Refleksje po przeczytaniu książki. Zabierałem się za nią kilka razy, bowiem początek jest dość zniechęcający, pojawiają się nazwiska, których po części nie znałem. Ale im dłużej czyta się książkę Tomasza Lady, tym bardziej wciąga ona czytelnika.
Z życiorysu autora zamieszczonego TUTAJ, dowiadujemy się, że pisał dla Życia Warszawy, Faktu i innych redakcji, ale też dla prasy muzycznej np. Tylko Rocka i Bruma. Książka z 2022 roku w mojej ocenie spełnia dwa cele. Pierwszy to ostrzeżenie, czym kończą się narkotyki. To ślepa uliczka, zaczyna się zwykle od jointa z marihuany, a kończy śmiercią. Zazwyczaj w samotności i co jest najstraszniejsze, nie wiadomo w jaki sposób, bo po etapie marihuany pojawia się heroina, kompot, człowiek kończy jak nazywał ich Skandal z Dezertera (jeden z opisanych bohaterów) jako narciarz. Najpierw z grupą innych wychudzonych i włóczących się po centrach miast ćpunów, a później już samotnie, bo wszyscy dawni przyjaciele rozpływają się jak we mgle (to też cytat ze Skandala).
Pierwszy z trzech bohaterów książki to Janusz Rołt - legendarny perkusista projektów m.in. Brygada Kryzys, Armia, Lech Janerka. Geniusz perkusji, którego heroina sprowadziła na margines życia. Dzięki książce możemy poznać wiele szczegółów dotyczących kultowych dziś albumów, jak choćby Czarnej Płyty Brygady Kryzys. Chyba najbardziej zabawny fragment, pokazujący z kim muzykom przyszło nad nią pracować, dotyczy wspomnienia, kiedy po nagraniu albumu Rołt oświadczył że nie jest zadowolony ze swojej gry, i może zagrać lepiej. Okazało się, że jest leworęczny a perkusja była ustawiona dla muzyka praworęcznego...
Nie będę pisał streszczenia, szkoda obdzierać książki ze smakowitych kąsków, rozmówcy przytaczają fakty pokazujące kolejne fazy wzlotów i upadków genialnego perkusisty, w końcu AIDS (od strzykawek) i samobójcza śmierć.
Zdjęcie: se.pl
Drugim bohaterem jest Dariusz Hajn (Skandal) z Dezertera. I mamy podobny scenariusz, z tym że śmierć jest nie przez samobójstwo, tylko ... I tutaj częsta sytuacja spotykająca ludzi uzależnionych. Jak zmarł? Tego nie wie nikt... Podobnie było z Jimem Morrisonem, zresztą jest tutaj więcej podobieństw, nawet fizyczne.
Smutna historia, ale co ciekawe, niektóre z wypowiedzi są sprzeczne, czyli ktoś kłamie, co do faktu odejścia Skandala z Dezertera. Niemniej panowie jednak finalnie się pojednali bo Skandal zaśpiewał gościnnie w piosence Szwindel już po jego rozstaniu się z zespołem:
Droga była podobna, przeszedł na buddyzm, coraz więcej brał, haszysz, heroina, LSD, amfetamina. Finalnie: narciarz i śmierć. Nawet nie wiemy do końca jak, szkoda, że jego żona odmówiła autorowi wypowiedzi.
Zdjęcie: Wikipedia
Ostatni z bohaterów to Robert Sadowski (pseudonim Sadek), gitarzysta grup Madame, Deuter, Immanuel, Houk, Kobonq... Człowiek, który miał ogromny, wręcz niewyobrażalny wpływ na rodzimy underground. Kiedy usłyszał gitarę Jarosława Lacha z Aya RL postanowił kupić taką samą. Wtedy wszystko się zaczęło.
Miał w karierze okres fascynacji the Doors, kiedy grał w projekcie The Lizards Day. Poznajemy jak wielkim talentem gitarowym był Sadek, ale też dowiadujemy się jakim potrafił być tytanem pracy.
Ciekawym jest też opis błyskotliwej kariery zespołu Houk i przyczyn jego rozpadu (podziw dla autora za opublikowanie niektórych wypowiedzi... jak to pozory potrafią mylić...).
I znowu pojawia się heroina, ucieczki w miasto, opuszczanie prób. Ale przy okazji poznajemy historię zespołu Kobonq, problemy ze znalezieniem wydawcy ich muzyki, przełomowej wycieczki Sadka do Wiednia, rozpadu i próbach reaktywacji zespołu.
I jest jak zwykle, heroina, ulica, picie, AIDS, śmierć - tym razem na zawał.
Autor w wywiadzie opublikowanym TUTAJ zawarł credo, czym jest jego książka. Kilka osób nie chciało ze mną rozmawiać, bo uznało, że „piszę o narkomanach”. Owszem, ci faceci mieli problem z heroiną, ale dopóki nie usłyszałem tego tekstu, nie myślałem o nich w takich kategoriach. Uznałem po prostu, że piszę o twórczych ludziach, którzy poszukując swojego miejsca w sztuce i życiu, weszli zbyt głęboko w używki i skończyli tragicznie. Nigdy jednak nie byli dla mnie po prostu narkomanami. Teraz też tak o nich nie myślę.
I to jest najważniejszy, drugi cel książki Zagrani na śmierć. Upamiętnienie wybitnych muzyków bez których oblicze polskiego undergroundu nie byłoby dziś takie samo.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Na początek smutna wiadomość... 2.12. zmarł Lawrence Weiner (ur.1942), plastyk, artysta konceptualny, twórca logo Factory Records US i projektant okładek wydawanych w Crépuscule m.in singla z 1982 Deutsche Angst, TWI 059, a także plakatów na występy New Order, Section 25 i Quando Quango (LINK).
Hooky w kwietniu 2022 zagra koncerty poświęcone obu albumom Joy Division, ze wstępnym setem z utworami New Order. Więcej TUTAJ.
Organizatorzy na Twitterze piszą, że koncerty są celebracją 40 lat nieustającego wpływu Iana Curtisa i Joy Division (TUTAJ). Święte słowa.
Skoro zaczęliśmy od chłodnego klimatu, mało kto potrafi go roztaczać jak jak The Opposition. Ci zagrali 18 grudnia we Francji w ramach imprezy Les Rockeurs Ont Du Coeur w Longwy. W przyszłym roku powrócą do Francji, wystąpią w ramach festiwalu Motocultor, w dniu 18 sierpnia (LINK).
Grali tam też powyższy utwór... My wklejamy go jednak w oryginale, żeby przypomnieć im jak powinien brzmieć...
Kapela o której teraz kiedyś też potrafiła mrozić... Dziś to zaledwie lekki chłodek. Niemniej zawsze miło posłuchać Variete, którzy koncertują po kraju, najbliższe występy już w styczniu i lutym.
Zespół zmartwił się ostatnio bo nie wygrał tzw. Dorocznego plebiscytu na Płytę Roku "Wyborczej"... muzycy pocieszają się, że nie wygraliśmy, ale krążymy po orbicie (LINK).
W tle statek kosmiczny z Michnikiem całującym Jaruzelskiego na pokładzie.
Wilki świętują 30. lecie swojej debiutanckiej płyty pt. Wilki. Z tej okazji 16 lutego w Filharmonii Szczecińskiej dadzą koncert ale będą to Wilki akustycznie (LINK). A skoro przypomnieliśmy powyżej Opposition jak brzmieli, może warto wspomnieć też o pięknym okresie, gdy Gawliński nie myślał o biuście Baśki, bo Wilki to jednak nie nasza bajka...
Za to teraz z naszej bajki. Giganci rocka progresywnegoRush świętują 40. rocznicę wydania swojego albumu Moving Pictures udostępniając swoje mało znane czy dotąd niepublikowane zdjęcia. Można je obejrzeć i kupić TUTAJ.
Inne mało znane rzeczy - Yoko Ono udostępniła do streamowania utwór Johna Lennona: Listen, The Snow Is Falling z 1971 roku, który wtedy znalazł się na stronie B E-pki Happy Xmas (War Is Over). Muzyk gra na nim na gitarze (LINK).
My ilustrujemy ten news klipem Lennona z piosenką w której pada słowo Christmas, które pewnie niedługo zostanie zakazane przez neokomunistów z Unii Europejskiej.
W nowym klipie innego exbeatlesaGeorga Harrisona do starej piosenki My Sweet Lord pojawili Ringo Starr, Jeff Lynne, Joe Walsh i „Weird Al” Yankovic. Oprócz nich w epizodach jeszcze pokazali się następujący aktorzy, podobno wszyscy znani: Jon Hamm i Rosanna Arquette; komicy Reggie Watts, Patton Oswalt, Natasha Leggero, Tim Heidecker, Eric Wareheim, Kate Micucci, Riki Lindhome i Paul Scheer, nagrodzony Oscarem filmowiec Taika Waititi i artysta wizualny Shepard Fairey. Producentem filmiku jest syn Harrisona - Dhani.
Faktycznie podobno znani...
Z podobnych rewirów wiekowych - zmarł basista Phil Chen, który grał z Rodem Stewartem, Jeffem Beckiem, Rayem Manzarkiem i Robbym Kriegerem zThe Doors. Od dłuższego czasu chorował na raka. Miał 75 lat. Informację podała rodzina na FB muzyka (LINK).
Koncertowo ale zagranicznie. Organizatorzy Reading Festivals w Leeds ogłosili skład, który wystąpi na przyszłorocznej edycji w 2022 i rozpoczęli sprzedaż biletów. W wydarzeniu, które odbędzie się na dwóch głównych scenach w sierpniowy weekend wezmą udział m. in. Arctic Monkeys, Rage Against the Machine, Bring Me the Horizon, Halsey, Dave, Megan Thee Stallion i oczywiście jeszcze wielu innych muzyków (LINK).
Wstyd przyznać, nie znany nikogo, oczywiście poza Rage Against the Machine, a ich tylko ze słyszenia.
Za to znamy M83 (pisaliśmy o nich TUTAJ), ci ogłosili ponowne wydanie limitowanej edycji Hurry Up, w 10. rocznicę powstania albumu. Płyta, która zostanie wytłoczona na przezroczystym, pomarańczowym winylu i będzie miała nową okładkę, ukaże się 15 kwietnia nakładem Mute.
M83 świętuje tę wiadomość, udostępniając nowy teledysk do piosenki My Tears Are Becoming a Sea. Nieco straszny więc wrzucamy go powyżej.
Znamy też Tool. Na początku ostatniego tygodnia pojawił się w sieci materiał filmowy, na którym perkusista tego zespołu, Danny Carey, atakował na lotnisku w Kansas City jakiegoś mężczyznę, prawdopodobnie ochroniarza. I został aresztowany, ale głównie za homofobiczne obelgi, którymi obrzucał swoją ofiarę. Film ze zdarzenia jest TUTAJ.
Podobny wolnościowy klimat - według niedawno opublikowanego raportu pewnej organizacji praw człowieka, Korea Północna dokonała egzekucji co najmniej siedmiu osób za słuchanie K-popu (LINK).
Podczas egzekucji Kim Jong Un podobno słuchał najnowszego remiksu Majteczki w Kropeczki, I w dodatku po chińsku.
Być może podczas słuchania miał nałożone imitacje kultowych Vulcan-uszu Spocka, postaci z serialu Star Trek. Oryginały za to zostaną pokazane w Smithsonian National Air and Space Museum w Waszyngtonie, w specjalnie wykonanej na ten cel kasecie. Podobno fani serialu już nie mogą się doczekać, aby je oczywiście zobaczyć (LINK).
My z niecierpliwością czekamy kiedy Rosjanie ogłoszą objazdowe tournee penisa Rasputina. Narząd ten jest przechowywany w formalinie do dziś i to z niebagatelnych powodów. Podobno podczas objazdu do celów ekspozycji użyta zostanie specjalna 40 cm szklana tuba.
My wracamy już jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dzisiaj powracamy pamięcią do czasów, kiedy kupowaliśmy single, bo w zasadzie tego już nie robimy. Głównie mogło się to odbywać dzięki Tonpressowi, z którego szefem p. Markiem Proniewiczem mieliśmy okazję rozmawiać TUTAJ. Mogliśmy dzięki temu poznawać najnowsze dokonania naszych muzyków, a było to na tyle cenne doświadczenie, że o płycie długogrającej wielu z nich mogło jedynie pomarzyć.
Większość singli ukazywało się bez okładek, w charakterystycznych biało - kolorowych papierowych obwolutach, zapobiegających rysowaniu się płyt. Kupowaliśmy głównie w kioskach Ruchu. Dzisiaj kilka z nich z muzyką chłodnofalową. Nie będzie to ranking, po prostu pokaz kolekcji, przynajmniej jej ocalałej drobnej części.
Zacznijmy od tych bez okładek - dwa rarytasy, Madame i Variete.
Pierwszy (pisaliśmy o MadameTUTAJ) to jedno z wczesnych wcieleń Roberta Gawlińskiego (dziś Wilki...). Drugi to znakomity debiut zespołu z Bydgoszczy (warto zobaczyć TUTAJ). I gdyby do tej świetnej dwójki dodać jeszcze trzeci - tak żeby powstało coś na kształt wielkiej trójki to należy wspomnieć o singlu Made in Poland. Okładkę do niego wykonałem sam, na podstawie odznaki nabytej w Jarocinie i zdjęcia z jednej z gazet, prezentującej wtedy krótki zarys twórczości kapeli z Krakowa.
Madame prezentuje się ze swoim największym hitem Może właśnie Sybilla i nieco gorszym utworem Głupi Numer (nigdy nie podobała mi się warstwa tekstowa).
Szkoda że na singlu nie znalazł się ich inny znakomity hit:
Variete to dziś klasyk, mamy tutaj znakomite dwa utwory: I znowu ktoś przestawił kamienie i Te Dni.. Oba są na jednakowym doskonałym poziomie, zresztą w tamtym czasie wszystkie ich utwory takie były.
Podobnie jest z singlem Made in Poland, oba utwory to dziś klasyka polskiego cold wave:
Z posiadających okładki singli warto wspomnieć jako pierwszy kultowy dziś singiel Siekiery, ze zdjęciami Antoniego Zdebiaka i okładką Alka Januszewskiego z którym mieliśmy okazję rozmawiać TUTAJ.
I o ile utwór Misiowie Puszyści zawsze wydawał mi się dziwny, i tak też jest do dzisiaj, to Jest Bezpiecznie należy do klasyków gatunku...
A później było już zupełnie inaczej. Nastąpiła ewolucja muzyczna, Siekiera zakończyła działalność, Variete nieco zmieniło styl (choć napiszemy jeszcze o jednym ich wydawnictwie z tamtego okresu), a Made in Poland i Madame poszli w nieco innym kierunku. Pierwsi wydali singla z wokalistką Jolantą Anną:
I szczerze był on całkiem dobry, ciekawie to brzmiało, choć okładka zaskakiwała kolorystyką...
No a Madame... Mamy tutaj zupełnie coś w nowym stylu, i znowu okładka Alka Januszewskiego:
To prawdopodobnie ostatnie podrygi formacji, szkoda że tak to się potoczyło...
Na koniec warto przypomnieć, że niektóre z powyższych piosenek zostały umieszczone na kilku albumach, z których chyba najważniejszymi są Jeszcze Młodsza Generacja (opisana TUTAJ) i Polska Nowa Fala 1983, omówiona przez nas TUTAJ. O naszych najciekawszych rodzimych artystach chłodnofalowych lat 80-tych pisaliśmy też TUTAJ. Do tematu jeszcze wrócimy - dlatego czytajcie nas, codziennie nawy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
W 1985 roku po eksplozji chłodnej fali, głównie dzięki Joy Division, w Polsce pojawiło się bardzo wiele ciekawych zespołów czerpiących z tamtego nurtu. Wydawnictwo płytowe Tonpress postanowiło z bliżej nieznanego klucza wybrać kilka z nich i wydać prezentowany dziś, dość mało znany album (omawiamy oryginalne wydawnictwo a nie reedycję).
Płytę otwiera Kult i Piosenka Młodych Wioślarzy - pierwszy hit zespołu, pamiętam jaki szok wywołał teledysk, który oglądaliśmy w publicznej TV. Mimo tego, jest to piosenka moim zdaniem, średnio pasująca do klimatu jaki dominuje na albumie. Niemniej wtedy Kult wydawał mi się bardzo obiecującym zespołem i miałem nadzieję, że pójdą w kierunku chłodnofalowym. Czas pokazał, że poszli w inną stronę, co nie zmienia faktu, że mają ogromne zasługi dla polskiej muzyki undergroundowej i nowofalowej.
Dom Mody i piosenka Szyfry (autorstwa trio Dulnik, Gąska, Olczyk), znakomity utwór wyraźnie nawiązujący do Joy Division (ach ta sekcja rytmiczna niczym z Heart and Soul), ale też nieco do Kraftwerk. Moim zdaniem jeden z jaśniejszych punktów na albumie. Dzisiaj dzięki Internetowi możemy poznać historię zespołu. Tak też na stronie historie kieleckie (TUTAJ) pojawiła się kopia tekstu z bloga Witolda Gąski (i dobrze bo blog już nie istnieje) klawiszowca i wokalisty zespołu. Historia grupy opisana jest tam bardzo wnikliwie, my pozwolimy sobie jedynie przytoczyć kilka fragmentów dla nas najważniejszych, czyli inspiracji muzycznych i nagrania omawianego dziś albumu. Muzyk wśród inspiracji w tamtych czasach wymienia Ultravox, Visage, Spandau Ballet. Niech zresztą opowie sam: Pojawiło się w moim zasięgu - bo grałem - nieduże, ale elitarne grono, które słuchało muzyki jakiejś takiej nowej, po-raz-pierwszej: nowa fala, new romantic... Punk - to było już dość stare, przyschnięte gówno, którego lepiej nie ruszać, bo jak zaśmierdzi... Zacząłem słuchać nagrań (docierały do nas z Londynu, kto miał najnowsze single - był gość, o longach już nie wspomnę... sam miałem jedynie jeden z magicznego Zachodu - grupy Visage) Ultravoxu, Spandau Ballet, Duran Duran - głęboko wierząc, że to niesamowicie odkrywcza muza, a to - po latach widzę wyraźnie - był zwykły pop tamtej epoki z całym marketingiem od stóp do głów! (no może prócz Ultravox (TUTAJ)). Ale wtedy te przehallowane przestrzenie, cykające breczki brały mnie jak gąbka wodę. Nie stroniłem też od Stranglersów (TUTAJ), B-52's czy jugolskiej odmiany nowej fali - i to mnie "uratowało"...
O omawianej dziś płycie pisze tak: Teraz już mogliśmy jechać do Warszawy, do studia Tonpressu, i spać w Europejskim (wreszcie hotel, po tylu latach...). Był listopad orwellowskiego 1984 roku. Byliśmy my: Bogusław Olczyk (wiadomo), Andrzej Wolski (załatwił klawisze – ciągle nie mieliśmy swoich!), Lucjan Dulnik (gitarren: ta cieńsza i bas-sss również) i ja (klawiszen i baryto-nowy śpiewik, by tak rzec)...W ogóle notorycznie już słuchałem zespołu Cabaret Voltaire (TUTAJ), i (oczywiście) The Residents (TUTAJ). Mieliśmy jechać na opolskie debiuty z szyframi – Lucjan parę dni wcześniej opuścił nasz kraj, i nasz blok wschodni. Szyfry ukazały się na składance "Jeszcze młodsza generacja" - ja czułem się JESZCZE młodszy: eksperymentowałem z dźwiękiem włażąc do wnętrza fortepianu, gnąc szule ze szpulowców (LINK)... Skróconą historię zespołu można poznać też TUTAJ.
Kolejny utwór to Madame (TUTAJ) i ich Głupi Numer... no cóż, Robert Gawliński to historia nowej fali. Był w Made in Poland, stworzył znakomity Madame a później... I to by było na tyle.
Fort BS był grupą czysto punkową, miałem okazję widzieć ich w Jarocinie w 1984 (opisałem ten festiwal TUTAJ). Na płycie wykonują utwór do tekstu Witkacego. Mimo ciekawego brzmienia piosenka nie należy do najlepszych na albumie.
Po niej znakomity utwór Dekoder zespołu Nowomowa. I tutaj zaskoczenie, bowiem zespół był z Torunia a grali w nim muzycy między innymi Kobranocki (Kobra) i Republiki (Grzegorz Ciechowski (TUTAJ i TUTAJ)). Ten ostatni grał na gitarze. Jaka szkoda, że zespół rozpadł się a ja mam wrażenie że piosenka Dekoder posiada linię basu bardzo zbliżoną do My Lunatycy Republiki.
Zabijanka T Love (wtedy jeszcze Alternative) pochodzi z dość ciekawego okresu, kiedy zespół zahaczał o klimaty punkowe. Później...
Stronę drugą otwiera znakomity Ja Myślę zespołu Made in Poland (TUTAJ).
Posiadam w mojej kolekcji unikalne wydawnictwo tego zespołu, w którym
dość dokładnie opisana jest historia grupy. Obiecuję jeszcze o tym
napisać, tymczasem dodam, że pada w nim stwierdzenie, że grupa, mimo iż porównywana jest z Joy Division, wcale zespołu Iana Curtisa nie znała. Na marginesie, warto uzmysłowić sobie że mamy rok 1985 - brzmienie Made in Poland
wyprzedziło swoją epokę, no ale oni byli z Krakowa...
Aya RL i nasza
ściana - genialny zespół, genialne trio, znakomity występ w Jarocinie w 1985 roku i
Paweł Kukiz walący młotem w drewniano - metalowego kozła. Byłem tam i
widziałem, muszę ten festiwal opisać póki coś jeszcze z niego pamiętam. Ich Czerwona Płyta to kawał znakomitej chłodnofalowej
muzyki i doczeka się osobnego wpisu. I znowu czas spowodował, że coś co
mogło stać się światowej klasy sukcesem zostało roztrwonione... Dzisiaj
Paweł Kukiz...
Podobnie zresztą jak dzisiaj Rendez Vous a Ziemek Kosmowski i jego grupa wtedy. Ten
zespół również wyprzedził epokę i ich album będzie opisany w swoim
czasie. Warto zwrócić uwagę na proste, bardzo ubogie ale jakże pełne
informacji i emocji teksty i tę niesamowitą grę gitar. Warto wspomnieć, że perkusista i gitarzysta z oryginalnego składu już nie żyją... Do twórczości grupy jeszcze powrócimy.
I na koniec coś co z Joy Division musi się kojarzyć, zarówno jeśli chodzi o nazwę SS TIL jak i o brzmienie. I znowu mamy do czynienia ze znakomitym utworem, jednym z najlepszych na albumie zatytułowanym Efekt. Niestety o zespole jest bardzo mało informacji, jedyne jakie są dostępne pochodzą ze strony (TUTAJ):
Warszawska grupa Sstil, w której poza Rafałem Kwaśniewskim udzielali się także Tadeusz Kaczorowski oraz Piotr Fala Falkowski (o innych członkach formacji nic mi nie wiadomo) funkcjonowała w drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku. Nie pozostawiła po sobie żadnych oficjalnych wydawnictw.
Podsumowując można stwierdzić, że najciekawsze zespoły z omawianej dziś płyty już nie istnieją. A jeśli tworzą, to na pewno nie w stylu w jakim tworzyli wtedy. Postarzeli się? A może dopadły ich wymogi rynku, na którym kto nie gra komercji nie istnieje? Na szczęście u nas panują inne zasady. Im mniej komercji tym większy szacunek. Bo tylko zdechłe ryby płyną z prądem.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Jeszcze Młodsza Generacja, Tonpress 1985, realizator nagrań: Włodzimierz Kowalczyk. Tracklista: Kult "Piosenka młodych wioślarzy", Dom Mody "Szyfry", Madame "Głupi numer", Fort BS "Rozhulantyna", Nowo Mowa "Dekoder", T.Love Alternative "Zabijanka", Made in Poland "Ja myślę", Aya RL "Nasza ściana", Rendez-Vous "Na skrzyżowaniu ulic", Sstill – "Efekt"
Płyta Polska Nowa Fala 1983 zawiera nagrania 4 najbardziej obiecujących zespołów chłodnofalowych tamtych czasów: Madame, Made in Poland, Variete i 1984. Są one pokrótce opisane w wewnętrznej części okładki. Pozwolę sobie zatem nie przepisywać zawartości. Płyta została wydana jedynie na nośniku CD przez wytwórnie Matthaus Records. Autorem tekstu i inicjatorem wydania płyty jest nijaki Maciek, który postanowił zachować od zapomnienia ważne dla niego nagrania kultowych wówczas zespołów. I chwała mu za to.
A zawartość? Ta płyta nie może się nie podobać. Umieszczona na YouTube zbiera bardzo pozytywne komentarze, nie tylko polskich słuchaczy...
Zawsze w takiej chwili rodzi się pytanie: co z nimi dzisiaj? Madame nie istnieje a Robert Gawliński... Szkoda słów. Made in Poland również, po odejściu wokalisty i zamianie na wokalistkę nagrali album po czym rozpadli się. Variete gra, ale to nie jest już tamta muzyka, choć nadal można powiedzieć, że chłodnofalowa, no może letniofalowa. 1984 są na scenie muzycznej lecz w znacznie zmienionym składzie, o czym jeszcze napiszemy.
Mimo dość skromnego wydawnictwa zwraca uwagę ciekawy nadruk na dysku CD (pejzaż morskiego horyzontu). To dość rzadko spotykane jeśli chodzi o płyty kompaktowe.
Szkoda że na płycie brakuje kilku zespołów. Myślę tutaj o Garaż w Leeds, Nowym Horyzoncie, Noah Noah, Ivo Partizan i kilku innych.
A reasumując można powiedzieć: do jasnej cholery, czemu dzisiaj prawie nikt tak już nie gra? Ale o tych, którzy grają już wkrótce.
To było tak. Festiwal muzyki w Jarocinie był w dla nas, w latach 80-tych ubiegłego wieku, enklawą wolności. Tutaj wcale nie chodziło o wolność człowieka jako taką, bowiem festiwal obstawiony był masą Milicji, nie tylko w tzw. sukach ale i na motocyklach (jeden mnie spisał i dostałem kolegium za spodnie typu moro...). Chodziło o coś, co można nazwać wolnością muzyczną, może nie do końca, bo jednak kontrolowaną przez partię. Wszystkie zespoły przechodziły przez przesłuchania, i te zbyt prostolinijnie walące w system kierowane były, i to przy odrobinie szczęścia, na tzw. Małą Scenę. Całym festiwalem jak i przesłuchaniami, dowodził Walter Chełstowski, wówczas w miarę młody człowiek z charakterystyczną czarną brodą.
To było 4 lata po śmierci Iana Curtisa z Joy Division, i mimo niepełnoletności udało mi się ubłagać rodziców, by wyrazili zgodę na mój wyjazd. Było nas pięciu: Sławek, Bogdan, Robert i ja, oraz jedyny pełnoletni: kuzyn Roberta, Rafał mający nas pod opieką. Wzięliśmy pięcioosobowy namiot i zamieszkaliśmy w Jarocinie na prywatnym polu namiotowym u jakiegoś rolnika. Wtedy poznałem braci Rakowskich (jeden starszy brunet, młodszy blondasek, wspólnie słuchaliśmy z ich magnetofonu Cocteau Twins - nawet pamiętam nazwę płyty, Head over Heels z 1983 roku), wtedy dwóch młodych chłopaków grających w zespole Bruno Wątpliwy, później Fading Colours, dziś organizatorów festiwalu gotyku w Bolkowie (czy oni to pamiętają?)
Chodziliśmy na festiwal codziennie, mimo niesprzyjającej pogody - dość mocno padało. Co najbardziej utkwiło mi w pamięci?
Jak donosi Wikipedia: W 1984 na festiwalu pojawili się Prowokacja, Siekiera, Moskwa, Hak, Jaguar, Piersi, Ostatnie Takie Trio, Rendez-Vous, Sedes, Abaddon, Kultura, Madame, Fort BS, Stress, Variété, Klaus Mitffoch, Made in Poland, Dezerter oraz debiutujący utworem Ostatni Tabor zespół Kat.
Siekierę doskonale pamiętam. Irokez Budzyńskiego i broda Adamskiego. Później rozpad i powstanie Armii. Pamiętam kiedy wiele lat później (koło dwudziestu) byłem na ich koncercie. Powiedziałem do swojego dziecka przedstawiając mu lidera zespołu Tomasza Budzyńskiego - patrz, to jest żywa legenda polskiego rocka. A Tomek wziął moje dzieckona przysłowiowego barana co uwieczniłem na zdjęciu. Wtedy w 1984 w Jarocinie, występ Siekiery wglądał tak:
Staliśmy w okolicy pierwszego rzędu koło pogujących. Cały koncert zespołu dostępny jest tutaj:
Moskwę też doskonale pamiętam, zwłaszcza Pawła Gumolę Gumę, to był naprawdę znakomity koncert:
Ten ekspresyjny blondyn grał tak szybko, że niewielu potrafiło nadążyć. Nam najbardziej spodobały się Samobójstwa (drugi utwór na liście).
Występ Piersi też dobrze zapamiętam, szczególnie Pawła Kukiza (tego, tego!) muzyka śpiewającego doskonałe tekstami zabarwione humorem i aluzjami do systemu. Rezerwa bodajże taki był tytuł megahitu z tego koncertu (na bis) ale i W Poroninie to też było coś! (posłuchajcie zwracając uwagę na tekst):
Rendez - Vous - trio z Łodzi i Ziemowit Kosmowski, wówczas z bardzo bujną czupryną, to też było coś elektryzującego. Taki cold wave minimalistyczny tekstowo (ale za to jaki urzekający) z doskonałymi gitarzystami i perkusistą....
Abbadon z Bydgoszczy, prosty, można powiedzieć klasyczny punk - rock ale jakże ciekawy tekstowo:
Madame cóż... I pomyśleć, że Robert Gawliński od Made in Poland i Madame doszedł do Baśki i jej biustu... Tyle w temacie. A tak wtedy grali:
Fort BS, też punk rock warto o nich wspomnieć, zwłaszcza z powodu doskonałego wokalu i tekstów:
Variete to temat na zupełnie inną opowieść. Za jakiś czas pochwalę się tomikiem wierszy od Grześka, z jego dedykacją, dla koncertowego kumpla. To było moje największe odkrycie, i takim pozostaje do dziś.... Wtedy wygrali a my urzeczeni zobaczyliśmy, jak może ewaluować muzyka inspirowana dokonaniami Joy Division....
Wiele lat temu po innym koncercie, kiedy dostawałem autografy, zapytałem go: Dlaczego dziś gracie inaczej? Odpowiedział: bo komuny już nie ma...
Klaus Mitffoch - po prostu niesamowici, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Janerka i dwóch kolegów - takie zwykłe trio. Zobaczcie sami, jak nie są z nikim:
To był okres kiedy tworzyli takie cuda:
Made in Poland, tak jak wiele innych wymienionych powyżej zespołów, pojawi się tutaj w zupełnie osobnych wpisach, bo na to zdecydowanie zasługują. Wtedy grali tak:
Dezerter i Kat czyli punk i metal. Pierwsi byli całkiem dobrzy:
A KAT to heavy metal. Rok później dali bardzo doby koncert, Kostrzewski wyskakujący z trumny, a później rozdający autografy na masce wypasionego auta.
A co wtedy, w 1985 roku, działo się w Jarocinie opiszę w osobnym wpisie...
Wtedy w 1984 roku wydawało nam się, że festiwal i pobyt na nim to forma buntu. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, można śmiało postawić tezę, że było to swoistego rodzaju kontrolowane wypuszczanie pary i rozładowywanie gorących nastrojów kipiących wewnątrz pełnego buntu młodzieńczego tygla.