowy zespół, że jego członkowie nawet byli w więzieniu. To ważne, bowiem z niewielu opracowaniach spotykamy się z informacją, że tak na prawdę Terry Masonowi zawdzięczamy powstanie Joy Division. Sumner opisuje, że bywał na kilku koncertach wcześniej, między innymi Lou Reeda, ale to co zobaczył podczas występu Sex Pistols zrewolucjonizowało jego życie i spojrzenie na muzykę. Faktem jest, że koncert był średni, zespół którego później słuchał z kasety brzmiał podczas koncertu fatalnie, niemniej ten występ był katalizatorem jego dalszych działań. Wspomina, jak wielu innych świadków, że na koncercie było kilkadziesiąt osób, część z nich przypadkowa, a bilety kasował i sprzedawał sam Malcolm McLaren. Widział tam Morriseya, Marka E. Smitha, Tony Wilsona i Paula Morleya, był oczywiście z Hookym

Wtedy postanowił, że może zacząć robić swoją własną muzykę, wyciągnął z kąta pokoju gitarę, którą wcześniej dostał od matki, odkurzył, usiadł na łóżku i zaczął brzdąkać. Początki były bardzo trudne, nawet nie wiedział gdzie znajduje się góra, a gdzie dół instrumentu... Ale kupił książkę do nauki i zaczął instrument stroić i na nim grać. Tym bardziej było trudno, bo w książce znajdowały się hity lat 50-tych, których zupełnie nie znał. Po pewnym czasie Hooky kupił bas i książkę do nauki gry, mocno się wtedy wykosztował. Tak więc narodziły się początki ich wspólnego grania. Zaczęli próbować razem, co wychodziło im beznadziejnie. Po pewnym czasie Sumner odkrył, że może podłączyć się do gramofonu dziadka, tak samo z innym gramofonem zrobił Hooky.

Po pewnym czasie zaczęło im brakować wokalisty i perkusisty. Dali więc ogłoszenie w witrynie sklepu płytowego Virgin, że poszukują wokalistów. To było nawet całkiem zabawne, bo do Sumnera, który miał w nowym mieszkaniu telefon, zaczęli wydzwaniać różni dziwni ludzie. Najzabawniejszy był hippis, który zaprosił ich do siebie, po czym grając na bałałajce zaczął śpiewać wiersze, jakie sam napisał. Po kilku takich incydentach Sumner zaczął pytać dzwoniących, czy są zainteresowani śpiewem w kapeli punkowej, a jeśli nie to kazał im spier%$lać. 

Pewnego dnia zadzwonił Ian Curtis. Był bardzo spokojny i merytoryczny. Sumnera zaskoczyło, że zapytany o punk, odparł że jak najbardziej, że słucha Iggy Popa, Velvet Undergroung i Lou Reeda. To był strzał w dziesiątkę, zaprosił go do zespołu. Przypomniał sobie, że go kojarzy z klubu Electric Circus, i zapytał, czy jest chłopakiem chodzącym w donkey jacket (pisaliśmy o niej TUTAJ) z napisem HATE, co Curtis potwierdził. Kojarzył dwóch Ianów, Curtisa i jego kumpla Iaina Graya.

Ian miał swój wzmacniacz, próbował też z nimi Terry Mason na perkusji, ale był fatalnym pałkerem. Przychodzili też próbować inni, ale również byli bardzo dziwni. Jeden na przykład powiedział, że przyszedł zobaczyć, czy oni dorastają do jego poziomu. W końcu znalazł się wśród nich Tony Tabac i z nim stworzyli pierwszy skład. 

Ponieważ Terry woził ciężarówką the Buzzcocks zaprzyjaźnili się z nimi. Auto Terryego pozostawało wiele do życzenia, ledwo jeździło, a kiedy zatrzymywało się ten musiał ustami zasysać benzynę, żeby mogło jechać dalej. Dlatego członkowie Buzzcocks nazwali go ssaczem benzyny, podczas gdy on nazywał wokalistę zespołu - Pete Shelly - człowiekiem o oddechu zjałczałego masła. Zapytali ich o propozycję nazwy, i padła propozycja Stiff Kittens. Rozważali też kilka innych, na przykład: The Out Of Town Torpedos, czy The Slaves of Venus, ale zaproponowana przez Boona - menadżera Buzzcocks nazwa wydała im się najbardziej punkowa. Po jakimś czasie zmienili ją na Warsaw, ta wydała im się bardziej ciekawa i egzotyczna, choć żaden z nich nie był w Warszawie. Warto dodać, Sumner pomija fakt, że nazwę Warsaw zaproponował Ian Curtis, który kiedy poznał Sumnera, tworzył zespół o tej nazwie z Iainem Grayem

Przed nimi rysowała się perspektywa pierwszego występu, a ponieważ odkryli, że istnieje zespół Warsaw Packt, postanowili wrócić do nazwy Stiff Kittens, niestety plakaty koncertowe były już wydrukowane. 

Wkrótce omówimy kolejny rozdział książki. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.            

piątek, 2 sierpnia 2019

Ian Curtis wył niczym pies - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.5

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Dzisiaj kolej na rozdział piąty, który zatytułowany jest: Maj - Czerwiec 1978, jak więc widać obejmuje tylko dwa miesiące, ale były one bardzo ważne w życiorysie Joy Division.

Na początku Bernard Sumner opowiada, jak pierwszy raz spotkał się z Robem Grettonem (warto zobaczyć TUTAJ). Miało to miejsce w maju 1978 roku, kiedy był w budce telefonicznej w Spring Gardens w Manchesterze. Do budki zapukał Gretton, przedstawił się, i w dość żartobliwy sposób zaproponował bycie menedżerem zespołu. Pracował wtedy w towarzystwie ubezpieczeniowym (jednocześnie był DJ-em) , ale właśnie stracił pracę, oświadczył, że ma na oku tymczasową pracę przy czyszczeniu toalet w Ardenale Centre, ale wolałby być jednak menedżerem zespołu. Po czym umówili się, że przyjdzie na próbę. Grupa ćwiczyła wtedy w starej fabryce, przyszedł podczas próby gdy już grali. Ponieważ Sumner zapomniał powiedzieć reszcie, że Gretton przyjdzie posłuchać, przerwali granie i z zaciekawieniem zapytali gościa kim jest, i wtedy Sumner go przedstawił... Zaproponował żeby poszli do pubu, każdy sobie coś kupił poza Robem. Tak dostał tą pracę, wyznawał idee punka choć jako DJ puszczał głównie muzykę soul. Zespól zdawał sobie sprawę, że menadżer to brakujące ogniwo, a on miał dużo ciekawych pomysłów.

Dalsza część rozdziału dotyczy sesji RCA w dniach 3-4.05. 1978 roku, w studio Arrow w Manchesterze. To było jeszcze przed spotkaniem z Grettonem. RCA miało wtedy swoje biuro w Piccadilly Gardens, a Ian Curtis pojawiał się tam dość często, mając nadzieję, ze spotka Bowiego, który przyjedzie do wytwórni zapytać o sprzedaż swoich płyt. Stephen Morris podkreśla, że to była to mało znana gawędziarska strona Iana, który chwalił się przyjaźniami z ludźmi z RCA z którymi zaledwie rozmawiał...

Morris i Sumner wspominają Richarda Searlinga z RCA - chciał nagrać album z Joy Division, zaproponował żeby wykonali cover Keep On Keeping On, na co przystali. 

Sam Searling opowiada jak Ian Curtis był regularnym gościem w RCA, głównie z powodu bycia fanem Iggy Popa, i opisuje wokalistę Joy Division jako skromnego i nieśmiałego chłopaka. Wtedy RCA poszukiwali punkowego zespołu i Searling pomyślał o zespole Iana.  

Sumner wspomina, że mieli dwa dni - jeden na nagranie, drugi na miksowanie. Mieli kłopoty ze wzmacniaczem... Przed nagrywaniem partii wokalnych kazał posłuchać płyt Jamesa Browna, żeby Curtis nauczył się śpiewać, a ten odpowiedział, że wypier##la stąd, na co pozostali członkowie zespołu zaczęli reagować złością, argumentując, iż nie można w ten sposób zaniechać pierwszej okazji bycia w studio. Curtis został upity ciderem żeby mógł nagrać wokale, o czym wspomina nie tylko Searling, ale i Morris, który z kolei twierdzi, że pili whisky. Ian niestety nie umiał śpiewać jak Brown, za to wył niczym pies... 

Zespół nauczył się, w jaki sposób nie postępować podczas nagrywania albumu, i nie popełnił tych samych błędów kiedy pracował nad Unknown Pleasures. Morris wspomina, że chcieli nagrać wtedy jakiś cover, mówi o Keep On Keeping On, ale zawsze w takich przypadkach rodzi się jakiś nowy utwór - tutaj akurat Interzone. Co nie zmienia faktu, że zarówno zdaniem Morrisa jak i Sumnera piosenka N.F. Porter jest bardzo dobrym utworem. Sprawdźmy to sami:
Searling również bardzo poważa tą piosenkę, a sugestię jej nagrania podsunęła mu jego żona. Poza Keep On Keeping On nagrali też They Walked in Line, z tytułu którego śmiała się żona Searlinga.

Kolejny fragment omawianego rozdziału dotyczy nagrania An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ) - czyli czerwca 1978 i wytwórni Enigma Records, oraz nagrania At a Later Date, na wydawnictwie Live at the Electric Circus

Na temat tego ostatniego wypowiada się Peter Hook. Kontrakt był dramatem, Virgin zabrało 95% dochodu, zespoły razem dostały resztę, na Joy Division zatem wypadło 0.5 %... Po pół roku płyta natomiast ukazała się z ogromną naklejką informującą o tym, że jest tam nagranie Joy Division... 
W książce przytoczone są recenzje Paula Morleya, Alana Lewisa i Jona Savage'a z tamtego okresu. Pierwszy podkreśla ostre brzmienie grupy, drugi z kolei insynuuje konotacje z faszyzmem dla zysku, choć podkreśla, że płyta An Ideal For Living zawiera materiał godny uwagi. Savage z kolei jest pewny, że zespół jeszcze nie powiedział ostatniego słowa...

Sumner opowiada jak projektował okładkę An Ideal for Living. W zasadzie podobnie jak opowieść Morrisa powyżej, tak samo ten fragment jest powieleniem wypowiedzi z filmu dokumentalnego o zespole. Opowiada historię jak poszli z płytą do Pips i prosili DJja żeby ją odtworzył, i ponieważ była nagrana cicho ludzie zeszli ze parkietu. Hook wspomina, że odsłuchanie płyty w domu było jednym z najbardziej rozczarowujących momentów jego życia. Morris starał się ją sprzedawać, twierdzi że wielu ludzi w Macclesfield powinno mieć ją w domach. Mark Reeder opowiada, że EPka bardzo mu się spodobała, uważa że okładka to była akt odwagi, wspomina jak Curtis będąc w Berlinie interesował się wojną. Przytacza fakt kiedy  Siouxsie w występie telewizyjnym założyła opaskę ze swastyką, co nie wywołało pozytywnych konotacji i było złym sygnałem. W tym czasie odradzały się ruchy nacjonalistyczne. Tłumaczy, że taka retoryka fascynowała Curtisa, ponieważ jako nastolatek rozmawiał o tym z rówieśnikami. 

Deborah Curtis twierdzi że Ian lubił parady wojskowe. Był też fanem Margaret Thatcher (poglądy polityczne Curtisa opisywaliśmy TUTAJ). Ian nie poślubiłby jej gdyby była apodyktyczna. Podczas sporów wycofywał się z dyskusji. Nigdy nie chciał nikogo urazić. O fascynacji II wojną nie chciał z nią dyskutować, było tak dlatego, że mieli na ten temat sprzeczne zdania. 

Sumner z kolei wspomina, że o wojnie dowiadywał się od dziadków. Opowiada jak Gretton utożsamiał słabą sprzedaż płyty z faktem kiepskiej okładki, dosłownie ujął to tak: Ta pierdolona płyta którą nagraliście nie sprzedaje się przez pierdoloną okładkę. Wszyscy myślą przez nią, ze jesteście naziolami. Zrobimy nową okładkę i wytłoczymy płytę na 12 calowym nośniku, będzie brzmiała głośniej. Odkupił też taśmy matki od RCA - i tak te ukazały się później na bootlegu...

Lesley Gilbert wspomina jak z Robem Grettonem pierwszy raz zobaczyli Joy Division podczas  Stiff/Chiswick i byli zaszokowani. Zespół  wyraźnie odróżniał się od innych i wytwarzał wkoło siebie niesamowitą atmosferę... Bernard Sumner opowiada jak dobrze czuł się w towarzystwie ich menadżera, i tak na prawdę to Gretton spowodował że nagrali pierwszą płytę dla Factory. Zespól był wtedy zdania, że trzeba nagrać ją gdziekolwiek. Opinię o Factory podzielał też Ian Curtis.  

Terry Mason ma żal o to w jaki sposób został pozbawiony pozycji menadżera zespołu, twierdzi że to nie podobało się Ianowi Curtisowi, który był bardzo honorowym człowiekiem. Rob widział dla niego miejsce przy zespole, tak więc pozostał i imał się różnych czynności jak np. kierowca. Terry Mason udziela też dość ciekawej informacji - twierdzi, że utwory z początku działalności zespołu komponował głównie Peter Hook. Wtedy byli najmniej popularną grupą w mieście. Pojawiło się więcej piosenek Iana... to była inna liga. Można tworzyć proste rymy, ale Ian tworzył wiersze, które nie były proste do zrozumienia. 

Proces powstawania piosenek opisuje Bernard Sumner: Włączaliśmy instrumenty i po prostu graliśmy. Mieliśmy taki stary magnetofon. Ian zwykł podchodzić i mówić "o ten bit jest dobry" a ponieważ byliśmy skupieni to on cały czas słuchał. Wtedy ja mówiłem: "O to ci się podoba?" I wtedy zaczynałem jamować w oparciu o ten fragment, wtedy on mówił: "OK użyjemy tego dla następującego fragmentu testu, a tego dla chórków". To było dość proste ale myślę że dlatego, iż nie wiedzieliśmy co robimy, robiliśmy to w nietypowy sposób.... Hooky nie słyszał się jak grał nisko, więc zaczął grać wysoko, co było szczęśliwym zbiegiem okoliczności i nadało nam brzmienie. .. Jestem dość wyluzowaną osobą, nie jestem hiper w żądnym tego słowa znaczeniu, jeśli chcesz grać punka musisz być hiper, agresywny, lub szalony, czego nie umiałem. Tak więc wyrobiłem sobie swój styl, wolny i uważny. Lubię dźwięk, dlatego zwykłem grać na gryfie gitary gdzie brzmi ona na prawdę ładnie. Ja jestem bardziej rytmem i akordem, a Hooky był melodią. Ma na prawdę duży talent jeśli chodzi o melodię. Ma taką silną, barbarzyńską składową osobowości, którą lubią ludzie, ostrą jakość ujawniającą się w muzyce. ...

Nie mieliśmy żadnego sposobu na pisanie muzyki. Po prostu czekaliśmy na inspirację. Ian był niezły w wyłapywaniu riffów... 

Kończyliśmy z piosenką i nagrywał ją na kasecie. Brał do domu, gdzie miał pudełko z tekstami. Czasem dodawał cały tekst, czasem wracał na próbę z niepełnym i go kończyliśmy. ... Był pisarzem, miał zazwyczaj ze sobą pudełko pełne tekstów, siedział w domu i pisał non stop zamiast oglądać telewizję...

Opowiadał o muzyce innych: "Słyszeliście nowy numer Iggyego, China Girl? 


Zróbmy coś podobnego." Ale nie zrobiliśmy bo nie byliśmy na tyle dobrzy..."Słyszeliście piosenkę Love - 7 and 7 Is?" Zróbmy coś podobnego... Rozmawialiśmy o tym ale tego nie robiliśmy. 


Były dni że nic się nie działo, ale były takie że mieliśmy niezłe pomysły...

Myśleliśmy że rytm jest najważniejszy, więc musieliśmy być pewni, że mamy dobry rytm od Steve'a zanim zaczęliśmy dodawać gitary. Siadaliśmy wkoło niego i to wyglądało jak: dalej Steve, daj nam jakiś rytm.  O to będzie to, i zaczęliśmy jamować...

Tony Wilson podkreśla, że każdy z członków zespołu wnosił coś ważnego. Każdy z nich coś wnosił i wszyscy lubili Pistolsów

Peter Hook wspomina: wzmacniacz Bernarda był bardzo głośny. Gdy grałem wysoko mogłem go przekrzyczeć. Ian gdy to usłyszał był wstrząśnięty i powiedział: To brzmi nieźle gdy grasz wysoko, powinniśmy nad tym popracować bo to brzmi na prawdę charakterystycznie. A ja na to: OK który bit? On odpowiadał: ten tam i tam, I wszystkie te piosenki: She's Lost Control, Insight, 24 Hours, LWTUA, 99% ich zaczynało się od muzyki. 

Terry Mason opowiada, że Ian Curtis często podczas jamowania wyciągał kawałki tekstów i przeprowadzał coś na kształt testu wzrokowego, który fragment najbardziej pasuje. Ian brał to wszystko do domu i zmieniał, poprawiał, wracał na kolejną próbę a jeśli nie byli zadowoleni odkładali utwór na jakiś czas. 

Stephen Morris przyznaje że nie miał pojęcia o czym śpiewał Curtis, była to jego prywatna sprawa. Na koniec rozdziału Sumner wspomina, że każdy z nich był jak samotna wyspa, a Hook że stanowili doskonałą całość - wszyscy parli równomiernie w tym samym kierunku.

Wkrótce omówimy kolejny rozdział z książki Jona Savage'a, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                     

piątek, 13 lipca 2018

Czy ktoś widział ostatnio Terry Masona - jednego z założycieli Joy Division?

Losy Iana Curtisa, Petera Hooka i Bernarda Sumnera są znane, lecz informacje o czwartym założycielu zespołu Joy Division, Terry Masonie, są niepełne. Szybko przestał być perkusistą, bo według swoich kolegów - nie potrafił grać. Bernard Sumner utrzymywał, że jego gra była słaba, choć może nie tyle brakowało mu umiejętności, co dobrego sprzętu. Jego zestaw perkusyjny miał podobno wadliwie umocowane nóżki, podczas gry przemieszczał się po scenie i zmuszał perkusistę do wędrówki za nim… Efekt tego był komiczny, bo muzyk przypominał bardziej narciarza wodnego, jak to określił w swojej książce Bernard Sumner, niż członka punkowej grupy muzycznej. Ale zbierzmy podstawowe dane:
 
Terry Mason chodził do Salford Grammar School razem z Peterem Hookem i Bernardem Sumnerem, wtedy Bernardem Dicken. Terry tak to wspominał po latach: Zwykle słowa „gramatyka” i „szkoła” sprawiają, że myślisz o czymś eleganckim. Ale to nie była szkoła dla  Lorda Snooty. Było tam wystarczająco dużo złodziei i włóczęgów. Ale jeśli ja i Hooky zdalibyśmy od razu egzaminu 11 Plus, nie spotkalibyśmy Bernarda. 

Wszyscy trzej pochodzili z Salford i przyjaźnili się. Skończyli szkołę w wieku 16 lat, po czym Bernard, znalazł pracę w studiu filmów rysunkowych, a Hook w dokach w Manchesterze. Na cztery lata stracili ze sobą kontakt, lecz wszystko zmieniło się 20 lipca 1976 r. Tego dnia najpopularniejszy londyński zespół The Sex Pistols zagrał w The Manchester Free Trade Hall. Peter postanowił pójść na koncert, zaprosił Bernarda i Terry'ego Masona. Po tym co zobaczyli wraz z obecnymi, około 40 osobami, postanowili stworzyć własny zespół. Następnego dnia rano Barney kupił gitarę - Gibsona SG - razem z instrukcją i wzmacniaczem. Peter wybrał elektryczną gitarę basową, a Terry Mason zdobył pieniądze na zestaw perkusyjny.
 
Zaczęli wspólne próby nad miejscowym pubem Black Swan, ale wciąż potrzebowali nazwy i wokalisty dla swojego zespołu. Wkrótce mieli i jedno i drugie. Przyjęli miano The Stiff Kittens a wokalistą został Ian Curtis. W przeddzień pierwszego koncertu Terry Mason uznał, że nie jest wystarczająco dobry, by grać publicznie. Został kierownikiem zespołu, a jego pierwszym zadaniem było znalezienie zastępczego perkusisty. Znalazł mieszkańca Didsbury o imieniu Tony Tabac, którego w kilka godzin nauczył gry na perkusji i repertuaru zespołu… Mason nie pozostał też długo na stanowisku menadżera. O kulisach jego odwołania chętnie i często opowiada Bernard Sumner: Nasz szkolny kolega Terry Mason nigdy nie zrozumie niczego. Gdy go zwolniliśmy z funkcji perkusisty i gitarzysty, wypróbowaliśmy go jako menedżera. Wysłał mnóstwo taśm do firm fonograficznych, ale nie dostaliśmy ani jednej odpowiedzi. Nawet "spierdalaj". Zapytaliśmy, co wysłał, a potem wysłuchaliśmy jednej z tych taśm. W połowie pierwszego utworu nagle usłyszeliśmy głosy z Coronation Street, i jak jego matka mówi: "Terry, twoja herbata jest gotowa!" [Śmiech] Wykonał wszystkie kopie za pomocą mikrofonu ustawionego przed innym magnetofonem, więc nagrał wszystko, co działo się w domu! (TUTAJ) Po tej historii na jego miejsce zatrudniono Roba Gettona a Mason został kierownikiem zespołu, kierowcą i inżynierem dźwięku na żywo. Kontynuował podobną rolę przez wiele lat w New Order. Poza tym, po ataku padaczki Iana Curtisa, Terry Mason został wyznaczony przez zespół na jego opiekuna, miał pilnować, żeby Curtis zażywał przepisane leki, uniknął spożywania alkoholu i nie był ospały. Czemu właśnie on? Otóż okazuje się, że zdążył zaprzyjaźnić się z Ianem, przynajmniej Deborah Curtis tak utrzymuje: [Ian] Znalazł pokrewną duszę, Terry'ego Masona. Obaj spędzili dużą część swojego życia, czytając z entuzjazmem prasę muzyczną w sklepach muzycznych, mając nadzieję, że będą pierwszymi, którzy kupią każdy nowy kawałek. Uważali muzykę za główny element życia i wierzyli we wszystko, co podawała prasa muzyczna. Musieli się przyjaźnić, bo na jedno ze spotkań z psychiatrą Ian poszedł z Terrym, a po ostatniej wizycie w klinice, która miała miejsce 6 maja 1980 r., to on towarzyszył mu wraz z Robem Grettonem w jego wizycie w domu przy Barton Street 77, tak o tym pisze w swojej książce Deborah Curtis: Wywarł na Terry Masonie takie samo wrażenie, jakie na nim tego dnia lekarz. Powiedział Robowi i Terry'emu, że wszystko załatwił i że jest w trakcie rozwodu. Dał Terry'owi egzemplarz płyty An Ideal for Living, ponieważ ten go nie miał. Terry otrzymał także kilka nagrań Iana, w tym jego kopię singla Sordide Sentimentale Atmosphere/Dead Souls, który miał numer seryjny 1106. Nagły kaprys Iana, by oddać swoje rzeczy mógł stać się wskazówką, co do jego intencji, ale jego hojność była w przeszłości legendarna i czasami potrafił nią przytłoczyć, jeśli miał odpowiedni do tego nastrój
 
Po śmierci Iana, jak już napisano wyżej, Terry został kierownikiem tras koncertowych New Order i odpowiedzialnym za sprzęt nagłaśniający. Ale według relacji członków zespołu nie znał się ani na sprzęcie, ani też nie miał zdolności organizacyjnych. Wytrwał na swoim stanowisku do ok. 1987 r. Co się z nim działo potem i co dzieje się teraz - nie wiadomo. Jedynie znanym faktem jest ten, że przed 2006 r. spotkał się z nim Mick Middles, który przeprowadził z nim i z innymi osobami związanymi z wokalistą Joy Division wywiady, na podstawie których, w`raz z Lindsay Reade, napisał książkę Torn Apart: The Life of Ian Curtis. Wydaje się zaskakujące, że osoba, która była obecna, brała udział w powstaniu Joy Division a potem była częścią zespołu, nie budzi zainteresowania dziennikarzy. Jest dziwne, że w morzu pojawiających się artykułów o Joy Division i Ianie Curtisie nikt jeszcze nie przeprowadził i nie opublikował wywiadu-rzeki z Terrym Masonem.
 
Cytaty pochodzą z książek: D. Curtis, Przejmujący z oddali, Warszawa 2008; B. Sumner, Chapter and Verse, New York 2014.