Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania architektura, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania architektura, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2020

Robert Harvey Oshatz: Podobnie jak muzyka, architektura nie powstaje w próżni

Architektura uważana była od zawsze za tę sztukę, która jest najszlachetniejszą emanacją filozofii, przekładającą idee, na materialne twory przy pomocy nauk matematycznych. Opisaliśmy kiedyś naszym czytelnikom już architekturę parametryczną, wirtualną oraz monumentalną, bliższą rzeźbie (TUTAJ) a dzisiaj chcemy pokazać, czym jest architektura organiczna.

Ogólnie ujmując, aby nie wchodzić w skomplikowane dywagacje, jest to taki rodzaj budynków, które mają ukazać harmonię między ludzkim mieszkaniem a światem przyrody. Budynek, jego wyposażenie i otoczenie, stają się kompozycją twórczo zintegrowaną. Uważa się, że początkiem takiego myślenia jest działalność Franka Lloyd Wrighta, który pierwszy ukuł ten termin. 

Według niego, architekt zanim zacznie projekt najpierw musi przeprowadzić się od badania terenu, aby zobaczyć, jaka konstrukcja będzie pasować do naturalnego otoczenia przyszłego budynku. I pamiętać przy tym o tym, że te same materiały, które wybierze do wykonania zewnętrznej konstrukcji, odbiją się w jego wnętrzu, tak aby patrząc na przykład przez okno na zewnątrz, trudno było odróżnić te dwa elementy. Dlatego najczęściej do budowy domów organicznych stosuje się materiały lokalne, przez co mocniej wtapiają się w krajobraz.

Jednym z bardziej znanych współczesnych architektów organicznych jest Robert Harvey Oshatz (ur. 1945 r.). Tworzy domy od 1971 roku. Już w liceum podjął pracę u znajomego architekta, od którego wiele się nauczył. A jeśli dodamy, że podczas studiów pracował u najstarszego syna Franka Lloyd Wrighta, Franka Lloyd Wrighta Jr., geneza stosowanego przez niego stylu jest jasna.

Jego wizja bryły architektonicznej jest na wskroś indywidualna. Mówi on o tym tak: Do architektury nie podchodzę z perspektywy akademickiej lub teoretycznej, ale raczej widzę każdy projekt jako nowe doświadczenie.  Nie mam ochoty dwa razy malować płótna w taki sam sposób. Każde dzieło architektury to osobny pomysł. Każde miejsce i każdy klient jest bardzo indywidualny i trzeba dostrzec inspirację lub źródło pomysłu architektonicznego, która łączy te oba elementy; więc z tego powodu nie brakuje mi pomysłów. Zamiast próżnego poszukiwania, zawsze ufam, że dzień jutrzejszy przyniesie nowy projekt i nowe pomysły do przeanalizowania. Lubię rozwiązywać nowe problemy. Nieważne, czy są to zagadnienia skomplikowane, czy proste. Staram się robić wszystko, co w mojej mocy, w określonym odcinku czasu. Nie próbuję być innym tylko tego powodu, że zmieniam się. Jeśli staję się inny, to staję i kropka. Architekt jest artystą, twórcą, logikiem ewoluujących struktur estetycznych; projektantem nie tylko wizualnej, ale także wewnętrznej przestrzeni. Architektura według mnie jest syntezą logiki i emocji, eksplorującą i spełniającą marzenia, fantazje i realne warunki życia moich klientów, a to wszystko po to, aby tworzyć budynki, które egzystują w zgodzie ze swoim otoczeniem, tak aby mieszkańcy żyli w nich w spokoju  (LINK).
 

Spójrzmy teraz na zaprojektowane przez niego domy. Zwróćmy uwagę na zastosowane w nich materiały: głównie drewno, które pozwala na zastosowanie nieograniczonych form, nieograniczonych oczywiście ludzką wyobraźnią… Oprócz drewna widzimy kamień polny oraz ceramikę wykonaną zapewne z miejscowych, bliskich miejsca, w którym stoi dom, pokładów gliny. Zieleń wokół domów pozostawiana jest w zasadzie w niezmienionym stanie, tak jakby budynek urósł a nie powstał w wyniku robót z użyciem maszyn budowlanych. Duże okna powodują integrację mieszkańców z otoczeniem domu. Budowle prezentują się inaczej z każdej strony, stając się bliższe rzeźbie niż architekturze. Ich kształt zdeterminowany jest krajobrazem, stanowiąc prawdziwe wyzwanie dla projektanta: niezależnie czy jest to leśna polana, skarpa morska, czy brzeg rzeki. Wszystko zgodnie z opinią Oshatza, który kiedyś stwierdził, że Podobnie jak muzyka, architektura nie powstaje w próżni (LINK).
 

To inaczej niż nasz blog, który powstaje w wirtualnej pustce.
  














Więcej informacji na temat artysty znajdziemy TUTAJ. 


Czytajcie nas -  codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 22 lutego 2022

Sztuka Do Ho Suh: Architektura to coś więcej niż stan konstrukcyjny

Pojęcie domu od zawsze fascynowało Do Ho Suh. W jego oczach przestrzeń nazywana domem nigdy tak naprawdę nie ograniczała się tylko do strefy zamkniętej ścianami i dachem. Dom według niego to emocje, które tam się rodzą, w rezultacie czego dom staje się częścią tych, którzy w nim mieszkają. Zrodzone w mieszkańcach a później zrewidowane przez życie wspomnienia są równie żywe i realne, jak samo miejsce skąd pochodzą. 


Poglądy artystyczne koreańskiego artysty Do Ho Suh (ur. 1962 r.) wywodzą się z tradycji rodzinnej. Jego ojciec Suh Se-Ok był pionierem nowoczesnego, abstrakcyjnego malowania tuszem, techniką niezmiernie tradycyjną na Dalekim Wschodzie. Do Ho Suh podążając tą samą ścieżką artystyczną, ukończył malarstwo na Uniwersytecie Narodowym w Seulu i Rhode Island School of Design, a później rzeźbę na Uniwersytecie Yale. 

W ciągu lat kariery mieszkał na całym świecie, m.in. w Londynie, Nowym Jorku i Berlinie. Po latach tak wspominał swój dom rodzinny: W każdą niedzielę artyści zbierali się w naszym domu, aby rozmawiać o filozofii, sztuce, polityce, ogrodnictwie, a ja przysłuchiwałem się ich dyskusjom. To otworzyło mnie na świat i współbrzmiało z moją miłością do amerykańskiej kultury popularnej, więc miałem w głowie prawdziwą hybrydę – uwielbiałem radio i telewizję, które mieliśmy w Seulu, a które były przeznaczone dla amerykańskich żołnierzy. Moja mama zajmuje się tradycyjnym koreańskim rzemiosłem i odzieżą, co też było ważne.





Doświadczenia Suha wynikające z podróżowania oraz z miejsca pochodzenia i mają decydujący wpływ na jego sztukę.  Artysta wypowiada się poprzez różnorodne media, a także instalacje, rysunki i filmy. Lecz najbardziej znany jest z eterycznych form prezentujących historyczne budynki. Są one zbudowane z przewiewnych tkanin i przezroczystej żywicy, przypominając sen o rzeźbie. Ich specyficzna konstrukcja według twórcy oznaczają czas, pamięć i tożsamość.






Ich kształt rzeczywiście wynika z przeżyć koreańskiego rzeźbiarza. Mimo, że jak wspomniał, kultura Zachodu była mu znana od dziecka, to po przeprowadzce do USA przeżył szok. Sam tak to opisał: Subtelne różnice w architekturze wywarły na mnie ogromny wpływ. Coś tak niewielkiego jak różnica wysokości klamki. Koreańska architektura opiera się znacznie bardziej na poczuciu przynależności, wielofunkcyjności i integracji ze środowiskiem zewnętrznym, podczas gdy na Zachodzie widziałem znacznie więcej potrzeby izolacji. (…) Stany Zjednoczone dały mi przestrzeń do namysłu nad wpływem potrzeby redukcji zawiłej siatki wspomnień, które nas tworzą. Musiałem przemodelować tę przestrzeń lub moje wspomnienia o tej przestrzeni, aby w pewien sposób się jej pozbyć.








Ale aby dokładnie zrozumieć jego stosunek do tego co robi, musieliśmy przytoczyć jego poglądy na temat architektury: Architektura to coś więcej niż stan konstrukcyjny. Przezroczystość tkanin lub kruchość papieru, którego używam w moich konstrukcjach, jest ważna z uwagi na moją koncepcję, ponieważ staram się przekazać coś z ze sposobów tradycyjnej budowy. Zacząłem używać tkaniny częściowo ze względu na efekt jaki uzyskuję, podobieństwo z tradycyjną koreańską architekturą – jak ona bardzo jest porowata i przepuszczalna. Podoba mi się, że widz też staje się częścią mojej pracy, podobnie jak i architektura wnętrza muzeów, ze względu na przezroczystość tkaniny. Chodzi również o transport. Chodzi o to, co nosimy i jak żyjemy i dostosowujemy się do ruchu, zmiany i przemieszczenia (LINK).


Podsumowując, dom dla koreańskiego twórcy jest zatem czymś przeźroczystym, otwartym na świat, tradycyjnym w formie i niematerialnym… 

Nie podejmujemy się opisać naszej idei domu. Naszym czytelnikom powinny wystarczyć nasze teksty. Można je czytać w domu i poza nim, ale za to codziennie…

I już tradycyjnie zachęcamy do śledzenia strony artysty (TUTAJ).

wtorek, 24 września 2019

Architektura parametryczna, czyli Antonio Gaudi wiecznie żywy

Kiedyś pisaliśmy o architekturze w stylu punk (TUTAJ) lecz czym jest architektura? Pytanie to może być odczytane w gatunku infantylnych. Lecz jeśli zastanowimy się nad odpowiedzią, nie jest ona tak oczywista. Encyklopedia twierdzi, iż jest to dyscyplina organizująca i kształtująca przestrzeń dla zaspokojenia potrzeb człowieka; nauka projektowania i wznoszenia budowli.  Niby proste, ale o jakie potrzeby chodzi? Przecież każdy człowiek inaczej widzi realizację swoich potrzeb… Tadeusz Broniewski, autor popularnego podręcznika historii architektury, upraszcza definicję architektury do trzech słów: forma, funkcja, konstrukcja. I chyba nikt nie zaprzeczy, iż najważniejsza z tej trójcy jest funkcja, bo to ona narzuca formę a także konstrukcję, inaczej przecież wygląda kościół, inaczej szkoła czy stadion a inaczej dom. 

W ostatnim czasie architekci zauważyli, że podczas projektowania muszą wziąć pod uwagę jeszcze coś: parametry, czyli czynniki określające miejsce, na którym stanie budowla. Te parametry to nic innego jak stopień nasłonecznienia, kierunek wiatru, zużycie energii, amplituda temperatur czy ciśnienie atmosferyczne. A skoro te wartości można wyliczyć i przyporządkować do konkretnego terenu, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć program komputerowy, który będzie w stanie sam zaprojektować dom. I tak też się stało. Powstały specjalistyczne programy, które przy pomocy odpowiednich, wprowadzonych do systemu parametrów projektują budynek, idealnie dopasowując go do warunków, terenu wreszcie do funkcji. I tak powstała architektura parametryczna.
 
Jej początki przypadają na lata 60 ubiegłego wieku, bo choć wtedy nie było komputerów, to projekty opierały się na precyzyjnych i dokładnych wyliczeniach. Jednym z pierwszych architektów, którzy pracowali nad architekturą parametryczną, wykorzystując matematykę do tworzenia nowych kształtów, był włoski architekt Luigi Moretti. W 1957 r. założył on Instytut Badań Operacyjnych i Matematyki Stosowanej (IRMOU), w którym poszukiwano sposobów modelowania parametrycznego do generowania nowych form za pomocą teorii matematycznych. Potem weszły komputery i dziś modelowanie parametryczne jest już przyjętą praktyką, w której za pomocą algorytmów znacznie się je upraszcza i przyspiesza. W architekturze parametrycznej, zgodnie z definicją architekta Patrika Schumachera, porządek nie jest osiągany poprzez powtórzenie form, ale poprzez zastosowanie podobnych elementów, co nadaje budynkowi unikalną i ciekawą formę. Takie unikalne elementy można łatwo obliczyć za pomocą przyjętych narzędzi parametrycznych. Zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy wszystko przyspiesza, a czas przelicza się jak nigdy przedtem na ciąg cyfr wypłacanych w twardej walucie, szybka budowa jest koniecznością. I ten właśnie problem pomaga również rozwiązać architektura parametryczna. Są już precyzyjne programy do projektowania a w dodatku podporządkowywana im technologia druku trójwymiarowego, którą tworzy się elementy z zupełnie nowych, plastycznych materiałów. Nie będziemy tu wymieniać najlepszych czy najbardziej znanych programów używanych do projektowania budynków, lecz możemy pokazać powstałe dzięki nim budynki, oczywiście te najbardziej znane, o najciekawszej, często płynnej formie, bardziej przypominające abstrakcyjne rzeźby a nie budynki:










Trzeba jednak pamiętać, iż obrazy nieziemsko wręcz pięknych form architektonicznych nie są jedynie zasługą maszyn, lecz za każdym stoi nazwisko projektanta, który podniósł projektowanie parametryczne do rangi sztuki, dobierając algorytmy w taki sposób, by otrzymać te zachwycające bryły. Jednym z nich był Antonio Gaudi, który ponad 100 lat temu je rozpoczął, bez użycia komputerów, stosując modele z łańcuchów ułożonych ciężarków, symulujących krzywizny przenoszące ciężar budynku.

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 8 kwietnia 2021

Paul Eis: surrealistyczna architektura Niemiec Wschodnich

Kolor zmienia, jeśli nie wszystko, to na pewno dużo. Kolor jest wyzwoleniem jak zauważył Henri Matisse i siłą według Wassilya Kandinskyego. Może nie zdaje sobie z tego tak dokładnie sprawy adept wydziału architektury Uniwersytetu w Linzu Paul Eis (ur. 1998), lecz to za pomocą koloru (oraz Photoshopa) konwertuje socrealistyczną architekturę Niemiec Wschodnich czyli dawnego DDR.

Po zjednoczeniu Niemiec większość obywateli dawnego, komunistycznego raju uciekła na zachód kraju, w poszukiwaniu lepszych perspektyw i wyższych płac. W rezultacie dawne DDR wyludniło się, szczególnie dzielnice większych miast złożone w szarych blokowisk. Obracają się one w ruinę, rozpadają, tworząc księżycowy krajobraz. W realu albo są teraz wyburzane albo po modernizacji w niewielkiej mierze na nowo zasiedlane, a w wirtualnym świecie dostają nowy, iluzoryczny wygląd. Czy lepszy? Na jego zdjęciach, z nowym jednolicie błękitnym tłem i otoczeniem wysterylizowanym z ludzi, drzew, pojazdów oraz wszystkich takich elementów, architektoniczna struktura zostaje pomalowana na jaskrawe barwy, w stylu Pieta Mondriana. Zresztą spójrzmy sami:





Ponawiamy teraz nasze pytanie – czy rzeczywiste osiedle domów o takiej kolorystyce byłoby dobrym miejscem do zamieszkania? I czy szara konstrukcja jest gorsza niż żółta, pomarańczowa lub różowa? Skoro według Paula Eisa piękno pochodzi z formy, to czy kolor uwidocznia tę formę, czy nad nią dominuje?

W jednym z wywiadów Eis także zauważył, że Istnieją oczywiście powody, dla których warto budować białe budynki. Ale jest wiele przypadków, w których użycie koloru byłoby świetną alternatywą, na przykład, gdy masz napięty budżet. Rezultatem jest często nudny, biały blok, lecz bez przesłania - użycie koloru może być wtedy doskonałym sposobem na podniesienie atrakcyjności takich budynków (LINK). 

Oczywiście taka dowolna, zupełnie niezwiązana ze stanem faktycznym kolorystyka budynków jest zabiegiem znanym, stosowanym na pocztówkach i innych ilustracjach już na przełomie XIX i XX wieku. Wówczas również chciano ulepszyć wygląd utrwalanych na kliszy gmachów i pokazać świat lepszym. Potraktowanie bryły architektonicznej tak samo jakby była rzeźbą podobnie nie jest czymś nowym, bo cały wiek XX jest okresem, w którym obie te sztuki przenikały się i pochłaniany nawzajem. Kubiczność form dotyczy w równej mierze rzeźby jak i pomysłów architektonicznych modernistów, szczególnie widoczne jest to u Fernanda Legera, Le Corbusiera, Theo van Doesburga… Ich bryły nie potrzebują rzeźbiarskiego detalu, bo same są rzeźbą. I mimo, że modernistyczne, abstrakcyjne rzeźby są bardzo barwne (wystarczy spojrzeć na efekty twórcze Katarzyny Kobro), to przecież architektura jest szczególną formą, służącą także celom użytecznym, w odróżnieniu od rzeźby, która jest głównie strukturą estetyczną.

Wracając do naszego pytania, czy dobra, ciekawa architektura musi być jednocześnie kolorowa, czy też może pozostać monochromatyczna? I na ile jest ona konstrukcją wyizolowaną a na ile zintegrowaną z otoczeniem? Jak zwykle liczymy na kreatywność naszych czytelników. I tradycyjnie podajemy strony internetowe na których możemy zobaczyć więcej prac dzisiejszego bohatera naszego postu (LINK) (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 30 grudnia 2023

Architektura jako narzędzie sowieckiej propagandy wczoraj i dziś

Każda sztuka to propaganda – napisał George Orwell definiując w ten sposób także budowle powstałe na zlecenie totalitarnych systemów i ich dyktatorów. Wśród państw, które wykorzystują wszelkie gatunki przekazu aby wpływać na masowego odbiorcę od ponad wieku przoduje Rosja, i to jako Związek Sowiecki i jako kraj, który niby wyzbył się totalitarnych ambicji. A wśród sztuk przez nią stosowanych wyróżnia się architektura.

Jak wielką wagę przykładano do nowopowstających budowli świadczy fakt, iż najpotężniejsze budowle powstałe za dyktatury Józefa Stalina  zostały przez niego osobiście zatwierdzone. Ktoś powie – cóż z tego, przecież tak samo robił Adolf Hitler - ale choć Stalin w przeciwieństwie do niego nie był w stanie narysować żadnego budynku, zdawał sobie sprawę, że za pomocą architektury władzy jest w stanie nadawać ton i charakter reżimowi oraz kształtować sposób życia, jaki narzuca ludziom.

Dlatego w 1934 roku Stalin założył Wszechrosyjską Akademię Architektury (VAA), która stała się źródłem prawdy architektonicznej. Akademia nadała ton monumentalnej architekturze, tak samo charakterystycznej dla moskiewskiego imperium, co  architektura Alberta Speera dla Hitlera w Niemczech (pisaliśmy o niej TUTAJ). Jak silnie oddziaływały stalinowskie budynki widać po tym, że stały się symbolami miast, w których powstały. Wzniesione z inicjatywy Stalina stacje metra i Moskiewski Uniwersytet Państwowy stylizowany na tort weselny (projekt: Rudniew, Abrosimow i Chryakow, 1949-53). na Wzgórzach w Lenina przypominają o sowieckiej przeszłości tego kraju. Podobnie jak Pałac Kultury i Nauki im. Stalina w Warszawie… Wiele z tych gigantycznych projektów zostało zrealizowanych tak samo jak w czasach faraonów, przy użyciu pracy przymusowej robotników wyposażonych w najbardziej podstawowe narzędzia. A Stalina nie zaniepokoiła liczba ofiar śmiertelnych wśród robotników składających te przerażające hołdy jemu i narodowi radzieckiemu.

Gust Stalina, podobnie jak Hitlera, był bardzo tradycjonalistyczny. Obaj najbardziej cenili architekturę mniej więcej klasyczną lecz konstruowaną na ogromną skalę. Kres architektury stalinowskiej teoretycznie nastąpił w 1955 roku, dwa lata po śmierci dyktatora, kiedy dekret Nikity Chruszczowa przywrócił architekturę radziecką modernizmowi, który porzucił pod koniec lat dwudziestych.

Pozornie, bo przez cały okres Związku Sowieckiego nowe, państwowe budowle miały ukazywać wielkość imperium. Nie inaczej, a nawet bardziej jest za czasów Putina. Powstające gmachy mają jak dawniej oddziaływać psychologicznie, stać się w pewnym sensie bronią, którą zniewolone masy pozostaną posłuszne dyktatowi tyrana. I służyć za tło promujących jego osobę wydarzeń. Jak bardzo słuszna jest ta konkluzja pokazują ostatnie  zdarzenia z udziałem Putina. Otóż w dwóch głównych moskiewskich obiektach kulturalnych Putin zainaugurował starania o kolejną, już piątą kadencję władzy.   Odbyły się one w obliczu nowej fali represji kulturowych, ponieważ w tym samym tygodniu władze uznały, że najsłynniejszy, rosyjski autor powieści historycznych w regionie, Borys Akunin, jest terrorystą.  Od czasu aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. pisarz przebywa za granicą na dobrowolnym wygnaniu. W Rosji jego książki są konfiskowane, a jego nazwisko wymazywane.


Wybory prezydenckie zaplanowane są na marzec 2024 r. A kandydatura Putina została już formalnie zgłoszona przez grupę zwolenników, w tym osobistości kultury, 16 grudnia w sali koncertowej Zaryadye w parku pod Kremlem, zaprojektowanej przez znany zespół nowojorskich projektantów Dillera Scofidio + Renfro i zatwierdzonej osobiście przez Putina. 17 grudnia odbył się drugi wiec, tym razem na terenie VDNH, czyli w wesołym miasteczku zbudowanym w latach trzydziestych XX wieku w celu gloryfikacji sowieckich osiągnięć gospodarczych pod rządami dyktatora Józefa Stalina, które w ostatnim czasie zostało odnowiono i wzbogacone w galerie prezentujące materiały propagandowe.  Tam na przykład 4 listopada, w święto Jedności Narodowej otwarto wystawę przedstawiającą aktualne osiągnięcia Rosji, także na terenach zaanektowanych przez Rosję na Ukrainie po inwazji w 2022 r.: Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej oraz części Chersonia i Zaporoża.


Wiec Putina 17 grudnia w VDNH zbiegł się z kongresem kremlowskiej partii Jedna Rosja. Jednym z głównych działaczy tej organizacji jest Borys Piotrowski, wicegubernator Petersburga odpowiedzialny za kulturę w tym mieście i syn dyrektora Państwowego Muzeum Ermitażu Michaiła Piotrowskiego. Jest zresztą wymieniany jako następca ojca na tym stanowisku. Bo zbiory w Ermitażu także są częścią propagandy rosyjskiej. Nic zatem zaskakującego, że Michaił oficjalnie potwierdził wiedzę o tym, gdzie przewieziono zbiory muzeów ze zniszczonych ukraińskich miast, np.: z Mariupola. W niedawnym wywiadzie telewizji RBC zauważył nawet, że w przyszłości na zaanektowanych terenach dojdzie do odbudowy zniszczonych muzeów a może nawet do budowy nowych (LINK).

Tak więc podczas gdy Europa rozbraja się, Rosja buduje swoją potęgę także propagandową używając do tego wszelkiego rodzaju przekazu, również architektury...

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.