Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Russel Club. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Russel Club. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2023

Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.16. Obalenie mitu o twórcy nazwy Factory

 


Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
 
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ, fragment trzeciego TUTAJ, kolejny TUTAJ a ostatni fragment rozdziału trzeciego pt. The Wythenshave Connection (TUTAJ). Streszczenie rozdziału czwartego pt. From Safety To Where? o dzieciństwie i młodości członków grupy opisaliśmy TUTAJ. Kolejny post TUTAJ dotyczył debiutów the Dammned i the Clash, oraz rozmowy miedzy Ianem Curtisem a Pete Shelly z Buzzcocks. Następny omawiany fragment opisywał scenę punk miasta, na której wyłaniało się wiele ciekawych zespołów w tym Stiff Kittens - jeden z pierwszych zespołów Iana Curtisa,  i alternatywne nazwy, które wtedy muzycy rozważali (TUTAJ). Później opisywaliśmy historię pierwszego koncertu Warsaw (warto zobaczyć TUTAJ), oraz klubu Electric Circus (TUTAJ). Fragment dotyczący mało znanych faktów z życia Roba Grettona, ale i kilka ciekawostek ze świata sceny punk Manchesteru opisaliśmy (TUTAJ). Ostatnia noc w Electric Circus i skandal na koncercie Warsaw jak i wizyty Iana Curtisa w RCA opisaliśmy TUTAJ. Nagrywanie przez Joy Division albumu dla RCA opisaliśmy TUTAJ. TUTAJ natomiast przedstawiliśmy historię pozyskania przez zespół Roba Grettona na pozycję menadżera. Pierwszy wywiad krajowy zespołu opisaliśmy TUTAJ, a początki Factory TUTAJ.
 
Kiedy Wilson zdecydował dołączyć do Erasmusa i zbudować zespół wokół dwóch pozostałych muzyków Durutti Column, kilka dni później otrzymał telefon od Erasmusa, że ten znalazł gitarzystę. Nazywał się Vini Reilly, właśnie opuścił Ed Banger and the Nosebleeds a przedtem zespół który nazywał się Wild Ram
Erasmus zignorował ostrzeżenie Tosha Ryana, żeby nie zadawać się z Vinim, bo ten przynosi zwolnienia lekarskie, kiedy nie może odbywać prób z zespołem. Tony potraktował to jako ekscentryczną i sztuczną zgrywę artysty. Pozostał problem poszukania wokalisty, zespół uznał że to zadanie menadżerów. Vini oświadczył, że nie będzie grał jak długo nie znajdą wokalisty. Tony skontaktował się z Philem Rainfordem. Był on nastawiony entuzjastycznie do pomysłu, żeby śpiewać w zespole. Jednak nie nadawał się do tego. Nieudane próby poszukiwania wokalisty sprawiły, że Tony poznał ciemne strony bycia menadżerem.
 

Próbowano wielu wokalistów, lepszych i gorszych. Wilson skontaktował się w tamtym czasie Alanem Wise, synem żydowskiego przedsiębiorcy, który zachęcił go do tego, żeby reaktywować atmosferę Electric Circus w klubie Rafters. Najpierw miał być tylko jeden koncert, ale szybko padło pytanie - czemu zaledwie jeden? Jeśli wypali, to może organizować je w każdy piątek? Po latach pojawiło się wyjaśnienie, że nazwa Factory pochodzi od zespołu celebrytów skupionych wkoło Andy Warhola.
 
 
Taki pogląd potwierdził się kilka lat później, gdy Alan Wise stał się menadżerem Velvet Underground and Nico. Jednak to nieprawda. Wilson i Wise szli przez Deansgate w Manchesterze, kiedy zobaczyli napis odprawa fabryczna. Fabryka? to będzie dobra nazwa naszego wieczornego koncertowania w Russel Club - zaproponował Wise (ciekawy wpis o Alanie Wise jest TUTAJ). 
 
Warto zwrócić uwagę, że ten fragment książki zaprzecza głoszonym przez samego Wilsona, ale także możliwym do znalezienia w innych książkach, poglądowi, że autorem nazwy jest Alan Erasmus...
 
Lansowana legenda brzmiała, że Wilson z Erasmusem zobaczyli napis Factory Closed i Erasmus stwierdził, że teraz będzie open. Jak widać Mick Middles obala ten mit. 
 
Właścicielem Russel Club był Don Tonay, cywilizowany gangster. Był szczupły, przystojny i miał ponad 50 lat. Zawsze opuszczał klub o 1 w nocy. Wsiadał do wana, którego tylne drzwi się otwierały, ukazując dwie prostytutki. Miał jako gangster wiele koneksji, wszyscy go znali.
Bardzo ciekawy wpis o Donie Tonay jest TUTAJ.
 
C.D.N. 
 
Czytacie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
 

środa, 7 grudnia 2022

Archiwum artykułów o Joy Division, Mick Middles dla Sounds 20.10.1978: recenzja koncertu Joy Division w Russel Club

Mick Middles w artykule z 20.10.1978 opisuje koncert Joy Division w Russel Club w Manchesterze, pod szyldem Factory

Zaczyna się od opisu nieletniego, próbującego bezskutecznie zakupić piwo, podczas gdy za jego plecami występują właśnie Joy Division. Wyglądają nietypowo, bowiem basista stoi tyłem do publiki, kołysząc się ze strony na stronę w rytm muzyki. Z boku w pełniej nieruchomości gitarzysta, za nim perkusista z dość ubogim zestawem, a na czele frontman machający ręką w epileptycznym stylu i krzyczący teksty. Widziałem okropności zakopane w piachu,  bezpieczeństwo zagwarantowane nielicznym, kiedy trzymamy się za ręce.

Pada po tym krótka prezentacja zespołu, który rok wcześniej debiutował jako Warsaw. Atmosfera jednak (a jest wieczór z piątku na sobotę) jest dość nieciekawa, ludzie bowiem chcą bardziej się zalać w trupa, niż oglądać zespół. Ten brak zainteresowana deprymuje muzyków, przez co grają poniżej możliwości. A przecież 3 tygodnie temu otrzymali niesamowite owacje, gdy startowali w konkursie Band On The Wall, przed mocno wymagającą publiką.

Kończą antyklimatycznie, a autor wychodzi rozczarowany z klubu zabierając ze sobą darmowy egzemplarz 12-calowego singla. 

Kolejnego dnia rano Middles odpala singla zespołu. Zaczyna się, ponuro i głośno, coś jakby w stylu wczesnego Black Sabbath. Padają pierwsze wersy tekstu piosenki Warsaw. Autor przyznaje, że nigdy nie słyszał tak głośno nagranej płyty, jest głośna, ale też i eksperymentalna. Chyba da się ją porównać do Wire. Jest wspaniała i bardzo szczera. Nazywa się An Ideal For Living i jest wydana przez Anonymous Records jako 12 calowy singiel (warto zobaczyć TUTAJ). Wcześniej wydana była na zwykłym singlu, ale bez mocy jak teraz. 30 godzin później rozpoczyna się wywiad z zespołem, który omawialiśmy na naszym blogu wiele razy.


Podsumowując można dodać tylko, że Rob Gretton trafił w dziesiątkę ze wznowieniem An Ideal For Living, w nowej okładce i wreszcie z odpowiednim poziomem głośności. Oryginał był bowiem nagrany zbyt cicho i miał kojarzącą się z Niemcami szatę graficzną (autorstwa Bernarda Sumnera). Warto też dodać, że stojący tyłem do publiki Hook jest już w tamtym czasie znakiem rozpoznawczym zespołu, a ponieważ było to przed pierwszym atakiem epilepsji Curtisa, trudno dać wiarę twierdzeniom, że basista zespołu stał tyłem, z troski o Iana, żeby mieć go na oku i pomóc w razie ataku. 

Wkrótce kolejne artykuły z archiwum, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 22 sierpnia 2020

Factory Records chciało zwolnić Martina Hennetta po realizacji Unknown Pleasures Joy Division? Kto zabił Martina Hannetta? - streszczenie książki Colina Sharpa cz.10

Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o jednym z największych realizatorów nagrań w historii, i jednocześnie twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ, siódma TUTAJ, ósma TUTAJ a dziewiąta TUTAJ.

W kolejnych rozdziałach Colin Sharp przedstawił urywki z wczesnej młodości Hannetta, opis jego doświadczeń z narkotykami, byliśmy świadkami narodzin pierwszych niezależnych wytwórni płytowych Manchesteru, oraz co najważniejsze, mogliśmy odczuć klimat towarzyszący powstawaniu nagrań takich gwiazd jak John Cooper Clarke, Durutti Column czy Joy Division.  Poznaliśmy także historię nagrania singla Electricity, będącego wynikiem współpracy między Martinem a muzykami z zespołu OMD.

Dzisiejsza część, już dziesiąta, zaczyna się od opisu relacji jaka łączyła Martina Hannetta ze Stephanie Formula, dziewczyną muzyka Magazine, projektu Havarda Devoto, który powstał po odejściu od Buzzcocks. Mimo że Stephanie była tylko dziewczyną muzyka Magazine, to i tak nadano jej jego nazwisko. 

Martin wtedy pracował nad debiutem Magazine - the Correct Use of Soap. Następnie Colin Sharp opisuje atmosferę podczas jednej z nocy Factory w Russell Club na początku 1979 roku. Ludzie zażywają masowo narkotyki, wszędzie kolorowe fryzury, dziwne image, ogólnie panuje luz, a fani wymieniają się kserowanymi fanzinami. Występuję takie kapele jak The Tiller Boys, Cabaret Voltaire, Teardrop Explorers, Echo and the Bunnymen czy Buzzcocks. Relacje między ludźmi są też bardzo luźne, więc Stephanie mieszka z Martinem i Suzanne w ich mieszkaniu. Martin jest pierwszym posiadaczem nowego odtwarzacza wideo w Manchesterze, właśnie ogląda the Old Grey Whistle Test gdzie występuje z the Invisible Girls:

 
(choć to raczej nie ten występ bowiem powyższy jest z roku 1980).

Autor spędził wtedy w mieszkaniu Hannetta kilka tygodni, widział jak żyje, jak gotują, jak Martin studiował czasopisma muzyczne, głownie the Sounds, NME i Melody Maker. To wtedy ukazała się recenzja płyty Unknown Pleasures napisana przez Jona Savagea w Melody Maker, w której padło stwierdzenie, że ten album to może być debiut roku 1979. Spotkał wtedy wiele znanych gwiazd, Cooper Clarke, Ed Banger, Jilted John czy w końcu samego Jona Savagea

Bawili się wtedy z Hannettem w grę, którą nazywali: ulubiona płyta. Obaj wśród faworytów mieli albumy Beatlesów, przy czym Hannett White Album a Sharp Revolver. Martin szanował płyty Beatlesów za muzyczne  eksperymenty, obaj też lubili Briana Jonesa i Syda Barretta. Wśród ulubionych filmów wymieniają Blowup Antonioniego

W jeden z weekendów który autor spędził na zażywaniu narkotyków, seksie i rock and rollu, wybrał się zobaczyć Joy Division w Lesser Free Trade Hall. Zespól wspierał Clarke, który występował solo i wyglądał na strasznie wychudzonego (jak zwykle). Nie pominął podczas występu swoich największych hitów.

 
Joy Division wypadają znakomicie i są w pełni profesjonalni ze swoimi dźwiękowcami i obsługą. Ian wykonuje swój taniec a jego młodzieńczy głos jakby był buczeniem demonów które proszą o odkupienie. Hooky ze spuszczoną głową trzyma nisko swoją 6 strunową gitarę, a Stephen pod wpływem Martina stał się jednym z najbardziej kreatywnych perkusistów, który z inspiracji Hannetta właśnie wprowadził do zestawu perkusyjnego wiele elektronicznych udziwnień. Sumner z dala od świateł zmienił niedawno gitarę na Gibsona. Ian gra też na swoim Vox Phantom 4 Special, o kształcie trumny (warto zobaczyć TUTAJ), którą zespół wprowadził bardziej z powodów wizualnych niż muzycznych. 

Pojawiają się największe hity odśpiewane z publiką jak Transmission, Digital, She's Lost Control, Shadowplay, Disorder, oraz Passover czy Decades które pojawią się na Closer. Zespół zdaje się stracić nieco swojej bezpośredniości i natarczywości z wcześniejszych czasów Warsaw. Łatwo wyobrazić sobie ich koncerty w największych salach świata. Na bis grają LWTUA. Jest też środowisko dziennikarskie. 

 

Martin w tamtym czasie zdaje się być lekko odsunięty przez Factory od profitów, przeżywa też niektóre negatywne recenzje płyty Unknown Pleasures. Mniej uczestniczy w koncertach live zespołu, uważa że występy na żywo obdzierają ich utwory z głębi jaką im nadał w studio. Tony Wilson cieszy się swoim dzieckiem: A Certain Ratio, Rob Gretton bardziej zajmuje się byciem menadżerem Joy Division, a Alan Erasmus na drugim planie czuwa nad interesem Factory. Saville za to jest w Londynie gdzie zajmuje się nowymi projektami takich zespołów jak OMD. Tylko Martin znalazł się gdzieś na boku. 

Autor wtedy zakończył swój epizod wokalny z Durutti Column i obaj z Martinem byli jedynymi zadowolonymi z projektu A Factory Sample. Autor i Vini ćwiczyli kilka razy, Vini grał też solo przed występami innych np. Magazine czy Slaughter and the Dogs. Niemniej to był projekt bez przyszłości. Vini z powodów zdrowotnych przestał występować i wtedy z Martinem nagrali debiutancki album The Return of Durutti Column, a autor założył swoją kapelę The Roaring 80's

Zażywał w tamtym czasie zbyt dożo narkotyków, nie spał po nocach i czuł się kompletnie bezużyteczny. Podejrzewa że to z powodu narkotyków zostali wraz z Hannettem wykluczeni ze środowiska Factory. Na koniec rozdziału autor przytacza fabularyzowany dialog między dwoma fanami, jeden z nich nazywa Martina Hannetta Martinem Hamletem, obaj są zgodni, że producent zrujnował w studio brzmienie Joy Division, jakie prezentowali na koncercie i prawdopodobnie wyleci z Factory. Krążą już na giełdzie nazwiska kto ma go zastąpić.

Jak widać w książce Colina Sharpa pojawił się bardzo ciekawy wątek, którego nie można doszukać się w innych dokumentach o zespole i o Factory. Tam bowiem dowiadywaliśmy się, że Hannett był trudny we współżyciu, natomiast nigdy nie pojawiał się wątek niezadowolenia środowiska wytwórni z efektów jakie Martin osiągnął na Unknown Pleasures. Owszem muzycy Joy Division twierdzili, że zarówno Sumner jak i Hook byli niezadowoleni z realizacji (Hook nawet żartobliwie stwierdził że to chyba jedyna rzecz w jakiej z Sumnerem są zgodni), natomiast nie pojawił się wątek, że z tego powodu planowano zastąpić Hannetta innym realizatorem. Aż strach bierze na myśl, co dziś zawierałby album Closer...

Wkrótce opiszemy kolejną część książki Colina Sharpa, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 26 marca 2019

Vini Reilly - gitarzysta the Durutti Column i przyjaciel Iana Curtisa z Joy Division: Byłem na wszelkiego rodzaju lekach przeciwdepresyjnych

Do 1990 r. Factory Records była zarządzana z domu Alana Erasmusa przy Palatine Road, Didsbury, aż przeniesiono jej siedzibę na Charles Street (pisaliśmy o tym TUTAJ). Początki były trudne. Pierwszym zespołem, do którego zwrócili się Erasmus i Wilson, było The Durutti Column (piszemy o nich TUTAJ). W maju 1978 roku grupa ta zainaugurowała działalność klubu The Factory.  Tam w każdy piątek Erasmus i Wilson prezentowali kolejnych muzyków (o powstaniu klubu piszemy  TUTAJ).


Wiosną 1978 roku do Factory przystąpił trzeci partner, projektant Peter Saville. Rob Gretton  stał się czwartym wspólnikiem na jesieni, a producent Martin Hannett w połowie 1979 roku. Tych pięć połączonych talentów umożliwiło stworzenie czegoś, co można uznać za samowystarczalną fabrykę produkującą najlepszą muzykę undegroundu lat 80. Co więcej, Gretton przyprowadził do Factory Joy Division, zespół uznany za najciekawszą z grup promowanych przez wytwórnię, zwracający od początku szaloną uwagę prasy muzycznej.
 

Po pierwszym otwarciu kolejną promocją Factory w Russell Club był występ grupy Fast Product, który odbył się 14 lipca. Tydzień później zagrał zespół o jamalskich korzeniach prezentujący muzykę reggae: Culture. Potem do klubu powrócili Joy Division, którzy wsparli amerykański duet elektroniczny Suicide w dniu 28 lipca, a 4 sierpnia znów zaproszono muzyków The Durutti Column oraz - Cabaret Voltaire i Feathered Version. Ten wieczór reklamowany był jako toasting and the new psychodelia.
The Factory od początku postrzegana była jako przedsięwzięcie komercyjne. To było jej atutem ale i przeszkodą, bo nie każdemu się to podobało. Dlatego nie udało jej się zawrzeć umowy z Durutti Column. Niemniej przykład Factory działał. W sierpniu 1978 r., czyli miesiąc po wieczorze ćpania i nowej psychodeli Manchester wzbogacił się o kolejną, niezależną wytwórnię, założoną przez Steve'a Solamar’a, byłego DJ Electric. Konsekwentnie więc swoje przedsięwzięcie nazwał Electric Object Music, bo miało  ono wydawać utwory jego zespołu: Spherical Objects. Grupa ta zadebiutowała w dniu 28 maja w klubie The Band on the Wall, w ramach przedsięwzięcia Manchester Musicians' Collective, a po zagraniu dwóch kolejnych koncertów nagrała swój debiutancki album. Mimo to utwór Durutti Column znalazł się na pierwszej płycie Factory – FAC-2 i zespół korzystał z opieki Wilsona (o płycie pisaliśmy wiele razy TUTAJ).

Durutti Column jednak mimo tak obiecujących początków nie sprawdzał się marketingowo tak  dobrze jak Joy Division. Niedługo po inauguracji z grupy został usunięty wokalista Phil Rainford. Stało się to na prośbę Vini Reilly: „Groziłem, że ja wyjdę, jeśli Tony nie zwolni wokalisty którego wtedy mieliśmy, bo był cholernie zły”. W jego miejsce Wilson przyjął początkującego aktora Colin’a Sharp, lecz niewiele to dało. Tony Wilson potem sam przyznał, że projekt Durutti był wadliwy: „Ten zespół był gówniany. Wszyscy o tym wiedzieliśmy, ale nikt nie odważył się nic powiedzieć. Było coś w rodzaju mentalności „Cóż, wszystko będzie dobrze trzeba tylko czasu”. Oczywiście, że nie. Bez kierunku, bez harmonii, bez pieprzonego pomysłu - a jednak Alan, Vini i ja byliśmy całkowicie ślepi na takie oczywiste niedociągnięcia. Myśleliśmy, że podbiją świat” (TUTAJ).

Jednak dopiero w 1979 r., po wymianie kilku wokalistów lider The Durutti Column w pełni stał się znakiem rozpoznawczym grupy, był nim oczywiście znakomity gitarzysta Vini Reilly. Lecz w tym samym czasie Joy Division zakończyło czterotygodniowe tourne zorganizowane przez The Factory i przyszłość zespołu w porównaniu do Durutti Column rysowała się jasno. Dlaczego tak było? Dlaczego jeden zespół od razu niemal stał się kultowy a drugi w tym samym czasie z trudem przedzierał się, walcząc o uwagę fanów? Nie można wszystkiego zwalić na umiejętności muzyków, bo przecież Durutti Column mają świetne utwory a Vini Reilly jest uważany za jednego z najlepszych gitarzystów wszechczasów (pisaliśmy o tym TUTAJ). I co więcej – liderzy obu grup przyjaźnili się. To do Viniego zadzwonił Ian Curtis po swojej próbie samobójczej, gdy odpoczywał w domku wiejskim Wilsona w Charlesworth niedaleko Glossop. Powiedział mu, że miał zamiar się zabić: „Myślę, że był w stanie mi to powiedzieć, ponieważ zostałem uznany za wariata. Byłem na wszelkiego rodzaju lekach przeciwdepresyjnych;  wymyślali leki, którymi spróbowali mnie uruchomić. Myślę, że zdał sobie sprawę, że będę trochę sympatyczniejszy i zrozumiem ten stan umysłu, kiedy jesteś w stanie zakończyć własne życie.” (TUTAJ).
 
Paradoksalnie, mimo kruchej wydawałoby się psychiki to Vini Reilly i jego Durutti Column, która jest w zasadzie duetem składającym się z niego i perkusisty Bruce'a Mitchella, działa przez ponad trzy dekady i ma się całkiem dobrze, mimo że nadal nie jest zbyt popularna. Ma jednak grono wypróbowanych, wiernych fanów, których zachwyca słoneczna, a jednocześnie nostalgiczna gra Reilly'ego. Szkoda tylko, że muzyk mimo atutów nie cieszy się taką sławą, na jaką zasługuje. Wprawdzie były gitarzysta Red Hot Chili Peppers John Frusciante nazywa go największym gitarzystą na świecie, nieżyjący Ian Curtis - o którym Reilly napisał żałobnego The Missing Boy - był jego fanem, a kiedy Morrissey szukał gitarzysty, który byłby w stanie zastąpić Johnny'ego Marra, wybrał Reilly'ego i nagrał z nim album Viva Hate, to on sam tego nie dostrzega. Tak się dzieje, że talent Reilly'ego jest oczywisty dla wszystkich tylko nie dla niego.
 

Należy go podziwiać jeszcze z jednego powodu – nie zmienił swoich poglądów i nadal nie jest nastawiony na komercję. Prawdopodobnie dlatego nie usłyszy się Durutti Column w żadnej reklamie. Ma to wymierne skutki, bo ciężko wyżyć w takiej sytuacji z gry na gitarze, bez pomocy koncernów medialnych w sytuacji, gdy w muzyk w dodatku zmaga się z chorobą (jest po dwóch udarach), więc ci którzy skorzystali z jego geniuszu w przeszłości i ci którzy uwielbiają jego muzykę powinni odwiedzać stronę thedurutticolumn.com (TUTAJ).

Jest tam zapowiedź wydania podwójnego albumu z płytami, których pierwsza to oryginalne nowe wydawnictwo zespołu, a druga zawiera 7 utworów wykonanych na żywo z wcześniej niepublikowanego występu na Uniwersytecie w Manchesterze Whitworth Hall w dniu 23 czerwca 1990 roku. Album nakładem Factory Benelux ukaże się 13 kwietnia tego roku w limitowanej edycji liczącej 800 egzemplarzy.

Czego się można spodziewać? Jak zawsze czegoś extra...


Warto pamiętać o muzykach z tamtej epoki, my to robimy dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis. 

I tak jak muzyki Durutti Column, tak i informacji pojawiających się u nas nie znajdziecie w mainstreamie.