Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koncert. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 stycznia 2024

Midge Ure z Ultravox w Warszawie, 1.01.2024 - nasza relacja

… i kilka słów podsumowania po noworocznym koncercie: cudowny głos, wspaniała gitara akustyczna, która zastąpiła cały zespół. Warto zobaczyć i usłyszeć taki koncert jako coś innego. Koncert w klubie ma inny charakter i taki oczywiście preferuję - ze względu na dynamikę i atmosferę, ale tu gościliśmy w Teatrze Komedia, a jego sala tę atmosferę definiowała – ponumerowane fotele, brak miejsca dla stojących wygibasów, pionowy - teatralny układ widowni.

W wydarzeniu uczestniczyło wielu wiernych fanów, których dało się rozpoznać po koszulkach i okładkach płyt, jakie przynieśli, w nadziei na podpis Artysty. Ale niestety było też sporo przypadkowych osób, bo koncert zorganizowała komercyjna rozgłośnia Radia 357, dla swoich słuchaczy i patronów. Z jednej strony: to dobrze, bo można było skoncentrować się na wykonaniu utworów i głosie Midge’a (choć zabrakło piosenki o głosie, czyli The Voice), ale z drugiej strony brakowało typowo polskiego spontanu, a publiczność wstała i zaczęła klaskać dopiero przy ostatnim utworze Do They Know It's Christmas? (który nie był już transmitowany przez radio, gdyż leciał na bis).


Ale to też stanowiło ciekawostkę, bo nigdy wcześniej nie słyszałem tej słynnej piosenki na żywo i prawdopodobnie – ze względu na porę roku – już nigdy jej tak nie usłyszę. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej słyszałem koncertową wersję pięknej szkockiej pieśni Lament? Ale teraz z pewnością będę (nomen omen) pamiętał, że Midge Ure wyróżnił piosenkę I Remember (death in the afternoon), jako tę dla niego osobiście ważną. A ona również dla mnie jest wyjątkowa, ze względu na wspomnienia z lat 80-tych. Dziś usłyszeliśmy wykonanie z przytupem.


W trakcie koncertu zabrzmiały również inne znane hity jak: noworomantyczny Fade to Gray, napisany dla Visage i Hymn oraz Vienna, z czasów Ultravox, a także piękna ballada All Fall Down i dodatkowo – znane z czasów kariery solowej: Dear Got, If I Was i wzruszający Breathe.
Midge Ure jak zwykle żartował pomiędzy piosenkami, a raz zrobiło się szczególnie zabawnie, gdy mój kolega nie wytrzymał ciśnienia i musiał wyskoczyć do łazienki, a wtedy Midge przerwał i zaproponował, żeby na niego zaczekać.

Koncert był dość krótki, około 1 godziny, dzięki czemu zyskaliśmy dodatkowy czas na after party, podkreślając wagę wydarzenia. Zaiste była to wyjątkowa impreza: pierwszego dnia roku wystąpił ulubiony Artysta, a jak mówi przysłowie: jaki Nowy Rok, taki cały rok. Czekamy zatem na kolejną wizytę Midge’a Ure’a już w lipcu i zapewne będzie to jeszcze bardziej niesamowity występ, bo w ruinach zamku Szymbark, nad malowniczym jeziorem niedaleko Iławy.

[Ryszard Nieprzypadek]

Fragmenty koncertu na kanale YT Ultravox Unofficial:

Główną część koncertu można wysłuchać tu:


Gospodarzem wieczoru z ramienia Radia 357 był Marek Niedźwiecki.

Setlista: Dear God, If I Was, Fade to Grey (Visage), Lament (Ultravox), Breathe, I Remember (Death in the Afternoon) (Ultravox), Hymn (Ultravox), Vienna (Ultravox), Dancing With Tears in My Eyes (Ultravox),bis: All Fall Down (Ultravox), Do They Know It's Christmas? (Band Aid cover).


Wybrane tłumaczenia:

Znikamy w szarości. Znikamy w szarości.

Sam człowiek na pustym peronie

I tylko walizka u jego boku

W chłodnym, milczącym wzroku

Co strach pokaże i się odwraca.

Znikamy w szarości. Znikamy w szarości.

Poczuj ten deszcz,

jak w angielskie lato.

Usłysz nuty pieśni, z oddali

Ze sklepowego plakatu.

W nadziei na życie nietrwałe

Znikamy w szarości. Znikamy w szarości

Tytuł: Fade To Grey, Wykonawca: Visage, Aut: Midge Ure, Chris Payne, Billy Currie


Wybraliśmy numer... słysząc wiadomość śmiech nas ogarnął, nie wiedzieć czemu.

Piliśmy wino, mówiąc o chwilach: minionych, już bez znaczenia,

Choć zjawił się smutek, przez cień tamtych zdjęć rzucony,

Pamięć o dawnych czasach pcha nas do obłędu.

Och, ja wciąż pamiętam tę śmierć po południu.

Oh I remember death in the afternoon.

Cisza, co zaległa wokół, tak szorstko przytłacza,

Kochanków, przyjaciół, każdego doświadcza.

Wznosząc szkło piliśmy za to, co było, nie wróci już więcej,

Lecz obraz z przeszłości znów związał nam ręce.

Och, ja wciąż pamiętam tę śmierć po południu.

Oh I remember death in the afternoon

Tytuł: I Remember /Death in the Afternoon/, Wykonawca: Ultravox, aut. Warren Cann, Chris Cross, Billy Currie, Midge Ure


Daj nam… dzisiaj… to co wskazałeś - Daj moc i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

Daj mi to, co w księgach spisane – Daj wiarę i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

A mówili, że w naszych czasach, wszystko co dobre, wpadnie w niełaskę.

Nawet święci odwrócą swe twarze, w tych naszych czasach.

Powiedzieli nam, że w naszych czasach różne słowa, w różny sposób mówione, mają różne znaczenie.

Zależy, kto je wymawia, w tych naszych czasach:

Daj nam… dzisiaj… to co wskazałeś - Daj moc i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

Daj mi to, co w księgach spisane - Daj wiarę i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

I mówili, że w naszych czasach będziemy czerpać z ich dziedzictwa,

Będziemy mogli uczyć się tego, co oni widzieli, w tych naszych czasach.

Powiedzieli nam, że w naszych czasach poznamy to, co najważniejsze.

I podążymy za tym, więcej nie przecząc. W tych naszych czasach.

Daj nam… dzisiaj… to co wskazałeś - Daj moc i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

Daj mi to, co w księgach spisane - Daj wiarę i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

Niewierni w wierze, dostrzeżmy to, co przecież widzimy!

Daj nam… dzisiaj… to co wskazałeś - Daj moc i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

Daj mi to, co w księgach spisane - Daj wiarę i chwałę

Aż me królestwo nastanie!

Tytuł: Hymn, Wykonawca: Ultravox, aut. Midge Ure, Warren Cann, Chris Cross, Billy Currie

P.S. Zespół bloga wita w swoich kręgach kolegę Nieprzypadka.


Nasze relacje z koncertów/eventów są TUTAJ. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

piątek, 8 stycznia 2021

Energia Dźwięku 2020: Psychoformalina i Give Up to Failure - doskonała polska chłodna fala

 

Pod koniec 2020 roku odbyła się wirtualna impreza Energia Dźwięku - koncert pod patronatem Wrocław Industrial Festival. Jak podkreślają organizatorzy, Energia Dźwięku jest festiwalem niespójnym tematycznie, niemniej: głównym celem jest właśnie łączenie przeciwności i zestawianie ich ze sobą – tu muzyczna przeszłość spotyka się z dźwiękową nowoczesnością, eksperyment i klasyka koegzystują na równoprawnych warunkach, akustyczne źródła dźwięku współgrają z najnowszą elektroniką, a tradycyjne instrumentarium jest przeciwstawione nieograniczonej pomysłowości wynalazców rozmaitych dźwiękotwóczych urządzeń. Nie jest ważne, czy dany zespół gra punk, folk czy industrial, nie ma znaczenia z jakiej części świata pochodzi dana muzyka i czy opiera się ona na historycznym kanonie lub jest zaczynem jakiejś zupełnie nowej stylistyki. Platformą spotkania tych wszystkich skrajnie od siebie różniących się artystów jest ta rzecz, która jest dla nich najważniejsza – jest to dźwięk i tkwiąca w nim energia (LINK). 

Nam zatem pozostaje się cieszyć, że w tym miksie każdy znajdzie coś miłego. Ważniejsze jednak jest to, że dzięki organizatorom jesteśmy w stanie poznać obiecujących wykonawców i zaprezentować ich naszym czytelnikom. W ostatniej edycji ubiegłorocznego wydarzenia, jako jeden z zespołów wystąpiła Psychoformalina.


Zespół jest z Wrocławia, ma dość bogatą historię, istnieje na naszym rynku od połowy lat 90-tych, a stylistyką idealnie wpisuje się w klimaty naszego bloga, grają bowiem chłodną falę. Mają w dorobku trzy albumy, z czego ostatni, zatytułowany 3 (LINK), ukazał się całkiem niedawno. Niestety o samym zespole niewiele można się dowiedzieć, jak to bywa z wieloma artystami, widoczna jest w ich przypadku niedbałość o stronę popularyzatorską. A szkoda, bo zespół prezentuje ciekawą muzykę. Na ich stronie na Facebooku w zakładce About nie ma nawet składu, przynajmniej nie pozna go nikt, kto się nie zaloguje.
 
Do ich płyty 3 na pewno jeszcze powrócimy, tymczasem posłuchajmy koncertu ze wspomnianego powyżej festiwalu.


Zespół gra bardzo ciekawą chłodną falę, choć na pierwszy rzut oka, spoglądając na image wokalisty, wydaje się że usłyszymy coś a la Marillion, z okresu świetności Fisha. W tekstach pojawia się nawiązanie do ery Covid, alienacja, rozczarowanie, muzycznie pobrzmiewa na pewno X Mal Deutschland, Variete, wczesne 1984. Fajne, choć dwa ostatnie utwory niepotrzebnie wydłużone, jakby zespół na siłę starał się wydłużyć występ. 

Za to w pełni profesjonalnie i przestrzennie brzmią nasi starzy znajomi, czyli Give Up To Failure. Ich debiutancka płyta została opisana przez nas TUTAJ, a wywiad z zespołem opublikowaliśmy TUTAJ. Panowie są w pełni profesjonalni, i na naszą prośbę przesłali nam setlistę koncertu z Energii Dźwięku.


Intro i już od początku wiemy, że za chwilę zacznie się coś co lubimy najbardziej, ich znakomity All I Wanted... Słychać jakieś niedociągnięcia ze strony nagłośnienia, tak jakby wokal był nieco poza całością, niemniej wizualnie jest to chyba najbardziej profesjonalny występ zespołu live, jaki można zobaczyć w sieci. Slow Collapse wydaje się już brzmieć znacznie lepiej, trudno nam powiedzieć, czy to nowy utwór, w każdym razie nie ma go na debiucie. Interesujące wstawki na klawiszach być może wskazują na kierunek w jakim zespół podąża w stronę drugiej płyty? Holy Drug z debiutu i odpływamy jeszcze dalej... A jeśli do tego dodać znakomitą grę świateł to mamy do czynienia z czymś na bardzo wysokim poziomie.


Do końca pozostały jeszcze dwa utwory... A my przecież nie będziemy wszystkiego tutaj dokładnie opisywać. Możemy jedynie, po obejrzeniu tego show po raz kolejny utwierdzić się w przekonaniu, że Give Up to Failure  to obecnie jeden z najjaśniejszych punktów naszej sceny alternatywnej. I damy sobie głowę uciąć, że o tym zespole będzie kiedyś głośno, i to wcale nie na lokalnym podwórku.

Kto nie kupił jeszcze debiutu można zrobić to TUTAJ. Zespołowi dziękujemy za miłą współpracę życząc powodzenia! I skoro już jest to wrzućmy tutaj ich klip do piosenki Sedation, zdaje się że to pierwszy teledysk zespołu:


Wkrótce zaprezentujemy kolejnych artystów występujących na Energii Dźwięku, i jeśli chcecie ich poznać - czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.          

piątek, 18 września 2020

Joy Division w Bowden Vale Youth Club oczami świadka: relacja z legendarnego wstępu 14.03.1979 roku

Na jednym z kont społecznościowych Facebooka, grupujących fanów Joy Division opublikowano zdjęcie Bowden Vale Youth Club (LINK). Jest to prawdziwa gratka, bo budynek ten został rozebrany w 1989 r. Zdjęcie jest autorstwa Martin O'Neill a wyszukał je Stuart Murray.


Koncert Joy Dvision odbył się tam 14 marca w 1979 roku, czyli jeszcze zanim zespół nagrał swój epokowy album Unknown Pleasures. Zachowało się z niego naprawdę dużo: bilety, lista utworów, nagrania (w tym niespełna 10-minutowy zapis video o którym napisaliśmy TUTAJ) i zdjęcia, także wykonane przez O'Neilla (wydał je w 2007 roku w 12 stronicowym albumie I Remember Nothing i opowiedział o tym jak je robił w krótkim wywiadzie TUTAJ). Po fotografiach można by sądzić, iż występ miał miejsce w czyimś salonie o ścianach włożonych wzorzystą tapetą… Lecz był to jeden z lepszych koncertów grupy. Oto lista utworów:

1 She's Lost Control
2 Shadowplay
3 Leaders Of Men
4 Insight
5 Disorder
6 Glass
7 Digital
8 Ice Age
9 Warsaw
10 Transmission
11 I Remember Nothing
12 No Love Lost


Z występu wydano kilka bootlegów, dostępnych na You Tube a poza tym, jeśli nasi czytelnicy uznają, iż to mało, to podajemy link, za pomocą którego można ściągnąć dźwiękową całość na swój dysk (TUTAJ).

Co jeszcze mamy? Relację świadka i to nie byle kogo, bo brata Paula Hanleya, perkusisty grupy Staff 9 która była supportem Joy Division. Muzyk potem przystał do The Fall, a obecnie gra z Brix And The Extricated. A tak zapamiętał tamten dzień i wieczór świadek:

Środa 14 marca 1979 była dniem jednego z moich najbardziej ulubionych występów. Dzień nie zaczął się zbyt dobrze - Bertie Noone (nauczyciel plastyki z piekła rodem) z wielką przyjemnością poinformował mnie, że będę tematem cotygodniowej „praktyki odbijania”, pod tą nazwą kryła się kara cielesna, zawsze wymierzana w piątek i zwykle nakładana za nie wykonanie pracy domowej. W moim przypadku było inaczej, po prostu praca, którą mu oddałem, była na tak niskim poziomie (tak też było), że lepiej byłoby, gdybym jej mu nie dał. To co robił nazwał „treningiem odbijania”, ponieważ „przymierzał” kij krykieta w poprzek pośladków, co było jego ulubioną karą. Zwykł komentować przy tym a la komentator radiowy, np. w taki sposób „… A Basil D'Oliveir podchodzi do zagłębienia i wyprowadza idealną szóstkę w czyste niebo nad Old Trafford…” - łup! Inni nauczyciele w St Bede woleli pasek, pantofel lub, w przypadku pana Hockenhalla, gumowy wąż od palnika Bunsena z węzłem. Inne czasy.  

Ale to nie miało znaczenia, ponieważ wieczór oznaczał wyprawę na koncert na żywo - na dodatek był tam zespół mojego brata - Staff 9, którego widziałem na próbach i wiedziałem, że jest naprawdę dobry. Z jakiegoś dziwnego powodu grali w klubie młodzieżowym. Co więcej, był to klub młodzieżowy w szczerym polu. Wiedziałem o tym, ponieważ widziałem tam The Fall w poprzednim miesiącu.

Faktyczna geografia miała niewielki wpływ na moje poczucie odległości w tamtych czasach. Bowdon znajdowało się niecałe 5 mil od mojego domu, znacznie bliżej niż centrum Manchesteru City, ale przyzwoite połączenia komunikacyjne oznaczały, że Rafters był znacznie łatwiej dostępny niż klub młodzieżowy Bowdon Vale, który równie dobrze mógł znajdować się w Birmingham.

Sprzęt Staff 9 został przetransportowany do Bowdon przez Berniego, perkusistę, w jego furgonetce oraz przez Grahama, wokalistę, za pomocą Austena Allegro jego ojca. Steve i Craig wysiedli z autobusu do Altrincham i resztę drogi przeszli pieszo. Jako nieopłacani pracownicy techniczni dołączyliśmy do nich ja i Marc Riley, który odwzajemniał przysługę Steve'owi i Craigowi, za to, że ten niedawno jeździł do The Fall.

Najważniejszą rzeczą, jaką przypomniałem sobie z jednej z piosenek Joy Division, był ktoś krzyczący na początku „Czy zapomnieliście o Rudolfie Hessie?”- Ciekawe, kim on jest? - Pomyślałem. Potem okazało się, że to Barney wypowiedział tę nieśmiertelną frazę.  Gdy Joy Division zakończyło próbę dźwięku, ich gitarzysta zaczął bawić się dziwnie wyglądającą klawiaturą, która leżała u jego stóp. Wyglądało na to, że zrobił ją sam i wydawało się, że ta rzecz jest w stanie wytwarzać raczej dziwne ryki i brzęki, niż rzeczywiste dźwięki. Po tym, co wydawało się wiecznością, basista wskazał na Staff 9 i powiedział - „Bernard - zwijaj to, chłopaki czekają na rozstawienie”. Gitarzysta niezgrabnie zastosował się do tego polecenia i, jak się okazało, co było niezwykłe, Joy Division przesunął swój sprzęt tak, że Staff 9 mógł się ustawić. Próba dźwięku Staff 9 została zrobiona w dość krótkim czasie. Graham dał przez mikrofon podstawowe „jeden – dwa” i szybko przejrzeli „Writing Desk”, jeden z nowszych numerów. Po tym publiczność zaczęła przybywać, więc zespół udał się do drugiego pokoju, aby czekać na swoją kolej.

Występ Staff 9 zakończył się uprzejmym entuzjastycznym aplauzem i natychmiast zaczęli schodzić. Następnie Steve Morris ponownie złożył swój zestaw, co zajęło mu trochę czasu, ponieważ miał największy zestaw perkusyjny, jaki kiedykolwiek widziałem (6 części!!) i nie miał nikogo, kto mógłby mu pomóc. Publiczność, która składała się głównie z nastolatków z głowami jak mopy, takich jak ja, czekała z niecierpliwością aż skończy. DJ robił wszystko, co w jego mocy, żeby nas nieźle bawić, ale wszyscy byli trochę zdenerwowani, zanim reszta zespołu dołączyła do Steve'a. Krzyk Bernarda, po którym nastąpił jęk udręki Iana Curtisa i ruszyliśmy. „Exercise One”, po którym następuje błyskawiczne przejście do „She's Lost Control”. Wtedy w końcu usłyszałem, jak właściwie brzmi uderzenie Stevea Morrisa. To bębnienie Steve'a ostro mnie walnęło. Świetnie się go ogląda, chociaż zawsze wygląda trochę nieswojo, jakby odczuwał pewien ból. Kontynuowałem analizę stylu Stevea, aż do momentu, gdy Ian wszedł w „ten” taniec.  Następna piosenka wystarczyła, by mnie przekonać, że ten zespół jest naprawdę czymś wyjątkowym. „Shadowplay” był punktem kulminacyjnym występu, tak samo jak miał być punktem kulminacyjnym ich pierwszego albumu. Sposób, w jaki unosi się i opada muzyka na pojedynczej linii basu i sposób w jaki udaje się powtórzyć wszystko, co Ian ma do powiedzenia bez zmiany akordu, jest genialne.

Następna piosenka, „Insight”, ponownie zawierała perkusję Steve'a, chociaż tym razem brzmiało to jak nieco denerwujące „Bo!” tak jak można to usłyszeć na wielu utworach disco z lat siedemdziesiątych, w szczególności „Love Don't Live Here Anymore” Rose Royce. Nadal uważałem, że brzmiało świetnie.


„Disorder” był powodem, dla którego Bernard w końcu włączył klawiaturę. Wydało to niejasne okrzyki Doctora Who, który grał niezmiennie przez cały czas trwania utworu. Był najwyraźniej zdeterminowany, aby w jakiś sposób ustawić kilka klawiatur na kolejnych koncertach. Potem była wysublimowana „Transmisja”, której głównym wspomnieniem była refleksja co nadal pamiętam, jak ten pieprzony Steve Morris przez cały czas utrzymywał te 16-ki na wysokim talerzu. Nic dziwnego, że wyglądał na zmęczonego.

Zakończyli utworem „I Remember Nothing”, który z pewnością zalicza się do najbardziej ponurych, najbardziej dołujących zakończeń koncertów wszech czasów. Podobnie jak The Fall (którzy nadal tego nie robią), Joy Division nie poszło na żadne ustępstwa, by zadowolić publiczność. Wrócili jednak by zagrać „No Love Lost”, który trudno opisać jako wesoły, chyba że porównasz go do „I Remember Nothing”. Czułem się, jakbym został pobity, ale co to był za koncert. Utkwiło mi to w pamięci jeszcze wyraźniej niż spotkanie z panem Noone w piątek po południu. I nigdy tego nie zapomnę (LINK).

Tak to wyglądało, tak zapisało się w pamięci uczestnika. A my czekamy na film z pełną relacją koncertu. I chyba długo już czekać nie będziemy, bo na Aukcji Omega widziana była taśma wideo z zapisem (LINK). Pytanie brzmi – czy całego występu, czy tylko znany zapis kilku piosenek?

Wkrótce się dowiemy... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 29 czerwca 2019

Niezapomniane koncerty: Dead Can Dance na Torwarze w Warszawie, 22.06.2019 - pora umierać, nasza relacja


Dead Can Dance (pisaliśmy o nich wiele razy TUTAJ) to zespół legenda, zespół podczas koncertu którego obcuje się nie tylko z doskonałą muzyką, ale ma się świadomość, że artyści pochodzą z 4AD (opisywaliśmy tę wytwórnię wiele razy TUTAJ), czyli są ze stajni legendarnego Ivo Watts Rusella (pisaliśmy o nim TUTAJ), tak jak Cocteau Twins (pisaliśmy o nich TUTAJ), Clan of Xymox (pisaliśmy o nich TUTAJ), Bauhaus (pisaliśmy o nich TUTAJ), Throwing Muses (pisaliśmy o nich TUTAJ), a sami współtworzyli This Mortal Coil (pisaliśmy o nich TUTAJ)... Wszystko to czyni obecność na ich gigu czymś mistycznym.. 

Jeśli do tego doda się fakt, że mają w swoim dorobku bodajże największe dzieło muzyki gotyk, czyli Within the Realm of a Dying Sun (opisaliśmy ten album TUTAJ), że są grupą dla której inni nagrywają płyty tribute, a w końcu, że jako nieliczni na koncertach odtwarzają wręcz idealnie brzmienie z płyt, owo obcowanie przybiera wymiar czegoś absolutnie metafizycznego.. 

Więcej metafizyki?  Ależ proszę: pięć tysięcy ludzi siedzi wpatrzonych, prawie wcale nie ma świecących komórek, ludzie jak zahipnotyzowani, wszyscy mają świadomość powyższych faktów.. Inny dowód? Kiedy Brendan Perry wykonuje na bis pieśń Tima Buckleya pt. Song to the Siren, piosenkę, którą nagrała na albumie This Mortal Coil Ela Frazer z Cocteau Twins, po pierwszych akordach rozlegają się owacje. Tak - jesteśmy pokoleniem dwóch wytwórni: 4AD i Factory... I takimi pozostaniemy, choć nie da się ukryć, że Factory poza Joy Division raczej do powiedzenia zbyt wiele nie mieli. Być może dlatego właśnie, kiedy na aukcjach sprzedają logo wytwórni, w opisie aukcji pojawia się nazwa Joy Division właśnie... Warto zapoznać się z opinią legendarnego dźwiękowca Martina Hannetta o obu wytwórniach... (TUTAJ). 

Tyle wstępu a teraz rozprawmy się z materią koncertu. 

Zaczyna się od niesamowitego wrażenia wielkości sali, nigdy wcześniej nie byłem na Torwarze, słyszałem negatywne opinie o jakości dźwięku, rzeczywiście nie było rewelacyjnie chwilami trochę za cicho. Ale dało się wytrzymać. Sala zapełniała się stopniowo bowiem najpierw wystąpił support. 

David Kuckhermann to człowiek z ekipy Dead Can Dance, który gra na instrumentach perkusyjnych. Robi to znakomicie zwłaszcza kiedy używa instrumentu wynalezionego całkiem niedawno bo w 2000 roku a nazywającego się hang. Zresztą proszę bardzo:
Człowiek jest z Niemiec i ma 40 lat. Na prawdę potrafił zainteresować publikę. Grał też na innych instrumentach niemniej ten fragment jego występu zrobił na mnie największe wrażenie.
Zaczął i skończył w tak magiczny sposób. Współpracuje z Lisą Gerrard i nagrał CD... Przyjrzymy się temu dziełu i opiszemy je w swoim czasie.
         
Po supporcie mamy pół godziny przerwy, a na scenie uwijają się dźwiękowcy strojący instrumenty. Jakby nie patrzeć w trakcie koncertu okazuje się, że każdy członek Dead Can Dance to multiinstrumentalista... 


I następuje to co miało nastąpić. Zacznę od tego, że koncert wyglądał jak jakiś wyścig. Ja tak to odebrałem, jak jakaś licytacja. Kto da więcej? Od początku do końca. Po każdej piosence zadawałem sobie pytanie: czy teraz będzie lepiej? I najgorsze jest to, że było...

Zaczęli od Anywhere Out of the World  piosenki otwierającej ich najlepszy album Within the Realm of Dying Sun. No nie dałem rady i jak wiele osób wkoło ścierałem łzy z policzków. To było jak wybuch - eksplozja, zostaliśmy uderzeni ścianą dźwięku. Czy można zacząć lepiej? 

O płycie pisaliśmy TUTAJ. Zaczynają razem Lisa daje mocny wstęp wokalny, później Perry dopełnia reszty... Cholera!

A może to ja marzący o niespełnionej miłości
Ofiara głupców patrzących
Stojących w szeregu
Daleko od krzywdy

W naszej bezcelowej pogoni
Życia do jego końca
Czy ta kręta ścieżka
Doprowadzi nas do kresu?

Nie mogę opisywać wszystkich piosenek bo tekst nie miałby końca, więc skupię się na moim topie utworów DCD. Jako drugi grają  Mesmerism z płyty Spleen and Ideal. Jest super, oboje śpiewają. Brendan gra na banjo a Lisa na chińskich cymbałach (pisaliśmy o nich TUTAJ). To jest to co fani zespołu, w tym i ja, lubią najbardziej. Naoliwiona maszyna działa bez żadnych zgrzytów. Labour of Love jest doskonały ale nie należy do moich ulubionych utworów, choć jest bardzo nostalgiczny... Po nim Avatar, no ja p######ę! To jest to na co czekaliśmy! Lisa w życiowej formie. Spleen and Ideal pozostanie najbardziej niedocenioną płytą wszechczasów! Może być mocniej? A jak, po niej najlepszy utwór zespołu - takie jest moje zdanie - In Power We Entrust the Love Advocated... Trwa wspomniana licytacja. Brendan sprawdza i mówi - Ogród Ukrytych Rozkoszy (TUTAJ).

Wierzymy w miłość którą głosimy

Żeglując na srebrnych skrzydłach przez tę burzę
Którą może przynieść szczęśliwa miłość
Wróci w moje ramiona znowu
Miłość minionej złocistej epoki
Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs?

Zaczęło się i znalazłem moją wiarę która mnie opuszcza

Ta noc wypełniona jest płaczem wyalienowanych dzieci poszukujących raju
Znak niespełnionej ambicji porusza wiatraczek na patyku
Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs?
Kiedy pamięć zmienia świadka w niewinnego zużytego umierającym szaleństwem

Metodą jest nasza miłość
Nie ma innej drogi ku końcowi
Albo nigdy nie znajdziesz kluczy
Do mojego serca

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów

Choć Perry zmienia końcówkę, nadal jest to najgenialniejsza piosenka muzyki gotyk. Amen.

Po nim Bylar znakomity - dowód pełnej kooperacji wokalno - instrumentalnej, doskonale grają i śpiewają a Lisa przechodzi samą siebie... no i Xavier. Panie jak żyć? Brendan dyryguje na początku po czym znakomicie śpiewa! 

Piękna Roseann twoja włóczęga to znana historia
Najeżone niebezpieczeństwami życia które wiodłaś zostały osądzone dla sławy
Otula nas nienawiść
Oskarżając umysły herezją
Dyletanci nas okrążają
Ale przybędzie wyrozumiałość by nas uwolnić
Wiara
Chociaż Xavier się modlił aby spadł deszcz dający życie
W głąb ludzkich dusz
By wyleczyć je z cierpienia

To były grzechy przeszłości Xaviera
Wiszące jak klejnoty w lesie pozorów
Głęboko w sercu gdzie pojawiają się misteria
Ewa dźwiga znamię grzechu pierworodnego
Wolność tak trudna kiedy ograniczają nas prawa
Wyryte w planie ręką natury
Niewidzialne dla tych co przegrali goniąc przeznaczenie

Chociaż Xavier modlił się aby spadł życiodajny deszcz
W głębie ludzkich dusz by uzdrowić ich zwyczaje
I kiedy noc przechodzi w dzień
O słońce, księżycu, zapomnijcie
Chociaż twoje koszmary nadchodzą
Miłość Xaviera spętana łańcuchami

To były grzechy przeszłości Xaviera
Wiszące jak klejnoty w lesie pozorów

ISOLATIONS: zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów

Na koniec wkracza Lisa z niesamowitym wokalem... Tak kończy się genialny utwór a ona i jej support doprowadzają nas do pytania: Kto da więcej?

Lisa daje i podbija pulę na maksa: The Wind That Shakes the Barley z doskonałym wstępem na fujarce. Ludzie siedzą, sąsiadka obok płacze, wszyscy zamyśleni nad życiem, jego kruchością i przemijaniem. Ta mająca korzenie w Irlandii pieśń jest znakiem firmowym zespołu. I na zawsze nim pozostanie... 

Po niej celem wybudzenia grają Sanvean  a ona zdaje się być niezmordowana.. Daje publice swój niesamowity głos... Po tym boski Indoctrination (A Design for Living) i szał sięga zenitu... Piękne nostalgiczne krajobrazy roztaczane przez wokalistę zespołu zdają się nie mieć końca.. To z płyty Spleen and Ideal - jeszcze o niej nie pisaliśmy? O cholera! Nadrobimy to. Co mi się tutaj nie podobało to klaskanie, publika go nie nie podejmuje, tak jakby Lisa chciała umniejszyć dokonania wokalisty... 

Po niej wchodzimy do labiryntu..  Yulunga (Spirit Dance) a po nim The Carnival Is Over - jesteście już w środku, idziecie? Znowu potęga wokalu Lisy i doskonały nostalgiczny song Brendana, choć nie podoba mi się choreografia sekcji perkusyjnej. 

The Host of Seraphim to z kolei piękna pieśń i jeden z jaśniejszych punktów koncertu - Brendan znowu dyryguje wokalistami, podczas całego koncertu widać że to on dowodzi, choć z pełnym szacunkiem chwilami oddaje stery Lisie.. - wkraczamy tym razem w obszar chyba najmniej komercyjnego albumu zespołu jakim jest The Serpent's Egg - Jajo Węża..  Jakie zakończenie...  

Amnesia - jest dobrze Brendan i klawiszowiec wprowadzają nas z świat wspomnień i nostalgii.. Autumn Sun (Deleyaman cover) są oboje choć mogłoby być lepiej.. Może coś z debiutu? Ale i tak jest OK. No i koniec... Dance of the Bacchantes kończy ten niesamowity set. 

Po czym następuje kilka bisów. Zaczyna on - Song to the Siren (Tima Buckleya) - ja wiem, że miał romans z piosenkami Buckleya na swoim solowym albumie, ale że teraz ukradł Eli ten numer... Chcieliście to macie - This Mortal Coil w wersji męskiej... Brzmi jak nic przedtem.. Publika jednak jest nie do zdarcia - Cantara bo Lisa musi też być na bis! Są cymbały i jest to co kochamy najbardziej - stopniowanie emocji. Ona znika ale tylko na chwilę, by skończyć swój występ piosenką The Promised Womb ... Piękny wokal i kiedy kończy wydaje się, że nic już nie zabrzmi lepiej. 

I wtedy Brendan udowadnia, że jednak to on stoi na mostku kapitana. Severance, noż k###a mać. I tyle w temacie.

Rozdzielenie

Rozdzielenie
Wołają nas ptaki odejścia
A my stoimy
Obdarzeni strachem lotu

Lądem
Wiatry zmian
Konsumują ziemię
Podczas gdy my trwamy
W cieniu minionych lat

Gdy spadną już wszystkie liście
I zmienią się w proch
Czy będziemy trwać
Obwarowani naszymi obyczajami?

Obojętność
Zaraza przetaczająca się przez ziemię
Znaki zwiastujące
Rzeczy które nadejdą
 

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczenia tekstu.   


Ona mu pomaga.. Tym sposobem mimo tego, że od lat nie są już razem, żegnają się z nami wspólnie. 

Być może to był ostatni koncert DCD w Polsce. Dlaczego? Kto ma oczy nich ogląda - set nie jest z Polski ale popatrzcie.  

Lisa mimo że w tym białym świetle wygląda jak anioł to martwi mnie jej stan. Kto ma oczy ten zobaczy... Obym był złym prorokiem... 

To był najlepszy koncert jaki widziałem. Poniżej zapis z 24.05.2019 z Lisbony. Wszystko było podobnie z tym że Perry wystąpił w garniturze... Wie jak ważna jest nasza publika i potrafił to uszanować.  

Po tym koncercie można napisać wzorem Tomka Beksińskiego: pora umierać. 

Dead Can Dance live Warsaw, 22.06.2019 - Torwar - Setlista: Anywhere Out of the World, Mesmerism, Labour of Love, Avatar, In Power We Entrust the Love Advocated, Bylar, Xavier, The Wind That Shakes the Barley, Sanvean, Indoctrination (A Design for Living), Yulunga (Spirit Dance), The Carnival Is Over, The Host of Seraphim, Amnesia, Autumn Sun (Deleyaman cover), Dance of the Bacchantes, Song to the Siren (Tim Buckley cover), Cantara, The Promised Womb, Severance.

A propos - jakiś gostek napisał recenzję koncertu na Interii - TUTAJ. Możecie nas porównać i wtedy zrozumiecie, czym różni się mainstream od nas. 

Aha, ale my nie bierzemy kasy za to co robimy. Dlatego, czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie i badziewiach typu Interia. 

P.S. kto zauważył, że In Power ma podobne zakończenie jak Severance? I kto wie dlaczego?

Nasze relacje z koncertów są TUTAJ

piątek, 12 kwietnia 2019

Fanzine City Fun: Joy Division w Nashville byli świetni

W fanzinie City Fun z dnia 6 listopada 1979 r. zamieszczona została ciekawa relacja autorstwa Paula Barrowford’a z koncertu Joy Division zorganizowanego w dniu 28 września przez klub Factory (więcej o powstaniu klubu napisaliśmy TUTAJ). Był to ostatni występ Joy Division dla Factory. Zakończył się atakiem jednego z widzów na Petera Hooka, który w odwecie połamał na agresywnym fanie swoją gitarę i dlatego nie grał w ostatnim utworze. (Swoją drogą - kim był ten napastnik? - mimo upływu lat nikt go nie zidentyfikował, a może do dziś mieszka w Manchesterze...). Ale wracając do tematu - jeśli zobaczymy zdjęcia z jakiegokolwiek koncertu Joy Division, na których Hook trzyma gitarę marki Rickenbacker, wiedzmy, że pochodzą sprzed 28 września 1979 r.

Zachowało się za to sporo artefaktów związanych z samym występem. Przede wszystkim jest częściowe nagranie (jednak bez tego najbardziej emocjonującego fragmentu ataku na Petera Hooka) wydane na płycie I'm Not Afraid Anymore z 2010 r.

Poza tym istnieje plakat i zdjęcie Iana Curtisa na tle muru obwieszonego plakatami, które niedawno Peter Hook wystawił na aukcji Omega Auctions, o której pisaliśmy TUTAJ. Oznaczone numerem katalogowym LOT 319 zostały wycenione na kwotę od 650 do 1000 funtów (TUTAJ).
 
Lecz przejdźmy teraz do tekstu z fanzinu. Podajemy transkrypcję w j. angielskim, tłumaczenie, a także zdjęcie samego wydawnictwa udostępnione TUTAJ.
Misery Brigade me the audience; you fool Joy Division/ Foreign Press 28/9/79

The Last Factory weekend?


As I arrived Foreign Press were just coming onstage to start their set - never seen them before although I've heard their single. Quite enjoyable and at times sounding like fast and psychedelic Skids. Most people seemed to enjoy them although towards the end the songs began to sound very similar and I began to get a bit bored. Definitely worth seeing again though.

After Foreign Press had finished Alan Wise announced that the Factory was closing down after Saturdays gig for "an indefinite period” as the license needed renewing. The fate of the Factory therefore rested in the hands at the local court who grand/refuse licenses.

By now the place was pretty full and it was obvious that many peoples had realised that is now pretty hip to like Joy Division as the audience had doubled from the last time they played the Factory only a couple of months ago. The light were dim – Joy Division take the stage and-open with a new song called "Atmosphere" The piece is slow, gothic and features Ian Curtis on guitar. Four or five other new songs are played the best being "Colony". Old favourites like "Interzone", "Wilderness" and especially "She's lost control" - get the audience bopping frantically. 45 minutes later and a superb, controlled set is finished. The band return for "Transmission" - a false start - try again. At this point an incident occurs which spoils the whole evening. Someone must have been having a go at bass player Peter Hook as halt thru "Transmission" he starts attacking this unknown person with his bass. The incident continues with Hook chasing the person thru the audience and ends in a scuffle near the cloakroom. Hook returns to the stage and disappears to the dressing roam. The band (minus Hook) continues with "Step inside" and finish. 

Whoever was annoying Hook disappeared as the audience left. Why people like this go to gigs? Presumably only to cause troble. Incidents such as this will not help in keeping the Factory open. 



tłumaczenie:
 

Brygada Nieszczęścia, (publiczność, głupku);
Joy Division / Foreign Press 28/9/79


Ostatni weekend Factory?

Gdy przyjechałem, Foreign Press właśnie wchodzili na scenę, aby rozpocząć swój set - nigdy wcześniej ich nie widziałem, chociaż słyszałem ich singiel. Całkiem przyjemni i czasami brzmiący jak szybkie i psychodeliczne Skids. Większość ludzi polubiła ich, chociaż pod koniec piosenki zaczęły brzmieć bardzo podobnie i zacząłem się trochę nudzić. Na pewno warto zobaczyć ich ponownie.

Po zakończeniu Foreign Press Alan Wise ogłosił, że Factory zamyka się po sobotnim koncercie na czas nieokreślony, ponieważ licencja wymaga odnowienia. Los Factory spoczął więc w rękach miejscowego sądu, który wyda / odmówi licencji.

Do tej pory miejsce bywało pełne i było oczywiste, że wielu ludzi zdawało sobie sprawę, że teraz jest całkiem modnie lubić Joy Division, ponieważ publiczność podwoiła się od czasu, gdy ostatnio zagrali zaledwie kilka miesięcy temu w Factory.

Światło było słabe - Joy Division wkracza na scenę i zaczyna nową piosenką Atmosphere Utwór jest wolny, gotycki z Ianem Curtisem na gitarze. Grają też cztery lub pięć innych nowych utworów, z których najlepiej wypada  Colony. Stare ulubione, takie jak Interzone, Wilderness, a zwłaszcza She's lost control - sprawiają, że publiczność gorączkowo podryguje i 45 minut później kończy się znakomicie przygotowany set. 


Falstart – zespół powraca z Transmission i zaczyna znów. W tym momencie wydarzył się incydent, który psuje cały wieczór. Ktoś zmusił basistę Petera Hooka by przerwał grę w połowie "Transmission", i ten zaczyna atakować tą nieznaną osobę swoim basem. Hook przepycha osobę przez widownię i kończy szamotaninę w pobliżu toalety. Powraca na scenę i znika w szatni, zespół (minus Hook) kontynuuje Step Inside i koniec.
 

Kimkolwiek był ten kto zirytował Hooka zniknął razem z publicznością. Dlaczego tacy ludzie chodzą na koncerty? Przypuszczalnie tylko po to, by wywołać drakę. Takie incydenty nie pomogą w otwarciu Factory.
 
Oprócz powyższej recenzji Paula Barrowforda, w opisywanym fanzinie jeszcze jedna, anonimowa, przysłana przez jednego z widzów, który był na koncercie dnia 22 września 1979 r. w Nashville Rooms przy Earls Court w Londynie. Relacjonujący najpierw przypomina tragiczne wydarzenie, którym był atak bombowy IRA w 1975 r. w pobliżu klubu, lecz dalej w bardzo syntetyczny sposób opisuje sam występ:

Joy Division at the Nashville are great. The Nashville was firebombed by the National Front no so long ago and looks similar to the black hole of calcutta-not that i've there to check the truth of that - who thought the factory was tatty you middle class posers. Joy Division , well i'm stood on chair talking to a friend i've not seen for long time and watching the band 2/3 of the way into their set i have to leap off the chair and start dancing, this is what it's all about, involuntary excitement that compels participation and it's just good if you know what i mean.


  
„Joy Division” w Nashville byli świetni. Nashville nie tak dawno temu został ostrzelany przez Front Narodowy i wygląda podobnie do czarnej dziury w Kalkucie - nie, żebym tam był, żeby sprawdzić jak tam jest na prawdę - bo wy pozerzy klasy średniej moglibyście pomyśleć, że Factory jest tandetna. Joy Division, cóż, stałem na krześle, rozmawiając z przyjacielem, którego nie widziałem od dawna oglądając zespół, gdzieś w trakcie 2/3 długości ich seta, musiałem zeskoczyć z krzesła i zacząć tańczyć. O to właśnie chodzi, o mimowolne podniecenie, które zmusza do uczestnictwa i jest po prostu dobre, jeśli wiesz, co mam na myśli. 

Dwie relacje, mimo  że krótkie, są odbiciem emocji, jakie towarzyszyły występom Joy Division.

A te emocje poznajecie dzięki nam - my za darmo odtwarzamy je dla was mimo tych minionych lat...

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 6 marca 2019

Niezapomniane koncerty: Throwing Muses, 24.01.1995, Tower Records, Seattle - promocja płyty University


Throwing Muses w mojej głowie zostawiło dwa poważne ślady w postaci płyty University i Limbo. Co nie znaczy, że pozostałe albumy są złe, te dwa akurat przypadły mi osobiście najbardziej do gustu. 

Dzisiaj zarejestrowany za pomocą amatorskiej kamery, koncert z promocji University z 24.01.1995 w Seattle - stolicy grunge. Płyta ukazała się zaledwie tydzień wcześniej (oczywiście wydała ją 4AD), więc jest to jeden z pierwszych występów promujących album. 

Zaczynają zresztą też jak na albumie od Bright Yellow Gun, wersja koncertowa jest jednak nieco szybsza. Później Teller - przykład jak na koncercie można skopać piękną balladę nadając jej co najmniej trzy razy szybsze tempo.. No ale cóż, kompozytorce wolno, ma akurat taki kaprys...  Piosenka w wolniejszej wersji ma, przynajmniej jak dla mnie, większy power, zwłaszcza że opisuje poważny problem topienia rodzinnych kłopotów  w alkoholu... Chyba wolniejszy rytm sprzyja refleksji. To jedna z najpiękniejszych ballad jakie słyszałem, no ale nie  w tej wersji... 

After all this is over
This is over after all
We cut a nice figure of a family
I don't know
I don't know
Can I be stupid for a minute?
I was looking at that half-empty glass
Waiting for the waiter
You don't have to listen to this
Tell me what to say

Następujący po niej Counting Backwards też zagrany jest nieco szybciej niż w wersji znanej z płyty The Real Ramona, nagranej w 1991 roku i śpiewanej tam w duecie z Tanyą Donelly.. Tutaj akurat nie przeszkadza to w odbiorze. Może przypomnijmy, bo to jeden z lepszych teledysków z 4AD w tamtych czasach. Dlaczego? Bo urzeka jego prostota... 


Furious mnie specjalnie nie porusza, a po nim znowu wracamy do University i doskonałego Hazing opisującego zakręcone uczucia z perspektywy kobiety. Po nim Jak, który jest taki sobie, choć nie należy do najgorszych utworów tego koncertu. Bea z płyty Hungpapa z 1989 roku, jakże osobisty tekst... Swoją drogą na co może stać kobietę? Szok...  Shimmer - tutaj jesteśmy w domu, znakomite wykonanie, z kopem - takie piosenki lubię, melodyjne i zagrane z zacięciem. Chyba największe wrażenie robi ten fragment:

Shake barrels of whiskey down my throat
I'll still see straight
Ride out on a pony
Even loose I won't be late
Hang on Hang on Hang on Hang on Hang on Hang on
I'll ride on a pony
Till I'm dusty and I'm old
My head is filled with flowers
And I'm dressed in shiny gold
I'm dressed in shiny gold
Keep an eye on me I shimmer on horizons
I shimmer on horizons
A shimmer on horizons
A shimmer in your eyes, son
A shimmer in your eye

Wykonanie jest bardzo dobre, ale gdyby ktoś zapytał czy znam lepsze odpowiem: tak. Jest to wersja z programu telewizyjnego, zarejestrowanego rok później. Widać jak zespół okrzepł i brzmi zupełnie inaczej. Sekcja jest doskonała, a gitara wspaniale wypełnia przestrzeń. Tego się inaczej nie da nazwać jak porządne napierdalanie, jest moc, choć jakość obrazu jest taka sobie:


Mania kończy ten minikoncert, po którym mamy uwiecznione spotkanie z fanami i rozdawanie autografów. 

Reasumując, koncert imponuje sprawnością muzyków, i jest bardzo dobry. Gdyby jednak Teller został zagrany w odpowiednim rytmie, do którego Throwing Muses przyzwyczaili nas na doskonałym University, mielibyśmy do czynienia z koncertem niemalże doskonałym...

Ale jak widać doskonałość nie istnieje, choć my na naszym blogu asymptotycznie do niej zmierzamy... Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
  
Throwing Muses, 24.01.1995, Tower Records, Seattle, tracklista: Bright Yellow Gun, Teller, Counting Backwards, Furious, Hazing, Jak, Bea, Shimmer, Mania.