THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
środa, 7 kwietnia 2021
Z mojej płytoteki: Joy Division - Heart of Darkness, bootleg z koncertu w Moonlight Club
czwartek, 7 marca 2019
Joy Division i zespoły Factory w Moonlight Club w Londynie, 4.04.1980: relacja z fanzinu It's Different For Grils
Poniżej można zobaczyć oryginalny skan pisma, publikowany TUTAJ, jego transkrypcję w języku angielskim i tłumaczenie w języku polskim.
I've already seen John Dowie live and found him very enjoyable. Tonight was good but some his material just made one groan-abit of a cop-out because he is talented enough to make you really laugh. A measure of his talent is that most of his material stands up well to repeated listening’s. Tonight he was accompanied by an acoustic guitarist and used familiar material such as 'Dilemma' and 'Des O`Connor' and a lot of unfamiliar stuff- mainly about being up in heaven (where you get shows like 'Andrew Lloyd-Webber Superstars!) His act relies a lot on his expressions and gesticulations but holds up well on record despite this (especially on the 'Another Close Shave. E.P.)
I've not heard much of the Durutti Column which tonight consisted of just Vin Reilly on electric guitar plus pre-recorded backing track... The set started a bit shakily - early on the audience was on the whole a bit lukewarm, and a power failure didn't exactly help *utter*. However, these difficulties wore overcome, the result being occasically flat and ordinary but mainly very uplifting. The nearest comparison. I could make would be with the instrumentals played by John Martyn, but who needs comparisons anyway? It certainly has made me want to investigate 'The Return Of The Durutti Column' further.
I don't like Ian Curtis's voice ouch but visually he's the most arrogating portion to watch, clutching the microphone as though his life depended on it. First number was 'Transmission', followed by two new songs, (the second of which was recently aired on John Peel's programs.) Then it was 'Day Of the Lords' and 'Insight' after which Ian had to be helped offstage (They had been supporting "The Stranglers" at "the Rainbow" not much earlier on in the evening, and that must have taken its toll, though it never showed during those five songs.) The rest of the group carried on, playing 'Interzone' with the bassist taking over the vocals, then that was it due to lack of time though I doubt that the rest of the group could have carried on much longer anyway.
4_4_1980_5
JOY DIVISION / THE DURUTTI COLUMN / JOHN DOWIE / X-O-DUS Moonlight Club, West Hampstead 4/4/80
Była to prezentacja Factory Records, i dla podkreślenia tego, pełniącym obowiązki (i okazjonalnym pracownikiem technicznym) był Tony Wilson. Pierwszy był X-O-Dus, zespół reggae. Na początku byli trochę mdli i nieco nerwowi. Wkrótce jednak rozgrzali się, podobnie jak publiczność, więc w końcu zdołali stworzyć atmosferę. Tak jak w przypadku reszty pojawiających się dziś na scenie, ich występ został skrócony przedwcześnie z powodu braku czasu. Chciałbym usłyszeć więcej, ich gibkiego i żwawego rytmu (teksty były w miarę wolne od zwykłych stereotypów na temat rastafarianizmu), chociaż nie wiem, czy mógłbym wysłuchać całej ich płyty.
Widziałem już Johna Dowiego na żywo i przekonałem się, że umie wprawić w dobry nastrój. Dzisiejszy wieczór był dobry, ale niektóre z jego utworów były po prostu jednym wielkim jękiem, co było wymówką, bo jest wystarczająco utalentowany, by naprawdę śmieszyć. Miarą jego talentu jest to, że większość jego kawałków da się słuchać wielokrotnie. Dziś wieczorem towarzyszył mu gitarzysta akustyczny i wykorzystał znane materiały, takie jak Dilemma i Des O`Connor oraz wiele nieznanych rzeczy - głównie o byciu w niebie (gdzie można zobaczyć takie występy jak Andrew Lloyd-Webber Superstars!) Jego występ w dużej mierze opiera się na ekspresji i gestykulacji, ale pomimo tego wychodzi całkiem nieźle (zwłaszcza na EP-ce Another Close Shave).
Nie słyszałem zbyt wiele z występu Durutti Column, który dziś składał się tylko z Vin Reilly grającego na gitarze elektrycznej plus nagrany podkład... Ten występ zaczął się troszkę trzeszczeć - na początku publiczność była zdystansowana, a występowi nie pomagała awaria zasilania. Jednak trudności zostały przezwyciężone, a rezultat, choć był czasami nieczysty i pospolity, był ogólnie bardzo podnoszący na duchu. Najbliższe porównanie jakie mogę zrobić to ze sposobem gry Johna Martyna, ale kto tak na prawdę potrzebuje porównań? Z pewnością ta gra sprawiła, że chciałbym dokładniej zapoznać się z The Return Of The Durutti Column.
Mnóstwo pochwał wypowiedziano już na cześć Joy Division, więc trzeba tylko ich konsumować, uczestniczyć w koncertach, kupować płyty i nosić odznaki. W rzeczywistości reakcje są na prawdę dobre więc te krytyczne są tylko kwestią czasu.
Teksty na żywo nie robią tak dużego wrażenia jak na płycie. Najbardziej dominuje gitara, która jest tak oszczędna i intensywna, że czasem przeraża, a sekcja rytmiczna to jest coś naprawdę porządnego.
Nie lubię głosu Iana Curtisa, ale wizualnie trzeba mu przypisać pełne prawo do występu, bo trzyma mikrofon, jakby od tego zależało jego życie. Najpierw Transmission, a po nim dwa nowe utwory (z których drugi został niedawno wyemitowany w programach Johna Peela). Potem był Day Of the Lords i Insight po którym Ian musiał skorzystać z pomocy poza sceną (nieco wcześniej tego wieczoru byli supportem dla The Stranglers w Rainbow i choć stało się to na początku wieczoru, to musiało odcisnąć swoje piętno, choć nie ujawniało się podczas tych pięciu piosenek.) Reszta grupy kontynuowała występ, grając Interzone z basistą, który przejął wokal, co było spowodowane brakiem czasu, choć wątpię, by reszta grupy mogła wytrzymać dłuższe granie.
Tyle z fanzinu. A teraz kilka słów refleksji. Ponoć wszyscy byli tacy pomocni i zafrasowani stanem zdrowia wokalisty Joy Division. A jednak w słowach piosenki Lost Boy, zespołu Durutti Column (której tłumaczenie zamieściliśmy TUTAJ), napisanej po śmierci Iana Curtisa, tkwi dość gorzkie ziarno prawdy. Machina show-biznesu pełna ekspertów pchała wokalistę do morderczego wysiłku.
Najgorsze jednak jest to, że w obawie przed sprawieniem jej zawodu, Ian Curtis z pełną świadomością się jej poddał.
Koncert pojawił się na bootlegu Factory by the Moonlight, który wkrótce opiszemy w dziale Z mojej płytoteki.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
czwartek, 26 grudnia 2019
Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.15 - prawda o debiucie New Order
Od jakiegoś czasu omawiamy na naszym blogu dokument Jamesa Nice'a Shadowplayers, czyli fakty i mity o wytwórni Factory Records.
Peter Hook wspomina, że chcieli przerwać marazm jaki nastąpił po samobójstwie Iana Curtisa. Mieli kilka piosenek, każdy z nich śpiewał, mieli też jeden utwór instrumentalny. Boon wspomina, że kiedy zaczęli używać keyboardów to początkowo brzmieli jak Popol Vuh - zespół, który tworzył muzykę w filmach Wernera Herzoga (warto zobaczyć TUTAJ). Hook wspomina, że nie oczekiwali wtedy finansowego wsparcia, mieli dwie dopracowane piosenki po Joy Division: Ceremony i In a Lonely Place. Czuli że są w stanie coś razem zrobić, że jest między nimi chęć tworzenia i z tego czerpali siłę.
Ann Quigley wspomina, iż wybranie Bernarda Sumnera na wokalistę było bardzo odważnym krokiem ze strony zespołu. Hook opowiada, jak wtedy Sumner i Morris zaangażowali się w nowe technologie przetwarzania dźwięku.
Zespół zadebiutował w Beach Club 29.07.1980 roku. Wystąpili w swoim debiucie zamiast the Names, którzy nie mogli zagrać. Ci ostatni na pytanie, co czuli gdy zamiast nich wystąpili dawni członkowie Joy Division żartobliwie stwierdzają, że powinni za to przeprosić.
Warto na koniec dodać, że New Order nie mieli wtedy jeszcze nowej nazwy, i zagrali anonimowo, można żartobliwie stwierdzić, że jako No Names.
Kolejne odcinki Shadowplayers już wkrótce - jeśli chcecie je poznać, czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
środa, 27 lipca 2022
Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.5. Recenzje koncertów w University of London Union i Moonlight Club
Pierwsza część tekstu jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ.
Dzisiejsza część poświęcona jest recenzji koncertów w University of London Union, i zatytułowana jest Północny mrok kontra południowe uderzenie: 2:1. Przypomnijmy, że chodzi o koncert z 16.02.1980 roku, nagłaśnianego przez samego Martina Hannetta, który dodatkowo z playbacku, puszczał podczas niego efekty specjalne. Wtedy też po raz pierwszy zagrali the Eternal, a koncert zaczęli od Dead Souls (warto zobaczyć TUTAJ).
Peter Saville wspominał, jak wtedy po raz pierwszy usłyszał LWTUA, i zdał sobie sprawę, że bierze udział w czymś nadzwyczajnym. Po koncercie poszedł coś zjeść i przy jednym ze stolików siedział Ian Curtis. Dało się odczuć że dla ludzi wkoło jest postacią legendarną.
Recenzja koncertu Joy Division/ Killing Joke i Section 25 zaczyna się od opisu tańca Iana Curtisa, po czym pada stwierdzenie, że Joy Division to mistrzowie gotyckiego mroku, a przy tym wysyłają sygnały pobudzające mózg. Porównanie z poprzednim koncertem zespołu w Londynie (listopad 1979), kiedy wstępowali jako support the Buzzcocks wpada pozytywnie, w repertuarze bowiem pojawiły się nowe piosenki, które autor recenzji określa jako bardziej surowe, niż poprzedniczki.
Ich piosenki mogłyby stać się nudne, jednak wokal Curtisa jest chwilami bardzo balladowy (jak choćby w wersie z Insight - I remember when we were young) co czyni ten fragment piosenki jednym z najsmutniejszych wersów muzyki pop, przy okazji jest niezwykle melancholijny.
Autor nazywa wykonanie LWTUA jako fantazyjnie wyemitowane, z ciekawym lekkim syntezatorem - widzi w nim więcej optymizmu. Tak jak przejście z klaustrofobii do bardziej czystych klimatów.
Następne wycinki prasowe opisują koncert Joy Division i A Certain Ratio w Moonlight Club 3.04.1980 (warto zobaczyć TUTAJ). Martin Townsend porównuje Wilsona do mistrza pewnej szkoły, zespoły występujące jako gwiazdy z jego klasy, a Kevina Hewicka do szkolnego łobuza (z powodu kiepskiego występu).Również Blurt nie wypadli imponująco.
Za to klasą byli Joy Division, ze znakomitym brzmieniem i z charyzmatycznym wokalistą wykonującym taniec, określany z powodu ruchów rękami, jako taniec skrzydeł młyńskich. To był najlepszy koncert, a zespół jest teraz w trudnym momencie, podtrzymania swojej popularności.
Wkrótce wrócimy do opisu archiwów Gary Smitha, któremu składamy nieustające podziękowania za znakomitej jakości skany!
Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
piątek, 17 kwietnia 2020
Z mojej płytoteki: Joy Division - Factory by the Moonlight, bootleg który ukazał się zaledwie w 200 egzemplarzach
Pierwsza noc zawiera jak dotychczas najgorsze wykonanie LWTUA w tym całym bardzo nieatmosferycznym koncercie. Podczas drugiej nocy widać ogromny postęp i bardzo ciekawe jest obserwować, jak koncert Joy Division potrafi zmieniać się z dnia na dzień.
Trzecia noc.. tak, tutaj mieliśmy wiele spotkań załogi w Adriano Musica (Pedro, Santo i ja) w związku z jakością dźwięku, która jest znacznie gorsza, niż jakość nagrań pierwszej i drugiej nocy. Jednak jednogłośnie podjęliśmy decyzję, że bez tego materiału całość byłaby niekompletna. Mając też w pamięci, że dysponujemy najlepszymi nagraniami jakie obecnie istnieją. Nic więcej nie pozostało do powiedzenia, jak otwórzcie butelkę wina, usiądźcie wygodnie i rozkoszujcie się wielkimi chwilami w historii muzyki. Smacznego!
Brzmiało to tak:
A my już wkrótce powrócimy z kolejnym rarytasem z naszej kolekcji, jeśli chcecie się z nim zapoznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
środa, 22 stycznia 2020
Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.16 - New Order i A Certain Ratio w Nowym Jorku
Odcinek otwiera wypowiedź Stanton Miranda z zespołu Thick Pigeon, podkreślając że wszyscy wkoło wytwórni byli wobec siebie bardzo uprzejmi.
Tony Wilson wspomina z rozrzewnieniem biuro jakie miał w Nowym Jorku.
Peter Hook natomiast mówi, że dawali wtedy dobre koncerty, choć po śmierci Iana Curtisa było im trudno.
Członkowie A Certain Ratio podkreślają doskonałą atmosferę panującą w Nowym Jorku i w klubie w którym występowali, było w nim wiele narkotyków i był ogólnie bardzo liberalny. W każdym razie czuli się tam lepiej niż w Manchesterze. Na ich płycie z tamtego czasu słychać wiele wypływów z Nowego Jorku. Wspominają, że Martin Hannett nie chciał niczego miksować w USA, bo nie było z nim Chrisa Nagle - jego współpracownika i prawej ręki ze studia w Stockport w UK. Ponadto uważał, że studia w USA nie są tak dobre jak w UK. Nie było tam na przykład linii opóźniających IMS i innych gadżetów jakie stosował.
Ann Quigley, artystka współpracująca z A Certain Ratio, wspomina jak rodziła się okładka płyty A Certain Ratio - To Each.
Istniał wtedy konflikt między muzykami a projektantami jak powinna wyglądać okładka. Chciała żeby na okładce był obrazek z chłopcem, który jednak znalazł się na jej drugiej stronie. Ręce grające na trąbce to ręce samego Milesa Daviesa. Obecnie ta okładka jej się nie podoba, miała wtedy zbyt mało czasu na dopracowanie. Chłopcy na obrazku to nie są, jak przypuszczano, ludzie w drodze do komory gazowej. To obrazek z dżungli i jej sekret - między nią a zespołem.
Dzisiaj wie, że zaprojektowałaby to o wiele lepiej, i na pewno bardziej artystycznie.
Kolejny odcinek Shadowplayers już niedługo, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
sobota, 4 kwietnia 2020
Po atakach Ian Curtis wracał na scenę i występował dalej - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.12
Rozdział 12 obejmuje okres od kwietnia do maja 1980 roku, i zobrazowany jest zdjęciem notatki jaką Ian Curtis sporządził dla Roba Grettona po nagraniu sesji Closer. W tym czasie odbyły się ważne koncerty zespołu, tak też zagrali 2, 3 i 4.04. w Moonlight Club w Londynie, a 4.04. dodatkowo w Rainbow Theatre. Bernard Sumner wspomina, że w tamtym czasie Ian Curtis zaczął dostawać ataków epilepsji na scenie. Podczas koncertu gdy wspierali Stranglers po zakończeniu Atrocity Exhibition ciągle tańczył. Zakręcił się wkoło i upadł na perkusję w trakcie ataku, których wtedy miał kilka. Zabrali go do garderoby a ten powtarzał że chce zostać sam. Po ich powrocie zastali go zapłakanego a oni czuli się zupełnie bezradni i nie wiedzieli co mają robić i jak mu pomóc.
8.04.1980 roku doszło do koncertu w Derby Hall w Bury (warto zobaczyć TUTAJ). Stephen Morris wspomina, że koncert był w poniedziałek dwa dni po pierwszej próbie samobójczej Iana Curtisa. Wspomina, że sugerował Grettonowi odwołanie ale ten tylko się zezłościł. Ian miał wówczas plany wyjazdu do Holandii i otwarcia księgarni. Przekonali go żeby tego nie robił. Jednak wie, że gdyby tak zrobił, dzisiaj by pewnie żył. Sumner wspomina że Curtis przyznał się, jak po pierwszej próbie samobójczej wpadł w panikę i sam zadzwonił po pogotowie. Bał się, że jeśli dozna udaru mózgu i go odratują, to stanie się problemem dla bliskich. Sumner mu nie wierzył, był pewny, że to tylko próba wołania o pomoc. W szpitalu był pod opieką psychiatry, a oni mieli już wysprzedany koncert, a tych nigdy nie odwoływali. Na koncert zabrał go Tony. Nie był w stanie występować, powinien być w szpitalu. Co było dalej wiadomo z naszych wcześniejszych tekstów, próba zastępowania Curtisa przez Hempsalla i Toppinga zakończyła się awanturą, publika chciała Curtisa i kompletnie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Hempsall opowiada że zadzwonił do niego Sumner i powiedział, że Ian jest chory a oni mają dziś wieczorem koncert. Zaproponował mu występ. Ten wyraził zgodę i pojechał do Bury. Zdziwił się kiedy na miejscu zobaczył Iana. Kiedy Section 25 zaczęli grać ich hit Girls Don't Count Hook, Morris i Sumner wyszli na scenę i dołączyli. Wtedy też wyszedł on i Simon Topping i zaczęli śpiewać w chórkach. Po tym wszyscy zeszli a został on i trzech członków Joy Division. Zagrali Digital i LWTUA a Ian był wtedy w garderobie. Zdecydował się wyjść i zaśpiewać kilka wolniejszych piosenek, stwierdził bowiem że czuje się OK. Wykonali The Eternal i Decades po czym zszedł, weszła wtedy reszta muzyków i wykonała cover Velvet Underground - Sister Ray. To trwało razem około 40 minut i zdenerwowało publikę. Zaczęła się awantura. Lindsay Reade stała nad sceną i oglądała koncert z góry. Przeraziła się gdy zaczęły latać butelki. Zobaczyła jak Rob zeskoczył ze sceny i zaczął bójkę. Tony został wtedy ranny w głowę, to była lekcja dla wszystkich, że pewnych rzeczy nie powinno robić się w pośpiechu. Hook podobnie jak w filmie Shadowplayers który u nas opisywaliśmy, wspomina że awanturę wywołali ludzie wpuszczeni za darmo przez Grettona filantropa. Pamięta jak po koncercie Ian był załamany bójką, zaczepiła go jakaś fanka a Hook ją odgonił i powiedział że ma spir%#@ać. Sumner wspomina że obwiniał się za całe to zajście, Curtis po nim kompletnie się załamał i trafił znowu do szpitala. Nazywa siebie pierd@#$nym idiotą. Twierdzi, że nie powinni wtedy pozwolić wyjść mu ze szpitala. Lindsay wspomina, że całe to wydarzenie było też spowodowane wcześniejszym koncertem A Certain Ratio, publika nie chciała po tygodniu znowu ich oglądać, chcieli Joy Division. Kilka dni po tym Ian Curtis miał jej powiedzieć,że widział zespół grający bez niego i wydawało mu się jakby patrzył na wszystko z góry. Dawali sobie radę bez niego i powinno tak już pozostać.
Dalsza część rozdziału poświęcona jest opisowi koncertu Factory I z 11.04.1980. Ten fragment zaczyna się od przytoczenia wspomnień Deborah Curtis z jej książki. Poszła na show, bo oczekiwała bardziej intymnego spotkania z mężem, ten mieszkał wtedy u Tonyego Wilsona. Tak jednak się nie stało, spotkanie było krótkie a od dziewczyn przy barze dowiedziała się, co wydarzyło się w Londynie podczas realizacji Closer. Chodziło o mieszkanie i relację z Annik. Ona miał problemy z opłaceniem czynszu, podczas gdy jej mąż i Annik żyli w luksusowych warunkach, on miał wobec Annik stosunek służalczy, za to ona rozkazywała mu jak wiernemu pieskowi. Wypiła kilka drinków, próbowała zwrócić na niego swoją uwagę, w złości nawet rzuciła w niego swoją torebką. Ktoś jej później powiedział, że Ian miał zamiar być z nią w domu tego wieczoru, ale zmienił przez to zdanie. Postanowiła wtedy, że musi skończyć to małżeństwo a on wyszedł z klubu sam.
Bob Dickinson podkreśla jak charyzmatyczni stali się wówczas muzycy Joy Division. Teksty i zachowanie sceniczne Iana Curtisa było aktem poświęcenia części siebie dla publiki. Najbardziej szokujące było, jak po atakach wracał na scenę i występował dalej. Część publiki myślała że ta wyreżyserowane show.
28.04.1980 nagrano wideo LWTUA w studio T.J. Davidsona.
niedziela, 5 września 2021
Z mojej płytoteki: Joy Division - I'm Not Affraid Anymore - bootleg z koncertu w Londynie 3.04.1980
Ostatnio kilkakrotnie przytaczaliśmy opisy koncertów Joy Division z końcówki ich działalności. Kilka dni przed pierwszą próbą samobójczą Curtisa, zespół dał koncerty w Moonlight Club w Londynie (LINK).
Opisywaliśmy już dwa wydawnictwa, jak i całość tego wydarzenia w naszych poprzednich tekstach, bowiem koncert został utrwalony między innymi na bootlegach Heart of Darkness TUTAJ i Factory by the Moonlight TUTAJ. Natomiast jak podają producenci dziś omawianego bootlegu, jakość nagrań na nim jest najlepsza z dotychczas istniejących (wydany został w 2019 roku). Rzeczywiście tak jest.
Album wydany został przez Casino Records Entertainment z USA, na kopercie widnieje informacja, że jest to wersja limitowana, wydawnictwo bowiem ukazało się w 300 egzemplarzach, po 100 na winylach koloru złotego, srebrnego i białego.
Mój egzemplarz ma numer 130 zatem ukazał się na winylu srebrnym.
Na płycie zarówno na obu stronach koperty, jak i na krążku znajdują się zdjęcia, autorstwa głównie Kevina Cumminsa.
















































