Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1984. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1984. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2020

Isolations News 81: Czy Batman uratuje świat przed koronawirusem? Nieznane nagrania Joy Division, odwołania i bunt wegetarianki, nowe Slipknot, wraca Katatonia i 1984

Zacznijmy od dwóch niespodzianek dla fanów Joy Division -  pierwsza to publikacja na YT serii zupełnie nieznanych wcześniej nagrań  koncertowych Warsaw i Joy Division:

 
które są niewiadomego pochodzenia. Druga to nasze odkrycie - strona z bootlegami do ściągnięcia TUTAJ.  Spieszcie się kopiować - Internet pojawia się i znika...

  

Pojawia i znika jak koronawirus, który wciąż zmusza artystów do anulowania lub przełożenia terminów tras koncertowych i festiwali, wielu z nich przeniosło swoje występy do mediów społecznościowych - transmitując na żywo z zacisza własnego domu. Wśród nich są m.in. Neil Young, Chris Martin, Waxahatchee i inni. Więcej TUTAJ.


Natalie Curtis także została zmuszona do przełożenia swojej paryskiej wystawy zdjęć. Powiadomiła o tym mailem wszystkich subskrybentów swojej strony:

Dear Mailing List, I’m sure you won’t be surprised to learn that my exhibition at Galerie Arnaud Lefebvre in Paris has now been postponed. It felt weird and inappropriate, and as I write, news is coming in that France is in lockdown and that UK citizens are least being encouraged to practise social distancing. At this stage it’s impossible to say when the show will happen. But when there’s news, you’ll be the first to know. I hope that you’re all well and have everything you need. Stay safe, NC x.

Tymczasem organizacje takie jak Grammy i The Recording Academy wspomogli fundację charytatywną MusiCares, aby utworzyć fundusz pomocy dla artystów, którzy nie mogą grać z powodu koronawirusa. Do akcji przyłączył się także Bandcamp który przez jeden dzień (20 marca) nie pobierał opłat za sprzedawane pliki muzyczne (LINK). 

Natomiast fani ratują puby, w których występowali muzycy poprzez zamawianie wirtualnych kufli piwa lub drinka. Ci, którzy wydadzą więcej niż 20 funtów wezmą udział w losowaniu biletów, płyt itd.  (LINK).

Dla tych, którzy siedzą w domach i poddają się zaleceniom władz aby zwalczyć pandemię prezentujemy listę darmowych stron oferujących koncerty, filmy dokumentalne, wywiady i całe płyty ulubionych muzyków, zebraną TUTAJ.


Fani Slipknot ucieszą się - cały koncert zespołu ze studia BBC Maida Vale w Londynie jest już dostępny do obejrzenia online. Wykonany przed widownią złożoną ze 100 osób był najmniejszym, w jaki zespołowi przyszło uczestniczyć (LINK).

Katatonia - wstawiła na YT teledysk do drugiego singla Behind The Blood ze swojej nowej płyty City Burials...



Teledysk ciekawy, klimat też... Premiera całego albumu 24.04. o ile nie przesunie jej jakiś pi#@#$lony koronawirus.


W tym roku ukaże się nakładem Anteny Krzyku nowy album grupy 1984 (LINK). Zobaczymy czy muzycznie będzie to nawiązanie do najlepszego okresu w twórczości zespołu, o której pisaliśmy TUTAJ.



Batman znów ratuje świat, tym razem przed koronawirusem. Akcja ma miejsce we Włoszech. Mamy nadzieję że przyleci i do nas - najlepiej z jakimś lokalnym akcentem, na przykład w towarzystwie Janosika, czy żeby było bardziej europejsko - Brunnera, który ostatnio do bandy Janosika dołączył.


  
Cierpliwie czekamy.




Jeszcze w temacie koronawirusa - wegetarianka uciekła z kwarantanny bo podano jej kiełbasę. Sprawą zajmuje się Policja (LINK).  Podobno kiełbasa była wymiarami całkiem OK, tylko mało praktyczna z powodu wyładowanych baterii...



A my powyżej podajemy najlepszy sposób na walkę z wynalazkiem z Wuhan. Siedź w domu na d@pie i słuchaj muzyki. Do tego seta i galareta. 

No i czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

czwartek, 19 marca 2020

Polish Coldwave Journey: unikatowy dokument o polskiej chłodnej fali z udziałem między innymi Variete i Undertheskin

Pamiętacie tę kompilację The Lighthouse Saga? Całkiem niedawno prezentowaliśmy ją na naszym blogu TUTAJ. Jedna z piosenek na niej, dokładnie ta: 



wykonywana jest przez duet Deus Faust pod której nazwą ukrywa się  André Savetier z Koszyc na Słowacji  (wokal) i Raymond Nelson z północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych (muzyka).
 
Jako że świat jest naprawdę mały, szybko okazało się, że André Savetier nie tylko jest muzykiem, lecz również tak jak my prowadzi blog (TUTAJ) i jest fanem cold wave. Lecz to nie wszystko – jest znawcą i miłośnikiem polskiego cold wave. To wyjaśnia dlaczego zrealizował ponad godzinny film o polskich zespołach nurtu zimnej fali.
Polish Coldwave Journey  jest unikatowym dokumentem. Powstał niezmiernie szybko, w ciągu kilku miesięcy, licząc od pomysłu z kwietnia do premiery, która miała miejsce 15 sierpnia 2017 roku (LINK).  W lipcu autor przyjechał wraz z współpracowniczką, która trzymała kamerę, Cyrene Kazhan, do Polski i odwiedził osiem zespołów w pięciu różnych miastach: Kraków, Łódź, Trójmiasto, Warszawę i Wrocław. Wcześniej Savetier dobrze przygotował się do trasy, studiował biografie grup i słuchał ich nagrań.

Film składa się z wypowiedzi kilkunastu muzyków, którzy – najczęściej popijając piwo – opowiadają po polsku (autor zna nasz język) lub po angielsku: o sobie, swojej twórczości, o początkach grupy, a wreszcie o tym, co jest dla nich najważniejsze. Po kolei wystąpili: Mariusz Łuniewski z Undertheskin (pisaliśmy o nim TUTAJ) i Deathcamp Project, Paweł Strzelec i Marcin Regucki z Alles, Robert Tuta z 1984, Grzegorz Kaźmierczak z Variete (pisaliśmy o nim TUTAJ), Paweł Goździewicz z Dogs in Trees, Piotr Pawłowski i Artur Hajdasz z Made in Poland, Rafał Jurewicz, Michał Miegoń (nasz wywiad z nim jest TUTAJ) i Michał Młyniec (TUTAJ) z The Shipyard, Dominik Pędziwol (Nacht und Nebel) i Lepszy Darko (This Cold) z Cabaret Grey .

Jest to jeden z niewielu dokumentów, który nie jest wyreżyserowany a jego bohaterowie mogą się wypowiedzieć, bez odczuwalnej presji ze strony realizatora. I tak minuta po minucie ciągnie się opowieść o polskiej zimnej fali. Dowiadujemy się o jej początkach na festiwalu w Jarocinie (o którym pisaliśmy TUTAJ), o inspiracjach wśród których przewijają się nasze ulubione nazwy: Joy Division, the Cure, X-mal Deutschand, Dead Can Dance, Kraftwerk, o tym jakie były początki poszczególnych grup i plany… Nie będziemy streszczać filmu, bo chcemy aby nasi czytelnicy zadali sobie trud i sami go obejrzeli. A warto, bo można dowiedzieć się z niego mnóstwo ciekawych rzeczy, choćby to, czemu polskie zespoły głównie śpiewają po angielsku (nie jest to podyktowane względami komercyjnymi) lub czym różni się polska zimna fala od angielskiej cold wave.


Zakończymy za to myślą rzuconą przez jednego z muzyków: każda piosenka musi być inna, bo nie da się tkwić w tunelu. Ta myśl jest nam bliska, bo i nasze posty są różnorodne. Dlatego nie pozostaje nic innego jak nas czytać - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Pod powierzchnią gra polska chłodna fala lat 80-tych

Noah Noah - Plejady


Madame - Może Właśnie Sybilla


Rendez Vous - Anna


Siekiera - Nowa Aleksandria
 

Novo Del Arte - Tak Niebawem


Garaż w Leeds - Szept Pamięci
 

Ivo Partizan - Josef Mengele


Variete - Cygańska Muzyka

Made in Poland - Obraz we mgle


1984 - Biała Chorągiewka
 


Nowy Horyzont - Nowy Horyzont

Eva - Zaspany

One Milion Bulgarians - Czerwone Krzaki


Większość powyższych zespołów widziałem na żywo, niektórych wykonawców miałem okazję poznać. Ale od początku. Po samobójczej śmierci Iana Curtisa do Polski dociera nurt chłodnej fali i kultu Joy Division. Owocuje to pojawieniem się nie tylko ślepych naśladowców, ale też wybitnych zespołów idących i rozwijających ten najciekawszy w muzyce nurt. Noah Noah - szkoda że tak mało nagrali, Madame - kto by pomyślał że skończą na Baśce..., Rendez Vous - polecam ich doskonały winyl, nie zapomnijmy przy tym o korzeniach jakimi jest zespól Brak, Siekiera (TUTAJ) - polskie Killing Joke ale jakże znakomite, chłodne i industrialne, Novo del Arte z Warszawy chłodne i jakże realistyczne... Garaż w Leeds - pamiętam Jarocin 1985  - czy Adam Białoń i chłopacy pamiętają swojego pierwszego fana? Ivo Partizan - polska odpowiedź na Cocteau Twins, szkoda że nie poszli dalej... Variete - grają do dziś, znakomita poezja Grzegorza - Bydgoszczania twarzą do Brdy - czy Grzesiek pamięta dedykację w tomiku swoich wierszy dla koncertowego kumpla? (TUTAJ). Made in Poland - w Krakowie też powiewało chłodem... 1984 - całkiem niedawno wyszła płyta ze zbiorem wszystkiego co nagrali pisaliśmy i niej TUTAJ, Rzeszów rządził w 1985 roku w Jarocinie - to na nich wtedy głosowałem, Nowy Horyzont - pamiętam jak spodobali się Grześkowi z Variete, Eva - dziękuję wokalistce za przesłanie znakomitego CD - polska odpowiedź na Siouxsie and the Banshees, i na koniec Milion Bułgarów... 

Szkoda, że te czasy nie wrócą, i bynajmniej nie chodzi mi o komunizm. Chodzi o klimat muzyki, w której człowiek, jego lęki, problemy, troski i wnętrze były najważniejsze i niosły ze sobą ładunek emocjonalny jakiego nigdy przedtem i nigdy później w naszej muzyce nie było i nie będzie. 


Czy nikt nie będzie pamiętał muzyki która ciągle gra pod powierzchnią?

piątek, 29 czerwca 2018

Z mojej płytoteki/chłodnofalowa jazda obowiązkowa: Polska Nowa Fala/Polish New Wave 1983



Płyta Polska Nowa Fala 1983 zawiera nagrania 4 najbardziej obiecujących zespołów chłodnofalowych tamtych czasów: Madame, Made in Poland, Variete i 1984.  Są one pokrótce opisane w wewnętrznej części okładki. Pozwolę sobie zatem nie przepisywać zawartości. Płyta została wydana jedynie na nośniku CD przez wytwórnie Matthaus Records. Autorem tekstu i inicjatorem wydania płyty jest nijaki Maciek, który postanowił zachować od zapomnienia ważne dla niego nagrania kultowych wówczas zespołów. I chwała mu za to.

  

A zawartość?  Ta płyta nie może się nie podobać. Umieszczona na YouTube  zbiera bardzo pozytywne komentarze, nie tylko polskich słuchaczy...




Zawsze w takiej chwili rodzi się pytanie: co z nimi dzisiaj? Madame nie istnieje a Robert Gawliński... Szkoda słów. Made in Poland również, po odejściu wokalisty i zamianie na wokalistkę nagrali album po czym rozpadli się. Variete gra, ale to nie jest już tamta muzyka, choć nadal można powiedzieć, że chłodnofalowa, no może letniofalowa. 1984 są na scenie muzycznej lecz w znacznie zmienionym składzie, o czym jeszcze napiszemy.   

Mimo dość skromnego wydawnictwa zwraca uwagę ciekawy nadruk na dysku CD (pejzaż morskiego horyzontu). To dość rzadko spotykane jeśli chodzi o płyty kompaktowe.



Szkoda że na płycie brakuje kilku zespołów. Myślę tutaj o Garaż w Leeds, Nowym Horyzoncie, Noah Noah, Ivo Partizan i kilku innych. 

A reasumując można powiedzieć: do jasnej cholery, czemu dzisiaj prawie nikt tak już nie gra? Ale o tych, którzy grają już wkrótce.

niedziela, 24 czerwca 2018

Z mojej płytoteki/chłodnofalowa jazda obowiązkowa: 1984 - specjalny rodzaj kontrastu


Polski postpunk miał się swego czasu  bardzo dobrze. Jednym z legendarnych zespołów był rzeszowski 1984. Płyta o której dziś piszemy zawiera materiał z ich nagranego, ale nigdy nie wydanego longplaya (nagranego w latach 1987-1988), oraz kilka bonusów, np. fragmenty z rzeszowskich koncertów z 1987 roku. CD został wydany w 2003 roku przez Boofish Records. Do moich faworytów należą Pierwszy śnieg, Specjalny rodzaj kontrastu, Tu nie będzie rewolucji, Biała Chorągiewka i Komisariat. W tym ostatnim zresztą słychać fragment basu Hooka z Joy Division i ich Love Will Tear Us Apart. Nie dziwi mnie to, bowiem swój debiut w Jarocinie w roku 1985 poświęcili Joy Division, oznajmiając publice,  że koncert grają w ich hołdzie. 

   
Album wydany jest elegancko, niemniej bardzo ubogo. Zwraca uwagę doskonałe logo, które po obróceniu przypomina piramidę - podobną do tej za pomocą której G. Orwell zilustrował Ministerstwo Prawdy w swojej kultowej książce Rok 1984 (TUTAJ). Środek zawiera tracklistę i niezbędne informacje na temat zespołu. Szkoda, że wydawcy nie pomyśleli, idąc za przykładem Made in Poland o wzbogaceniu wydawnictwa skromną choćby książeczką z krótką historią grupy i kilkoma zdjęciami. 1984 obok Madame, Variete i Made in Poland wywarli ogromny wpływ na młode pokolenie tamtych lat. Można z pewnością powiedzieć, że to polska szkoła coldwave.





Tracklista: Pierwszy śnieg, Wstajemy na raz, śpiewamy na dwa, Święto urodzaju, Ferma hodowlana, Zaśpiewaj wojowniku, Manitou, Zabiłem pająka, Pierwszy dzień zmartwychwstania, Ferma hodowlana, Sztuczne oddychanie, Radio Niebieskie Oczy Heleny, Wstajemy na raz, śpiewamy na dwa, Tu nie będzie rewolucji, Specjalny rodzaj kontrastu, Biała chorągiewka, Czas pokonanych, Pod szkłem, Pierwszy front, Niech płoną sny, Komisariat.

niedziela, 10 czerwca 2018

Legendy polskiej nowej fali w epoce miłości George'a Orwella

Zacznijmy od tego, że powieść Rok 1984 opublikowana została przez George'a Orwella w 1949 roku, czyli dawno przed narodzeniem muzycznych bohaterów dzisiejszego wpisu. Kto zna ustrój socjalistyczny doskonale wie, jak celnie autor przewidział jego działanie, dlatego książka w Polsce była wydawana w podziemiu, i miałem okazję czytać ją w nielegalnej drukowanej wersji w 1985 roku. 

W powieści roi się od aluzji do ZSRR, Chin, Korei czy całego bloku RWPG (zresztą pod koniec są one jawnie wymienione).  Inwigilacja, propaganda i tylko cztery funkcjonujące ministerstwa Miłości, Prawdy, Obfitości i Pokoju, które mieściły się w Londynie - wówczas stolicy Oceanii. Ta z kolei była jedną z trzech krain Ziemi będących ze sobą w ciągłych sporach i stanie permanentnej wojny. 

Wojna? A jakże:



Najważniejsze były, rzecz jasna, Ministerstwo Miłości i Prawdy, w którego podziemiach mieściły się więzienia gdzie torturowano wrogów Partii.  Nie będę streszczał książki, chciałbym za to napisać dziś o kilku artystach polskiej nowej fali, na których powieść Orwella wywarła wyraźny wpływ.  

Mówiono, że gmach Ministerstwa Prawdy ma trzy tysiące pomieszczeń nad ziemią i tyleż samo pod ziemią. W Londynie istniały jeszcze tylko trzy budynki o podobnych rozmiarach i zbliżonym wyglądzie. Tak górowały nad resztą miasta, że z dachu Bloku Zwycięstwa dostrzegało się je wszystkie równocześnie. Mieściły cztery ministerstwa, składające się na aparat rządowy: Ministerstwo Prawdy, któremu podlegała prasa, rozrywka, oświata i sztuka, Ministerstwo Pokoju, które zajmowało się prowadzeniem wojny, Ministerstwo Miłości, które pilnowało ładu i porządku,wreszcie Ministerstwo Obfitości, sprawujące pieczę nad gospodarką. Ich nazwy, w nowomowie, brzmiały następująco: Miniprawd, Minipax, Minimiło i Miniobfi. 
 
Tak wyobrażał sobie gmach Ministerstwa Prawdy sam autor:


Miniprawd - odbijał zdecydowanie od wszystkich innych budowli w okolicy. Była to ogromna piramida z lśniącego białego betonu, pnąca się tarasami w górę na wysokość trzystu metrów. Z okna swojego mieszkania Winston (Smith - bohater książki) widział wyraźnie trzy hasła Partii, wymalowane starannie na białej fasadzie:

WOJNA TO POKÓJ
WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
IGNORANCJA TO SIŁA

Podstawową ideą panującej Partii jest powszechna równość. Członkowie Partii mieszkają w szarych blokach, są poddawani ciągłej inwigilacji, i otumaniani alkoholem o podłym smaku, tzw. Dżinem Zwycięstwa, który utrzymuje ich w stanie swoistego rodzaju euforii. 

Dżin miał smak kwasu azotowego, a w dodatku człowiek po każdym łyku czuł się tak, jakby dostał w łeb gumową pałką. Jednakże w następnej chwili palenie w żołądku nieco zelżało i świat wydał się Winstonowi weselszy.

Nie ulega wątpliwości, że napój wywołuje halucynacje a Partia może dalej emitować swój ideologiczny przekaz... Tak śpiewała o tym Republika w filmie Koncert. Poniżej wersja w najlepszym składzie, w którym nagrali ich debiut Nowe Sytuacje:


Ewolucję poglądów do takich właśnie ideologicznych podstaw systemu Orwell opisuje następująco:

Zarazem jednak uświadomiono sobie, że powszechny dostatek zagraża trwałości społeczeństw hierarchicznych; właściwie jest ich zgubą. W świecie, gdzie każdy pracuje krótko, ma pod dostatkiem żywności, mieszka w domku z bieżącą wodą, posiada lodówkę, samochód, a może nawet i awionetkę, znikają najbardziej rzucające się w oczy i najbardziej istotne przejawy nierówności. Powszechny dostatek oznacza zatarcie różnic. Można sobie oczywiście wyobrazić społeczeństwo, w którym dobrobyt, w sensie własności dóbr materialnych i wygody życia, dostępny jest wszystkim na równi, podczas gdy władza spoczywa w rękach nielicznej kasty uprzywilejowanych.

Ta równość została dość dobrze pokazana w piosence Republiki pt. =


Bloki Zwycięstwa, w których mieszkali członkowie Partii do złudzenia przypominają bloki epoki komuny, wieżowce znane w Polsce lat 70-tych. 

Winston Smith, ... wślizgnął się przez szklane drzwi do Bloku Zwycięstwa, ale nie dość szybko, by powstrzymać tuman ziarnistego pyłu, który wtargnął za nim do środka. Klatka schodowa cuchnęła gotowaną kapustą i starymi, butwiejącymi wycieraczkami. Na jednym jej końcu wisiał barwny plakat, zbyt wielki do eksponowania w ciasnym wnętrzu. Przedstawiał tylko ogromną twarz, przeszło metrowej szerokości: przystojną, czerstwą twarz mniej więcej czterdziestopięcioletniego mężczyzny z sutym czarnym wąsem. Winston skierował się w stronę schodów. Sprawdzanie, czy winda działa, nie miało żadnego sensu. Nawet w najlepszych okresach rzadko bywała czynna, obecnie zaś, w ramach oszczędności związanych z przygotowaniami do Tygodnia Nienawiści, nie włączano prądu przed zmrokiem. Winston mieszkał na siódmym piętrze...  Na każdym piętrze, na wprost drzwi windy, spoglądał ze ściany plakat z ogromną twarzą. Była tak namalowana, że oczy mężczyzny zdawały się śledzić każdy ruch przechodzącego. WIELKI BRAT PATRZY, głosił napis u dołu plakatu.
 
Takie bloki można zobaczyć we fragmencie filmu Koncert z 1982 roku - tak przedstawiała to Brygada Kryzys, zespół o którym pisaliśmy niedawno TUTAJ (Robert Brylewski 1961-2018):


Ów Wielki Brat, może natomiast być kojarzony z magiczną Centralą Partii z której płynął przekaz do obywateli Oceanii...




Miłość w Oceanii nie istnieje, a może mogłaby istnieć, gdyby nie zakazywała jej Partia, podobnie zresztą było z innymi uczuciami. Partia ma program i kieruje wszystkim od zachowań do uczuć, tak widział to znakomity Made in Poland i 1984.




Uprzytomnił sobie, iż rozpacz należy do minionych czasów, gdy istniało jeszcze życie osobiste, miłość, przyjaźń, a członkowie rodziny trzymali ze sobą w każdej sytuacji.

Za wroga uważano nie tyle miłość, ile zmysłowość, zarówno w małżeństwie, jak i poza nim. Każdy związek małżeński między członkami Partii musiał zyskać akceptację specjalnej komisji i - choć nie istniał na to żaden paragraf - nie udzielano zgody kandydatom, którzy sprawiali wrażenie, że czują do siebie pociąg fizyczny. Jedynym akceptowanym celem małżeństwa było płodzenie przyszłych członków Partii. Sam stosunek płciowy należało traktować jako coś wzbudzającego odrazę, niczym lewatywa. Tego również nie mówiono wprost, lecz w pośredni sposób wpajano od dzieciństwa każdemu członkowi Partii.

Główny bohater książki był kiedyś żonaty, jednak jego małżeństwo było związkiem opisanym według partyjnego schematu. Miało cel tylko i wyłącznie prokreacyjny, i tak traktowała ten związek jego była żona Katherine

Byli razem tylko przez piętnaście miesięcy. Partia nie zezwalała na rozwody, ale małżeństwa bezdzietne na ogół zachęcano do separacji.  

...zaraz na samym początku małżeństwa Winston doszedł do wniosku, że ma do czynienia z najgłupszym, najprymitywniejszym i najbardziej pustym umysłem, z jakim dotąd się zetknął. ... Głowę miała nabitą wyłącznie partyjnymi sloganami i zdolna była przełknąć każdą, dosłownie każdą bzdurę wymyśloną przez Partię. W myślach przezywał ją ludzkim gramofonem. Ale zniósłby jej towarzystwo,  gdyby nie jedno - ich życie płciowe. Ledwo jej dotknął, wzdrygała się i sztywniała. Obejmując ją czuł się tak, jakby obejmował drewnianą kukłę z ruchomymi kończynami. Najdziwniejsze, że nawet gdy leżał w jej ramionach, miał wrażenie, iż równocześnie odpycha go z całej siły. Uczucie to wywoływała sztywność jej członków, gdyż Katherine leżała z zamkniętymi oczami, ani się nie opierając, ani nie współuczestnicząc, lecz jakby biernie wszystko znosząc. Ich zbliżenia były nieprawdopodobnie żenujące, a z czasem stały się po prostu okropne. Ale mimo wszystko Winston wytrzymałby z żoną, gdyby się tylko zgodziła, by żyli w celibacie. Jednakże, ku jego zdumieniu, ta propozycja okazała się dla niej nie do przyjęcia. Oświadczyła, że muszą mieć dziecko. Tak więc powtarzali ten sam przykry rytuał regularnie raz na tydzień, chyba że akurat było to niemożliwe. Katherine nawet przypominała mu rano o czekającym ich akcie jak o czymś, co trzeba wykonać wieczorem i czego nie wolno zaniedbać. Posługiwała się dwoma określeniami. Pierwsze to „produkowanie dziecka", a drugie „nasz obowiązek wobec Partii" (tak jest, używała dokładnie tych słów!). Wkrótce Winston z coraz większym lękiem oczekiwał wyznaczonego dnia. Na szczęście Katherine nie zaszła w ciążę i w końcu zgodziła się zrezygnować z dalszych prób, a niedługo potem rozstali się na dobre. 

Katherine, była jak lalka... Sexy Doll?


W końcu bohater powieści doznaje prawdziwego uczucia. Zakochuje się w nim jedna z działaczek partyjnych pracujących w Departamencie Literatury, i działaczka Ligi Aseksulanej, Julia. Choć trudno do końca rozstrzygnąć czy jest to miłość, czy tylko zaspokajanie potrzeb. Oboje szukają dla siebie miejsca do zakazanych spotkań, pragną izolacji, samotności, ucieczki, a Julia okazuje się posiadać w tej materii bogate doświadczenie.  Schowajmy się na dnie szuflady...


W końcu znajdują stałe miejsce spotkań, gdzie zostają złapani przez funkcjonariuszy Partii. Czy na prawdę była to miłość? Nie sądzę, w momencie ich dekonspiracji Smith nie zachowuje się jak przystało na prawdziwego mężczyznę:

Niewielki, pofałdowany koral, podobny do cukrowej różyczki zdobiącej tort, potoczył się po dywanie. Jakiż jest maleńki, pomyślał Winston, jakiż maleńki był zawsze! Tuż za plecami usłyszał jęk, po czym głuchy łoskot, i coś tak silnie uderzyło go w kostkę, że omal nie stracił równowagi. To jeden z funkcjonariuszy wyrżnął Julię pięścią w splot słoneczny; dziewczyna zgięła się jak scyzoryk i padła na ziemię. Miotała się po podłodze, usiłując złapać oddech. Winston bał się odwrócić głowę choćby o milimetr, lecz chwilami kątem oka dostrzegał siną twarz Julii i jej szeroko otwarte usta. Mimo panicznego strachu niemal fizycznie odczuwał jej straszliwy ból i jeszcze straszliwsze, rozpaczliwe wysiłki odzyskania tchu. Wiedział, co przeżywa; okropny, rozdzierający ból, który jednak schodzi na drugi plan, bo stokroć ważniejsze jest, by wciągnąć powietrze w płuca. Potem dwóch funkcjonariuszy chwyciło Julię za ręce i nogi i wyniosło jak worek. Winstonowi mignęła jej odchylona do tyłu twarz, żółta, wykrzywiona, z zaciśniętymi oczami i wciąż ze śladami różu na policzkach; więcej Julii nie widział.

Okazało się jednak, że Julia przeżyła i go zdradziła. On zresztą ją również. Śmierć zmysłów i snów...



A może tak tylko Smithowi powiedziano, żeby złamać go podczas przesłuchań? A jego spotkanie z ukochaną po torturach jakim poddawany jest w pokoju 102 to tylko halucynacja?

Jak myślicie?