Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Moonlight Club, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Moonlight Club, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 7 kwietnia 2021

Z mojej płytoteki: Joy Division - Heart of Darkness, bootleg z koncertu w Moonlight Club

 

Wiele bootlegów Joy Division pojawiło się już w serii Z Mojej Płytoteki, i wiele jeszcze się pojawi. W dzisiejszym przypadku jednak mamy nieco ułatwione zadanie, bowiem prezentujemy bootleg zawierający materiał już omawiany na naszym blogu. Heart of Darkness bowiem zawiera rejestrację jednego z trzech występów, jakie zespół dał w Moonlight Club w Londynie w dniach 2-4.04.1980 roku. 

Przypomnijmy zatem że niemalże pełen zapis wszystkich trzech koncertów zamieszczony został na opisywanym wcześniej bootlegu Factory By the Moonlight (TUTAJ), warto przy okazji wspomnieć, że chyba jednym z najładniej wydanych bootlegów zespołu. Dziś za to mamy jedynie zapis z dnia 3.04.1980, czyli noc druga.


Za to chronologicznie, prezentowany dzisiaj zapis koncertu ukazał się na bootlegu w 2004 roku (wtedy go zakupiłem), a omawiany powyżej Factory by the Moonlight w 2003, więc trudno pogodzić się z powyższym tekstem, twierdzącym, że to wcześniej niepublikowany koncert. Choć wiadomo jak to jest z bootlegami, poza tym Factory by the Moonlight był tłoczony zaledwie w 200 egzemplarzach... 

Dzisiejszy bohater swój tytuł zawdzięcza albo powieści Josepha Conrada, albo filmowi dokumentalnemu. Jak bowiem wiadomo, film Czas Apokalipsy Coppoli, był jednym z tych, które inspirowały wokalistę Joy Division (o czym pisaliśmy TUTAJ), a Hearts of Darkness (w liczbie mnogiej) to tytuł filmu dokumentalnego o kręceniu Czasu Apokalipsy właśnie.


Na okładce jedno ze zdjęć Kevina Cumminsa z miejsca prób zespołu, zarówno na jednej jak i na drugiej jej stronie. Uwagę zwraca, poza samym bohaterem, imponujący płaszcz ze skóry za jego plecami, w którym z tego co nam się wydaje, bohater Joy Division nie został nigdy sfotografowany.


Sam album zawiera pełen zapis koncertu. Niestety jakość tego zapisu pozostawia wiele do życzenia. Przypomnijmy, że trochę ponad miesiąc wcześniej zespół zagrał znakomity show w Lyceum, też w Londynie (warto zobaczyć TUTAJ) a jego zapis pokazuje, jak imponująco wtedy brzmiał (TUTAJ). Także pewnie w Moonlight Club brzmieli podobnie, a my niestety nie możemy się tym brzmieniem delektować. Stad dziś prezentowany winyl posiada jedynie wartość kolekcjonerską. 
 
Zatem gwiazdek nie będzie, ale jesteśmy pewni, że gdyby jakość dźwięku była taka jak na bootlegu z Lyceum, zapewne byłoby ich sześć.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 



czwartek, 7 marca 2019

Joy Division i zespoły Factory w Moonlight Club w Londynie, 4.04.1980: relacja z fanzinu It's Different For Grils

Kontynuując serię relacji fanów z koncertów Joy Division prezentujemy opis ich występu, który miał miejsce 4 kwietnia 1980 r. w Moonlight Club w Londynie, zamieszczony w fanzinie It's Different For Grils redagowanym przez Garry'ego M. Cartwright z Sheffield.

Wykonali tam rzeczywiście, tak jak jest w opisie, 5 piosenek (setlista jest TUTAJ). Tego wieczoru Ian Curtis nie czuł się dobrze, musiał przerwać występ i wyjść na zaplecze. Stało się tak dlatego, że tego samego dnia muzycy dali z siebie wszystko wspierając The Stranglers w Rainbow. Po pięciu utworach (Transmission, A Means To An End, Twenty Four Hours, Day Of The Lords i Insight) wyczerpany Ian Curtis musiał zejść ze sceny i partię wokalu ostatniej piosenki przejął grający na gitarze basowej, Peter Hook.

Poniżej można zobaczyć oryginalny skan pisma, publikowany TUTAJ, jego transkrypcję w języku angielskim i tłumaczenie w języku polskim.


JOY DIVISION/THE DURUTTI COLUMN/JOHN DOWIE/X-O-DUS Moonlight Club, West Hampstead 4/4/80
 
This was a Factory Records presentation, and just to emphasize the point, acting UC (and occasional roadie) was Tony Wilson. What we got first vas X-O-Dus, a reggae band. At first I thought they were a bit bland, also a bit nervous. However, they soon warmed up, and so did the audience, eventually managing to create an atmosphere. As was the case with the rest of the people appearing onstage tonight, their set was curtailed prematurely through lack of time. I would have liked to hear more of their supple rhythm as live (lyrics relatively free of the usual clichés about Rastafarianism as well) although I don't know if I could listen to them too much on record. 
 
I've already seen John Dowie live and found him very enjoyable. Tonight was good but some his material just made one groan-abit of a cop-out because he is talented enough to make you really laugh. A measure of his talent is that most of his material stands up well to repeated listening’s. Tonight he was accompanied by an acoustic guitarist and used familiar material such as 'Dilemma' and  'Des O`Connor' and a lot of unfamiliar stuff- mainly about being up in heaven (where you get shows like 'Andrew Lloyd-Webber Superstars!) His act relies a lot on his expressions and gesticulations but holds up well on record despite this (especially on the 'Another Close Shave. E.P.) 
 
I've not heard much of the Durutti Column which tonight consisted of just Vin Reilly on electric guitar plus pre-recorded backing track... The set started a bit shakily - early on the audience was on the whole a bit lukewarm, and a power failure didn't exactly help *utter*. However, these difficulties wore overcome, the result being occasically flat and ordinary but mainly very uplifting. The nearest comparison. I could make would be with the instrumentals played by John Martyn, but who needs comparisons anyway? It certainly has made me want to investigate 'The Return Of The Durutti Column' further.

Plenty of praise has boon heaped upon Joy Division already, so all you have to do is consume - attend their gigs, buy their record and wear their badges. Actually they really are that good, so the critical backlash must only be a matter of time.
 
Live the lyrics don't have as much impact as on record. It is the guitar that dominates, economical and with an intensity which is sometimes frightening plus a rhythm section that's really solid. 

I don't like Ian Curtis's voice ouch but visually he's the most arrogating portion to watch, clutching the microphone as though his life depended on it. First number was 'Transmission', followed by two new songs, (the second of which was recently aired on John Peel's programs.) Then it was 'Day Of the Lords' and 'Insight' after which Ian had to be helped offstage (They had been supporting "The Stranglers" at "the Rainbow" not much earlier on in the evening, and that must have taken its toll, though it never showed during those five songs.) The rest of the group carried on, playing 'Interzone' with the bassist taking over the vocals, then that was it due to lack of time though I doubt that the rest of the group could have carried on much longer anyway.
 
4_4_1980_5
JOY DIVISION / THE DURUTTI COLUMN / JOHN DOWIE / X-O-DUS Moonlight Club, West Hampstead 4/4/80
 
Była to prezentacja Factory Records, i dla podkreślenia tego, pełniącym obowiązki (i okazjonalnym  pracownikiem technicznym) był Tony Wilson. Pierwszy był X-O-Dus, zespół reggae. Na początku byli trochę mdli i nieco nerwowi. Wkrótce jednak rozgrzali się, podobnie jak publiczność, więc w końcu zdołali stworzyć atmosferę. Tak jak w przypadku reszty pojawiających się dziś na scenie, ich występ został skrócony przedwcześnie z powodu braku czasu. Chciałbym usłyszeć więcej, ich gibkiego i żwawego rytmu (teksty były w miarę wolne od zwykłych stereotypów na temat rastafarianizmu), chociaż nie wiem, czy mógłbym wysłuchać całej ich płyty.
 
Widziałem już Johna Dowiego na żywo i przekonałem się, że umie wprawić w dobry nastrój. Dzisiejszy wieczór był dobry, ale niektóre z jego utworów były po prostu jednym wielkim jękiem, co było wymówką, bo jest wystarczająco utalentowany, by naprawdę śmieszyć. Miarą jego talentu jest to, że większość jego kawałków da się słuchać wielokrotnie. Dziś wieczorem towarzyszył mu gitarzysta akustyczny i wykorzystał znane materiały, takie jak Dilemma i  Des O`Connor oraz wiele nieznanych rzeczy - głównie o byciu w niebie (gdzie można zobaczyć takie występy jak Andrew Lloyd-Webber Superstars!) Jego występ w dużej mierze opiera się na ekspresji i gestykulacji, ale pomimo tego wychodzi całkiem nieźle (zwłaszcza na EP-ce Another Close Shave).
 
Nie słyszałem zbyt wiele z występu Durutti Column, który dziś składał się tylko z Vin Reilly grającego na gitarze elektrycznej plus nagrany podkład... Ten występ zaczął się troszkę trzeszczeć - na początku publiczność była zdystansowana, a występowi nie pomagała  awaria zasilania. Jednak trudności zostały przezwyciężone, a rezultat, choć był czasami nieczysty i pospolity, był ogólnie bardzo podnoszący na duchu. Najbliższe porównanie jakie mogę zrobić to ze sposobem gry Johna Martyna, ale kto tak na prawdę potrzebuje porównań? Z pewnością ta gra sprawiła, że chciałbym dokładniej zapoznać się z The Return Of The Durutti Column.


Mnóstwo pochwał wypowiedziano już na cześć Joy Division, więc trzeba tylko ich konsumować, uczestniczyć w koncertach, kupować płyty i nosić odznaki. W rzeczywistości reakcje są na prawdę dobre więc te krytyczne są tylko kwestią czasu.
 
Teksty na żywo nie robią tak dużego wrażenia jak na płycie. Najbardziej dominuje gitara, która jest tak oszczędna i intensywna, że czasem przeraża, a sekcja rytmiczna to jest coś naprawdę porządnego.

 
Nie lubię głosu Iana Curtisa, ale wizualnie trzeba mu przypisać pełne prawo do występu, bo trzyma mikrofon, jakby od tego zależało jego życie. Najpierw Transmission, a po nim dwa nowe utwory (z których drugi został niedawno wyemitowany w programach Johna Peela). Potem był Day Of the Lords i Insight po którym Ian musiał skorzystać z pomocy poza sceną (nieco wcześniej tego wieczoru byli supportem dla The Stranglers w Rainbow i choć stało się to na początku wieczoru, to musiało odcisnąć swoje piętno, choć nie ujawniało się podczas tych pięciu piosenek.) Reszta grupy kontynuowała występ, grając  Interzone z basistą, który przejął wokal, co było spowodowane brakiem czasu, choć wątpię, by reszta grupy mogła wytrzymać dłuższe granie.


Tyle z fanzinu. A teraz kilka słów refleksji. Ponoć wszyscy byli tacy pomocni i zafrasowani stanem zdrowia wokalisty Joy Division. A jednak w słowach piosenki Lost Boy, zespołu Durutti Column (której tłumaczenie zamieściliśmy TUTAJ), napisanej po śmierci Iana Curtisa, tkwi dość gorzkie ziarno prawdy. Machina show-biznesu pełna ekspertów pchała wokalistę do morderczego wysiłku. 

Najgorsze jednak jest to, że w obawie przed sprawieniem jej zawodu, Ian Curtis z pełną świadomością się jej poddał.

Koncert pojawił się na bootlegu Factory by the Moonlight, który wkrótce opiszemy w dziale Z mojej płytoteki.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.        

czwartek, 26 grudnia 2019

Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.15 - prawda o debiucie New Order


Od jakiegoś czasu omawiamy na naszym blogu dokument Jamesa Nice'a Shadowplayers, czyli fakty i mity o wytwórni Factory Records. 

Tak też w części pierwszej (TUTAJ) omówione zostały początki powstania klubu i tworzenie stajni zespołów Factory. Część druga to historia tworzenia pierwszej płyty promującej zespoły wytwórni a więc A Factory  Sample (TUTAJ). Z kolei część trzecia (TUTAJ) przedstawiała personalia wytwórni. W części czwartej (TUTAJ) streściliśmy wypowiedzi legend tamtych czasów wspominających realizację kultowej dziś płyty, chodzi oczywiście o album Unknown Pleasures zespołu Joy Division (FAC 10), nagrany w maju 1979 roku a zrealizowany przez samego Martina Hannetta (o którym pisaliśmy wielokrotnie  TUTAJ). Kolejna część (TUTAJ), poświęcona była właśnie jemu, legendarnemu producentowi i jednemu ze współtwórców potęgi Factory Records, a jednocześnie twórcy Manchester Sound. W części szóstej (TUTAJ) opisywaliśmy historię Vini Reilly i jego Durutti Column, zespołu, który oprawił swoją pierwszą płytę długogrającą - Return of Durutti Column (FAC 14) w niesamowitą okładkę - okładkę z papieru ściernego (a sklejaniem zajmował się między innymi Ian Curtis i Joy Division). Cześć 7 (TUTAJ) poświęcona była pierwszemu singlowi A Certain Ratio, i ich relacji z menadżerem, szefem Factory Records - Tony Wilsonem, natomiast część 8 (TUTAJ) zespołowi Section 25 z Blackpool, którego menadżerami byli Ian Curtis i Rob Gretton (warto spojrzeć też  TUTAJ). W części dziewiątej (TUTAJ) zamieszczono wspomnienia z tras koncertowych zespołów z Factory ale nie tylko...

Część dziesiąta poświęcona była koncertowi Joy Division i Cabaret Voltaire w Plan K w Brukseli 16.10.1979 r (TUTAJ), jedenasta (TUTAJ) dotyczyła dwóch koncertów Joy Division zagranych 4.04.1980 roku w the Rainbow i Moonlight Club, a dwunasta Factory Benelux i pokrewnym wytwórniom (TUTAJ).

Kolejna, trzynasta część (TUTAJ) dotyczyła awantury i bójki, jaka miała miejsce w Derby Hall w Bury 8.04.1980 roku. 

Część czternasta (TUTAJ) pokazywała reakcje na samobójstwo wokalisty Joy Division, Iana Curtisa, które miało miejsce w nocy z 17 na 18.05.1980 w jego domu w Macclesfield. Tym samym zakończyliśmy opis historii Joy Division. Aby jednak uzyskać pełen obraz historii wytwórni kontynuujemy opis filmu, którego dziś omawiany i krótszy niż zwykle odcinek, opisuje debiut New Order. Ten miał miejsce 29.07.1980 roku w Beach Club.
Na wstępie Richard Boon, manager the Buzzckocks wspomina problemy Factory po zamknięciu Russel Club. 
 
Graham Massey z Biting Tonques opowiada, jak znalezli wtedy nowe miejsce - dwupiętrowy klub w którym na parterze wyświetlano filmy (m.in. Burroughsa). Klub był w stylu lat 50 -tych mały i obskurny. Beach Club był miejscem gdzie debiutowało wiele zespołów w tym New Order.

Peter Hook wspomina, że chcieli przerwać marazm jaki nastąpił po samobójstwie Iana Curtisa. Mieli kilka piosenek, każdy z nich śpiewał, mieli też jeden utwór instrumentalny. Boon wspomina, że kiedy zaczęli używać keyboardów to początkowo brzmieli jak Popol Vuh - zespół, który tworzył muzykę w filmach Wernera Herzoga (warto zobaczyć TUTAJ). Hook wspomina, że nie oczekiwali wtedy finansowego wsparcia, mieli dwie dopracowane piosenki po Joy Division: Ceremony i In a Lonely Place. Czuli że są w stanie coś razem zrobić, że jest między nimi chęć tworzenia i z tego czerpali siłę. 

Ann Quigley wspomina, iż wybranie Bernarda Sumnera na wokalistę było bardzo odważnym krokiem ze strony zespołu. Hook opowiada, jak wtedy Sumner i Morris zaangażowali się w nowe technologie przetwarzania dźwięku.

Zespół zadebiutował w Beach Club 29.07.1980 roku. Wystąpili w swoim debiucie zamiast the Names, którzy nie mogli zagrać. Ci ostatni na pytanie, co czuli gdy zamiast nich wystąpili dawni członkowie Joy Division żartobliwie stwierdzają, że powinni za to przeprosić.
 

Warto na koniec dodać, że New Order nie mieli wtedy jeszcze nowej nazwy, i zagrali anonimowo, można żartobliwie stwierdzić, że jako No Names.

Kolejne odcinki Shadowplayers już wkrótce - jeśli chcecie je poznać, czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     

środa, 27 lipca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.5. Recenzje koncertów w University of London Union i Moonlight Club

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ.

Dzisiejsza część poświęcona jest recenzji koncertów w University of London Union, i zatytułowana jest Północny mrok kontra południowe uderzenie: 2:1. Przypomnijmy, że chodzi o koncert z 16.02.1980 roku, nagłaśnianego przez samego Martina Hannetta, który dodatkowo z playbacku, puszczał podczas niego efekty specjalne. Wtedy też po raz pierwszy zagrali the Eternal, a koncert zaczęli od Dead Souls (warto zobaczyć TUTAJ).


Peter Saville wspominał, jak wtedy po raz pierwszy usłyszał LWTUA, i zdał sobie sprawę, że bierze udział w czymś nadzwyczajnym. Po koncercie poszedł coś zjeść i przy jednym ze stolików siedział Ian Curtis. Dało się odczuć że dla ludzi wkoło jest postacią legendarną.

Recenzja koncertu Joy Division/ Killing Joke i Section 25 zaczyna się od opisu tańca Iana Curtisa, po czym pada stwierdzenie, że Joy Division to mistrzowie gotyckiego mroku, a przy tym wysyłają sygnały pobudzające mózg. Porównanie z poprzednim koncertem zespołu w Londynie (listopad 1979), kiedy wstępowali jako support the Buzzcocks wpada pozytywnie, w repertuarze bowiem pojawiły się nowe piosenki, które autor recenzji określa jako bardziej surowe, niż poprzedniczki.


Utwory są określane jako mniej kolorowe i pełniejsze desperacji, która zdaje się być rdzeniem twórczości zespołu. Piosenki są przepełnione purpurą, bas wysunięty jest teraz bardziej do przodu, a śpiew Curtisa, z szeroko otwartymi oczami, jest pełniejszy ekspresji. 

Ich piosenki mogłyby stać się nudne, jednak wokal Curtisa jest chwilami bardzo balladowy (jak choćby w wersie z Insight - I remember when we were young) co czyni ten fragment piosenki jednym z najsmutniejszych wersów muzyki pop, przy okazji jest niezwykle melancholijny.

Autor nazywa wykonanie LWTUA jako fantazyjnie wyemitowane, z ciekawym lekkim syntezatorem - widzi w nim więcej optymizmu. Tak jak przejście z klaustrofobii do bardziej czystych klimatów.

Następne wycinki prasowe opisują koncert Joy Division i A Certain Ratio w Moonlight Club 3.04.1980 (warto zobaczyć TUTAJ). Martin Townsend porównuje Wilsona do mistrza pewnej szkoły, zespoły występujące jako gwiazdy z jego klasy, a Kevina Hewicka do szkolnego łobuza (z powodu kiepskiego występu).Również Blurt nie wypadli imponująco.

Za to klasą byli Joy Division, ze znakomitym brzmieniem i z charyzmatycznym wokalistą wykonującym taniec, określany z powodu ruchów rękami, jako taniec skrzydeł młyńskich. To był najlepszy koncert, a zespół jest teraz w trudnym momencie, podtrzymania swojej popularności. 

Wkrótce wrócimy do opisu archiwów Gary Smitha, któremu składamy nieustające podziękowania za znakomitej jakości skany! 

Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      

piątek, 17 kwietnia 2020

Z mojej płytoteki: Joy Division - Factory by the Moonlight, bootleg który ukazał się zaledwie w 200 egzemplarzach

Dzisiaj omawiamy unikalny bootleg Joy Division, który ukazał się na różnego koloru winylach, jednak całkowity jego nakład to zaledwie 200 egzemplarzy. Nabyłem go zaraz po pojawieniu się na rynku, około 20 lat temu. Mowa o Factory by the Moonlight wydanym przez Andiamo Musica we Włoszech. Szefem przedsięwzięcia jest Carmello di Leone. Bootleg zawiera zapis trzech występów zespołu w klubie Moonlight w Londynie 2,3 i 4.04.1980 roku. Na okładce widnieje znak graficzny z plakatów Petera Savillea - use hearing protection:

Na drugiej stronie umieszczono tracklistę i skład zespołu, oraz dane wydawcy. Pisze tak: 

Andiamo Musica jest dumne, że może zaprezentować po raz pierwszy w historii, kompletny zapis wszystkich trzech koncertów w Moonlight Club które odbyły się pod patronatem Factory Records. To bardzo interesujący dokument o znaczeniu historycznym. 

Pierwsza noc zawiera jak dotychczas najgorsze wykonanie LWTUA w tym całym bardzo nieatmosferycznym koncercie. Podczas drugiej nocy widać ogromny postęp i bardzo ciekawe jest obserwować, jak koncert Joy Division potrafi zmieniać się z dnia na dzień. 

Trzecia noc.. tak, tutaj mieliśmy wiele spotkań załogi w Adriano Musica (Pedro, Santo i ja) w związku z jakością dźwięku, która jest znacznie gorsza, niż jakość nagrań pierwszej i drugiej nocy. Jednak jednogłośnie podjęliśmy decyzję, że bez tego materiału całość byłaby niekompletna. Mając też w pamięci, że dysponujemy najlepszymi nagraniami jakie obecnie istnieją. Nic więcej nie pozostało do powiedzenia, jak otwórzcie butelkę wina, usiądźcie wygodnie i rozkoszujcie się wielkimi chwilami w historii muzyki. Smacznego! 
Tracklista jest ułożona chronologicznie, tak też strona A i część strony B, to wieczór 2.04.1980 i początek 3.04.1980.
 
Brzmiało to tak:



Tego dnia wykonali: The Sound Of Music, Wilderness, Colony, Love Will Tear Us Apart, A Means To An End, Transmission, Dead Souls oraz Sister Ray.
Na stronie B znajdziemy trzy utwory z drugiego wieczoru i są to: LWTUA, Glass i Digital. Koncert z 3.04. kontynuowany jest na stronie C wydawnictwa:

i uzupełniony o Heart and Soul, Isolation, Disorder,  Atrocity Exhibition i Atmosphere. A zapis dźwiękowy tego koncertu wygląda tak:
Finalnie całość uzupełniona jest sześcioma piosenkami z ostatniego wieczoru, czyli 4.04.1980 roku a były to: Transmission, A Means to An End, 24 Hours, Day of the Lords, Insight i Atmosphere. Tego na YouTube nie ma, i to pozwolimy pozostawić już sobie, w końcu zabuliliśmy za ten album niemało.
Na koniec kilka zdjęć z tych koncertów, które można odszukać w sieci...






A my już wkrótce powrócimy z kolejnym rarytasem z naszej kolekcji, jeśli chcecie się z nim zapoznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 22 stycznia 2020

Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.16 - New Order i A Certain Ratio w Nowym Jorku


Od jakiegoś czasu omawiamy na naszym blogu dokument Jamesa Nice'a Shadowplayers, czyli fakty i mity o wytwórni Factory Records. 

Tak też w części pierwszej (TUTAJ) omówione zostały początki powstania klubu i tworzenie stajni zespołów Factory. Część druga to historia tworzenia pierwszej płyty promującej zespoły wytwórni a więc A Factory  Sample (TUTAJ). Z kolei część trzecia (TUTAJ) przedstawiała personalia wytwórni. W części czwartej (TUTAJ) streściliśmy wypowiedzi legend tamtych czasów wspominających realizację kultowej dziś płyty, chodzi oczywiście o album Unknown Pleasures zespołu Joy Division (FAC 10), nagrany w maju 1979 roku a zrealizowany przez samego Martina Hannetta (o którym pisaliśmy wielokrotnie  TUTAJ). Kolejna część (TUTAJ), poświęcona była właśnie jemu, legendarnemu producentowi i jednemu ze współtwórców potęgi Factory Records, a jednocześnie twórcy Manchester Sound. W części szóstej (TUTAJ) opisywaliśmy historię Vini Reilly i jego Durutti Column, zespołu, który oprawił swoją pierwszą płytę długogrającą - Return of Durutti Column (FAC 14) w niesamowitą okładkę - okładkę z papieru ściernego (a sklejaniem zajmował się między innymi Ian Curtis i Joy Division). Cześć 7 (TUTAJ) poświęcona była pierwszemu singlowi A Certain Ratio, i ich relacji z menadżerem, szefem Factory Records - Tony Wilsonem, natomiast część 8 (TUTAJ) zespołowi Section 25 z Blackpool, którego menadżerami byli Ian Curtis i Rob Gretton (warto spojrzeć też  TUTAJ). W części dziewiątej (TUTAJ) zamieszczono wspomnienia z tras koncertowych zespołów z Factory ale nie tylko...

Część dziesiąta poświęcona była koncertowi Joy Division i Cabaret Voltaire w Plan K w Brukseli 16.10.1979 r (TUTAJ), jedenasta (TUTAJ) dotyczyła dwóch koncertów Joy Division zagranych 4.04.1980 roku w the Rainbow i Moonlight Club, a dwunasta Factory Benelux i pokrewnym wytwórniom (TUTAJ).

Kolejna, trzynasta część (TUTAJ) dotyczyła awantury i bójki, jaka miała miejsce w Derby Hall w Bury 8.04.1980 roku. 

Część czternasta (TUTAJ) pokazywała reakcje na samobójstwo wokalisty Joy Division, Iana Curtisa, które miało miejsce w nocy z 17 na 18.05.1980 w jego domu w Macclesfield. Tym samym zakończyliśmy opis historii Joy Division. Część piętnasta (TUTAJ), krótsza od pozostałych, opisywała debiut New Order. Ten miał miejsce 29.07.1980 roku w Beach Club. Dzisiaj natomiast, w części szesnastej świadkowie wspominają Factory America i wyjazd New Order oraz A Certain Ratio do USA w sierpniu 1980 roku, czyli trzy miesiące po śmierci Iana Curtisa.

Odcinek otwiera wypowiedź Stanton Miranda z zespołu Thick Pigeon, podkreślając że wszyscy wkoło wytwórni byli wobec siebie bardzo uprzejmi.
Tony Wilson wspomina z rozrzewnieniem biuro jakie miał w Nowym Jorku. 
Peter Hook natomiast mówi, że dawali wtedy dobre koncerty, choć po śmierci Iana Curtisa było im trudno. 

Członkowie A Certain Ratio podkreślają doskonałą atmosferę panującą w Nowym Jorku i w klubie w którym występowali, było w nim wiele narkotyków i był ogólnie bardzo liberalny. W każdym razie czuli się tam lepiej niż w Manchesterze. Na ich płycie z tamtego czasu słychać wiele wypływów z Nowego Jorku. Wspominają, że Martin Hannett nie chciał niczego miksować w USA, bo nie  było z nim Chrisa Nagle - jego współpracownika i prawej ręki ze studia w Stockport w UK. Ponadto uważał, że studia w USA nie są tak dobre jak w UK. Nie było tam na przykład linii opóźniających IMS i innych gadżetów jakie stosował. 
Ann Quigley, artystka współpracująca z A Certain Ratio, wspomina jak rodziła się okładka płyty A Certain Ratio - To Each. 
Istniał wtedy konflikt między muzykami a projektantami jak powinna wyglądać okładka. Chciała żeby na okładce był obrazek z chłopcem, który jednak znalazł się na jej drugiej stronie. Ręce grające na trąbce to ręce samego Milesa Daviesa. Obecnie ta okładka jej się nie podoba, miała wtedy zbyt mało czasu na dopracowanie. Chłopcy na obrazku to nie są, jak przypuszczano, ludzie w drodze do komory gazowej. To obrazek z dżungli i jej sekret - między nią a zespołem.

Dzisiaj wie, że zaprojektowałaby to o wiele lepiej, i na pewno bardziej artystycznie.

Kolejny odcinek Shadowplayers już niedługo, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.    

sobota, 4 kwietnia 2020

Po atakach Ian Curtis wracał na scenę i występował dalej - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.12

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: jedenasty (TUTAJ) dziesiąty (TUTAJ), dziewiąty (TUTAJ), ósmy (TUTAJ), siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Rozdział 12 obejmuje okres od kwietnia do maja 1980 roku, i zobrazowany jest zdjęciem notatki jaką Ian Curtis sporządził dla Roba Grettona po nagraniu sesji Closer. W tym czasie odbyły się ważne koncerty zespołu, tak też zagrali 2, 3 i 4.04. w Moonlight Club w Londynie, a 4.04. dodatkowo w Rainbow Theatre. Bernard Sumner wspomina, że w tamtym czasie Ian Curtis zaczął dostawać ataków epilepsji na scenie. Podczas koncertu gdy wspierali Stranglers  po zakończeniu Atrocity Exhibition ciągle tańczył. Zakręcił się wkoło i upadł na perkusję w trakcie ataku, których wtedy miał kilka. Zabrali go do garderoby a ten powtarzał że chce zostać sam. Po ich powrocie zastali go zapłakanego a oni czuli się zupełnie bezradni i nie wiedzieli co mają robić i jak mu pomóc.

Stephen Morris twierdzi, że po atakach zabrali go na kolejny koncert, bowiem powtarzał im, że czuje się dobrze. Terry Mason wspomina jak szli wtedy do klubu Moonlight na koncert, i wiedzieli, że publika przyjdzie tam nie dla supportów tylko  żeby obejrzeć Joy Division. Ian był zmęczony i wyglądał dosłownie jak zmięty na scenie, wtedy powinien sobie odpuścić, to było jak alarm. W tamtym czasie jednym z jego ulubionych filmów był Eraserhead Lyncha, a to bardzo dziwny film. Sytuacja w jakiej znalazł się Ian przypominała sytuację głównej bohaterki tego filmu.
Tony Wilson opowiada jak wtedy członkowie Joy Division podczas występów zaczęli spoglądać co dzieje się z Curtisem. Stwierdza, że pomysł dwóch koncertów jednego dnia był chory, i powinien za to przeprosić. Lindsay Reade opowiada jak ataki nasiliły się ze wzrostem intensywności koncertów. Było to równoczesne z nasileniem się problemów osobistych Curtisa - miał dziecko a jego małżeństwo rozpadało się, kochał inną kobietę. Był człowiekiem bardzo honorowym i nie chciał nikogo urazić a każdemu dogodzić. Wtedy w Rainbow (warto zobaczyć TUTAJ) publika myślała że atak to część show, ale on wiedział, że coś się kończy, bo tego nie można już było kontrolować. Sumner wspomina jak Curtis chciał wtedy odejść z zespołu, kupić mały sklepik w Portsmouth i napisać książkę. Powinien przestać śpiewać przynajmniej na rok. Ian był wtedy bardzo otwarty na sugestie, ale nikt z zespołu mu tego nie zasugerował. 

8.04.1980 roku doszło do koncertu w Derby Hall w Bury (warto zobaczyć TUTAJ). Stephen Morris wspomina, że koncert był w poniedziałek dwa dni po pierwszej próbie samobójczej Iana Curtisa. Wspomina, że sugerował Grettonowi odwołanie ale ten tylko się zezłościł. Ian miał wówczas plany wyjazdu do Holandii i otwarcia księgarni. Przekonali go żeby tego nie robił. Jednak wie, że gdyby tak zrobił, dzisiaj by pewnie żył. Sumner wspomina że Curtis przyznał się, jak po pierwszej próbie samobójczej wpadł w panikę i sam zadzwonił po pogotowie. Bał się, że jeśli dozna udaru mózgu i go odratują, to stanie się problemem dla bliskich. Sumner mu nie wierzył, był pewny, że to tylko próba wołania o pomoc. W szpitalu był pod opieką psychiatry, a oni mieli już wysprzedany koncert, a tych nigdy nie odwoływali. Na koncert zabrał go Tony. Nie był w stanie występować, powinien być w szpitalu. Co było dalej wiadomo z naszych wcześniejszych tekstów, próba zastępowania Curtisa przez Hempsalla i Toppinga zakończyła się awanturą, publika chciała Curtisa i kompletnie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Hempsall opowiada że zadzwonił do niego Sumner i powiedział, że Ian jest chory a oni mają dziś wieczorem koncert. Zaproponował mu występ. Ten wyraził zgodę i pojechał do Bury. Zdziwił się kiedy na miejscu zobaczył Iana. Kiedy Section 25 zaczęli grać ich hit Girls Don't Count Hook, Morris i Sumner wyszli na scenę i dołączyli. Wtedy też wyszedł on i Simon Topping i zaczęli śpiewać w chórkach. Po tym wszyscy zeszli a został on i trzech członków Joy Division. Zagrali Digital i LWTUA a Ian był wtedy w garderobie. Zdecydował się wyjść i zaśpiewać kilka wolniejszych piosenek, stwierdził bowiem że czuje się OK. Wykonali The Eternal i Decades po czym zszedł, weszła wtedy reszta muzyków i wykonała cover Velvet Underground - Sister Ray. To trwało razem około 40 minut i zdenerwowało publikę. Zaczęła się awantura. Lindsay Reade stała nad sceną i oglądała koncert z góry. Przeraziła się gdy zaczęły latać butelki. Zobaczyła jak Rob zeskoczył ze sceny i zaczął bójkę. Tony został wtedy ranny w głowę, to była lekcja dla wszystkich, że pewnych rzeczy nie powinno robić się w pośpiechu. Hook podobnie  jak w filmie Shadowplayers który u nas opisywaliśmy, wspomina że awanturę wywołali ludzie wpuszczeni za darmo przez Grettona filantropa. Pamięta jak po koncercie Ian był załamany bójką, zaczepiła go jakaś fanka a Hook ją odgonił i powiedział że ma spir%#@ać. Sumner wspomina że obwiniał się za całe to zajście, Curtis po nim kompletnie się załamał i trafił znowu do szpitala. Nazywa siebie pierd@#$nym idiotą. Twierdzi, że nie powinni wtedy pozwolić wyjść mu ze szpitala. Lindsay wspomina, że całe to wydarzenie było też spowodowane wcześniejszym koncertem A Certain Ratio, publika nie chciała po tygodniu znowu ich oglądać, chcieli Joy Division. Kilka dni po tym Ian Curtis miał jej powiedzieć,że widział zespół grający bez niego i wydawało mu się jakby patrzył na wszystko z góry. Dawali sobie radę bez niego i powinno tak już pozostać. 

Dalsza część rozdziału poświęcona jest opisowi koncertu Factory I z 11.04.1980. Ten fragment zaczyna się od przytoczenia wspomnień Deborah Curtis z jej książki. Poszła na show, bo oczekiwała bardziej intymnego spotkania z mężem, ten mieszkał wtedy u Tonyego Wilsona. Tak jednak się nie stało, spotkanie było krótkie a od dziewczyn przy barze dowiedziała się, co wydarzyło się w Londynie podczas realizacji Closer. Chodziło o mieszkanie i relację z Annik. Ona miał problemy z opłaceniem czynszu, podczas gdy jej mąż i Annik żyli w luksusowych warunkach, on miał wobec  Annik stosunek służalczy, za to ona rozkazywała mu jak wiernemu pieskowi. Wypiła kilka drinków, próbowała zwrócić na niego swoją uwagę, w złości nawet rzuciła w niego swoją torebką. Ktoś jej później powiedział, że Ian miał zamiar być z nią w domu tego wieczoru, ale zmienił przez to zdanie. Postanowiła wtedy, że musi skończyć to małżeństwo a on wyszedł z klubu sam. 

Bob Dickinson podkreśla jak charyzmatyczni stali się wówczas muzycy Joy Division. Teksty i zachowanie sceniczne Iana Curtisa było aktem poświęcenia części siebie dla publiki. Najbardziej szokujące było, jak po atakach wracał na scenę i występował dalej. Część publiki myślała że ta wyreżyserowane show.
Następnie Sumner wspomina, jak Curtis mieszkał u niego przez tydzień. Cierpiał na bezsenność. Kiedyś szli przez cmentarz i pokazał mu groby, wspominał, że on mógł tutaj teraz tak leżeć... Ale spotkał się tylko z pomrukiwaniem wokalisty zespołu. Wspomniał też, że Curtis był bardzo zdeterminowaną osobą. Dalej następuje opis hipnozy jakiej poddał Sumner Curtisa, co w szczegółach opisaliśmy wcześniej, przytaczając  pełną transkrypcję zapisu hipnozy jak i ocenę jej historycznej wiarygodności (TUTAJ). 


Tony Wilson opowiada jak troszczył się o zdrowie Curtisa po jego przedawkowaniu. Gdy mieszkał z nimi mocniej zaprzyjaźnił się z Lindsay a Tony zastanawiał się czy to było dobre, bo Ian był tak samo zwariowany jak ona. Ta z kolei wspomina jak wtedy gdy w ich domu w Charlesworth zbliżyła się do Curtisa, byli dla siebie jak brat i siostra, słuchali głównie muzyki - Lou Reed i Iggy Pop. Mało rozmawiali, z początku denerwowało ją wieczne palenie Iana ale przywykła. Pod koniec tego  tygodnia oboje mieli bardzo depresyjne nastroje. Annik Honore słuchała Closer na walkmanie z kasety, próbowała zrozumieć teksty, zdawała sobie sprawę w jak wielkiej depresji był Ian Curtis. Wspomniała o tym Tony Wilsonowi, ten wcześniej spotkał ich w Londynie, mieli całą noc spacerować po ulicach. Po czym wracali razem pociągiem, gdy Ian wysiadł w Macclesfield zaczęli rozmawiać. Tony wspomina, podobnie jak w dokumencie o zespole, że nie ma się czego obawiać, że to tylko sztuka i literatura. Nie podzielał strachu Annik. Ta wspomina jak wtedy wyjechała na tydzień na urlop do Egiptu i czytała książkę Idiota Dostojewskiego. Cały czas słuchała Closer z kasety i płakała. Zawsze płacze gdy słucha Closer, wie że Curtis dał wiele z siebie w tych piosenkach a płyta zawiera zapis jego dramatu. Niestety poza Tonym nie miała z kim podzielić się swoimi obawami.  


Terry Mason wspomina że teksty Curtisa z Closer są chwilami niczym z najczarniejszych fragmentów powieści Kinga. Natomiast Iain Gray opowiada jak w kwietniu spotkał się z nim i rozmawiali o Dead Souls, świetnym utworze oraz o Stroszku Herzoga. Curtis bardzo chciał zobaczyć ten film, podejrzewał że to będzie arcydzieło. Jego zdaniem osobowość wokalisty Joy Division była dwoista, był czarujący i spokojny poza sceną, a na scenie był mroczny i dziwny. Gray opowiada że przypominał mu osobę chorą psychicznie, miał bowiem wtedy kontakty z ludźmi ze szpitala psychiatrycznego. Tak jakby miał w sobie demony, z którymi musiał walczyć. 

28.04.1980 nagrano wideo LWTUA w studio T.J. Davidsona.
Sumner wspomina, że wideo było nagrywane krótko po próbie samobójczej Curtisa i był to dla nich trudny czas. Wtedy napisali Ceremony i In a Lonely Place. Anton Corbijn wspomina jak dostał telefon od Grettona z informacją, że jedno z jego zdjęć z londyńskiego metra, których nikt nie chciał, zostało umieszczone na Sordide Sentimental (warto zobaczyć TUTAJ) i zaprosili go do Manchesteru żeby zrobił kilka zdjęć podczas nagrywania klipu. 

 
Wtedy właśnie Anton Corbijn zrobił Ianowi Curtisowi powyższe zdjęcie...

Stephen Morris wspomina dwa ostatnie utwory jakie wspólnie nagrali (pisaliśmy o tym TUTAJ). 

2.05.1980 roku odbył się ostatni koncert zespołu w Birmingham. Za konsoletą siedział wtedy Jeremy Kerr. Pamięta konsoletę Pink Floyd i to że koncert był dobry, choć Ian był chory. 
 
Tony Wilson wspomina, że po tym koncercie ostatni raz rozmawiał z Curtisem. Chodziło o użycie archaicznego języka angielskiego w piosenkach. Lesley Gillbert opowiada że myślała iż smutek i zły nastrój Curtisa wynika z faktu konieczności wyboru między dwiema kobietami. W ostatnim liście do Annik wspomniał że musi odpocząć, że chce wyjechać i chce żeby ona pojechała z nimi do USA. Hook nie znał wcześniej tych listów, ale kiedy się z nimi zapoznał stwierdził, że to wszystko było bardzo dziwne, że Ian był chory. Czekał na wyjazd a jednak popełnił samobójstwo. Podobnie twierdzi Terry Mason - widział się z Curtisem w czwartek, miał wyrobiony paszport z nowymi zdjęciami, Terry miał się nim opiekować w USA, zawozić do hoteli, pilnować żeby zażywał tabletki. Bardzo się z tego cieszył, jak określa USA czekała na nowego Jima Morrisona. Twierdzi, że postanowiono, iż po trasie w USA zespół będzie miał pół roku przerwy podczas której Curtis zdecyduje, czy odchodzi. Wszystko było gotowe, zatem jego zdaniem, musiało coś się wydarzyć w tamten sobotni wieczór, że Ian popełnił samobójstwo. Hook odwiózł go do domu po próbie w piątek wieczorem i to byłą jego ostania rozmowa z nim, mieli zobaczyć się na lotnisku. Kevin Cummins wspomina, że w sobotę było wesele Micka Middlesa na którym był wspólnie z Robem i Lesley. Cieszyli się na lot do USA, miał tam robić zespołowi zdjęcia. Z kolei Sumner opowiada, jak postanowił w sobotę zobaczyć koncert Section 25 i zachęcał Curtisa do wspólnego wyjścia na miasto na drinki, ten jednak odmówił, chciał spotkać się z żoną i córką. Annik nie mogła się z nim spotkać, bo wracała z Egitpu ale rozmawiała z nim kilka razy, również w sobotę. Miał spotkać się z żoną wieczorem w sobotę. Rozdział kończy fragment książki Deborah; twierdzi w nim że Ian nie chciał spędzić z nią tego wieczoru, a ona była przepracowana i poszła spać do rodziców. 

Zdaniem Richarda Boona Ian Curtis nie mógł udźwignąć ciężaru sławy i postanowił powiedzieć dość. 

Przed nami ostatni rozdział książki Jona Savagea, który omówimy wkrótce. Po nim, zabierzemy się za kolejny dokument o Joy Division. Jeśli chcecie go poznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 5 września 2021

Z mojej płytoteki: Joy Division - I'm Not Affraid Anymore - bootleg z koncertu w Londynie 3.04.1980

Ostatnio kilkakrotnie przytaczaliśmy opisy koncertów Joy Division z końcówki ich działalności. Kilka dni przed pierwszą próbą samobójczą Curtisa, zespół dał koncerty w Moonlight Club w Londynie (LINK). 

Opisywaliśmy już dwa wydawnictwa, jak i całość tego wydarzenia w naszych poprzednich tekstach, bowiem koncert został utrwalony między innymi na bootlegach Heart of Darkness TUTAJ i Factory by the Moonlight TUTAJ. Natomiast jak podają producenci dziś omawianego bootlegu, jakość nagrań na nim jest najlepsza z dotychczas istniejących (wydany został w 2019 roku). Rzeczywiście tak jest. 

Album wydany został przez Casino Records  Entertainment z USA, na kopercie widnieje informacja, że jest to wersja limitowana, wydawnictwo bowiem ukazało się w 300 egzemplarzach, po 100 na winylach koloru złotego, srebrnego i białego. 

Mój egzemplarz ma numer 130 zatem ukazał się na winylu srebrnym. 


Na płycie zarówno na obu stronach koperty, jak i na krążku znajdują się zdjęcia, autorstwa głównie Kevina Cumminsa.


Szczęśliwie jednak, fani, a wśród nich - Peter Anderson (LINK) uwiecznili tamten występ.




      

Album jest miksem, zawiera bowiem nie tylko nagrania z 3.04. 1980 ale longplay uzupełniają dwie piosenki (Dead Souls i The Sound of Music) z koncertu dzień wcześniej.

Pojawienie się tego albumu dowodzi, że ciągle w czeluściach szuflad istnieją nagrania live najważniejszego zespołu lat 80-tych. I jeśli ktoś kiedyś na takie się natknie mamy radę. 

Trzeba je publikować na bootlegach stopniowo, najpierw pogarszając jakość dźwięku i startując od takiej właśnie wersji. Tym sposobem publikujemy to samo ale nie takie samo, zarabiając kilkakrotnie na tym samym.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

 
Joy Division - I'm Not Affraid Anymore, Casino Records  Entertainment 2019, Setlista: Love Will Tear Us Apart, Glass, Digital, Heart And Soul, Isolation, Disorder,  Atrocity Exhibition, Atmosphere, The Sound of Music, Dead Souls.