Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania l'oeil, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania l'oeil, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 listopada 2024

Cat in the Crate De Scott Evansa: jedno z dziwniejszych ale i najbardziej interesujących dzieł sztuki amerykańskiej

Na wystawie Wild Imagination: Art and Animals in the Gilded Age, otworzonej 22 listopada w Newport zaprezentowano jedno z dziwniejszych ale i najbardziej interesujących dzieł sztuki amerykańskiej. Jest to praca zatytułowana Cat in a Crate pochodząca z 1887 roku autorstwa De Scott Evansa (Amerykanina, 1847-1898), która składa się z pokrytego płótnem pudełka pomalowanego tak, aby wyglądało jak drewniana skrzynia z kotem w środku. W rezultacie powstała iluzja optyczna znana jako trompe l'oeil. Kiedyś pokazywaliśmy malarstwo tego typu ale dopiero teraz zajmiemy się nim wnikliwiej (LINK).



Zacznijmy od początku: Malarstwo trompe l'oeil ma długą historię. Jego nazwa pochodzi z języka francuskiego i oznacza oszukać oko lecz sam gatunek malarstwa ma swoimi początkami sięga czasów starożytnych. Wówczas iliuzjonizm uznawano za główną wartość malarstwa, czego dowodem jest grecka opowieść o konkursie między Zeuksisem i Parrasiosem, którzy mieli namalować winogrona. Na obrazie Zeuksisa były tak to tak doskonale oddane owoce, że ptaki zlatywały się i próbowały je dziobać. Ale konkurs wygrał obraz Parrasiosa przesłonięty zasłonami – Zeuksis poprosił o ich odsunięcie, aby obejrzeć obraz, ale wtedy zdał sobie sprawę, że obraz przedstawiał same zasłony.

Do tego typu malarstwa powrócili włoscy malarze z XV wieku, którzy zaczęli stosować specyficzną kategorię trompe l'oeil do dekorowania sufitów, nazywając ją di sotto in sù, gdzie na płaskim stropie malowano kopuły czy inne formy przestrzenne. Apogeum takich malowanych konstrukcji przypadł na epokę baroku, kiedy perfekcyjnie posługiwano się skrótem perspektywicznym.

Dawni mistrzowie, tacy jak Samuel Dirksz van Hoogstraten z kolei wykorzystywali trompe l'oeil do tworzenia martwych natur, które przypominały współczesne fotografie. Przez cały XVI do XX wieku zwyczajowo stosowano trompe l'oeil do wykonywania dekoracji grafikami na wielu obiektach, co było formą zabawy. Ale najwięcej w gatunku trompe l'oeil tworzyli artyści XIX i XX wieku, Frederick Peto, William Michael Harnett i Salvador Dalí.
 



I obecnie moda na tego typu obrazy nie ginie. W XXI wieku trompe l'oeil nadal udowadnia znaczenie perspektywy w sztuce. Ten typ iluzjonistycznego podejścia wymaga dość wprawnego oka, aby oszukać znacznie bardziej wyrobionego widza, przez co  jesteśmy wręcz bombardowani tego rodzaju malarstwem. Stworzenie muralu na budynku za pomocą kolorowej kredy, muralu który przypomina tunel lub dziurę w ścianie, nie jest już niczym niezwykłym. Choć podobnie jak w starożytności wartość trompe l'oeil udowadnia, że sztuka może być magiczna.



Wracając do De Scott Evansa należy dodać, że za życia był znany przede wszystkim ze swoich obrazów rodzajowych, a także portretów. Preferował malarstwo realistyczne, podczas gdy inni artyści w tym czasie przyjęli impresjonizm, który musiał także znać, bo  w latach 70. XIX wieku wyjechał do Paryża, aby rozwijać swoją tradycyjny akademicki styl pobierając lekcje u Williama Adolphe'a Bouguereau. Niemniej Evans stworzył cały cykl trompe l'oeil, który od razy wzbudził zainteresowanie kolekcjonerów, szczególnie po jego tragicznej śmierci - on i jego trzy córki zginęli w katastrofie statku podczas podróży powrotnej do Europy w 1898 roku.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 7 października 2021

Rzeźby Christophera Davida White: Prawdziwą iluzją jest świat, w którym zaistniała ludzkość







Pokazujemy powyżej naszym czytelnikom rzeźby. Figuralne rzeźby z drewna, z wyraźnie zaznaczonymi słojami i sękami, z przebarwieniami charakterystycznymi dla tego materiału…

Ale czyżby one naprawdę są z drewna? Gdy zaznajomimy się z twórczością ich autora, Christophera Davida White (ur. 1976 r.), dowiemy się że padliśmy ofiarą złudzenia. Jego prace są klasycznym przykładem trompe l'oeil, tego rodzaju dzieł sztuki o których pisaliśmy TUTAJ.

Figury wykonane przez Christophera Davida White są ulepione z gliny, która następnie została pokolorowana na wzór drewna i to z wielką dbałością o szczegóły, tak, że często przypomina gnijące kawałki drewna, zardzewiały metal i inne przedmioty na różnych etapach destrukcji. Po co? Okazuje się, że artysta chce w ten sposób przeanalizować związki między ludźmi a naturą oraz fluktuacje między rozwojem, a śmiertelnym rozpadem. 

Na swojej stronie internetowej dość ciekawie opisał założenia swojej twórczości. Pisze tam tak: Człowiek ma się do natury jak skóra do kory – jak korzenie do żył. Ludzkość jest nierozerwalnie związana ze światem przyrody. Nasze wzorce biologiczne odbijają się echem w całym wszechświecie, od mikro do makro, od naszego DNA aż po kosmos. A jednak stworzyliśmy bariery między nami a naturą. Postawiliśmy się w opozycji do tego świata, dzięki któremu istniejemy. Staliśmy się outsiderami od wszystkiego, co czyni nas to, kim jesteśmy. W mojej obecnej pracy badam nasze związki z naturą i to, jak nasze codzienne interakcje wpływają na kruchą równowagę między ludzkością a środowiskiem. W jaki sposób wchodzimy w interakcję i postrzegamy otaczający nas świat? Konsekwencje konsumpcyjnego stylu życia przechylają szalę na rzecz ponurej przyszłości, która zagraża naszemu przetrwaniu. Biorąc pod uwagę nierównomierność osiągnięć technologicznych i naukowych, osiągnięcie nowej równowagi pomiędzy nami a natura jest nie tylko możliwe, ale konieczne. Używam gliny, w której skrupulatnie, własnoręcznie odtwarzam naturalne elementy naszego życia, wykorzystując wrodzoną zdolność gliny do naśladowania szerokiej gamy materiałów. Używam trompe l'oeil jako stylistycznego wyboru, aby wzmocnić iluzję Ale prawdziwą iluzją jest świat, w którym zaistniała ludzkość. Jest to egzystencja, w której staramy się odejść od natury. Zestawienie cech naturalnych i stworzonych przez człowieka, w połączeniu z zaburzoną skalą, proporcjami i materiałem, pomagają stworzyć inną percepcję – zmuszając widza do bliższego przyjrzenia się temu wszystkiemu zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. (…) Łącząc w swojej pracy zarówno elementy stworzone przez człowieka, jak i elementy naturalne, mam nadzieję podkreślić fakt, że nie jesteśmy oddzieleni od natury, ale w rzeczywistości jesteśmy jej częścią” (LINK). 




To co napisał autor prezentowanych dzisiaj figur z gliny jest jednak dość zagmatwane. W jaki sposób rzeźba ulepiona z gliny, a naśladująca drewno, ma umożliwić ludzkości życie w harmonii z naturą? Odwzorowując rysunek drewnianych słoi artysta nabrał szacunku dla ekosystemu przyrody, którego drzewo jest istotną częścią. Czemu jednak nie robi swoich rzeźb wprost z drewna? Wtedy przecież rysunek i faktura naturalnego kloca zostałaby zaprezentowana z jeszcze większą dbałością o szczegóły… Choć oczywiście glina jest łatwiejsza w obróbce. Jest bardziej plastyczna i nie powoduje takich trudności co drewno, które potrafi przy obróbce mechanicznej pękać i zachować się w sposób całkowicie nieprzewidywalny a potem, już po wykonaniu rozeschnąć się i ulec dalszemu odkształceniu. 

Artysta nie ma jednak warsztatowych umiejętności aby tworzyć w drewnie. Karierę artystyczną rozpoczął od rysunku i malarstwa. Dopiero w 2008 r. zaczął intensywnie pracować z gliną i w 2012 r. ukończył wydział Fine Arts in Ceramics na Indiana University. W 2015 r. otrzymał tytuł magistra sztuk pięknych z gliny na Virginia Commonwealth University i uzyskał prestiżowe stypendium Windgate od Center of Craft. Został zatem zauważony i jego prace pojawiły się w kilku znanych publikacjach artystycznych, w tym w Juxtapoz, Beautiful Decay, My Modern Met i This is Colossal oraz zostały wystawione na ekspozycji w licznych galeriach i muzeach na całym świecie, w tym w Daejeon Museum of Art i Suwon I-Park Museum of Art w Korei Południowej, Abmeyer & Wood Gallery w Seattle oraz w Foreman Gallery Uniwersytetu Hartwick w Nowym Jorku. 


Mimo zdecydowanej przewagi treści nad formą, musimy przyznać, że wykonywane przez niego gliniane rzeźby odznaczają się walorami artystycznymi, w tym biegłością warsztatową i wrażliwością na kolor. Najczęściej wykonywane przez niego motywy to kobiece akty, dłonie trzymające rozmaite przedmioty, od ludzkich czaszek po glob ziemski oraz korzenie i konary drzew. Możemy je wszystkie zobaczyć na jego stronie internetowej  (LINK). 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 8 lipca 2018

Sadak w poszukiwaniu źródeł zapomnienia

John Martin, urodzony w tym samym miesiącu i roku, w którym doszło do zburzenia Bastylii,  czyli w lipcu 1789, posiadał instynkt rewolucjonisty. Zresztą nie tylko on, bo całe jego pokolenie jest postrzegane jako te, które zazdrościło rówieśnikom w innych krajach, szczególnie we Francji i w Ameryce wolności, zdając sobie jednak sprawę z krwawych kosztów jej osiągnięcia. Wiedzieli, a w zasadzie naocznie widzieli, do czego prowadzi rewolucja, pomimo jej szlachetnych celów, dlatego starali się wyzwolić z tyranii bez rozlewu krwi, co w dużej mierze im się udało.

Martin często i niesłusznie był postrzegany jako religijny fanatyk, najczęściej przyczyną takich opinii było utożsamianie go z bratem, chorym na schizofrenię podpalaczem Jonathanem, który próbował podłożyć ogień pod York Minster (katedrę  św. Piotra i Pawła w Yorku, jedną z największych gotyckich katedr Europy), przez co w 1830 roku został zamknięty w Szpitalu dla obłąkanych św. Łukasza w Bedlam. Oprócz Jonathana, przezwanego Mad Martinem, artysta miał jeszcze 12 rodzeństwa, z których tylko 5 osiągnęło dorosłość. Za występek szalonego brata płacił jednak głównie John, bo opinia publiczna odtąd doszukiwała się w jego twórczości wątków katastroficznych i wszystkiego, co przypominałoby pożar. Niemniej można zauważyć, że w tych plotkach znajdowało się niewielkie źdźbło prawdy, bo gdy Jonathan próbował usunąć stary, zepsuty świat za wywołując gwałtowne wydarzenia, John chciał dokonać tego samego tylko w sposób znacznie bardziej wzniosły, bo przez sztukę.

W 1812 r. namalował swój znany obraz Sadak szuka wód zapomnienia (Sadak in Search of the Waters of Oblivion). Płótno jest ilustracją opowieści Ridleya (The Tales of the Genii) o wyprawie Sadaka wysłanego przez sułtana, Amuratha, by odszukał niszczące pamięć wody zapomnienia. Sułtan zamierza wykorzystać je, aby uwieść żonę Sadaka - Kalasradę. Sadak wędrując do celu wytrzymuje wiele prób: burzę na morzu, zarazę, podziemny wir. Przyniesiona sułtanowi woda zabija go i to Sadak staje się sułtanem. Obraz Martina przedstawia Sadaka w kulminacyjnym momencie jego walki, tuż przed dotarciem do źródła wód niepamięci. Na kamiennej półce widzimy wspinającą się, malutką postać bohatera, który samotnie, na przekór niebezpieczeństwom rozległego świata, nie ustaje w wysiłku i realizuje zamierzony plan.  Trzeba pamiętać, oglądając zanurzony w krwawym świetle obraz, o symbolicznych odniesieniach tematu. Woda od początku naszej cywilizacji ma, według wielu wierzeń, moc metamorfozy, lecz nie tylko zmienia, dokonuje również regeneracji, pomaga przejść na inny poziom egzystencji. Dlatego starożytni Grecy wierzyli, że zmarły, aby się odrodzić, musi napić się wody z Lety, rzeki zapomnienia płynącej w Hadesie, bo tylko wymazanie wszystkich wspomnień poprzedniego życia pozwala na rozpoczęcie nowego (opisał to dokładnie Platon w Politei).


Obraz stał się bardzo popularny i znalazł od razu kupca, choć według anegdoty, kuratorzy wystawy w Akademii Królewskiej nie mogli się na początku zorientować jak powiesić płótno i zamierzali pokazać je do góry nogami. Ten sam problem dotykał i innych obrazów Martina rozgrywających się w scenerii przyrody. W ogóle ten malarz w zupełnie inny sposób konstruował swoje dzieła, niż dotąd przyjęto. Lubił otwierać swoją wizję w samym środku dramatu, podobnie jak współczesny reżyser filmowy rzuca nas, widzów, w akcję i nagle stajemy się jej częścią, a przynajmniej wierzymy, że możemy być jej częścią.

W ten sposób patrzymy na gwałtowne apokaliptyczne sceny znane z Biblii lub dzieł Szekspira na obrazach Johna Martina. Jedną z nich jest arcydzieło z 1821 r. pokazujące Ucztę Baltazara. Do jego wykonania malarz posłużył się zabiegiem znanym pod nazwą trompe l'oeil, po to aby uzyskać efekt trójwymiarowości. W zamierzeniu obraz miał zniesławić Księcia Regenta, który wykorzystał koronację George IV i towarzyszącą uroczystości groteskową ucztę do umocnienia swojej pozycji. Martin poprzez swoje dzieło chciał pokazać ogrom dramatu, niesprawiedliwości i nieuchronność odpłaty. Po tym płótnie Martin utwierdził się w przekonaniu o posiadanej misji do sprowadzenia wielkich tego świata z wyżyn ich pychy do poziomu reszty ludności. Obok twórczości malarskiej Martin proponował inne rozwiązania, która mogły przyczynić się do poprawy funkcjonowania otaczającego go świata. Zaprojektował np.: nowy system kanalizacyjny dla Londynu i propagował pomysł metra, czyli podziemnej kolejki komunikującej odległe części miasta.


Omówiliśmy tylko dwa obrazy Johna Martina, namalował ich oczywiście znacznie więcej. Znaczną część można zobaczyć tutaj:


Obrazy apokaliptyczne Martina stały się prekursorem filmów katastroficznych filmów fantasy, i innych dzieł sztuki również teatralnych oraz monstrualnych instalacji, podejmowanych przez różnych artystów na obszarze całego globu. Pomimo znacznej popularności w swoich czasach, obecnie jest nieco zapomnianym twórcą, pozostającym w cieniu współczesnych mu Wiliama Turner’a i Johna Constable. Niesłusznie, jego ogromne płótna, pełne mroku i tzw. gotyckości noszą w sobie tak potężny ładunek emocji, że są zdolne poruszyć każdego.

Bibliografia:
Bénézit, E., Dictionnaire des Peintres, Sculpteurs, Dessinateurs et Graveurs, T. VIII, Paryż, 1956-61; Campbell, M., John Martin: Visionary Printmaker , York City Art Gallery, 1992; Feaver, W., The Art of John Martin , Oxford, 1975;  Wood, Ch., Dictionary of Victorian Artists , Woodbridge, 1971;   Strona o artyście TUTAJ

czwartek, 25 maja 2023

Z wizytą w Muzeum Paradoksu

Po miastach takich jak Miami, Oslo, Barcelona, Sztokholm i Limassol (na Cyprze), przyszła kolej na Paryż. W stolicy Francji otwarto Muzeum Paradoksu. Stało się to niedawno bo 19 maja przy 38 Boulevard des Italiens, w IX dzielnicy, po dwóch latach przygotowań. W efekcie powstało największe Muzeum Paradoksu na świecie, zajmujące 1700 m2 rozlokowane na trzech poziomach i ukazujące ponad 90 instalacji, z których piętnaście zostało stworzonych wyłącznie dla tej konkretnej placówki. Zwiedzanie jej według twórców muzeum trwa dość długo, bo aż 1h30. Choć gdy popatrzymy na zdjęcia atrakcji, nie odczuwamy aż takiego zachwytu, jakby chcieli w nas wywołać autorzy ekspozycji.


Owszem,  poszczególne przykłady iluzji optycznych, klasycznych trompe-l'oeil, dekoracje, które według zapowiedzi rzucają wyzwanie wszystkim naszym zmysłom przypominają raczej opisy wizyt w XIX wiecznych gabinetach osobliwości połączonych z cyrkiem, niż cyfrową technikę XXI wieku, co może być przeżyciem nostalgicznym. Choć może przesadzamy? Może rzeczywiście wizyta w takim miejscu stałaby się czymś niezwykłym? Są tam pomieszczenia obracające się wokół zwiedzających, sofy, które kawałkują zasiadających na nich ludzi, miejsca gdzie podobno zawieszono prawo grawitacji, gry luster, pokoje, w którym widz stopi się ze ścianą… Lecz co to ma wspólnego z paradoksem jako takim? Przecież według słownika, paradoks to rozumowanie logiczne, pozornie oczywiste, prowadzące z powodu pewnych nieścisłości logicznych do wyniku sprzecznego z założeniem lub udowadniające jednocześnie dwie sprzeczne tezy. W proponowanych poszczególnych instalacjach nie mamy do czynienia z sprzecznym logicznym rozumowaniem, ale ze złudzeniem osiągniętym dość prostymi metodami: za pomocą luster, światła i koloru.









Każde urządzenie niemniej zawiera opis i kod QR, które pozwalają przejść dalej, aby dowiedzieć się trochę więcej o prawach fizyki i optyki, które wykorzystywane się przy każdym eksponacie. Podobno poszczególny element został zaprojektowany przez biuro badawczo-rozwojowe z siedzibą w Zagrzebiu na Chorwacji, składające się z inżynierów, projektantów i ekspertów specjalizujących się w optyce i op-arcie. Czy to jest więc owym paradoksem?




W każdym razie planowanych jest jeszcze kilkanaście innych otwarć tego typu muzeów na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Las Vegas, a nawet w Chicago. Tylko patrzeć, jak podobne Muzeum powstanie i w Polsce. Choć, czy jest ono aż tak nam potrzebne? Ale na to pytanie niech każdy widz odpowie sobie sam.

Strona muzeum jest TUTAJ.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 14 października 2021

Szczygieł Carela Fabritiusa: dzieło absolutne

W haskim muzeum Mauritshuis znajduje się obraz, który od swego powstania fascynuje i wpływa na wyobraźnię każdego, kto przekroczy progi tej niewielkiej galerii. Napisana w 2013 roku przez Donnę Tartt książka jeszcze wzmogła zainteresowanie malowidłem (obraz zdobi okładkę i odgrywa kluczową rolę w powieści). Należy jeszcze uściślić, że nie jest to jedyne dzieło przyciągające turystów do  Mauritshuisa, bo przecież wisi w nim słynna Dziewczyną z perłą Johannesa Vermeera.


Lecz to Szczygieł Carela Fabritiusa przykuwa uwagę. Obraz, a w zasadzie obrazek, z racji jego niewielkich rozmiarów, raptem 33 x 22 cm, prawdopodobnie był częścią pokrywki do ozdobnego pudełka, bo malarz zanim zaczął studiować malarstwo był stolarzem. Urodzony w małym holenderskim miasteczku Middenbeemster Fabritius był synem nauczyciela, malarza amatora. U niego to młody Carel pobierał nauki, zanim w wieku ok. 14 lat został przyjęty przez Rembrandta.

Szybko stał się jednym z najzdolniejszych uczniów mistrza. I dobrze mu się wiodło. Ożenił się i miał dzieci, ale wkrótce jego żona i potomstwo zmarło z nieznanych przyczyn. Tragedia spowodowała powrót malarza do rodzinnego domu... w którym widać wyleczył złamane serce, bo w 1650, w wieku 28 lat, ożenił się ponownie i przeniósł się do Delft, rodzinnego miasta swojej żony.


I znów życie Fabritiusa nabrało tempa, malował i dostawa zlecenia. Jego obrazy zdobywały uznanie, bo tworzył odmiennie od innych artystów, nie stosował ciemnego tła, doskonale potrafił posługiwać się światłem i nadawał swoim pracom głębię emocji. 

Szczygła namalował w 1654 roku. Miał wtedy 32 lata. Pewnie nawet nie przypuszczał, że będzie to jego ostatni obraz. 12 października 1654 zarządca prochowni w Delf, w której przechowywano ponad 80 ton prochu wszedł z latarnią do piwnic, aby pobrać próbkę substancji do kontroli. Po tym już była tylko eksplozja. Praktycznie całe miasto wyleciało w powietrze. Detonacja była tak wielka, że słyszano ją nawet na oddalonej o 150 km wyspie Texel. Ponad 500 domów uległo zniszczeniu lub uszkodzeniu  ale cudem zginęło tylko 22 mieszczan. Wśród nich był Carel Fabritius.


Z wybuchu ocalało jedynie jego 12 obrazów. Wśród nich Szczygieł. Nie wiadomo, gdzie obraz znajdował się w momencie eksplozji. W XIX wieku znalazł się w posiadaniu duńskiego szlachcica mieszkającego w Brukseli. To tam, w dużej mierze zapomniany, nieznany obraz Fabritiusa, został odkryty przez francuskiego marchanda Teofila Torre, który odtąd go kupił, już się z nim nie rozstawał. Podobno umarł wpatrując się w obraz...   Muzeum Mauritshuis kupiło obraz na aukcji 1896 roku.


Szczygieł namalowany jest zgodnie z panująca w XVII wieku modą trompe l'oeil, sposobem malowania, który nieruchomym obrazom nadawał wrażenie przestrzenności, życia i realności. Jasne tło obrazu nadaje mu głębi, a wrażenie puszystości piórek sprawia, że ptaszek za chwilę zeskoczy z patyczka...

Jak już wspomnieliśmy, na dzień obecny malarzowi  przypisuje się 12 prac. Ale oczywiście naukowcy skrupulatnie badają spuściznę po Rembrandcie, doszukując się w niej prac jego uczniów, także Fabritiusa. I tak pracownicy National Gallery w Londynie  zbadali obraz wyobrażający Tuszę wołu, będący własnością York Art Gallery. I doszli do wniosku że prawdopodobnie autorem malowidła jest Carl Fabritius. Obraz ten wywarł wpływ na innego twórcę,  na  Francisa Bacona, (pisaliśmy o nim TUTAJ), który zafascynowany Ukrzyżowaniem Alonso Cano widział w nim pewne analogie z płótnem Fabristiusa.

Nasze rozważania o Szczygle niech jednak zakończy trailer ekranizacji książki Donny Tartt, do którego muzykę napisał Trevor Gureckis.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 19 stycznia 2023

Formy tknięte piętnem rozpadu i upływającego czasu na obrazach Jarosława Kukowskiego

Surrealistyczne obrazy, przepełnione dramatyzmem i smutkiem. Wyobrażają kalekie, wręcz zmutowane postacie ludzkie oraz mityczne potworki na nierealnym tle. A także rozsypujące się zegary. Zdeformowane akty. Formy tknięte piętnem rozpadu i upływającego czasu…. O czym mowa? O obrazach obecnie czołowego polskiego artysty nurtu surrealistycznego, czyli Jarosława Kukowskiego (ur. 1972 r.) (LINK).

W jego pracach krytycy doszukują się treści egzystencjalnych, głębokich przemyśleń związanych z nieuchronnością kresu ludzkich poczynań i dzielą je na wykonane w trzech okresach twórczych:  Pierwszy to wczesny, charakteryzujący się rozbudowaną, dramatyczną symboliką, zdeformowanymi postaciami zanurzonymi w surrealistycznych pejzażach, czyli prace w cyklu nazwanym przez artystę sny. Drugim, do którego przynależy cykl  Freski o jaśniejszej tonacji, z dramatycznymi aktami przekształcającymi się inne formy.  W najnowszym, trzecim cyklu malarskim, artysta znów podjął tematykę z początków swojej kariery malarskiej, tym razem wykonując tzw. Nie - sny, podobne do Snów lecz jeszcze bardziej sarkastyczne i smutniejsze…

Kukowski tworzy grafiki i obrazy w technice olejnej. Charakterystycznym dla niego efektem malarskim jest trompe l'oeil - złudzenie trójwymiarowości o którym kiedyś nieco pisaliśmy TUTAJ. Znany jest z nietypowego procesu dokumentacji działań malarskich, zapisywania ich w formie animacji. W swojej twórczości Kukowski porusza tematy moralne oraz społeczne dotyczące śmierci i przemijania, aby poruszyć swoich widzów, stąd zapewne rodzaj użytych form i tematów. Przy czym po ich obejrzeniu nasuwa się konkluzja, iż plastyk jest pesymistą, a jego sztukę można nazwać dekadencką, mimo, że nie pochodzi z końca XIX wieku.

Artysta współpracuje również z muzykami i twórcami awangardowymi. Jego prace są wykorzystywane do form ilustracyjnych klipy z muzyką współczesną. Współpracuje z J.Pijarowskim i jego Teatrem Tworzenia  oraz alternatywną formacją Dali's Car założoną przez Petera Murphego z Bauhaus i Micka Karna z Japonii. Jeden z obrazów Kukowskiego zdobi ich EP-kę InGladAloneness. W Dalli’s Car obaj muzycy współpracują m. in. z Michaelem "Jakko" Jakszykiem (King Crimmson) i Theo Travisem grającym wcześniej z Johnem Foxxem.


Prace Kukowskiego znalazły uznanie poza granicami naszego kraju. Wystawiane były m.in. w Luwrze, Voergaard Castle w Danii,  podczas Art Expo w Nowym Jorku i wielu innych galeriach i muzeach na świecie. Wszystkie informacje o nim zgodnie podają, że jest uznawany za jednego z najbardziej wpływowych współczesnych twórców z kręgu surrealistów, choć nie precyzują na czym to może polegać. Przyjmijmy, iż chodzi o jego wpływ na młodych twórców a także uczniów, których ma wielu...

















Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.