Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Lyceum, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Lyceum, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 stycznia 2019

Największy koncert Joy Division - mało znane fakty

Największy koncert Joy Division miał miejsce na najbardziej prestiżowej scenie Wielkiej Brytanii. Było to 29 lutego 1980 r., w dniu niezwykłym, bo zdarzającym się raz na cztery lata. 

Uzmysłowimy sobie jaki był to ogromny sukces dla zespołu, który zaledwie półtora roku wcześniej nagrał swój pierwszy album, dopiero gdy zapoznamy się z historią sceny, na której wystąpił, oczywiście podaną w telegraficznym skrócie:
 
Theatr Lyceum w dzielnicy Covent Garden istnieje od 1765 roku. i jednym z najbardziej znanych i ważnych teatrów w Wielkiej Brytanii. Gmach został przebudowany po pożarze w 1830 r. Wtedy architekt Samuel Beazley wzbogacił budynek o charakterystyczny, kolumnowy portyk. Nowa scena otrzymała tytuł Teatru Królewskiego Lyceum i Angielskiej Opery. W 1878 roku kierownikiem artystycznym teatru został sir Henry Irving, sławny aktor, który na stanowisko Business Managera mianował Bram'a Stocker. Ów zasłynął z napisania powieści grozy Dracula wydanej w 1897 roku. Podobno pierwowzorem postaci sławnego wampira był jego szef, Irving. W 1904 r. Teatr został gruntownie przebudowany przez Bertie Crewe. który zachował jednak monumentalny portyk . W 1939 r. został kupiony przez londyńską radę miejską, która planowała zburzenie budynku wraz z innymi okolicznymi teatrami: Aldwych, Novello, Vaudeville i Adelphi, aby zrobić miejsce na nowe trakty komunikacyjne oraz budownictwo mieszkalne. W tym samym roku na scenie wystawiono słynną adaptację Hamleta z udziałem Sir Johna Gielguda w roli tytułowej i plany zniszczenia budynku zawaliły się. 

Po wojnie teatr został otwarty ponownie a scenę udostępniono na różne imprezy, na bale oraz na występy popularnych zespołów. Zagrały tam m. in. takie grupy jak: The Who, Rolling Stones, Pink Floyd, Led Zeppelin, Queen i Prince. W 1978 r. ponownie przymierzano się do rozbiórki gmachu, od czego ostatecznie odstąpiono 1996 r., po gruntownym remoncie wartym 15 milionów funtów. (więcej o historii Lyceum TUTAJ).
Joy Division wystąpił wraz z Killing Joke oraz A Certain Ratio i Section 25. Z imprezy zachowało się w zasadzie wszystko: setlista, zdjęcia, nagranie i relacje widza, opublikowane z fanzinie Fun City. Prezentujemy je poniżej, aby uzmysłowić - także fanom Joy Division - ogrom pracy której dokonali muzycy, stając się twórcami ponadczasowych utworów i niepowtarzalnego brzmienia.
 
Oto setlista: (Źródło)
 
Incubation
Wilderness
Twenty Four Hours
The Eternal
Heart and Soul
Love Will Tear Us Apart
Isolation
Komakino
She's Lost Control

 

na bis:
 
These Days
Atrocity Exhibition

 

plakaty i bilety:



zdjęcia autorstwa Chrisa Mills i Franka Jenkinson:





















bootleg, z którego prezentujemy fragment:

A w końcu wspomnienia:
 


(...) Oczywiście nie po raz pierwszy Joy Division czy A Certain Ratio grał w Londynie, ale (myślę), to pierwszy raz Joy Division miał główną pozycję na tak dużym koncercie. Pomyślałbym, że zespoły nie przyciągną zbyt wielu ludzi, zwłaszcza że Wire grał w tę samą noc, ale Lyceum było napchane, możliwe że nawet wszystkie miejsca zostały wyprzedane. Może miało to coś wspólnego z odwołaniem tego wieczoru koncertu przez The Clash, lub że zespół z Manchesteru / Liverpoolu jest w Londynie uważany za wielki, po prostu dlatego, że oni  grają z uporem oryginalną muzykę, zamiast pubowego rocka lub R'n'B granego przez dziennikarzy dla zabicia czasu.
Niestety opuściłem koncert Sekcji 25, która musiała grać gdy czekaliśmy na wejście (...). Więc pierwszy zespół, który widziałem tej nocy, to był A Certain Ratio.

 
Zawiodłem się na nich w Osbourne głównie dlatego, że ich dźwięk był błotnisty, i ponieważ niewielu ludzi faktycznie tańczyło. W Lyceum byli świetni. Nie ma na to innego słowa. Robią jedną z najlepszych form muzyki tanecznej - (...) i dodają do tego teksty przypominające Iana Curtisa. Ich brzmienie było tak wyraźne, jak ich nowo wykrochmalone białe koszule, i było idealnie wyważone. Ich pokaz świetlny był prosty, ale niezwykle skuteczny, głównie w barwie niebieskiej i czerwonej. Widoczne były analogie z Joy Division i The Pop Croup, z funkową sekcją rytmiczną i tekstami takimi jak "Crippled Child" i "Genotype / Phenotype" oraz sposób, w jaki wokalista tańczy i śpiewa. (...) Są po prostu jednym z najbardziej inspirujących zespołów, jakie kiedykolwiek słyszałem.Natomiast Killing Joke był żałosny i przestarzały. (...) Są kabaretem udającymi nowoczesność. W ich secie wyróżniała się gitara rytmiczna w stylu "God Save The Queen", przez co skojarzenie z kabaretem było kompletne, a następnie dali ognia, który byłby interesujący gdyby zespół był w stanie [to wytrzymać]. Niestety sporej części publiczności się spodobali i dostali bis. (...)
 
Joy Division, przykro mi to mówić, zawiedli, głównie dlatego, że dominowały basy. Jeśli dźwięk jest spierdolony, to psuje cały set. (...) dopiero "She's Lost Control" - ostatni utwór z setlisty - sprawił, że poczułem się jakbym tańczył, i mnie nadal zachwycali, Ian Curtis fascynuje publiczność zupełnie jak wąż hipnotyzujący swoją ofiarę, zwłaszcza gdy tańczy, być może - tańczy, ponieważ jest nerwowy - można to uznać po tym, że tańczył dużo więcej w Liceum niż w Osbourne (...). Wiem, że są w stanie grać o  wiele lepiej, w The Osbourne była ich noc, podczas gdy A Certain Ratio wygrał w Lyceum, oba zespoły powinny stać się znane (...)

Mamy bootleg z tego koncertu. Wkrótce opiszemy go w dziale Z mojej płytoteki. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

poniedziałek, 18 maja 2020

40. rocznica śmierci Iana Curtisa, kilka refleksji i bootleg Joy Division z Lyceum, który ukazał się zaledwie w 15 egzemplarzach


Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej, miałem spędzić go w Manchesterze, najpierw na koncercie Hooka and the Light w Apollo i specjalnym, rocznicowym, wykonaniu Unknown Pleasures i Closer, a później na zwiedzaniu Manchesteru, 77 Barton Street, mostu Joy Division bridge, czy w końcu grobów Curtisa, Hannetta czy Wilsona. Niestety Covid pokrzyżował te plany. Zatem zamiast opisu koncertu z Apollo Theatre będzie inny koncert, a zamiast refleksji ze zwiedzania Manchesteru kilka pytań dotyczących tamtego tragicznego dnia czterdzieści lat temu.

1. Machinery in action, full of experts
 
Zacznijmy od stanu wokalisty Joy Division w tamtym czasie. Całkiem niedawno jakiś fan zespołu wpisał się dość jednoznacznie Kevinowi Cumminsowi na TT. Wyraził zdanie, że uważa iż Factory swoją presją na wokalistę zespołu ponosi współodpowiedzialność za jego śmierć. Fotograf jednoznacznie tego tweeta wręcz wyśmiał. Czy internauta miał rację? 

Przypomnijmy zatem fakty. 

Ian Curtis po pierwszej próbie samobójczej w sobotę 6.04. trafia do szpitala, po czym zostaje z niego wydobyty, ponieważ Factory ma zakontraktowany koncert i Rob stoi na stanowisku, że nie można go odwołać. Ian sam wzywa pogotowie, boi się, że po zażyciu nadmiaru leków uspokajających mogą go odratować i będzie np. sparaliżowany. Nie zniesie ciężaru, jakim stałby się dla rodziny... W szpitalu przechodzi płukanie żołądka i konsultacje psychiatryczne - te prowadzą do wniosku, że jest normalny.

Na koncert Iana Curtisa, zabranego ze szpitala tego samego dnia, zawozi Tony Wilson. Po dwudniowym pobycie w szpitalu wokalista zespołu ma wrócić w pełni sił i śpiewać. Zadyma na koncercie sprawia, że bierze on winę na siebie co pogarsza jego stan. Wilson znajduje go płaczącego na górze w restauracji, pociesza i przypomina koncert Lou Reeda w Manchesterze.  

Wszystko to opisuje w swojej książce Jon Savage (TUTAJ) i opowiadają naoczni świadkowie w filmie Shadowplayers (TUTAJ). 

Czyż nie o naciskach Factory zaśpiewał Vini Reilly w piosence Missing Boy?

Like a dead bird in the dirt
Like a rusty can on the ground
I don't believe in stardom
Machinery in action
Full of experts
Full of experts
Same old order
Same old order
Same old order

2. A cry for help

Kolejne pytanie dotyczy członków zespołu, a w zasadzie ich ślepoty na rozpaczliwe próby wołania o pomoc. To o nich śpiewa Curtis w Colony:

A cry for help, a hint of anesthesia,
The sound from broken homes,
We used to always meet here.
As he lays asleep, she takes him in her arms,
Some things I have to do, but I don't mean you harm. 

Nie tylko woła do swojej żony, ale też i do swojego otoczenia, w tym do kolegów z zespołu. Deborah pisze w swojej książce, że Ian miał w sobie gen samozniszczenia, że zawsze chciał popełnić samobójstwo. Nie pomogła mu mimo, że wiedziała iż tamtego wieczoru jest w domu sam. Oczywiście Curtis też świętym nie był, niemniej pozostał sam, i to jest fakt. Po próbie samobójczej, po samoookaleczeniach, po tym jak chciał wejść do morza podczas spaceru z kolegami z zespołu przed jednym z koncertów, co mogło wyglądać na próbę aktu samobójstwa, po tym wszystkim pozostał sam. Pozostał sam po tym jak żona odmówiła mu kontaktu z córką i jak dostał pozew rozwodowy. Pozostał sam żeby obejrzeć dołujący film Wernera Herzoga - Stroszek (opisaliśmy go TUTAJ). Film, w którym bohater, po nieudanej próbie adaptacji w USA popełnia samobójstwo...

Jego stan, zarówno psychiczny jak i zdrowotny (ma zdiagnozowaną epilepsję - leczą go barbituranami) nie wzbudzał niepokoju kolegów, a może nie na tyle żeby otoczyć go 24 - godzinną opieką... Sami zresztą to potwierdzają... Peter Hook w swojej książce, omawianej przez nas TUTAJ, pisze:

Znalazłem go w łazience. Leżał na podłodze  z dużym rozcięciem na głowie. Poszedł do toalety, dostał ataku, uderzył się głową w umywalkę i stracił przytomność. A co my zrobiliśmy? Ocuciliśmy go i przyprowadziliśmy do sali nagrań. Ian zapewnił nas, że nic mu nie jest, więc graliśmy dalej. Powinienem tak zatytułować tę książkę: „Powiedział, że nic mu nie jest, więc graliśmy dalej."

Prawda jednak była taka, że nie mieliśmy pojęcia, o czym mówił. Nikt z nas nie rozumiał co Ian miał na myśli. Pewnie domyślacie się co stało się później. Oczywiście nic. Zbagatelizowaliśmy sprawę. Olaliśmy to, że nasz kumpel zaczął się okaleczać. Nie rozmawialiśmy o tym więcej. Zachowywaliśmy się tak, jakby nic się nie stało. Udawaliśmy, że wszystko jest w porządku, że Ian  jest zdrowy i nie potrzebuje pomocy. Woleliśmy nie dostrzegać tego, że nie radzi sobie z presją oraz odpowiedzialnością i jest w bardzo trudnej sytuacji osobistej. Znów udawaliśmy że nic się nie stało, a Ian nam to ułatwiał – nigdy nie chciał być dla nas obciążeniem ani przeszkodą w rozkręcaniu kariery. Jemu najbardziej zależało na tym, żeby zespół odniósł sukces, więc spychał swoje problemy i chorobę na dalszy plan. Znajdował w sobie siły, żeby pocieszyć nas po kiepskiej recenzji czy koncercie. Był kluczową postacią w Joy Division, frontmanem, ale zawsze kiedy mógł, podkreślał, że tworzymy zespół. Mówił: „ Ja tylko piszę słowa i śpiewam. Resztą zajmują się chłopaki". 

3. In a Lonely Place 

To wszystko powyżej jeszcze można jakoś wytłumaczyć, ale kompletnie niezrozumiałymi są dwa fakty. Jest przecież ostatni tekst jaki Curtis napisał - In a Lonely Place (nasza analiza jest TUTAJ) a w nim już nie ma wołania o uwagę, czy pomoc, w nim pada zapowiedź - jasna deklaracja:

Wisielec rozgląda się, gdy czeka
Sznur rozciąga się mocno i pęka
Któregoś dnia umrzemy w waszych snach
Jak bardzo chciałbym być tutaj teraz z tobą 


  

Jak bardzo trzeba być ślepym, żeby nie odebrać tego sygnału? A może jednak było inaczej... 

Spójrzmy na poniższe zdjęcie, jakie Pierre Rene Worms wykonał 18.12.1979 roku w Paryżu (reszta zdjęć TUTAJ). To jedno pozwoliliśmy sobie wcześniej pominąć, jest ono dość rzadko dyskutowane przez fanów Joy Division, a jego autentyczność została nam potwierdzona przez autora...

W wielu wywiadach członkowie zespołu podkreślają, że świetnie się wtedy bawili. 

Czy aby na pewno wszyscy?

4. Walk In Silence 

Ktoś powiedział Ianowi, że w USA nie lubią epileptyków, bał się, tak mówi Stephen Morris. Z kolei Bernard Sumner twierdzi, że przed śmiercią wyjawi tajemnicę związaną z jakąś osobą (TUTAJ). Lindsay Reade opuściła Tony Wilsona po śmierci Iana - jej wielkiego przyjaciela. Ciągle nie jest dokładnie znany tekst listu jaki Curtis napisał do żony, śledztwo po śmierci było pobieżne, w sumie niewiele wiadomo... Kilka osób, jak Martin Hannett twierdziło, że to był wypadek, a Morris podejrzewa, że Curtis miał w chwili próby samobójstwa atak epilepsji.. 

W jednym z wywiadów Peter Hook powiedział: nigdy nie poznacie prawdy o Joy Division.

Dla kogo jest ona zbyt bolesna, żeby ją ukrywać?

5. London Lyceum 

 
Teraz pora na bootleg - jest tego na świecie zaledwie kilkanaście egzemplarzy... Nagranie dedykowane dla wszystkich tych, którzy słuchali Still i rozczarowali się wersjami koncertowymi, utrwalonymi przy fatalnej akustyce i tak jak jak niemal 40 lat temu poczuli rozczarowanie wersjami Joy Division live... Pisaliśmy jakiś czas temu o znakomitym bootlegu Amsterdam (TUTAJ) na którym Joy Division brzmią na prawdę mocno i czysto. Dzisiaj płyta na podobnym, o ile nawet nie lepszym poziomie.




Liczba kopii winylu jest bardzo mała, zaledwie 15 egzemplarzy. To podwójny album, i chociaż fragmenty koncertu ukazały się wcześniej na kasecie, zawiera on dodatkowo znakomite wersje z próby.

O samym koncercie pisaliśmy bardzo wnikliwie TUTAJ. Przedstawiliśmy zdjęcia i opis z fanzinu.


"She's Lost Control" - ostatni utwór z setlisty - sprawił, że poczułem się jakbym tańczył, i mnie nadal zachwycali, Ian Curtis fascynuje publiczność zupełnie jak wąż hipnotyzujący swoją ofiarę, zwłaszcza gdy tańczy, być może - tańczy, ponieważ jest nerwowy - można to uznać po tym, że tańczył dużo więcej w Lyceum niż w Osbourne.

Jak opisują to naoczni świadkowie taniec Curtisa w tamtym czasie stał się niezwykle dynamiczny. Przypomnijmy jeszcze fragment streszczenia najnowszej książki Jona Savegea, którą omawialiśmy u nas TUTAJ:

Przytoczona jest wypowiedź Tony Wilsona, o tym jak podczas koncertu w Lyceum Ian Curtis miał atak epilepsji. Zespół wtedy już był przygotowany na to, że Curtis może mieć atak, zwykle czuwał Terry, który wtedy wyciągnął Curtisa ze sceny i wspólnie trzymali go, aby nie uderzył głową o ścianę. Wilson opisuje też reakcję jednego z menedżerów, uchodzącego za twardziela w branży, który przeraził się gdy zobaczył jak wygląda atak epilepsji. 

No i te niezapomniane zdjęcia Franka Jenkinsona (LINK):




  

Tracklista: A Komakino, Heart And Soul, Incubation, Komakino, Isolation (Detail), B Isolation (Instrumental), Isolation, These Days, Atrocity Exhibition, C Incubation, Wilderness, 24 Hours, The Eternal, Heart And Soul, D  Love Will Tear Us Apart, Isolation, Komakino, She's Lost Control, These Days, Atrocity Exhibition


6. 40 lat  

To już 40 lat. Świat stracił geniusza. Stracił go, bowiem ten jak każdy geniusz, przerastał innych i  swoją epokę. Dlatego mało kto, o ile ktokolwiek,  potrafił go zrozumieć. Factory i ludzie wkoło skupili się na dochodzeniu do sławy, trudno im się dziwić, w końcu gdyby nie upór Grettona i Wilsona nigdy nie poznalibyśmy Joy Division. W tym wszystkim jednak zabrakło chwili refleksji, odpoczynku, chwili opamiętania. Być może zabrakło też dojrzałości i, przede wszystkim, wyobraźni.

Wielu z nich nadal żyje z tego co On wtedy stworzył. Za to Jego już nie ma. I nigdy już więcej w muzyce nie pojawi się drugi Ian Curtis.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

środa, 7 kwietnia 2021

Z mojej płytoteki: Joy Division - Heart of Darkness, bootleg z koncertu w Moonlight Club

 

Wiele bootlegów Joy Division pojawiło się już w serii Z Mojej Płytoteki, i wiele jeszcze się pojawi. W dzisiejszym przypadku jednak mamy nieco ułatwione zadanie, bowiem prezentujemy bootleg zawierający materiał już omawiany na naszym blogu. Heart of Darkness bowiem zawiera rejestrację jednego z trzech występów, jakie zespół dał w Moonlight Club w Londynie w dniach 2-4.04.1980 roku. 

Przypomnijmy zatem że niemalże pełen zapis wszystkich trzech koncertów zamieszczony został na opisywanym wcześniej bootlegu Factory By the Moonlight (TUTAJ), warto przy okazji wspomnieć, że chyba jednym z najładniej wydanych bootlegów zespołu. Dziś za to mamy jedynie zapis z dnia 3.04.1980, czyli noc druga.


Za to chronologicznie, prezentowany dzisiaj zapis koncertu ukazał się na bootlegu w 2004 roku (wtedy go zakupiłem), a omawiany powyżej Factory by the Moonlight w 2003, więc trudno pogodzić się z powyższym tekstem, twierdzącym, że to wcześniej niepublikowany koncert. Choć wiadomo jak to jest z bootlegami, poza tym Factory by the Moonlight był tłoczony zaledwie w 200 egzemplarzach... 

Dzisiejszy bohater swój tytuł zawdzięcza albo powieści Josepha Conrada, albo filmowi dokumentalnemu. Jak bowiem wiadomo, film Czas Apokalipsy Coppoli, był jednym z tych, które inspirowały wokalistę Joy Division (o czym pisaliśmy TUTAJ), a Hearts of Darkness (w liczbie mnogiej) to tytuł filmu dokumentalnego o kręceniu Czasu Apokalipsy właśnie.


Na okładce jedno ze zdjęć Kevina Cumminsa z miejsca prób zespołu, zarówno na jednej jak i na drugiej jej stronie. Uwagę zwraca, poza samym bohaterem, imponujący płaszcz ze skóry za jego plecami, w którym z tego co nam się wydaje, bohater Joy Division nie został nigdy sfotografowany.


Sam album zawiera pełen zapis koncertu. Niestety jakość tego zapisu pozostawia wiele do życzenia. Przypomnijmy, że trochę ponad miesiąc wcześniej zespół zagrał znakomity show w Lyceum, też w Londynie (warto zobaczyć TUTAJ) a jego zapis pokazuje, jak imponująco wtedy brzmiał (TUTAJ). Także pewnie w Moonlight Club brzmieli podobnie, a my niestety nie możemy się tym brzmieniem delektować. Stad dziś prezentowany winyl posiada jedynie wartość kolekcjonerską. 
 
Zatem gwiazdek nie będzie, ale jesteśmy pewni, że gdyby jakość dźwięku była taka jak na bootlegu z Lyceum, zapewne byłoby ich sześć.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 



środa, 24 lipca 2019

Z mojej płytoteki/ niezapomniane koncerty: The Cult - Dreamtime/ live at the Lyceum 1984

Jeśli zapytam, o jakiej bardzo ważnej płycie nurtu chłodnofalowego lat 80-tych jeszcze nie pisaliśmy i dlaczego, to odpowiedź będzie jedna. Chodzi o znakomity Dreamtime zespołu the Cult. Nie pisaliśmy o nim bo płytę mam w  swojej kolekcji i to oryginał z epoki, natomiast z YouTube album jest notorycznie usuwany. 

Postanowiłem zatem połączyć przyjemne z pożytecznym i przedstawić płytę wraz z koncertem, który też znika z YT z prędkością światła. Jako całość (jeden film) został wielokrotnie usunięty i jest praktycznie niedostępny, natomiast można go złożyć z pojedynczych piosenek, co uczyniliśmy (choć niestety jest kilka utworów audio, ale na szczęście z tego samego koncertu) i dlatego dzisiaj możemy tego wszystkiego posłuchać i obejrzeć. 

Sam album Dreamtime to debiut zespołu wydany w 1984 roku. Jest znakomity, mroczny, okraszony niesamowitym wokalem Iana Astbury i gitarą Billy Duffyego.

Okładka, zaprojektowana przez Davida Fathersa robi niesamowite wrażenie, wygląda jak skóra węża a grafika nawiązuje do tytułu. Po drugiej stronie zdjęcia członków zespołu (autorstwa Paula Venninga, który jest też autorem ilustracji) i tracklista. 

Całość wydana przez Beggars Banquet.

Ciekawostką jest koperta w której umieszczono winyl. Po jednej stronie znajduje się tekst tytułowego utworu:
po drugiej natomiast notatka, że celem otrzymania dodatkowych informacji o zespole czy tekstów, należy napisać na adres wytwórni, i nie zapomnieć o dołączeniu dużej, zaadresowanej do siebie koperty ze znaczkiem (tzw. S.A.E - stamp addressed envelope). Są też podziękowania i informacja o dostępnym na kasecie VHS koncercie (pamiętajmy, że jesteśmy w epoce przed DVD i Internetem...).

Płyta posiada bardzo ciekawą grafikę również na krążku, z nadrukiem zdjęcia wokalisty,Iana Astbury. 

Album udało mi się zakupić, po dość długich polowaniach, na jednej z aukcji internetowych, w stanie idealnym. Właśnie spojrzałem, tak są dostępne nawet teraz w cenach od 12 do 40 USD w zależności od jakości.
A koncert? Dziś prezentujemy go w wersji rozszerzonej, która ukazała się w 1996 roku w Kanadzie. Zespół poprzez bardzo klarowne brzmienie (dwie gitary i perkusja) wprowadza dość charakterystyczny klimat. Do moich faworytów należą - pierwsze dwa utwory, czyli 83rd Dream i God's ZOO, jak i nastrojowy A Flower in the Desert.


Jednak absolutnym mistrzostwem świata i jednym z najlepszych utworów the Cult jest niesamowity Butterflies... 

The wild wide eye with her painted wing
She crushed the gray boy
Don't you know my selfishness was my suicide
Her painted wing became my suicide, suicide
The whole world did not start to cry
They just got inside me
And now they walk behind me
They walk behind me
They walk behind me
Oh lord
Like little dogs
Like stony dogs, you know
Stony dogs
Stony dogs
They walk behind me, oh lord
They walk
Behind me
Behind me, oh lord 


A to czy Astbury wykonuje fragment moonwalka (ok.2:18) pod wpływem Jacksona, czy też wymyślił go sam - pozostaje pytaniem otwartym... Niemniej wykonanie tego utworu, jak i zresztą kilku innych pokazuje, że the Cult dysponowali wtedy doskonałymi muzykami, bowiem nie tylko gitara, czy wokal ale i sekcja rytmiczna (Nigel Preston na perkusji i Jamie Stewart na basie) są absolutnie bez zarzutu...

Czy ktoś dzisiaj jeszcze tak gra? 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


The Cult - Dreamtime, Beggars Banquet 1984, realizator nagrań: John Brand, tracklista: Horse Nation, Spiritwalker, 83rd Dream, Butterflies, Go West, Gimmick, A Flower In the Desert,Dreamtime, Rider in the Snow, Bad Medicine Waltz. 

DVD - Dreamtime live in the Lyceum, 20.05.1984, tracklista: 83rd Dream, Gods Zoo, Gimmick, Bad Medicine Waltz, A Flower In The Desert, Go West (Crazy Spinning Circles), Butterflies, Dreamtime, Christians, Spiritwalker, Horse Nation, Bone Bag, Ghost Dance, Brothers Grimm, Moya.

sobota, 28 grudnia 2019

Zachowanie sceniczne i wizerunek artystyczny Iana Curtisa nie były kalkulacją, on posiadał w sobie światło i ducha - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.11

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: dziesiąty (TUTAJ), dziewiąty (TUTAJ), ósmy (TUTAJ), siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Pozostały nam do omówienia już tylko 3 rozdziały z książki Jona Savagea. Tak więc dzisiaj streszczenie rozdziału 11 obejmującego okres luty - marzec 1980 roku, czyli zaledwie dwa miesiące w karierze Joy Division. Były to jednak bardzo ważne miesiące, z kilku powodów, w zasadzie z trzech. 

Powód pierwszy to koncerty, zespół w tamtym czasie stał się już znany i rozpoznawalny. Powód drugi i trzeci to muzyka, wtedy bowiem miało miejsce nagranie ich hitu LWTUA, jak i sesja Closer. 

Zatem rozdział 11 skupia się wokół tych trzech zagadnień. Rozpoczyna go przytoczenie recenzji Paula Morleya i Chrisa Bohna z koncertu jaki zespół dał na University of London Union 16.02.1980. 

Zwraca uwagę podkreślanie niesamowitego klimatu koncertów, jak i użycie przez Bohna sformułowania masters of gothic gloom. Zatem jeśli ktoś doszukuje się genezy gotyku, to na pewno muzyka ta zaczęła się od Joy Division. 

Następnie zacytowany jest fragment wywiadu Iana Curtisa z 28.02.1980 roku dla Radio Blackburn, który to wywiad przytoczyliśmy w całości TUTAJ. Curtis skupia się na planowanej trasie do USA i wyraża nadzieję, że pojadą tam razem z Cabaret Voltaire, których bardzo lubi. Następnie Savage cytuje wypowiedź Dylana Jonesa, który opisuje dwa koncerty zespołu w Moonliht Club w West Hampsted i w Lyceum (warto zobaczyć TUTAJ). Wspomina, jak wtedy rodził się postpunk. Jak muzycy innych zespołów i publika byli pod wpływem narkotyków (każdy był na speedzie). Sam rozmówca również pod wpływem oglądał koncerty JD i wspomina ich muzykę jako skomplikowaną, głośną industrialną, jednak w pewien sposób prostą. Zapamiętał taniec Iana Curtisa, ciemne ubranie muzyków, i to że od Curtisa nie dało się oderwać oczu. 




Wspomina inne grupy, które wtedy lubił, zwłaszcza Killing Joke, ale JD wyprzedzali wszystkich o kilka długości. 

Przytoczona jest wypowiedź Tony Wilsona, o tym jak podczas koncertu w Lyceum Ian Curtis miał atak epilepsji. Zespół wtedy już był przygotowany na to, że Curtis może mieć atak, zwykle czuwał Terry, który wtedy wyciągnął Curtisa ze sceny i wspólnie trzymali go, aby nie uderzył głową o ścianę. Wilson opisuje też reakcję jednego z menedżerów, uchodzącego za twardziela w branży, który przeraził się gdy zobaczył jak wygląda atak epilepsji. 

Jon Wozencroft opowiada, że ludzie oczekiwali wtedy wiele od koncertów zespołu, który był już sławny, zwłaszcza z niesamowitych występów. Pod koniec lutego wyszedł Sordide Sentimental (opisany przez nas TUTAJ). Ludzie wymieniali się nagraniem na kasetach bo płytę cały czas grał Peel i dlatego stała się popularna. Niestety nie można jej było kupić w sklepie. 

W marcu 1980 zespół nagrywał LWTUA w Strawberry Studios, a między 18-30.03. Closer w Britannia Row Studios w Londynie. Tony Wilson wspomina  jak podarował zespołowi dwie płyty z nagraniami Franka Sinatry - znalazł je później na podłodze bez okładek w studio przy gramofonie, więc musieli ich słuchać. 

Wspomina konwersacje z Curtisem, który poza ich pierwszą rozmową, zawsze był miły i zachowywał się jak dzieciak. Bernard Sumner wspomina, że zawsze chcieli nagrać jakiś utwór do tańca. Steven Morris zapodał rytm i zaczęli jamować. Ian Curtis w pewnym momencie przerwał i stwierdził, że to jest to. Skupili się więc na wskazanym fragmencie, tak powstał ich największy przebój. Później zaczęło się nagrywanie i poszukiwanie odpowiedniego brzmienia przez Hannetta. Ten z kolei był bardzo trudny we współpracy i wiecznie niezadowolony z efektów. Wtedy też nie podobało mu się brzmienie perkusji, więc wyrwali Morrisa z łóżka w środku nocy (o drugiej) i kazali przyjechać do studia. 

Wspomina że w tamtym czasie Hannett po raz pierwszy zastosował tzw. double-track. Morris z kolei twierdzi, że w tamtej wersji przeboju słyszy swoją złość spowodowaną ową pobudką, wręcz uważa, że gdy słucha nagrania słyszy zgrzytanie swoich zębów. Paul Morley twierdzi, że po raz pierwszy usłyszał LWTUA na żywo, i od razu wiedział że to będzie hit.Także tekst Curtisa był na tamte czasy bardzo innowacyjny. 

Peter Hook opowiada, że Hannett zdecydował się miksować LWTUA o 3 w nocy sobotę. Zadzwonił do niego tego dnia Gretton i oświadczył, że Martin wchodzi do studia, wiec lepiej bądź w pobliżu. Hook jako jedyny miał wtedy samochód, ale nie było go stać na paliwo, więc pożyczył pieniądze od teściów i pojechał do studia. Tam zastał Hannetta i inżyniera od Closer podczas pracy.


Morris wspomina pracę nad Closer w studio Pink Floyd w Britannia Row. Zespół mieszkał wtedy w dwóch mieszkaniach na Baker Street. Annik przekonała Curtisa żeby przeszedł na wegetarianizm. Jego zdaniem Closer jest pod każdym względem lepszy of Unknown Pleasures. Ma lepsze utwory i brzmienie. 

Sumner jest podobnego zdania, na tej płycie osiągnęli to do czego zmierzali. Mieszkanie wspólnie z zespołem przypominało mu atmosferę Beatlesów z czasu pracy nad Help!. Studio należało do Pink Floyd, tam nagrali swoje największe albumy. Posiadało ono sprzęt najlepszy jak na tamte czasy. Wiele nagrań z Closer pochodzi z sesji live - z nagrania dźwięku puszczanego przez duże głośniki. Nagrywali każdy instrument osobno. Mieli wtedy więcej pieniędzy wiec mogli dłużej pracować i eksperymentować z dźwiękiem. Hannett mocno eksperymentował z brzmieniem, zwłaszcza syntezatorów. Na jednym z nich nagrywali basy. Sumner dokonuje w tym fragmencie książki znakomitego podsumowania Hannetta: Martin był wielkim eksperymentatorem, zawsze zastanawiał się co zrobić z dźwiękiem, jak go przetworzyć...

Jednemu z syntezatorów postanowili nadać brzmienie starej płyty z lat siedemdziesiątych. Miał brzmieć jak Mellotron, choć wtedy Sumner nie wiedział ze coś takiego istnieje. Hannett przepuścił dźwięk przez equalizer graficzny, rozdzielił dźwięki i przepuścił je przez Marshall Time Modulator, w ten sposób uzyskał oczekiwany efekt. Pracowali nocami, Hannett chciał żeby zaczęli zażywać narkotyki jak on. Brał tabletki nasenne Sumnera w dzień, a ten przychodził do studia z rzeczami do spania i spał na kanapie. 

Pewnej  nocy gdy nagrywali Decades zdecydowali nagrać jakiś fragment zawierający odgłosy live. Martin umieścił głośniki w pokoju gier, który znajdował się w studio. Po zakończeniu piosenki nagrywali dalej i tak nagrali upiorny gwizd po piosence, z pokoju w którym nikogo wtedy nie było. Bardzo się wystraszyli a dźwięk ten powinien być jeszcze nagrany na taśmie matce. 

Morris wspomina jak podczas nagrywania Atrocity Exhibition odkryli, że można przepuszczać dźwięk perkusji przez japoński pedał fuzz i brzmi on wtedy jak gitara Hendrixa. Podczas Atrocity Exhibition dźwięk który przypomina ubijanie świni to końcowy efekt tego eksperymentu Martina i jego. 

Sumner opowiada jak wtedy chodzili po klubach i restauracjach, a Gretton nie chciał chodzić do studia bo lubił spać. Miał dwa przednie zęby sztuczne i wyciągał je na noc. Trzymał je w szklance przy łóżku i gdy ktoś go budził polewał go wodą z tej szklanki. Kiedyś podmienili mu zęby na inne, i ten wpadł w przerażenie, że zęby urosły i nie pasują. Hook opowiada jak z Sumnerem bali się pytać Hannetta i wzajemnie wypychali się który z nich ma to zrobić. Jedyne co ich zasmucało to choroba Iana Curtisa. Wtedy jednak podczas nagrywania miał tylko jeden atak, podczas którego rozciął sobie głowę w toalecie. 

Zespół robił żarty Ianowi i Annik. Ta  wspomina zachowanie Curtisa podczas sesji, był wyciszony, poważny, chciał odciąć się od zespołu dlatego nagrywał partie wokalne osobno. Obraz Curtisa jaki zapamiętała to człowiek zmęczony i wyciszony. Piosenki jakie pamięta najbardziej z tej sesji to Decades i Eternal. Zawsze nagrywał sam, miał raz atak podczas nagrywania. Był zmęczony przez zażywanie leków, które trzymał w małych pudełeczkach. Było ich bardzo dużo. Był zawstydzony ich braniem, te wprawiały go w stany senności i przytłumienia. Miał swoją książkę w której zapisywał teksty, ale nigdy ich nie pokazywał, traktował to bardzo prywatnie. 

Kiedy odsłuchała kasety z nagraniem Closer zrozumiała jak bardzo prywatne były te teksty i jak bardzo smutne. Nie wszystkie były o nim, ale pisał też o swoich marzeniach i snach, był człowiekiem bujającym w obłokach tworzył lekko surrealistyczną poezję. Sumner opowiada o genezie piosenki the Eternal, opisującej chłopca z zespołem Downa, który mieszkał blisko Curtisa w Macclesfield. Jego całym światem był ogród ogrodzony ścianą. Curtis widział tego chłopca w młodości i kiedy stał się mężczyzną zobaczył go ponownie, wciąż na takim samym etapie rozwoju. Wyglądał wciąż tak samo, i ciągle ogród i mur były całym jego światem. Tak powstał the Eternal. 

Sumner opowiada jak w filmie dokumentalnym o nasilających się atakach i ograniczeniach jakich musiał stosować w życiu Curtis, nie mógł trzymać dziecka, prowadzić auta, musiał uważać na dworcach itd. Powiedział podczas jednej z nocy że teksty zawsze sprawiały mu kłopoty, zwłaszcza zakończenia, ale teksty Closer napisały się same, i że podczas pisania miał uczucia klaustrofobiczne - czuł się jakby znajdował się wewnątrz pralki. Podczas jednego z ataków spadł ze schodów i rozciął głowę. Zespół był zupełnie bezradny. 

Hook wspomina tekst LWTUA który po latach ma zupełnie inny wydźwięk niż w czasie gdy żył wokalista JD. Morris z kolei wspomina że Curtis około miesiąc przed próbą samobójczą powiedział mu, że odchodzi od żony i zespołu, emigruje do Holandii i zakłada tam księgarnie. 

Wypowiedź Deborah Curtis z jej książki z kolei podkreśla, że Ian poinformował ją, iż zespół zamierza zawiesić koncerty na rok, ale ona w to nie uwierzyła. Był to tylko chwyt uspokajający Iana, wkrótce potem bowiem ogłoszono kolejne koncerty w UK i trasę po USA. 

Paul Morley podkreśla jak w tamtym czasie świat Curtisa się zawalił. Nie istniało jego zdaniem rozdzielenie między sztuką a jego prywatnym życiem, to wszystko zlało się w całość. Peter Saville wspomina powstanie okładki Unknown Pleasures (pisaliśmy o tym TUTAJ) i Closer. Zespół przyszedł do niego ale tym razem nie mieli żadnego pomysłu - zapytali czy może im coś zaproponować. Naciskał głównie Gretton, wiec Saville zaproponował zdjęcia Bernarda Pierre Wolffa (warto zobaczyć TUTAJ), które poznał dzięki francuskiemu magazynowi Zoom. Spojrzeli na zdjęcia i wskazali jedno z nich. Nie chcieli nazwy grupy na okładce, Saville wybrał odpowiednią czcionkę (gravure) znalazł ją w książce niemieckiego profesora (warto zobaczyć TUTAJ), miała przypominać litery wyryte w kamieniu. W ten sposób umieścił na okładce nazwę Closer. 

Jon Wozencroft porównuje obie okładki - jedna jest czarna druga biała. W tej płycie zawarty jest jakiś koniec, i mimo tego, że Curtis prawdopodobnie nie planował wtedy samobójstwa, wbrew swoim ambicjom stał się legendą na kształt Briana Eno. Morley wskazuje na transformację intelektualną Curtisa - podczas nagrywania Unknown Pleasures był zafascynowany Ballardem czy Burroughsem, a płyta jest o młodym chłopaku próbującym wkraczać w świat. Wtedy zdawał się myśleć, że fajnie byłoby być kimś jak Bowie czy Burroughs, na Closer już kimś takim się stał.

Rozdział kończy podsumowująca wypowiedź Annik Honore, która podkreśla jak wielka chemia łączyła członków JD i Hannetta. Muzyka wyszła z głębi ich, uważa że Ian Curtis nie miał wcale ochoty przechodzić do historii, tworzył bo był niezwykle utalentowany. Jego zachowanie sceniczne i wizerunek artystyczny nie był kalkulacją, był w pełni naturalny, a Curtis posiadał w sobie światło i ducha.

Wkrótce omówimy kolejny rozdział z tej znakomitej książki dlatego  czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.