Malował od dziecka: na skrawkach papieru, na piasku, chodniku, w szkolnych zeszytach. Tworzył komiksy i szkicowniki. Kiedy poznał sztukę Hansa Gigera, zaprojektował własne tatuaże na bazie jego wizji. Ale jego mistrzem - niedościgłym i ciągle na nowo fascynującym - stał się Zdzisław Beksiński. Tak samo jak on nie nadaje swoim obrazom tytułów. A tematyką dotyka problemów egzystencjalnych, przemijania i śmierci. Sam artysta widzi jeszcze więcej podobieństw: Tak jak Beksiński nie mam wykształcenia artystycznego, jestem w pełni samoukiem. Tworzę metodą prób i błędów, z każdym nowym obrazem, staram się poprawiać i doskonalić kreskę. Tworzę w domowym zaciszu, nie zabiegałem nigdy, aby zaprezentować się szerszej publiczności. Odkąd pamiętam, towarzyszyła mi potrzeba tworzenia i zostawienia po sobie jakiegoś śladu (LINK).
Rafał Masiulaniec – bo to o nim mowa - urodził się w 1979 roku, w Bartoszycach, ale teraz mieszka w Łodzi. Z wykształcenia jest technik samochodowym, pracuje w firmie zajmującej się nowoczesnymi technologiami. I od zawsze maluje. Najpierw tylko dla siebie i rodziny, potem, a dokładnie w 2016 roku pokazał swoje obrazy na wystawie. I tak się zaczęło. Został zauważony. Ostatnio jego prace stały się częścią wielkiej wystawy Sztuka Fantastyczna w Warszawie, którą można jeszcze oglądać do 9 października w Centrum Praskim Koneser na warszawskiej Pradze (bilety można kupić TUTAJ).
Rzeczywiście, obrazy Masiulańca wykazują wiele elementów stycznych z malarstwem Beksińskiego, niektóre z nich wręcz działają niczym dzwonek rozpoznawczy, przypominający konkretne prace. Ale nie są to proste naśladownictwa. Artysta ma własny styl. Jego obrazy są o wiele bardziej epickie, postaci to nie są szkielety, czy tylko bezwłose humanoidy. Wśród nich są cielesne twory o idealnej sylwetce kobiety, jednak bez twarzy lub o zastygłych, jakby martwych rysach… Wśród ulubionych rekwizytów pojawiają się formy wanitatywne: dmuchawce, księżyc, wyschła ziemia…
Warto śledzić twórczość tego malarza, tym bardziej, że w jego pracach widoczny jest znaczny progres. Dla ułatwienia podajemy stronę artysty TUTAJ.
Ach i jeszcze jedna informacja o artyście: Grał na gitarze w kilku zespołach jako Rafał Maślak. Ostatnie swoje kompozycje umieścił w InternecieTUTAJ. Czy jego wyobraźnia muzyczna uzupełnia malarskie wizje? Z tym pytaniem zostawiamy naszych czytelników…
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w manistreamie.
Siedemnasty album Kanadyjczyków. W 1989 na albumie Presto zespół poszedł w kierunku muzyki bardziej gitarowej, a ja zaakceptowałem te zmiany choć nie ukrywam, że Power Windows już na zawsze pozostanie, w mojej opinii, ich najlepszym albumem (opisaliśmy go TUTAJ).
Presto jest przyzwoite, pewnie opiszemy kapelusz z królikami i czarodziejską różdżkę tutaj za jakiś czas. Dziś jednak pora na magiczne kamienie, dokładnie inuksuk-kamienny monument układany w Kanadzie przez Inuitów - mniejszość zbliżoną kulturowo do Eskimosów. Warto zobaczyć jak wielki jest ten monument bo na okładce widać sylwetki ludzi - te zdają się być proporcjonalne do drogi, jaką Rush pokonali choćby od Permanent Waves (1980) do Test for Echo (1996).
Album zaczyna się od tytułowego - Test for Echo w którym bohater zmaga się z zaburzeniami sensorycznymi. Po nim świetny Driven - nie jest wykluczone, że opisuje on zawirowania, które miały miejsce w zespole kiedy dyskutowali nad zmianą stylu.
Droga wije się w moim kierunku
To, co tam było, zniknęło
Droga wije się przede mną
I jadę dalej
Moja kolej na jazdę
Ale moja kolej na jazdę
Half the World promował nowy album znakomitym teledyskiem - warto zwrócić uwagę jak symbolicznie przebiega podział w zespole:
Piosenka bowiem jest o dwóch połowach świata. Niestety nie ma ona pozytywnego zakończenia, może poza przesłaniem z teledysku, na którym nieżyjący już tekściarz zespołu i perkusista Neil Peart (zmarły 7.02.2020 roku - o czym pisaliśmy TUTAJ) jednak omija mur i zespół znowu staje się jednością. Po ich solowych wybrykach doszli jednoznacznie do wniosku, że jako Rush osiągnęli najwięcej.
The Color of Righ - piękna ballada opisuje zagubienie i samotność narratora. W końcu znajduje przyczynę problemów:
Jakość wymiaru sprawiedliwości
Strumień światła
Cząstka miłosierdzia
Sprawia, że kolor jest właściwy
Grawitacja i odległość
Zmień sposób przejścia światła
Grawitacja i odległość
Zmienianie koloru prawości
Zmienianie koloru prawości
Time and Motion zdaje się przypominać stare Rush z okresu wspomnianego powyżej Permanent Waves. Schematyczna gitara, jednak wokal o wiele lepszy, niż ten który znamy ze starych płyt. Piosenka jest o monotonii życia. Totem z kolei rozprawia się demonami popkultury.
Prorocy popkultury grający w moich uszach
Anioły i demony we mnie
Zbawiciele i szatani wokół mnie
Anioły i demony we mnie
(I demony)
Dog Years - utrzymany w posobnym tempie - jest jakby kontynuacją, opisuje obecne czasy jaka lata psa - i żal autora ze przyszło mu w nich żyć. Virtuality to z kolei piosenka o dramacie wirtualnego pokolenia, gdzie nawet odciski stóp na piasku są jedynie wirtualne. Dramat... Tak jednak jest, każdy z nas przecież tego doznaje, ograniczamy bezpośrednie kontakty między ludźmi, bo mamy możliwość realizowania ich nie bezpośrednio, tylko wirtualnie. Resist, z doskonałym wstępem (jednak klawisze!)opisuje zmagania narratora:
Mogę nauczyć się stawiać opór
Wszystko oprócz pokusy
Mogę nauczyć się współistnieć
Z czymkolwiek innym niż ból
I uczy, że bez walki nie uda się pokonać przeszkód. To jeden z najjaśniejszych momentów na albumie. W takich momentach czujemy jak wielką stratą była śmierć perkusisty - te teksty mają wydźwięk niezwykle osobisty, są szczere, ale i jednocześnie pozbawione poetyckiego polotu - być może dlatego przemawiają do zwykłych ludzi, i możliwe że w ich sile tkwi tajemnica sukcesu zespołu.
Album kończy znakomity instrumentalny Limbo iCarve Away the Stone. Pierwszy jest bardzo patetyczny, nostalgiczny i mimo, że nie ma tekstu to słyszymy w tle wokalizy Geddy Lee, no i oczywiście doskonałe, chwilami bardzo chłodne, riffy Alexa Lifesona. Piosenka mogłaby ilustrować jakiś dobry film akcji.
Carve Away the Stone, kończący album, nawiązuje do okładki, ale i też do mitu Syzyfa.
Odłup kamień
Odłup kamień
Zmniejsz obciążenie
Zamiast ciągnąć za sobą kamień, jak i połączone z nim inne przedmioty (symbolizujące problemy), możesz łatwo się ich pozbyć. Bo jak to kiedyś ktoś napisał, w pewnej mądrej książce: największym wrogiem na drodze do osiągnięcia swojego sukcesu jesteś... ty sam.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Rush: Test for Echo,Anthem 1996, producent: Peter Collins, tracklista: Test for Echo, Driven, Half the World, The Color of Right, Time and Motion, Totem, Dog Years, Virtuality, Resist, Limbo (instrumental), Carve Away the Stone.
Wnętrza inspirowane sztuką surrealizmu z pewnością nie mogą być nudne. Odznaczają się tak ostrymi kolorami i ekstrawaganckimi kształtami, że niektórzy mylą je z pop-artem, ale pomiędzy tymi dwoma stylami jest zasadnicza różnica: pop-art wykorzystuje istniejące produkty, wyroby rozpoznawalne a nawet codzienne, a surrealizm bazuje na własnych, unikalnych kreacjach. Jednym z najbardziej znanych artystów surrealistycznych, wręcz ikoną tego stylu jest oczywiście Salvadore Dali (pisaliśmy o nim TUTAJ). Znany jest on głównie ze swoich dziwnych, onirycznych krajobrazów: z topniejącymi zegarami i rozpływającymi się częściami ciała. Ale Dali zrobił więcej niż malowanie sennych krajobrazów. Mniej znana jest jego fascynacja namacalną, fizyczną przestrzenią. W jej rezultacie Dali zaprojektował szereg mebli i elementów wystroju, będących jednymi z najwcześniejszych i najdziwniejszych przykładów awangardowego wzornictwa przemysłowego.
Przykładem takiego surrealistycznego, awangardowego mebla jest sofa Lips Mae West. Mebel w kształcie ust był nawiązaniem do fragmentu obrazu Salvadora Dali Face Mae West. Mebel ten jest cenny jeszcze z jednego punktu widzenia, otóż jego powstanie wynikło z odwrócenia zwykle stosowanej przez artystę paranoiczno-krytycznej metody tworzenia polegającej na próbie odzwierciedlenia obrazów w przedmiotach. Tym razem Dalí rozpoczął od rzeczywistego obrazu, zmysłowych ust Mae West i na ich podstawie stworzył funkcjonalny przedmiot. Aktorka Mae West była bardziej znana ze swojej zmysłowej figury i krótkich, dość szokujących tekstów, niż ze swoich umiejętności aktorskich, a Dalí, ze swoimi wielkimi umiejętnościami, swoją oryginalną sofą złożył jej hołd.
Pierwsza sofa powstała w Paryżu w 1936 roku, pod nadzorem Dalego, na podstawie jego oryginalnego szkicu. Tkanina obiciowa była utrzymana w kolorze Schiaparelli Pink, ulubionej szminki aktorki. Ten mebel cieszy się taką popularnością, że stał się natychmiast rozpoznawalny i od tego czasu był wielokrotnie kopiowany przez mainstreamowych producentów mebli.
Inne przedmioty autorstwa Dalego to seria lamp podłogowych: Lampa Bracelli, Lampa Cajones i Lampa Muletas z powykręcanymi trzonami oraz fotele i krzesła. Ekstrawaganckie i zadziwiające straciły wszelką wartość użytkową, ale nadal zaskakują swoją symboliczną formą. Krzesło Dalí nie jest wygodnym krzesłem, ponieważ jak utrzymywał krzesło może służyć wielu celom, ale niekoniecznie siadaniu.
Meble te nie zmaterializowałyby się jednak gdyby nie Edward James (1907 - 1984), architekt zafascynowany twórczością Dalego i surrealizmem. Wspomniana sofa powstała właśnie do wiejskiego domu Jamesa, do Monkton House, stojącego w jego rodzinnej posiadłości w West Sussex. Dom został pierwotnie zaprojektowany przez architekta Edwina Lutyensa w 1902 roku, ale w połowie lat 30. James przystąpił do jego remontu, próbując stworzyć dom totalnie surrealistyczny. Tak powstał jedyny w swoim rodzaju budynek łączący stylistycznie w swoich wnętrzach tradycje wiktoriańskie, edwardiańskie i surrealistyczne.
Inny twórca, paryski dekorator Jean-Michel Frank, który współtworzył z Dalim wspomniane lampy i krzesła także urzeczywistnił wyjątkową kolekcję tych mebli, W dodatku na podstawie wykonanych prototypów, w latach 90-tych zespół twórców pod kierownictwem Oscara Tusquetsa postanowił przeznaczyć je do masowej produkcji. I tak powstało studio BD Barcelona Design, działające po dziś dzień. Wzorują się na nich nowi artyści i projektanci, proponując własne wersje surrealistycznych stołów, krzeseł, lamp i półek. Ale to już inna historia...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Pojawiła się recenzja sztuki o Joy Division napisanej przez Briana Gromana (nasz wywiad z nim TUTAJ), New Dawn Fades, wystawionej w teatrze Epstein w Liverpoolu (LINK). Zagrali w niej: Joe Walsh jako Curtis, Harry McLafferty jako Sumner, Bill Bradshaw jako Hooky, Matthew Melbourne jako Morris i Leah Gray jako Debbie Curtis. Giles Bastow grał Grettona, a także współreżyserował sztukę z Seanem Masonem, który pełnił kilka ról, w tym Martina Hannetta, Fredericha Engelsa i Paula Morleya. Sztuka spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem a po jej zakończeniu widzowie urządzili owację na stojąco. Więcej informacji na temat trasy New Dawn Fades TUTAJ.
Skoro zaczęliśmy od UK - śmierć królowej doprowadziła do wielu osobliwych odroczeń. Najdziwniejszym było ogłoszenie o Bowie On The Blockchain, sprzedaży dzieł inspirowanych zmarłą gwiazdą pop, które zostanie opóźnione z szacunku dla mieszkańców Wielkiej Brytanii i królowej Elżbiety II (LINK).
Trzy ciała leżą w kostnicy, wszystkie są uśmiechnięte. Koroner wyjaśnia inspektorowi przyczyny i okoliczności każdego zgonu.
- Pierwsze ciało: Warszawiak, sześćdziesiąt lat, zmarły na zawał serca, podczas uprawiania sexu ze swoją kochanką. To tłumaczy ten jego nienaturalny uśmiech. Drugie ciało: Poznaniak, dwadzieścia pięć lat, wygrał kilka milionów na loterii, zmarł na skutek przepicia, co tłumaczy jego uśmiechniętą facjatę.
- A co z trzecim ciałem? - pyta inspektor.
- A to jeden z najciekawszych przypadków, blondynka ze wsi, z okolic Bydgoszczy, lat trzydzieści, porażona piorunem.
- Skąd więc te uśmiech na jej twarzy?
- Myślała, że jej robią zdjęcie...
Dalej o zdjęciach i Bowiem. W piątek 16 września miał światową premierę Moonage Daydream - dokumentalny film o artyście, pierwszy, który został oficjalnie uznany przez jego spadkobierców.
Moonage Daydream, napisany i wyreżyserowany przez Bretta Morgena, zawiera nieznane nagrania i klipy z występami muzyka oraz jego komentarze (LINK).
Było o filmie teraz o wystawie i koncercie. Z okazji wernisażu grafik Darka Bylinki w Wawerskim Domu Kultury filia w Radości pt.: Gdy wszystko było tanie, 18 września wystąpiła Magda Dubrowska aka DJ Kochliwa Magda - songwriterka, autorka muzyki i tekstów, wokalistka i basistka znana z takich zespołów jak Nanga, czy Utrata Skład (nasz wywiad z artystką TUTAJ). Od niedawna występuje także solo, jej występy to rodzaj performansu, podczas których artystka wykorzystuje własnoręcznie skonstruowane instrumenty, np.: sampler z bakłażana i rzodkiewek, własnej roboty elektryczną kalimbę czy teremin (LINK).
Inny show, tym razem za granicą. Alice Cooper (Bad Company/ Free), frontman Paul Rodgers i były perkusista Guns N' Roses Matt Sorum wystąpią m.in. na Rock the Plaza, koncercie który zostanie zorganizowany dla zebrania funduszy na rzecz renowacji historycznego teatru Plaza w Palm Springs w Kalifornii.
Show planowane jest na 11 listopada prze inicjatywę noszącą miano: Save the Plaza Theatre. Obiekt, który po raz pierwszy otwarto w 1936 roku, ma szansę znów działać. Wśród innych artystów znajdą się jeszcze: gitarzysta Paula McCartneya Brian Ray, multiinstrumentalista Queen Spike Edney, basista Who Jon Button, frontman Queens of the Stone Age Josh Homme i australijski wirtuoz gitary Orianthi.
Podczas wydarzenia odbędzie się cicha aukcja, na której będzie można nabyć różne cenne przedmioty, w tym: gitarę Briana Maya „Red Special” (foto powyżej)z autografem, gitarę, którą Adam Lambert używał podczas koncertów Queen, parę butów Nancy Sinatra (napastowanych?) i dwa Bilety VIP na koncert Barry'ego Manilowa w Las Vegas. Bilety, szczegóły etc. TUTAJ.
Na egzaminie z socjologii pada pytanie:
- Podaj co jest szczytem perwersji?
Student:
- Napastować buty.
Za to blondynka z Iławy żali się, że nikt nawet jej nie chce napastować...
Blondynka...
Pewnie tak samo, jak sklepowa z Lidla, która puściła powyższe ogłoszenie. Być może to kwestia spraw gastrycznych? Czy wiecie, że jelita mają połączenia z mózgiem? Do takiego wniosku doszli naukowcy badający związek między otyłością myszy i działaniem ich mózgów. Otóż odpowiada za to połączenie z ich jelitami które napędza apetyt na tłuszcz. Tak samo jest u innych ssaków. Jest na to sposób ingerencja w te połączenia.... (LINK).
Patrząc na niektórych polityków ma się wrażenie, że długość tego połączenia została drastycznie skrócona. Kanclerz Sztoletz ogłosił właśnie, że Ukraina odnosi sukcesy dzięki dostawom niemieckiej broni, oraz że mimo kłopotów, Niemcy i tak wyłączą do końca roku wszystkie elektrownie jądrowe. Życzymy im minus 30 stopni! Względnie polecamy poniższy sposób (nie dla wegan):
Blondynka słucha wiadomości: Spodziewane są obfite opady śniegu. Więc Ci którzy wybierają się w drogę powinni mieć ze sobą: łańcuchy, łopatę, koc, grzejnik, hol, latarkę i koło zapasowe.
Nie rozumie, dlaczego wszyscy w autobusie jakoś dziwnie się na nią patrzą...
Jeśli już pojawili się Niemcy, trudno uniknąć tematu ich przedstawicieli w Polsce.
A tutaj już kompletne wariatkowo. Tusk zawsze był antyrosyjski i antyniemiecki, sceptyczny wobec Nord Stream, Kopacz chciała wprowadzić 500 plus, a Budka gwarantuje utrzymanie programów socjalnych i reparacje od Niemiec.
Trwają przygotowania do ujawnienia największej sensacji. Tusk był pomysłodawcą założenia PIS tylko Kaczyńscy go uprzedzili.
Podobną antyrosyjskością zawsze zionęła Gazeta Wyborcza.
Wiarygodna, jak inne polskojęzyczne media.
Idźmy dalej - przy powyższych seksownych studentkach, Monika Olejnik wygląda jak słodka dzidzia ze żłobka... Swój bajeczny wygląd studentki z Palermo zawdzięczają, tak jak Monika Olejnik, ekstremalnie zdrowej diecie.
W temacie Niemiec i klimatu. Analizując miliardy tweetów opublikowanych na platformie mediów społecznościowych Twitter, naukowcy z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu doszli do wniosku, że natężenie mowy nienawiści zależy od... temperatury oczywiście na dworzu, a nie w pomieszczeniu gdzie siedzą internauci. Czyli doszli do tego co u nas wiadomo od zawsze - wszyscy jesteśmy meteopatami (LINK).
Odnośnie innych chorób. Pięć miesięcy przed śmiercią Terry Pratchett, autor powieści sf, m. in. cyklu Świat Dysku napisał pięć listów, zapieczętował je w kopertach i zamknął w sejfie w swoim gabinecie z poleceniem aby otworzyć je dopiero po jego śmierci. Ich treść opublikował teraz jego asystent Rob Wilkins, który tym samym anonsuje autobiografię pisarza, rozpoczętą po zdiagnozowaniu u niego choroby Alzheimera. Nigdy jej nie ukończył, podjął się tego siedem lat po jego śmierci Wilkins: A Life with Footnotes (LINK).
Inny news z UK. Deep Purple oficjalnie ogłosiło, że gitarzysta Simon McBride został nowym członkiem zespołu. Nastąpiło to po lipcowych informacjach o odejściu Steve Morse, który po ponad 25 latach wspólnego grania musiał wycofać się ze sceny, aby zaopiekować się żoną, która walczy z ostatnim stadium raka (LINK).
W dniu 45 rocznicy wydania debiutanckiego albumu innych weteranów rocka: Talking Heads, Talking Heads: 77, czyli 16 września, ruszyła w końcu oficjalna strona zespołu. Dość późno. Choć z drugiej strony... Do tej pory kto chciał to i tak ich znalazł (LINK).
Na koniec newsów muzycznych piszemy o jeszcze jednaj legendzie. 28 października wyjdzie limitowany box zawierający wszystkie sześć albumów YELLO z lat 80-tych. Każdy album ma zawierać bonus 12'', w tym rzadkie nagrania live i rozszerzone wersje piosenek. Przedsprzedaż TUTAJ.
Aby zakończyć nasze newsy odrobiną optymizmu chwalimy się najnowszym odkryciem naukowym z Gazety Wyborczej. Autorowi życzymy trójkąta jak na poniższym obrazku.
My wracamy jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Posiadam w zbiorach (CD i kasety) znaczną ilość płyt brytyjskiego zespołu Paradise Lost. Powyżej ułożone w kolejności chronologicznej - ich debiut (Lost Paradise, 1990) i kolejne 3 wydawnictwa. To znakomity przykład w jaki sposób od mrocznego metalu, muzyka może ulegać transformacji do świetnego gotyku, którego zalążki są już na Shades of God (1992). Wcześniejsze wydawnictwa, mimo że to metal, są również bardzo dobre. A kolejne, po dziś omawianym Icon, jeszcze lepsze.
Przypomina mi się muzyczna rewolta, jakiej dokonali the Stranglers, kiedy po punkowym La Folie (opisanym TUTAJ), kończącym się jednak zupełnie niepunkowo, stworzyli Feline (opisanym TUTAJ) - arcydzieło new romantic i w mojej opinii najlepsze ich wydawnictwo. Trudno się dziwić, bowiem zarówno metal jak i punk w klasycznej formie są, delikatnie mówiąc, ciężkostrawne. Jak mawiają mądrzy ludzie - najciekawsze rzeczy dzieją się na obrzeżach, a na takie wędruje na Icon, Paradise Lost.
Spójrzmy zatem co takiego dzieje się na albumie z 1993 roku.
Otwiera go Embers Fire i trzeba przyznać, że nieczęsto spotyka się tak epickie otwarcia.
Upadły czas, który minął
Nieokrzesana elita pochodząca z odległych kręgów
Przymykasz oko na to, co jest "odważne"
Nie wiesz, czy było prawdą to, co mówiłeś
Gniewne spojrzenie na ukryte marzenie
Uszczelnia rozpalone zmysły
Nie uciekaj od bólu
Pragnienia, z którym się zmagasz
Gra o władzę od środka
Niemożliwe, abyś ją zobaczył
Ustanowiono prawa oszustwa
Ci którzy je cenią to ci, którzy pójdą
W popiół udręczonego świata
Tylko w oku umysłu możesz zobaczyć światło
Harmonia pęka, ciemność się budzi
W starych oczach - kłopoty, poczuj to
Tutaj, aby zostać, wyznaczyć drogę, improwizować rozprawę sądową
Powstrzymaj barbarzyńskie prawo
Zakładu który przegrasz, nie będziesz miał możliwości odwrócić
Widzę człowieka, który żyje i oddycha korupcją
W kręgu, który nazywasz swoim własnym
Nie uciekaj od bólu
Pragnienia z którym się zmagasz
Gra o władzę od środka
Niemożliwe, abyś ją zobaczył
Gniewne spojrzenie na ukryte marzenie
Uszczelnia rozpalone zmysły
Wszystkie pozostałości żaru
Są ponurą zimną nieistotnością
Piosenka jest o ciemnych stronach otaczającego nas świata, ale ma pozytywne przesłanie. Znakomicie spojona jest z kolejnym, równie doskonałym Remembrance. To dopiero jest rozliczenie z wypalonymi uczuciami...
Ja jestem tym, do którego pójdziesz
Ty jesteś tą, od której ucieknę...
Blednąca w szarości, bezmyślna modlitwa
Ty znajdziesz schronienie, ja nie znajdę niczego
Zostawię twoje bezsensowne życie niedokonanym
Oddychając swoimi dniami, moja udręka pozostaje
Los mojej twarzy, widzieć twoją twarz
Odwracam się i biegnę, nie znajdziesz sobie miejsca
Czas jest ojcem w moim zepsutym umyśle
Ból echa na cichym niebie...
Pamiętasz teraz życie?
Warto dodać, że cały album skomponował duet: Holmes (wokal, teksty) i Mackintosh (gitara, muzyka).
Z kolejnych piosenek w zasadzie bardzo równych, jako pierwsza wyróżnia się Joys of the Emptiness. Utwór definiuje dalsze dokonania zespołu - do takich ballad bowiem w przyszłości będą często wracali. Monumentalnych, gotyckich i pełnych napięcia, bólu, cierpienia...
Oddycham a powietrze jest czyste
Zmiany, które mogłem przewidzieć
Pieszczoty przemocy, zbliżający się niepokój
Kiedy moje ciało leżało śpiące, krwawiąc do wewnątrz i...
Płytka rozpacz, zepsute lata, których nie możesz naprawić
Wezwani tutaj, wszyscy muszą zobaczyć hipokryzję
Z wyrastających ponad wysoki poziom, warto jeszcze wspomnieć Colossal Rains i śpiewany w duecie z Denis Barnard utwór Christendom. Kto wie, czy nie inspirującypóźniejszedokonania Theatre of Tragedy (pisaliśmy o nich TUTAJ).
Pierwszy to znowu pełna bólu ballada:
W głębi mgły, zobaczę cię martwą
Kolosalne deszcze płyną jak bryza
Osłonięta scena, gdy ramiona zadrżą dla mnie
Nigdy więcej nie będziesz znowu spacerować
W żałosnym morzu bladego dźwięku
Ciemne wody przepływają swobodnie przez ciszę snów
Przywrócone sprzed wieków tworzenie
Kolosalne deszcze osuszają śmiertelne duchy
Czy to może być prawdziwe
Co ujawniają zamarznięte deszcze
Nigdy więcej nie będziesz znowu spacerować
Drugi to swoistego rodzaju rozliczenie z Bogiem, stąd pewnie taki a nie inny tytuł albumu i jego okładka:
Niewinny, pod tą smutną zasłoną "posiadania"
Pełnia i słodycz nowo narodzonego dziecka
Jego utracony i opuszczony szacunek
Dla mojego życia i stworzenia gwiazd
Dla mojego życia jest to samo odrzucenie
Zagubiony w życiu, obwiniam cię o to wszystko
Utrata nadziei, podła sytuacja
Przystosowanie, śmierć jest pokusą życia
Umierając powoli, obwiniam cię o to wszystko
Stawiają na straż, stoją na straży prawa, oskarżają przyszłość
Zmartwychwstanie, surowe tony naszej pogardy dla siebie przypominają
Nie oddychaj, w zasięgu wzroku nie ma normalnego stanu umysłu
Z czasem godzina nie nadejdzie
Dla mojego życia i stworzenia gwiazd
Dla mojego życia jest to samo odrzucenie
Zagubiony w życiu, obwiniam cię o to wszystko
Stawiają na straż, stoją na straży prawa, oskarżają przyszłość
W zasadzie tutaj wszystko powinno się skończyć, choć tak nie jest. Całość bowiem podsumowuje monumentalny Deus Misereatur, który dowodzi nam, że mamy do czynienia z autentycznie wielkim dziełem.
Czy zespół zdołał przelicytować swoimi dalszymi dokonaniami Icon?
Tak. Ale o tym za jakiś czas.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
P.S. A za 6 dni będzie dokładnie 29-ta rocznica wydania Icon. A czuję się tak, jakbym kasetę kupował w małym sklepiku niedaleko starego miasta zaledwie kilka tygodni temu...
Paradise Lost, Icon, producent: Simon Efemey, Musci for Nations 1993. Tracklista: Embers Fire, Remembrance, Forging Sympathy, Joys of the Emptiness, Dying Freedom, Widow, Colossal Rains, Weeping Words, Poison, True Belief, Shallow Seasons, Christendom, Deus Misereatur