Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka sakralna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka sakralna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 stycznia 2024

Czy Józef Stalin był świętym? Do końca XXI wieku ikony św. Józefa Stalina będą w każdym Kościele prawosławnym...

Czy Stalin był święty? Tak zadane pytanie każdemu, kto zna ogrom zbrodni Stalina (tym, którzy może nie wiedzą o co chodzi, polecamy choćby mrożące krew w żyłach wspomnienia więźniów gułagów: Na nieludzkiej ziemi Józefa Czapskiego i Sołżenicyna Archipelag Gułag). Ale w Rosji nie jest to takie oczywiste. Niedawno gruziński Kościół Prawosławny wezwał do przemalowania ikony przedstawiającej radzieckiego dyktatora Józefa Stalina, zawieszonej w katedrze w stolicy Tbilisi. Ikona przedstawia sceny z życia św. Matrony z Moskwy, XX-wiecznej rosyjskiej wizjonerki i uzdrowicielki. Na jednej widać świętą błogosławiącą Stalina. Patriarchat Gruzji stwierdził, że nie ma wystarczających dowodów na to, że święta i Stalin kiedykolwiek się spotkali, w związku z czym należy wprowadzić zmiany. Ostatnio jakiś aktywista zniecierpliwiony brakiem reakcji obrzucił obraz farbą.


Kilka lat temu Partia Komunistyczna w Petersburgu zwróciła się do Kościoła prawosławnego o kanonizację Stalina, jeśli wygra on sondaż prowadzony przez państwową telewizję Rossija ustający ranking najbardziej popularnych i cenionych postaci z historii Rosji. Radziecki przywódca, który podczas swoich 31-letnich rządów dyktatorskich doprowadził do śmierci około 15 milionów ludzi, zajął w nim trzecie miejsce. Siergiej Malinkowicz, przywódca partii komunistycznej, publicznie zadeklarował wtedy, że Do końca XXI wieku ikony św. Józefa Stalina będą w każdym Kościele prawosławnym. 


Swoisty renesans kultu Stalina jest inspirowany przez Kreml, który za prezydentury Putina w programach telewizyjnych wychwala go a także inspiruje inne środowiska do wytarzania pozytywnego obrazu w powstających filmach i książkach.

I ta narracja jest przyjmowana przez rosyjskie społeczeństwo! Pomimo, że dyktator zniszczył tysiące kościołów i wysłał znaczną część duchownych do gułagów.


Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów to statystyka – mawiał Józef Stalin. Trzeba przyznać, że tak pojmowana statystyka była ulubioną dziedziną Stalina. Decydenci cerkwi prawosławnej nie dostrzegają sprzeczności pomiędzy uznawaniem Stalina, który degradował ludzkie życie i eliminował w imię selektywnej kontroli człowieka za świętego, zamiast otoczyć opieką jego ofiary.


Nic dziwnego więc, że trafiają się takie publiczne uroczystości jak ta przy Narodowym Pomniku Wojennym Pola Prochorowki, utworzonym w 1999 roku przez narodowo-konserwatywny Związek Pisarzy Rosji, Rząd Obwodu Biełgorodskiego oraz obie diecezje Biełgorod i Stary Oskoł. Podczas ceremonii zademonstrowano wtedy ikonę z wizerunkiem Józefa Stalina. Został on na niej przedstawiony w otoczeniu słynnych, rosyjskich generałów z II wojny światowej, pod wizerunkiem Matki Boskiej i świętych, którzy zdają się błogosławić Wodza i jego wojowników.

Ikona została wykonana na zlecenie klubu izborskiego, organizacji nacjonalistycznej, której przewodniczy Prochanow, najpopularniejszy pisarz w Rosji. Do organizacji tej należy większość przedstawicieli ultrakonserwatywnego skrzydła ideologów Władimira Putina, wśród nich – przewodniczący ruchu Antimajdan, historyk Nikołaj Starikow i były profesor Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego Aleksander Dugin, będący ideologiem koncepcji eurazjatyzmu. Jedno ze zdjęć z uroczystości przedstawia nawet ikonę przewożoną przez czołg (LINK). 

W zasadzie od czasów Stalina mentalnie niewiele się zmieniło. Aneksja Krymu przez Rosję ma stanowić część mozaik wewnątrz budowanej, nowej katedry Ministerstwa Obrony. Będą tam portrety Józefa Stalina i prezydenta Rosji Władimira Putina. Biskup Stefan, zwierzchnik Kościoła Rosyjskich Sił Zbrojnych w Kubince (obwód moskiewski), stwierdził , że takie obrazy wydarzeń i postaci historycznych prostu wynikają z tradycji. Autor dekoracji, Wasilij Niesterenko przynajmniej część krymską swojej twórczości oparł w całości na propagandzie kremlowskiej, tworząc kompozycję” zatytułowaną Bezkrwawe zjednoczenie Krymu. Chociaż Ukraina nie była w stanie walczyć z Federacją Rosyjską, przejęcie przez nią kontroli z pewnością nie było bezkrwawe i było niewątpliwie inwazją. Na obrazie nie widać oczywiście uzbrojonych bojowników, którzy uprowadzali, torturowali, a w niektórych przypadkach mordowali proukraińskich działaczy, za to jest rosyjskie hasło Krym jest nasz w otoczeniu wyłącznie kobiet. Ważne miejsce oprócz Stalina na malowidle zajmuje Putin i minister obrony Siergiej Szojgu…

Zobaczmy teraz kilka ikon Stalina...
 



A na koniec rarytas, absolutnie zaskakujący obraz:
 

Czyż Rosja to nie jest stan umysłu?
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 22 lipca 2023

Piramidy: Od Matki Bożej do Iluminatów

Poświęcenie Marii w świątyni (Presentazione della Vergine al Tempio), obraz autorstwa Jacopa Tintoretta wykonany do kościoła Madonna dell’Orto w Wenecji ukazuje scenę znaną z opisów apokryficznych i z przekazów tradycji. Oto trzyletnia Maryja zostaje przyprowadzona przez rodziców, Joachima i Annę do Świątyni Jerozolimskiej, w której pozostała do 14 roku życia.

Maryja sama wspięła się po piętnastu stopniach, które oddzielały zewnętrzną część świątyni od jej wnętrza, śpiewając pod drodze piętnaście psalmów (Ps 120-134), zwanych też psalmami stopniowymi,   ponieważ  na każdym stopniu zwyczajowo recytowano jeden, tak aby wejść oczyszczonym do świątyni Boga. Ale oprócz potężnych schodów obraz zawiera jeszcze jeden architektoniczny symbol. Jest nim piramida. Co oznaczała i dlaczego znalazła się obok dziewczynki?


Otóż jak to interpretują znawcy malarstwa Maryja zatrzymując się na szczycie schodów staje pomiędzy światem żydowskim a światem chrześcijańskim czyli między Synagogą a Ecclesią, personifikowanymi  przez dwie kobiety towarzyszące kapłanowi, starą i młodą. To samo znaczenie niektórzy badacze przypisują Świątyni Jerozolimskiej i piramidzie, czy też obeliskowi, w którym inni widzą również element starożytnego Egiptu, a więc symbol pokonanego przez chrześcijaństwo świata pogańskiego. W rzeczywistości, tak samo jak i stopnie schodów, piramida symbolizuje cnoty Maryji. 


Według Filippe Picinelli, autora Mundus Symbolicus, popularnego słownika emblematów, piramida w słońcu to obraz Maryi, która wznosi się ku niebu i nigdy nie znalazła się w ciemności grzechu, bo zawsze była w blasku łaski. Podobną retorykę stosował Celestino Sfondrati, który w książce o Niepokalanym Poczęciu Maryji (Innocentia Vindicata, In Qua Gravissimis Argumentis (1695) s. 143) przedstawił szereg powiązanych z tym znaczeniem emblematów. W jednym piramida stała się obrazem Niepokalanego Poczęcia. Wyobrażenie to zatytułował: Pyramis perpendiculariter a sole percussa – Piramida pionowo przez słońce uderzona) i opatrzył komentarzem (lemmą): Umbra procul – Cień daleko. Emblemat opisuje więc piramidę, jako tą, która nie rzuca cienia, gdy słońce nad nią stoi w zenicie, przyrównując do tego obrazu duszę Maryi, która jest wolna od cienia grzechu, bo oświetla Ją Słońce – Jej Syn Chrystus. Stąd już niedaleko do dużych form architektonicznych. W czasach nowożytnych na naszej szerokości geograficznej wieże w kościołach poświęconych Matce Boskiej wieńczono ogromnymi hełmami ukształtowanymi na wzór obelisków czyli piramid.

Od czasów Titoretta piramida jeszcze nie raz wyrażała rozmaite treści. Starożytne, egipskie przysłowie powiada: Wszystko boi się czasu, lecz czas boi się piramid. Ponadczasowość to jeszcze jedna z najważniejszych cech, z którą od zawsze kojarzono egipskie piramidy. Powoła się na nią również Napoleon w swojej słynnej mowie zaczynającej się od słów: Żołnierze, 40 wieków patrzy na was. 40 wieków to 4 tysiące lat, czyli tyle lat na ile w tamtych czasach oceniano wiek Ziemi. Można więc uznać, iż sądzono, że piramidy powstały u zarania dziejów.

Starożytni Grecy i Rzymianie widzieli w nich nie tyle metaforę cnót co szaloną manifestację potęgi faraonów. Był to z jednej strony dla nich niezrozumiały kaprys władców Egiptu a z drugiej obraz egipskiego społeczeństwa, któremu przewodzi faraon. Tylko on, najwyższy, mógł zgromadzić swój lud, by przez zbudowanie wielkiej piramidy pokazać, jak potężni są królowie Egiptu. 

Po wiekach symbol ten przejęli wolnomularze, nawiązując do myśli Platona, a zwłaszcza do zawartej we wstępnych partiach dialogu Timajos opowieści o Demiurgu, który zbudował świat wedle doskonałego planu, wykorzystując wszystkie dostępne materiały, uporządkowanych wedle idealnych proporcji liczbowych. Śladem takiego myślenia jest według niektórych opracowań obraz piramidy widniejący na amerykańskich banknotach dolarowych. Piramida jest tam symbolem wytrzymałości i trwałości – wszak nawiązuje do grobowców z Egiptu, które przetrwały tyle stuleci. Tak samo trwały ma być kraj powstały w 1776 roku, czyli w roku ogłoszenia Deklaracji Niepodległości. Właśnie taką datą, zapisaną rzymskimi cyframi: MDCCLXXVI, oznaczony jest fundament dolarowej piramidy.

Z kolei zwolennicy teorii spiskowych uważają, że na ostatecznie przyjętej Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych została umieszczona dewiza iluminatów: Novus Ordo Seclorum (Nowy Porządek Wieków), zapominając, że Charles Thomson, sekretarz Kongresu Kontynentalnego ze stanu Pensylwania i wielki miłośnik łaciny, zacytował wers z Eklogi IV Wergiliusza. W centralnym miejscu pieczęci znajduje się piramida oznaczająca właśnie  siłę i czas trwania. Oko nad piramidą i motto Annuit Coeptis (On[Bóg] wspomaga nasze działania) nawiązują do wielu interwencji Opatrzności Bożej w stosunku do Ameryki.

Mimo to wiele osób podziela inną interpretację tych samych obrazów. Według nich Wielka Pieczęć przedstawia niedokończoną piramidę, której przednia ściana składa się z 72 kamieni ułożonych w 13 warstw (13 cykli), dopatrując się w tej ilości stopni wtajemniczenia w Zakonie Iluminatów założonego przez Adama Weishaupta. Na dolnej warstwie umieszczono napis MDCCLXXVI oznaczający  jak już wspomniano liczbę 1776, czyli rok kiedy Weishaupt ogłosił założenie swego Zakonu. Szczyt piramidy stanowi Wszystkowidzące Oko oprawione w masoński trójkąt. Nad piramidą widnieje napis Annuit Coeptis, który także posiada 13 liter. Poniżej piramidy znajduje się zwój ze znaną dewizą Iluminatów Novus Ordo Seclorum (Nowy Porządek Wieków). Symbol Wszystkowidzącego Oka nawiązuje związku z tym nie do Opatrzności a do egipskiego hieroglifu złego oka, przedstawiającego Ozyrysa, który był bogiem świata podziemnego i księciem zmarłych, będąc jednocześnie postrzeganym jako naczelny bóg zła.

Jak widzimy w zależności od intencji i zapotrzebowania piramida wyraża bardzo różne treści. Na pewno jej forma przywołuje wszystko, z czym kojarzy nam się starożytność a także pełne spokoju trwanie. Może dlatego forma ta wraca i co jakiś czas realizowane są kolejne piramidy. Spośród bardziej znanych można wymienić szklaną piramidę na  dziedzińcu w Luwrze, hotel Luxor Las Vegas, centrum handlowe czyli Wielka Piramida Ameryki w Memphis, centrum handlowe w Kazaniu, czy Ryugyong Hotel w Pjongjang.
 




Pominęliśmy w naszych krótkich rozważaniach spiskowe teorie głoszące kosmiczne pochodzenie piramid. Wydaje się jednak, że kolejne wieki dorzucą własne, nowe interpretacje dotyczące ich znaczenia…

sobota, 1 lipca 2023

Tajemnicza historia Salvator Mundi Leonarda da Vinci (?)

Dwa lata temu (jak ten czas leci!) w poniedziałkowych newsach wspomnieliśmy o obrazie Salvator Mundi, który przypisywany jest Leonardo da Vinci (LINK). Dzieło znane jest poza tym głównie z rekordowej sumy, jaką zapłacił za nie ostatni nabywca, czyli 450 milionów dolarów, co czyni je najdroższym obrazem świata, ale także z długiej i obfitującej w nagłe zwroty akcji historii.


Nawet co do daty jego powstania wśród ekspertów istnieją spory. Przez jednych datowane jest na koniec lat 90. XV wieku, podczas gdy inni twierdzą, że zostało ukończone po 1500 roku. Istnieje także teoria sugerująca, że obraz był zamówiony dla króla Francji Ludwika XII i jego małżonki, Anny Bretońskiej, prawdopodobnie wkrótce po potyczkach o Mediolan i Genuę. Ale to tylko hipoteza, a z rzeczy pewnych wiemy, że obraz przywiozła do Anglii w 1625 roku francuska księżniczka Henrietta Maria, która poślubiła króla Anglii Karola I, znanego kolekcjonera sztuki. W 1650 grawer Wenceslaus Hollar wykonał według niego rysunek, który pozostał w królewskiej kolekcji.


Rok później obraz stał się własnością Karola II i był wymieniany w inwentarzu królewskim pod numerem 311 jako Leonard de Vinci. Przez całe panowanie Jakuba II, następcy Karola II, czyli od 1685 obraz prawdopodobnie pozostawał w Whitehall. Następnie przeszedł na własność Katarzyny Sedley, hrabiny Dorchester i kochanki Jakuba II, po czym… tajemniczo zniknął aż do końca XVIII wieku, podobno wrócił do jednego z klasztorów w Nantes. W następnych latach przechodził z rąk do rąk, uznawany za dzieło Bernardino Luiniego, naśladowcy da Vinci. W tym czasie obraz doznał wielu ingerencji, w tym przemalowania twarzy i włosów Chrystusa.  W 1958 roku obraz wystawił na sprzedaż w domu aukcyjnym Sotheby’s sir Francis Cook, właściciel znanej kolekcji. Wyceniono go na 45 funtów (!). Szczęśliwymi nabywcami stali się Warren i Minnie Kuntz, para z Nowego Orleanu. Po śmierci pani Kuntz drogą spadku wraz z resztą majątku przeszedł na własność jej siostrzeńca, Basila Clovisa Hendry'ego. Gdy ten zmarł w 2004 roku we wstępnej ocenie obraz został opisany jako Portret głowy Chrystusa ze szkoły europejskiej (XIX wiek) i oszacowany na zaledwie 750 dolarów. Dopiero w 2005 roku los Salvator Mundi diametralnie zmienił się. Obraz trafił do St. Charles Gallery, małego domu aukcyjnego w Nowym Orleanie. Nowy właściciel, marszand Robert Simon, dostrzegł w nim to coś i zasięgnął opinii Dianne Modestini, kierownika zespołu zajmującego się konserwacją malarstwa na jednej z uczelni w Nowym Yorku (dokładnie pilotującej Kress Program na Paintings Conservation w the Conservation Center of the Insitute of Fine Arts), która podjęła się konserwacji dzieła.



Od tego czasu otwiera się nowy rozdział w historii słynnego obrazu. Modestini rozpoczęła szeroko zakrojony proces badań i sporządziła dokładną dokumentację fotograficzną. A stan obrazu, zanim trafił w jej ręce był bardzo zły - wielokrotnie przemalowywany, a także poddawany bardzo agresywnym sposobom czyszczenia, utracił oryginalne warstwy malatury w okolicy twarzy Chrystusa. Konserwacja stała się więc okazją do ustalenia autentyczności z udziałem wielu specjalistów i ekspertów, w tym renomowanych instytucji, takich jak Metropolitan Museum of Art oraz innych muzeów i galerii w Stanach Zjednoczonych i Europie. Obraz przeszedł wiele badań wędrując wielokrotnie między rozmaitymi ośrodkami.

Warto zauważyć, że przedstawienia Jezusa w sposób odmienny, niż zwyczajowo, czyli prawie bez zarostu. Taki wizerunek Chrystusa charakterystyczny był dla sztuki wczesnochrześcijańskiej, w której ukazywano Zbawiciela w taki sam sposób jak Apolla. Zmiana nastąpiła w okresie panowania cesarza Konstantyna, pod wpływem Veraikonu, czyli chusty św. Weroniki. Odtąd zaczęto malować Chrystusa z falującymi, kręconymi włosami opadającymi na ramiona, z przedziałkiem pośrodku i z obfitą brodą. Ale w okresie renesansu, pod wpływem rzeźb starożytnych znów pojawiły się obrazy Chrystusa wzorowane na wizerunkach Apolla. W taki sposób przedstawił Zbawiciela Michał Anioł w Sądzie Ostatecznym w kaplicy Sykstyńskiej o czym pisaliśmy TUTAJ.



Renowacja Salvatora Mundi została zakończona w 2011 roku i obraz ponownie wszedł na rynek sztuki. W 2013 roku kupił go Yves Bouvier podczas aukcji Sotheby's Private Sales za 75 milionów dolarów aby trzy lata później sprzedać go rosyjskiemu oligarsze Dmitrijowi Rybołowlewowi za 127,5 miliona dolarów. W 2017 roku Rybolovlev sprzedał obraz za pośrednictwem Christie's za rekordową kwotę 450 milionów dolarów. Nabywca najpierw był anonimowy, jego personalia podał dopiero dziennikarz New York Timesa, David Kirkpatrick:  był nim książę Bader bin Abdullah bin Mohammed bin Farhan al-Saud, występujący w imieniu księcia Mohammeda bin Salmana z Arabii Saudyjskiej. Miejsce ostatecznego pobytu obrazu stało się przedmiotem spekulacji, wstępne doniesienia wskazywały, że został wystawiony w Luwrze w Abu Zabi, co jednak okazało się nieprawdą.



W grudniu 2019 r. Luwr w Paryżu przygotował tajną broszurę zatytułowaną Léonard de Vinci: Le Salvator Mundi, zawierającą wyniki szczegółowych badań. Książeczka opublikowana w Wydawnictwie Hazana autorstwa Vincenta Delieuvina, Myriam Eveno i Elisabeth Ravaud z laboratorium Luwru (C2RMF) bardzo krótko była do nabycia w księgarni w Luwrze, po czym została usunięta z półek. We wstępie dyrektor Luwru, Jean-luc Martinez uznał obraz za dzieło Leonardo (LINK). Wydawnictwo było reakcją Muzeum na skandal, jaki wydarzył się podczas odchodów 500 lecia urodzin genialnego artysty, oraz na film, który został wyemitowany w telewizji francuskiej. Według niego właściciel obrazu, następca tronu Arabii Saudyjskiej, Mohammed Bin Salman (MBS), który kupił obraz przez pełnomocnika od Christie's New York w listopadzie 2017 r., nalegał, aby oznaczyć go jako 100% Leonardo i umieścić obok Mony Lisy. Kiedy prezydent Macron odrzucił te warunki, MBS odmówił wypożyczenia obrazu. Macron miał działać rzekomo z inicjatywy dyrekcji Luwru, która wątpiła w autentyczność dzieła. Czy jednak wycofanie broszury ostatecznie nie potwierdza konkluzji zawartych w filmie? Bo nadal są eksperci, którzy skłaniają się ku tezie, iż obraz powstał w warsztacie Leonarda i podczas gruntownej renowacji przydano mu pewne cechy, których wcześniej mógł nie posiadać. Mimo kontrowersji większość ekspertów jest przekonanych o jego autentyczności i wyraża chęć wykonania dalszych analiz.




Ale gdzie teraz jest obraz? To pozostaje tajemnicą, podobno MBS trzyma go w specjalnym pomieszczeniu na prywatnym jachcie Serene. I ma tam pozostać do czasu, gdy ukończy budowę muzeum poświęconemu tylko temu jednemu dziełu.  

Skąd jednak tyle kontrowersji pomimo tylu badań? Otóż problemem są luki w roweniencji czyli historii pochodzenia i istnienia dzieła, od momentu powstania aż do tej chwili. Ma to ogromne znaczenie dla ustanowienia i potwierdzenia autentyczności. Idealna historia proweniencji zawiera udokumentowane nazwiska wszystkich poprzednich właścicieli oraz daty posiadania przez nich dzieła sztuki od momentu jego wytworzenia. Jeśli praca została otrzymana w spadku lub w darze, zakupiona na aukcji lub w galerii, znajdowała się w muzeum, uczestniczyła w wystawach, to dla proweniencji bardzo ważne są dokumenty, które będą to potwierdzać. Ich brak albo dłuższe okresy niewiedzy odnośnie losów dzieła działają na jego niekorzyść. Historia Salvator Mundi jest długa, rozciąga się od wytworzenia obrazu przez wielkiego mistrza Leonarda da Vinci do współczesności. I białe plamy w ciągu dziejów obrazu będą zawsze kłaść się cieniem na jego autentyczności…

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 23 marca 2023

Chrystus Francisco de Zurbarána: Obraz który oddziaływał na wyobraźnię pokoleń artystów

Niedawno internauta @Kazef w fascynującym opisie na temat sposobu przybicia Chrystusa na krzyżu w sztuce (TUTAJ) zamieścił wśród wielu ilustracji obraz Francisco de Zurbarána Ukrzyżowanie. Płótno o wymiarach 291 x 165 cm wykonane w 1627 roku, od 1954 roku przechowywane jest w Art Institute w Chicago, zostało namalowane dla klasztoru dominikanów San Pablo el Real w Sewilli, w ramach realizacji kontraktu  wykonanie 21 obrazów w przeciągu 8 miesięcy. Zurbarán mieszkał wówczas w małej hiszpańskiej miejscowości Llerena, a  jego życie osobiste przechodziło spore zawirowania: po śmierci pierwszej żony Maríi Paet, która była o dziewięć lat starsza i zmarła w 1624 roku po urodzeniu trzeciego dziecka, w 1625 roku ożenił się ponownie z zamożną wdową Beatriz de Morales. Wykonany przez niego obraz Chrystusa zrobił na współczesnych ogromne wrażenie. Naturalnych rozmiarów postać Ukrzyżowanego umieszczona w ołtarzu ustawionym w ciemnej zakrystii robiła wrażenie trójwymiarowej rzeźby czy nawet realnego człowieka. Impresja ta była tym bardziej realna, bo Chrystus ukazany na ciemnym tle jest oświetlony silnym, bocznym światłem, wydobywającym anatomiczne szczegóły ciała, zindywidualizowane rysy twarzy i delikatną materię perizonium. Zbawiciel nie tyle wisi, co stoi na sedulum, choć każdą ze stóp ma przybitą do pionowej belki krzyża (stipes crucis).

 

Krytycy podkreślają, że wystylizowane zgodnie z barokową manierą Caravaggia ciało, z dramatyzmem ukazuje dwoistą naturę Chrystusa, będącego poza czasem i przestrzenią. Nie ma przy nim tłumu, nawet Matki Bożej i św. Jana Ewangelisty. Jest tylko On i stojący, kontemplujący Tajemnicę Męki człowiek.

Taki sposób interpretacji obrazu czyni z niego przedmiot do mistycznej refleksji, która ma poruszyć duszę, uświadomić sens cierpienia przeżywanego nie w samotności, lecz w łączności z nieporównywalnie większym cierpieniem Chrystusa.  Śmierć Jezusa wybrzmiewa spośród ciemności tego obrazu, ale jest to śmierć pełna nadziei.

I choć malarz wykonał jeszcze kilkanaście innych przedstawień Ukrzyżowanego to ten obraz z 1627 roku uczynił malarza sławnym. Wkrótce radni Sewilli wysłali mu zaproszenie, aby zamieszkał w mieście wraz z żoną, dziećmi i służącymi. 

Obraz oddziaływał na wyobraźnię przyszłych pokoleń artystów. Inspirowali się nim malarze hiszpańscy: Bartolomé Esteban Murillo i Alonso Cano. Współczesnym twórcą, którego Ukrzyżowanie wręcz oszołomiło był Francis Bacon  (pisaliśmy o nim TUTAJ) - artysta głęboko niewierzący – który jednak w 1933 roku namalował aż trzy Ukrzyżowania. I choć u Bacona wymiar duchowy jest całkowicie zredukowany do cierpiącego ciała, to jego wymowa zdaje się ilustrować myśl św. Teresy z Ávili - Panie, pozwól mi cierpieć lub umrzeć.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 11 lutego 2023

Gesty osądzania w sztuce sakralnej

Gestykulacja. Ruch ręki podkreśla wypowiedź nadaje jej więcej emocji a czasem ukazuje jej sens. Czy zastanawialiście się nad gestami Chrystusa w scenach Sądu Ostatecznego? Jedną rękę ma zazwyczaj skierowaną ku górze a drugą ku dołowi. I nie jest to obojętne.  W średniowieczu nazwano je  gestami osądzania. W kaplicy Scrovegnich  w Padwie Giotto di Bondone Giotto namalował w 1305 roku Zbawiciela, który lewą ręką skierowaną na dół skazuje dusze potępionych na piekło a prawą ręką z dłonią uniesioną do góry, zaprasza błogosławionych, by dołączyli do niego w niebie.

 

Motyw ten był powtarzany i pojawiał się już zwyczajowo na takim wyobrażeniu, także na obrazie Hansa Memlinga (ok. 1467-1471), gdzie treść gestów podkreśla lilia miłosierdzia, która jest ułożona z prawej strony Jezusa a z lewej miecz pomsty.

Wyobrażenie Giotta zapadło w pamięć malarzy, także Leonarda da Vinci, który wiek później w swojej słynnej Ostatniej Wieczerzy w nawiązaniu do tego malowidła tak samo upozował Chrystusa, tzn. Zbawiciel tak samo wyciąga jedną rękę do góry a drugą do dołu, w kierunku zdrajcy Judasza Iskarioty… W ten sposób Jezus w momencie ogłoszenia jego losu zajmuje miejsce w środku Uniwersum, gdzie za chwilę dokona bezkrwawej ofiary ze Swego Ciała i Krwi.


Na Sądzie Ostatecznym w kaplicy Sykstyńskiej młodzieńczy Chrystus także unosi jedną rękę ku górze co niektórzy interpretują jako wyraz odrzucenia grzesznego świata.

Tymczasem jest to nawiązanie do gestu cesarzy rzymskich, gestu łaski (clementia) ofiarowanemu pokonanemu wrogowi lub restitutio pacis, oznaczający przywrócenie pokoju. W takiej właśnie pozie został ukazany Marek Aureliusz (173-176 n. e) na koniu, w pomniku stojącym niegdyś na Kapitolu. Cesarz wyciąga prawą rękę na zewnątrz, dłonią skierowaną w stronę ziemi, co jest także odczytywane jako  przyjęcie postawy adlocutio wskazującą, że cesarz ma zamiar przemówić.

Inny gest zaczerpnięty z obyczajowości Starożytnego Rzymu to gest błogosławieństwa (łac. benedictio latina) gdzie prawa ręka pozostaje uniesiona, a jej palce są odpowiednio zgięte i rozprostowane: palec serdeczny i mały dotyka dłoni, podczas gdy palec środkowy i wskazujący pozostają uniesione. W taki sposób upozowany jest posąg Oktawiana Augusta z Prima Porta, przechowywany obecnie w Muzeach Watykańskich. 

Obecnie używają go w tym samym celu chrześcijańscy duchowni, udzielając jednak błogosławieństwa znakiem krzyża, choć w Kościołach Wschodnich unoszą kciuk przez co unoszą trzy palce (wskazujący, środkowy i kciuk) co tłumaczy się jako symbol Trójcy Świętej.

Co do uniesionych ku górze rąk, warto przypomnieć znane z okresu wczesnochrześcijańskiego obrazy orantek i orantów namalowane na ścianach rzymskich katakumb między II a IV wiekiem, które są uważane za alegorie pobożności religijnej, zbawienia duszy i samego Kościoła.

Patrząc więc na przemawiających, na przykład na polityków, warto zachować świadomość znaczenia ich gestów. Dłoń skierowana ku góry obiecuje nam dary, łagodność, miłosierdzie i błogosławieństwo, podczas gdy dłoń w dół wydaje się zapowiadać surowość, osąd, odrzucenie i potępienie…

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.