Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock psychodeliczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock psychodeliczny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2025

Ten album warto znać: Sandōkaï i Fractal, czyli dla każdego coś miłego


Obiekty fraktalne cechuje samopodobieństwo. Nie wnikając w matematyczne detale, w końcu jesteśmy blogiem poświęconym sztuce (choć niektórzy za sztukę uważają też matematykę), można koncepcję fraktala przedstawić na podstawie pomiaru linii granicznej jakiegoś państwa. Jeśli mierzymy ją za pomocą miarek, przykładanych do map o różnej skali, otrzymywać będziemy za każdym razem inny wynik, i będzie on tym bardziej dokładny, im bardziej dokładna będzie stosowana skala i miarka. W końcu dojdziemy do mierzenia linii licząc ziarnka piasku, a otrzymana długość będzie coraz większa. Ale wszystkie długości będą skalować na wykresie liniowym, a współczynnik kierunkowy prostej będzie proporcjonalny do wymiaru fraktalnego... Współczynnik ten więc opisuje zawarte w obiekcie podobieństwo. 

Zatem całkiem celnie zespół Sandōkaï nawał swój album Fractal. Mimo różnorodności zawartej na albumie muzyki, jest ona w jakiś sposób do siebie podobna. Mamy tutaj ostre brzmienia, coś w stronę debiutu King Crimson (choćby w kończącym wydawnictwo utworze Incisiv w którym pobrzmiewa saksofon nijakiego Dama, rodem z In The Court of the ...), a także mocno nostalgiczne klimaty (jak choćby w otwierającym wydawnictwo Prologue, zahaczającym gdzieś o klimaty Klausa Schulze, czy Tangerine Dream). Po nim prosty, przyjemny dla ucha gitarowy Tsuki. Warto zwrócić uwagę, że zespół w kilku miejscach nawiązuje do stylistyki wschodu. Już sama jego nazwa pochodzi od legendarnego poematu buddyjskiego poety Shitou Xiquiana, a jego główna nauka to: nie trać czasu. Tsuki za to, jest jednym z podstawowych uderzeń karate. Waax przyspiesza. Ma w sobie ciekawy, nieco beztroski klimat. W wolniejszych chwilach lekko się przeciąga...  Mōchi, nazwą tradycyjnych japońskich ciasteczek, znowu kieruje nas w stronę wschodu. W tle pobrzmiewa Radiohead, choć bohaterzy dzisiejszego wpisu miejscami brzmią lżej i paradoksalnie, jak pod koniec tego utworu, miejscami ciężej. W kolejnych dwóch utworach pojawia się tajemnicza wokalistka Amelia. Interlude  zahacza gdzieś o wczesne 4AD a  Blossom jest jednym z dwóch posiadających tekst. Przy okazji mocno w klimatach Radiohead - to mój faworyt z całego wydawnictwa. Piosenka ma bardzo poetycką warstwę tekstową, która opisuje uczucia, ale nie opowiada konkretnej historii. Można interpretować ją jako podróż przez wewnętrzne zmagania, próbę odnalezienia sensu i ukojenia w emocjonalnym chaosie.

Ktoś zawiązał supeł w mojej dłoni. Oddycham, w chmurze szorstkiego piasku. Uwolnij, tak jak przypływ cofa się z lądu. Formuje kształt twoich kości, a to uczucie przypomina powrót do domu. Gdyby to było wszystko, co pokazałeś, czy poczuł byś, że gdzieś należysz? Kwiat rozkwitł wczoraj, emocje na granicy mojego ciała. Minęły cztery lata, plama na mojej klatce piersiowej, rozszerzające się struny odrastają. Chodź ze mną, odpocznijmy, zabierz mnie do swojego gniazda pełnego spokoju. Opuszki palców falują pod moją skórą, gdzie jest koniec, kiedy ty się zaczynasz? Mrowiące organy wewnątrz ciała. Proszę, rozwiąż sznur, który był uwięziony, i bezładny – wydech i uwolnienie.  

Do końca pozostały Ghekko i Epilogue, nastrojowe i nacechowane podobnym klimatem jak poprzednie utwory, przy czym drugi jest bardzo elektroniczno - psychodeliczny. O kończącym album Incisiv napisaliśmy powyżej.

Na koniec kilka słów o zespole: Sandōkaï tworzą   Victor Savary – gitara i syntezatory, Robin Schwarz – gitara basowa, Anthony Schneider – perkusja, Laurent Sionneau – syntezator i efekty dźwiękowe. 

Panowie są ze Szwajcarii, a nawiązują w stylu takich zespołów jak Radiohead, Kikagaku Moyo czy L'Eclair. Omawiany dziś album wydali w czerwcu 2024 i jest on ich debiutem. 

W listopadzie 2024 roku zespół ogłosił na swoim profilu na Instagramie, że planuje nowy kierunek artystyczny, zapowiadając nadchodzące zmiany w swojej twórczości, co nas martwi..

Ich muzyka jest dostępna na różnych platformach streamingowych, takich jak Spotify, Apple Music oraz Bandcamp.

 


Sandōkaï, Fractal, 2024, tracklista: Prologue, Tsuki, Waax, Mōchi, Interlude, Blossom, Ghekko, Epilogue, Incisiv.       

niedziela, 22 września 2024

Niezapomniane koncerty: Glass Beams w KEXP - psychodeliczny postrock z powiewem lekkości indyjskich klimatów

 

Zacznijmy od refleksji. Co jest najważniejsze w przedsięwzięciu muzycznym? Pomysł. Tak jest w przypadku zespołu Glass Beams i to mi się bardzo podoba. Jest pomysł na nazwę, jest profesjonalna strona internetowa, co w dzisiejszych czasach nie jest często spotykane. Wszyscy idą na łatwiznę i wrzucają pliki na FB, a z tym może być różnie. Paradoksem jest to, że często na FB nawet nie ma ani historii zespołu, ani nazwisk członków itd. Od razu pokazuje to, jak ważne jest podejście muzyków do tego co robią. W opisywanym dziś przypadku strona zespołu to pełna profeska (LINK). Ale tutaj też nie znajdziemy żadnych nazwisk i historii, widzimy zakryte twarze i takich maskach zespół występuje. Zatem mamy coś podobnego, co robią Residents, czyli ukryta tożsamość. No ale nie wszystko daje się w sieci tak zupełnie ukryć. Udało nam się ustalić, że są z Australii, dokładnie z Melbourne i jest ich troje. Noszą maski, bo chcą, aby ludzie skupili się na muzyce, a gatunek który wykonują nazywają serpentynowa psychodela (LINK). W końcu pada nazwisko jednego z założycieli, to Rajan Silva, dziecko migranta z Indii, który Australię nawiedził w latach 70-tych. A skoro Indie, to pojawia się fascynacje muzyką ludową z the Beatles w tle, bowiem Rajan polubił (tak samo jak George Harrison) Ravi Shankara i muzykę jego córki, oczywiście co za tym idzie, musiał też polubić dokonania wielkiego Beatlesa. 

Jeden z ich singli nazywa się Mahal nawiązując nazwą do indyjskiego muzeum. Zatem od razu wyjaśnia się stylistyka, którą zespół prezentuje choćby na Twitterze (LINK) i kursywa ich logo. Obecnie kapela odbywa tournee po USA, więc wszystko widać na plakacie.

Pora na muzykę i minikoncert z KEXP. A muzyka jest niezwykle ciekawa. Mieszanka post - rocka z psychodelą, chwilami jakby kowbojskie klimaty (dziwne skojarzenia), ale całość brzmi bardzo nowocześnie. Grają tylko 4 piosenki, skupiają się na muzyce więc, tradycyjnych dla KEXP, wywiadów nie ma. Gitarzystka to ewidentnie kobieta, niezwykle sprawna instrumentalnie. 

Zaczynają od Mirage i wcale bym się nie zdziwił, gdyby tytuł pochodził od płyty zespołu Camel, bo słychać tutaj charakterystyczne dla Camel klawisze, wśród których niczym pustynny wąż snują się gitarowe riffy. Po czym następuje płynne przejście do Mahal, no jak oni to połączyli! I znowu te indyjskie rytmy z ciekawymi wokalizami. Pojawiają się też dzwoneczki a la Atmosphere Joy Division. Nie jest nudno i monotematycznie, jest dużo swobody i lekkości w tej muzyce. Od dzwoneczków i basu zaczyna się, po krótkiej przerwie, Orb. Chwilami jakby na początku grała fidola Fishera (oczywiście to gitara, ona w tej piosence tak brzmi), ale zaraz po tym zaczynają swój obłędny taniec. Na koniec Rattlesnake - i jak na grzechotnika przystało z początku zbliża się on do ofiary, by finalnie zaatakować. 

I zwyciężyć. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

 

Glass Beams w KEXP, 23.08.2024. Tracklista: Mirage, Mahal, Orb, Rattlesnake. 

 

niedziela, 5 maja 2024

Ciekawie, ciekawiej, Meejah: eksperymentalny rock psychodeliczny z koreańskim akcentem


Od dość dawna rekomendujemy na naszym blogu obserwowanie kanału YT Radia KEXP ze Seattle w USA. Mieliśmy okazję prezentować kilka ciekawych zespołów, które tam się pojawiły. Od jakiegoś czasu jednak nic nadzwyczajnego się w radio nie działo, do momentu gdy kilka dni temu zaprezentowano występ kapeli o tajemniczej nazwie Meejah. 
 
Zespół powstał w 2017 roku, a jego nazwa wywodzi się od słowa media (odnoszącego się do artysty jako medium inspiracji), a zespół jest duńsko - koreański. Rzeczywiście wokalistką jest Mai Soon Young Øvlisen, która przy okazji gra na gitarze, klawiszach, i instrumentach perkusyjnych. Wokalistka, jak dowiadujemy się z jedynego obszernego tekstu o zespole z The Korea Times (TUTAJ), została jako niemowlę porzucona przez swoją rodzinę biologiczną w Korei Południowej, i adoptowana przez rodzinę duńską. Swoją drogą jest do masowe obecnie zjawisko. 
 
Mai mówi w wywiadzie: System adopcyjny jest pod wieloma względami konsekwencją historii Korei. Kiedy więc ludzie wysłani za granicę – z Korei, zaczynają mówić, śpiewać i głośno pisać o tym doświadczeniu, ujawnia się sytuacja w koreańskim społeczeństwie. A potem budzi nieprzepracowane tematy, o których można było chcieć zapomnieć, ponieważ sprawiały zbyt duży ból, aby zainteresowane osoby mogły o nich pamiętać.

Nasza separacja, strata i refleksje prowadzą nas do konieczności ponownego odkrycia i ponownej oceny pochodzenia, korzeni, utraty języka i więzi rodzinnej oraz systemu, w którym zostaliśmy adoptowani. 

W skład zespołu wchodzą jeszcze gitarzysta Andreas Lovenskjold, perkusista Emil Lake, jego brat Asger Lake (bas) i klawiszowiec Daniel Nayberg. 3 lata temu wydali swój debiut Queen of Spring. O nim zapewne napiszemy bo okazuje się, że winyl kosztuje około 100 PLN. 

A teraz o ich muzyce. Jest niezwykle emocjonalna, utwory są oparte na stopniowym  budowaniu napięcia, słychać w nich elementy regionalne. Chyba najbliżej im do Dead Can Dance, ale takiego w wersji psychodelicznej, pełnej jakiegoś niespotykanego napięcia, podrasowanej na dzisiejsze, jakże niepewne czasy. Co najważniejsze, widać że nie jest to jakaś poza - są bardzo autentyczni i to nas do nich przekonało. 

W miniwystępie zagrali 5 piosenek, wszystkie z debiutu, który poświęcony jest żywiołom ziemi. Mamy więc po kolei: Lysgænger (wiatr), Jing (grzmot), Queen Min (ogień), Kwan Yin (woda), 3rd Euljiro (ziemia). Skromna strona zespołu na Bandcamp jest TUTAJ.


Dla nas rewelacja! 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


niedziela, 15 stycznia 2023

Z mojej płytoteki: And Also the Trees i Virus Meadow - psychodeliczne klimaty brytyjskiej wsi


Swego czasu opisywaliśmy znakomity koncert brytyjskiego zespołu zimnofalowego And Also the Trees (TUTAJ), przedstawiając krótko sylwetkę grupy z Inkberrow: Zainspirowani ruchem post-punk And Also The Trees od samego początku byli inni. W przeciwieństwie do swoich rówieśników takich jak: PIL, Joy Division i The Gang Of Four, And Also The Trees byli pod wpływem prawie wyłącznie krajobrazu i historii wiejskiego otoczenia, i ten wpływ pozostaje w nich do dziś.

Idąc nijako za ciosem, kilka lat temu nabyłem album z najlepszymi (w mojej opinii) utworami z tamtego koncertu. Jest to drugi w dyskografii album, który wydany został w 1986 roku. Płyta przyleciała z Japonii, co ciekawe całość z transportem to zaledwie 100 PLN, co biorąc pod uwagę idealny stan, graniczy z cudem. Tym bardziej, że nabyta wersja pochodzi z rynku niemieckiego przez co została uatrakcyjniona jednym dodatkowym utworem pt. Scarlet Arch.


   

Całość ma bardzo ciekawy klimat, nie jest to typowa zimna fala, raczej podąża w kierunku psychodeli. Jest w tej płycie piękno, ale jest też niepokój. Już sam początek powala, jest prosty ale jakże sugestywny. Od pierwszych taktów wiemy o czym będzie mowa. Slow Pulse Boy...

Chłopak ze spowolnionym pulsem

Gdzieś eksplodujący podmuch paleniska
Bursztynowe pióropusze na nocnym niebie
Każda eksplozja rozpościera się
Od horyzontu do horyzontu
Od horyzontu… do horyzontu
I przez chwilę, chłopak ze spowolnionym pulsem
Stał przy oknie
I pozwalał by ogień wsiąkał w jego skórę
I znowu by wszystko znieruchomiało
Gdyby nie pusta puszka
Bujająca się w rynsztoku
Na wietrze
I wtedy stanęliśmy bardzo blisko siebie
Tak, że mogłem zmieścić się w przestrzeni
Pomiędzy uderzeniami jego serca
Na zewnątrz znowu
Wybuch paleniska
I ciemne czerwone rzeki
Wypełniające żyły gorączką
Mogliśmy owładnięci szaleństwem
Znaleźć wszystko co utracone
A ogień płonie w naszych butach...
Więc ścigamy wybuchy
Od horyzontu do horyzontu,
Owińmy się wokół odległości
Tak długo, tylko jak wytrzymamy.

Gdzieś śpiewa dziewczyna.

W powietrzu unosi się spokój
Ale jest większy spokój, jaki mogę znieść.
Że jutro świeci słońce.

Jako drugi serwują nam znakomity Maps In Her Wrists And Arms. Mimo że spokojny, też posiada w sobie ogromny ładunek emocji... Może się mylę, ale wydaje się, że to piosenka o umierającej kobiecie.

Mapy w nadgarstkach i ramionach
W namiocie z pudru i koronki,
Sępy dziobią padlinę, która karmi się z ręki,
Tęsknota za rozkładem
Czeka na dźwięk
Ich skrzydła powoli falują, gdy odlatują...
Niektóre zostaną na dłużej.

W jej nadgarstkach i ramionach są mapy,
A kurz leży jak śnieg wokół łóżka.

Świecąca biel, rzeźba z kości,
Albo klejnot jak zmięty, zniekształcony księżyc
Dreszcze w jej umyśle,
Jeśli podejdzie zbyt blisko
Rozbije się tak szybko, że nie zostawi nic po sobie,
Starsza pani wzdycha.

Czasami, gdy podnosi oczy
Pokój wypełniły powiewające prześcieradła z jedwabiu.
W jej nadgarstkach i ramionach są mapy,
A morfina przypływa chlebem terroru i błogością.

W namiocie z pudru i koronki,
Słyszy skrzypce, obserwuje smyczki...
Przewijające się po pokoju.

W zasadzie po takim ładunku trudno o coś mocniejszego. Instrumentalny The Dwelling Place idealnie pasuje tutaj jako hymn dla zmarłej... Vincent Craine zdaje się być z kolei hymnem pamięci dla brytyjskiego kompozytora, który popełnił samobójstwo trzy lata po realizacji omawianej dziś płyty, a w czasie jej nagrywania cierpiał na depresję. Co ciekawe, zmarł popełniając samobójstwo - przedawkował leki antydepresyjne. W piosence mamy nawiązanie do okładki, pojawia się w niej stół a na nim miska z owocami, kurczącymi się pod naciskiem  zardzewiałej łyżeczki.


Stronę B oficjalnej wersji płyty rozpoczyna Jack.

Jack wyszedł pewnego burzliwego dnia
Aby zobaczyć, gdzie poniosą go nogi,
Zabrały go z jego śpiącego miasta
W poprzek lądu wysokiego, i niskiego

Piosenka zdaje się opisywać podróż bohatera przez wsie, pełna jest typowych wiejskich krajobrazów, mamy w niej kwiaty, drzewa, morze... Bohater jednak nie wraca już do swojego domu. The Headless Clay Woman to w mojej opinii najsłabszy utwór płyty, znowu mamy tutaj klimaty wiejskie. Po nim Gone.....Like The Swallows - taki lekki zastrzyk optymizmu. Utwór nieco nie pasuje do całości, ale może chodzi o to, żeby przygotować nas na genialne zakończenie jakim jest tytułowy Virus Meadow.

Zatruta Łąka

Brzęczący dzwonek, powolne dzwonienie echa
Tarza się po zatrutej łące.
Ssij zaczarowany sznurek z jagód,
Usłysz dzwony poza nami.

Cichnące kazanie, mruczy głowa księdza
Święte słowa poprzez łąki.
Całował kręcącą się dłoń plag,
Przez jego usta śpiewał wirus.

A gawrony zdawały się podążać za nim
Gdziekolwiek nie poszedł
Trzepocząc na jasnym niebie,
Kracząc na wieży.
Wiszące na ołowianym niebie,
Zwisające ze słońca.
Gawrony zdawały się podążać za nim...
Gdziekolwiek nie poszedł.

Kiwający głową oset, angielska słoneczna rosa,
Kobieta z łabędzią szyją, łąka z łóżeczkiem dziecięcym.
Bolące ramiona opadają i wznoszą się
Jak bijące dzwony

I obandażowane wysmarowaną skórą  kończyny
Nocnych braci,
Walcząc... czołgają się
Przez pustą szczelinę poranka.

Reasumując, poza dwoma słabszymi piosenkami, to bardzo dobra płyta, ewidentnie strona A lepsza niż B. 

My zapewne wrócimy jeszcze do twórczości And Also The Trees, tymczasem oddajmy się nastrojowi psychodeli brytyjskiej wsi.


And Also the Trees, Virus Meadow, producenci: And Also the Trees, Mel Jefferson, Richard Waghorn, Reflex, 1986,  tracklista: Slow Pulse Boy, Maps In Her Wrists And Arms, The Dwelling Place, Vincent Craine, Jack, The Headless Clay Woman, Gone.....Like The Swallows, Virus Meadow.


 

piątek, 18 listopada 2022

Ten album warto znać: Neurosis i Jarboe, czyli połowa Swans industrialnie


Dzisiaj album z trudną muzyką. Jeśli ktoś z fanów Swans (o zespole pisaliśmy wiele razy TUTAJ) pamięta początkowe, ciężkie albumy tej grupy, to dziś coś podobnego z tym że na wokalu będziemy mieli Jarboe - damską część Swans. Ona gościła u nas (poza Swans) raz z albumem - The World of Skin (opisanym TUTAJ), który uważamy za jeden z najważniejszych albumów rocka undergroundowego. 

Podobną estymą wśród fanów cieszy się dzisiejsza produkcja, na pewno mniej komercyjna, ambitniejsza. I podobnie jak na The World of Skin płyta oparta jest na kontraście. Tam był to kontrast wokalny (mroczny Gira i nieco bardziej optymistyczna Jarboe), tutaj mamy kontrast muzyczny - ciężkie industrialne klimaty Neurosis i znakomite damskie wokale.

W wywiadzie opublikowanym TUTAJ muzycy wspominają, jak doszło do idei nagrania wspólnego albumu. Graliśmy w Atlancie, prawdopodobnie na początku lat 90., kiedy Jarboe i Michael Gira przyszli na jeden z naszych koncertów. Ona usłyszała nas w jakiejś lokalnej studenckiej stacji radiowej, dokładnie jedną z piosenek z albumu Enemy of The Sun [z 1993 roku] i była zachwycona. To było coś, czego nigdy wcześniej nie słyszała, taka metalowa strona muzyki. I naprawdę wkręciła się. Przynosiła nam paprykę ze swojego ogródka... 

Nie wiadomo, kto to zasugerował, ale pewnego dnia wszyscy zdecydowaliśmy, że musimy razem tworzyć muzykę. Nie wiedzieliśmy, jaką formę to przybierze, ale zgodziliśmy się to zrobić. 

Zawsze staramy się, aby nasze inspiracje były tak czyste, jak to tylko możliwe. Chociaż inspiruje nas wszystko, co słyszymy, wszystko, co widzimy, wszystko, co czujemy, wszystko, czego doświadczamy w życiu, więc to wszystko miało wpływ na muzykę.

Po nagraniu partii wokalnych Neurosis dograli resztę w studio, zajęli się zwłaszcza loopami, które pochodzą z ich starszych płyt. 

Jarboe (TUTAJ) potwierdza i wspomina jak nosiła Neurosis papryki ze swojego ogródka, oraz jak niewiele piosenek w jej życiu zrobiło na niej takie wrażenie, jak otwierający dziś album utwór Within (rzeczywiście jeden z najlepszych na płycie, absolutnie genialny). Współpracę z Neurosis wspomina jako radosną przygodę. 

Warto jeszcze nadmienić o inspiracjach Jarboe, która w wywiadzie (TUTAJ) wśród swoich muzycznych faworytów wymienia wszystkie nagrania Johna Coltrane, a wśród artystów obrazy malarza Marka Rothko.

Prezentowany dziś album to tylko 8 piosenek. W warstwie tekstowej poruszają tematy religijne (śmierć, powitanie z Bogiem - jak np. Within, czy  Recieve), narkotyki i doznania pod ich wpływem (His Last Words) wampiryzm energetyczny, egocentryzm (Taker) i przemoc domowa (Cringe). 

A także ogromną pustkę ludzkiego istnienia (Seizure). Całość jest mocno mroczna i posiada też mroczne zakończenie:

Jestem naga i pusta
Ale nie mogę wchłonąć tej pustki
Nawet jak śpię
Czuję cię w moim sercu

 

Coś jak nasze istnienie...

P.S. Co dzieje się dziś z Jarboe pisaliśmy TUTAJ.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Naurosis & Jarboe, Neurot Recordings  2003, tracklista: Within, His Last Words, Taker, Recieve, Erase, Cringe, In Harm's Way, Seizure.

 

piątek, 30 września 2022

Top najbardziej psychodelicznych piosenek Johna Lennona, jakie napisał dla the Beatles

Całkiem niedawno przedstawiliśmy listę najbardziej psychodelicznych piosenek George'a Harrisona (TUTAJ), jakie napisał dla the Beatles. Ponieważ wpis cieszy się dużym powodzeniem, dziś piszemy o piosenkach Lennona. Warto dodać że mimo upływu czasu, Abbey Road pozostaje najbardziej kasowym albumem w historii muzyki, a the Beatles są na liście najczęściej streamingowanych grup na Spotify, co ciekawe, ich muzykę ściągają ludzie młodzi.

Zajmiemy się piosenkami z epoki the Beatles, i psychodelą, choć John miał w dorobku kilka doskonałych utworów spoza tego gatunku, jak choćby Nowhere Man, który do dziś pozostaje niedoścignioną grą słów. 

1. Tomorrow Never Knows (1966)


Przejście od Rubber Soul do Revolver to przejście od zwyczajnych (choć już lekko zabarwionych psychodelą) piosenek do totalnego odjazdu. Najlepszy utwór Lennona kończy album. Co po nim? Pepper. Jest to tak płynne, tak logiczne przejście, że chyba w historii muzyki nie ma bardziej spójnego. Sama piosenka pełna jest technicznych innowacji, taśmy puszczane od tyłu, sklejane na chybił trafił, wirujący głośnik, pomysł McCartneya z wymontowaną głowicą nagrywającą w magnetofonie (słynny efekt mew) itd. Byłem w 6 klasie podstawówki, gdy Jerzy Janiszewski puścił Revolver w niedzielne południe w całości w radio (za komuny można było łamać prawa autorskie). Pamiętam ciszę przed ostatnim utworem. W końcu wybrzmiał dość kiczowaty mcCartneyowski Got To Get You Into My Life, z charakterystycznymi trąbkami. No nie jest to najlepszy utwór albumu. To co się później stało przeniosło twórczość the Beatles na poziom abstrakcji którego po nich nikt już nie osiągnął. Jeśli ktoś chce zaskoczyć znajomych, niech puści im ten utwór i zapyta co to za zespół, albo jeszcze lepiej, który to rok. 

A tak o piosence mówili George Martin i John Lennon...


Wyłącz swój umysł

Zrelaksuj się i popłyń w dół strumienia

To nie umieranie 

To nie umieranie 


Odłóż wszystkie myśli

Poddaj się pustce

To lśnienie 

Lśnienie 


Abyś mógł zobaczyć

Znaczenie od wewnątrz

To jest bycie

To jest bycie


Bo miłość jest wszystkim

A miłość jest wszystkim

To jest wiedza

To jest wiedza


Ta ignorancja i nienawiść

Może opłakiwać zmarłych

W to się wierzy

W to się wierzy


Ale posłuchaj

Koloru twoich marzeń

To nie jest życie

To nie życie


Lub zagraj w grę

Istnienia do końca

Od początku

Od początku

Od początku


2. Being For the Benefit of Mr. Kite! (1967)

Kto by pomyślał, że to jedna z zaledwie trzech piosenek napisanych na ten album przez Lennona. Uwikłany w narkotyki, nocne życie, imprezy z przypadkowo spotykanymi ludźmi, często zabieranymi po nocy do domu, Lennon miał wtedy poważne problemy, w zasadzie nikt nie znał ich przyczyny. Przypadkiem w styczniu 1967 roku, podczas kręcenia klipu do Strawberry Fields Forever, w sklepie z antykami napotyka plakat z występu starego cyrku z 19 wieku. Piszę o nim piosenkę, okraszając efektami specjalnymi, z których najbardziej znany to słynne organy parowe... To tylko 2:40 ale za to odjazd jest zupełnie poza naszą galaktykę...

W benefisie pana Kite

Dziś wieczorem będzie pokaz na trampolinie

Wszyscy Hendersonowie tam będą

Late of Pablo Fanques Fair, co za scena!

Nad ludźmi i końmi obręcze i podwiązki

Skoki prze obręcz prawdziwego ognia!

W ten sposób Pan K. rzuci wyzwanie światu!


Słynny Pan K.

Wykonuje swój wyczyn w sobotę w Bishopsgate

Hendersonowie będą tańczyć i śpiewać

Gdy pan Kite przelatuje przez ring, nie spóźnij się!

Panowie K i H zapewniają opinię publiczną

Ich produkcja nie ma sobie równych

No i oczywiście Henry Koń tańczy walca!


Zespół zaczyna grać od dziesiątej do szóstej

Kiedy Pan K. wykonuje swoje sztuczki bez dźwięku

A pan H zademonstruje

Dziesięć letnich numerów, na twardym gruncie

Po kilku dniach przygotowań

Wspaniały czas jest gwarantowany dla wszystkich

A dzisiaj pan Kite podbija rachunek! 


3. Strawberry Fields Forever (1967)

Mały Lennon przesiadywał w bibliotece cioci Mimi, kiedy ta pracowała na ich utrzymanie. Dużo czytał, a Alicję w Krainie Czarów znał na pamięć. Obok ich domu, za płotem znajdował się sierociniec. Niewiele brakowało, żeby w nim sam wylądował. I zdawał sobie z tego sprawę...

Pierwszy teledysk w historii muzyki i wspomnienia z młodości z domkiem na drzewie. Pierwszy utwór psychodeli z lekko abstrakcyjnym tekstem. 


Pozwól mi cię zabrać 

Bo jadę na Truskawkowe Pola

Nic nie jest prawdziwe

I nie ma się czym nakręcić

Truskawkowe pola na zawsze


Życie jest łatwe z zamkniętymi oczami

Niezrozumienie wszystkiego, co widzisz

Trudno być kimś

Gdy wszystko się układa

Nie ma to dla mnie większego znaczenia


Pozwól mi cię zabrać 

Bo jadę na Truskawkowe Pola

Nic nie jest prawdziwe

I nie ma się czym nakręcić

Truskawkowe pola na zawsze


Myślę, że nikt nie siedzi na moim drzewie

To znaczy, musi być wysoki lub niski 

To znaczy, nie możesz, wiesz, dostroić się

I jest w porządku

To znaczy myślę, że nie jest aż tak źle


Pozwól mi cię zabrać

Bo jadę na Truskawkowe Pola

Nic nie jest prawdziwe

I nie ma się czym nakręcić

Truskawkowe pola na zawsze


Zawsze, a nie tylko czasami, pomyśl że to ja

Ale wiesz, że wiem, kiedy to sen

Myślę, że wiem, że mam na myśli tak

Ale to wszystko jest źle 

To znaczy chyba się nie zgadzam


Pozwól mi cię zabrać 

Bo jadę na Truskawkowe Pola

Nic nie jest prawdziwe

I nie ma się czym nakręcić

Truskawkowe pola na zawsze

Truskawkowe pola na zawsze

Truskawkowe pola na zawsze

Sos żurawinowy 


4. Come Together (1969)

Beatlesi w fazie rozpadu. Piosenka właśnie o tym, choć ma wiele niejednoznacznych interpretacji włącznie z bardzo brzydkimi. Przyjmijmy jednak, że Lennonowi chodzi o zejście się zespołu, żeby nagrali płytę. Mocny, bezkompromisowy, idealny na otwarcie albumu. Ostatniego w dyskografii i według wielu, najlepszego. 

5. I'm Only Sleeping (1966)

Revolver i kolejny utwór Lennona, napisany na znak protestu przeciwko przerywaniu mu jego ulubionej czynności. Określano go wtedy jako jedną z najbardziej leniwych osób w UK. A on był już w tamtych latach w głębokim narkotycznym transie...     

Niedługo napiszemy o piosenkach Paula McCartneya bo Ringo... No chyba, że ktoś chce posłuchać o Ogrodzie Ośmiornicy...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

piątek, 9 września 2022

Z mojej płytoteki: Past Masters the Beatles i najlepsze psychodeliczne piosenki George'a Harrisona

 


W listopadzie minie 21. rocznica śmierci tzw. cichego Beatlesa. Jako fan wielkiej czwórki posiadam całą dyskografię na winylach, ale nawet jeśli ktoś fanem the Beatles nie jest, musi docenić ich wkład w muzykę, o czym tutaj już pisaliśmy. Tak więc będąc w muzeum zespołu w Liverpoolu nabyłem kilka rarytasów, miedzy innymi album Past Masters, który w młodości znałem jako bootleg. 


Ponieważ to przekrój przez dorobek Beatlesów, mamy jeden album z Parlophone a drugi z Apple. Nie ukrywam, że dla mnie cenniejszy jest etap późniejszych Beatlesów, czyli od Rubber Soul wzwyż, zatem na powyższym albumie, a dokładnie na płycie w czarnej kopercie, znajduje się piosenka Harrisona, która przypomniała mi, jak wielkim był kompozytorem Harrison. Mowa o The Inner Ligth - Wewnętrzne Światło, w oryginale wydanym jako strona B singla Lady Madonna z 1968 roku (warto nadmienić, że dość znany portal zapomina o tej piosence cytując dorobek Harrisona LINK). 

Harrison w swojej twórczości od pewnego momentu używał sitara, później nawet w nieco odmienionej w studio formie, jaką choćby znamy z Peppera. Pisał bardzo dobre piosenki, wydał po rozpadzie Beatlesów kilka dobrych albumów, a później m.in. z Orbisonem i Dylanem występował w Traveling Wilburys.

Warto zatem przypomnieć 5 najlepszych piosenek George'a. Poniżej nasza lista z drobnym uzasadnieniem. Pominąłem w nich największe hity jego autorstwa, bowiem kryterium wyboru jest nowatorskość jak na tamten czas, no i ładunek psychodeli.


1. Only a Norhern Song (1968) - wielu krytyków i ekspertów od the Beatles podkreśla, że to słaby utwór, że błędem było wybranie go do filmu Yellow Submarine. Dla mnie to jedna z najlepszych piosenek o samotności, w dodatku z potężnym ładunkiem psychodeli.


Jeśli słuchasz tej piosenki

Możesz myśleć, że akordy są napisane źle 

Ale nie są

Ktoś po prostu napisał je w ten sposób


Kiedy słuchasz późno w nocy

Możesz pomyśleć, że zespół nie do końca ma rację 

Ale jednak ma 

Po prostu grają to w ten sposób


Bo tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie akordy gram

Jakie słowa mówię, lub jaka jest pora dnia


Ponieważ jest to tylko piosenka samotnych ludzi 

Tak naprawdę nie ma znaczenia jakie ubrania noszę

Albo jak sobie radzę lub czy moje włosy są dziś brązowe

Ponieważ jest to tylko piosenka samotnych ludzi 


Jeśli uważasz, że harmonia

Jest trochę niejasna i zaburzona 

To masz rację

Bo nikogo w niej nie ma


Powiedziałem ci, że nikogo tam nie ma


2. Within You Without You (1967) - to ten moment kiedy Harrison poddał sitar przeróbce elektronicznej, przez co brzmi on totalnie psychodelicznie. Być może dlatego Lennon uważał, że to najlepsza piosenka George'a. Można dostrzec jej geniusz kiedy odsłuchuje się całego Peppera, zwłaszcza gdy po jej zakończeniu ze snu wybija nas When I'm 64, który obok Obla-Di-Obla-da (oba autorstwa McCartneya), należy do najgorszych piosenek zespołu...


Rozmawialiśmy o przestrzeni między nami 
I o ludziach, którzy chowają się za murem iluzji
Nigdy nie dostrzegają prawdy a jest o wiele za późno gdy już odejdą

Rozmawialiśmy o miłości którą wszyscy moglibyśmy się dzielić
Kiedy już ją znajdziemy, powinniśmy starać się jak najmocniej utrzymać ją, razem z naszą miłością
Z miłością moglibyśmy uratować świat, gdyby oni tylko o tym wiedzieli

Spróbuj uświadomić sobie, że to wszystko jest w tobie
Nikt inny nie może zmusić Cię do zmiany
Żebyś zobaczył siebie jako kogoś naprawdę bardzo małego
Bo życie płynie w tobie i bez ciebie

Rozmawialiśmy o miłości, która odeszła tak zimna
I ludziach, którzy zyskują świat ale tracą swoją duszę
Nie wiem czy jesteś jednym z nich?

Kiedy spojrzysz poza siebie możesz znaleźć
Spokój ducha on tam czeka
I nadejdzie czas kiedy zobaczysz, że wszyscy jesteśmy jednym
Bo życie płynie w tobie i bez ciebie


3. The Inner Ligth (1968) - psychodela medytacja, mądrość i instrumentarium z Kosmosu... Warto pamiętać - według buddyzmu, to posiadanie jest źródłem ludzkich problemów... na tym zresztą bazował Harrison kiedy pisał ten utwór. 


Bez wychodzenia przez drzwi
Mogę poznać wszystkie rzeczy na Ziemi
Bez patrzenia przez okno
Mogłem poznać drogi Nieba
Im dalej się podróżuje
I im mniej się wie
Tym mniej się naprawdę wie

Bez wychodzenia z domu
Możesz poznać wszystkie rzeczy na Ziemi
Bez patrzenia przez okno
Możesz poznać drogi Nieba
Im dalej się podróżuje
Tym mniej się wie
I tym mniej się naprawdę wie

Przyjazd bez podróży
Zobacz wszystko bez patrzenia
Zrób wszystko bez robienia

4. Blue Jay Way (1967), organy, masa efektów specjalnych, nawiązanie do Indii, no i jedyny oryginalny teledysk  z epoki...


Nad L.A. mgła

A moi przyjaciele zgubili drogę

"Wkrótce będzie po nas" - powiedzieli

Ale zamiast tego, zagubili się

Proszę nie bądź tam długo

Proszę nie bądź tam zbyt długo

Proszę nie czekaj długo, bo mogę już spać


Cóż, to wszystko tylko na pokaz

Powiedziałem im dokąd mają iść

Zapytaj policjanta na ulicy

Jest ich tam tak wielu

Proszę nie bądź tam długo

Proszę nie bądź tam zbyt długo 

Proszę nie czekaj długo, bo mogę spać


Teraz to jest już za moim łóżkiem, wiem

I naprawdę chciałbym iść

Wkrótce nadejdzie świt

Siedząc tutaj w Blue Jay Way

Proszę, nie bądź tam długo

Proszę, nie bądź tam zbyt długo

Proszę, nie czekaj długo, bo mogę spać


5. Think for Yourself (1965) - ważny tylko i wyłącznie dlatego, że zainspirował McCartney'a do pierwszego w historii muzyki użycia fuzz basu, a to początki grania, którego nikt wcześniej nie uprawiał - można powiedzieć, że to most między rock'n rollem a heavy metalem. 

Mam słowo lub dwa

By mówić o rzeczach, które robisz

Mówisz te wszystkie kłamstwa

O dobrych rzeczach, które możemy mieć

Jeśli tylko zamkniemy oczy


Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama

Bo nie będzie mnie tam z tobą


Zostawiłem cię daleko w tyle

Za ruinami życia, które masz w myślach 

I chociaż nadal nie widzisz

Wiem, że twój umysł jest zamyślony

Spowodujesz tylko więcej nieszczęścia


Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą


Chociaż twój umysł nie jest czysty 

Spróbuj myśleć więcej, to tylko dla własnego dobra

Przyszłość nadal wygląda dobrze

I masz czas na korektę 

Wszystkich rzeczy, które powinnaś zrobić 


Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą

Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą


The Beatles jeszcze u nas się pojawią i to  nie jeden raz. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

piątek, 2 września 2022

Z mojej płytoteki: Tindersticks - second album, nostalgia nadchodzącej jesieni

 


Brytyjski Tindersticks jest dziś już legendą. Klimat, jaki stwarza na swoich albumach, a ma ich dorobku 13, oscyluje gdzieś między tym co robi Nick Cave a tym co kiedyś robiono w 4AD, zwłaszcza w latach 80-tych. Jeśli do tego dodać jeszcze nieco folkowych, myślę tutaj o instrumentach (np. skrzypce) i psychodelicznych klimatów, to otrzymamy zupełnie wybuchową mieszankę. 

W opinii ekspertów do najlepszych dokonań zespołu należy pierwszy, i prezentowany dziś, drugi album. Ten pochodzi z 1995 roku i co ciekawe, ma taki sam tytuł jak debiut, czyli po prostu Tindesticks. Dla mnie ten album jest czymś w stylu dokonania Nootena i Brooka, to muzyka wyciszająca, lekko psychodeliczna, a jednocześnie dająca do myślenia.

O płycie David Boulter, grający w zespole na akordeonie i organach, pisze tak:

Latem 1993 mieliśmy już kompletowany materiał na nasz debiut. Przeprowadziliśmy się do domu: ja, Stuart, Neil i Mark. Mark spał na podłodze w kuchni, i nagle dom zaczął się kurczyć. Wypełnił się ludźmi, psem, trzema kotami, instrumentami, wzmacniaczami, a nasze studio drastycznie się rozrosło. Dlatego przenieśliśmy się do większego domu, a Mark dostał swój pokój z łóżkiem. 

Boulter wspomina, że wspólne życie miało wiele plusów, zwłaszcza muzycznych, pomysły na piosenki, regularne próby, komponowanie. Mimo sukcesu pierwszego albumu, większość z nich jednak ciągle pracowała zawodowo. Kontrakt z wytwórnią This Way Up (wydawca pierwszego, jak i dwóch kolejnych albumów zespołu) nie dostarczał wielkich profitów. 

W tamtym czasie wyruszyli w pierwszą trasę po Europie, jako support Nicka Cave'a and the Bas Seeds. Poznali Brixa Bargelda, a ten powiedział im, że zna bardzo ciekawe studio nagraniowe Conny Plank's. Powrócili zakończyć trasę po UK, gdzie ich debiut odniósł sukces. Zastanawiali się, co będzie dalej? Ponieważ pisali cały czas nowe piosenki zaczęli grać je na żywo. Dlatego, że wiele z piosenek z pierwszej płyty nie było wcześniej grane live, a także ponieważ w wersjach live piosenki z debiutu nabrały nowych brzmień, postanowili wydać album koncertowy Amsterdam. Będąc w Kolonii odwiedzili studio rekomendowane przez Brixa Bargelda i zrobiło ono na na nich duże wrażenie. Tam też nagrali kilka piosenek w wersji demo.



Nagrali przez 5 dni pięć piosenek, mieli też kilka pomysłów na dalsze. To zaczęło się 9.05.1994, a po tygodniu mieli już cały album... 

Wiele piosenek w zasadzie powstało z niczego, niektóre były próbowane wcześniej live, niektóre są nagranie po jednej czy dwóch zaledwie próbach. Niemniej był to czas fajnej zabawy. Zabrali taśmy do domu i mieli zamiar iść dalej brzmieniowo poza to co zaprezentowali na debiucie. Pomógł im w tym Terry Edwards, który dodał też swoje partie trąbki i saksofonu. Stał się też ich muzykiem koncertowym. Kilka piosenek dodali podczas pracy w domu. Nawiązali też wtedy współpracę z Carlą Torgerson z zespołu Walkabouts, których album z coverami był w tamtym czasie ich ulubionym. 


Materiał zyskał negatywną ocenę w EMI, a promował go ich ulubiony klip w reżyserii Martina Wallace'a.
 
Album ukazał się w kwietniu 1995 roku, kiedy zespół grał dość trudny koncert z orkiestrą w The Blum burt Theatre. W tamtym czasie wszyscy uszyli sobie ubrania u krawca. Zdjęcia na okładkę wykonał Phil Nichols.


Pora na muzykę. A tutaj wyróżniają się My Sister, pokazujący że można nagrać trąbkę, tak aby nie drażniła swoim specyficznym dźwiękiem, znakomita ballada Tiny Tears, i nastający po niej Snowy in F♯ Minor, mocno psychodeliczny Vertrauen II i oczywiście wielki hit: Travelling Light ze wspomnianą Carlą Torgerson.


Są miejsca, których nie pamiętam
Są czasy i dni, które nic dla mnie nie znaczą
Przeglądałem niektóre z nich na starych zdjęciach
Nie służą do podróżowania w mojej pamięci

Nie budzę się rano, wpatrując się w ściany w te dni
Nie wyjmuję pudełek, rozłożonych na całej podłodze
Przeglądałam niektóre stare zdjęcia
Te twarze nic dla mnie już nie znaczą

Podróżuję lekko
Podróżujesz lekko
Wszystko, co zrobiłem
Mówisz, że możesz to uzasadnić, podróżujesz lekko

Nie mogę ich wybrać, nie mogę ich włożyć do tych smutnych starych toreb 

Niektóre rzeczy, musisz zostawić po drodze

Czasy są ciężkie, wybiorę je tylko, żałuję, że nie wracam 

Czasy są dobre, będziesz zadowolony, że uciekłeś

Czy pamiętasz, jak bardzo mnie kochałeś?
Mówisz, że nie masz miejsca w tej grubej starej głowie 

Cóż, to przychodzi z bólem, poczuciem winy i wspomnieniami 
Gdybym musiał je zabrać ze sobą, nigdy nie wstałbym z łóżka.

W dachu jest pęknięcie, przez które przelewa się deszcz
To miejsce, w którym zawsze decydujesz się usiąść

Tak, wiem, że bywam tam godzinami, woda spływa po (mojej) (twojej) twarzy

Czy naprawdę myślisz, że trzymasz to wszystko tak dobrze w ukryciu?
Nie, ale podróżuję lekko
Nie podróżujesz lekko
Wszystko, co zrobiłem
To tylko kłamstwo, nie podróżujesz lekko
Podróżuję lekko
Nie, nie podróżujesz lekko.
Podróżuję lekko
Nie, nie, nie podróżujesz lekko
Podróżuję lekko
Nie podróżujesz lekko



Wspomnienia no i ten teledysk. Mimo że byśmy chcieli, nasze podróże w przeszłość wcale nie są dla nas takie łatwe... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Tindersticks, Second Album, producent: Tindersticks i Ian Caple, This Way Up 1995, tracklista: El Diablo en el Ojo, A Night In, My Sister, Tiny Tears, Snowy in F♯ Minor, Seaweed, Vertrauen II, Talk to Me, No More Affairs, Singing, Travelling Light, Cherry Blossoms, She's Gone, Mistakes, Vertrauen III, Sleepy Song.