Trzeci w dorobku, ale za to pierwszy w pełni instrumentalny, album Mariusza Dudy z Riverside, pod pseudonimem Lunatic Soul. Ich debiut opisywaliśmy TUTAJ, i wtedy przedstawiliśmy motywację muzyka do podjęcia działań autorskich. W rzeczywistości jednak autor nie działa sam - towarzyszą mu na płycie Maciej Szelenbaum (pianino) i Wawrzyniec Dramowicz (perkusja), choć tylko w kilku utworach. Za to Mariusz Duda wykazuje się wybitnymi umiejętnościami, skomponował muzykę (poza Impressions II) i gra na gitarze akustycznej, basie, klawiszach, perkusji, ukulele, kalimbie, podkłada też głos... Całość opatrzona jest piękną minimalistyczną szatą graficzną autorstwa Travisa Smitha.
O współpracy z innymi muzykami, podczas realizacji swojego debiutu, Mariusz Duda w wywiadzie udzielonym TUTAJ mówi tak:
Maciej Szelenbaum – tworzyliśmy razem piękne dźwięki na długo przed powstaniem zespołu na „R”. Maciek jest współautorem kilku kompozycji, zagrał na klawiszach, pianinie, fletach różnej maści, harmonijce, instrumencie z jedna struną, którego nazwy ni cholery nie znam, i qujangu. Zagrałby na jeszcze kilku instrumentach, ale już mu nie pozwoliłem, bo głupio bym przy nim wyglądał.
Wawrzyniec Dramowicz – nie widziałem nikogo innego na jego miejscu. Dla niewtajemniczonych, na co dzień perkusista Indukti, zespołu, który bardzo sobie cenię. Zagrał dokładnie to, co chciałem, – nawet nie musiałem nic mówić. To znaczy - chyba coś powiedziałem, ale nie pamiętam.
O samym albumie artysta TUTAJ mówi tak: To akurat jest moja fascynacja takimi brzmieniami (chodzi o brzmienia elektroniczne z lat 80-tych), która zaczęła się już trochę wcześniej, bo na płycie „Impressions” z 2011 roku. Tam chociażby utwór „Impressions I” był elektroniczny, ale potem nie rozwijałem tego kierunku, bo się bałem.
A sam album to absolutnie genialna muzyka. Gatunek nie do zaszufladkowania, choć na Discogs uważają że to rock akustyczny, czy progresywny (TUTAJ).
Jest tutaj wszystko, piękne fortepianowe pasaże (Impression VIII), gitarowe krajobrazy (Impresion VI), niesamowite gitary (powalający wręcz Impression III), znakomite głosy (Impression IV), elementy smutku, czy wręcz lekkiego horroru (Impression V i VII)...
Słychać tutaj momentami Orkiestrę Ósmego Dnia, gdzieś w tle może pobrzmiewa refleksyjny Cocteau Twins z fortepianem Harolda Budda, ale to wszystko nie jest żadnym naśladownictwem, to znakomita autorska twórczość, i co najważniejsze - kompletnie się nie starzeje ...
Mariusz Duda powiedział, że album jest soundtrackiem do nieistniejącego filmu.
Idealna muzyka na lato, tak jakby artysta chciał nam przekazać, że w każdy dzień lata niesie ze sobą coraz większy smutek zbliżającej się jesieni...
Arcydzieło i to w wielu wymiarach.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Lunatic Soul - Impressions, KSCOPE 2011, realizacja: Mariusz Duda i Magda oraz Robert Strzedniccy, tracklista: Impression I, Impression II, Impression III, Impression IV, Impression V, Impression VI, Impression VII, Impression VIII.
W ostatnią sobotę opisaliśmy najdroższy obraz świata, czyli Salvator Mundi przypisywany Leonardo da Vinci (LINK). Wiąże się z nim jeszcze jedna tajemnica, którą odkryli informatycy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine. Stworzyli oni wirtualną kopię obrazu, aby przeanalizować detal jakim jest kula trzymana przez Chrystusa w lewej ręce. To głównie przez nią niektórzy eksperci powątpiewali w autorstwo Leonarda. Bo kula na obrazie nie załamuje według nich światła realistycznie, w odróżnieniu od kul na późniejszych kopiach dzieła. I nie jest to sprawa obojętna, bo jak zauważył Michael Daley, dyrektor ArtWatch UK, jest mało prawdopodobne, aby Leonardo, który wiedział wszystko o optyce, tak po prostu postanowił nie zawracać sobie tym głowy.
Naukowcy z Irvine, czyli Marco Zhanhang Liang, Michael T. Goodrich i Shuang Zhao opublikowali niedawno artykuł (TUTAJ), w którym przeanalizowali kulę przy pomocy wielu programów do trójwymiarowego modelowania i animacji a następnie zsyntetyzowali sposób, w jaki kule z różnych materiałów odbijałyby postać Chrystusa. Z wykonanych zadań wysnuli następujący wniosek: Gdyby kula ziemska była litą bryłą, zachowywałaby się jak wypukła soczewka, odwracająca i powiększająca wszystko, co znajduje się za nią, a tego na obrazie nie ma. Jednak rendering kuli na obrazie może nadal być bardzo precyzyjny - jeśli przedstawiona szklana kula jest pusta. To wyjaśniałoby minimalne zniekształcenie sposobu, w jaki namalowana jest szata Chrystusa widziana przez nią. Pusta kula nie powoduje zniekształceń. Co więcej, po zbadaniu, jak światło załamuje się w różnych typach kul, informatycy oszacowali, że kula w Salvator Mundi ma promień 6,8 cm i znajduje się 25 cm przed figurą Jezusa. Grubość jej ścianek, biorąc pod uwagę te proporcje, nie przekracza więc 1,3 milimetra. Cienie obrazu sugerują ponadto zastosowany przez malarza sposób oświetlenia: pada z góry i jest rozproszone. Leonardo był zafascynowany sposobem, w jaki szkło reaguje na światło, prowadził nawet zeszyty, w których zapisywał diagramy dotyczące optyki. Dlatego wiedział w jaki sposób światło załamuje się na szklanej kuli i bez problemu umiał ją namalować i to z ogromną dokładnością.
To jednak jeszcze nie koniec sekretów związanych z Salvatorem Mundi i znajdującym się na nim przedmiotem. Trudne do zinterpretowania są również białe kropki, które da Vinci umieścił na kuli. Eksperci niedawno odkryli, że ich rozmieszczenie idealnie odwzorowuje położenie na niebie trzech najjaśniejszych gwiazd z konstelacji Oriona. Można zauważyć również, że wzmianki o Orionie pojawiają się z niezrozumiałych powodów nawet w Starym Testamencie: On stwarza gwiazdy: Niedźwiedzicę, Oriona, Plejady i konstelacje nieba południowego – możemy przeczytać w Księdze Hioba (Hi 9,9). W księdze Amosa także je wymieniono: Ten, co uczynił Plejady i Oriona przemienia ciemności w poranek, a dzień w noc zaciemnia, Ten, który wzywa wody morskie i rozlewa je po powierzchni ziemi - Pan jest imię Jego (Am 5,8) , a w końcu Izajasz: Bo gwiazdy niebieskie i Orion nie będą jaśniały swym. światłem, słońce się zaćmi od samego wschodu, i swoim blaskiem księżyc nie zaświeci (Iż 13,10).
Co to może oznaczać? Badacze po dłuższych analizach są zgodni - Leonardo na obrazie pokazuje, że Jezus jest również Zbawicielem Kosmosu, a nie tylko Ziemi. Ikonograficznie więc trzy kropki na kuli odnoszą się więc do kosmosu i gwiazd, które w starożytnej kosmologii Ptolemeusza osadzone były w nieruchomej, krystalicznej oraz eterycznej kuli niebieskiej z Ziemią w centrum wszechświata. Widzimy zatem, jak ważne są szczegóły. I gdzie mogą zaprowadzić dociekliwych badaczy.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy na naszym blogu omawianie specjalnego wznowienia albumu Revolver zespołu the Beatles (TUTAJ) streszczeniem wstępu Paula McCartneya. Następnie streściliśmy relację Gilesa Martina (TUTAJ) - współrealizatora nagrań, a fenomen albumu omawiał raper Questlove (TUTAJ). Opisaliśmy też historię zastosowania sitaru (TUTAJ) i jak powstawały efekty specjalne (TUTAJ), oraz zaczęliśmy omawiać rozdział zatytułowany Track by Track, w tym historię powstania piosenki Taxman (LINK), Elanor Rigby (LINK), I'm Only Sleeping (LINK), Love You To (LINK), Here, There and Everywhere (LINK), Yellow Submarine (LINK), She Said She Said(TUTAJ), Good Day Sunshine (LINK), And Your Bird Can Sing (TUTAJ), For No One (LINK), Doctor Robert (TUTAJ) i I Want To Tell You (LINK).
Dziś historia piosenki Got To Get You Into My Life.
Ręczne notatki Phila McDonalda.
Nie zachował się rękopis tekstu tej piosenki. Ze źródeł wiadomo, że to utwór, jaki Paul napisał w dedykacji marihuanie. W wydawnictwie deluxe jednak, podobnie jak w opisie poprzedniej piosenki, zespół na wstępie podaje wersję oficjalną.
A jest ona taka, że piosenkę napisał Paul i jest ona o chłopaku, który widząc nieznajomą, zakochuje się w niej. Zatem to pieśń o romantycznym pożądaniu. W roku 1980 John w wywiadzie ujawnił rzeczywiste przesłanie utworu. Jest to jego zdaniem opis pierwszego wzięcia LSD przez McCartneya. John uważał, że tekst tego utworu jest znakomity. Wspomniał też, że pierwsze doświadczenie Paula z LSD miło miejsce w grudniu 1965 roku. Paul z kolei wspomina, że to oda do marihuany. Zespół w jej branie wprowadził Bob Dylan, który odwiedził ich w Ameryce podczas koncertów (sierpień 1964). Podczas kręcenia filmu Help! spalili jej bardzo dużo (o czym jeszcze napiszemy), byli przez to w doskonałych humorach.
Wizja piosenki od początku była dość jasna. Zespół kochał r'n'b. Wtedy słuchali dużo płyt z wytwórni Motown a także muzyki soul ze studio Stax w Memphis.
Nawet chcieli w niej coś nagrać, ale nie doszło to finalnie do skutku, a powodem były pieniądze. Mieli w planach zaprosić niektórych muzyków nagrywających dla Stax do omawianej dziś piosenki.
Nagrali ją drugiego dnia sesji, po Tomorrow Never Knows. Podjęli pięć prób, Paul grał na organach, George na gitarze akustycznej, Ringo na bębnach. Istnieje też wersja instrumentalna.
Jedna z wersji zaczyna się dialogiem o użyciu organów.
W kolejnych wersjach John gra główne akordy na gitarze, Paul na basie, Ringo na bębnach. Istnieje też wersja z eksperymentalnym fuzzującym riffem George'a (track 2). Do wersji track 8 dodano chórki. Na niektórych wersjach wymazano pewne fragmenty i dograno inne, na co wskazują notatki Phila McDonalda. Fuzzujące gitary dograno także do track 2.
Utwór odłożono na około miesiąc. 18.05.1966 dograno trąbki. Zaproszono w tym celu 5 muzyków. Wśród nich trębacza Eddie Thorntona i saksofonistę Petera Coe. Nie dostali zapisu nutowego co mają grać, po prostu przesłuchali utwór i zagrali jak uważali. Istniejąca w tych miejscach gra zespołu została wymazana i na jej miejsce wgrano trąbki i saksofony.
Istnieje kilka innych wersji piosenki. Finalnie nagrano też 5 miksów mono 17.06.1966. Za najlepszą uważa się wersję RM7.
Została ona skopiowana na jeden z magnetofonów, i do niej dograna została z drugiego magnetofonu sekcja dęta. To nie było łatwe, magnetofony miały minimalnie różne prędkości. To powodowało powstanie dźwięku fazowania, co jest typowe dla kilku nagrań zespołu z tamtej epoki.
Cliff Bennett & The Rebel Rousers dostali okazję nagrania własnej wersji piosenki 2.07.1966, a ich singiel ukazał się w czasie promocji albumu.
Stało się tak, bo zespół znał artystę z czasu gry w Hamburgu. Beatlesi go lubili i vice versa. Paul pomagał w pracy nad tym miksem, a piosenka znalazła się na Top 10 w UK.
Po latach cover nagrali też Earth Wind and Fire, nadając piosence wersję soul.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Kilka razy pisaliśmy już o sztuce steampunk (TUTAJ). A dzisiaj prezentujemy miejsce, w którym możemy przenieść się w świat steampunk niczym z wyobraźni Juliusza Verne. Jest to park Les Machines de l'île w Nantes, efekt wyobraźni François Delaroziere i Pierre'a Orefice'a (LINK).
Na terenie dawnych stoczni ustawili oni niezwykłe maszyny, dziwne konstrukcje, których powstanie można tam obserwować od chwili koncepcji na papierze przez proces produkcji . Co ciekawe, obaj nie są mechanikami. Pierre Orefice jest magistrem ekonomii, uczył się w prestiżowej Sciences Politiques w Paryżu. Od 1985 do 1998 był producentem i administratorem Royal de Luxe, teatru ulicznego z siedzibą w Nantes. Kierował także projektem Cargo 92, czyli statku Le Cargo Melquiades-Ville de Nantes, który przewoził na pokładzie cztery francuskie zespoły teatralne – Royal de Luxe, Mano Négra, Philippe Découflé i Philippe Genty na występy po portach Ameryki Południowej. W latach 1998-2007 Pierre był dyrektorem artystycznym Manaus – stowarzyszenia tworzącego i produkującego wydarzenia, które miały miejsce w plenerowych przestrzeniach miejskich. W związku z tym został zaproszony przez miasta Antwerpia i Nantes by koordynował obchody roku 2000. Potem, w 2004 roku, stworzył podobną imprezę na potrzeby festiwalu Floralies w Nantes, budując roślinny port Île Feydeauoraz Embankment Gardens w dorzeczu Ceineray. W 2013 roku – kiedy Nantes było Europejską Zieloną Stolicą – ta kreacja stała się stałą ekspozycją miejską.
François Delaroziere jest natomiast absolwentem szkoły Beaux-arts de Marseille. W 1999 roku założył stowarzyszenie La Machine, budował scenografie i konstrukcje poruszające sceny w teatrach oraz mechanizmy dla karuzel.
W 2003 roku duet François Delaroziere i Pierre Orefice - założyli Les Machines de l'île. Ten projekt kulturalno-turystyczny utorował drogę dla machines de villes (miejskich maszyn), ruchomych lub stałych konstrukcji ożywiających przestrzeń miejską. Najbardziej chyba znanym ich wytworem był stworzony w 2008 roku projekt Les Mécaniques Savantes dla Liverpoolu, który był wówczas Europejską Stolicą Kultury. Był to mechaniczny bestiariusz. Został on zaprezentowany w następnym roku w Japonii z okazji 150. lecia portu Yokohama.
Ale wracając do parku w Nantes, pierwszą jego atrakcją był (i jest nadal) Le Grand Éléphant (Wielki Słoń), ruchome mechaniczne zwierzę, zdolne do przewożenia do 49 pasażerów w przeciągu 30-minutowego spaceru. Wykonany z drewna i stali ma około 12 metrów wysokości i waży 48 ton.
Kolejnym urządzeniem jest otwarta w 2012 roku Carrousel des Mondes Marins (Karuzela Morskich Światów) - gigantyczna karuzela, której trzy poziomy sięgają 25 metrów w górę, a każde piętro poświęcone jest tematyce żeglarskiej. Na poziomie najniższym, czyli dna morskiego, mamy kraba, kałamarnicę, boxfish i batyskaf. Na środkowym poziomie można zobaczyć ryby świetlikowate, ogromne płaszczki (manty) i okoniopiraty. Najwyższy poziom zajmują łodzie, latające ryby i meduzy.
Następnym obiektem przyciągającym zwiedzających jest La Galerie des Machines (Galeria Maszyn), gdzie można zobaczyć prototypy maszyn, które są w trakcie opracowywania. I ostatnia atrakcja, otwarta w zeszłym roku: L'Arbre aux Hérons (Drzewo Czapli): wielkie, masywne, stalowe drzewo o wysokości 30 m, złożone z 22 konarów, po których zwiedzający mogą podróżować specjalnymi pojazdami.
Na pewno zadziwia rozmach, z jakim są projektowane i wdrażane poszczególne elementy parku. Wydaje się, że wszyscy się tam świetnie bawią, a najbardziej twórcy i pomysłodawcy tego miejsca. I chyba o to w tym wszystkim chodzi.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Książka Micka Middlesa pt. From Joy Division to New Order. The True story of Anthony H. Wilson and Factory Records, wydana została przez wydawnictwo Virgin Books w roku 1996. W moim posiadaniu jest wznowienie z roku 2002.
Streszczenie pierwszego rozdziału pojawiło się TUTAJ, drugiego TUTAJ. Dziś pora na rozdział trzeci pt. Of Sweet Salford and Sad Suburbia: Anthony H. Wilson.
Jedną z najbardziej znanych ulic Salford jest Regent Road, gdzie pod numerem 448 mieścił się sklep z papierosami należący do rodziny Wilsonów. Anthony urodził się w szpitalu Salford's Hope w 1950 roku. Dzieciństwo spędził w sklepie, i w szkole katolickiej w Marple, ale ciągle związany był z Salford. To gotyckie miasto wydawało się mu bardzo tajemniczym miejscem.
W dzieciństwie dostał pierwszą gitarę, zakupioną za bardzo niewielką kwotę 4 GBP w sklepie Mamlock w Manchesterze, później już jako nastolatek dostał lepszą, elektryczną. Chodził nawet na lekcje gry. Jego ulubionym gitarzystą w tamtym czasie był amerykanin Duane Eddy. Lubił też the Shadows, choć teraz może to wydawać się zabawne, ale na początku kariery zespół uchodził za pionierów r'n'b.
Kiedy Harris i Meehan opuścili zespół, Tony kupował ich płyty. Stawiał je koło płyt the Beatles. To była druga jego wielka miłość, obok muzyki gitarowej - płyty i ich okładki. Spędzał godziny w sklepach na oglądaniu płyt i kupowaniu ich. Przyglądał się okładkom a jeden ze sklepów płytowych mieścił się blisko sklepu tytoniowego ojca. Jego ulubioną piosenką roku 1964 był utwór the Animals Don't Let Me Be Misunderstood:
Wtedy zainteresowania Tony'ego zwróciły się w stronę folku wczesnych lat 60-tych jak choćby Bob Dylan. Zaczął czytać książki beatników jak Kerouac, Ginsberg, Burroughs i powieści Faulknera. Generalnie był zafascynowany Ameryką. Nie zauważył przez to fenomenu Bowiego, skupił się na Velvet Underground, czy Iggy Popie.
Na Uniwersytecie w Cambridge skończył filologię i zanurzył się, jako redaktor gazety uczelnianej, w świat mediów. Sam nie wiedział, skąd wzięła się jego fascynacja telewizją. Najpierw pisał scenariusze programów, by w końcu w 1973 roku, stać się prezenterem Granada Reports. Ponieważ miał awersję do brytyjskiego rocka w programie skupiał się muzyce Bruce'a Springsteena czy Iggy Popa.
Program stał się wkrótce najbardziej innowacyjny w kraju, przy okazji nie był też pozbawiony ekscentryczności. Najciekawsze były wywiady, jak choćby ten z Leonardem Cohenem. Na pytanie do artysty, dlaczego jest taki smutny, Cohen z rozbrajającą szczerością odpowiedział Wilsonowi, że wcale nie jest smutny, tylko po prostu wk@@wiony.
Z kolei wywiad z Lydonem z PiL był dziwny, ponieważ muzyk mówił bardzo wolno, co Tony wyjaśnił brakiem ograniczeń czasowych u artysty.
Jednak za chwilę miał nadejść kolejny program Tony'ego, który stał się hitem, czyli So It Goes.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Obrazy Roberta LaDuke'a (ur. 1961 r.) to połączenie wspomnień, snów i codzienności. Urodzony w Holyoke w stanie Massachusetts (USA) artysta maluje w klimacie lat 30-40 poprzedniego wieku, przedstawiając różne pojazdy w stylistyce tamtych czasów, w modnym wówczas Art Deco. Konsekwentne używa jasnych, ostrych kolorów, płaskich plam i zadziwiających skrótów perspektywicznych. Ale jest w tych pracach element, który je wyróżnia. Jest nim dziwny bezruch, cisza, w jakiej dzieją się zaaranżowane, nieprawdopodobne sytuacje, nawet katastrofy.
Pomimo pogodnej aury, tych kolorów, widzimy spadające z nieba samoloty i samochody, albo inne pojazdy zmierzające do nieuniknionego kataklizmu. Jednak wcale nie powoduje to u widza smutku, nikomu nie przeszkadza to co dzieje się na obrazie, zupełnie jakby dotyczyło to innej płaszczyzny rzeczywistości.
Podobno tematyka prac bierze się u artysty z jego dzieciństwa, z rodzinnych wypraw kamperem po Ameryce. A on sam tak komentuje swoją twórczość: Lubię tworzyć narracje o rozmaitym znaczeniu. Wyobrażam sobie, że pewnie u genezy tych moich rysunkowych ilustracji jest coś mrocznego, jakiś mroczny, ale humorystyczny rys. Chociaż realizm często dominuje wizualnie w moich pracach, w rzeczywistości stanowi jedynie konstrukcję do metaforycznych odniesień. I faktycznie, na obrazach Roberta dzieje się sporo. Każde płótno opowiada swoją historię, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z komiksem. Wydaje się, że coś się zaraz wydarzy. Wszystko jest w mobilnym bezruchu i wszystko jest nieprzewidywalne. Pociągi pędzą po torach, samochody ścigają się, samolot leci w przepaść, wszystko zmienia się…
Kontakt z artystą można nawiązać przez profile w mediach społecznościowych TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Peter Hook ogłosił szczegóły tournee po Europie. W listopadzie br wystąpi we Wrocławiu bilety do nabycia TUTAJ.
Inna była gwiazda Factory - Durutti Column oferuje ręcznie numerowany plakat będący reprintem posteru promującego występ zespołu w katedrze w Manchesterze 24 września 1998 r. Limitowana edycja to 100 ręcznie numerowanych plakatów A3 - do nabycia TUTAJ.
Kolejny wykonawca z Manchesteru - The Chemical Brothers, gwiazda tegorocznego FEST Festival, oferuje nowy singiel Live Again. To już kolejna, po singlu No Reason, zapowiedź ich dziesiątego albumu studyjnego.
Skoro pojawili się chemiczni bracia - rozważania z zakresu fizyki i chemii, czyli o roli temperatury. Dyskusja
na temat tego, czy ketchup powinien być przechowywany w lodówce czy w
zwykłej kuchennej szafce, trwa od lat i wygląda na to, że Heinz w końcu
wydał swój werdykt w tej sprawie. W oświadczeniu, które wywołało spore
zamieszanie, Heinz napisał na Twitterze: Do Twojej wiadomości: ketchup.
idzie. do lodówki!!! Tak niespodziewany werdykt spowodował szok i
niedowierzanie wielu smakoszy, co można zobaczyć w komentarzach pod
wpisem (LINK).
Jeśli Niemcy: 37-letnia Niemka została skazana na trzy lata więzienia za znęcanie się nad Jazydką, którą przetrzymywała jako niewolnicę. Okazało się również, że nakłaniała swojego męża do gwa**enia i bicia kobiety (LINK).
Maż chciał się na siłę pokłócić z żoną. Wraca z pracy nabuzowany, od drzwi krzyczy:
- Kurtka!
Żona podbiega, chwyta kurtkę, odwiesza
- Kapcie!
Żona podaje kapcie, odstawia buty
Mąż siada przy stole
- Gazeta!
Żona podaje gazetę. Mąż coraz bardziej nabuzowany, bo nie ma pretekstu do kłótni, woła:
-Obiad!
Żona podaje, dwa dania, plus kompot, deser, wszystko pyszne...
Mąż na to:
- Do mnie
Ona podbiega,
- Siad
Ona siada niczym pies!
On na to:
- Warcz
Żona warczy niczym rasowy wilczur
Na co mąż:
- Na Pana warczysz?????
W temacie obrażania - frontman
Placebo, Brian Molko, przerwał koncert w Dublinie, bo mimo ostrzeżeń
widzowie nie odłożyli telefonów i nie przestali filmować. Koncert odbył
się 26 czerwca w
3Arena (LINK).
Jeśli pojawiły się koncerty - Steve
Hogarth – wokalista legendarnego zespołu Marillion – wystąpi 7 grudnia
na specjalnym, świątecznym koncercie w łódzkiej Wytwórni. Bilety w
sprzedaży od 1 czerwca (LINK).
Inny news koncertowy. Organizatorzy
festiwali wykorzystali media społecznościowe, aby podzielić się
informacją jakie to najdziwniejsze i najcenniejsze przedmioty znaleźli
podczas sprzątania pola namiotowego i kempingów. Pewien człowiek, który
pracował w ekipie produkcyjnej Burning Man w Black Rock Desert w
północno-zachodniej Nevadzie, opowiadał, że kiedyś natknął się na
porzucony projekt artystyczny o nazwie Temple of P***. Była to
pionowa, przezroczysta rura o długości siedmiu stóp, wypełniona słoikami
z próbkami ludzkich odchodów. Pomysł polegał na tym, że uczestnicy
performansu, którzy natknęliby się na tę rurkę i stos słoików z
próbkami obok niej, mogli wziąć jeden ze słoików, napełnić go, zakręć i
wrzuć do tuby. Oprócz tego hmm - dzieła sztuki znaleziono mnóstwo
lodówek w każdym kształcie i rozmiarze, różne krzesła składane i polowe,
okulary przeciwsłoneczne, kapelusze, klucze, gotówkę, kilka fajek,
bongo, parasole, wózki, skutery inwalidzkie, trumnę, a nawet butlę
tlenową (LINK).
Pewna para w średnim wieku z północnej części USA, zatęskniła w środku mroźnej zimy do ciepła i zdecydowała się pojechać na dół, na Florydę i mieszkać w hotelu, w którym spędziła noc poślubną 20 lat wcześniej. Mąż miał dłuższy urlop i pojechał o dzień wcześniej. Po zameldowaniu się w recepcji odkrył, że w pokoju jest komputer i postanowił wysłać maila do żony. Niestety omylił się o jedną literę. Mail znalazł się w ten sposób w Houston u wdowy po pastorze, która wróciła właśnie do domu z pogrzebu męża i chciała sprawdzić, czy w poczcie elektronicznej są jakieś kondolencje od rodziny i przyjaciół. Jej syn znalazł ją zemdloną przed komputerem i przeczytał na ekranie:
Do: Moja ukochana żona
Temat: Jestem już na miejscu.
- Wiem, że jesteś zdziwiona otrzymaniem wiadomości ode mnie. Teraz mają tu komputery i wolno wysłać maila do najbliższych. Właśnie zameldowałem się. Wszystko jest przygotowane na twoje przybycie jutro. Cieszę się na spotkanie. Mam nadzieję, że twoja podróż będzie równie bezproblemowa, jak moja.
PS: Tu na dole jest naprawdę gorąco.
W temacie gorąca: Trzy domy w zabudowie szeregowej doszczętnie spłonęły po tym, jak zapalił się samochód elektryczny. Auto stało przy jednym ze środkowych domów. Akcję gaśniczą utrudniał wiatr, przez pewien czas istniało też zagrożenie dla pobliskiej stacji benzynowej. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Ogień pojawił się w sobotnie popołudnie w jednej z dzielnic Sztokholmu (LINK).
Nie dziwi zatem, że sprzedaż tego badziewia spada, mało tego, czołowe firmy niemieckie (VW i BMW) już przestawiają się na produkcję zwykłych samochodów, lub z napędem na wodór (LINK).
Fajnie palą się też francuskie domy i samochody. Wybierzcie Tuska będziecie mieli to samo.
I tego się trzymajmy...
Mimo dość niesprzyjających warunków zewnętrznych...
Jak i wewnętrznych...
Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości. Następnego dnia cud znacznie posiniał i obrzękł.
W temacie cudów - zastępca
burmistrza Helsinek Paavo Arhinmäki został przyłapany na malowaniu
sprayem graffiti tunelu kolejowego (LINK). Lewicowy polityk
przeprosił za swoje zachowanie i zapłacił grzywnę. Ale nie zrezygnował z
funkcji... Jakie przemiany zachodzą podczas przechodzenia od nierozwiniętego socjalizmu, do rozwiniętego?
- Trudności wzrostu przechodzą we wzrost trudności...
Zwykle trudności się spiętrzają, coś jak nieszczęścia, które chodzą parami...
W domu wariatów słychać okropny krzyk jakiegoś wariata. Dyrekcja szpitala biegnie zobaczyć co się stało. Pytają spotkanego po drodze innego wariata:
- Kto tak okropnie krzyczy i dlaczego? - Nie wiem, ale słyszałem, że u nas w szpitalu chcą budować atom. - Ale do atomu potrzebne jest jądro. - Właśnie jednemu chyba wyrywają!
Za to problemów nie ma już Jeffrey Lee Pierce z The Gun Club, dla którego Nick
Cave, Dave Gahan, Debbie Harry i Mark Lanegan przekazali swoje utwory na
płytę będącą hołdem dla jago pamięci, artysta bowiem zmarł w
1996 roku. Album będzie nosił tytuł: The Task Has Overwhelmed Us i
ukaże się 29 września nakładem Glitterhouse Records. Będzie to już
czwarta edycja serii kompilacji organizowanej przez The Jeffrey Lee
Pierce Sessions Project, wymyślonej przez gitarzystę Gun Club, Cypressa
Grove'a. Obecne wydawnictwo poprzedziły: We Are Only Riders z 2009
roku, The Journey Is Long z 2012 roku oraz Axels and Sockets z 2014
roku. Wśród współtwórców nowej kompilacji jest także reżyser filmowy Jim
Jarmusch (LINK).
Skoro film - ostatni
film o Indiana Jonesie w reżyserii Jamesa Mangolda wszedł do kin.
Oryginalną ścieżkę dźwiękową – dostępną już w wersji cyfrowej i na CD –
skomponował pięciokrotny zdobywca Oscara, John Williams. A 9 sierpnia
soundtrack ukaże się także na podwójnym winylu. Scenariusz do filmu
Indiana Jones i artefakt przeznaczenia przypominamy napisali Jez
Butterworth, John-Henry Butterworth, David Koepp i James Mangold na
podstawie koncepcji George’a Lucasa i Philipa Kaufmana. Producentami
wykonawczymi dzieła są Steven Spielberg i George Lucas.
Teraz o innym klasyku. Debiutancki,
solowy album Richarda Wrighta, Wet Dream z 1978 roku, ma zostać
wznowiony przez Rhino/Parlophone Records 28 lipca, w 80. urodziny
klawiszowca Pink Floyd. Reedycja będzie w nowej okładce, a także z nowym
remiksem dzięki uprzejmości Stevena Wilsona. Nowa grafika na okładce
została zamówiona przez dzieci Wrighta, Galę i Jamiego, spadkobierców
Richarda Wrighta, jej autorem jest Costas Spathis, fotograf mieszkający i
pracujący w Grecji, gdzie album został wydany przez Carla Glovera.
Oryginalna grafika Storm Thorgerson i Aubrey Powell z Hipgnosis znajduje
się wewnątrz okładki.
Przypominamy, że Wright zmarł na raka płuc w
swoim domu w Londynie 15 września 2008 roku w wieku 65 lat. Podobno w
chwili śmierci pracował nad materiałem na nowy solowy album. Wznowienie
można zamówić TUTAJ.
Inni wielcy muzycy tworzą supergrupę 3rd Secret, a ta wydała swój drugi album, The 2nd 3rd Secret, nie
poprzedzając jego wydania żadnymi anonsami. Przypominamy, że w skład
zespołu wchodzą gitarzyści Kim Thayil (Soundgarden), Bubba Dupree
(Void), basista Krist Novoselic (Nirvana) i perkusista Matt Camreon
(Soundgarden/ Pearl Jam) oraz wokalistki Jennifer Johnson i Jillian
Raye.
Grupa wydała swój debiutancki album 9 kwietnia ubiegłego roku.
Nowy album pojawił się w serwisach streamingowych 22 czerwca (TUTAJ) i (TUTAJ).
Z innych nowości wielkich gwiazd - były
frontman Free i Bad Company, Paul Rodgers zaprezentował Midnight
Rose, swój pierwszy album od czasu wydania Electric z 1999 roku.
Zostanie on wydany 22 września przez legendarną wytwórnię Sun Records z
Memphis, a singiel z niego Livin' It Up jest już dostępny i gra powyżej.
21 lipca ukaże się dziewiąty album
Blur. autorstwa Jamesa Forda (Arctic Monkeys, Foals, Depeche Mode),
nagrany w Studio 13 w Londynie i Devon. W sieci pojawiła się jego druga
już zapowiedź – utwór St. Charles Square.
Sun's
Signature, duet złożony z byłej wokalistki Cocteau Twins, Elizabeth
Fraser i perkusisty Massive Attack, Damona Reece'a, który wydał swoją
debiutancką EP-kę w zeszłym roku teraz prezentuje rozszerzoną edycję,
która ukaże się 25 sierpnia nakładem Partisan. Znajdzie się na niej pięć
utworów z oryginalnej EP-ki z sześcioma remiksami autorstwa Johna
Granta, Hinako Omori, Gwenno, Willa Gregory'ego z Goldfrapp, LUMP (Laura
Marling + Mike Lindsay) i CUTS.
Na koniec dwa newsy o innych ważnych wydarzeniach. Download Festival i The Heavy Metal Truants anonsują wielką aukcję na rzecz organizacji charytatywnych wspierających dzieci, na której można kupić przedmioty należące do największych gwiazd metalu. Wśród nich są: podpisana przez Davida Coverdale'a gitara akustyczna Yahama z 1974 r., podpisane pałeczki perkusyjne i plektrony gitarowe (piórka) Black Sabbath, oryginalny rekwizyt sceniczny z Iron Maiden, odręcznie napisany tekst przeboju Kiss z 1975 r. Rock And Roll All Nite, zestaw koncertowy zespołu Metallica (składający się ze wszystkiego, co zostało sprzedane na stoisku z gadżetami koncertowymi M72), czarna gitara ESP MH100 z autografem Slipknot, 2 biletów VIP na Queen + Adam Lambert, w tym przeloty i zakwaterowanie, gitary Epiphone z podpisem Lee Malii oraz Bring Me The Horizon i wiele więcej.
Aukcja rozpoczęła się 29 czerwca na oficjalnej stronie internetowej Download 20 Auction będzie trwała siedem dni do 6 lipca 2023 r., do godziny 23:59 czasu brytyjskiego, a zwycięzcy zostaną ogłoszeni w następnym tygodniu (LINK).
Kończymy newsem o wystawie w Polsce. Tego lata bowiem w Gdańsku odbędzie się jedna z największych wystaw prac Zdzisława Beksińskiego, jaką kiedykolwiek zorganizowano. To wydarzenie bez precedensu, podczas którego zaprezentowanych zostanie blisko 70 oryginalnych dzieł jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów ostatniego stulecia. Wystawę Beksiński w Gdańsku będzie można oglądać w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim (ul. Bogusławskiego 1, Gdańsk) od 1 lipca do 1 października tego roku. Bilety na wystawę Beksiński w Gdańsku są już dostępne (TUTAJ).
Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.