Na wystawie Wild Imagination: Art and Animals in the Gilded Age, otworzonej 22 listopada w Newport zaprezentowano jedno z dziwniejszych ale i najbardziej interesujących dzieł sztuki amerykańskiej. Jest to praca zatytułowana Cat in a Crate pochodząca z 1887 roku autorstwa De Scott Evansa (Amerykanina, 1847-1898), która składa się z pokrytego płótnem pudełka pomalowanego tak, aby wyglądało jak drewniana skrzynia z kotem w środku. W rezultacie powstała iluzja optyczna znana jako trompe l'oeil. Kiedyś pokazywaliśmy malarstwo tego typu ale dopiero teraz zajmiemy się nim wnikliwiej (LINK).
THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
sobota, 30 listopada 2024
Cat in the Crate De Scott Evansa: jedno z dziwniejszych ale i najbardziej interesujących dzieł sztuki amerykańskiej
czwartek, 7 października 2021
Rzeźby Christophera Davida White: Prawdziwą iluzją jest świat, w którym zaistniała ludzkość
Pokazujemy powyżej naszym czytelnikom rzeźby. Figuralne rzeźby z drewna, z wyraźnie zaznaczonymi słojami i sękami, z przebarwieniami charakterystycznymi dla tego materiału…
Ale czyżby one naprawdę są z drewna? Gdy zaznajomimy się z twórczością ich autora, Christophera Davida White (ur. 1976 r.), dowiemy się że padliśmy ofiarą złudzenia. Jego prace są klasycznym przykładem trompe l'oeil, tego rodzaju dzieł sztuki o których pisaliśmy TUTAJ.
Figury wykonane przez Christophera Davida White są ulepione z gliny, która następnie została pokolorowana na wzór drewna i to z wielką dbałością o szczegóły, tak, że często przypomina gnijące kawałki drewna, zardzewiały metal i inne przedmioty na różnych etapach destrukcji. Po co? Okazuje się, że artysta chce w ten sposób przeanalizować związki między ludźmi a naturą oraz fluktuacje między rozwojem, a śmiertelnym rozpadem.
Na swojej stronie internetowej dość ciekawie opisał założenia swojej twórczości. Pisze tam tak: Człowiek ma się do natury jak skóra do kory – jak korzenie do żył. Ludzkość jest nierozerwalnie związana ze światem przyrody. Nasze wzorce biologiczne odbijają się echem w całym wszechświecie, od mikro do makro, od naszego DNA aż po kosmos. A jednak stworzyliśmy bariery między nami a naturą. Postawiliśmy się w opozycji do tego świata, dzięki któremu istniejemy. Staliśmy się outsiderami od wszystkiego, co czyni nas to, kim jesteśmy. W mojej obecnej pracy badam nasze związki z naturą i to, jak nasze codzienne interakcje wpływają na kruchą równowagę między ludzkością a środowiskiem. W jaki sposób wchodzimy w interakcję i postrzegamy otaczający nas świat? Konsekwencje konsumpcyjnego stylu życia przechylają szalę na rzecz ponurej przyszłości, która zagraża naszemu przetrwaniu. Biorąc pod uwagę nierównomierność osiągnięć technologicznych i naukowych, osiągnięcie nowej równowagi pomiędzy nami a natura jest nie tylko możliwe, ale konieczne. Używam gliny, w której skrupulatnie, własnoręcznie odtwarzam naturalne elementy naszego życia, wykorzystując wrodzoną zdolność gliny do naśladowania szerokiej gamy materiałów. Używam trompe l'oeil jako stylistycznego wyboru, aby wzmocnić iluzję Ale prawdziwą iluzją jest świat, w którym zaistniała ludzkość. Jest to egzystencja, w której staramy się odejść od natury. Zestawienie cech naturalnych i stworzonych przez człowieka, w połączeniu z zaburzoną skalą, proporcjami i materiałem, pomagają stworzyć inną percepcję – zmuszając widza do bliższego przyjrzenia się temu wszystkiemu zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. (…) Łącząc w swojej pracy zarówno elementy stworzone przez człowieka, jak i elementy naturalne, mam nadzieję podkreślić fakt, że nie jesteśmy oddzieleni od natury, ale w rzeczywistości jesteśmy jej częścią” (LINK).
To co napisał autor prezentowanych dzisiaj figur z gliny jest jednak dość zagmatwane. W jaki sposób rzeźba ulepiona z gliny, a naśladująca drewno, ma umożliwić ludzkości życie w harmonii z naturą? Odwzorowując rysunek drewnianych słoi artysta nabrał szacunku dla ekosystemu przyrody, którego drzewo jest istotną częścią. Czemu jednak nie robi swoich rzeźb wprost z drewna? Wtedy przecież rysunek i faktura naturalnego kloca zostałaby zaprezentowana z jeszcze większą dbałością o szczegóły… Choć oczywiście glina jest łatwiejsza w obróbce. Jest bardziej plastyczna i nie powoduje takich trudności co drewno, które potrafi przy obróbce mechanicznej pękać i zachować się w sposób całkowicie nieprzewidywalny a potem, już po wykonaniu rozeschnąć się i ulec dalszemu odkształceniu.
Artysta nie ma jednak warsztatowych umiejętności aby tworzyć w drewnie. Karierę artystyczną rozpoczął od rysunku i malarstwa. Dopiero w 2008 r. zaczął intensywnie pracować z gliną i w 2012 r. ukończył wydział Fine Arts in Ceramics na Indiana University. W 2015 r. otrzymał tytuł magistra sztuk pięknych z gliny na Virginia Commonwealth University i uzyskał prestiżowe stypendium Windgate od Center of Craft. Został zatem zauważony i jego prace pojawiły się w kilku znanych publikacjach artystycznych, w tym w Juxtapoz, Beautiful Decay, My Modern Met i This is Colossal oraz zostały wystawione na ekspozycji w licznych galeriach i muzeach na całym świecie, w tym w Daejeon Museum of Art i Suwon I-Park Museum of Art w Korei Południowej, Abmeyer & Wood Gallery w Seattle oraz w Foreman Gallery Uniwersytetu Hartwick w Nowym Jorku.
Mimo zdecydowanej przewagi treści nad formą, musimy przyznać, że wykonywane przez niego gliniane rzeźby odznaczają się walorami artystycznymi, w tym biegłością warsztatową i wrażliwością na kolor. Najczęściej wykonywane przez niego motywy to kobiece akty, dłonie trzymające rozmaite przedmioty, od ludzkich czaszek po glob ziemski oraz korzenie i konary drzew. Możemy je wszystkie zobaczyć na jego stronie internetowej (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
niedziela, 8 lipca 2018
Sadak w poszukiwaniu źródeł zapomnienia
Martin często i niesłusznie był postrzegany jako religijny fanatyk, najczęściej przyczyną takich opinii było utożsamianie go z bratem, chorym na schizofrenię podpalaczem Jonathanem, który próbował podłożyć ogień pod York Minster (katedrę św. Piotra i Pawła w Yorku, jedną z największych gotyckich katedr Europy), przez co w 1830 roku został zamknięty w Szpitalu dla obłąkanych św. Łukasza w Bedlam. Oprócz Jonathana, przezwanego Mad Martinem, artysta miał jeszcze 12 rodzeństwa, z których tylko 5 osiągnęło dorosłość. Za występek szalonego brata płacił jednak głównie John, bo opinia publiczna odtąd doszukiwała się w jego twórczości wątków katastroficznych i wszystkiego, co przypominałoby pożar. Niemniej można zauważyć, że w tych plotkach znajdowało się niewielkie źdźbło prawdy, bo gdy Jonathan próbował usunąć stary, zepsuty świat za wywołując gwałtowne wydarzenia, John chciał dokonać tego samego tylko w sposób znacznie bardziej wzniosły, bo przez sztukę.
W 1812 r. namalował swój znany obraz Sadak szuka wód zapomnienia (Sadak in Search of the Waters of Oblivion). Płótno jest ilustracją opowieści Ridleya (The Tales of the Genii) o wyprawie Sadaka wysłanego przez sułtana, Amuratha, by odszukał niszczące pamięć wody zapomnienia. Sułtan zamierza wykorzystać je, aby uwieść żonę Sadaka - Kalasradę. Sadak wędrując do celu wytrzymuje wiele prób: burzę na morzu, zarazę, podziemny wir. Przyniesiona sułtanowi woda zabija go i to Sadak staje się sułtanem. Obraz Martina przedstawia Sadaka w kulminacyjnym momencie jego walki, tuż przed dotarciem do źródła wód niepamięci. Na kamiennej półce widzimy wspinającą się, malutką postać bohatera, który samotnie, na przekór niebezpieczeństwom rozległego świata, nie ustaje w wysiłku i realizuje zamierzony plan. Trzeba pamiętać, oglądając zanurzony w krwawym świetle obraz, o symbolicznych odniesieniach tematu. Woda od początku naszej cywilizacji ma, według wielu wierzeń, moc metamorfozy, lecz nie tylko zmienia, dokonuje również regeneracji, pomaga przejść na inny poziom egzystencji. Dlatego starożytni Grecy wierzyli, że zmarły, aby się odrodzić, musi napić się wody z Lety, rzeki zapomnienia płynącej w Hadesie, bo tylko wymazanie wszystkich wspomnień poprzedniego życia pozwala na rozpoczęcie nowego (opisał to dokładnie Platon w Politei).
W ten sposób patrzymy na gwałtowne apokaliptyczne sceny znane z Biblii lub dzieł Szekspira na obrazach Johna Martina. Jedną z nich jest arcydzieło z 1821 r. pokazujące Ucztę Baltazara. Do jego wykonania malarz posłużył się zabiegiem znanym pod nazwą trompe l'oeil, po to aby uzyskać efekt trójwymiarowości. W zamierzeniu obraz miał zniesławić Księcia Regenta, który wykorzystał koronację George IV i towarzyszącą uroczystości groteskową ucztę do umocnienia swojej pozycji. Martin poprzez swoje dzieło chciał pokazać ogrom dramatu, niesprawiedliwości i nieuchronność odpłaty. Po tym płótnie Martin utwierdził się w przekonaniu o posiadanej misji do sprowadzenia wielkich tego świata z wyżyn ich pychy do poziomu reszty ludności. Obok twórczości malarskiej Martin proponował inne rozwiązania, która mogły przyczynić się do poprawy funkcjonowania otaczającego go świata. Zaprojektował np.: nowy system kanalizacyjny dla Londynu i propagował pomysł metra, czyli podziemnej kolejki komunikującej odległe części miasta.
Bibliografia:
Bénézit, E., Dictionnaire des Peintres, Sculpteurs, Dessinateurs et Graveurs, T. VIII, Paryż, 1956-61; Campbell, M., John Martin: Visionary Printmaker , York City Art Gallery, 1992; Feaver, W., The Art of John Martin , Oxford, 1975; Wood, Ch., Dictionary of Victorian Artists , Woodbridge, 1971; Strona o artyście TUTAJ
czwartek, 25 maja 2023
Z wizytą w Muzeum Paradoksu
Po miastach takich jak Miami, Oslo, Barcelona, Sztokholm i Limassol (na Cyprze), przyszła kolej na Paryż. W stolicy Francji otwarto Muzeum Paradoksu. Stało się to niedawno bo 19 maja przy 38 Boulevard des Italiens, w IX dzielnicy, po dwóch latach przygotowań. W efekcie powstało największe Muzeum Paradoksu na świecie, zajmujące 1700 m2 rozlokowane na trzech poziomach i ukazujące ponad 90 instalacji, z których piętnaście zostało stworzonych wyłącznie dla tej konkretnej placówki. Zwiedzanie jej według twórców muzeum trwa dość długo, bo aż 1h30. Choć gdy popatrzymy na zdjęcia atrakcji, nie odczuwamy aż takiego zachwytu, jakby chcieli w nas wywołać autorzy ekspozycji.
czwartek, 14 października 2021
Szczygieł Carela Fabritiusa: dzieło absolutne
W haskim muzeum Mauritshuis znajduje się obraz, który od swego powstania fascynuje i wpływa na wyobraźnię każdego, kto przekroczy progi tej niewielkiej galerii. Napisana w 2013 roku przez Donnę Tartt książka jeszcze wzmogła zainteresowanie malowidłem (obraz zdobi okładkę i odgrywa kluczową rolę w powieści). Należy jeszcze uściślić, że nie jest to jedyne dzieło przyciągające turystów do Mauritshuisa, bo przecież wisi w nim słynna Dziewczyną z perłą Johannesa Vermeera.
Lecz to Szczygieł Carela Fabritiusa przykuwa uwagę. Obraz, a w zasadzie obrazek, z racji jego niewielkich rozmiarów, raptem 33 x 22 cm, prawdopodobnie był częścią pokrywki do ozdobnego pudełka, bo malarz zanim zaczął studiować malarstwo był stolarzem. Urodzony w małym holenderskim miasteczku Middenbeemster Fabritius był synem nauczyciela, malarza amatora. U niego to młody Carel pobierał nauki, zanim w wieku ok. 14 lat został przyjęty przez Rembrandta.
Szybko stał się jednym z najzdolniejszych uczniów mistrza. I dobrze mu się wiodło. Ożenił się i miał dzieci, ale wkrótce jego żona i potomstwo zmarło z nieznanych przyczyn. Tragedia spowodowała powrót malarza do rodzinnego domu... w którym widać wyleczył złamane serce, bo w 1650, w wieku 28 lat, ożenił się ponownie i przeniósł się do Delft, rodzinnego miasta swojej żony.
I znów życie Fabritiusa nabrało tempa, malował i dostawa zlecenia. Jego obrazy zdobywały uznanie, bo tworzył odmiennie od innych artystów, nie stosował ciemnego tła, doskonale potrafił posługiwać się światłem i nadawał swoim pracom głębię emocji.
Szczygła namalował w 1654 roku. Miał wtedy 32 lata. Pewnie nawet nie przypuszczał, że będzie to jego ostatni obraz. 12 października 1654 zarządca prochowni w Delf, w której przechowywano ponad 80 ton prochu wszedł z latarnią do piwnic, aby pobrać próbkę substancji do kontroli. Po tym już była tylko eksplozja. Praktycznie całe miasto wyleciało w powietrze. Detonacja była tak wielka, że słyszano ją nawet na oddalonej o 150 km wyspie Texel. Ponad 500 domów uległo zniszczeniu lub uszkodzeniu ale cudem zginęło tylko 22 mieszczan. Wśród nich był Carel Fabritius.
Z wybuchu ocalało jedynie jego 12 obrazów. Wśród nich Szczygieł. Nie wiadomo, gdzie obraz znajdował się w momencie eksplozji. W XIX wieku znalazł się w posiadaniu duńskiego szlachcica mieszkającego w Brukseli. To tam, w dużej mierze zapomniany, nieznany obraz Fabritiusa, został odkryty przez francuskiego marchanda Teofila Torre, który odtąd go kupił, już się z nim nie rozstawał. Podobno umarł wpatrując się w obraz... Muzeum Mauritshuis kupiło obraz na aukcji 1896 roku.
Szczygieł namalowany jest zgodnie z panująca w XVII wieku modą trompe l'oeil, sposobem malowania, który nieruchomym obrazom nadawał wrażenie przestrzenności, życia i realności. Jasne tło obrazu nadaje mu głębi, a wrażenie puszystości piórek sprawia, że ptaszek za chwilę zeskoczy z patyczka...
Jak już wspomnieliśmy, na dzień obecny malarzowi przypisuje się 12 prac. Ale oczywiście naukowcy skrupulatnie badają spuściznę po Rembrandcie, doszukując się w niej prac jego uczniów, także Fabritiusa. I tak pracownicy National Gallery w Londynie zbadali obraz wyobrażający Tuszę wołu, będący własnością York Art Gallery. I doszli do wniosku że prawdopodobnie autorem malowidła jest Carl Fabritius. Obraz ten wywarł wpływ na innego twórcę, na Francisa Bacona, (pisaliśmy o nim TUTAJ), który zafascynowany Ukrzyżowaniem Alonso Cano widział w nim pewne analogie z płótnem Fabristiusa.
Nasze rozważania o Szczygle niech jednak zakończy trailer ekranizacji książki Donny Tartt, do którego muzykę napisał Trevor Gureckis.
czwartek, 19 stycznia 2023
Formy tknięte piętnem rozpadu i upływającego czasu na obrazach Jarosława Kukowskiego
Surrealistyczne obrazy, przepełnione dramatyzmem i smutkiem. Wyobrażają kalekie, wręcz zmutowane postacie ludzkie oraz mityczne potworki na nierealnym tle. A także rozsypujące się zegary. Zdeformowane akty. Formy tknięte piętnem rozpadu i upływającego czasu…. O czym mowa? O obrazach obecnie czołowego polskiego artysty nurtu surrealistycznego, czyli Jarosława Kukowskiego (ur. 1972 r.) (LINK).
W jego pracach krytycy doszukują się treści egzystencjalnych, głębokich przemyśleń związanych z nieuchronnością kresu ludzkich poczynań i dzielą je na wykonane w trzech okresach twórczych: Pierwszy to wczesny, charakteryzujący się rozbudowaną, dramatyczną symboliką, zdeformowanymi postaciami zanurzonymi w surrealistycznych pejzażach, czyli prace w cyklu nazwanym przez artystę sny. Drugim, do którego przynależy cykl Freski o jaśniejszej tonacji, z dramatycznymi aktami przekształcającymi się inne formy. W najnowszym, trzecim cyklu malarskim, artysta znów podjął tematykę z początków swojej kariery malarskiej, tym razem wykonując tzw. Nie - sny, podobne do Snów lecz jeszcze bardziej sarkastyczne i smutniejsze…
Kukowski tworzy grafiki i obrazy w technice olejnej. Charakterystycznym dla niego efektem malarskim jest trompe l'oeil - złudzenie trójwymiarowości o którym kiedyś nieco pisaliśmy TUTAJ. Znany jest z nietypowego procesu dokumentacji działań malarskich, zapisywania ich w formie animacji. W swojej twórczości Kukowski porusza tematy moralne oraz społeczne dotyczące śmierci i przemijania, aby poruszyć swoich widzów, stąd zapewne rodzaj użytych form i tematów. Przy czym po ich obejrzeniu nasuwa się konkluzja, iż plastyk jest pesymistą, a jego sztukę można nazwać dekadencką, mimo, że nie pochodzi z końca XIX wieku.
Artysta współpracuje również z muzykami i twórcami awangardowymi. Jego prace są wykorzystywane do form ilustracyjnych klipy z muzyką współczesną. Współpracuje z J.Pijarowskim i jego Teatrem Tworzenia oraz alternatywną formacją Dali's Car założoną przez Petera Murphego z Bauhaus i Micka Karna z Japonii. Jeden z obrazów Kukowskiego zdobi ich EP-kę InGladAloneness. W Dalli’s Car obaj muzycy współpracują m. in. z Michaelem "Jakko" Jakszykiem (King Crimmson) i Theo Travisem grającym wcześniej z Johnem Foxxem.
Prace Kukowskiego znalazły uznanie poza granicami naszego kraju. Wystawiane były m.in. w Luwrze, Voergaard Castle w Danii, podczas Art Expo w Nowym Jorku i wielu innych galeriach i muzeach na świecie. Wszystkie informacje o nim zgodnie podają, że jest uznawany za jednego z najbardziej wpływowych współczesnych twórców z kręgu surrealistów, choć nie precyzują na czym to może polegać. Przyjmijmy, iż chodzi o jego wpływ na młodych twórców a także uczniów, których ma wielu...






































