THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
niedziela, 12 listopada 2023
Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Victorialand Cocteau Twins - najpiękniejszy album w historii muzyki
sobota, 11 listopada 2023
Masowe niszczenie dzieł sztuki: od Egiptu do pseudoekologów
Co sprawia, że ktoś niszczy cenne dzieło sztuki? Czy powodem jest ideologia czy tylko polityka? Ostatnio często docierają do nas informacje o próbie dewastacji uznanych dzieł przez tzw. aktywistów klimatycznych. Tak stało się też całkiem niedawno, dwóch ludzi w londyńskiej National Gallery zaatakowało młotkami szybę chroniącą obraz Diego Velázqueza Toaleta Wenus. Mężczyźni zostali aresztowani, ale kto wie, czy gdyby ich nie powstrzymano, nie stracilibyśmy bezcennego płótna.
Mówią, że prawda obroni się sama i przebije do ogółu. Czy więc taka prawda, która potrzebuje agresji i zgiełku jest rzeczywiście prawdą? Na to każdy musi odpowiedzieć sobie sam, a my tylko przypominamy, że w historii ludzkości pomysły likwidacji dzieł sztuki już były realizowane. I nie zawsze chodziło, tak jak w tym ostatnim przypadku, o wywołanie zamieszania.
Przyjrzymy się zatem kilku wybranym (oczywiście nie wszystkim, bo lista byłaby bardzo długa) przypadkom wandalizmu:
Może zacznijmy od starożytności: od niszczenia posągów i innych wyobrażeń faraona Echnatona, który zasiadał na tronie mniej więcej od roku 1353 p.n.e. do 1336 p.n.e. Władcy Egiptu, którzy przyszli po nim chcieli całkowicie usunąć go z historii. I tak stało na ponad 3 tysiące lat… Pamięć o nim przywrócił dopiero egiptolog Theodore Monroe Davis, który odnalazł królewską mumię, a potem inni badacze, którzy odkryli szczątki jego posągów.
W 1975 r. największy obraz Rembrandta, Straż nocna (1642), stał się celem mężczyzny, który nożem do chleba odciął kawałek obrazu, mimo prób powstrzymania go przed tym przez strażników muzealnych. Konserwacja obrazu trwała cztery lata. W 1990 roku inny człowiek znów próbował zniszczyć dzieło, polewając je nieznaną substancją chemiczną.
W 1997 roku rosyjski artysta i anarchista Aleksandr Brener namalował zielonym sprayem na obrazie Malewicza w Stedelijk Museum w Amsterdamie znak dolara. Brener oświadczył po tym, że jego wandalizm był protestem mającym na celu uwypuklenie korupcji i komercjalizacji w świecie sztuki. Za swoją akcję dostał kilka miesięcy więzienia.
Posągi Buddy w Bamianie, które datowane są nawet na VI wiek, były przez pewien czas jednymi z najważniejszych dzieł sztuki w Afganistanie. Miały ponad 30 metrów wysokości i zostały wyrzeźbione w zboczu klifu. Jednak w 2001 r. posągi zostały w zasadzie zniszczone, przez talibów. Używając ładunków wybuchowych, łopat i młotów, stopniowo rozbili monumentalne posągi które uznali za bogów dla niewiernych. A świat przyglądał się temu.
Ostatnio, od 2022 r. prób niszczenia dzieł sztuki jest więcej. Działacze klimatyczni rozpoczęli serię protestów, podczas których przyklejali się do ram słynnych dzieł sztuki w Niemczech, Włoszech i Wielkiej Brytanii, a wszystko po to, aby skłonić rządy do szybszych działań w celu zażegnania zagrożenia katastrofą ekologiczną . Ich pokazową akcją było oblanie w National Gallery w Londynie zupą pomidorową Słoneczników Vincenta van Gogha.
Od tego momentu takich akcji jest niestety więcej: obrzucono puree ziemniaczanym dzieło Moneta w Poczdamie w Niemczech i opryskano olejem obraz Klimta w Wiedniu. Nie wydaje się, aby aktywiści mieli wycofać się ze swoich pomysłów. Sprzyja im pobłażliwość władz, które zasądzają im śmieszne kary, co tylko ich rozzuchwala. Tak więc spieszmy się oglądać oryginały, póki jeszcze są w jednym kawałku.
piątek, 10 listopada 2023
Piątek z the Beatles: Po Revolver był Pepper - cz.4. Narkotykowy odjazd Lennona podczas nagrywania Getting Better
czwartek, 9 listopada 2023
Malarstwo Jolene Lai: fantazja, melancholia, ironia i absurd
Pamiętacie Żaberzwłoka? Szło to tak:
'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.
Wiersz autorstwa Lewisa Carrolla przetłumaczono oczywiście na język polski, w dodatku zrobiło to kilku twórców, między nimi znalazł się nawet polityk. Zobaczcie jak im poszło (więcej tłumaczeń jest TUTAJ)
Stanisław Barańczak –
Dziaberliada
Brzdęśniało już; ślimonne prztowie
Wyrło i warło się w gulbieży;
Zmimszałe ćwiły borogowie
I rcie grdypały z mrzerzy.
Janusz Korwin-Mikke –
Żabrołak
Błyszniało – szlisgich hopuch świr
Tęczując w kałdach świtrzem wre,
Mizgłupny był borolągw hyr,
Chrząszczury wlizły młe.
Jolanta Kozak –
Dziaberlak
Bzdrężyło. Szłapy maślizgajne
Bujowierciły w gargazonach
Tubylerczykom spełły fajle,
Humpel wyświchnął ponad.
Maciej Słomczyński –
Dżabbersmok
Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
Robert Stiller –
Żabrołaki
Był czas mrusztławy, ślibkie skrątwy
Na wałzach wiercząc świrypły,
A mizgłe do cna boroglątwy
zdomne świszczury zgrzypły.
Nie wiem dlaczego, ale wiersz ten przyszedł nam na myśl, gdy zobaczyliśmy malarstwo Jolene Lai, urodzonej w Singapurze w 1980 roku i mieszkającej w Los Angeles w Kalifornii malarce i ilustratorce. Zaczynała od projektowania graficznego i plakatów filmowych, by w wieku 30 lat wywrócić swoje życie do góry nogami i zająć się wyłącznie sztuką.
środa, 8 listopada 2023
Streszczenie książki Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records cz.18. Joy Division tworzyli swoisty rodzaj muzycznej intensywności
Wilson w tamtym czasie uważał, że OMD powinni stać się popową twarzą Factory.
wtorek, 7 listopada 2023
Fotografie Stefanii Gurdowa: Lalki w teatrze życia
Opowiemy teraz historię emancypantki, która utrzymywała siebie i swoją córkę prowadząc prywatny zakład. A zaczynała raptem trzy lata po tym, gdy w Polsce przyznano kobietom prawa wyborcze (stało się to, jak przypominamy 28 listopada 1918 roku). Stefania Gurdowa, bo to o niej mowa, to mało znana, ale znakomita artystka. Fotografie jej autorstwa odkryte na strychu jednej z kamienic w Dębicy, niewielkim miasteczku koło Krakowa, stały się sensacją. Ponad tysiąc szklanych negatywów uwieczniło portrety dawnych mieszkańców Dębicy i okolic z okresu międzywojnia. Ta ilość i wysoki poziom zdjęć skłonił do poszukiwań informacji o ich twórcy.
I tak z każdej kliszy spoglądają na nas poważni mieszkańcy Dębicy i jej okolic. Upozowani niczym lalki w teatrze życia odgrywające swoje role. Tylko w oczach widać starannie ukrywane emocje, jakieś napięcie, oczekiwanie, poddanie się konwencji, wynikającej z ich statusu społecznego, stroju, wieku. I tak widzimy, ucznia, staruszkę, atletę, chłopa, żyda, gospodynię, kawalera, dziewczynę… Po wielu latach, pokazane na nowo na wystawie zdjęcia znalazły swoje imię, niektórzy mieszkańcy rozpoznali na nich swoich krewnych czy nawet siebie samych.























































