Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania prerafaelitów, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania prerafaelitów, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 listopada 2022

Zdjęcia Kamila Vojnara: między tym a tamtym światem

Zanurzony w wannie mokry anioł, młoda dziewczyna, może Ofelia o zagubionym spojrzeniu leżąca wśród kwiatów, linoskoczek na kablu elektrycznym… Niecodzienni bohaterowie niezwykłych zdjęć Kamila Vojnara to istoty eteryczne, oscylujące między tym a tamtym światem. 




Zdjęcia są czarno-białe lub w kolorach sepii, przez co wydają się, że wykonano je dawno, dawno temu… Efekt starości spowodowany jest specjalną techniką, która zmienia zdjęcia w malowidła. Vojnar sam tak o tym opowiada: Drukuję je [zdjęcia] w małych seriach, na przykład na bardzo twardym niemieckim papierze, który jest przeznaczony specjalnie do druku cyfrowego, lub na papierze japońskim. Potem je lakieruję, potem zatapiam w akrylu, albo powlekam lakierem do ceramiki, który przypadkowo rozlałem jednego dnia, by następnego dnia zorientować się, że bardzo dobrze wygląda. Takie grudki wosku lub farby nadają zdjęciu postarzały wygląd... Poza tym czasami zarysowuję powierzchnię.






I tak powstają obrazki emanujące staromodną, dziewiętnastowieczną aurą, nieodparcie przywołującą stylistyką obrazy prerafaelitów. Ale jest w nich więcej emocji niż w tamtych malowidłach. Dziwna nieważkość zdjęć Kamila Vojnara wynika chyba z uchwycenia tylko jednej chwili z długiej, smutnej opowieści. Wydaje się, że przedstawiona zaraz scena zniknie: anioł odleci, młoda Ofelia zamknie oczy, zaśnie a może umrze, linoskoczek spadnie lub skoczy i zniknie nam z kadru. Czy jest to refleksja nad otaczającym nas światem, w którym granica między szczęściem a nieszczęściem, cieniem a światłem jest płynna, czy też próba estetyzacji codzienności? (LINK).





Sam autor tak je komentuje: Robię w kółko jeden obraz. Ta sama kanapa, ta sama sukienka, ten sam obraz Jezusa na ścianie w tle, jaki miałem w pokoju przez całe dzieciństwo. Skrzydełka?… Tak, czasami są skrzydła. Ale ci, którzy je niosą, nie są aniołami. Chcą być po prostu wolni. Para skrzydeł jest jak paszport do ucieczki. Aby dostać się do… po prostu gdzie indziej. Gdzie indziej… Mówią, że liczy się nie cel, a droga. Dlatego moje małe obrazki są skromną dokumentacją takiej podróży. One są podróżą! Podróż do… Podróż gdzie indziej! (LINK). I jeszcze: Tworzę przedmioty przeznaczone do życia i żyjące (LINK).




Czy zdjęcia Vojnara są smutne, melancholijne czy tylko nostalgiczne? Trudno je do końca zdefiniować. Artysta chce pokazać nam piękno ukryte głęboko w szarej rzeczywistości, w tych codziennych wydarzeniach, które przy odrobinie szczęścia dają radość, ale i cierpienie. Lecz czy nie płacze się zarówno ze szczęścia jak i ze smutku?

Fotograf sam jest przykładem dwoistości, bo doświadczył życia w świecie za żelazną kurtyną, którą udało mu się przekroczyć i przejść do tego drugiego świata, na Zachód Europy. Urodzony w byłej Czechosłowacji w 1962 roku, Kamil studiował w Wyższej Szkole Grafiki w Pradze i rozpoczął pracę grafika lecz w latach 80.tych otrzymał powołanie do wojska. Po odbyciu służby w charakterze czołgisty w 1985 roku nielegalnie wyjechał do Austrii, a stamtąd uciekł do USA, gdzie przyjął obywatelstwo amerykańskie  kończąc studia w Instytucie Sztuki w Filadelfii. Tam założył rodzinę (jego dzieci mieszkają w Los Angeles). 

Pracował głównie dla wydawców książek wytwórni muzycznych w Nowym Jorku, ale często odwiedzał Francję ponieważ jego żona prowadziła firmę modniarską w Antibes. Pewnego dnia  zajechał do St. Remy i zauroczył się tym miastem. W 2005 roku otworzył tam  swoją galerię/atelier Autres Images a kilka lat potem kolejną w Marais w Paryżu. Studio w Paryżu zniszczył pożar zaprószony miejscowych nastolatków, w międzyczasie Kamil i jego żona rozstali się. Dziś Kamil dzieli swoje życie z Pavlíną Šachovą, czeską artystką, która wystawia w jego galerii niewielką ilość własnych prac tworząc pod pseudonimem Pavi Taire. Aby zobaczyć artystę i dowiedzieć się więcej o nim i o jego twórczości, polecamy krótkie nagranie (po zalogowaniu) TUTAJ

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


niedziela, 4 kwietnia 2021

Sztuka Gurgena Babayana: obrazy figuratywne i życzenia świąteczne

 Gurgen Babayan (ur. 1984 r.) jest malarzem. I w zasadzie tyle o nim wiemy. No może jeszcze to, że pochodzi z Erewania w Armenii. I że jest absolwentem tamtejszej Państwowej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie kształcił się na Wydziale Malarstwa. Jego pierwsza indywidualna wystawa The Realist odbyła się w Moskiewskim Związku Artystów (Rosja) w 2017 roku, a w latach 2018 i 2020, czyli dwukrotnie, pokazał swoje obrazy w Galeri77 w Stambule. Po raz trzeci będzie je można tam obejrzeć w tym roku (LINK).

Artysta, trzeba przyznać, posiada znakomity warsztat malarski. Mimo, że w danych prezentowanych przez Galeri77 określony jest jako twórca prymitywno-naturalistyczny (LINK) to jego umiejętności są solidne. Forma wizualna wytrzymuje porównania z pracami historycznymi, szczególnie z nurtu prerafaelitów, o których przedstawicielu pisaliśmy TUTAJ


Babayan tworzy obrazy figuratywne, a ich tematy i tytuły odnoszą się do klasyki, do tradycyjnych dzieł z okresu renesansu północnego, gdzie Chrystus i święci często przedstawiani byli w strojach współczesnych. U armeńskiego artysty także Stygmatykiem jest przeciętny człowiek, który ukradkiem spogląda na ślady męki siedząc z synkiem w kuchni podczas śniadania, a Wniebowstąpienie ma miejsce ze szpitalnego łóżka, w otoczeniu przepełnionej smutkiem rodziny i zatroskanego personelu medycznego. Tak samo Witnesses (Świadkowie) dotyczą wydarzenia aluzyjnie nawiązującego do ścięcia św. Jana Chrzciciela.

Oto na podłodze leży sina, odcięta głowa mężczyzny, a poza starszą kobietą, która pochyla się nad nią załamując teatralnie ręce, reszta świadków zajmuje się głównie sobą: jeden z obecnych robi głowie zdjęcie komórką, inny zapala papierosa, jeszcze inny pisze notatkę, pewnie do jakiegoś bulwarowego pisemka… Tymczasem Herodiada i jej córka Salome patrzą beznamiętnie przed siebie. Świat kręci się, pozostając kompletnie obojętny na to co stało.


Podobną sytuację wyraża kolejne płótno, Sanctuary (Sanktuarium), które ukazuje mężczyznę o zaciśniętych ustach, stojącego w obskurnym pokoju o liszajowatych ścianach, obłażących z farby. Wokół niego tłoczą się ludzie o żółtych, złych oczach, a przez okno widać czające się postaci mężczyzn, wyglądających na szpicli. Mężczyzna stoi skupiony na swoim wnętrzu, do którego poza nim nikt nie ma dostępu.


Jak widzimy, artysta czerpie z kulturowych skojarzeń, zrozumiałych w naszej cywilizacji wyrosłej na chrześcijaństwie. Ale treści jakie ukazuje wykraczają poza religijne odniesienia, nadając pracom wydźwięk uniwersalny.  W ten sposób otrzymujemy wizję, która komentuje zagmatwane emocje współczesnego człowieka, zachowując jednocześnie mistyczną atmosferę znaną ze sztuki wieków średnich…

Zdrowych i wesołych Świąt Wielkiej Nocy dla wszystkich którzy nas czytają. U nas codziennie coś nowego - tego nie znajdziecie w mainstreamie.


czwartek, 28 kwietnia 2022

Welder Wings: Egzystencjalny miszmasz symboli śmierci i przemijania

Welder Wings, którego oryginalne prace zachwycają i zaskakują nie jest nazwiskiem artysty, a nazwą duetu złożonego z małżeństwa dwojga hiszpańskich ilustratorów: Francisco Abril i Nuria Velasco. Zaczęli tworzyć pod wspólnym logo niedawno, ledwie pięć lat temu, w 2017 roku. I ich cyfrowe obrazy, a w zasadzie kolaże, zwróciły uwagę i dały się zapamiętać sporej grupie koneserów sztuki. Artyści nakładają na siebie fragmenty tradycyjnego, historycznego malarstwa oraz odwieczne motywy wanitatywne: szkielety, ćmy, czaszki… Rokokowe damy w pudrowanych perukach zamiast twarzy pokazują gołą czaszkę, Albo też tracą inne części ciała na rzecz piszczeli. Wyrastają i też kwiaty, owady lub po prostu pustka. Plastycy ulubili sobie słodkie portrety dam okresu późnego baroku (Gustaf Lundberg, Jean-Baptiste Perronneau, Jean-Marc Nattier) oraz wykonywane przez grupę prerafaelitów (Dante Gabriele Rosetti, Thomas Cooper Gotch).







Oczywiście nie mamy wpływu na to, co zaserwuje nam Welder Wings. Przy ich pracach zdajemy sobie może sprawę bardziej niż kiedykolwiek, że o ile artyści bywają wolni, to wolność widzów ograniczana jest kreacją twórców. My odbiorcy dzieła możemy najwyżej nie przyjąć efekt wyobraźni autora. Francesco i Nuria wiedzą o tym. Sami chowają się skutecznie za swoimi pracami. Nic o nich tak naprawdę nie wiemy, poza tym, że są młodzi i bawią się formami, poddając je obróbce, tnąc i składają na nowo niczym jakimś kosmicznym kalejdoskopie. Egzystencjalny wydźwięk swoich obrazów łagodzą niby-pogodnymi, wręcz żartobliwymi elementami. Ale spod tego żartu wydobywa się złowroga treść -  egzystencjalny miszmasz złożony z symboli śmierci i przemijania, o których nawet pomimo piękna klasycznych form nie da się zapomnieć. 







W jedynym wywiadzie jaki udzielili dla czytelników Artist Connect powiedzieli: Jesteśmy pasjonatami sztuki we wszystkich jej aspektach, a to, co naprawdę lubimy, to łączenie wszystkiego, co nam się podoba w nowe dzieło sztuki. Rozbijając postacie i rekonstruując je Abril i Velasco opowiadają zatem za światem zawieszonym między śmiercią a życiem, światłem a cieniem, sacrum a profanum, lecz wydźwięk, którymi karmią nas widzów jest jednak ponury i przerażający, choć sugestywny… 

Pełny zasób ich prac można znaleźć na Instagramie @welderwings.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 21 maja 2020

Ofelia Johna Everetta Millaisa, czyli od Vougue do Nicka Cave

Są w historii sztuki takie obrazy, których wpływ nie zamyka się w przedziale czasowym życia ich twórców. Są naśladowane przez innych aż po współczesność. Należy do nich obraz Podróż na wyspę Umarłych Arnolda Böcklina, o którym pisaliśmy wielokrotnie TUTAJ, a także inny, pędzla Johna Everetta Millaisa zatytułowany Ofelia.



Praca ta ukończona w roku 1851 lub 1852 obecnie znajduje się w zbiorach Tate Britain w Londynie. Wyobraża Ofelię, czyli postać z Hamleta Szekspira, którą unosi po duńskiej rzece prąd wody zanim utonie. Scenę tę opisano w Akcie IV, 7 Scena sztuki, w przemówieniu Królowej Gertrudy. Według legendy, Millais przygotował się solidnie do wykonania obrazu – wykonał wiele oględzin strugi rzecznej, studiował roślinność a potem tak długo trzymał modelkę go w zimnej kąpieli podczas malowania, aż złapała zapalenie płuc i prawie umarła. Co zafascynowało malarzy oraz widzów w tym płótnie? Chyba obraz nieświadomości bliskiej śmierci – Ofelia płynąc z prądem śpiewa, według opowieści Gertrudy, a potem tonie. Postać dziewczyny utrzymana jest w jaskrawych barwach, skrzących się w słońcu, lecz w wodzie czyha śmierć, wyobrażona przez mrok, która zaczyna ogarniać brzegi sukienki i w którym osuwają się jasne kwiaty wysypujące się z jej rąk … Woda w średniowieczu, do którego nawiązało Bractwo Prerafaelitów (do którego należał Millais) symbolizowała śmierć, upływ czasu oraz nieuchronność tych zjawisk, a także zmiany, jakie powodują. Kiedy patrzymy na kobietę, powoli tonącą w mętnej wodzie, doświadczamy melancholii i niepewności. Uczucia te uderzają wciąż na nowo, może właśnie dlatego obraz znalazł licznych naśladowców? Szczególnie w naszych czasach jest często wykorzystany przez twórców reklamy a także show biznesu. Jego pastisze pojawiły się na okładkach najpoczytniejszych pism, a sama scena została przetransponowana na kadr filmowy wielu wideoklipów i nawet filmów fabularnych.
 

Na dowód pokażemy naszym czytelnikom przykłady takich działań:
 

Najpierw zdjęcia zamieszczane w piśmie Vogue:





Tu jest reklama Gucci Spring Summer 2018 Gucci Hallucination:


A teraz kadry z filmów:
 

Ofelia w filmie Melancholia Lars Von Triera

Nick Cave i Kylie Minogue - Where The Wild Roses Grow


Camila Cabello - Living Proof
 
NOTHING - Blue Line Baby  
Wreszcie naśladownictwa malarskie, wśród nich obraz Gillian Flynn i satyra Bruce Sterlinga.
Kolejne ciekawe dzieła sztuki już wkrótce u nas, jeśli chcecie je poznać - czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

P.S. Jeden z naszych użytkowników - Herr X zauważył, że wśród klipów brakuje Louise Patricia Crane, zatem dziękujemy i uzupełniamy tekst, jednocześnie pozdrawiając.

wtorek, 31 marca 2020

Tajemnica obrazu Moonlight Walk Johna Atkinsona Grimshawa

Prezentowaliśmy naszym czytelnikom dzieła wielu artystów, lecz dzisiaj chcemy zwrócić ich uwagę tylko na jeden obraz. Jest to nokturn, czyli nocny krajobraz, wykonany przez angielskiego malarza epoki wiktoriańskiej: Johna Atkinsona Grimshaw.


Obraz ten nosi tytuł: Moonlight Walk (Spacer w świetle księżyca) i rzeczywiście, wyobraża aleję oświetloną księżycowym, bladym blaskiem, po której podąża niewielka sylwetka oddalającego się od nas wędrowca. I niby wszystko jest na nim tak jasne, jak księżycowe światło, jednak tylko na pierwszy rzut oka. Bo gdy przyjrzymy się bliżej, dostrzeżemy tajemnicę: Drogą przez las, w środku nocy, idzie człowiek. Jest sam. Wokół nie widać żadnego domu, żadne okno nie prześwieca przez gęstwinę drzew. Patrzymy na obraz i zaczynamy zadawać sobie pytania: Czy piechur właśnie wyszedł z jakiegoś domu, czy do niego podąża? Co go skłoniło do ruszenia w drogę? Nagie gałęzie drzew wskazują na porę roku - nie jest to lato, raczej późna jesień lub zima. I wydawałoby się zwykły spacer, już taki nie jest, zaczyna budzić w widzu uczucia smutku bliskiego nostalgii podszytego niepokojem.


Autor dzieła, John Grimshaw, był równie zagadkową postacią. Niby wiódł poukładane, przewidywalne życie: urodził się w Leeds w 1836 roku, jego ojciec był policjantem, a oboje rodzice ortodoksojnymi protestantami. Jego matka zdecydowanie nie pochwala malarskich zainteresowań syna, raz nawet zniszczyła mu farby. Pomimo tego, w 1861 roku, w wieku 24 lat, ku zdziwieniu rodziców, John porzucił pracę urzędnika na kolei i został malarzem. Artysta jest uważany za samouka - lecz nie wydaje się aby to było możliwe. Obrazy Grimshawa są wykonane z wielkim talentem, znać w nich biegłość techniki malarskiej. Wydaje się, że musiał pobierać nauki i to w kręgach powiązanych z nurtem prerafaelitów, których sposób ekspresji, zamiłowanie do szczegółów i świetlistość barw są charakterystyczne dla stylu tego malarza.

Podobno przenosił na płótno wrażenia z nocnych spacerów z żoną Teodozją Hubbard. Po ślubie zamieszkali w małym domku w Leeds i nocne przechadzki były jedną z niewielu przyjemności, na które mogli sobie pozwolić. Jednak czy jego prace nie noszą znamion wpływu sztuki fotograficznej? Szczegółowo odwzorowano na nich każdy detal krajobrazu, więc nie mogły powstać z pamięci. 

Malarz zmarł na gruźlicę w 1893 r. Odniósł sukces, jego obrazy spodobały się wybrednej, arystokratycznej i mieszczańskiej publiczności, wśród której miały spore wzięcie. Oprócz licznych dzieł pozostawił po sobie gromadkę dzieci (miał ich piętnaścioro). Troje spośród nich także zostało malarzami. A mimo to najchętniej malował samotne postaci, zagubione gdzieś na drodze, w środku lasu, w zimową noc...

Jeśli czytelnikom naszego bloga spodobał się prezentowany obraz i chcieliby zobaczyć więcej prac tego malarza, to są one publikowane TUTAJ


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 19 października 2021

Śmierć i Dziewica Marianny Stokes: wizerunek śmierci w sztuce

 Dzisiaj chcemy zainteresować naszych czytelników obrazem Śmierć i Dziewica (Death and the Maiden) Marianny Stokes (1855-1927) namalowanym w 1908 roku. To dość spore płótno (93x135 cm) eksponowane w Musée d'Orsay, w Paryżu


Artystka urodziła się w Austrii i jak wielu adeptów malarstwa w tamtym czasie najpierw studiowała w Monachium, a następnie przeniosła się do Paryża, gdzie znalazła się pod wpływem ruchu naturalistycznego, w szczególności twórczości Julesa Bastien-Lepage, słynnego ze swoich obrazów o tematyce wiejskiej. W 1884 roku Marianne poznała brytyjskiego malarza pejzażowego Adriana Stokesa, poślubiła go i przeniosła się do Anglii. Od końca lat 70. XIX wieku do XX wieku wystawiała swoje obrazy w Akademii Królewskiej, a nawet zdobyła medal na wystawie w 1893 roku. Jest uważana za jedną z czołowych artystek Wielkiej Brytanii, a jej obrazy znalazły swoje miejsce w wielu galeriach. Szczególnie cenione są jej prace utrzymane w stylistyce bliskiej malarstwu prerafaelitów.

Na obrazie, który dzisiaj publikujemy widzimy młodą dziewczynę siedzącą na łóżku i naciągającą na siebie czerwony koc, jakby w obronie przed niezaproszonym i niespodziewanym gościem, siedzącym w nogach jej łóżka. Jest nim czarna, skrzydlata postać z lampą w ręku, wyciągającą ku dziewczynie rękę w uspokajającym geście. Rysy twarzy Anioła Śmierci są bliźniaczo podobne do twarzy dziewczyny… Czy jest to kojące zapewnienie by nie bać się śmierci, bo przyjdzie ona do nas jako nasz najlepszy przyjaciel? Znany tak dobrze jak sami znamy siebie…

Motyw Śmierci i dziewczyny jest dość ogranym wątkiem. W sztukach wizualnych pojawił się już pod koniec XV wieku wraz z nadejściem renesansu, zyskując popularność przede wszystkim w Niemczech. Jednak z biegiem czasu ujęcie tematu ulegało modyfikacji. Reakcje kobiety, która natyka się na Śmierć, przechodzą od przerażenia po uwodzicielski flirt. Nietrudno się domyślić, że wcześniej, w średniowieczu, taka fabuła, zawierająca zazwyczaj elementy erotyzmu, nie mogła zyskać uznania, lecz im bliżej naszym czasom, tym częściej motyw śmierci splata się z elementami miłością fizycznej.

W ogóle wizerunek śmierci w sztuce europejskiej wywodzony jest z personifikacji Czasu, występującego pod postacią człowieka niosącego kosę a czasem także klepsydrę. Z tego wyewoluował Ponury Żniwiarz, często przedstawiany jako szkielet lub gnijące zwłoki niekiedy odziane w habit mnisi z kapturem i oczywiście trzymające kosę.

Wśród pierwszych znanych malarzy, którzy pokazali tragedię wczesnej śmierci młodej kobiety, jest współczesny Hieronima Boschowi Hans Baldung (1484-1545). Namalował on kilka obrazów ukazujących Śmierć i Dziewicę. Jedna z wersji pochodząca z lat 1509-1511 ukazuje młodą, piękną i nagą kobietę, która poprawia swoje długie warkocze przeglądając się w lusterku. Za nią stoją rozkładające się zwłoki trzymające wysoko nad nią klepsydrę: to Śmierć.


Im bliżej naszym czasom tym intensywniej Śmierć wyzbywała się oznak martwoty i ostatecznie w XIX stuleciu przeinaczyła się w urodziwego młodzieńca ze skrzydłami, czyli Thanatosa. A od tego już o krok było od przekształcenia się upiornej śmierci w pełen erotyzmu obraz miłosnego uniesienia aż po grób…


Tak jest w konwencjonalnych, akademickich malowidłach np.: w Anioł śmierci (1897)  Domenico Morelli (1855-1916) i bardziej dosłownie  w wydaniu Edwarda Muncha na obrazie z lat 1893-94 (tytuł obrazu brzmi: Śmierć i życie lub Kochająca kobieta)  gdzie naga kobieta całuje trupa mężczyzny. Parze towarzyszą po lewej stronie plemniki i po prawej dwa płody. Artysta symbolicznie połączył Erosa, prokreację i Tanatosa, śmierć. 


Jak widzimy, ludzkość radziła sobie z lękiem przed śmiercią w różnoraki sposób… Jaki jest z tego wniosek? Żaden. No może tylko taki, że śmierć jest rzeczą pewną, a obraz Marianny Stokes odbiega od innych tego typu przedstawień i odznacza się zasługującymi na uwagę walorami artystycznymi…

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Thomas Cooper Gotch: Zachwyt nad pięknem niewinności

Poniższy portret rudowłosej dziewczynki pędzla Thomasa Coopera Gotcha (1854-1931) był wynikiem zakładu. Jeden ze znajomych artysty, znając zamiłowanie malarzy stylu prarafaelitów do rudych modelek, oświadczył, iż Gotch nie będzie umiał namalować rudowłosej osoby, ubranej na czerwono i z rumianymi policzkami. I tak powstał obraz, na którym uwieczniono dwuletnią dziewczynkę Ruby Bone, zapewne gdzieś blisko mieszkającą z rodzicami. Malarz zręcznie zrównoważył ciepłe barwy ubioru, włosów i policzków - bielą sukienki i szarozielonym tłem. 


Prezentowanego dzisiaj w galerii naszego bloga Thomas Cooper Gotch można więc włożyć do szufladki z napisem prerafaelici. Pokazywaliśmy prace innych twórców działających według założeń tego stylu lub nawiązujących do niego (TUTAJ). Gotch prerafaelitą stał się nie od razu. Najpierw, gdy osiadł z żoną w Newlyn, malował realistyczne widoczki, lecz po wizycie we Florencji w 1891 roku zmienił technikę, przestał używać stonowanych półtonów na rzecz połyskliwych, czystych barw, tak charakterystycznych dla malarstwa renesansowego. 




Gotch zmienił manierę, lecz nie tematykę swoich obrazów, którą realizował nawet bardziej konsekwentnie. Wprawdzie w opracowaniach dotyczących tego twórcy krytycy zgodnie podają, że był luźno związany z ruchem prerafaelitów, niemniej po obejrzeniu jego prac nie można się z tą oceną zgodzić. Mimo symbolicznego znaczenia a może właśnie dlatego, obrazy Thomasa Coopera Gotcha wypełniały wytyczne owego nurtu. 



Malarz najchętniej malował młode kobiety, wręcz dzieci. Ulubioną modelką stała się jego córka Phyllis, którą można rozpoznać na wielu obrazach. Co ich twórca chciał nam przekazać, obecnie do końca nie wiadomo. Są różne interpretacje jego dzieł. Jedni twierdzą, że są prostym przekazem zachwytu nad pięknem niewinności, nostalgią za szybkim przemijaniem. Inni doszukują się głębszych treści, łącznie z personifikacja teorii Junga o archetypie dziecka, które tkwi w osobowości każdego człowieka. A jeszcze inni widzą po prostu ładną kompozycję, czysto dekoracyjną, bez żadnych szczególnych znaczeń. My nie skłaniamy się do żadnej z tych teorii, zostawiając interpretację naszym czytelnikom.




Na pewno postacie dziewcząt czy dzieci nie są radosne. Z poważną miną, nawet cokolwiek tragiczną, spoglądają na nas, ludzi XXI wieku, którzy miotają się, podczas gdy one, zastygłe w bezruchu, mają czas… Ten spokój modelek Gotcha, sprawiający wrażenie aż martwoty, w pewien sposób przesądził o popularności. Może poza granicami Wielkiej Brytanii twórczość artysty nie jest szczególnie znana, lecz malarz już za życia odniósł sukces i cieszył się dużym uznaniem publiczności. Był stałym wystawcą w londyńskiej Royal Academy, a także brał udział w innych wystawach w kraju i za granicą. Nawet dzisiaj jego prace są nadal regularnie pokazywane i często stanowią przedmiot studiów akademickich.



Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.