Jak widać tytuł drugiej części posta został zmieniony, bowiem w międzyczasie album Vangelisa opisany TUTAJ dotarł pocztą. Swoją drogą w jednym ze sklepów internetowych jest promocja i podwójny winyl można zakupić tam za około 100 PLN. A warto, bowiem piękno tego wydawnictwa jest niesamowite, i może się równać z takimi arcydziełami sztuki jak album Kraftwerk Computer World (TUTAJ). Mamy nie tylko okładkę typu gatefold, ale do tego też książeczkę a w niej zdjęcia samego Mistrza Vangelisa, jak i Jupitera i Juno. Co ważne, mamy też słowa od muzyka, który wyjaśnia nam, niestety już po raz ostatni, genezę powstania płyty, i nie tylko.
Zacznijmy od tego, że album dedykowany jest bratu artysty Nico. Szybkie śledztwo prowadzi nas do strony innego muzyka (brat Vangelisa bowiem grał na instrumentach klawiszowych - TUTAJ), z której dowiadujemy się, że artysta zmarł z powodu udaru w dniu 1.08.2014 r. w szpitalu w Volos (Grecja), gdzie był hospitalizowany.
Artykuł Vangelisa zamieszczony w winylowym wydaniu albumu nosi tytuł Mój dług wobec ludzi związanych ze Wszechświatem.
Na wstępie artysta podkreśla, że osobiście jest zaangażowany w misję NASA Juno to Jupiter, a album jest okazją złożenia podziękowań nie tylko osobistych, ale od wszystkich mieszkańców naszej planety, tym, którzy badają gwiazdy, planety i ogólnie Wszechświat.
Ponoszą oni ryzyko utraty życia, aby poznać to, co dalekie. Vangelis podkreśla, że od dawna ludzie interesowali się poznawaniem planet, choćby starożytna Grecja i jej wielcy naukowcy i filozofowie: Pitagoras, Arystoteles, Ptolemeusz i inni. Współczesna wiedza o planetach kształtowała się dokonaniami Kopernika, Galileusza, którzy stworzyli podstawy układu heliocentrycznego i podstawy nowoczesnej astronomii. Wspomniani są też badacze starożytni z Asyrii, Chin, Persji, Indianie i Majowie. Ludzkość powinna być im wszystkim wdzięczna, tym którzy poświęcali się kiedyś, ale i też współczesnych astrofizykom, biochemikom, astronomom i innym.
Vangelis dziękuje NASA, ESA, Rosji, Chinom, Indii i dwóm wybitnym naukowcom: Carlowi Saganowi i Stevenowi Hawkingowi (i innym - tych dwóch jednak wymienia osobiście). Dalej padają specjalne podziękowania dla członków misji Juno to Jupiter, tych którzy w niej uczestniczyli, uczestniczą i tych, którzy będą ją kontynuować w przyszłości. Szczególne podziękowania kierowane są dla Richarda Grammiera, członka misji, który zmarł, a jego nazwisko zostało zapisane na statku Juno przez kolegów celem upamiętnienia.
Dodajmy, że Grammier to były dyrektor ds. eksploracji Układu Słonecznego – Laboratorium Napędów Odrzutowych. Zmarł 23.01.2011 roku w wieku zaledwie 56 lat, osierocając dwójkę dzieci. Był siłą napędową badań, inspirował badaczy Układu Słonecznego. TUTAJ można dowiedzieć się o nim więcej.
Vangelis dziękuje też innym którzy zmarli, lub zostali ranni podczas misji.
Na końcu padają ostatnie słowa wielkiego artysty, które brzmią jak przestroga i pożegnanie z nami, dziś po latach są to słowa nadzwyczaj prorocze:
Przede wszystkim, nie powinniśmy zapominać że Przestrzeń, Wszechświat, Kosmos, czy jakkolwiek to nazwiemy, jest naszą nadzieją i przyszłością i powinniśmy być ostrożni, aby nie popełnić tych samych błędów tam, jakie popełniliśmy i popełniamy na Ziemi, bo on jest naszą ostatnią szansą jaką mamy - naszą przyszłością.
Przyszłość Vangelisa już się urzeczywistniła.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Wiele razy opisywaliśmy na naszym blogu dzieła Vangelisa (LINK), genialnego greckiego multiinstrumentalisty i malarza (TUTAJ). W ostatnie wakacje, wypoczywając w ciepłej aurze postanowiłem zapoznać się z albumami, których wcześniej nie znałem. Zwłaszcza z początków twórczości. I jest to niezwykle zróżnicowana muzyka, chwilami mocno eksperymentalna, trochę czasu zajęło Mistrzowi wyrobienie sobie własnego stylu, bo te syntezatorowe kompozycje wyłoniły się z dziwnych, nieraz nieco chaotycznych utworów. Jednak teraz, kiedy muzyka Vangelisa to niestety zamknięty rozdział (artysta zmarł 17.05.2022 roku - LINK), najbardziej podobają mi się albumy w klimatach miejsko (Cities) - kosmicznych (oczywiście numer jeden to muzyka do Blade Runnera - album opisany TUTAJ, czy znakomita Rosetta - opisana TUTAJ i Spiral - opisany TUTAJ).
Juno to Jupiter to kolejna część Odysei Kosmicznej Vangelisa. I to jest wręcz znakomity album. Kosmicznej, bowiem artysta odnosi się, podobnie jak na albumie Rosetta, do misji na Jupitera. 4.07.2016 roku sonda Juno dotarła do Jupitera, celem odnalezienia odpowiedzi na pytania dotyczące gazowego olbrzyma, ale też i pochodzenia naszego Układu Słonecznego. Obecnie, w rozszerzonej fazie misji, najdalszy orbiter planetarny NASA kontynuuje badania. Więcej o misji i wysłanych obrazów jest TUTAJ.
Wiele recenzji albumu już się ukazało. Ich autorzy podkreślają że to najlepszy album od czasów Cities, że
to znakomita muzyka do słuchania po ciemku. Nikt jednak jeszcze nie
zauważył, że Mistrz na tym albumie przemycił pewne przesłanie.
Często
jest tak, że artyści coś przeczuwają. Wiedzą, że być może są już na
końcu swojej drogi. Tak choćby było z piosenką Śmierć na Pięć
Ciechowskiego, która w pierwotnej wersji miała zupełnie inny tekst o
szpitalu, śmierci, przemijaniu. Podobnie Ian Curtis wiele razy wspominał
żonie, że kiedyś będzie widziała jak Joy Division stanie się znaną
grupą, ale już bez niego. Pete Steele z Type O'Negative umieszczał
grafikę z zapisem EKG na okładkach płyt, a na albumie Word Coming Down
słychać urwany sygnał zapisu rytmu serca i następujący po nim szloch
kobiety (o muzykach zaprogramowanych na śmierć pisaliśmy TUTAJ).
Skąd
zatem teza, że Vangelis coś przeczuwał? Bo ten album jest znacząco inny
od dotychczasowych. W naszej ocenie to częściowo retrospekcja
wcześniejszych dokonań (słychać jakby odrzuty ze Spiral, Blade
Runnera, Nocturn - są damskie wokale - czy 1492), ale jest też i ukłon w stronę innych wykonawców. Choćby
sam początek - pojawiający się także w dalszej części motyw, ewidentnie kojarzy się z
Dark Side of the Moon zespołu Pink Floyd, słychać też w kilku miejscach
J.M. Jarre'a. Co ważne, nie ma męczących nieraz wcześniej rozbudowanych wątków orkiestrowych.
Zapewne można usłyszeć też więcej...
Mistrz jeszcze na naszym blogu powróci. Odszedł w wielkim stylu, tym bardziej boli Jego strata...
Czytajcie nas codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Vangelis, Juno to Jupiter, producent: Vangelis, Decca 2021. Tracklista: Atlas' Push, Inside Our Perspectives, Out in Space, Juno's Quiet Determination, Jupiter's Intuition, Juno's Power, Space's Mystery Road, In the Magic of Cosmos, Juno's Tender Call, Juno's Echoes, Juno's Ethereal Breeze, Jupiter's Veil of Clouds, Hera/ Juno Queen of the Gods, Zeus Almighty, Jupiter Rex, Juno's Accomplishments, Apo 22, In Serenitatem.
O Vangelisie pisaliśmy wielokrotnie (LINK). Dla przypomnienia: Vangelis, urodzony w 1943 r., karierę kompozytorską rozpoczął w wieku 4 lat. Jego nazwisko stało się sławne głównie dzięki komponowanej przez niego muzyce filmowej do bardzo znanych filmów, do tak m.in. jak: Rydwany ognia w reżyserii Hugh Hudsona z 1981 r. (za którą zdobył Oscara), Łowcy androidów oraz 1492: Wyprawa do rajuRidleya Scotta, Gorzkie gody Romana Polańskiego, Missing Costy Gavrasa. Za tę muzykę i inne swoje kompozycje – w tym baletu i teatru – artysta był wielokrotnie nagradzany: m. in.: Złotym Globem, tytułem Kawalera Legii Honorowej nadawanym przez Republikę Francuską, a nawet nadaniem Asteroidzie 6354 nazwy Vangelis przyznanej przez wydział astrofizyki Fundacji Smithsonian.
W 2003 roku publiczność miała wreszcie szansę zobaczyć jeszcze jeden aspekt jego twórczości - wybór dotąd ukrywanych prac malarskich. Przypominamy, że muzyk ukończył wydział malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Atenach i w związku z tym był profesjonalnym malarzem a amatorem muzykiem.
Aby zobaczyć jego obrazy, trzeba było wybrać się 21 lat temu do Walencji w Hiszpanii. Tam podczas Biennale odbyła się duża wystawa jego najważniejszych dzieł sztuki zatytułowana Vangelis Pintura, otwarta przy udziale oficjalnych władz Hiszpanii. Sukces wystawy był tak duży, że wiele galerii i muzeów zakupiło wiele jego prac, a katalog wystawy zatytułowany po prostu Vangelis rozszedł się bardzo szybko.
Nie jest zaskoczeniem, że Vangelis skomponował specjalną muzykę, która towarzyszyła obrazom podczas wystawy. Niestety, muzyka ta nie została w żaden sposób wydana i można jej posłuchać tylko podczas ekspozycji w Walencji...
Wystawa składała się z 70 obrazów. Wcześniej zapowiadano, że zostanie pokazane 75 obrazów, ale zmiany w ostatniej chwili spowodowały zmniejszenie ich liczby. Były one bardzo różnorodne stylowo. Każda z prac była unikalna, nawet jeśli tematy powtarzały się. Większość przedstawiała istoty ludzkie, czasami o bardzo eterycznych kształtach, często umieszczone w mistycznym lub onirycznym otoczeniu.
Po zakończeniu wystawy w Walencji przeniesiono ją do Montevideo (Urugwaj) gdzie była otwarta od grudnia 2003 r. do lutego 2004 r., do Buenos Aires (Argentyna) na okres od marca do kwietnia 2004 r. i wreszcie do Brazylii (Salvador de Bahia, Sao Paulo i Belo Horizonte).
A teraz co dzieje się z jego obrazami? Podobno artysta namalował ich tysiące! O pozostawionym majątku decyduje teraz jego prawnik Kalafatis i jego partnerka Lora Metaxa. Jak na razie nie ma żadnych informacji o tym, co postanowili zrobić z malarstwem Vangelisa…
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Tak się składa, że od początku powstania naszego bloga jest coraz trudniej. Zaczęło się od śmierci Marka Hollisa, później było kilku innych wielkich artystów. Ostatnio Mark Long, wcześniej Klaus Schulze i Vangelis, Edgar Froese - ta trójka akurat jeśli chodzi o muzykę elektroniczną... Jaka to ogromna strata, tym bardziej, że następców nie widać. Tangerine Dream w nowym składzie nie powala, J.M. Jarre odcina kupony. Lipa.
W takich chwilach, gdy dodatkowo jesień za oknem, nie zostaje nic innego jak posiłkować się klasyką. Do takich dzieł należy bez wątpienia China Vangelisa. Tematyka państwa środka była eksplorowana w muzyce elektronicznej wiele razy, że wspomnieć Souvenir of China Jarrea właśnie, który na pewno u nas opiszemy. I o ile płyta francuskiego muzyka jest bardzo nowoczesna i pełna efektów specjalnych, to album Vangelisa jest bardziej zbliżony do muzyki klasycznej. Oczywiście nie bark monumentalnej ściany elektroniki, ale są na albumie też chwile nieco bardziej archaiczne - mało tego artysta sięgnął podczas nagrywania do tradycyjnych instrumentów (kapitalnie je słychać!) gongów, gitar akustycznych i skrzypiec.
Artysta w wywiadach powtarzał, że przed nagraniem albumu nie był w Chinach. Że nie interesuje go polityka, a album jest wynikiem jego fascynacji historią i filozofią tego kraju. Zaczytywał się w esejach filozoficznych, wyznających pogląd, ze muzyka może być zbawieniem dla ciała i ducha, mało tego może mieć nawet wpływ uzdrawiający.
Podczas promocji albumu dołączono do niego książeczkę z esejami właśnie, a także pojawił się klip pokazujący jak Vangelis nagrywa muzykę do China.
Ten niespełna 9 - minutowy klip znakomicie oddaje atmosferę pracy muzyka, pokazuje też jak genialnym był kompozytorem i mutinistrumentalistą, choć na płycie nie gra na wszystkich instrumentach sam. W utworze The Plum Blossom na skrzypcach wspomaga go stary przyjaciel Michel Ripoche. Za to w The Little Fette dostaje wsparcia głosowego - poemat recytuje dwóch native speakerów z Chin.
Znakomite otwarcie - Chung Kuo (czyli Chiny) - absolutnie klimatyczny utwór, od razu pozycjonuje nas w chińskim klimacie. Główny motyw zostaje w pamięci... No i przechodzi we fragment na pianinie... To genialnyThe Long March... Poniżej urywki, jakimi artysta opatrzył poszczególne piosenki...
The Long March - Podczas 385 dni marszu spędzili 235 maszerując w dzień i 18 w nocy. Oficjalne dane wojskowe wskazują, że walczyli w potyczkach codziennie wzdłuż linii frontu, a 15 dni poświęcili na regularne wielkie bitwy. Poza dłuższym przystankiem w Sungpan (56 dni) mieli tylko 44 dni odpoczynku na dystansie 6000 mil, czyli jeden przystanek na 114 mil marszu. Średni dzienny etap to 24 mile. W sumie przekroczyli 18 pasów górskich, pięć w śniegu, i 24 rzeki. Przeszli przez 12 prowincji, każda z nich większa niż średni kraj Europy, walczyli z dziesięcioma lokalnymi armiami, pokonali i wymknęli się oddziałom Kuomintang, liczącym 300000 żołnierzy. Przeszli 6 dystryktów i przeniknęli przez obszary, których nie pokonała żadna chińska armia po nich przez wiele lat. (Edgar Snow).
The Dragon - symbolizuje ducha zmiany i kreatywną siłę życia. W nieskończonej transformacji wyłania się z najgłębszej jaskini, by jaśnieć w obłokach.
The Plum Blossom - symbol witalności seksualnej
The Tao of Love - Ta która jest, jest jedyną, ta niejedyna, też jest jedyną (Chuang Tzu)
The Little Fete - Wziąłem butelkę wina by wypić wśród kwiatów. Zawsze jest nas trzech, licząc mojego przyjaciela - księżyc i mój cień. Na szczęście księżyc nie ma pojęcia o piciu, a mój cień nigdy nie jest spragniony. Kiedy śpiewam, księżyc słucha mnie w milczeniu. Kiedy tańczę, mój cień tańczy ze mną. Po każdym spotkaniu przyjaciele muszą się rozstać, ale dla mnie smutek tego rozstania nie istnieje. Bo gdy idę do domu, mój księżyc idzie ze mną, a mój cień za mną podąża. (Li Po, 8 wiek n.e.).
Yin & Yang - dwie podstawy, zasada dualizmu, idea połączenia się sprzeczności, wielka ostateczność.
Himalaya - Ken - góra by się wspinać, samotność - niewzruszona
Summit - zakończenie
W wersji CD jaką posiadam na okładce widzimy samego Vangelisa, płynącego w błękitno - turkusowej wodzie.
A może to Niebo?
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Chung Kuo, The Long March, The Dragon, The Plum Blossom, The Tao of Love, The Little Fete, Yin & Yang, Himalaya, Summit
Każdy kto pamięta czasy komuny musi kojarzyć początek omawianego dzisiaj, piątego albumu Vangelisa z 1977 roku. Tak bowiem swego czasu zaczynały się wiadomości sportowe po dzienniku telewizyjnym. Nie mam pojęcia czy polska telewizja zapłaciła tantiemy, niemniej muzyka pasowała idealnie jako zapowiedź programu.
Później Vangelis wydał genialny album TheCity (opisany TUTAJ) i wiele innych dzieł, o których pisaliśmy wielokrotnie i do których na pewno wrócimy. Genialny Grek, który bardzo rzadko udzielał wywiadów, z okazji wydania wznowienia Spiral stwierdził (LINK), że w dobie postępu elektroniki koniecznym jest wydawanie remasteringów. Co ciekawe artysta proces w całości przeprowadzał osobiście. Był zdania, że nie wolno przy tym zatracić oryginalnego charakteru muzyki, jednocześnie wykorzystując dostępne nowinki techniczne z zakresu pogłębiania barwy dźwięku. W zasadzie muzyk nagrywał całe albumy od początku.
Interesującym było też jego podejście do instrumentów, Vangelis bowiem miał podejście ekstremalne - starał się nijako zmusić instrumenty do pracy na granicy ich możliwości. Tak było na przykład z organami Hammonda, które doprowadziły do uzyskania ciekawych brzmień na albumieL’Apocalypse des Animaux. Ważnym dla muzyka instrumentem była wypuszczona na rynek w połowie lat 70-tych Yamaha CS80, artysta uważał że gdyby producent poszedł dalej tą drogą, oblicze muzyki elektronicznej byłoby dziś zupełnie inne. Tak się jednak nie stało i syntezatory tej firmy uchodzą za trudne w obsłudze, przez co słabo się sprzedają.
Bardzo dużą rolę w jego muzyce odgrywały sekwensery. Muzyk miał swoistą metodę nagrywania starał się aby od chwili powstania w jego głowie utworu, do chwili jego nagrania upłynęło jak najmniej czasu. Większość swoich kompozycji nagrywał na żywo - tak było też z prezentowanym dziś albumem. Styl pracy stworzony przez Vangelisa pozwalał mu komponować, grać i nagrywać jednocześnie, zupełnie bez użycia komputerów. Muzyk upatrywał przyszłość w ulepszaniu syntezatorów do takiego stopnia, by stały się łatwe w użyciu jak każdy inny instrument, uważał jednak, że nie powinny stać się skrzynkami z muzyką archiwizowaną na dyskach. Również producenci syntezatorów powinni je upraszczać tak aby nie zniechęcać młodych adeptów muzyki elektronicznej.
Tyle przemyśleń genialnego muzyka. Teraz nieco o samym albumie. Wydała go wytwórnia RCA. W tamtym czasie zespół Yes miał zamiar zastąpić swojego klawiszowca Ricka Wakemana Vangelisem właśnie. Album inspirowany jest filozofią Tao, mówiącą o tym, że Wszechświat to przenikające się spirale. Na okładce widnieje cytat: Pójście dalej oznacza pójście daleko - Pójście daleko oznacza powrót.
Na Spiral muzyk jako jeden z pierwszych użył wspomnianego powyżej syntezatora Yamaha CS80. Na tym albumie użył też w utworze Ballad wokalu bez tekstu znanego nam później z dokonań wytwórni 4AD, czy znakomitej płyty Claire Hamill pt. Voices (opisanej TUTAJ). Do tego wszystkiego dochodzi genialna okładka...
Czego chcieć więcej?
Teraz Schulze, Froese i Vangelis gdzieś tam daleko w Niebie tworzą muzykę. Miejmy nadzieję, że dane nam będzie jej posłuchać.
We wtorek wieczorem czyli 17 maja w paryskim szpitalu z powodu powikłań po COVID-19 zmarł Wielki Kompozytor Evangelos Odysseas Papathanassiou. Miał 79 lat. Tę nieprzyjemną wiadomość o śmierci greckiego muzyka i kompozytora muzyki elektronicznej, progresywnej, ambientowej, jazzowej i orkiestrowej, powszechnie znanego jako Vangelis, potwierdziła w oficjalnym komunikacie reprezentująca go kancelaria prawna. Pisaliśmy o nim kilkakrotnie (TUTAJ) i byliśmy pewni, że napiszemy jeszcze niejeden raz, i tak będzie, choć nie będzie to już to samo…
Warto przypomnieć podstawowe informacje o muzyku, bo choć dane te bez trudu można znaleźć w Internecie, to chcemy zaznaczyć, jak ważny był dla nas, jak bardzo doceniamy jego wkład w muzykę.
Vangelis Papathanassiou urodził się w 1943 w Agrii w Grecji. Zaczął komponować w wieku czterech lat, a swój pierwszy publiczny występ dał w wieku lat sześciu. I tak pozostało, nie pozyskał żadnego wykształcenia muzycznego. Był samoukiem pomimo presji ze strony rodziców i nauczycieli, którzy namawiali go do uczęszczania na lekcje muzyki. Ostatecznie podjął studia malarstwa i reżyserii na Akademii Sztuk Pięknych w Atenach, bo od liceum malował. W szkole średniej zresztą przeżył prawdziwie traumatyczne wydarzenie - ktoś ukradł wszystkie jego prace, jakie oddał na wystawę organizowaną w swojej szkole. Nigdy się nie dowiedział kim był ów złodziej, ale poczuł się tym zdruzgotany. Ta smutna historia, którą do opowiadał do końca życia była dla niego trudna do zaakceptowania, zawsze zastanawiał się nad intencjami i tożsamością złodzieja.
Na początku swoje muzycznej drogi przynależał do różnych zespołów, aż jeden z nich z nich, założony w latach 60 Forminx za sprawą piosenki Jeronimo Yanka zdobył popularność. Bo album, na której się znalazł ten utwór rozszedł się z sukcesem, po tygodniu otrzymał status złotej płyty. Impuls do międzynarodowej kariery dał mu jednak dopiero album 666 nagrany przez Aphrodite's Child zespół założony w 1967 roku wraz z Demisem Rousseau i Loukasem Siderasem oraz przy udziale Argyrisa Koulourisa. A potem jego kariera już się potoczyła… Pisał muzykę do filmów, wydawał albumy, współpracował z wieloma muzykami. I od 1975 roku zamieszkał w Londynie. Tam założył najnowocześniejsze studio nagrań: Studio Nemo. Wydał w nim swoją pierwszą płytę solową pt. Heaven and Hell (1975), a następnie kolejne udane albumy, takie jak Albedo 0.3 (1976), Spiral (1977), za którą otrzymał Międzynarodową Nagrodę Instrumentalną MIDEM, Beaubourg (1978) i China (1979). W tym czasie zaczął zdobywać światową sławę. W 1982 roku zdobył Oscara za muzykę do filmu Rydwany ognia po czym skomponował podkład muzyczny do wielu innych filmów, takich jak Łowca androidów, 1492: Krzysztof Kolumb, Aleksander, El Greco i inne. W 1997 roku wyreżyserował ceremonię otwarcia 6. Otwartych Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce IAAF, które odbyły się na stadionie Panathinaiko w Atenach, a jego utwór Mythodia został wybrany przez NASA jako oficjalna muzyka misji: 2001 Odyssey to Mars. W 2002 roku skomponował oficjalną muzykę na Mistrzostwa Świata FIFA2002 w Korei - Japonii.
Pozostał przy tym sobą. Oliver Stone powiedział, że uwielbia słuchać jego muzyki bez ustanku ponieważ Ma w sobie głęboką dobroć. I wzbudza życzliwość w każdym słuchaczu. Według Vangelisa muzyka nie jest niczyją własnością, muzyka jest kodem. Sprawia, że wszechświat się porusza, nadaje mu kształt – jak powiedział. To, co robił, robił z pasją. Jedzenie, podróże, papierosy – sposób, w jaki jeździł Rolls Roycem... Tak samo było z przyjaźnią. Był wierny każdemu, kogo wybrał na przyjaciela, współpracownika, partnera. Nie miał rodziny. Moje palce przebiegły mile i mile na klawiszach. Gram godzinami, pracuję jak sportowiec palcami, umysłem, całym ciałem. Kiedy masz muzykę, nigdy nie jesteś sam. Samotność bierze się z innych rzeczy. Społeczeństwo powoduje coraz większą samotność. Bądźmy przygotowani na to, jak sobie z tym poradzimy za pomocą odpowiednich małych mechanizmów psychologicznych, aby tego uniknąć, a nawet zaakceptować (LINK). Sam nie zabiegał przy tym o zaszczyty. Nawet nie pojechał na uroczystość rozdania Oskarów. Żałował tylko, że jego rodzice nie dożyli jego sukcesów.
W młodości, kiedy był pytany skąd pochodzi jego muzyka, miał wskazywać palcem na niebo i mówić - stamtąd. Vangelis był mistrzem transformacji kosmicznego chaosu w harmonię. Dzisiaj stał się jego częścią…
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Weekendowe wycieczki do sklepów zwykle kończą się jakimiś przypadkowymi zakupami muzycznymi. Tak było niedawno z CD Sonic Youth (który pojawi się tutaj niedługo bo na to w pełni zasługuje), tak było z podwójnym winylem Vangelisa pt. Nocturne (TUTAJ) i tak jest z Rosettą...
Zacznijmy od nazwy, bo wewnątrz jest książeczka, mało tego., jeśli rozłoży się płytę znajdziemy tam coś, co nazywa się Rosetta Timeline i wygląda imponująco:
W książeczce zdjęcia planet, dziwnych pojazdów kosmicznych więc łatwo domyślić się, że chodzi o jakąś misję astronautyczną. I tak jest bowiem wielki muzyk pisze w środku następująco: Dedykuję album wszystkim tym, którzy uczynili tą misję możliwą, w szczególności utwór Rosetta Waltz jest moim uznaniem dla załogi misji ESA Rosetta.
Rosetta to główna misja ESA (Europejska Agencja Kosmiczna), której celem jest ściganie, wejście na orbitę i lądowanie na komecie.
Misja bada kometę rodziny Jowisza 67P/Czuriumow-Gierasimienko za pomocą kombinacji teledetekcji i pomiarów in situ. Sonda dotarła do komety 6 sierpnia 2014 roku po 10-letniej podróży przez Układ Słoneczny. Między sierpniem a listopadem 2014 r. statek kosmiczny okrążył kometę i zebrał dane, aby scharakteryzować środowisko jak i jej jądro, czytamy na stronie ESA (LINK).
W tym momencie wszystko staje się jasne i wiemy już o czym jest ten album. Poszukiwanie inspiracji czasem jest bardzo proste, a wiedząc co nią było, inaczej obcuje się z muzyką.
Wewnątrz znajdujemy tekst Tima Coopera, który wykłada nam na talerzu całą niesamowitą historię. Okazuje się, że Vangelis podczas pobytu w Londynie w 2012 roku został zapytany, czy porozmawia z człowiekiem z kosmosu...
Okazało się, że astronauta ESA o nazwisku Andre Kuipers chciał połączyć się telefonicznie ze swoim muzycznym idolem Vangelisem. Jest tutaj ważny jeszcze jeden detal - Andre dzwonił z kosmosu... Przygotował dla Vangelisa kosmiczny spacer, podczas którego muzyk zadawał mu pytana. po czym doznał natchnienia i napisał ten znakomity album... Do spotkania face to face doszło po zakończeniu misji. Wynikiem tego jest Rosetta - płyta o niesamowitym przedsięwzięciu, podczas którego przemierzono aż 500 milionów kilometrów...
Artysta w młodości, kiedy był pytany skąd pochodzi jego muzyka, miał wskazywać palcem na niebo i mówić - stamtąd. Na tym albumie Vangelis jawi się jako mistrz transformacji kosmicznego chaosu w harmonię. Pozostaje do dzisiaj wierny Kosmosowi - inspiracji jego muzyki.
Dla osób znających twórczosć genialnego Greka kilka uwag na koniec. Na tym albumie Vangelis pokazuje swoje trzy oblicza. Typowe, znane nam z największych dzieł artysty, oblicze a la Jarre, chwilami słychać tutaj klimaty Oxygene, i trzecie oblicze symfoniczne, które wyłania się w końcowej części albumu. Niemniej mamy do czynienia z dziełem zupełnie monumentalnym i ponadczasowym.
W naszej klasyfikacji 5.5 na 6, bowiem nas muzyka poważna, czyli trzecie oblicze artysty mało porywa. Reszta to wielkie dzieło, a Infinitude wręcz powala na kolana. Za to kochamy Vanelisa i nie mamy najmniejszej wątpliwości, że kosmos też go kocha. I to jak...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Peter Hook był na wystawie o Factory Records (Use Hearing Protection: The early years of Factory Records) w Science and Industry Museum w Manchesterze i zachęca do jej obejrzenia. Przypominamy, że ekspozycja będzie otwarta do 22 stycznia przyszłego roku. Fotka Hookyego na tle gitary Iana Curtisa jest TUTAJ. Przypomnijmy tylko, że to Ian Curtis jest pośrednio autorem stylu gry Hookyego, za który ten zbiera laury do dzisiaj...
Skoro zaczęliśmy od Joy Division, to prawdopodobnie by ich nie było gdyby nie Sex Pistols. Jeszcze w tym miesiącu odbędzie się licytacja niezwykle cennego materiału filmowego nakręconego podczas dwóch pamiętnych koncertów tego zespołu w Lesser Free Trade Hall w Manchesterze w czerwcu i lipcu 1976 roku. Czerwcowy koncert został nazwany koncertem, który zmienił świat, ponieważ ośmielił obecnych na nim Hooka i Sumnera do rozpoczęcia działalności muzycznej..
Przez lata tysiące ludzi twierdziło, że występ odbył się w hali o pojemności 150 osób, ale rzeczywista liczba widzów to było około 40. Sprzedaż dokumentu wraz z prawami autorskimi ruszy 14 września poprzez Omega Action. Szacunkowa cena to 20k funtów (LINK).
To by dopiero było gdyby na dokumencie mignęli gdzieś Hook i Sumner (wówczas Albrecht). Więcej o tym koncercie pisaliśmy TUTAJ.
Manchester to także inny wielki bard (dokładnie bard z Salford - pisaliśmy o tym TUTAJ) - John Cooper Clarke zaprasza do St James’ Church przy Piccadilly w Londynie na spotkanie o 19.00 w dniu 24 września tego roku.
Performer opowie o swojej książce I Wanna Be Yours, swoim życiu i karierze. Bilety TUTAJ. On bardzo dużo widział, supportował Joy Division, mało tego - jakiś czas mieszkał z samym wielkim Martinem Hannettem. Pytanie co z tego pamięta, bowiem w jednym z wywiadów przyznał się że brał narkotyki... Nie dziwi nas to, chodzić po mieście w stroju królika to chyba tak w normalnym stanie się nie da...
W klimacie - bo debiutowali w Factory (o czym pisaliśmy TUTAJ) - Orchestral Manoeuvres in the Dark ogłosili ponowne wydanie albumu Architecture & Morality (The Singles) z okazji 40-lecia edycji. Wydawnictwo będzie dostępne w wersji cyfrowej, na CD oraz na limitowanej edycji z kolorowego winylu w ilości tylko 2000 sztuk. Przedsprzedaż TUTAJ.
Ci są z Manchesteru, ale nie debiutowali w Factory, choć niewiele brakowało. 28 sierpnia Morrissey na otwarciu The Colosseum, Cesar's Palace, wykonał utwory The Smiths.
Niektóre z nich wybrzmiały na żywo pierwszy raz od 1986 roku, oczywiście jeśli chodzi o tego członka grupy The Smiths. Szkoda, fajna kapela to była.
Fajne też były kiedyś festiwale w Jarocinie. Nie zastąpi ich żadna impreza. Tylko do 12 września będzie można zobaczyć oryginalne materiały dotyczące tych festiwali. Wystawa to 10 stanowisk odsłuchowych z 6.000 minutami muzyki granej przez ponad 150 zespołów, 10 ekranów z 10 godzinami filmów, do tego setki zdjęć i dokumentów na powierzchni 400 m.kw. (LINK).
19 września w klubie Progresja zagrają Sztywny Pal Azji i Chłopcy z Placu Broni (LINK). Dokładniejsze informacje o tym i innych występach obu zespołów TUTAJ. Sztywny Pal miał kilka dobrych piosenek, Chłopców nigdy nie lubiliśmy. I to się nie zmieni.
W temacie - Gary Numan powraca do Polski z nowym albumem Intruder. Wystąpi 3 czerwca 2022 roku w tym samym klubie Progresja, z gościem specjalnym, którym będzie Jayce Lewis (LINK).
Kilka nowości płytowych: Zbigniew Preisner udostępnił utwory ze ścieżki dźwiękowej filmu Man of God: Kyrie Eleison i Loss. Płyta z całością muzyki zostanie wydana w połowie września. Znajdą się na niej dwa utwory w wykonaniu Lisy Gerrard. CD zremasterowany przez Leszka Kamińskiego wyjdzie nakładem Caldera Records (LINK) i zawierać będzie również broszurkę autorstwa Stephana Eicke oraz grafikę autorstwa Luisa Miguela Rojasa.
Michał Łapaj (Riverside) zaanonsował swój pierwszy solowy album Are You There. Jest do nabycia TUTAJ. Zapowiadał go singiel Shattered Memories, który gra powyżej. I to jak gra...
Decca Reccords właśnie wydała drugi singiel z nadchodzącego albumu Vangelisa Juno To Jupiter. Utwór nosi tytuł Inside Our Perspectives. Album wyjdzie 24 września w wersji CD i na winylu (LINK). Jak słychać mistrz w formie...
Jonny Greenwood, gitarzysta Radiohead, wyda album z muzyką pt. Spencer, którą skomponował do biografii księżnej Diany (LINK) za pośrednictwem Mercury KX ale jeszcze nie wiadomo kiedy trafi do sprzedaży. Film natomiast będzie miał premierę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, po czym trafi do dystrybucji na całym świecie. Greenwood obecnie prowadzi własną wytwórnię Octatonic oraz jest liderem założonego przez siebie zespołu The Smile.
Bogu dzięki, że nie skomponowali muzyki do biografii Księcia Karola bo to by dopiero był horror, zapewne z Camilą w tle...
W klimacie filmu - BBC z okazji 30 lat Nevermind Nirvany wyprodukuje nowy dokument o występach grupy w Wielkiej Brytanii (1989-1994) When Nirvana Came To Britain. Film pokaże materiały dotąd nieznane, także prywatne nagrania kręcone przez członków zespołu. Premiera wkrótce, bo już 24 sierpnia (LINK). Jeden z nieznanych klipów zespołu z tego filmu gra powyżej :).
Na koniec o innej bardzo wyczekiwanej nowości. Postpunkowy zespół The Psychedelic Furs opublikował nowy utwór Evergreen za pośrednictwem platform streamingowych. Wydawnictwo jest kontynuacją zeszłorocznego singla Made Of Rain, i zapowiada wydanie pierwszego od 30 lat nowego albumu. I to jak zapowiada... Czekamy.
Wracamy jutro z nowym wpisem, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Całkiem niedawno zajęliśmy się na naszym blogu filmem Blade Runner i genialną muzyką do niego skomponowaną (TUTAJ). Co ciekawe, ścieżce muzycznej, której autorem jest Vangelis, towarzyszyły pewne perypetie (o czym też poniżej). Ukazała się najpierw na winylu, później w podziemiu zaczęła krążyć na bootlegach z większą ilością piosenek, aż w końcu być może to sprowokowało do wydania jej na potrójnym CD, które trafiło właśnie do moich rąk. Trafiło choćby z powodu takich perełek jak ta:
Piosenkę powyżej, Rachel's Song śpiewa Mary Hopkins, walijska wokalistka, która debiutowała w 1968 roku pod okiem samego Paula McCartneya i byłą artystką związaną z beatlesowską wytwórnią Apple. Jak się nie obrócisz zawsze gdzieś pojawią się Beatlesi...
Ale wróćmy do CD - jest to pełna ścieżką dźwiękowa, wydana z okazji 25-lecia realizacji filmu, prezentowana w naszym poprzednim wpisie.
CD jest wydane znakomicie. Opatrzone zdjęciami z filmu i co najciekawsze, książeczką z wstępem samego Ridleya Scotta z października 2007 roku.
Reżyser podkreśla w niej, że film krążył po świecie w kilku wersjach, przy czym tą - firmowaną przez niego jest The Final Cut.
Scott pisze o muzyce Vangelisa w ten sposób: Oczywiście jednym z najbardziej pamiętanych aspektów filmu jest atmosferyczna muzyka skomponowana i wykonana przez Vangelisa. I podobnie jak sam film, przeszła perypetie zanim wydana została w finalnej, pełnej wersji. Najpierw, była to niezwykła ścieżka dźwiękowa nagrana przez New American Orchestra, zawierająca partytury dźwiękowe będące rodzajem lekkiej interpretacji dzieła Vangelisa.
Później w 1994 roku Vangelis sam nagrał album Blade Runner zawierający kilka motywów z filmu i kilka innych utworów, nim inspirowanych. Zawarto tam dialogi z filmu, a całość prezentowała się jak nietypowa hybryda dźwiękowa, co nie było w smak fanom muzyki Vangelisa.
Tak więc teraz, cieszę się że Vangelis ma przyjemność zaprezentować nam finalną, trójpłytową kolekcję muzyki zarówno z filmu, jak i powstałą pod wpływem inspiracji nim, na 25 lecie jego realizacji. Mam nadzieję, że Vangelis jest zadowolony z tej wersji tak samo, jak ja jestem zadowolony z ostatecznej wersji filmu.
Praca nad muzyką do filmu była jednym z moich największych doświadczeń życiowych. Pracowaliśmy z Vangelisem w jego studio Marble Arch w Londynie, gdzie muzyk wykonywał dla mnie wstępne wersje utworów, obsesyjnie skupiając się na szczegółach i wychwytując każdą chwilę wyjątkowego piękna. Vangelis często tworzył tą muzykę bez słuchania dialogów, skupiając się na emocjonalnej odpowiedzi na obraz, a wynik przerósł moje oczekiwania.
W szczególności poruszył mnie utwór Memories of Green skomponowany przez Vangelisa na potrzeby jego wcześniejszej płyty See You Later. Ten kawałek idealnie pasował do mojego filmu bowiem perfekcyjnie opisywał świat który w nim stworzyłem. Na swój sposób to nieoficjalnie główny motyw z tego filmu. Takie utwory jak Bladr Runner Blues, czy Love Theme też idealnie pasują do tworzonego przez nas świata doskonale zacierając obraz między muzyką a filmem.
Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem współpracować z jednym z największych talentów muzycznych w historii filmu, obok Jerry Goldsmitha i Hansa Zimmera. Umieszczam Vangelisa na topie tej listy. Jego muzyka uwydatniła Blade Runnera nadając mu ciemnego pięknego rytmu...
Ridley Scott, Maroko, Październik 2007.
Szkoda, że reżyser do drugiej części swojego filmu już Vangelisa nie zaprosił, choć może zrobił to, ale z jakiś powodów finalnie genialny Grek nie skomponował muzyki do Blade Runner 2049. Przez co mamy już do czynienia z zupełnie innymi doznaniami, ale potrafimy sobie to wynagrodzić odpalając trzy płyty CD z części pierwszej.
Vangelis też na tym mocno skorzystał - wśród fanów ta właśnie ścieżka uważana jest za szczytowe osiągnięcie.
Na koniec polski akcent - utwór 10 na CD nr. 3 pt. Spotkanie z Matką, w którym recytowany jest wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego przez... Romana Polańskiego.
Polański zresztą gościł u Vangelisa na jego innym albumie, o czym już pisaliśmy...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.