Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania 4AD, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania 4AD, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2025

Ten album warto znać: Sandōkaï i Fractal, czyli dla każdego coś miłego


Obiekty fraktalne cechuje samopodobieństwo. Nie wnikając w matematyczne detale, w końcu jesteśmy blogiem poświęconym sztuce (choć niektórzy za sztukę uważają też matematykę), można koncepcję fraktala przedstawić na podstawie pomiaru linii granicznej jakiegoś państwa. Jeśli mierzymy ją za pomocą miarek, przykładanych do map o różnej skali, otrzymywać będziemy za każdym razem inny wynik, i będzie on tym bardziej dokładny, im bardziej dokładna będzie stosowana skala i miarka. W końcu dojdziemy do mierzenia linii licząc ziarnka piasku, a otrzymana długość będzie coraz większa. Ale wszystkie długości będą skalować na wykresie liniowym, a współczynnik kierunkowy prostej będzie proporcjonalny do wymiaru fraktalnego... Współczynnik ten więc opisuje zawarte w obiekcie podobieństwo. 

Zatem całkiem celnie zespół Sandōkaï nawał swój album Fractal. Mimo różnorodności zawartej na albumie muzyki, jest ona w jakiś sposób do siebie podobna. Mamy tutaj ostre brzmienia, coś w stronę debiutu King Crimson (choćby w kończącym wydawnictwo utworze Incisiv w którym pobrzmiewa saksofon nijakiego Dama, rodem z In The Court of the ...), a także mocno nostalgiczne klimaty (jak choćby w otwierającym wydawnictwo Prologue, zahaczającym gdzieś o klimaty Klausa Schulze, czy Tangerine Dream). Po nim prosty, przyjemny dla ucha gitarowy Tsuki. Warto zwrócić uwagę, że zespół w kilku miejscach nawiązuje do stylistyki wschodu. Już sama jego nazwa pochodzi od legendarnego poematu buddyjskiego poety Shitou Xiquiana, a jego główna nauka to: nie trać czasu. Tsuki za to, jest jednym z podstawowych uderzeń karate. Waax przyspiesza. Ma w sobie ciekawy, nieco beztroski klimat. W wolniejszych chwilach lekko się przeciąga...  Mōchi, nazwą tradycyjnych japońskich ciasteczek, znowu kieruje nas w stronę wschodu. W tle pobrzmiewa Radiohead, choć bohaterzy dzisiejszego wpisu miejscami brzmią lżej i paradoksalnie, jak pod koniec tego utworu, miejscami ciężej. W kolejnych dwóch utworach pojawia się tajemnicza wokalistka Amelia. Interlude  zahacza gdzieś o wczesne 4AD a  Blossom jest jednym z dwóch posiadających tekst. Przy okazji mocno w klimatach Radiohead - to mój faworyt z całego wydawnictwa. Piosenka ma bardzo poetycką warstwę tekstową, która opisuje uczucia, ale nie opowiada konkretnej historii. Można interpretować ją jako podróż przez wewnętrzne zmagania, próbę odnalezienia sensu i ukojenia w emocjonalnym chaosie.

Ktoś zawiązał supeł w mojej dłoni. Oddycham, w chmurze szorstkiego piasku. Uwolnij, tak jak przypływ cofa się z lądu. Formuje kształt twoich kości, a to uczucie przypomina powrót do domu. Gdyby to było wszystko, co pokazałeś, czy poczuł byś, że gdzieś należysz? Kwiat rozkwitł wczoraj, emocje na granicy mojego ciała. Minęły cztery lata, plama na mojej klatce piersiowej, rozszerzające się struny odrastają. Chodź ze mną, odpocznijmy, zabierz mnie do swojego gniazda pełnego spokoju. Opuszki palców falują pod moją skórą, gdzie jest koniec, kiedy ty się zaczynasz? Mrowiące organy wewnątrz ciała. Proszę, rozwiąż sznur, który był uwięziony, i bezładny – wydech i uwolnienie.  

Do końca pozostały Ghekko i Epilogue, nastrojowe i nacechowane podobnym klimatem jak poprzednie utwory, przy czym drugi jest bardzo elektroniczno - psychodeliczny. O kończącym album Incisiv napisaliśmy powyżej.

Na koniec kilka słów o zespole: Sandōkaï tworzą   Victor Savary – gitara i syntezatory, Robin Schwarz – gitara basowa, Anthony Schneider – perkusja, Laurent Sionneau – syntezator i efekty dźwiękowe. 

Panowie są ze Szwajcarii, a nawiązują w stylu takich zespołów jak Radiohead, Kikagaku Moyo czy L'Eclair. Omawiany dziś album wydali w czerwcu 2024 i jest on ich debiutem. 

W listopadzie 2024 roku zespół ogłosił na swoim profilu na Instagramie, że planuje nowy kierunek artystyczny, zapowiadając nadchodzące zmiany w swojej twórczości, co nas martwi..

Ich muzyka jest dostępna na różnych platformach streamingowych, takich jak Spotify, Apple Music oraz Bandcamp.

 


Sandōkaï, Fractal, 2024, tracklista: Prologue, Tsuki, Waax, Mōchi, Interlude, Blossom, Ghekko, Epilogue, Incisiv.       

niedziela, 12 stycznia 2025

Z mojej płytoteki: Marek Grechuta i Anawa - Korowód, płyta ponadczasowa

W swojej kolekcji posiadam wiele starszych płyt, ta jest właśnie jedną z nich - ze zbiorów ojca... Breakoutów oddałem koledze, zachowując najcenniejszy album z autografami. Zachowałem również dziś omawiane wydawnictwo, ponieważ jest to płyta absolutnie ponadczasowa. To jedna z płyt, które powinny być wizytówką polskiej muzyki alternatywnej, czegoś na granicy awangardy, poezji śpiewanej i art rocka. Marek Grechuta, którego wszyscy kojarzą z późniejszymi dokonaniami, artysta który po latach stał się gwiazdą wielkiego formatu, i którego (jak wiele gwiazd) nie ominęły życiowe kłopoty, na tym albumie prezentuje zupełnie nietypowe oblicze. To oblicze pseudo hippisowskie (wśród muzyków jest Marek Jackowski - przyszły założyciel Maanamu) zmieszane z klimatem krakowskiej Piwnicy Pod Baranami i cyganerii, artystów i poetów. Jak na owe czasy, a jest to wydawnictwo z 1971 roku, cały ten koncept pięknie oddaje okładka autorstwa T. Kalinowskiego - rozszalałe burzą niebo, pioruny, tęcza a wszystko to nad kroczącym dumnie korowodem muzyków. A jest ich całkiem sporo, bo poza Markiem Grechutą (śpiew) i Markiem Jackowskim (gitara i brać), jest wśród nich Jan Kanty Pawluśkiewicz (fortepian, aranżer i kierownik muzyczny), Jacek Ostaszewski (flet i kontrabas), Eugeniusz Makówka (perkusja), Anna Wojtowicz (wiolonczela), Tadeusz Kożuch (altówka) i Zbigniew Paleta (skrzypce). W tamtym czasie wielkim rarytasem było umieszczenie przez wydawnictwo Muza winylu w kopercie, która po rozłożeniu, daje nam plakat (autorstwa Kalinowskiego i Gołąba) ze zdjęciem muzyków na pomarańczowym tle. I wszystko to za jedyne 65 PLN.

Zresztą owo zdjęcie zdaje się oddawać klimat tamtych czasów, który został uwieczniony w filmie pt. Korowód w reżyserii K. Brzozowskiej i R. Kubiaka z 1972 roku. Zobaczmy fragment:

 

Film jest bardzo krótki, trwa zaledwie 25 minut, niestety nie jest dostępny w sieci.

Już sam początek albumu wprowadza nas w jakieś bardzo psychodeliczne klimaty - instrumentalny Widzieć więcej - jedyna piosenka na albumie autorstwa Marka Jackowskiego wskazuje, z czym będziemy mieli tutaj do czynienia. Kto by pomyślał, że kilkanaście lat później Dead Can Dance z 4AD podryfuje brzmieniowo w podobnym kierunku. Kantata z początkiem w klimacie poprzedniego utworu, z muzyką Jana Kanty Pawluśkiewicza i tekstem Jana Zycha to pogłębienie klimatu psychodeli. W zasadzie album zaczyna się na dobre tą piosenką. Piękna to mało powiedziane... Klimat lata, wieś przed burzą. A może chodzi o kontrast między wsią a miastem? O człowieka rzuconego z prowincji w zgiełk miasta, gdzie kończy swoje życie...


Chodźmy autorstwa Marka Grechuty to lekki utwór o poszukiwaniu przeznaczenia. Ale jest w nim też bardzo spokojny fragment o poszukiwaniu prawdy w życiu... Świecie nasz autorstwa Pawluśkiewicza i Grechuty to jeden z największych hitów płyty. Swoistego rodzaju apel o spokój, wyciszenie, jasne dni i ciszę. Nowy radosny dzień - to kolejny utwór instrumentalny, tym razem autorstwa Pawluśkiewicza, a po nim następny hit - Dni, których nie znamy, Pawluśkiewicza z tekstem Grechuty. Chyba największy przebój artysty... Natomiast moim faworytem z tego albumu jest chyba najpiękniejsza ballada polskiej muzyki - Ocalić od zapomnienia, gdzie do wiersza Gałczyńskiego muzykę napisał Marek Grechuta...

Korowód to mocna psychodela z tekstem Leszka  Aleksandra Moczulskiego i i muzyką Grechuty. Jakże aktualny dzisiaj tekst, mimo upływu lat... No i to solo na flecie...

Album kończy piosenka Niebieski młyn z muzyką Pawluśkiewicza i słowami Tadeusza Śliwiaka. Ciekawy tekst, można z nim dopatrywać się wątków religijnych, no i jest on ponownie podsumowaniem czasów, nie tylko tamtych, ale i tych w których żyjemy...

Wszystko jakże aktualne, mimo upływu lat... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Marek Grechuta i Anawa, Korowód, producent: Z. Gajewska, Muza 1971, tracklista: Widzieć więcej, Kantata, Chodźmy, Świecie nasz, Nowy radosny dzień, Dni, których nie znamy, Ocalić od zapomnienia, Korowód, Niebieski młyn.


         

piątek, 13 grudnia 2024

Ten album warto znać: Double Echo i ich debiut Black Morning - interesujące dark/ cold wave

 

Foto: LINK

Zespół powstał w 2012 roku, czyli całkiem niedawno obchodzili dziesięciolecie, zresztą wydali też z tego powodu album. Ale my dziś piszemy o pierwszym i drugim wydawnictwie, EP-kach Black Morning i Plain Sight (akurat w takiej formie są na YT i doskonale do siebie pasują). 

Zespół jest wynikiem współpracy między amerykańskim producentem Chrisem Luna z San Diego, a Ashem Lerczak z Liverpoolu. Ten ostatni występuje pod pseudonimem artystycznym Doc Horror i poza Double Echo udziela się w projekcie Zombina & The Skeletons (LINK).

Wszyscy podkreślają, że zespół swoją stylistyką nawiązuje do wczesnego 4AD i muzyki lat 80-tych i coś w tym jest. 

Musi być, bo już początek pierwszego utworu, tytułowego Black Morning nawiązuje rytmem do A Forest zespołu the Cure. Oczywiście jest tutaj chłodniej, ale przede wszystkim bardziej przestrzenie. Muzycy zabierają nas do krainy samotności, dawniej raju. Po nim równie dobry, instrumentalny, Without Ceremony, sączący się wolno z fantastyczną ścianą gitar gdzieś w tle, a później niesamowitą elektroniką. Jest klimat... Desertion to absolutny hit. Ten akurat jest samodzielnym dziełem Chrisa Luna. Piosenka jest o oczekiwaniu i pobrzmiewają w niej echa the Opposition, ale też wokalnie the Sisters of Mercy. Plain Sight jest prawdopodobnie o śmierci i rozstaniu:

Mogło to trwać kilka sekund
Kiedy pozostawiono mnie bezdomnym
Z każdym mijającym ruchem
Kiedy nas odepchnięto

I tylko dla tych chwil
I zimny jak lód
Zawsze wydawało mi się to najdziwniejsze
Kiedy mogłem poczuć twój głos

A ja patrzę w ciszy
Więc niedługo będziemy musieli się rozstać
I nasze spotkania, o których nigdy nie myślałem, że się skończą
Nigdy nie wiedziałem, że to się skończy

Mogło to trwać kilka sekund
Jedno spojrzenie w Twoje oczy
Co zostało za drzwiami
Z rytuału

Obawiam się, że zmiana mnie ominęła
Tutaj, w odległej dziczy
Roztapiam się w zimnym świetle
Za lustrzanym życiem

Oczy by pamiętały
Zawsze

Darkroom  to świetny hit, ma się wrażenie, że gdzieś się to słyszało, to piosenka o aktorce:

Miłość do obserwacji
Poruszających się niezliczonych twarzy
Wzorce gnuśnego płaczu
Połóż się obok oka kamery

Zmieniające się przypływy i fale
Poruszą jej inkrustacje
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Płonąca cisza, klatka po klatce

„Jakie to dziwne w świetle” – mówi
Znowu tak daleko od tych oczu
Wzorce gnuśnego płaczu
Będą się kręcić w oku kamery

Iluzją jest to oko bez twarzy
Ogrzana jedynie światłem, płacze
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Fascynacja, klatka po klatce

Manekiny ze ślepych ulic
Zamyślam się przed ulewnym deszczem

Drżenie rąk spowoduje rozdarcie stron
O swoim przerobionym obrazie
Wzorcu gnuśnego płaczu
Krzycz w oko kamery

Wiek pozbawiony życia, zmęczone miejsce
Pęcznieje w jej pomalowanej twarzy
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Trwała szarość, klatka po klatce 

Then Again z gitarą a la New Order kończy ten zestaw EP-ek.

Jak na początek całkiem nieźle, a my jeszcze wrócimy do kolejnych wydawnictw Double Echo, wszak minęło już 10 lat...

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.       

Double Echo Black Morning/ Plain Sight, 2012, tracklista: Black Morning, Without Ceremony, Desertion, Plain Sight,  Darkroom, Then Again.


poniedziałek, 7 października 2024

Isolations News 296: Xymox i Wolfgang Press w PL, Cure kameralnie, Morris w podkaście, Oasis live, Marx z Sisters of Mercy - nowy album, wraca Jethro Tull, the Who na znaczkach, stopione mózgi, rosnące góry i żarłoczne pandy

Zaczynamy od byłego członka Joy Division. Gary Kemp i Guy Pratt, którzy prowadzą podkast Rockonteurs, gdzie snują opowieści o branży muzycznej, w sobotę zaprosili Stephena Morrisa. Co mówił można odsłuchać TUTAJ. 

Pozostańmy w chłodnych klimatach. Współzałożyciel i gitarzysta Sisters Of Mercy, Gary Marx, wydał pierwszą płytę od 15 lat. Album pojawił się 4 października nakładem Wrecking Ball Sounds, małej niezależnej wytwórni z Hull, i jest zatytułowany Green Ginger Jive. Dostępne są dwie wersje - jako jako 12-utworowy winylowy LP gdzie do pierwszych 250 egzemplarzach jest dodawany singiel. Oprócz tego płyta jest dostępna w wersji rozszerzonej na CD z dodatkowymi utworami. Nagrał ją z pomocą przyjaciół - Wayne'a Husseya z The Mission, Milesa Hunta z Wonder Stuff i Johna Robba. Album można kupować od soboty TUTAJ. Na YT jest też dostępny trailer. 

Fanom Sisters of Mercy polecamy przed jego obejrzeniem wziąć krople uspokajające lub, jak to radził Świetlicki, czopki z pyralginą. On jest TUTAJ.

Przychodzi facet do lekarza i mówi, że spać nie może w nocy. Lekarz przepisał mu tabletki ziołowe, ale facet wraca po tygodniu i mówi, że nie działają w ogóle, dalej spać nie może. Lekarz na to:

– W takim razie trzeba spróbować coś mocniejszego, proszę spróbować tych czopków na sen.

Pacjent wraca po tygodniu do lekarza i mówi:

– Panie doktorze, faktycznie te czopki działają ale  są strasznie mocne.

– Jak to mocne?

– Bo jak się budzę rano to jeszcze mam palec w zadzie.

Teraz coś o badaniu choć nie przez lekarza. Lubicie pandy? W Allgäu na południu Niemiec naukowcy natknęli się na skamieniałości przodka pandy wielkiej. Badania zębów wymarłego gatunku pokazały, że żyjące niegdyś w Europie pandy jadły mięso, nie jak współczesne pandy wielkie, które żywią się głównie pędami bambusa. I były większe (LINK). 

Facet ogląda Discovery, spiker z ekranu:
- Pandy mają ich 16, rekiny 100, a u człowieka norma to 32 zęby.
Facet podrywa się z fotela i wrzeszczy:
- K***a, jestem pandą!

Powyższy dowcip o pandzie już tutaj kiedyś był, ale powtórzyliśmy go bo nam się bardzo podoba. Za to muzycy z Jethro Tull ponownie zremiksowali album Yuletide z 2003 roku, który był ostatnim nagranym z gitarzystą Martinem Barre. Jest to pięciopłytowy album świąteczny - Jethro Tull: Fresh Snow at Christmas - który ukaże się 6 grudnia. Wydawnictwo będzie zawierać wiele bonusów i wyjdzie także (po raz pierwszy) na winylu. Przedsprzedaż TUTAJ. Trailer gra powyżej.

Skoro pojawiły się dinozaury - brytyjska poczta Royal Mail zapowiedziała wydanie serii znaczków upamiętniających 60. rocznicę powstania The Who. Seria złożona z 34 znaczków oficjalnie trafi do sprzedaży 17 października (LINK).


Z kolei od 27 października rusza w Łodzi Soundedit. Wprawdzie New Model Army ze względu na problemy zdrowotne perkusisty – Michaela Deana – odwołał występ i wszystkie koncerty do końca roku, ale muzycy zapewnili zastępstwo, zamiast nich wystąpią Justin Sullivan & Dean White ze specjalnym setem. A poza tym w programie festiwalu legenda z wytwórni 4AD, czyli The Wolfgang Press, a także Juno Reactor i Clan of Xymox. - bilety TUTAJ.


The Cure natomiast wystąpi 30 października na bardzo kameralnym koncercie dla publiczności zebranej w BBC Radio Theatre w ramach Radio 2 In Concert. Podczas koncertu zespół wykona utwory z długo oczekiwanego nowego albumu Songs of a Lost World. Bilety zostaną przydzielone w drodze losowania, które potrwa do 9 października, do godziny 21:00. Ale tylko dla mieszkańców Wielkiej Brytanii. Oczywiście reszta nic nie traci, cały koncert zostanie nagrany i wyemitowany w programie Jo Whiley w Radio 2 i BBC Sounds (19:00-21:00) 31 października, w którym będzie również można posłuchać wywiadu z Robertem Smithem (LINK).


Za to nigdy nie wystąpią już razem dwaj panowie którzy kiedyś tworzyli Pink Floyd. David Gilmour w wywiadzie zapowiedział, że nigdy nie wystąpi z Rogerem Watersem. Natomiast byłby zadowolony gdyby zaczęła występować Kate Bush, ale według niego zależy to tylko od niej i od nikogo innego. Cały wywiad jest TUTAJ.

Szkoda, bilety na Pink Floyd pewnie sprzedały by się w kilka sekund...


Trasa koncertowa Oasis North American Reunion została wyprzedana w nieco dłuższym czasie, bo w godzinę! Popyt na występy Oasis na żywo nadal rośnie, a wszystkie koncerty w Ameryce Północnej w ramach światowej trasy koncertowej OASIS LIVE '25 zespołu zostały wyprzedane. Muzycy zapowiedzieli występy w Australii. Zespół ogłosił już program, większość występów planowana jest na przyszły rok (LINK).

Ego braci Gallagher po tym zapewne urosło  jeszcze bardziej... 

Tak jak urosła nam Grecia i rośnie też Mount Everest, który ma 8848 metrów i 86 centymetrów wysokości. Badacze mówią, że podnosi się o około dwa milimetry rocznie i w ciągu ostatnich blisko 90 tys. lat zwiększył swoją wysokość nawet o 50 metrów. Ale czym jest to spowodowane? Jak wynika z niedawno przeprowadzonych przez naukowców z University College London (UCL) oraz China University of Geosciences badań, Mount Everest rośnie dzięki erozji spowodowanej przez oddalony o około 75 kilometrów system rzeczny. Rzeki wymywają takie ilości materiału skalnego, że podnosi się płyta tektoniczna, a razem z nią góra (LINK). 

Czekamy na głosy ekologów twierdzące, że wymywanie powodowane jest zmianami klimatu i aby mu zapobiec, należy podwyższyć ceny prądu.


Jeszcze o ekologach. Mózgi ofiar erupcji Wezuwiusza, do której doszło w 79 roku, zamieniły się w szkło. Naukowcy odkryli doskonale zachowane neurony. Można zatem uznać, że ciało ludzkie jest rodzajem gliny, która pod wpływem temperatury topi się (LINK).

Patrząc na niektórych członków naszego rządu można dojść do wniosku, że ich mózgi stopiły się w normalnych warunkach. 


Jeszcze o znaleziskach. W latach 80. XX wieku w jednej z jaskiń na Pustyni Judzkiej archeolodzy znaleźli nasiona, które według datowania węglem radioaktywnym liczyły sobie ponad 1000 lat. Naukowcom udało się wyhodować z nich drzewo. Prawdopodobnie należy do wymarłego gatunku o właściwościach leczniczych, o którym kilkakrotnie wspomina Biblia, teraz nazwano je sheba. Zawiera niezwykle aromatyczne żywice (LINK). Ale nie są to pierwsze tak stare nasiona które wykiełkowały. W 2020 roku posadzono nasiona palm daktylowych, które zostały znalezione w Masadzie, starożytnej twierdzy, gdzie schronił się Herod Wielki uciekając przed Partami. Z 34 sztuk, których wiek ocenia się na 1900 lat wyrosło 6 (LINK).

News ilustrujemy drzewkiem wyhodowanym z podobnego nasiona, ale odnalezionego na Syberii.


Jeszcze w temacie odkryć, które są w stanie zmienić historię. Po zbadaniu próbek DNA z muzeów w Europie oraz porównanie ich z kopalnym DNA morsów z Ameryki Północnej wykazano, że wikingowie  sprowadzali ciosy morsów aż z odległej Grenlandii. A zatem pierwsi, przed Krzysztofem Kolumbem, dotarli i odkryli Amerykę. A co więcej, pozyskane kły morskie sprzedawali jako kość słoniową, niezwykle luksusowy i drogi materiał w średniowiecznej Europie (LINK).


Powyżej Oasis gra the Beatles. Paul McCartney podczas trzygodzinnego koncertu w Urugwaju po raz pierwszy zagrał na żywo Now And Then, demo Johna Lennona, które w zeszłym roku zostało przekształcone w nową piosenkę Beatlesów. Ta stała się najbardziej kasowym singlem roku w całej branży muzycznej... Tak to się robi.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 15 września 2024

Z mojej płytoteki/z katalogu 4AD: Dead Can Dance i Spiritchaser, czyli łowiąc duchy z the Beatles w tle...


The river is deep and the road is long,
daylight comes and I want to go home
 

Awoke this morning
to find my people's tongues were tied
and in my dreams
they were given books to poison their minds

The river is deep and the mountain high,
how long before the other side
We are their mortar,
their building bricks and their clay
their gold teeth mirror
both our joys and our pain
The river is deep and the ocean is wide,
who will teach us how to read the signs
 

The earth is our mother
she taught us to embrace the light,
now the lord is master
she suffers an eternal night

you blocked up my ears,
you plucked out my eyes,
you cut out my tongue,
you fed me with lies,

Oh Lord.

Motyw wiodący, wydrukowany na okładce siódmej studyjnej płyty Dead Can Dance. Miałem okazję czekać na kolejne albumy, puszczane zwykle w PR3, lub wieczorami przez Tomasza Beksińskiego. Muzyka zespołu uległa bardzo głębokiej ewolucji, od chłodnego debiutu (choć już na nim była to ciekawa odmiana zimnej fali), przez bardziej pompatyczno - symfoniczny Spleen and Ideal (ach ten wstęp!), do uważanego za pikowe osiągnięcie nie tylko DCD ale i całej wytwórni 4AD Within the Realm of a Dying Sun... Po nim nastąpił zwrot. Nie wszyscy fani go zaakceptowali. Pojawiła się monotonia, trudna do zaakceptowania i bardzo eksperymentalna muzyka z płyty The Serpent's Egg. Dodam tylko, że po czasie, album zyskuje. Tak to jest z geniuszami, przerastają epokę... Niemniej wtedy był to album którego (w 1988 roku) nikt nie oczekiwał. Aion też miejscami nie powalał i chyba muzycy zrozumieli, że nie tędy droga realizując całkiem dobry Into the Labyrinth (1993) a po nim (1996) omawiany dziś Spiritchaser - chyba pierwsze wydawnictwo tak mocno i wyraziście przesunięte w stronę tzw. world music (widać to też w przytoczonym powyżej tekście utworu Song of the Dispossessed, czwartej piosenki na albumie).


Gdybym miał porównać ten album i zmianę stylu zespołu, to przypomina mi on mocno rewoltę jakiej dokonali the Opposition nagrywając War Begins at Home (opisany przez nas TUTAJ). Co ciekawe zespół nieżyjącego już Marka Longa nawiązał na swoim albumie do piosenki the Beatles (Babe in Black). I, co być może trudno sobie wyobrazić, po cover wielkiej czwórki sięgają też DCD. Pojawia się na albumie piosenka Georgea Harrisona (dokładnie fragment utworu 3) Within You Without You (prawa autorskie Northern Songs) ze słynnego Peppera... Na owym albumie Harrison skomponował samodzielnie tylko ten utwór, ale co ciekawe, chyba jest on jednym z najbardziej jego psychodelicznych dzieł...

Płyta (nagrana w jednym z irlandzkich kościołów, 

Zdjęcie: LINK

dziś już na stałe zamkniętym - Quivvy Church) jest miejscami bardzo mroczna, otwiera ją instrumentalny ponury Nierika, później mamy monorecytacje Brandona Perry w Song of the Stars:

Jesteśmy jak wiatr
Owinięty w świetliste skrzydła
Tworzymy drogę, aby duch mógł przejść
Dla przejścia ducha

Mamy tutaj solówkę a la The Residents z Commercial Album, i fragment tekstu w języku kreolskim haitańskim... O Indus już pisaliśmy powyżej, po nim motto albumu - Song of the Dispossessed. Dodamy tylko, że to jedyna piosenka całkowicie zaśpiewana w języku angielskim. Po niej znowu instrumentalny  Dedicacé Outò, mocno perkusyjny. The Snake and the Moon zaśpiewany w zupełnie nieznanym języku (i znowu słychać solówki rodem z The Residents) a po nim Song of the Nile - także instrumentalny, choć pojawiają się w nim doskonałe wokale (ale bez tekstu). To jedna z najpiękniejszych piosenek albumu... 

Całość kończy Devorzhum. I jest to mocne zakończenie.

Krytycy muzyczni pisali, że zespół tym albumem przekierował world music na nowe tory. Po wielu latach, patrząc bardziej całościowo na dokonania DCD, album Spiritchaser wydaje się być kontynuacją pikowego dokonania zespołu Within The Realm... I znowu, wtedy wydawał się nam dziwny, nietypowy, inny. Teraz po latach to wręcz doskonały przyjaciel jesiennych wieczorów. 

A może to my staliśmy się już na tyle starzy, że w końcu dorośliśmy do tej muzyki?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Dead Can Dance, Spiritchaser, producenci: Brandon Perry i Lisa Gerrard, 4AD 1996, tracklista: Nierika, Song of the Stars, Indus, Song of the Dispossessed, Dedicacé Outò, The Snake and the Moon, Song of the Nile, Devorzhum.

 


piątek, 24 maja 2024

Ten album warto znać: Tem(pi)el - MMXIII - nostalgiczny szwedzki postrock

 

Jeśli spojrzeć na nasz bardzo stary wpis TUTAJ w którym prezentowaliśmy koncert znakomitej Anny von Hausswolff, to okazuje się, że producent jej debiutu pt. Ceremony, Filip Leyman też miał ambicje muzyczne zakładając w Göteborgu z Albertem af Ekenstamem zespół Tem(pi)el. 

Jak podkreślają (TUTAJ) Filip Leyman szukał projektu, w którym miałby pełną swobodę artystyczną. Jednocześnie jego marzeniem było tworzenie muzyki, która powstawałaby w połączeniu nowoczesnej technologii – syntezatorów, automatów perkusyjnych i samplerów – z instrumentami akustycznymi i klasycznym instrumentarium. 

Tak też jest na znakomitym albumie MMXIII, z 2013 roku.  Albert af Ekenstam, gitarzysta między innymi Sumie Nagano, współtworzący z Leymanem miał bardzo podobne zainteresowania muzyczne. Poszukiwał także możliwości rozwijania własnych pomysłów. Projekt dojrzewał i ewoluował przez dwa lata. Do zespołu w międzyczasie dołączyła artystka Love Hultén, której niezwykłe pomysły wizualne stały się ważną częścią Tem(pi)el.

Podczas sporadycznie powtarzających się, ale sprawnie realizowanych sesji studyjnych, muzyka stopniowo rozwijała się w undergroundowym studiu Filipa Leymana. W zaskakująco naturalny sposób szybko przekształciła się w odmianę post-rocka, w którym gatunki elektroniczne spotykają się z ciężkim, głębokim rockiem. Można określić to słowami Rene Descartesa: Kraina niedźwiedzi, wśród skał i lodu.

Niestety mimo tworzenia znakomitej muzyki, dzieło MMXIII jest jedynym w dorobku zespołu, a szkoda...

Album zaskakuje różnorodnością, jest krótki i zawiera tylko 7 piosenek. Pobrzmiewają w nim echa Swans, Cocteau Twins, czy elektroniki Tangerine Dream, jest melodyjny i chwilami dość mocno rockowy. Niemniej nie brakuje w nim nostalgii. 

Na otwarcie Departure - typowo postrockowy, prosty riff zostaje mocno rozbudowany o okraszony solówkami. Napięcie narasta.. Expedition wprowadza świetny klimat. W tle pobrzmiewa Dif Juz. Przechodzi w pewnym momencie na pierwszy plan i jak brzmi! Desolate to początkowo elektronika, słychać Tangerine Dream do którego dołącza perkusja. Ciekawe... Gitary wracają na Disclosure, utwór rozkręca się leniwie, ale po chwili znowu brzmi niczym stare, dobre 4AD. Escape trzyma poziom, będąc jednocześnie jednym z najbardziej nostalgicznych utworów na albumie. Brzmienie gitary w tej piosence staje się znakiem firmowym albumu. Relief znowu wolno się rozkręca a całość kończy Transcendence - klimatami ponownie (przynajmniej na początku) zahaczając o elektronikę rodem z  Tangerine Dream. A później znowu ściana gitar.

Reasumując, ciekawa muzyka, zmuszająca do myślenia bogactwem klimatów i pejzaży. Szkoda że nic więcej nie nagrali...

  

Tem(pi)el - MMXIII, Kning Dics, 2013, tracklista: Departure, Expedition, Desolate, Disclosure, Escape, Relief, Transcendence.

 

niedziela, 14 kwietnia 2024

Z mojej płytoteki: The Frozen Autumn i Chirality: arcydzieło mrocznych brzmień dla fanów Clan of Xymox, choć bardziej romantycznie

 

To było dobrych kilkanaście lat temu, natknąłem się najpierw na ich teledysk, później kolejny i kolejny. Oczarowali mnie prostotą brzmienia i urokiem kompozycji, świetnymi wokalami wykonywanymi zarówno przez nią - Froxeanne i przez niego - Diego Merletto. Oboje też grają, programują syntezatory i komponują piosenki. Nasuwa się podobieństwo do Clan of Xymox, i zapewne ci są ich inspiracją, ale ich muzyka nie jest ślepą kalką. Moim zdaniem jest w niej więcej lekkości, romantyzmu, nie jest tak schematyczna jak muzyka COX. Nie dziwi zatem, że sam lider COX udzielał się w jednym z ich utworów, a muzycy z Verony miksowali piosenki Mooringsa. Zresztą w jednym z wywiadów jawnie podają COX jako źródło inspiracji, podobnie jak inne kapele z wczesnego 4AD. No i jesteśmy w domu.

Piąty album zespołu z 2011 roku jest ich najlepszą płytą w mojej kolekcji. Od wtedy nagrali jeszcze dwie, na które przyjdzie pora. Na Chirality osiągnęli doskonałość brzmienia, głębię muzyki i kompozycji. Dlatego dziś chcemy zaprezentować ten właśnie album.

Zaczyna się od znakomitego Before The Storm, powietrze wypełnia chłód, wieje mocny wiatr, czy czujesz ten chłód wewnątrz? W końcu pojawia się ona, i wszystko się zmienia. Sidereal Solitude to piosenka Froxeanne, trzyma znakomity poziom pierwszego utworu.

 

Narratorka odtrąca nachalne spojrzenia ciekawskich adoratorów, jest jej dobrze we własnej galaktyce:

Jestem zbyt odległą gwiazdą
Abyś dotknął mojego serca
Jestem zbyt odległą gwiazdą
Aby was wszystkich rozróżnić 

Pora na tytułowy Chirality, znowu Diego i znowu promujący album klip:

 

To nie sen
Rosnące spirale skrystalizowały się w rzeczywistości
To nie jest marzenie
Labirynt lustrzany
Bieganie w kółko
Gdzie jedno staje się dwojgiem...
Ja i ty!
Chiralność!
Przez rozbite szkło widzę
Ten drugi... to nie ja
To nie ja!
To nie jest sen!
Trwale skrystalizowany w rzeczywistości
To nie jest moje marzenie!
Labirynt lustrzany
Bieganie w kółko
Gdzie jedno staje się dwojgiem...
Ja i ty!
Chiralność!
Przez rozbite szkło widzę
Ten drugi... to nie ja
To nie ja!
Życie to przesuwane drzwi
Boję się, że mogę spaść
Labirynt lustrzany
Bieganie w kółko
Gdzie jedno staje się dwojgiem...
Ja i ty!
Chiralność!
Przez rozbite szkło widzę
Ten drugi... to nie ja
To nie ja!

I choć chiralność nie jest prostym kontrastem, zespół ma swoją wizję tego zjawiska.  

Breathtaking Beauty - poziom nie opada ani o milimetr. Znowu znakomita i nostalgiczna kompozycja Diego, tym razem to prośba do tajemniczej postaci pojawiającej się w jego ogrodzie, a następnie pukającej do jego drzwi:

Zapierające dech w piersiach piękno
Powiedz mi jak masz na imię
Pokaż mi sekretne miejsca, zabierz mój ból
Zapierające dech w piersiach piękno
Zabierz mnie do swojego serca
Gdzie czas jest niczym
Czas nic dla nas nie znaczy
Dla nas

Teraz pora na genialny So Brave i znowu ona z tym swoim nieziemskim głosem... Piosenka opisuje nieudany romans...

To też nie była moja wina
Winię za to ciebie
Chyba cię chciałem
I ja też poczułam się zraniona
Nie możesz teraz udawać
Nie zaprzeczaj tej prawdzie
Bo wiesz
Nie jestem miłosierna
Nie myśl, że jesteś
Tak odważny
Do ukrywania
Wszystkiego, co zrobiłeś
Chociaż nie masz nic przeciwko
Oszukałeś nas wszystkich
I ukradłeś to, co było moje
Potem zacząłeś oczerniać
Mnie i moje myśli,
Moje czyny, moje uczucia
Wstydź się
Jesteś kłamcą
Co za kłamca
Powinnam była jej powiedzieć
Nie powinieneś się do tego uciekać
Jesteś kłamcą
Jeszcze raz

The Exile  to egzystancjalne rozważania o duszy i samotności:

A w samotnym mieszkaniu budzi się mój świat

Pora na Victory - jakby to powiedzieć? Arcydzieło to zbyt mało... To hymn o uwolnieniu się z toksycznego związku. No i ten znakomity wokal... Po nim Rallentears - nostalgiczny utwór o rozstaniu....

Po prostu zapomnij moje imię
Wymaż to ze swojego serca łzy spadają z nieba
Byłaś tylko snem, czy zamarzniętą gwiazdą?

Do końca pozostały dwie piosenki: In The Golden Air i The Last Train. Pierwsza jest o uroku znakomitej randki. Zderzeniu satelitów, korekcie trajektorii w oparach obecnego w powietrzu ozonu.... Drugi, kończący album, to opis próby ucieczki narratora od wspomnień o minionej miłości...

Jakby to podsumować? Tutaj nie ma słabych piosenek. Może: jeden z najbardziej niedocenionych albumów minionych lat? Arcydzieło mrocznych klimatów...



The Frozen Autumn, Chirality, Calembour Records 2011, trackista: Before The Storm, Sidereal Solitude, Chirality, Breathtaking Beauty, So Brave, The Exile, Victory, Rallentears, In The Golden Air, The Last Train.
 

poniedziałek, 15 stycznia 2024

Isolations News 276: Kraftwerk - ogromny koncert, Lifeson z Rush poważnie chory, przyczyny śmierci Sinead O'Connor, Swans, Black Grape i Zanias - nowy album, Early Singles Xmal Deutschland, winyle z BBC na aukcji, Cocteau Twins remaster, przepowiednie nowego Nostradamusa, instrukcja składania flagi UE, kanibale i podtarcie niedźwiedzia


Na starcie Manchester. Nowy, czwarty album Black Grape, Orange Head, ukaże się 19 stycznia. Black Grape został założony w 1993 roku przez byłych członków Happy Mondays, Shauna Rydera i Beza, lecz po latach tworzy go duet złożony z Shauna Rydera i Paula Leveridge, aka Kermit. Orange Head miał ukazać się w listopadzie 2023 roku poprzedzony singlem Milk. Zamiast tego w listopadzie ukazał się singiel Dirt, a teraz muzycy udzielili wywiadu (TUTAJ) aby przyciągnąć uwagę fanów w związku z premierą nowej płyty i zapowiedzieć, że 21 stycznia w niedzielę będą podpisywać ją spotkaniu w kawiarni Wax and Beans znajdującej się w sklepie z płytami (bilety TUTAJ).

Pozostańmy  UK. W tym miesiącu odbędzie się wielka aukcja płyt winylowych z archiwum BBC ale także sprzętu i pamiątek, a poprowadzi ją Omega Auctions (LINK). Szczegóły TUTAJ.

I UK i winyle - ostatnie studyjne albumy Cocteau Twins,  Four-Calendar Café i Milk & Kisses z 1993 roku zostały zremasterowane i ponownie wydane w wersji winylowej, teraz przez Propter Records  (LINK).

Jeszcze UK i premiery - Zanias zapowiedziała wydanie nowej płyty, będzie to Ecdysis, kontynuacja Chrysalis, która pojawi się na CD i w wersji winylowej 16 lutego - na okładce będzie motyw z tatuażu który piosenkarka ma na plecach. A już teraz: jeden z utworów Earthborn wraz z możliwością kupna w przedsprzedaży TUTAJ.


Nowości - Sacred Bones Records ogłasza z wydania reedycji Early Singles Xmal Deutschland, wzbogaconej o dwa dodatkowe utwory, oraz inauguracyjny solowy album Anji Huwe zatytułowany Codes. Premiera tych płyt zaplanowana jest na 8 marca 2024 r (LINK). Zapowiada się ciekawie.

Skoro zlądowaliśmy w klimatach 4AD - Peter Ulrich perkusista Dead Can Dance wyprzedaje swoje wspomnienia Drumming With Dead Can Dance & Parallel Adventures - można je nabyć po niższej cenie TUTAJ.

 

Wygląda na to, że wspomnienia pozostaną też po innej wielkiej kapeli. Alex Lifeson wykluczył ponowne koncertowanie z Rushem, powodem jest pogarszający się jego stan zdrowia. Muzyk choruje na artretyzm (LINK).

 

W temacie chorób - biuro koronera w Londynie wydało krótkie oświadczenie odnośnie przyczyn śmierci Sinead O'Connor, w którym potwierdziło, że 56-letnia piosenkarka zmarła z przyczyn naturalnych. Pogrzeb piosenkarki odbył się w sierpniu ubiegłego roku pod Dublinem i uczestniczyli w nim prezydent Irlandii Michael D. Higgins, a także Bono, The Edge i Adam Clayton z U2 oraz Bob Geldof (LINK).


Skoro o sprawach zdrowotnych - Tracy Hurley Martin, żona Vince'a Clarke'a (Depeche Mode i Erasure), zmarła w wieku 53 lat po zdiagnozowaniu u niej raka żołądka. Para ma 18 letniego syna... (LINK).

W temacie tych co odejdą. Craig Hamilton-Parker, nazywany nowym Nostradamusem, twierdzi, że potrafi przewidzieć przyszłość. Podobno zapowiedział pandemię Covid-19, Brexit, prezydenturę Donalda Trumpa, a nawet śmierć królowej Elżbiety II. Wieszczy więc, że w 2024 roku Wielką Brytanię podobno spotykają same niepowodzenia: odsunięcie od władzy obecnego premiera, depresja Karola III, który wyląduje ostatecznie na wózku inwalidzkim, dalsze kłopoty z Harrym. W USA także ma być gorąco: Prezydent Joe Biden zostanie zastąpiony przez Kamalę Harris a potem wygra Trump... W Europie umrze papież Franciszek, Putin zostanie zamordowany w wyniku zamachu i jeszcze jakaś gwiazda muzyki pop zajdzie w ciążę. O Polsce cisza, tak samo o Niemczech, nie wiadomo czy to dobrze czy źle? (LINK).

W Niemczech za to trwają protesty, podobnie w Rumunii. Ludziom otwierają się oczy i zaczyna do nich docierać, że bez rolnictwa trudno żyć, a wiatraczki nie kręcą się kiedy nie wieje. Na powyższym zdjęciu hasła strajku, rozlewającego się w Niemczech już na wszystkie grupy społeczne: nie dla imigracji, programów ograniczających emisję CO2, gender i rosnących cen energii.

Zatem warto zamieścić instrukcję składania flagi UE. 


Wróciły też barierki pod polskim Sejmem. W temacie taki oto dowcip:

Wchodzi zajączek do nory, wali pięścią w stół i krzyczy:
- Hańba!
Wchodzi drugi zajączek do nory, wali pięścią w stół i krzyczy:
- Hańba!
Wchodzi trzeci zajączek do nory, wali pięścią w stół i krzyczy:
- Hańba!
Mama zajączków się pyta:
- Co się stało, dlaczego hańba?
Na to zajączek odpowiada:
- Niedźwiedź ojcem się podtarł.


Ostatnio nasze Słońce Peru stwierdziło, że ma problem z tymi, którzy głosowali na ZP.  Miejscowe plemię kanibali w Indonezji rozwiązałoby ten kłopot. Ma bowiem ciekawy zwyczaj. Zamiast utrzymywać policję, więzienia itd, plemię rytualnie morduje i pożera ludzi, których uważają za opętanych przez demony, czyli zbędnych w tamtejszym społeczeństwie (LINK).

Tatusiu, co to jest kanibalizm?
- Zaraz ci wytłumaczę tylko podłożę drewna pod wannę.


Eksperci genetyki wskazali  sześć unikalnych cech, które pokazują, że jesteśmy posiadaczami mikro fragmentów neandertalskiego DNA, są to: 1. uzależnienie od nikotyny, 2. grube, proste włosy, 3. bycie tzw. rannym ptaszkiem, 4. duże (długie) nosy, podatność na uleganie zakażeniom wirusami, 6. skłonność do oparzeń słonecznych (LINK).

Małżeństwo kanibali podczas obiadu. Ona:
- Wiesz Zenek, mamy dobre dzieci.

Jeszcze z pola nauki. Zdaniem badaczy nowo odkryte kamienne dyski znalezione we Włoszech mogą być najwcześniejszymi znanymi mapami nieba. Kamienie odkryto w pobliżu starożytnego fortu na wzgórzu Rupinpiccolo w północno-wschodnich Włoszech. Badacze już ustalili, że dziewięć znaków na nich odpowiada gwiazdom w konstelacji Skorpiona, pięć znaków  dotyczy Oriona, a dziewięć znaków pasuje do rozplanowania gromady Plejad. Jednakże znak znajdujący się nieco na północ od Oriona nie został jeszcze zidentyfikowany, być może przedstawiał nową lub supernową, której nie zarejestrowano nigdzie indziej. Uważa się, że ślady na kamieniach wykonano między 1800 a 400 rokiem p.n.e. (LINK).

Na geografii profesor do studenta:
- Proszę pokazać Odrę.
- Dobrze panie profesorze, ale najpierw proszę o globus Polski.

Jeszcze przepowiednie dotyczące pośrednio Polski: Baba Vanga zmarła prawie trzydzieści lat temu Bułgarka podobno pozostawiła proroctwa co do zdarzeń jakie czekają ludzkość. Jej zwolennicy podali, że w tym roku nastąpi zamach na Putina a zamachowcem będzie ktoś z Rosji. A poza tym czekają nas kryzysy i ataki terrorystyczne czyli normalka nic nowego (LINK).

W Moskwie miał miejsce zamach na życie Putina. Rosyjscy lekarze bohatersko go ratują.
Tymczasem w bunkrze gdzieś na Uralu FSB zebrało wszystkich jego sobowtórów. Główny oficer mówi do nich:
- Mam dla was dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra jest taka, że Putin przeżył zamach. Zła wiadomość: niestety stracił w nim rękę.

Z tym zamachem trudno będzie, bo ukraiński wywiad wojskowy potwierdził że rosyjski prezydent ma co najmniej trzech trzech sobowtórów. Podobno oryginalnego Putina nikt nie widział od 2022 roku (LINK).

Za to widziano parę mumii obcych, która w tajemniczy sposób pojawiła się na peruwiańskim lotnisku w październiku ubiegłego roku, jednak nie jest ona, co nikogo dziwi, parą kosmitów. Wykonano je z kości zwierzęcych co potwierdził Flavio Estrada, archeolog z Peruwiańskiego Instytutu Medycyny Prawnej i Nauk Sądowych. Także trójpalczasta ręka jest fałszywką, została wykonana z różnych kości, w tym przypadku z ludzkich sklejonych współczesnym klejem. Przypomina się reklama o Super Glue (LINK).

Nie dostaniesz ani kropelki podpisano: Ania Kropelka.

Jeśli chodzi o innowacje, ale muzyczne, to chyba najwięcej wprowadzili ich Kraftwerk. Przez dziewięć nocy w Los Angeles Walt Disney Concert Hall legendarny zespół (a w zasadzie to co z niego zostało) będzie świętować 50. rocznicę wydania albumu Autobahn, który został skomponowany, wyprodukowany i nagrany przez założycieli Kraftwerk, Ralfa Hüttera i Floriana Schneidera w 1974 roku. W cyklu dalszych 8 koncertów zaprezentowanych zostanie osiem płyt Kraftwerk: Autobahn (1974), Radio-Activity (1975), Trans Europe Express (1977), The Man-Machine (1978), Computer World (1981), Techno Pop (1986), The Mix (1991) i Tour de France (2003). Każdego wieczoru zaprezentowany zostanie jeden kompletny album oraz dodatkowe kompozycje. Koncert numer dziewięć będzie finałem, na którym zaprezentowane zostaną przełomowe dzieła obejmujące pięć dekad repertuaru Kraftwerk (LINK).


Za to po koncercie Swans w Berlinie 12 marca, zespół zacznie nagrywać  nowy album (LINK). Będzie to w połowie trasy koncertowej, podczas której 29 lutego wystąpią we Wrocławiu (LINK).


Również psychodeliczni Truckfighters po blisko 5 latach powracają do Polski na 2 koncerty. Grupa wystąpi 16 maja w poznańskich 2 Progach oraz dzień później w warszawskim klubie Proxima (LINK).


Kończymy dwoma newsami dotyczącymi pasjonujących, nowych odkryć naukowych.

Czy wiecie dlaczego nasze koty mają białe skarpetki i brzuszki? Otóż naukowcy postawili tezę, że przyczyną jest proces udomowienia, który rozpoczął się około 10 000 lat temu, kiedy najbardziej oswojone kicie krzyżowano, aby uzyskać spokojniejsze, bardziej przyjazne zwierzęta, ale przez to nastąpiły nieprzewidziane konsekwencje w postaci białych plam na sierści. Cechy te są spowodowane zaburzeniami rozwojowymi, które pojawiają się, gdy embrion kociaka jest zwinięty w łonie matki, co utrudnia prawidłowe dojrzewanie potencjalnych komórek barwnikowych. Po prostu pigment nie dochodzi do podkulonych łapek i brzuszków zwiniętego zwierzątka (LINK).


Jak rozpoznać, że Twój pies jest geniuszem? Jeśli na komendę przyniesie po kolei rzeczy, które każesz mu przynieść (czyli gdy je rozróżnia) (LINK).

Kiedy Eskimos wie, że zima jest naprawdę siarczysta?
- Kiedy mu się psy łamią na zakręcie.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.