Nick Keech i Kaoru Sato z Londynu tworzą muzykę, poprzez którą (jak sami o sobie piszą) rutynowo wciągają siebie i swoich słuchaczy w spersonalizowaną, dzwoniącą klaustrofobię. Okazuje się że owa klaustrofobia jest niezwykle interesująca i inspirująca, a muzycy charakteryzują ją, jako przekraczającą najgłębsze obszary spójności.
Obaj wykonawcy mają już za sobą muzyczne przygody, Kaoru Sato udzielała się w projektach: Deathline, Weird Sex, Six Inch Killaz, natomiast Nicholas Keech w One Unique Signal, The Telescopes, czy Rohame.
Obaj wykonawcy mają już za sobą muzyczne przygody, Kaoru Sato udzielała się w projektach: Deathline, Weird Sex, Six Inch Killaz, natomiast Nicholas Keech w One Unique Signal, The Telescopes, czy Rohame.
I jeszcze ich dwa motta: Nieskrępowana przez ego, ta muzyka jest dla indywidualności. Stara się rezonować i inspirować, łączyć się z refleksją, miłością, pragnieniem, nienawiścią lub strachem.
Twoja interpretacja jest poprawna. Te transmisje są w całości własnością tych, którzy je postrzegają.
Twoja interpretacja jest poprawna. Te transmisje są w całości własnością tych, którzy je postrzegają.
Transmisje na naszym blogu pojawiały się już kilkakrotnie zarówno przy opisie muzyki Joy Division, jak i twórczości legendarnego aktora z filmów Wernera Herzoga, Bruno S. czyli Schleinsteina (pisaliśmy o tym TUTAJ), który twierdził, że za ich pomocą porozumiewa się ze światem.
Easterhead w dorobku mają minialbum Lanes z 2016 roku, i wydany niedawno znakomity the Branches.
Zacznijmy od stylistyki okładek, która akurat nas nie zaskakuje. Chłodnofalowcy już chyba nigdy nie zrzucą z siebie jarzma w postaci legendarnej okładki Joy Division i ich An Ideal for Living zaprojektowanej przez Stevea Mc Garry (o czym pisaliśmy TUTAJ). Niemniej obiektywnie trzeba zauważyć, że okładka the Branches imponuje. Oto ona:
Easterhead w dorobku mają minialbum Lanes z 2016 roku, i wydany niedawno znakomity the Branches.
Zacznijmy od stylistyki okładek, która akurat nas nie zaskakuje. Chłodnofalowcy już chyba nigdy nie zrzucą z siebie jarzma w postaci legendarnej okładki Joy Division i ich An Ideal for Living zaprojektowanej przez Stevea Mc Garry (o czym pisaliśmy TUTAJ). Niemniej obiektywnie trzeba zauważyć, że okładka the Branches imponuje. Oto ona:
Płyta zawiera 6 utworów i od samego początku zaskakuje unikalnymi rozwiązaniami muzycznymi.
Album rozpoczyna A Fire In Every House, który wprowadza nas w klimat chłodnymi industrialnymi niemalże dźwiękami. Nostalgiczny wyciszony wokal pojawia się dopiero za połową piosenki.
Kolejny utwór, I Am The Summer Night, jest za pewne bardziej melodyjny, słychać automat perkusyjny i ciekawe gitary chwilami przypominające the Cure, od początku wpada w ucho.
Za to Move On od samego początku przytłacza kakofonią dźwięków. Chyba za wiele w nim hałasu, choć nie można odmówić mu melodyjności.
Song 3, to jeden z tych utworów, dla których warto poznać ten minialbum. Lekko eksperymentalna muzyka, ale jakże pełna zadumy i nostalgii. Partie basu a la Hooky od razu przypadną do gustu każdemu fanowi Joy Division... Chyba najciekawszy utwór z płyty...
World On Fire również utrzymany jest w konwencji nieco eksperymentalnej, ciekawy wokal chwilami lekko przypominający ten znany z dokonań Bauhaus.
Album kończy The Branches niemalże instrumentalny, utrzymany lekko w w konwencji horroru.
Album rozpoczyna A Fire In Every House, który wprowadza nas w klimat chłodnymi industrialnymi niemalże dźwiękami. Nostalgiczny wyciszony wokal pojawia się dopiero za połową piosenki.
Kolejny utwór, I Am The Summer Night, jest za pewne bardziej melodyjny, słychać automat perkusyjny i ciekawe gitary chwilami przypominające the Cure, od początku wpada w ucho.
Za to Move On od samego początku przytłacza kakofonią dźwięków. Chyba za wiele w nim hałasu, choć nie można odmówić mu melodyjności.
Song 3, to jeden z tych utworów, dla których warto poznać ten minialbum. Lekko eksperymentalna muzyka, ale jakże pełna zadumy i nostalgii. Partie basu a la Hooky od razu przypadną do gustu każdemu fanowi Joy Division... Chyba najciekawszy utwór z płyty...
World On Fire również utrzymany jest w konwencji nieco eksperymentalnej, ciekawy wokal chwilami lekko przypominający ten znany z dokonań Bauhaus.
Album kończy The Branches niemalże instrumentalny, utrzymany lekko w w konwencji horroru.
Podsumowując można powiedzieć tak: bardzo udany minialbum. Mamy na Was oko Easterhead, niedługo zaprosimy Was na spytki. Chyba że odmówicie.
Easterhead, Branches, 2018, Water Rat Studios, Londyn, Realizacja: Christopher Blake, tracklista: A Fire In Every House, I Am The Summer Night, Move On, Song 3, World On Fire, The Branches.
Strona zespołu jest TUTAJ.
Chcecie odbierać nasze transmisje z undergroundu? Po prostu czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Strona zespołu jest TUTAJ.
Chcecie odbierać nasze transmisje z undergroundu? Po prostu czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz