"Na tle innych debiutów tamtego okresu, zaskakiwał brak fascynacji elektroniką, nowymi generacjami instrumentów klawiszowych. Syntezatory nigdy mnie nie interesowały - twierdził wówczas Brendan. Zawsze bardziej ekscytowałem się instrumentami o naturalnym, przyziemnym wręcz brzmieniu. Jednym z najdziwniejszych i najbardziej tajemniczym, jakiego używają zresztą do dziś, jest yang t'chin. Na tej 58 strunowej chińskiej odmianie cytry grają na zmianę Lisa i Brendan. Używamy pewnych instrumentów, ponieważ one po prostu istnieją - tłumaczy Lisa. Zawsze szukamy czegoś nowego. Yang t'chin (inna nazwa yangqin) dostaliśmy w prezencie jeszcze w Australii. Jedyny, związany z tym instrumentem problem, jaki wówczas mieliśmy, to ogromne trudności w zdobyciu części zamiennych, a zwłaszcza strun. Do czasu przyjazdu do Anglii dysponowaliśmy zaledwie sześcioma. Możliwość zakupu całego kompletu strun, to jedna z pozytywnych stron naszego przyjazdu do Londynu. Brendan: W pełni świadomie staramy się używać innych niż tych, tradycyjnie rezerwowanych dla rocka, instrumentów. Wokół jest ich tyle, iż ograniczanie się tylko do trzech podstawowych, byłoby głupim posunięciem. Ludzie, nasi bliżsi i dalsi znajomi, wiedzą, ze używamy kilku dość nietypowych instrumentów i często otrzymujemy od nich nowe, nieraz zupełnie dziwne." [Tomasz Słoń, Dead Can Dance, Rock Serwis, 1991.]
Yangqin (揚琴), instrument o którym mowa powyżej, pochodzi z Chin, pojawił się w okresie dynastii Ming, około 1600 r. Nazwa pochodzi od słowa Yang (揚), które według znawców oznacza słowo obcy. W XVII wieku instrument odnotowano na południowym nabrzeżu Chin w okolicach Guangdong, gdzie został przywieziony przez europejskich handlarzy z terenu Bliskiego Wschodu, dlatego zwykło się uważać, iż jego prototyp, za który uznaje się perski santur, pochodzi z obszaru Azji Środkowej. Stamtąd został spopularyzowany w całych Chinach, aż po Tybet.
Bliskowschodni pierwowzór równolegle rozwijał się w Europie, dając początek takim instrumentom jak Psałterium i cymbały. W tym czasie, przez ponad 400 lat yangqin, uległ modyfikacji, z których ostatnia została dokonana niedawno, bo w latach 50. XX w. przez mistrza Wang Yi-Fu (王 沂 甫). Poprawił on i zmodyfikował brzmienie za pomocą pałeczek bambusowych, których końcówkom nadał kształt młoteczkowy, aby tym sposobem precyzyjniej uderzać w struny oraz dwa zestawy mostów wspierające trzy rzędy strun pomnożył do czterech zestawów a w każdym zrobił wgłębienia, w które wpasowują się spoczywające tam struny. Wykonany przez niego utwór Embroiered Pouch (繡荷包) na zreformowanych cymbałach jest uznany za arcydzieło i umieszczony w poczcie utworów światowej kolekcji muzycznej Brown University dystrybuowanej na całym świecie (TUTAJ).
Nowy yangqin, ten, który jest używany dzisiaj, stał się podstawowym instrumentem chińskiej orkiestry. Szybko został przyswojony przez muzyków wykonujących chińską muzyką tradycyjną, w której doceniono go za możliwość łatwego łączenia z innymi instrumentami oraz wszechstronność, bo sprawdza się zarówno przy akompaniamencie wokalistów jak i jako instrument solowy, na którym można uzyskać szeroki zakres niuansów i ekspresji. Poniżej, kataloński cymbalista nagrany niedawno podczas odwiedzin słynnego parku Gaudiego Güell w Barcelonie:
Jak wiedzą wszyscy fani Dead Can Dance instrument ten nadaje muzyce zespołu zupełnie niesamowite brzmienie, jak i wprowadza do utworów specyficzną rytmikę.
Dzisiaj prezentujemy zupełnie unikalne nagranie z prób zespołu sprzed koncertu w Bedford z lipca 1984 roku. Można podziwiać umiejętności Lisy Gerrard i posłuchać jak cymbały brzmią w jej wykonaniu. Materiał jest perełką filmową, pokazuje klimat towarzyszący zespołowi w okolicach wydania pierwszych płyt. Klimaty małej wytwórni 4AD kierowanej przez Ivo Watts- Russella (TUTAJ) - dzięki któremu mogliśmy ich poznać, bowiem ich taśmy demo odrzucone zostały przez wszystkie znane wytwórnie.
Dzisiaj Dead Can Dance są światowej sławy gwiazdami, i to już zupełnie inna historia. Podziwiajmy.
Istnieje negatywna opinia, wyrobiona jeszcze w czasie kiedy był z nami Tomek Beksiński, o wznowieniach. Tomek uważał, że zespoły upychają na nich odrzuty z sesji, a wszystko tylko po to, żeby zwiększyć sprzedaż - wiadomo fani zawsze kupią. I jest w tym wiele prawdy, bowiem często odsłuchiwanie albumu kończy się tam, gdzie kończył się kiedyś oryginał. Mam tak na przykład z Warsaw - dodanie do oryginału Gutz, czy At A Later Date - piosenek napisanych we wczesnej fazie istnienia zespołu przez Petera Hooka, powoduje wręcz niechęć do reszty materiału. To jeden z wielu przykładów, które można mnożyć, weźmy choćby wznowienie debiutu Clan of Xymox - trudno wytrzymać dodany na nim remix utworu A Day, i tak dalej.
Ale są wznowienia które warto mieć, jak choćby te Joy Division, na których pojawiły się nieznane wcześniej nagrania z koncertów, czy choćby wznowienie omawianego dziś albumu. Nie ukrywam, że posiadam debiut Dead Can Dance na CD, na którym dodano jako gratis utwory z ich singli (całość opisaliśmy TUTAJ). I kiedy jakiś czas temu wpadła mi w ręce okazja zakupu winyla z Garden of The Arcane Delights, zrobiłem to bez zastanowienia, zwłaszcza że to oryginał z 4AD w dodatku podwójny (okładkę projektował sam Brandon Perry). Przyzwyczajony do ukazujących się obecnie remasterów na 180 gramowych podwójnych winylach byłem przekonany, że to wyłącznie Garden of The Arcane Delights rozbity na dwa winyle.
Jakże zdziwiłem się, kiedy ostatnio robiąc sobie wieczór z muzyką zespołu odkryłem, że owszem, maksisingiel wytłoczony jest na pierwszej płycie (opisanej TUTAJ), i co ciekawe to (typowe dla 4AD) płyta jest na 45 rpm, za to drugi winyl (ten już jest na 33 rpm) to sesje dla Johna Peela! Dokładnie osiem piosenek, bowiem zespół podczas dwóch sesji wykonał na każdej z nich po cztery.
Pierwsza sesja (Instrumental, Labour Of Love, Ocean, Threshold) odbyła się 19.11.1983 roku w Media Vale 4 Studio (nadane w audycji Peela 28.11.1983 roku), jej producentem był Dale Griffin, a inżynierem dźwięku Martin Colley. Zespół wystąpił w składzie: Brendan Perry (gitara, śpiew, instrumenty perkusyjne), Lisa Gerrard (śpiew), James Pinker (perkusja), Scott Roger (gitara basowa), Peter Ulrich (bębny). Na niej nagrano piosenki 5 i od 2 do 4 z listy poniżej (wersja z YouTube ma przestawione dwa utwory). Pierwszy i drugi to mniej znane piosenki zespołu, a kolejne dwie (Ocean i Treshold) pochodzą z debiutu pt. Dead Can Dance.
Druga sesja (Flowers Of The Sea, Penumbra, Panacea, Carnival Of Light) miała miejsce 2.06.1984 roku w Studio Media Vale 5 z tą samą obsadą realizatorską i w identycznym składzie zespołu (YT poniżej - utwory 1, oraz 6-8). Nadane zostały po raz pierwszy w audycji 13.06.1984. Pierwszy utwór wyszedł na bootlegach, In Power pochodzi z Garden of The Arcane Delights podobnie jak ostatni utwór, czyli Carnival of Light.
Jasne jest, że najważniejszą piosenką z tego wydawnictwa, jak i chyba w całej karierze zespołu, jest In Power We Entrust - swoisty hymn gotyku. Wykonany tutaj wręcz idealnie...
Wierzymy w miłość którą głosimy
Żeglując na srebrnych skrzydłach przez burzę Którą może przynieść szczęśliwa miłość Wróci w moje ramiona znowu Miłość minionej złocistej epoki Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs?
Zaczęło się i znalazłem moją wiarę która mnie opuszcza
Ta noc wypełniona jest płaczem wyalienowanych dzieci poszukujących raju Znak niespełnionej ambicji porusza wiatraczek na patyku Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs? Kiedy pamięć zmienia świadka w niewinnego zużytego umierającym szaleństwem
Metodą jest nasza miłość Nie ma innej drogi ku końcowi
W przeciwnym razie nigdy nie znajdziesz kluczy Do mojego serca
Isolations: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczenia
Czy ktoś kiedyś nagra jeszcze coś tak pięknego?
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dead Can Dance - Peel Sessions, 4AD 2016, tracklista: Flowers Of The Sea, Labour Of Love, Ocean, Threshold, Instrumental, Penumbra (Avatar), Panacea (In Power We Entrust The Love Advocated), Carnival Of Light
Powiem szczerze, że jako fan Dead Can Dance, który naocznie śledził wydawanie płyt starego 4AD, z dużą rezerwą sięgnąłem po twórczość opisywanego dziś duetu. Prawdopodobnie zniechęciły mnie dwie rzeczy. Solowy album Lisy Mirror Pool, który cały czas stoi na mojej półce i do którego nie mogę się przekonać, oraz zwrot jakiego w swojej karierze dokonał wirtuoz syntezatorów w kierunku czegoś na modę world music. Lisa rozczarowała na wspomnianym albumie, i prawdopodobnie wynikało to z faktu fanatyzmu, jakim obdarzam twórczość DCD (apogeum to oczywiście Within the Realm... opisany TUTAJ).
Z kolei Schulze to zazwyczaj genialne płyty jak Timewind, Kontinuum, Big In Japan czy choćby Into the Blue. Dzieła ponadczasowe i zupełnie niepowtarzalne. Zatem synteza wokalu Lisy znanego z z solowej płyty i stylu Schulze z czegoś typu My Ty She byłoby zdecydowanie ponad moje możliwości. I tutaj pozytywne oczarowanie. Okazuje się, że zarówno Lisa, jak i Beethoven syntezatorów potrafili we współpracy sięgnąć do swoich najlepszych okresów. Schulze brzmi jak na wspomnianych dziełach, a i Gerrard wraca do stylu, znanego ze szczytowych osiągnięć Dead Can Dance..
Ponieważ muzyka jest instrumentalna i okraszona wokalem oczywiście bez tekstów, postanowiłem sięgnąć do wywiadów z artystami (TUTAJ i TUTAJ) żeby dowiedzieć się, jak doszło do rozpoczęcia współpracy.
Okazuje się, że zarówno Lisa znała twórczość Schulze, jak i Schulze znał Dead Can Dance. Brat Lisy był fanem Tangerine Dream i solowej kariery Schulze, zwłaszcza pamięta okładki jego płyt, nazywane przez nią intrygującymi.
Z kolei Schulze znał wszystkie albumy Dead Can Dance, a do współpracy pchnęła go fascynacja muzyką z Gladiatora. To on wyciągnął do Gerrard rękę i polecił swojemu menadżerowi żeby ją namierzył. Lisa z kolei poczuła się zaszczycona ofertą i z przyjemnością poleciała do Niemiec, gdzie w prywatnym studio multiinstrumentalisty, położonego przy lesie, artysta zaproponował jej zapoznanie się z siedmioma godzinami muzyki, którą wcześniej skomponował specjalnie dla nich.
Lisa ponoć od pierwszych taktów poddała się pełnej improwizacji i tak powstały kolejne utwory... Sama przy okazji wiele nauczyła się od Schulze jeśli chodzi i miksowanie muzyki.
Koncert jaki dziś proponujemy w cyklu Niezapomniane Koncerty pochodzi z Night Of The Prog Festival z roku 2008. Odbywa się on od roku 2006 w Amfiteatrze Lorelei na wzgórzu nad Renem między Frankfurtem a Kolonią (LINK). Miały już tam okazję wystąpić takie gwiazdy jak Marillion, Pendragon, Dream Theatre, Eloy, Jethto Tull, Fish czy Tangerine Dream.
No i oczywiście dzisiejsi bohaterzy...
Zapraszamy do odsłuchania czegoś, czego się opisać słowami nie da. Dla zasady podamy tylko jeszcze informacje, że dzisiejszy koncert został wydany na DVD w 2009 roku.
Klaus Schulze i Lisa Gerrard, Rheingold, live 10.07.2008. SPV 2009, tracklista: Alberich, Loreley, Wotan, Wellgunde, Nothung.
Dead Can Dance (pisaliśmy o nich wiele razy TUTAJ) to zespół legenda, zespół podczas koncertu którego obcuje się nie tylko z doskonałą muzyką, ale ma się świadomość, że artyści pochodzą z 4AD (opisywaliśmy tę wytwórnię wiele razy TUTAJ), czyli są ze stajni legendarnego IvoWatts Rusella (pisaliśmy o nim TUTAJ), tak jak Cocteau Twins (pisaliśmy o nich TUTAJ), Clan of Xymox(pisaliśmy o nich TUTAJ), Bauhaus(pisaliśmy o nich TUTAJ), Throwing Muses(pisaliśmy o nich TUTAJ), a sami współtworzyli This Mortal Coil(pisaliśmy o nich TUTAJ)... Wszystko to czyni obecność na ich gigu czymś mistycznym..
Jeśli do tego doda się fakt, że mają w swoim dorobku bodajże największe dzieło muzyki gotyk, czyli Within the Realm of a Dying Sun(opisaliśmy ten album TUTAJ), że są grupą dla której inni nagrywają płyty tribute, a w końcu, że jako nieliczni na koncertach odtwarzają wręcz idealnie brzmienie z płyt, owo obcowanie przybiera wymiar czegoś absolutnie metafizycznego..
Więcej metafizyki? Ależ proszę: pięć tysięcy ludzi siedzi wpatrzonych, prawie wcale nie ma świecących komórek, ludzie jak zahipnotyzowani, wszyscy mają świadomość powyższych faktów.. Inny dowód? Kiedy Brendan Perry wykonuje na bis pieśń Tima Buckleya pt. Song to the Siren, piosenkę, którą nagrała na albumie This Mortal Coil Ela Frazer z Cocteau Twins, po pierwszych akordach rozlegają się owacje. Tak - jesteśmy pokoleniem dwóch wytwórni: 4AD i Factory... I takimi pozostaniemy, choć nie da się ukryć, że Factory poza Joy Division raczej do powiedzenia zbyt wiele nie mieli. Być może dlatego właśnie, kiedy na aukcjach sprzedają logo wytwórni, w opisie aukcji pojawia się nazwa Joy Division właśnie... Warto zapoznać się z opinią legendarnego dźwiękowca Martina Hannetta o obu wytwórniach... (TUTAJ).
Tyle wstępu a teraz rozprawmy się z materią koncertu.
Zaczyna się od niesamowitego wrażenia wielkości sali, nigdy wcześniej nie byłem na Torwarze, słyszałem negatywne opinie o jakości dźwięku, rzeczywiście nie było rewelacyjnie chwilami trochę za cicho. Ale dało się wytrzymać. Sala zapełniała się stopniowo bowiem najpierw wystąpił support.
David Kuckhermann to człowiek z ekipy Dead Can Dance, który gra na instrumentach perkusyjnych. Robi to znakomicie zwłaszcza kiedy używa instrumentu wynalezionego całkiem niedawno bo w 2000 roku a nazywającego się hang. Zresztą proszę bardzo:
Człowiek jest z Niemiec i ma 40 lat. Na prawdę potrafił zainteresować publikę. Grał też na innych instrumentach niemniej ten fragment jego występu zrobił na mnie największe wrażenie.
Zaczął i skończył w tak magiczny sposób. Współpracuje z Lisą Gerrard i nagrał CD... Przyjrzymy się temu dziełu i opiszemy je w swoim czasie.
Po supporcie mamy pół godziny przerwy, a na scenie uwijają się dźwiękowcy strojący instrumenty. Jakby nie patrzeć w trakcie koncertu okazuje się, że każdy członek Dead Can Dance to multiinstrumentalista...
I następuje to co miało nastąpić. Zacznę od tego, że koncert wyglądał jak jakiś wyścig. Ja tak to odebrałem, jak jakaś licytacja. Kto da więcej? Od początku do końca. Po każdej piosence zadawałem sobie pytanie: czy teraz będzie lepiej? I najgorsze jest to, że było...
Zaczęli od Anywhere Out of the World piosenki otwierającej ich najlepszy album Within the Realm of Dying Sun. No nie dałem rady i jak wiele osób wkoło ścierałem łzy z policzków. To było jak wybuch - eksplozja, zostaliśmy uderzeni ścianą dźwięku. Czy można zacząć lepiej?
O płycie pisaliśmy TUTAJ. Zaczynają razem Lisa daje mocny wstęp wokalny, później Perry dopełnia reszty... Cholera!
A może to ja marzący o niespełnionej miłości Ofiara głupców patrzących Stojących w szeregu Daleko od krzywdy
W naszej bezcelowej pogoni Życia do jego końca Czy ta kręta ścieżka Doprowadzi nas do kresu?
Nie mogę opisywać wszystkich piosenek bo tekst nie miałby końca, więc skupię się na moim topie utworów DCD. Jako drugi grają Mesmerism z płyty Spleen and Ideal. Jest super, oboje śpiewają. Brendan gra na banjo a Lisa na chińskich cymbałach (pisaliśmy o nich TUTAJ). To jest to co fani zespołu, w tym i ja, lubią najbardziej. Naoliwiona maszyna działa bez żadnych zgrzytów. Labour of Love jest doskonały ale nie należy do moich ulubionych utworów, choć jest bardzo nostalgiczny... Po nim Avatar, no ja p######ę! To jest to na co czekaliśmy! Lisa w życiowej formie. Spleen and Ideal pozostanie najbardziej niedocenioną płytą wszechczasów! Może być mocniej? A jak, po niej najlepszy utwór zespołu - takie jest moje zdanie - In Power We Entrust the Love Advocated... Trwa wspomniana licytacja. Brendan sprawdza i mówi - Ogród Ukrytych Rozkoszy (TUTAJ).
Wierzymy w miłość którą głosimy
Żeglując na srebrnych skrzydłach przez tę burzę Którą może przynieść szczęśliwa miłość Wróci w moje ramiona znowu Miłość minionej złocistej epoki Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs?
Zaczęło się i znalazłem moją wiarę która mnie opuszcza
Ta noc wypełniona jest płaczem wyalienowanych dzieci poszukujących raju Znak niespełnionej ambicji porusza wiatraczek na patyku Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs? Kiedy pamięć zmienia świadka w niewinnego zużytego umierającym szaleństwem
Metodą jest nasza miłość Nie ma innej drogi ku końcowi Albo nigdy nie znajdziesz kluczy Do mojego serca
ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów
Choć Perry zmienia końcówkę, nadal jest to najgenialniejsza piosenka muzyki gotyk. Amen.
Po nim Bylar znakomity- dowód pełnej kooperacji wokalno - instrumentalnej, doskonale grają i śpiewają a Lisa przechodzi samą siebie... no i Xavier. Panie jak żyć? Brendan dyryguje na początku po czym znakomicie śpiewa!
Piękna Roseann twoja włóczęga to znana historia Najeżone niebezpieczeństwami życia które wiodłaś zostały osądzone dla sławy Otula nas nienawiść Oskarżając umysły herezją Dyletanci nas okrążają Ale przybędzie wyrozumiałość by nas uwolnić Wiara Chociaż Xavier się modlił aby spadł deszcz dający życie W głąb ludzkich dusz By wyleczyć je z cierpienia
To były grzechy przeszłości Xaviera Wiszące jak klejnoty w lesie pozorów Głęboko w sercu gdzie pojawiają się misteria Ewa dźwiga znamię grzechu pierworodnego Wolność tak trudna kiedy ograniczają nas prawa Wyryte w planie ręką natury Niewidzialne dla tych co przegrali goniąc przeznaczenie
Chociaż Xavier modlił się aby spadł życiodajny deszcz W głębie ludzkich dusz by uzdrowić ich zwyczaje I kiedy noc przechodzi w dzień O słońce, księżycu, zapomnijcie Chociaż twoje koszmary nadchodzą Miłość Xaviera spętana łańcuchami
To były grzechy przeszłości Xaviera Wiszące jak klejnoty w lesie pozorów
ISOLATIONS: zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów
Na koniec wkracza Lisa z niesamowitym wokalem... Tak kończy się genialny utwór a ona i jej support doprowadzają nas do pytania: Kto da więcej?
Lisa daje i podbija pulę na maksa: The Wind That Shakes the Barley z doskonałym wstępem na fujarce. Ludzie siedzą, sąsiadka obok płacze, wszyscy zamyśleni nad życiem, jego kruchością i przemijaniem. Ta mająca korzenie w Irlandii pieśń jest znakiem firmowym zespołu. I na zawsze nim pozostanie...
Po niej celem wybudzenia grają Sanvean a ona zdaje się być niezmordowana.. Daje publice swój niesamowity głos... Po tym boski Indoctrination (A Design for Living)
i szał sięga zenitu... Piękne nostalgiczne krajobrazy roztaczane przez wokalistę zespołu zdają się nie mieć końca.. To z płyty Spleen and Ideal - jeszcze o niej nie pisaliśmy? O cholera! Nadrobimy to. Co mi się tutaj nie podobało to klaskanie, publika go nie nie podejmuje, tak jakby Lisa chciała umniejszyć dokonania wokalisty...
Po niej wchodzimy do labiryntu.. Yulunga (Spirit Dance) a po nim The Carnival Is Over - jesteście już w środku, idziecie? Znowu potęga wokalu Lisy i doskonały nostalgiczny song Brendana, choć nie podoba mi się choreografia sekcji perkusyjnej.
The Host of Seraphim to z kolei piękna pieśń i jeden z jaśniejszych punktów koncertu - Brendan znowu dyryguje wokalistami, podczas całego koncertu widać że to on dowodzi, choć z pełnym szacunkiem chwilami oddaje stery Lisie.. - wkraczamy tym razem w obszar chyba najmniej komercyjnego albumu zespołu jakim jest The Serpent's Egg - Jajo Węża.. Jakie zakończenie...
Amnesia - jest dobrze Brendan i klawiszowiec wprowadzają nas z świat wspomnień i nostalgii.. Autumn Sun (Deleyaman cover)
są oboje choć mogłoby być lepiej.. Może coś z debiutu? Ale i tak jest OK. No i koniec... Dance of the Bacchantes kończy ten niesamowity set.
Po czym następuje kilka bisów. Zaczyna on - Song to the Siren (Tima Buckleya) - ja wiem, że miał romans z piosenkami Buckleya na swoim solowym albumie, ale że teraz ukradł Eli ten numer... Chcieliście to macie - This Mortal Coil w wersji męskiej... Brzmi jak nic przedtem.. Publika jednak jest nie do zdarcia - Cantara bo Lisa musi też być na bis! Są cymbały i jest to co kochamy najbardziej - stopniowanie emocji. Ona znika ale tylko na chwilę, by skończyć swój występ piosenką The Promised Womb... Piękny wokal i kiedy kończy wydaje się, że nic już nie zabrzmi lepiej.
I wtedy Brendan udowadnia, że jednak to on stoi na mostku kapitana. Severance, nożk###a mać. I tyle w temacie.
Rozdzielenie
Rozdzielenie Wołają nas ptaki odejścia A my stoimy Obdarzeni strachem lotu
Lądem Wiatry zmian Konsumują ziemię Podczas gdy my trwamy W cieniu minionych lat
Gdy spadną już wszystkie liście I zmienią się w proch Czy będziemy trwać Obwarowani naszymi obyczajami?
Obojętność Zaraza przetaczająca się przez ziemię Znaki zwiastujące Rzeczy które nadejdą
ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczenia tekstu. Ona mu pomaga.. Tym sposobem mimo tego, że od lat nie są już razem, żegnają się z nami wspólnie.
Być może to był ostatni koncert DCD w Polsce. Dlaczego? Kto ma oczy nich ogląda - set nie jest z Polski ale popatrzcie.
Lisa mimo że w tym białym świetle wygląda jak anioł to martwi mnie jej stan. Kto ma oczy ten zobaczy... Obym był złym prorokiem...
To był najlepszy koncert jaki widziałem. Poniżej zapis z 24.05.2019 z Lisbony. Wszystko było podobnie z tym że Perry wystąpił w garniturze... Wie jak ważna jest nasza publika i potrafił to uszanować.
Po tym koncercie można napisać wzorem Tomka Beksińskiego: pora umierać.
Dead Can Dance live Warsaw, 22.06.2019 - Torwar - Setlista: Anywhere Out of the World,
Mesmerism,
Labour of Love,
Avatar,
In Power We Entrust the Love Advocated,
Bylar,
Xavier,
The Wind That Shakes the Barley,
Sanvean,
Indoctrination (A Design for Living),
Yulunga (Spirit Dance),
The Carnival Is Over,
The Host of Seraphim,
Amnesia,
Autumn Sun (Deleyaman cover),
Dance of the Bacchantes,
Song to the Siren (Tim Buckley cover),
Cantara,
The Promised Womb,
Severance.
A propos - jakiś gostek napisał recenzję koncertu na Interii - TUTAJ. Możecie nas porównać i wtedy zrozumiecie, czym różni się mainstream od nas.
Aha, ale my nie bierzemy kasy za to co robimy. Dlatego, czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie i badziewiach typu Interia. P.S. kto zauważył, że In Power ma podobne zakończenie jak Severance? I kto wie dlaczego?
Jest rok 1987. Kultowa, a wtedy ciągle początkująca wytwórnia 4AD (TUTAJ)postanawia promować swoich wykonawców. Robi to na co najmniej dwa sposoby, najpierw zbiera wszystkich do projektu nazwanego This Mortal Coil (TUTAJ) by w 1984 roku nagrać znakomity It'll End in Tears, a cztery lata później wydaje omawianą dzisiaj płytę.
To jest zupełnie unikalne wydawnictwo, bowiem gromadzi same perły, dzisiaj już zespoły z czołówki chłodnej fali, wtedy w większości byli to ciągle mało znani wykonawcy. Poza pierwszą piosenką pozostałe tworzą dość spójny przekaz. Warto dodać, że na tyle wyczekiwany w Polsce, że Tonpress wydaje go na winylu, w wersji strasznie banalnej, o czym napiszę jeszcze w dziale Z mojej płytoteki. Należy tutaj koniecznie wspomnieć o Programie 3 PR i Tomku Beksińskim, którym zawdzięczamy popularyzowanie tamtych klimatów wśród rodzimych słuchaczy, do których i ja należałem.
Co ważne, 4AD nie tylko wydało płytę ale i promocji towarzyszyło pojawienie się kasety VHS z teledyskami. I dziś, kiedy obraz jest wart tysiące słów, przypomnimy sobie te wszystkie piosenki.
Płytę otwiera, zupełnie do niej nie pasujący, Hot Doggie z repertuaru zespołuColourbox. Ale 4AD do dzisiaj nagrywa różnorodną muzykę, co zresztą robiła też Factory Records (TUTAJ). W świetle tego co nastąpi za chwilę można im ten wybryk wybaczyć...
Piosenka z dość prostym teledyskiem jest jakby zapowiedzią utworów następujących po niej. Styl jaki reprezentują muzycy to mieszanka zalążków hip-hop z muzyką eksperymentalną. Po zapowiedzi przychodzi kolej na pierwszą perłę. Będzie bowiem kwaśno, gorzko i smutno.. Acid, Bitter and Sad zespołu This Mortal Coil wyprodukowany przez samego założyciela 4ADIvo Watts-Russella (TUTAJ)iJohna Fryera to perła. Słychać tutaj wszystko co wtedy było powietrzem 4AD. Doskonały wokal Alison Limeric, charakterystyczną perkusją a la Cocteau Twins (TUTAJ), i eksperymenty dźwiękowe niczym organy parowe Johna Lennona. Teledysk prowadzi nas w krainę snu...
I pozostajemy w niej bowiem kolejny wykonawca w swoim znakomitym utworze nie ma zamiaru nas budzić... Cut the Tree zespołu The Wolfgang Press, dzisiaj już legendy chłodnej fali, nostalgiczna piosenka o poszukiwaniu sensu życia utrzymana w konwencji lekko dadaistycznej to zapewne kolejny strzał w dziesiątkę. Proszę zwrócić uwagę jak doskonałą jest synchronizacja obrazu z muzyką, zwłaszcza moment odsłaniania okna...
Po tej wycieczce następuje lekkie orzeźwienie. Dziewczyny z Throwing Muses, a wtedy w kapeli grały zarówno Kristin jak i Tanya zabierają nas na wycieczkę do krainy Franza Kafki zwłaszcza w warstwie tekstowej. Zagrany na żywo w teledysku Fish staje się od tej płyty jednym z ich największych przebojów. Styl w jakim grają, rytmiczny i gitarowy, jest ich znakiem rozpoznawczym do dzisiaj, a fragment tekstu staje się tytułem całej prezentowanej dziś płyty.
Po tym lekkim oderwaniu od krainy snu wracamy do niej ponownie. Frontier, czyli Granica zespołu Dead Can Dance (TUTAJ), to utwór absolutnie niesamowity. Nigdy nie ukazał się na żadnym innym wydawnictwie zespołu. Brzmi jak zapowiedź lub odrzut z sesji do ich najgenialniejszej płyty, Within the Realm of Dying Sun (TUTAJ). Prosty ale jakże pełen niepokoju teledysk z niesamowitą kreacją Lisy Gerrard...
Sen trwa, bowiem teraz pora na Zgniecionego w wykonaniu kolejnej wielkiej gwiazdy wytwórni z Londynu. Mowa oczywiście o doskonałym utworze Crushed zespołu Cocteau Twins. Tekstu nie ma ale Ela Frazer brzmi na tyle przekonująco, że wyczarowuje przed słuchaczami zupełnie niesamowite pejzaże... Też je widzicie?
Pora wyrwać się z mary, nic tak tego scenie czyni jak znakomita piosenkaMuscoviet Musquito kolejnej legendy 4AD czyli Clan of Xymox (TUTAJ). Zwracam uwagę na ten teledysk z kilku powodów. Oddaje on doskonale klimat tamtych czasów, zawiera niesamowicie industrialne obrazy i nawiązuje do Joy Division (TUTAJ). Jak bowiem traktować, jeśli nie nawiązanie, do sceny rodem ze Stroszka (TUTAJ)samego Wernera Herzoga (TUTAJ)? Nie ma chyba drugiego teledysku, który tak doskonale oddawałby klimat Londynu i wytwórni w tamtym okresie. No i te fryzury...
Pora kończyć, ale jeśli zamykać album to trzeba zrobić to w wielkim stylu. Czy ktoś jest w stanie zaprzeczyć, że The Protagonist majestatyczna piosenka Dead Can Dance (TUTAJ)mogłaby zostać zastąpiona czymś lepszym?
Wspominać to jak umierać pisze klasyk. Ale czy dzisiaj istnieją takie wydawnictwa? Czy dzisiaj można powiedzieć, że jest choć jedna wytwórnia wytyczająca trendy, tak jak wtedy robiła to 4AD?
A my, ci którzy mieli okazję wtedy tego słuchać i podziwiać, bądźmy dumni. Żyliśmy w zupełnie niesamowitych czasach.
Możemy teraz spokojnie umierać.
P.S.
Nasz czytelnik Emjot zauważył, że przegapiliśmy Dif Juz i ich utwór No Motion.... Był on co prawda zawarty na trackliście poniżej, ale zapomnieliśmy o nim w tekście. Święte słowa, bowiem Dif Juz bardzo cenimy, a ich doskonałą płytę Extractions opisywaliśmy na naszym blogu wcześniej TUTAJ. Zatem aby uściślić wpis i poprawić błąd, na deser instrumentalnie i industrialnie:
Dziękujemy za zwrócenie uwagi i pozdrawiamy!
Lonely is an Eysore, 4AD, 1987. Producenci: John Fryer, Brendan Perry, Lisa Gerrard, Cocteau Twins, Ivo Watts-Russell, Gil Norton, Clan of Xymox, The Wolfgang Press, Martyn Young, Dif Juz, John A. Rivers, Tracklista: Hot Doggie - Colourbox, Acid, Bitter and Sad - This Mortal Coil, Cut the Tree - The Wolfgang Press, Fish - Throwing Muses, Frontier - Dead Can Dance, Crushed - Cocteau Twins, No Motion - Dif Juz, Muscoviet Musquito - Clan of Xymox, The Protagonist - Dead Can Dance
Peter Hook cały czas aktywny w mediach. Właśnie opublikowano dwa wywiady. W pierwszym Hook ujawnia, że analiza lekarska z 2014 roku prowadzi do wniosku, że leki jakie zażywał Ian Curtis musiały finalnie go zabić... (TUTAJ).
W drugim wywiadzie wspomina najważniejsze dla niego miejsca w Manchesterze, z dzieciństwa i teraz. Dowiadujemy się, że miasto ma kiepskie lotnisko, a basistę Joy Division można spotkać w ulubionym barze jakim jest Impossible na Peter Street. Ciekawe ile trzeba zapłacić za możliwość wspólnego wypicia drinka? Więcej TUTAJ.
Bernard Sumner za to ujawnia listę swoich ulubionych płyt. Wśród nich: Morricone, Kraftwerk czy Igy Pop. Więcej TUTAJ.
Skoro byli już basista i gitarzysta Joy Division, to pora na perkusistę. Ten ostatnio występuje z Davem Haslamem. Ich wywiad z Mikem Sweeny można odsłuchać TUTAJ.
W kwietniu i maju 2020 Dead Can Dance rusza w kolejną trasę, tym razem zaczynają od południowej i północnej Ameryki. Gościem specjalnym będzie Agnes Obel. Może ktoś znowu zaprosi kultowy zespół na koncerty do Polski... My ciągle wspominamy ten z czerwca 2019 z Torwaru, który opisaliśmy TUTAJ. To było genialne! Więcej na stronie zespołu TUTAJ.
Robert Smith z the Cure ujawnił, że zespół ma w przygotowaniu 3 albumy, a stan zaawansowania dwóch jest znaczny. My byśmy woleli, żeby zamiast tych trzech powstał jeden, na miarę Faith lub Pornography, ale upływający czas coraz bardziej zabija to marzenie... Więcej (TUTAJ).
Factory Benelux wydaje na winylu album Fidelity, Durutti Column, nagrany w 1996 roku i wydamy w ramach Les Disques du Crepuscule. Limitowana edycja w 1000 kopiach będzie wydana na podwójnym białym i niebieskim winylu.
Jest do kupienia TUTAJ za jedyne 25 GBP. Ciekawe czy z podatkiem i transportem?
Portal postpunk przedstawia listę najlepszych płyt gotyku. Na pierwszym miejscu Closer zespołu Joy Division. Na liście wielu znajomych: Bauhaus, Sisters of Mercy, Dead Can Dance i wielu wielu innych. Więcej TUTAJ.
Znakomity Black Rain, o którym pisaliśmy TUTAJ, a którego członkowie udzielili nam wywiadu TUTAJ wystąpi na festiwalu Interzone.
Niestety w USA, co nie zmienia faktu, że grają muzykę nadchodzącego stulecia...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dead Can Dance - to legendarny brytyjski zespół z wytwórni 4AD, o którym pisaliśmy wiele razy TUTAJ. Poszli w swojej twórczości w kierunku tzw. World Music... W zasadzie po Within The Realm of a Dying Sun, który opisywaliśmy TUTAJ, mieli bardzo trudne zadanie, bowiem na płycie osiągnęli szczyty możliwości.
Poziom albumu był tak zawyżony, że duetowi pozostało albo wrócić do źródeł i tam czegoś szukać, albo zawiesić działalność, lub zmienić styl.
Wybrali powrót do źródeł, i Aion który opisaliśmy TUTAJ, odbieramy jako swoistego rodzaju regresywny sposób reakcji na stres, związany z dźwiganiem ciężaru popularności poprzedniej płyty.
Jednak najpierw wydali the Serpen's Egg, ze znakomitym Severance, opisywanym przez nas TUTAJ,
a dopiero po nim nastąpił Aion, oba albumy są mocnym cofnięciem zespołu do źródeł, do muzyki zupełnie niekomercyjnej, choć może największy hit który się na nich pojawił - Sartarello lekko jednak trąca komercją:
Co było po albumie Aion? Zespół wybrał inny ze wspomnianych powyżej wariantów - postanowili zmienić styl i poszedł w stronę World Music.
W stronę stylu, któremu są wierni do dziś (a który dzięki ich dokonaniom ewoluował), i w którym mają też wiele osiągnięć, że wspomnę najnowszą płytę Dionysus, bo z nią wkrótce wystąpią w Warszawie (bilety już mamy, o czym pisaliśmy TUTAJ - zapewne opiszemy na blogu nasze wrażenia).
Po co pisać o tym wszystkim?
Po co w całej tej historii Dead Can Dance?
Otóż można sobie wyobrazić, że zespół wybrał zupełnie inny wariant. Regresywnie reagując na ciężar sławy po publikacji albumu Within the Realm... postanowili sięgnąć do źródeł, jednocześnie zmieniając styl - czyli wybrał coś pośredniego.
Elektronika? Dlaczego nie...
I w tym momencie dochodzimy do sedna tego wpisu, jakim jest muzyka z album zespołu Black Rain, zatytułowanego Computer Soul.
Ten zespól bowiem, nagrał muzykę, która wciska absolutnie w fotel, i która jest czymś tak niesamowitym, że powiem szczerze - czegoś tak inspirującego dawno nie słyszałem.
Celem realizacji tego projektu, Stuart Argabright (Ike Yard, Dominatrix, Death Comet Crew) połączył swoje siły z założycielem BRShinichi Shimokawa i z innymi członkami zespołu jak Soren Roi, naszą starą znajomą Zanias (TUTAJ) (która śpiewała na ich płycie z 2015 roku zatytułowanej Dark Pool), czy z Otto Lindholmem, grającym na basie.
W inspiracji muzycznej można dopatrywać się literatury science-fiction/science-fact (więcej o inspiracjach TUTAJ).
Zatem posłuchajmy tego niesamowitego minialbumu, i życzmy sobie, żeby Black Rain szli dalej wytyczonym przez siebie kierunkiem. I ani o milimetr w inną stronę.
Na horyzoncie XXII wiek. Niestety, delikatnie mówiąc z ręką w nocniku, bowiem winyl z muzyką zespołu, który nas w ten nowy wiek wprowadza, jest już wyprzedany... (TUTAJ).
Znowu jakiś kmiotek płaszczący całymi dniami tyłek przy komputerze poznał sięna muzyce...
A może to my się nie znamy?
Jeśli jednak uważacie, że jest inaczej - czytajcie nas. Codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Black Rain, Computer Soul, Blackest Ever Black Londyn, 2019, tracklisa: City Of Atomic Ghost, Blood Rain & Star Jelly, Computer Souls, Black Mother Kali Gandak.