Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania munch, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania munch, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2023

Obrazy Eugène Frederik Janssona: fascynacja wyglądem świateł brzegowych i ich odbiciami

Dzisiaj chcemy przedstawić artystę, który jest mało znany poza krajami skandynawskimi. Jest nim Eugène Frederik Jansson (1862–1915) ze Szwecji. W tym samym czasie, gdy Norweg Edvard Munch malował serię widoków Oslo, a Jansson tworzył wyjątkowe nokturny w Sztokholmie. 


Artysta urodził się w skromnej rodzinie pracownika pocztowego. Dano mu imiona Eugène i Frederik po matce Eugenii i ojcu Frederiku. Rodzina Janssonów należała do niższej warstwy średniej, ale oboje rodzice interesowali się sztuką a przede wszystkim muzyką. Frederik Jansson był bardzo utalentowanym flecistą-amatorem, a jego żona w młodości chciała zostać piosenkarką, dlatego i Eugène i jego brata Adriana posyłali na lekcje gry na fortepianie. Jednak Eugène był bardzo chorowitym chłopcem. Miał wadę serca, a w wieku czternastu lat bardzo ciężko przeszedł szkarlatynę, po której przez resztę życia chorował na nerki oraz miał ubytek słuchu i wzroku. Mimo to po ukończeniu szkoły podstawowej kontynuował naukę oraz uczył się malarstwa i grafiki na prywatnych lekcjach u Edvarda Perséusa.




W 1881 rozpoczął studia w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, lecz po ich ukończeniu z braku środków finansowych nie kontynuował nauki w Paryżu, ale pozostał w Sztokholmie. Miał radykalne, socjalistyczne poglądy, więc przystał do grupy artystycznej Opponenterna, której członkami byli buntownicy: Carl Larsson, Ernst Josephson, Karl Nordström, Nils Kreuger i Richard Bergh. Tak więc ku rozczarowaniu rodziców nie został się muzykiem, ale muzyka pozostała dla niego ważna. Malarz uwielbiał romantyków, szczególnie kompozycje Chopina, inspiracje których widoczne są w jego nokturnach. Począwszy od 1893 Jansson wykonywał liczne obrazy których tematem był widok z jego okna o zmierzchu i świcie. Tak jak Whistler, Jansson wydaje się być zafascynowany wyglądem świateł brzegowych i ich odbiciami.





W połowie lat 90. XIX wieku Jansson opracował nową technikę malarską. Najpierw pokrywał płótno bardzo cienkimi warstwami nieregularnie nakładanych pociągnięć farby, na które wkładał grubszą warstwę fakturowymi pociągnięciami pędzla. Na końcu zeskrobywał niektóre partie górnych warstw farby za pomocą szpachli - odsłaniając w ten sposób splot płótna wzbogacający fakturę dzieła. Do malarzy, którzy wywarli największy wpływ na jego twórczość, należą: Norweg Edward Munch (1863-1944), którego prace prezentowane były na dużej wystawie indywidualnej w Sztokholmie w 1894 roku – pisaliśmy o nim (TUTAJ), James McNeill Whistler (1834-1903), którego Nokturny były bardzo podziwiane w Skandynawii (omówiliśmy je TUTAJ) oraz postimpresjonista Vincent van Gogh (1853-1890), którego odważne kompozycje promowane były przez szwedzkich artystów, takich jak na przykład Nils Kreuger (1858-1930). I tak pod wpływem Muncha, Jansson uprościł swoje pejzaże miejskie i uczynił je bardziej wyrazistymi. Z kolei obrazy ukazujące odbicia wirujących świateł w wodzie przypominają nocne krajobrazy van Gogha. 





W 1898 roku artystą zainteresował się bankier Ernest Thiel (1859-1947). Kupował obrazy Janssona, tworząc z nich kolekcję, którą w 1924 roku przekazał szwedzkiej stolicy. W wyniku wsparcia Thiela poprawiła się zarówno pozycja zawodowa malarza, jak i sytuacja ekonomiczna, bo wielu bogatych kolekcjonerów poszło w ślady Thiela i także zaczęło kupować obrazy Janssona. Artystę było nagle stać na wiele rzeczy, nawet na podróże po Europie. I wydawało się że Eugène pozostanie malarzem „błękitnych krajobrazów”, lecz nagle około 1904 roku, w okresie prosperity, Jansson na jakiś czas całkowicie przestał malować. A gdy zaczął… porzucił pejzaże na rzecz realistycznych kompozycji, których tematem byli nadzy mężczyźni uprawiający sport. Czy był to skutek podróży do Włoch i wpływu sztuki antycznej czy – jak to obecnie chcą krytycy – skutek homoseksualnych skłonności malarza, lecz aż do śmierci w 1915 roku Eugène zupełnie zmienił styl.




Najwspanialsza i największa kolekcja obrazów Janssona znajduje się w obecnie w Nationalmuseum w Sztokholmie, a ośrodki artystyczne na świecie nieco zapomniały o jego błękitnych nokturnach zachłystując się twórczością okresu schyłkowego… A przecież krajobrazy Janssona są niepowtarzalne, nastrojowe, efekt połączenia jego marzeń i snów.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 13 grudnia 2022

Fotografie Laury Makabresku: przesyt mistycyzmu

O Jakubie Schikanederze już pisaliśmy (LINK). Ale że trudno o drugiego czeskiego malarza z przełomu XIX i XX wieku, którego twórczość jest tak pozytywnie przyjmowana przez krytyków a zarazem tak niedostępna dla miłośników sztuki i kolekcjonerów, postanowiliśmy ponownie przywołać go w poście na naszym blogu. Schikaneder żył na tyle długo, że jego twórczość ewaluowała zgodnie z przemianami artystycznymi, z których każda miała niezwykły wpływ na sztukę czeską. I nie tylko czeską.

Pokazany przez nas jako pierwszy - obraz Schikanedera z 1910 roku: Przy łóżku dziewczyny, a także inny, Martwa dziewczyna z 1909 roku oddają atmosferę żałoby, smutku spowodowanego śmiercią - niewidzialną, uroczystą i tajemniczą. Smutnego nastroju obu obrazów dopełnia okrojona do minimum kompozycja i ograniczona paleta barw do odcieni szarości, barw mgły i popiołu. Mamy tylko krzesło i łóżko z ciemnego drewna, solidne i ciemne, białą pościel i bladą sylwetkę dziewczyny, a w pierwszym z obrazów jeszcze postać opiekunki stojącej w półmroku. Mały pokój, który wypełnia choroba i śmierć wydaje się być duszny od kaszlu i płonącej świecy. W ten sposób malarz skupił naszą uwagę na istocie obrazu -  na dziewczynie i jej śmierci.  I tylko na pościeli jednego z płócien siedzi ptak. Prawie nie zauważa się go, tak jest ciemny i mały...


Edward Munch także namalował podobny obraz oto w w łóżku leży chore dziecko, które za rękę trzyma siedząca u wezgłowia złamana niepokojem kobieta. Ale mimo impresjonistycznej techniki nie jest on aż tak melancholijny, smutny i po prostu tragiczny jak obrazy Schikanedera. Nic zatem dziwnego, że znaleźli się twórcy zafascynowani tymi pracami. Jednym z nich jest polska fotograf  Laura Makabresku (prawdziwe nazwisko Kamila Krasny), urodzona w 1987 roku w Brzesku. Ukończyła filologię polską i filozofię na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Fotografuje od liceum, a zdjęcia wykonuje starymi analogami aparatami (zarówno mało - jak i średnioformatowymi), na których stara się uchwycić to, co ukrywa ciemność i wszelkie jej przejawy (cienie, załamania światła, widma). Na jej przesyconych mistycyzmem obrazach - bo takie wrażenie sprawiają fotografie - można znaleźć odniesienia biblijne i apokryficzne, a metaforyczne i symboliczne elementy mieszają się z realistycznymi. Swoje fotografowanie ona sama nazywa powołaniem, często wynikającym z modlitwy. Może dlatego w zasadzie trudno zdefiniować do końca jej prace. Są one wypadkową malarskości i fotografii, subtelnej gry kontrastem światłocienia. Jedno z jej zdjęć inspirowane jest obrazem Jakuba Schikanedera:


Na innych widzimy niby starych znajomych odniesienia do obrazów Caspara Davida Friedricha i prerafaelitów...










Ona sama tak o sobie pisze:

Jestem poetką i sową.
Jestem wrażliwością i po-cielesną pustką.
nie mam ze sobą nic wspólnego

Mam w domu mnóstwo martwych zwierząt po moim dziadku.
czasami mam wrażenie, że dorastałem obok śmierci. Inspiruje mnie wrażliwość i ciemność.

I'm a poet and owl.
i'm sensitiveness and empty space after flesh.
i don't have anything in common with myself.

i have in my home plenty of dead animals from my grandfather.
sometimes i feel that i grew up beside death. i'm inspired by sensitivity and darkness...



Artystka powoli zdobywa grono wiernych fanów i staje się znana. Jej prace pojawiają się na stronach w polskich i zagranicznych pism fotograficznych, takich jak: Atomica Mag, Impracabeza Magazine i KMAG i inne (LINK). Jedno z jej zdjęć, z sierpnia 2011 r., zostało wybrane przez włoskie pismo Vogue zdjęciem dnia.


Jest życie i śmierć, a między nimi jest piękno i melancholia - jak powiedział  Albert Camus. Warto zaglądać na stronę internetową Laury Makabresku (LINK).


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 5 lipca 2022

Smutek w sztuce: Kompendium

Melancholią i smutkiem interesowało się wielu artystów na przestrzeni całej historii ludzkości. Smutek jest bowiem tak sugestywną emocją, która wydaje się ogarniać całą ludzką psychikę, a gdy odchodzi pozostawia poczucie pustki, z której wielu nie potrafi wyjść… Artyści używali różnych środków, aby wyrazić ciężar smutku, a niektóre z tych prac spotkały się z szerokim uznaniem krytyków sztuki i badaczy. Wydaje się nawet, że obrazów ukazujących smutek jest tyle samo jeśli nie więcej niż ukazujących radość.  Choć czy tak jest na prawdę, czy tylko nam się zdaje? Z pewnością ludzie chcą być szczęśliwi. Wyrażanie zadowolenia uważa się przecież za przejaw natury ludzkiej. Arystoteles nawet twierdził że spośród istot żyjących śmieje się jedynie człowiek. Ale ten sam Arystoteles twierdził także, że wszyscy niezwykli ludzie wyróżniający się w filozofii, polityce, poezji i sztuce są melancholikami. Mimo to długotrwałego smutku nie uważano za stan pożądany, ani w starożytności, ani w wiekach następnych i starano się go wyzbyć na różne sposoby. Sławny mnich i medyk Arnold z Villanovy wpadł nawet na pomysł usuwania czarnej żółci bezpośrednio z głowy. W tym celu zalecał trepanację czaszki i ręczne czyszczenie mózgu ze szkodliwej substancji. Na całe szczęście dla melancholików te zalecenia pozostały w sferze teorii.



Obecnie społeczeństwo chce być szczęśliwe. Bycie szczęśliwym  czy też okazywanie radości uznano w niektórych środowiskach przyjęto nawet nie za normę ale za konieczność (słynne anglosaskie keep smilling). Jednak dziwna prawda jest taka, że ​​nie chcemy być cały czas szczęśliwi. Czasami jesteśmy smutni, ponieważ mamy powód, a czasami jesteśmy smutni, ponieważ – świadomie lub nieświadomie – chcemy tacy być. Wielu artystów tworzyło pod wpływem smutku, który gdy był uporczywy przeradzał się w depresję, jak dzisiaj nazywa się trwały stan melancholii. Bo nie zawsze smutek prowadzi do marazmu. Dwie są bowiem melancholie: jedna jest z mocy, druga ze słabości; pierwsza jest skrzydłami ludzi wysokich, druga kamieniem ludzi topiących się, napisał nasz wieszcz Juliusz Słowacki. Wszyscy geniusze byli więc mniej lub bardziej melancholijni:  Milton i Michał Anioł, Byron i Hogarth, van Gogh i Munch. Zresztą lista pogrążonych w smutku artystów wydaje się, że nie ma końca…

W każdym razie, niezależnie od tego, czy depresja skłania do tworzenia, czy też artystyczna twórczość generuje depresję, badania naukowe dowiodły, że między tymi dwoma stanami panuje związek, a artyści i poeci zdumiewająco częściej cierpią na zaburzenia afektywne dwubiegunowe i depresję, a także znacznie częściej niż inni popełniają samobójstwo. 

Można oczywiście przeprowadzać żmudne analizy kosztów i korzyści ze smutku, który nawiedza niejednego człowieka. Możemy zasugerować, że jest to także pozytywny sygnał informujący iż dana osoba jest na tyle silna i wrażliwa aby pozwolić sobie na smutek. Smutek, który bywa przepustką do piękna… Więc może zamiast czasem wezwań w rodzaju weź się w garść, ogarnij się pozwólmy innym na spokojną chwilę smutku? 

Nasz post ilustrują prace dwóch melancholików, których dzieła prezentowaliśmy jakiś czas temu: Zdzisława Beksińskiego (TUTAJ) i Jacka Malczewskiego (TUTAJ). Dzieliło ich bardzo wiele, choćby lata, ale łączył smutek. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


sobota, 19 marca 2022

Portrety Fryderyka Nietzsche

Co nas nie zabije to nas wzmocni autorem tej wydawałoby się obiegowej, odwiecznej opinii jest niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche (1844-1900). Choć zważywszy jak nisko cenił sobie swoją nację, obruszyłby się on za nazwanie go niemieckim filozofem. Niemcy nie rozumieją, jak są pospolici, i jest to pospolitość najwyższego stopnia. Oni nawet się nie wstydzą tego, że są Niemcami. Wypowiadają się na każdy temat, uważają, że mają decydujący głos - tak mówił o swoich rodakach i twierdził, że jest - Polakiem. A biorąc pod uwagę, że Polakiem jest się nie tylko z urodzenia, ale także z wyboru serca, skoro on uważał się za Polaka, to i my spokojnie możemy także objąć go polską narodowością. 

Kimże jednak nie był, Polakiem, czy Niemcem, na zawsze pozostał tym filozofem, którego wpływ na kształt dziejów ludzkich jest niebagatelny, a jednocześnie był tym myślicielem, którego teorie uległy znacznemu (delikatnie mówiąc) zniekształceniu. Był ulubionym filozofem Hitlera, który każdego żołnierza w swojej armii zaopatrzył w jego książkę Tako rzecze Zaratustra. Najbardziej znaną maksymą Nietzschego, czy też najczęściej cytowaną maksymą, nie jest ta przytoczona na początku, lecz zdanie: Bóg nie żyje. Na pewno do takiego stanu rzeczy doprowadziła siostra filozofa, Elżbieta Förster-Nietzsche (1846-1935), która osobiście była wielką zwolenniczką Hitlera. Ale Elżbieta już dawno przebywa gdzieś tam ze swoim guru i chyba przyszedł czas by skończyć ze stereotypami i odkryć na nowo wpływ Nietzschego na twórców XX wieku.

Uważa się, że pierwszy w Europie podjął się tego dr Sebastian Schütze historyk sztuki i dziekan wydziału studiów historycznych i kulturowych Uniwersytetu Wiedeńskiego w Austrii, który badając kolekcje sztuki w Niemczech, Norwegii i w Stanach Zjednoczonych zauważył nie tylko fascynację poszczególnych artystów osobą wspomnianego filozofa, posuniętą niemal do kultu, co związek Nietzschego z Ameryką Północną, Kanadą i Stanami Zjednoczonymi. Efektem pracy Schützea stała się wystawa w Galerii Narodowej w Ottawie w 2019 roku a następnie obszerna publikacja (LINK). W tym samym czasie jednak, a może i nawet trochę wcześniej swoje badania na ten sam temat podsumował Łukasz Kiepuszewski, w wydanej w 2013 roku książce: Niewczesne obrazy, Nietzsche i sztuki wizualne (LINK). 


Historyk przypomniał na przykład, że krótko przed śmiercią Nietzschego jego siostra przewiozła go wraz z całą jego spuścizną, z pismami, listami i z biblioteką do ogromnego budynku w Weimarze, przebudowanego według projektu słynnego Henry'ego van de Velde. Następnie zawezwała najznamienitszych artystów, aby ci malowali portrety brata. W tym samym czasie inny wielbiciel Nietzschego, arystokrata Harry Kessler postanowił przekształcić Weimar w artystyczną stolicę Niemiec, w ośrodek modernizmu, w odróżnieniu od Berlina, uważanego za centrum niemieckiego imperializmu i konserwatyzmu. W tym celu namówił do osiedlenia się Weimarze twórców i plastyków, wśród nich: Augusta Rodina, i Maxa Klingera. Poczynił także starania, aby dołączył do nich Edward Munch, jednak słynni malarz i filozof nigdy się nie spotkali, choć Munch także był zagorzałym wielbicielem Nietzschego, odczuwającym wspólne duchowe pokrewieństwo z filozofem. Było to uprawnione, bo przecież obaj cierpieli z powodu samotności i strachu przed szaleństwem. Wynikiem tej fascynacji stał się portret Fryderyka Nietzschego, namalowany po wizycie malarza w Waimarze, w domu filozofa. 


Innym twórcą inspirowanym pismami Friedricha Nietzschego był Giorgio de Chirico (pisaliśmy o nim TUTAJ), który zawarte tam myśli, całą mistykę tekstów filozofa starał się przekształcić w obraz. I tak powstała Zagadka jesiennego popołudnia, widok placu miejskiego przesyconego tajemną pustką i czymś irracjonalnym niczym ze snu… 



Dla Nietzschego artysta był kimś, geniuszem, który wznosi się ponad przeciętność, jest wyjątkowy, bo podąża za siłą życia czy raczej jak ją nazywał mocą woli. Życie w rozumieniu Nietzschego w ogóle było dynamicznym rozwojem, do którego kontynuacji skłania człowieka odczuwalna afirmacja życia, pomimo trudności a nawet dzięki nim. Akceptując te trudności i przezwyciężając je, człowiek może odczuć wzrost własnej siły, w czym pomoże mu sztuka. Bo sztuka według Nietzschego jest tym czynnikiem, który istotnie może wpłynąć na losy ludzi i zmienić historię świata (zaraz przychodzi tu na myśl wers Cypriana Kamila Norwida "Skarby i siły przewieją - ogóły całe zadrżą, Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć). Nic więc dziwnego, że takie poglądy stały się niebywale atrakcyjne właśnie dla artystów. Jednym z nich był Salvadore Dali, którego Dziennik geniusza zawiera wiele odniesień do pism Nietzschego. 


Na ile Nietzsche wywiera wpływ na obecnych artystów? Chyba spory, co można stwierdzić na podstawie tworzonych coraz to nowych jego portretów... 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

czwartek, 28 października 2021

Dziwne obrazy Waltera Schnackenberga niczym wizje Williama Burroughsa

Dziwne obrazy… Wydaje się, że jest pewien styl w sztuce, który łączy artystów niczym szczególne powinowactwo, nieograniczenie rozciągające się w czasoprzestrzeni. Jakby każdy kto tak tworzy miał dostęp do okna, przez które patrzy na inną rzeczywistość, po to aby potem utrwalić ją na płótnie. Tak było z Hieronimem Boschem, o którym pisaliśmy TUTAJ, z Salvadorem Dali czy z choćby z Maxem Ernstem (LINK). I tak samo jest z Walterem Schnackenbergiem (1880 - 1961), którego plakaty i rysunki demonstrujemy dzisiaj.






Walter Schnackenberg urodził się w Niemczech, jako syn burmistrza Bad Lauterburg, Johanna Friedricha Schnackenberga, w czasach z dzisiejszego punktu widzenia zamierzchłych, bo zanim jeszcze Otto Bismarck został kanclerzem. Ale przynależy w zasadzie do naszych czasów bo zmarł w latach 60. XX wieku. Przeżył obie wojny, upadek Cesarstwa Niemieckiego oraz rządy Hitlera i doczekał Niemiec Konrada Adenauera. Gdy Schnackenberg ukończył 19 lat wyjechał do Monachium, gdzie uczył się w szkole Heinricha Knirr'a. Potem studiował pod kierunkiem Franza von Stucka (LINK) i dał się poznać  jako doskonały rysownik i karykaturzysta. Naturalnym więc stała się jego praca dla dwóch czasopism artystycznych - Jugend i Simplicissimus. Na przełomie stuleci (w epoce fin de siècle, dekadencji i  art nouveau) Schnackenberg kilka razy był w Paryżu, ówczesnej stolicy nowoczesnej sztuki, gdzie poznał twórczość Henri de Toulouse-Lautreca, a w latach 1908-1909 osobiście Picassa. Te obie znajomości szczególnie odcisnęły się na jego stylu. Ale nie tylko tych dwóch artystów. Im bliżej naszym czasom, tym wyobraźnia Waltera Schnackenberga podsuwała mu coraz bardziej surrealistyczne wizje. Można nawet postawić śmiałą tezę, że jeśli dałoby się uplastycznić fantazję Williama Burroughsa tak aby ją fizycznie pokazać, to byłaby zbliżona do tego, co podsuwa nam Walter Schnackenberg. Zwłaszcza, że malarz odwiedził Hiszpanię oraz Maroko. Ktoś nawet napisał o nim, że gdyby połączyć geny Salvatore Dali z Toulouse-Lautreca, wyszedłby z tego ktoś taki jak Walter Schnackenberg…



Artysta wykonywał nie tylko karykaturalne, surrealistyczne obrazy, lecz także, a może przede wszystkim, plakaty dla Deutsches Theater w Monachium oraz projekty scenografii i kostiumów. Możemy je porównać, aby zobaczyć różnicę. Plakaty pełne elegancji i perfekcyjnie kresce nawiązują do prac Toulouse-Lautreca, natomiast późniejsze pastele i rysunki zaludniają stwory przeniesione ze świata snu, czy z halucynogennych wizji opisanych w czołowej powieści Burroughsa  Nagi Lunch (Naked Lunch) (LINK).





W 1944 roku malarz ożenił się z Gittą, córką bankiera Carla von Thieme, założyciela firm ubezpieczeniowych m. in. Allianz. Małżeństwo doczekało się dwóch córek Liany i Glorii… Nic nie wiadomo o udziale Schnackenberga w działaniach II wojnie światowej, poza tym, że nalot aliantów zniszczył mu dom Haus Wildwiesen w Schlattan koło Partenkirchen, a także pracownię przy Königinstraße w Monachium a wraz z nią większość jego prac. Po tym wszystkim artysta przeniósł się do Degerndorf koło Brandenburga. Zmarł w szpitalu w Rosenheim i został pochowany obok żony w Inzell / Chiemgau.

Tyle można dowiedzieć się z publikacji udostępnionej w Internecie przez jego wnuka (LINK). Ale nie na darmo rysunki Schnackenberga są niczym wizje Williama Burroughsa. Bo ich koleje losu są równie dziwne co ich tematyka.






Otóż większość prac malarza zginęła w nalocie bombowym. Lecz pokaźny zbiór jego plakatów miał w posiadaniu Hans Sachs,  berliński dentysta i właściciel największej na świecie kolekcji plakatów. Prowadził nawet czasopismo na ten temat Verein der Plakatfreunde. Jego ogromny zasób złożony z ponad 12500 prac przejęli na rozkaz Goebelsa podczas Nocy Kryształowej 9 listopada 1938 r. hitlerowcy. Sachsow został osadzony w obozie koncentracyjnym, jednak po 17 dnia przypadkiem wypuszczono go wraz z żoną i synkiem (zapewne słono opłacił ten przypadek) i wyjechał  do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie zaczął poszukiwać w Berlinie swoich wartych miliony plakatów. Niestety, urzędnicy NRD poinformowali go, że dzieła autorstwa takich twórców jak: Pierre Bonnard, Wassily Kandinsky, Käthe Kollwitz, Edvard Munch, Henri de Toulouse-Lautrec, Gustav Klimt, Franz Stuck, Alphonse Mucha, Henry van de Velde, Julius Klinger i wielu, wielu innych zostały zniszczone przez Rosjan w 1945 roku, choć kolekcjoner miał pewność iż wcale tak się nie stało, tylko leżą w podziemiach Deutsches Historisches Museum w Berlinie. W 1974 roku Sachs zmarł… Minęło wiele lat, w 2008 roku Peter Sachs, syn Hansa, przeszedł na emeryturę i rozpoczął batalię o zwrot kolekcji ojca (LINK). Postępowanie toczyło się długo, ostatecznie w 2013 roku sąd nakazał Niemcom zwrot 4344 plakatów. Część trafiła do muzeów, ale większość, w liczbie około 4000 została wystawiona na aukcji, Wśród nich znalazły się te wykonane przez Schnackenberga. Paradoksalnie, nie przedarły się one do mainstreamu. Dzisiaj mało kto kojarzy jego nazwisko oraz surrealistyczne, osobliwe rysunki. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.