Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2024

Czy na terenie pałacu w Roztoce, a dokładniej na dnie tamtejszej studni, leży 28 ton złota z Banku Rzeszy we Wrocławiu?

Do niedawna Polska czynnie, poprzez przedstawicieli swojego rządu domagała się od Niemiec odszkodowania za straty -  ludzkie i materialne – jakie doznała podczas II wojny światowej. Na razie temat ten przycichł co nie znaczy, że nie wróci. Niemniej w związku z tym odżyły różne watki, a między nimi ten związany z rabunkiem dzieł sztuki i drogocennych depozytów należących do obywateli Polski. Parę lat temu prasę zagraniczną obiegło sensacyjne doniesienie o depozycie złota w ilości około 30 ton. Informacja miała pochodzić z dziennik, który przez dziesięciolecia po zakończeniu II wojny światowej znajdował się w posiadaniu tajnego stowarzyszenia, a spisanego przez oficera Waffen Schutzstaffel (SS) posługującego się pseudonimem Michaelis. Dziennik ten relacjonował podobno plany niemieckiego dowódcy Heinricha Himmlera dotyczące ukrycia skradzionych europejskich bogactw, artefaktów i bezcennych dzieł sztuki. W dzienniku wymieniono 11 tajnych miejsc, gdzie je złożono, a jednym z nich jest opuszczona studnia, o głębokości prawie 60 metrów znajdująca się przy XVI-wiecznym pałacu Hochbergów we wsi Roztoka na Dolnym Śląsku w Polsce. Uważa się, że złoto, które tam może być pochodzi z Banku Rzeszy we Wrocławiu (LINK). 

Według dalszych informacji,  przez ostatnie ponad 70 lat dziennik Michaelisa przechowywali członkowie tajnej loży masońskiej z siedzibą Quedlinburg w Niemczech, ponoć potomkowie nazistowskich oficerów. I w 2019 roku przekazali oni pamiętnik Polsko-Niemieckiej Fundacji Śląski Pomost w ramach przeprosin za II wojnę światową.


Szybko ustalono, że Michaelis to Egon Ollenhauer, asystent Guntera Grundmanna – historyka sztuki, autora wielu opracowań naukowych na temat sztuki śląskiej - a podczas wojny głównego konserwatora zabytków na Dolnym Śląsku. Podczas wojny stworzył on słynną listę Grundmanna, wskazującą lokalizację 11 miejsc, w których ukryto skarby zgrabione przez hitlerowców m.in. w Polsce, w Związku Sowieckim, Francji i Belgii, przed Armią Czerwoną tuż przed zakończeniem wojny.

Cała akcja z typowaniem i ukrywaniem dzieł sztuki i złota z depozytów bankowych trwała od 1943 roku. Na przełomie 1944 i 1945 roku, z Prezydium Policji we Wrocławiu konwój złożony z ciężarówek wiozących tajemnicze skrzynie zawierające kosztowności i tajnych dokumentów pod dowództwem SS-Sturmbannführer Egona Ollenhauera SS-Hauptsturmführera Herberta Klose oraz SS-Hauptsturmführer Gustava Seiferta wyruszył w kierunku Kotliny Kłodzkiej

Egon Ollenhauer po wojnie uciekł do Anglii, po czym powrócił do Niemiec. Wkrótce został politykiem a w 1949 roku szefem czołowej partii SPD. W 1957 roku był nawet kandydatem na urząd kanclerza, lecz przegrał w Konradem Adenauerem. Zmarł w Bonn w 1963 roku.

Co z tego jest jeszcze prawdą? Łukasz Orlicki, szef Działu Badawczego i Grupy Eksploracyjnej Miesięcznika Odkrywca po krótkim śledztwie twierdzi, że rewelacje dotyczące pałacu w Roztoku to fikcja, a sam dziennik jest fałszerstwem z lat 80 XX wieku. Podważa przy tym wiarygodność szefa fundacji Polsko-Niemieckiej Śląski Pomost, który według niego jest zwykłym mitomanem, wskazując, że jako pierwszy o sensacyjnym składowisku złota napisał dziennik Nie (LINK). Już samo to jest interesujące, bo dziennik ten założony przez Jerzego Urbana, prominentnego komunistycznego działacza skupiał uwagę dawnych działaczy służb komunistycznych. A te od razu, zaraz po wojnie zaczęły interesować się listą Grundmanna. Wprawdzie sam Grundamnn i reszta jego uciekli na Zachód, za żelazna kurtynę, ale Herbart Klose pozostał. Osiedlił się na Dolnym Śląsku pod zmienionym nazwiskiem i podawał za weterynarza. W 1953 roku na jego trop wpadają funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Od tej pory aż do lat 70-tych. SB wielokrotnie go przesłuchiwała, lecz Klose nic im nie powiedział. Każdorazowo zmieniał wersje wydarzeń, mataczył, wyprowadzał śledczych na manowce. Jednak mimo niejasnej przeszłości Klosego i jego służby w niemieckim aparacie nazistowskim, nie trafił on do więzienia. W końcu Służba Bezpieczeństwa traci nim zainteresowanie. Przynajmniej pozornie…


W latach 80-XX w. w sprawę nazistowskiego skarbu zaangażował się Minister Spraw Wewnętrznych Czesław Kiszczak. Podległa mu Służba Bezpieczeństwa wytypowała najbardziej prawdopodobne miejsca ukrycia depozytów. Są to m.in.: zamek Grodziec, Chojnik, Grodno, góra Wielisławka, Ostrzyca, okolice schroniska Samotnia, tunel kolejowy w pobliżu Staniszowa, opuszczone miasto Miedzianka, sztolnie w górach Sowich czy klasztor w Lubiążu. Zwłaszcza z ostatnim miejscem wiązano wielkie nadzieje… Z tym, co może znajdować się gdzieś na terenie Dolnego Śląska szeptana Urban Legend wiąże zabójstwo  w 1992 roku byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji (LINK). Jaroszewicz podobno w czerwcu w 1945 r. jako oficer wojska wszedł podczas pobytu w Radomierzycach koło Zgorzelca w posiadanie tajnych akt z tajnego archiwum III Rzeszy. Pod koniec lipca 1945 r. radomierzyckie archiwum wyekspediowano do ZSSR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami. A także – prawdopodobnie – informacje na temat możliwych kryjówek złota. 

Zatem czy na terenie pałacu w Roztoce, a dokładniej na dnie tamtejszej studni, leży 28 ton złota, czy to tylko legenda? Obecnie pałac jest własnością Fundacji Zamek Roztoka, którym zarządza dwóch stosunkowo młodych ludzi: historyk sztuki Michał Dębowski, od 2018 roku Miejski Konserwator Zabytków w Szczecinie oraz Dariusz Śnieżek, politolog, ekonomista i DJ, którego rodzice są we władzach fundacji i którzy w 2017 r. kupili pałac (LINK).

Na razie nic nie wskazuje aby znaleźli mityczne złoto. Ale przecież zarówno Grundmann jak i same kosztowności nie są wymysłem.  Około 63 000 dzieł sztuki i dóbr kultury skradzionych polskim obywatelom przez hitlerowskie Niemcy nadal uważa się za zaginione, a polski rząd aktywnie pracuje nad ich zwrotem. Przynajmniej niedawno pracował...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 21 maja 2019

Albert Speer: Hitler wyobrażał sobie, że skonstruowane w okresie jego rządów budynki przetrwają podobnie jak Partenon czy Koloseum

Trauma pierwszej wojny światowej zmieniła świadomość społeczeństw w wielu dziedzinach, również, a może przede wszystkim w estetycznej.  Dekoracyjne style historyczne ostatecznie przeszły do przeszłości, a ich miejsce zajęły proste formy architektoniczne, podporządkowane funkcji oraz malarstwo i rzeźba, która miały wywołać gwałtowne emocje. Nazwy, na zasadzie prostych skojarzeń mających wydobyć z pamięci kształty tamtych dzieł sztuki architektonicznej to Le Corbusier we Francji, Gropius i Bauhaus w Niemczech oraz konstruktywizm i Tatlin w Rosji

Lecz równolegle w Niemczech i Rosji w latach 30. XX w. zaczęła powstawać architektura zgoła inna. Monumentalna, przypominająca ruiny gigantycznych budowli starożytnego Rzymu, znane z rycin Piranesi’ego. Takie pomysły nie były nowością. Już na przełomie XVIII i początku XIX wieku John Soane tworzył projekty budowli wyglądający niczym wytwory minionych cywilizacji, Caspar David Friedrich namalował kościół św. Jakuba w Greifswald w ruinie, a Gustave Doré w „London, a Pilgrimage" pokazał miasto w zaawansowanym stadium rozkład. Podobne koncepcje przestrzenne odrodziły się w XX wieku za sprawą Alberta Speera (1905-1981), głównego budowniczego Adolfa Hitlera, który przekonał go do swojej wizji teraźniejszości, według której nowo powstające budowle państwowe powinny naśladować ruiny, bo te będą mogły przetrwać wieki i nawet po upływie tysiąca lat przechowają idee leżące u ich genezy, podobnie jak ruiny starożytności uczyniły to z Grecją i Rzymem.


Jednak niewątpliwie podstawą estetyczną takich form stały się nie tyle kultury starożytne, lecz post-romantyzm oraz mitologia germańska przekazana przez Wagnera. Hitlerowi, który uważał się za nowego Zygfryda, teoria Speera bardzo przypadła do gustu. Łączyła śmierć z chwałą, nadzieją i ostatecznie z miłością, przeradzając się w Totenkult, nową religię.  

George Orwell (pisaliśmy o nim TUTAJ) komentując tę sytuację w Niemczech powiedział, że Podczas gdy socjalizm, a nawet dość niechętnie kapitalizm, powiedział ludziom: „Oferuję ci dobry czas”, Hitler powiedział im „Oferuję ci walkę, niebezpieczeństwo i śmierć ” i w rezultacie cały naród rzuca mu się do stóp

Hitler wyobrażał sobie, że skonstruowane w okresie jego rządów budynki przetrwają podobnie jak Partenon czy Koloseum i będą na zawsze świadectwem dominacji Niemiec nad światem. Dlatego budowanie nowych gmachów i stawianie pomników stało się u Hitlera obsesją. Uwierzył, że żaden naród nie żyje dłużej niż dowody jego kultury, a kultura narodowego socjalizmu zostanie zapamiętana dzięki romantycznej i majestatycznej architekturze oraz sztuce na długo po tym, kiedy jego już nie będzie.


Jednak wszystkie przykłady hitlerowskiej architektury zostały zbudowane tak solidnie, że nie zaszkodziło im nawet bombardowanie aliantów. I tak jeszcze dzisiaj można oglądać w Berlinie ogromny kompleks siedziby NSDAP zbudowany na obszarze 11 hektarów, gdzie odbywały się nazistowskie wiece i parady. Przetrwała także Grosse Strasse, wzdłuż której paradowały nazistowskie wojska, ogromny budynek Schwerbelastungskörper oraz Zeppelinfeld w Norymberdze, na którym nawet 200 000 osób mogło uczestniczyć w wyścigach sportowych, obecnie przekształcony na parkingi i boiska sportowe. Na jednym jego końcu stoi trybuna honorowa, z której przemawiał Adolf Hitler

Formy Speera, które pozornie czerpały inspiracje z klasycyzmu grecko-rzymskiego, lecz tylko w przesłaniu epickim, trafiły w gust dyktatora, zwłaszcza, że Speer potrafił uzupełnić ich niedostatki trikami scenograficznymi. Na przykład podczas wieców Speer regularnie kierował reflektory przeciwlotnicze w powietrze, tworząc katedrę światła - rodzaj wirtualnej architektury dopełniającej tę rzeczywistą. Jak to wszystko wyglądało wiemy z filmu Leni Riefenstahl Triumph of the Will relacjonującego zjazd partii w Norymberdze w 1934 roku.
Trzeba przyznać, że gdyby nie skażenie zbrodniczą ideologią, swoistym ukąszeniem wampira, pomysły architektoniczne Alberta Speera były naprawdę ciekawe. I nie odbiegają od pomysłów ukazujących chwałę innych państw, na innych szerokościach geograficznych, przypomnijmy tu np.: Chateau-Thierry American Monument z 1937 r. we Francji TUTAJ , Folger Shakespeare Library w Waszyngtonie TUTAJ czy Marriner S. Eccles Federal Reserve Board Building z 1937 r. w tym samym mieście TUTAJ.  

Czy nie odznaczają się równie potężnym przekazem potęgi i majestatu? Szkoda, że budowle Speera otacza cień kontekstu historycznego, które je wywołał z niebytu. Po tym, gdy zdjęto z nich ciężkie spiżowe emblematy, orły ze swastykami, czerwone flagi, stały się przecież tym, czym są. Harmonijnie ukształtowanymi a jednocześnie funkcjonalnymi dziełami architektury, pozornie monumentalnie chłodnymi, lecz wdzierającymi się z mocą w psychikę odwiedzających je ludzi. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

środa, 31 października 2018

Joy Division: Geneza nazwy, czyli kilka słow o książce Yehi'el Dinur pt. Dom Lalek

Bernard Sumner w filmie dokumentalnym Joy Division w reżyserii Granta Gee:  

Jeden koleś w pracy dał mi książkę, kilka książek, jedna nosiła tytuł Dom Lalek  i wiedziałem że była o nazistach, ale nie przeczytałem jej tylko przerzucałem kartki. To było o burdelu do którego chodzili naziści i pomyślałem wtedy - to w złym guście, ale to w punkowym stylu, i każdy komu mówiłem nazwę Joy Division odpowiadał: to świetna nazwa.

Warto zatem, żeby każdy fan Joy Division zapoznał się z książką Ka-Tzetnika 135633, byłego więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Tym bardziej warto to zrobić, bowiem istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że jest to książka dokumentalna, w której autor opisał losy swojej własnej siostry. Ale jest też inny powód o którym poniżej.

Zarówno gitarzysta Joy Division jak i wielu opisujących książkę, sprowadzają jej fabułę tylko i wyłącznie do fragmentu dotyczącego Oddziału Rozrywki w obozie do którego w końcu trafia główna bohaterka. Ale tak na prawdę to tylko część historii. I wcale nie jest też tak, że książka opisuje historię zaledwie jednej osoby, bowiem poza Danielą poznajemy też losy kilku bliskich jej osób, w tym brata Harryego, który zupełnie przypadkowo, nie posiadając żadnych kwalifikacji, zostaje obozowym lekarzem. Codziennie musi pomagać robotnikom pracującym w obozie, a jeśli pomóc się już nie da, jest on świadkiem  przerażających scen. 

Książka rozpoczyna się od opisu losów Żydów pracujących w fabryce obuwia w Gettcie. Poznajemy sposoby na przeżycie, kwitnący czarny rynek, strach i bezwzględne tortury jakim poddawani są więźniowie ze strony Niemców. Jedną z nich, chyba najbardziej bezwzględną, są łapanki zwane przez więźniów Akcjami.

Każdy rozważa swoje własne problemy. Temat jest tylko jeden: kto następny? Kiedy będzie następna Akcja? Jaka ona będzie? Czy uderzy w zakłady pracy? Może w dzieci? A może tym razem w kobiety? Bezdzietni kalkulują sobie, że dawno już nie było Akcji na dzieci. Ojcowie i synowie mają nadzieję, że teraz będzie czas na córki. Każdy dochodzi do wniosku, że nie należy do kategorii najbardziej zagrożonej w najbliższym czasie, a wszyscy pracownicy fabryki butów są niemal pewni, że po Akcji u Schwechera zakłady pracy będą miały spokój przez dłuższy okres. Czego człowiek pragnie najbardziej? - jeszcze jednej chwili życia. Jeszcze jeden oddech - może nadejdzie wyzwolenie.  

Bo z Akcji się do fabryki już nie wraca. I w końcu przychodzi pora na akcję obejmującą kobiety. Wszystkie dziewczyny zostają wyrwane z łóżek, i nawet karta pracy okazuje się być niewystarczająca. W niewiadomym celu zostają zgromadzone w  jednym miejscu. 

Główna ulica stopniowo zapełnia się grupkami dziewcząt. Tu i tam otwiera się kolejna brama, wypluwając następną porcję ofiar eskortowanych przez gestapowców i policjantów. Ferber powiedział: „Wkrótce szykuje się wielka Akcja, i według wszelkiego prawdopodobieństwa będzie to Akcja na dziewczęta". Teraz już wiadomo - jest Akcja na dziewczęta. 

Transportowane tramwajami  trafiają w końcu do obozu przejściowego - Dulagu, skąd zostają wywiezione pociągami w nieznanym im kierunku.

Wagony są wypełnione żydowskimi dziewczętami. Siedzą na ławkach i na podłodze. Zapieczętowano drzwi i okna. NAPRZÓD DO ZWYCIĘSTWA! Daniela wychyliła się w stronę okna - na zewnątrz zieloność świata. Obraz w jej oczach zlewa się w jednolitą zieleń - nie ma Niemców, nie ma Akcji, nie ma getta. Wszystko się zlewa i rozmywa w nieskończonej zieleni pól, które ciągną się aż po horyzont. Nad ziemią pochyla się rozsłonecznione niebo - jak matka, gdy podaje pełną pierś noworodkowi. Pociąg rytmicznie podąża dalej. ... Daniela siedzi w przedziale pędzącego pociągu.

Stacją docelową jest niemiecki obóz koncentracyjny.

Brama. Nad głowami przechodzących widnieje duży napis złożony z gotyckich liter: OBÓZ DLA KOBIET. Poniżej dopisek kredą, wykonany niemiecką ręką: PRACA TO PRZYJEMNOŚĆ. 

Po wstępnym oglądzie, odziane w obozowe stroje, dziewczyny poddawane zostają wywiadowi lekarsko-socjologicznemu, po czym między piersiami niemieckie urzędniczki tatuują im numery identyfikacyjne i znaczą specjalnym elektrycznym stemplem z napisem Feld-Hure (dziwka polowa) niczym bydło. 
Finalna segregacja dokonuje się na samym końcu. W tym miejscu w książce po raz pierwszy pada nazwa Joy Division (Oddział Rozrywki).

Los każdej dziewczyny zostaje ostatecznie przesądzony przy ostatnim stole, przy którym urzęduje obozowa lekarka w asyście przełożonej. Tu zapada decyzja o tym, czy kolejna dziewczyna zostanie skierowana do Oddziału Pracy, czy przydzielą ją do Oddziału Rozrywki.
 
Ale główna bohaterka nie trafia do tego oddziału lecz na początku skierowana zostaje do Oddziału Pracy.  Jej współtowarzyszki, mimo beznadziejnych okoliczności,  w swoisty sposób zazdroszczą tym z Oddziału Rozrywki:

- Spójrz tam - Renia wskazuje ręką na Oddział Rozrywki. - Zdążą nieźle się nażreć, zanim trafią do pieca. One też trafiają na ciężarówkę, ale póki żyją, nie głodują tak jak my. Tyją, zżerając nasz chleb i naszą marmoladę! A to lanie w ostatnim dniu? My to mamy na co dzień!

Ale te pozorne powody do zazdrości okupowane są ogromnym cierpieniem. Więźniarki Oddziału Rozrywki poddawane są bowiem przechodzącym ludzkie wyobrażenie, rygorom. Która się nie dostosuje, albo która przypadkiem zachoruje, kończy śmiercią. Towaru jest nadmiar, przecież wkrótce do obozu zawita nowy transport dziewczyn z kolejnej Akcji...

Kalefaktorki Oddziału Rozrywki przyprowadziły na plac około dwudziestu nagich dziewcząt. Każdą przywiązano rzemieniem do stołka - nogi do przednich nóg taboretu, ręce do tylnych, głowy zwieszone w dół. Przy każdej stoi kalefaktorka z pałką w ręce. Operacją w całkowitym milczeniu dowodzi przełożona oddziału. Wszystkie oczy są na nią skierowane w oczekiwaniu na sygnał rozpoczęcia, ale ona czeka na znak, który da jej Jaga, komendantka Oddziału Rozrywki. Wreszcie pojawia się Jaga-Blond Bestia Przełożona dotyka pleców jednej z kalefaktorek końcem trzymanego w ręku kańczuga, dając sygnał do rozpoczęcia chłosty. Wszystkie pałki jednocześnie spadają na nagie ciała i biją równym rytmem, z niemiecką precyzją, bez przerw. Straszny gejzer krzyku uderza w niebo, ale niebo pozostaje nieme, jakby zamilkło na rozkaz Niemców. Wzdłuż drutów obu części obozu - oczy. Niezliczone oczy więźniarek, które są świadkami operacji Oczyszczania z Grzechu. Zajeżdża czarna ciężarówka. Kalefaktorki wrzucają do niej bezwładne ciała „oczyszczonych". Następnie ciężarówka skręca do Oddziału Pracy, aby przy okazji zabrać również żywe szkielety z Bloku Izolacji. Tam muzułmanki z własnej woli wpełzają do wnętrza samochodu. Odbywa się śmiertelny pochód trupów, które na ochotnika kładą się do wspólnego grobu.
Daniela w końcu jednak trafia do Oddziału Rozrywki. Ale w obozie poza pracą i usługiwaniu Niemcom dziewczyny poddawane zostają wielu innym uwłaczającym godności ludzkiej czynnościom. W końcu Niemcy zawsze dbali o poziom swoich badań naukowych...

W klatkach po prawej stronie siedziały dziewczęta od dawna już będące przedmiotem eksperymentów: sztuczne zapłodnienie, ciąże podwójne, niedonoszenia, przedwczesne porody oraz rozmaite metody kastracji i sterylizacji. Klatki po lewej stronie budynku należały do Oddziału Eksperymentów Chirurgicznych. Trzymane tu dziewczęta zmieniano bardzo często, bo nigdy długo nie wyżyły. Usuwano im organa żeńskie, zastępując sztucznymi, wypróbowywano rozmaite rodzaje trucizn, przysyłanych do testowania przez niemieckie koncerny farmaceutyczne. Koncerny te słono płaciły za usługi, według stawek ustalonych przez głównego lekarza.

Scena sterylizacji Danieli i opis klatek zdają się być jedną z inspiracji Iana Curisa do napisania No Love Lost. Ze wspomnień naocznych świadków jak Kevin Cummins, (TUTAJ) wiemy w jaki sposób wokalista Joy Division pisał teksty. Wiemy także, ze do napisania No Love Lost zainspirował go J.G. Ballard (TUTAJ). Po przeczytaniu książki Dom Lalek nie mam wątpliwości, że również ona przyczyniła się do powstania tego tekstu. Poświęcę temu wątkowi jednak osobny wpis, bowiem nie jest wcale wykluczone, że to właśnie Ballard  zainspirował się Domem Lalek podczas pisania swojego opowiadania Rekognicja...

Wspomniany rygor panujący na Oddziale Rozrywki jest wręcz niepojęty, a dotyczy takich szczegółów jak choćby równe układanie pościeli przez wszystkie więźniarki. Niemiecki porządek musi być... Do tego dochodzi bycie miłym dla klientów i broń Boże zarażenie się chorobami, zwłaszcza wenerycznymi. Która się nie podporządkuje popełnia grzech i poddana zostaje oczyszczeniu. 

Tutaj, w tych barakach tonących wśród róż, bicie jest zabronione, aby nie oszpecić ciał więźniarek. Każda dziewczyna ma nowy uniform. Go tydzień zmieniają bieliznę. W porównaniu z Oddziałem Pracy jedzenie jest tu jak w raju. Dziewczyna, której zdarzyło się popełnić „grzech", jest stawiana do raportu - jedynie raport, nic więcej. Tyle że - zazwyczaj po przybyciu nowego transportu - „grzesznice" z trzema raportami wyprowadza się na Plac Egzekucji, gdzie Elza, przełożona kalefaktorek, czyści ich ciała z grzechu. To nawet oficjalnie nazywa się „Oczyszczanie z Grzechu". Bezwładne ciała wrzuca się na ciężarówkę i odwozi do krematorium. Niech wszystkie mieszkanki raju pilnie wystrzegają się grzechu! 

Czy Danieli uda się przeżyć okrucieństwo bycia zmuszoną przez Niemców do prostytucji więźniarką Domu Lalek? Czy umysł kilkunastoletniej dziewczyny jest w stanie wytrzymać takie nieludzkie upokorzenie? A może trzeba spróbować jakiegoś postępu, żeby się stąd wydostać i spotkać się z ukochanym bratem, którego losy są przecież jej nieznane? 

Warto przeczytać Dom Lalek, nie tylko żeby poznać dogłębnie genezę nazwy Joy Division, ale również jedną z inspiracji Iana Curtisa i jego kolegów.