niedziela, 11 października 2020

Mural Iana Curtisa wokalisty Joy Division w Manchesterze, czyli Philippe Carly przechodzi do klasyki

Phot. Philippe Carly
 

Ktoś może powiedzieć - zdjęcia Joy Division = Kevin Cummins. Czas jednak pokazuje, że jest zdecydowanie inaczej, a w sieci i w różnego rodzaju wydawnictwach drukowanych pojawia się od lat coraz więcej zdjęć, często anonimowych autorów, które przechodzą do klasyki gatunku. 

Tak też jest ze zdjęciem Iana Curtisa, wykonanym przez Philippe Carly w Brukseli. Sam o tym dla nas napisał w specjalnie dedykowanym poście TUTAJ, a fotografie można zakupić (poza książkami) na jego stronie internetowej (LINK). 

Niestety Philippe ma pecha, bo jego kultowe zdjęcia były w przeszłości przypisywane innym znanym fotografom. Ba nawet dzisiaj uchodzące za poważne media, jak choćby NME informujące o powstaniu muralu (warto zobaczyć choćby TUTAJ) nie podają autorstwa zdjęcia. Pomyśleliśmy zatem, że wspomnimy pokrótce o książce Philippe, na której wnikliwe omówienie przyjdzie jeszcze u nas czas.


Książka, zawierająca zdjęcia z lat 1979 - 2009 z Plan K w Brukseli (o klubie pisaliśmy TUTAJ) została wydana przez ARP2 w roku 2017 i opatrzona jest specjalną dedykacją Petera Hooka i wstępem samego Kevina Cumminsa, wspominającego zajście z przypisaniem autorstwa zdjęcia Philippe właśnie jemu. Niemniej wspomina też, że, cytat: zdjęcie, [które jest umieszczone na opisywanym dziś muralu] stało się ujęciem definiującym wizerunek tragicznie zmarłego artysty, wraz z kilkoma moimi... 

W książce zresztą znajdziemy więcej wpisów i materiałów z kolekcji renomowanych osób z kręgów Joy Divison i Factory Records, jak choćby James Nice, Vincent Cassidy czy wspomniany Peter Hook. Dzieło dedykowane jest Annik Honore cyt: bez której to wszystko nie byłoby możliwe.


Wydawnictwo zawiera historię powstania Plan K i wytwórni Les Disques du Crepuscule (warto zobaczyć TUTAJ), opisaną przez samego Michela Duvala, wspomnienia muzyków i artystów i historyczne zdjęcia, choćby W. Burroughsa i B. Gysina. A artyści? Jest tego tutaj tyle, że o liście powiedzieć imponująca to mało. Spośród pojawiających na naszym blogu znajdziemy choćby A Certain Ratio (TUTAJ), Bauhaus (TUTAJ), Cabaret Voltaire (TUTAJ), Cocteau Twins (TUTAJ), Monochrome Set (TUTAJ), Residents (TUTAJ), Section 25 (TUTAJ), Siouxsie and the Banshees (TUTAJ), New Order (TUTAJ) czy Trisomie 21 (TUTAJ) i wielu wielu innych.

Teraz kilka słów o samym muralu, odsłoniętym przy Port Street w Manchesterze, 9.10.2020 a będącym autorstwa artysty ukrywającym się pod pseudonimem ASKE.  Jak widać na symbolicznej uroczystości nie zabrakło Petera Hooka. Powstanie muralu to początek kilkudniowego wirtualnego festiwalu, podczas którego zbierane będą datki dla muzyków zmagających się z COVID 19. I wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że zarówno NME (a zwłaszcza oni) jak i lokalny portal z Manchesteru (TUTAJ) ogłaszają co następuje (cytujemy za NME -  LINK): Recently, given the challenges posed by the ongoing coronavirus pandemic many people will have faced their own mental health problems and may still be. The unveiling of the mural of Ian Curtis marks the start of World Mental Health Day, in which Headstock will be raising money for the industry and mental health charities/ Ostatnio, biorąc pod uwagę wyzwania związane z trwającą pandemią koronawirusa, wiele osób musi i będzie musiało zmierzyć się z własnymi problemami ze zdrowiem psychicznym. Odsłonięcie muralu Iana Curtisa oznacza początek Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego, podczas którego Headstock będzie zbierać pieniądze dla przemysłu i organizacji charytatywnych zajmujących się zdrowiem psychicznym.

Nie bardzo rozumiemy dlaczego od dość dawna w sieci, choćby na Twitterze, wielu pseudo ekspertów przyczepia Ianowi Curtisowi łatkę osoby chorej psychicznie. Fakt, że miał doła i popełnił samobójstwo, nie musi oznaczać, że był chory. Wielokrotnie spotykałem się w życiu z postawą tego typu - nawet w mojej bliskiej rodzinie - że skoro to zrobił to musiał być nienormalny... W książce Deborah Curtis w ani jednym miejscu nie pada stwierdzenie, że jakikolwiek lekarz badający jej męża stwierdził chorobę psychiczną (a badało go kilku). To, że potrafił zachowywać się niekonwencjonalnie, (jak opisał w swojej książce Peter Hook - TUTAJ) mogło być przejawem jego bezsilności. Kiedy wsłuchamy się w tekst piosenki kończącej Unknown Pleasures - I Remeber Nothing, opatrzonej tak jednoznacznymi efektami specjalnymi przez Martina Hannetta możemy wiele się domyślać. 


O ile piosenka ta nie jest pozą artystyczną, to w życiu wokalisty już wtedy wiele się działo. Czy owe złapanie w klatki zbyt wcześnie, nie oznacza jego przedwczesnego małżeństwa? A scena kiedy jego ręce łamią krzesło? Czy jest tylko, poprzez przekaz artystyczny, odreagowywaniem słynnej angielskiej poprawności, czy też sceną z pamiętnika? Jego żona nie musiała nam przecież napisać w swojej książce wszystkiego, o czym już niedługo...

Reasumując grzecznie prosimy: odpierdolcie się od Iana Curtisa. Przynajmniej z takimi tekstami. A zamiast tego uderzcie się w piersi i przyznajcie się, że mimo jego wcześniejszej próby samobójczej, pozwoliliście mu, kierowani angielską dumą, pychą i egoizmem, zostać samemu w domu tamtej fatalnej soboty.

I to by było na tyle.

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      

sobota, 10 października 2020

Z mojej płytoteki: Killing Joke - Mało znany album koncertowy Love Like Blood ze wspomnieniem Joy Division

 

Dzisiaj chcieliśmy uzupełnić dyskografię Killing Joke, o dość mało znane wydawnictwo, co prawda z roku 2002, jednakże zawierające nagrania live grupy z czasów, które my najbardziej sobie cenimy. To jeden powód, a drugi - to wspomnienie o Joy Division zawarte w tym wydawnictwie.

Zacznijmy zatem od pierwszego, czyli tamtych czasów gdy zespół nagrał (naszym zdaniem) dwa najważniejsze, z punktu widzenia naszych zainteresowań, albumy: Night Time z 1985 roku  (opisany przez nas TUTAJ) i Brighter Than a Thousand Suns z 1986 (opisany TUTAJ). Obie płyty to dzisiaj kanon chłodnej fali, i nawet jeśli ktoś nie lubi maniery wokalnej Jaza Colemana musi je znać! 

Repertuar z tych wydawnictw wypełnia w znacznej większości dzisiejszy album, mówimy o wydawnictwie koncertowym Love Like Blood z 2002 roku wydanym przez wytwórnię Brilliant. Pamiętam, że zakupiłem je składając wcześniej zamówienie w jednym ze sklepów zajmujących się dystrybucją, a reklamowane było, jako powrót właśnie do tamtych lat 80-tych.  



Powód dwa, to jak wiadomo Joy Division, którzy byli supportem Killing Joke. Kto śledził nasze wpisy dotyczące dokumentu Shadowplayers - Fakty i Mity o Factory Records (wszystkie części omówione są pod linkiem na prawym pasku TUTAJ) ten pamięta wspomnienia członków zespołu o tamtych koncertach.


Tak więc w części dziewiątej (opisanej TUTAJ) wokalista Killing Joke opowiadał o lutowym koncercie w London University, kiedy to fani  Joy Division stali i słuchali jak zahipnotyzowani (w przeciwieństwie do żywiołowo reagującej publiki Killing Joke). W jedenastej części natomiast, omówionej przez nas TUTAJ, Jaz Coleman wspomina, jak ostatni raz widział Iana Curtisa. Było to po próbie koncertu z 4.04.1980. Ian stał z jakąś piękną dziewczyną (Annik Honore) i trzymał ją za ręce, było widać że jest bardzo zakochany. Ten obraz, zdaniem wokalisty Killing Joke, epatował delikatnością i pozostał w jego głowie już na zawsze.

Wspomnienie o Joy Division zawarte jest we wkładce omawianego dziś albumu.

 

Neil Kellas pisze:

"Killing Joke to dźwięki wymiotującej Ziemi" (Paul Ferguson). 


Z popiołów eksplozji Punka, wyłonili się w 1979 roku Killing Joke, z grup z Notting Hill w oryginalnym składzie z Jazem Colemanem, Geordie Walkerem, Paulem Fergusonem i Martinem Gloverem (zastąpionym później przez Paula Ravena), a ich intensywne, brutalne brzmienie, zyskało rozgłos wspierając Joy Division w Teatrze London Lyceum. Łącząc polityczny gniew, alienację i okultystycznie inspirowaną wiarę w Armageddon, ze wstrząsająco ponurym muzycznym tłem rodem z metalu, punka i duba powiązany z zespołem bezkompromisowy duch stworzył silną więź z ich fanami, i wywarł wyraźny wpływ na takie zespoły industrial, grunge i metalowe jak Metallica, NIN, a w szczególności - Nirvana.


John Peel był jednym z pierwszych fanów zespołu a ten podpisał kontrakt z Island Records zanim przeszedł do EG gdzie wydał swój pierwszy album w roku 1980. Poświęcenie Jaza Colemana dla satanistycznej filozofii Alistaira Crowleya doprowadziło do jego dość szokującej wyprowadzki do Islandii, a za nim innych członków zespołu, by po ich powrocie wydać dwa albumy z bardziej dostępną muzyką: Fire Dancers i Night Time, prowadzące do sukcesu zespołu w latach 1983 i 1985. Dzieła Crowleya miały podobny wpływ na gitarzystę Led Zeppelin Jimy Page'a niemniej wiara Colemana w ich przewidywalność osiągnęła zatrważający poziom. 

Ten album po wydaniu Night Time zawiera piosenki nagrane na żywo w Loreley w sierpniu 1985 roku (7 z 8 utworów) włączając w to piosenkę tytułową z Night Time i Love Like Blood, ich najpopularniejszy singiel który osiągnął 16 miejsce na liście UK charts. Ostatnie dwie piosenki to utwory z singla z 1986 roku, a wszystkie 17 piosenek prezentuje obraz szorstkiej, apokaliptycznej muzyki zespołu, która po latach, okazała się niezwykle innowacyjna jak na czasy w jakich powstała. 

Neil Kellas, 2002.     


Ponieważ albumu nie ma na YouTube pozwoliliśmy sobie zilustrować sobie to wydawnictwo koncertami z tamtego okresu, z omawianym dziś repertuarem. Jeden z nich omówiliśmy w naszym wcześniejszym wpisie (TUTAJ), a  był to koncert z 1986 roku nadany we włoskiej TV. Drugi, to występ z Alabamy, z roku 1985, czyli roku wydania Nightime.
 
Podczas tego show możemy zobaczyć wszystko to, o czym powyżej pisał Neil Kellas. Apokalipsa, strach na granicy obłędu, ale przede wszystkim wszechogarniający chłód - czyli to, co na tym blogu lubimy najbardziej.
 
I z czym pozostaniemy już do końca. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w manistreamie. 


Killing Joke - Love Like Blood, Brillant 2002, tracklista: The Hum, Darkness Before Dawn,    Requiem, Empire Song, Tabazan, Night Time, Kings & Queens, The Good Samaritan, Love Like Blood, Blood Sport, Complications, The Wait, Pssyche, Eighties, Wardance, Adorations, Chessboards.
 

piątek, 9 października 2020

Z kasety magnetofonowej: Świetliki - Ogród Koncentracyjny, doskonała chłodna fala lat 90-tych

 

Debiut krakowskiego zespołu Świetliki jest ważny z kilku powodów. Po pierwsze, jest to swoistego rodzaju wyjście z bardzo mrocznego cold wave lat 80-tych i ewolucja w kierunku nieco lżejszego grania. Zatem muzycznie mamy tutaj znakomite gitary i ciekawe, pełne interesujących zwrotów kompozycje autorstwa Dyduch/Piotrowicz/Radziszewski. No a tekstowo, wiadomo... Marcin Świetlicki to postać której nie trzeba przedstawiać. Jego wiersze niosą w sobie ciekawy, czasem zabarwiony nutą ironii (w tym autoironii) bagaż doświadczeń. I w zasadzie w każdej piosence na tym doskonałym albumie można doszukać się ciekawych i jakże ponadczasowych bon motów. 
 
Ponieważ jakiś czas temu ukazał się winyl, niestety w małym nakładzie, dziś reaktywujemy dział Z Kasety Magnetofonowej i sięgniemy do tego znakomitego albumu. Przyznam, że słuchałem późniejszych dokonań zespołu, niemniej moim zdaniem ich debiut pozostaje numerem jeden, a Marcin Świetlicki (i teksty z tej płyty) to obok Grzegorza Kaźmierczaka z Variete (TUTAJ) chyba najważniejsi poeci chłodnej fali tamtego czasu.
 
Zanim przyjrzymy się albumowi kilka ciekawych refleksji o nim i panującej wówczas atmosferze, z książki Marcin Świetlicki Autobiografia "Nieprzysiadalność", Rozmawia Rafał Księżyk, wydanej przez Wydawnictwo Literackie w 2017 roku.
Traktowano nas jako dziwnostkę i nie czuliśmy większej akceptacji. Musieliśmy się przetrzeć, bo na początku panowała opinia, że chłopcy może i grają, ale mają chujowego wokalistę. Muzycy nie przejmują się tym, co jest w tekstach. A na początku to była jedyna moja zaleta, że pisałem teksty inne niż te, które wówczas istniały w polskiej muzyce. Bardzo przychylny był Janerka, ale Janerka po prostu kumał takie rzeczy. To samo Muniek, publicznie chwalił nasze piosenki, no, on jest polonistą. Przychylni byli chłopcy z Wybrzeża, łatwo nas zaakceptowali, pierwszy chyba zespół Bielizna. Nieprzyjemnych sytuacji nie pamiętam, raczej było lekceważenie. Dopiero teraz, jak spotykam młodsze pokolenie muzyków, mówią, że jeszcze jak się uczyli grać, chodzili na nasze koncerty. Trzeba było sobie jednakowoż wychować publiczność.
 

Pamiętam, że jak mieliśmy materiał demo pierwszej płyty i zwróciliśmy się do wydawnictwa OBUH z Lublina, pan poważnie nam odpisał, ze to jest komercja i on takich rzeczy nie wydaje. Bardzo nas skrytykował, oj bardzo. Chyba też z Anteną Krzyku próbowaliśmy. Wiem że były próby z różnymi wydawcami i spotykały się z niechęcią. W końcu zainteresował się wydawca z Krakowa - Music Corner. Byliśmy na marginesie zarówno świata komercyjnego, jak i alternatywnego. To samo miałem z poezją, nie byłem poezją wysoką, ani taką jaką totartowcy uprawiali. Byłem w środku, ale to taki środek, który jest nigdzie.
 
Wiersz, z którego pochodzi ta fraza (Ogród Koncentracyjny), Przed Wyborami, był napisany w roku 1991, 92. Jakie to były wybory, nie wiem. Mówiłem już, że się wtedy czułem dobrze, ale mając już trzydziestoletnie przemyślenia, doświadczenia, wiedziałem, ze pełne entuzjazm nie jest możliwy. Kto ten wiersz czytał, jeszcze przed publikacją, mówił: "Uważaj, to brzmi niefajnie". O tej frazie "ogród koncentracyjny". Ostrzegano mnie. A gdy tylko wiersz ukazał się w prasie, poeta, syn Witolda Wirpszy, Leszek Szaruga, natychmiast opublikował tekst piętnujący to, co w tej frazie ten gnój Świetlicki wyprawia. Co się temu Świetlickiemu wydaje, takie rzeczy w kraju, który miał takie doświadczenia. Czułem w tym prowokacyjność, ale nie była ona dla mnie obrazoburcza. Wyobrażałem sobie ogród, powiedzmy rajski, otoczony drutem kolczastym. Wydawało mi się to celnym i mocnym sformułowaniem. A jak zobaczyłem, że to działa na ludzi poruszająco, od razu zaproponowałem taki tytuł płyty. Dumny jestem z tej frazy.
 

 
W dalszej części rozmowy poeta opowiada o perypetiach podczas nagrywania albumu, radości kiedy utrwalali efekty specjalne (już w pierwszej piosence interesujący przerywnik w postaci zapalania papierosa) i przyznaje, że to najlepiej sprzedająca się płyta zespołu.  Warto dodać, że ukazała się w kilku wersjach, niemniej oryginalna z kasety którą dziś omawiamy zawiera 19 piosenek. Są to: Parasolki, Zamknięcie kina Młoda Gwardia, Przed wyborami, Tygrysia piosenka, Opluty (44), Casablanca, Mięso, czyli tata rzeźnika, ...ska, Falafel - śmierć Rushdiemu, Upiór, Olifant, M - morderstwo, Pobojowisko, W sobotę, Karol Kot, Nieprzysiadalność, Słonidarność, Pod wulkanem, Trzy gwiazdki.
 
Późniejsze wersje zawierają inne piosenki, jak choćby znakomite Pogo.
 
 
Na koniec prześledźmy teksy piosenek i skupmy się na kilku, tych ulubionych i okraszonych najtrafniejszymi bon motami.
 
Parasolki
 
Mówię coś
Wolałbym żeby samo się mówiło
Wolałbym żeby samo się grało
Żeby samo się zaczęło
Żeby samo się skończyło
Mówię coś 
A w głowie mam stare numery telefonów Nieaktualne adresy 
Mnóstwo bardzo wulgarnych wyrazów 
 
Nie wychodź bez parasolki 
Nie wychodź bez parasolki 
A wszystko to jest identycznie trwałe 
Jak numer telefonu na pudełku zapałek
 
 
Przed Wyborami
 
Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację
Niosłem je za plecami, trzymając jak kwiaty
Lato się gryzie z jesienią
Forma ocalała i wychodzi z podziemia
Wszystko się układa w jeden wyraźny doskonały kształt:
OGRÓD KONCENTRACYJNY
 
Dzisiaj kupiłem dwa pory na kolację.
Niosłem je za plecami, 
Trzymając jak krzyż
Jestem tak bardzo martwy, że aż chodzę, czuję
Widzę jak wszystko się układa w jeden wyraźny, doskonały kształt:
OGRÓD KONCENTRACYJNY

 
Olifant
 
Zobaczyłem światło więc przyszedłem
Zadzwoniłem i otworzyłaś
Nie przyszedłem rozmawiać,
Nie przyszedłem się kłócić,
Nie przyszedłem prowadzić odwiecznej wojny
Ja przyszedłem się kochać

Mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne
Odpada dylemat: kawa - herbata?
Przyszedłem się kochać
Zobaczyłem światło więc przyszedłem
Zadzwoniłem i otworzyłaś
Nie przyszedłem rozmawiać,
Nie przyszedłem namawiać,
Nie przyszedłem zbierać podpisów,
Nie przyszedłem pić wódki

Ja przyszedłem się kochać

 
M - Morderstwo
 
A ona leży z nożem w plecach.
Troszeczkę na dywanie, troszkę na podłodze.
Skromnie skulona. O tak.
Jest wrzask.
Świadkowie są jak ryby, które przed chwilą nauczono mówić..
A ona leży z nożem w plecach.
Morderca idzie wolno korytarzem.
Otwiera drzwi wejściowe i wychodzi w ogród.
Mija klomby. Wychodzi przez furtkę na ulicę.
Wsiada do tramwaju. Jedzie tramwajem, jedzie, czyta gazetę,
dojeżdża do pętli, wraca do domu, przekręca klucz w zamku,
a ona leży z nożem w plecach.
A ona leży z nożem w plecach.
Troszeczkę na dywanie, troszkę na podłodze.
Skromnie skulona. O tak.
Jest wrzask (...) świadkowie są jak ryby, które przed chwilą nauczono mówić.
A ona leży z nożem w plecach.
A ona wstaje, otrzepuje się.
Wkłada panterkę, przewiesza przez ramię karabin.
Wychodzi na ulicę, wytacza haubicę.
Wsiada do tramwaju, jedzie tramwajem, jedzie, czyta gazetę, dojeżdża do pętli,
PUKA DO JEGO DRZWI...
 
 
Nieprzysiadalność
 
No, proszę sobie wyobrazić:
Marzec albo kwiecień
Hmm.. raczej marzec
Wieczór
no, proszę sobie wyobrazić:
marzec albo kwiecień.
hm... raczej marzec.
wieczór.

Spotykam J.P. - jest pijany jak świnia
A ja jestem trzeźwy- jak świnia

Idziemy na kawę
On - między morzem wódki, a powrotem do domu
Ja - pomiędzy kłótnią z jedną kobietą,
A rozmową z drugą, która być może także się przerodzi w kłótnię
Siedzimy więc w knajpie
Choćbym się nawet bardzo skupił,
Nie pamiętam w jakiej

On między wódką a powrotem do domu,
Ja pomiędzy kłótnią...
I nagle on, wskazując mi jakieś dwie
Siedzące przy sąsiednim stoliku
Proponuje byśmy się do tych dwóch przysiedli

A ja mówię
Daj mi spokój
Ja nie mam ochoty
Ja to pierdolę
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
Pomiędzy kłótnią z jedną kobietą,
A rozmową z drugą, która być może także się przerodzi w kłótnię
Ja nie mam ochoty
Ja to pierdolę
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym

Więc rezygnuje, siedzimy w tej knajpie
I rozmawiamy o czymś, o literaturze
Być może nawet o kobietach
On się trzyma nieźle, chociaż jest pijany jak świnia
Ja się nieźle trzymam, chociaż jak świnia trzeźwy jestem
Deszcz zaczyna padać
I nagle on, wskazując znowu te dwie
Mówi
Zobacz, to się nieźle składa
Ich dwie, i nas dwóch
Dosiądźmy się do nich
A ja mówię
Naj mi spokój
Nie mam ochoty
Jestem dziś w nastroju
Nieprzysiadalnym
Ja to pierdolę
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
Pomiędzy kłótnią z jedną kobietą
A rozmową z drugą
Ja nie mam ochoty
Ja to pierdolę
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym

Tak się czasami zdarza
Że jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
Tak się zdarza zazwyczaj
Że jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
Siedzę sam przy stoliku
I nie mam ochoty
Dosiąść się do was
Choć na mnie kiwacie
Ja to pierdolę
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
Ja proszę pana to pierdolę
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
Spierdalaj gnoju!
Dziś jestem w nastroju
Nieprzysiadalnym
 
 

Pod Wulkanem

Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej
Prawdziwy jest.
Właściwe barwy
Wpełzają we właściwe miejsca.
Wąż ślizga się po wszystkim, co napotka
Właśnie nas dotknął

Niczego o nas nie ma w Konstytucji

Śnieg spadnie i zakryje wszystko
Na razie widać jednak miasto
- czarną kość rozjaśnioną niekiedy światłami
maleńkich samochodów, usiadłem wysoko
i patrzę. Wieczór. Już zamknięte
wszystkie wesołe miasteczka

Niczego o nas nie ma w Konstytucji

Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej
Szedł z nami pies i śmierdział.
Wszystkie dokumenty uległy rozkładowi
Wszystko, co kochałem,
uległo rozkładowi
Jestem zdrów i cały

Pod wulkanem
urodziło się
Dziecko

Podsumowując, w zasadzie poza jednym gorszym utworem (Tata Mięso) zupełnie nie pasującym do albumu, reszta to doskonałe piosenki, z których w większości bije niesamowita nostalgia, zmuszająca do głębokiej refleksji. Jak sami się określili: zespołu brutalnych doświadczeń...
 
Niewątpliwie, jedna z najważniejszych płyt polskiej muzyki. Kolejne zaprezentujemy już wkrótce.
 
Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 
 

Świeliki - Ogród Koncentracyjny, Music Corner 1995, realizacja nagrań Andrzej Wilk. Tracklista powyżej.

czwartek, 8 października 2020

Malarstwo Stefana Johannsona: cząstki światła przenoszone na płótno

Stefan Johannson (1876-1955) był malarzem akwarelowym z Värmland, z pagórkowatego regionu Szwecji. Trudno znaleźć go w Internecie, bo nie jest tak sławny, jak jego imiennik, kierowca wyścigowy formuły jeden. Gdy nawet wrzuci się w wyszukiwarkę hasło Stefan Johansson artwork to i tak większość sugerowanych linków odnosi się do rajdowca i jego malarskiej twórczości. Niemniej warto zadać sobie trud i odszukać obrazy szwedzkiego malarza Johanssona.


W zasadzie artysta był samoukiem. Wprawdzie studiował malarstwo w Sztokholmie, lecz - jak sam potem przyznał - lekcje te nie na wiele mu się przydały (LINK). Większy pożytek wyniósł ze studiów natury oraz podróży artystycznych do Niemiec i Włoch, gdzie zachwycił się malarstwem renesansu i współczesną sztuką włoską. Dawni mistrzowie zainspirowali Johanssona do opracowania oryginalnej techniki malarskiej. Otóż malował farbami akwarelowymi i temperowymi na niezagruntowanym płótnie naciągniętym na krosna. W rezultacie otrzymał efekt rozbicia obrazu na drobne, wibrujące punkciki, taki sam, jak u włoskich dywizjonistów z tego samego okresu.

 Johansson malował głównie miejskie pejzaże w nocy, często w świetle latarni oraz wnętrza mieszkań, także o zmierzchu, a przyjęty sposób malowania potęgował wrażenie wibracji drobinek światła miękko rozpraszających się w mroku. Aby uchwycić taki rezultat, malarz często wymykał się z domu i stał godzinami na ulicy, wpatrując się w uliczną latarnię. Zapamiętane drobiazgowo cząstki światła były potem przez niego przenoszone na płótno, skąd zdają się promieniować i miękko rozpraszać w mroku... Szczególnie widać to na tych dziełach, których tematem jest latarnia uliczna lub most przez rzekę Klarälve w Sztokholmie.






W 1931 roku szwedzki rynek sztuki całkowicie upadł w wyniku kryzysu  przez kryzys. Wtedy Johannson przeprowadził się do małego mieszkania w Karlstad, które dzielił z bratem. Od tej pory głównym motywem jego obrazów stał się widziany z okna most oraz rzeka nocą. I oczywiście światło, zarówno naturalne jak i elektryczne. Blask światła przybrał w jego pracach wymiar egzystencjalny, wręcz mistyczny. Emanacja jasności ze źródła światła była według niego ilustracją wiecznej, boskiej zasady, na której istnieje świat. Malarz rozczytywał się w dziełach  Kandinskyego „O duchowości w sztuce” i Okakury Kakuzo „Ideały Wschodu”, kiedy zmarł w 1956 roku, na jego szafce przy łóżku znaleziono książkę Kakuzo i Biblię...

Niektóre z pokazanych przez nas malowideł mają ramy, ponieważ dla Johanssona rama była integralną częścią jego obrazów i dlatego często sam je oprawiał. Uważał, że rama  powinna łączyć się z płótnem, tworząc całość, dlatego starannie dobierał kolor, fakturę i rodzaj drewna, z którego była wykonana.







Na pewno prezentowane przez nas dzisiaj malarstwo jest niezwykłe i warte naszej uwagi. Zatrzymania się i baczniejszego spojrzenia na światło. I na cień rozpływający się w mroku.

Wkrótce kolejni artyści warci uwagi, jeśli chcecie ich poznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 7 października 2020

Jak to się stało, czyli Pauline Murray and the Invisible Girls: streszczenie książki Colina Sharpa cz.15

 

Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o jednym z największych realizatorów nagrań w historii, i jednocześnie twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ, siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ, dziesiąta TUTAJ, jedenasta TUTAJ, dwunasta TUTAJ, trzynasta TUTAJ a czternasta TUTAJ.

W kolejnych rozdziałach Colin Sharp przedstawił urywki z wczesnej młodości Hannetta, opis jego doświadczeń z narkotykami, byliśmy świadkami narodzin pierwszych niezależnych wytwórni płytowych Manchesteru, oraz co najważniejsze, mogliśmy odczuć klimat towarzyszący powstawaniu nagrań takich gwiazd jak John Cooper Clarke, Durutti Column czy Joy Division.  Poznaliśmy także historię nagrania singla Electricity, będącego wynikiem współpracy między Martinem a muzykami z zespołu OMD. Dowiedzieliśmy się też, że po negatywnych recenzjach Unknown Pleasures, Factory Records miało zamiar zrezygnować ze współpracy z Hannettem. Poznaliśmy genezę słynnych powiedzonek Hannetta i wspomnienie jak powstawał wielki hit Joy Division, czyli Transmission. Później Colin Sharp dokonał wnikliwej analizy dwóch niezwykle ważnych płyt które zrealizował Hannett, mianowicie albumu John Cooper Clarke'a Snap, Crackle & Bop, oraz płyty Magazine pt. The Correct Use of Soap. W kolejnej części autor stawia pod znakiem zapytania legendy narosłe wokół śmierci wokalisty Joy Division - Iana Curtisa. Następnie Sharp opisywał w jaki sposób Martin Hannett przeżywał samobójstwo wokalisty Joy Division, które dosłownie zgruchotało jego psychikę. 

Dziś omawiany rozdział jest bardzo krótki, dotyczy bowiem epizodycznej współpracy między Hannettem a Robem Blamirem i Pauline Murray z punkowego zespołu Penetration, którzy wspólnie zrealizowali kultowe i przełomowe, choć rzadko słuchane wydawnictwo nazwane Pauline Murray and the Invisible Girls (album wydany we wrześniu 1980 roku). Dziewczyna uchodzi za jeden z najlepszych wokali wśród kobiecych głosów w historii muzyki. 
 
Na czas realizacji nagrania pozostają w domu Hannetta. Ten poznał wokalistkę na tyłach klubu Rafters, gdzie realizator gratulował jej osobiście napisania jednego z najlepszych pop - punkowych singli Don't Dictate.
 
Tak to wyglądało w Manchesterze w Electric Circus w 1977 roku:
 
 
W kuchni Hannetta odbywają się prace eksperymentalnego laboratorium chemicznego produkującego narkotyki. W studio, Martin zmusza swoim zwyczajem Pauline do wielokrotnych powtórzeń partii wokalnych, a ta po jakimś czasie w wywiadzie będzie chwaliła Martina, że miał dryg do składania wszystkiego w jedną całość jak żaden inny dźwiękowiec.
 
Akurat pracę nad tym albumem uwieczniono na filmie, kiedy Tony Wilson przeprowadzał wywiad z Martinem: 
 
 
Pauline twierdzi, że: nawet zbyt często nie powtarzał piosenek na taśmie, miał wszystko w swojej głowie. Szukałam kogoś, kto da mi swoistego rodzaju światło. I Martin takim kimś właśnie był.
 
Poza studiem Martin był człowiekiem niedostępnym, trudnym do rozszyfrowania i zazwyczaj wczorajszym po narkotykach. Martin starał się reaktywować karierę Pauline po jej odejściu z Penetration. To był czas, kiedy rynek był otwarty na kobiece kariery, także okres gdy debiutowała Debbie Harry z Blondie, czy Chrissie Hynde i jej Pretenders.
 

Powstały w wyniku tej współpracy album
Pauline Murray and the Invisible Girls jest nierówny. Trudno ocenić czy to muzyka eksperymentalna, czy jakiś rodzaj electro - popu. Wokale często są schowane zbyt mocno pod warstwą instrumentalną, a wokalistka gubi melodię... Finalnie muzycy wrócili do domu nieco rozczarowani...
 

A może to my, słuchacze, w tym autor książki, nie dorośliśmy do Hannetta, czego dowodem jest fakt, że dzisiaj, po latach płyta ta brzmi zupełnie odjazdowo i zapewne ją u nas opiszemy?
 
Dlatego czytacie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.    

wtorek, 6 października 2020

Florentinus Joseph: zagubionie pomiędzy elementami wyimaginowanej konstrukcji urbanistycznej

 Florentinus Joseph urodził się w Beja w Portugalii i jest fotografem od 2004 roku. I w zasadzie to wszystko, jeśli chodzi o jego biografię. Trzeba przyznać z uznaniem, iż ostentacja, z jaką milczy o sobie, koresponduje ze stylistyką jego prac. Są one minimalistyczne. Bardzo minimalistyczne. Dzieła innych twórców utrzymane w tym stylu omawialiśmy TUTAJ więc nasi czytelnicy zauważyli, iż jest to cecha którą cenimy.

U Florentinusa na czarno-białych (w przewadze) fotosach zazwyczaj widzimy niewielką, czarną sylwetkę człowieka (lub parę), zagubioną gdzieś pomiędzy elementami wyimaginowanej konstrukcji urbanistycznej, na drodze do niewidocznego celu, czy dostrzeżoną przez substytucyjny otwór w murze... Artysta lubi ptaki i koty  bo i te czasem pojawiają się na jego zdjęciach. A czy lubi ludzi? Trudno to stwierdzić. Raczej są mu oni obojętni. Pełnią rolę znaków i czynników ludzkich zabarwiających jego obrazy emocjami. Bez nich byłyby one tak zimne, iż nie dałoby się ich oglądać.  

Nie wszystkie fotografie artysty są czarno białe. Na niektórych pojawia się kolor, trzymany jednak w ściśle określonych ryzach, ograniczonych przez geometryczną formę, którą wypełnia. I jeszcze ważny jest dla niego blask światła, który nadaje jego pracom perspektywę i wrażenie swoistej mobilności...

Spójrzmy teraz w końcu na kilka fotosów, wybranych dla naszych czytelników, z tych które autor sam zamieścił w internecie TUTAJ  i TUTAJ. 
















Kariera Florentinusa rozwija się powoli. W 2015 roku fotograf wziął udział w wystawie Photography is communication w Lizbonie zorganizowanej przez Communications Foundation. Z tej okazji zamieszczono jego zdjęcia w katalogu wystawienniczym. Napisano tam o nim, iż w swojej pracy skupia się na przestrzeni miejskiej, architekturze, różnorodności kształtów i geometrii, ludziach i ich dniu powszednim, publikacja ta dostępna jest TUTAJ. W 2017 roku natomiast wraz z kilkunastoma innymi twórcami pokazał swoje prace w Iranie, w Center for Contemporary Creation w Istafanie (LINK). Natomiast według nas jego zdjęcia idealnie pasują na okładkę płyty cold wave lub ambient.... Może muzycy, którzy czasem zaglądają na nasz blog, wzięliby to pod rozwagę?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w manistreamie.