Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania leonardo, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania leonardo, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2025

Kot na obrazach religijnych kiedyś i dziś

W zbiorowej wyobraźni kot uważany był za stworzenie, które wyłania się z nocy i przepada w ciemności. Dlatego uważano go za towarzysza czarownicy, której pomagał w niecnych postępkach. Już we wczesnym średniowieczu ugruntowało się przekonanie o diabelskich związkach kotów, a niebagatelny wpływ na taką opinię miały pisma brytyjskiego pisarza Gualteriusa Mappusa (Waltera Map), który około 1180 roku stwierdził, że podczas rytuałów satanistycznych diabeł zstępuje przed swoich wyznawców w postaci czarnego kota. Czciciele gaszą światło i zbliżają się do miejsca, w którym widzieli swojego pana. Szukają go po ciemku, a kiedy go znajdą, całują go pod ogonem. Czarownice według wierzeń ludu umiały zmieniać się w koty. Przekonanie to było tak głęboko zakorzenione, że uległ mu nawet papież: Innocenty VIII ogłosił w 1484 roku że kot jest ulubionym zwierzęciem diabła i bożkiem wszystkich czarownic. Wzmiankę o bezbożnym kulcie kotów znajdziemy także w dokumentach procesów heretyckich grup religijnych, takich jak katarzy i waldensi. Jest tam zarzut czczenia kotów. Także podczas procesu templariuszy na początku w XIV wieku nie brakowało oskarżeń o pozwalanie kotom na udział w ceremoniach religijnych. 


Jednak nie zawsze kot był umieszczany po złej stronie mocy. Niektórzy teologowie doceniali kocie umiejętności łowieckie i koty porównywali z Jezusem, łowcą dusz. Tak ambiwalentna symbolika kota sprawiła, że zwierzę to by o często umieszczane w na obrazach religijnych. Kot bywał więc atrybutem Madonny, gdyż starożytna legenda głosiła, że tej nocy, w którą Chrystus przyszedł na świat, także jej kotka urodziła kocięta.

Ale na słynnym Zwiastowaniu (1534) autorstwa Lorenza Lotto, którego akcja rozgrywa się w sypialni Dziewicy malarz umieścił kota, który przestraszony wizytą anioła Gabriela ucieka z izby, niczym zły duch.  

Na przedstawieniach Ostatniej Wieczerzy kot często towarzyszył Judaszowi. Czasem pokazywany był w scence walki z psem wskazując na zaistniały konflikt i wrogość. Siedząc u stóp Judasza symbolizuje zdradę, ponieważ najpierw bawi się z myszą a potem ją zabija. Niektórzy średniowieczni autorzy przyrównywali takie zachowanie do sposobu w jaki diabeł przejmuje dusze. Na przykład William Caxton, angielski wydawca i pisarz żyjący w XV wieku, napisał, że Diabeł często igra z grzesznikiem, tak jak kot bawi się myszą.


Ale mimo tak złej opinii doceniano, że tępiły myszy i trzymano je chętnie w klasztorach, gdzie stawały się przyjaciółmi i towarzyszami ludzi. Wspaniały dowód owej wzajemnej przyjaźni i przywiązania stanowią dzisiaj wiersze irlandzkich mnichów, którzy pochyleni całymi dniami nad uciążliwą pracą, jaką było przepisywanie ksiąg, znajdowali wytchnienie w poezji. W wierszach tych nie tylko wyrażali miłość do książek, lecz także zwierzali się ze z uczucia jakie żywili do ukochanych kotów.


Niezależna i wolna natura kota, zwłaszcza w porównaniu z wierną naturą psa, sprawiła, że temu małemu zwierzęciu przypisano cechę wolności. Dla średniowiecznego człowieka, który wierzył, że zwierzęta zostały stworzone przez Boga, aby służyły ludziom, kot był kłopotliwą anomalią. Niezależnie od tego, jak bardzo był udomowiony, każdy kot nadal był samodzielny i nieskory do posłuszeństwa. Znaczenie to ugruntowało bardzo popularne dzieło jaki była Ikonologia Cesarego Ripy (1593) – bogato ilustrowana encyklopedia, słownik pojęć i alegorii będące wzornikiem dla artystów. Znajdująca się na jego kartach Alegoria Wolności ma przy sobie siedzącego kota.

Okres renesansu i baroku zmodyfikowały artystyczne spojrzenie na koty. Różne dzieła sztuki przedstawiały koty w realistycznym świetle, a mistrzowie sztuki, tacy jak Leonardo Da Vinci, Albrecht Dürer i Rembrandt, poświęcali im swój czas malując je. Koty zaczęły wtedy symbolizować pozytywne znaczenia: u Petera Paula Rubensa w scenie Zwiastowania kot spokojnie śpi w koszyku przy klęczniku, wyrażając spokój jaki przynosi postawa Maryi w chwili Wcielenia.

Niemniej nadal koty stanowiły atrybut rozwiązłych kobiet. Na obrazie Gerrita Dou Młoda dziewczyna przy parapecie okiennym (XVII wiek) pojawiają się symbole lubieżności: trzymany przez dziewczynę kot i łapka na myszy. 

W XIX i XX wieku powoli zatraca się głębszy sens kocich przedstawień. Koty w sztuce pojawiają się jako pełne wdzięku stworzenia, a malarzy interesuje głównie ich wygląd, miękkie futerko i pełne wdzięku ruchy. Przyczyniła się do tego głównie uwielbiająca koty królowa Wiktoria. Od niej zaczęto umieszczać koty na portretach podkreślając w ten sposób grację i urodę modelek.


 

sobota, 21 września 2024

Nowe tajemnice Mona Lisy

Mona Lisa Leonarda da Vinci jest obrazem, który cały czas dostarcza nowych informacji. Mimo, że wydaje się że wiemy już o nim wszystko, co i rusz ktoś dostarcza dowody na rozwikłanie kolejnej, związanej z nim tajemnicy.  Dzisiaj zajmiemy się dwoma aspektami, które w ostatnim czasie stały się czołowymi newsami uznanych czasopism i portali poświęconych sztuce. 


Pierwszy dotyczy krajobrazu za Giocondą. Od dawna szukana odpowiedź na pytanie, czy pejzaż w tle przedstawia prawdziwe miejsce, być może znalazł ostateczną odpowiedź. Ann Pizzorusso, geolog i historyk sztuki twierdzi, że tło obrazu przedstawia Lecco, małe miasteczko w regionie Lombardii w północnych Włoszech. Swoje wnioski sformułowała na podstawie badań  formacji skalnych i innych cech obrazu. Ukazany zbiornik według niej to Jezioro Garlate, utworzone przez rzekę Adda na południe od Lecco, a most przedstawiony tuż nad lewym ramieniem modelki to XIV-wieczny Azzone Visconti. Podobno Leonardo był kilkakrotnie w Lecco a swoim uczniom zalecał dokładne przedstawianie natury. Mimo widocznych podobieństw dowodzących prawdziwości jej tezy, wielu historyków sztuki twierdzi, że widok za plecami modelki jest wyimaginowanym i wyidealizowanym efektem wyobraźni malarza.


I w ten sposób doszliśmy do drugiego zagadnienia. Kim jest Mona Lisa? Ten z kolei problem wraca regularnie jak bumerang. Ostatnio znów powstała teoria, że jak tradycyjnie przyjęto, portret nie przedstawia Lisy Gherardini, żony florenckiego kupca jedwabiu Francesco del Giocondo, ale Izabelę Aragońską, córkę następcy tronu Neapolu Alfonsa II i Marii Ippolity, żonę Gian Galeazzo Sforza, księcia Bari i Mediolanu. Dlatego księżniczka w 1488 r., która przeniosła się do Mediolanu, poznała Leonarda da Vinci. 


Już Robert Payne, który napisał biografię Leonarda da Vinci w 1978 r. zasugerował, że Izabela Aragońska jest Moną Lisą. Zdał z tego sprawę gdy zobaczył jej rysunkowy portret wykonany w  Mediolanie, gdy miała niewiele ponad dwadzieścia lat, obecnie znajdujący się w Hyde Collection w Glen Falls w Nowym Jorku.
 

Zagadkowy wyraz twarzy Mony Lisy jest łączony z opisem stanu ducha Izabeli, który księżna określiła w jednym z listów z 1500 r. podpisując się jako samotna w nieszczęściu.  A to dlatego, że po śmierci męża w 1494 roku, która prawdopodobnie została spowodowana zatruciem arszenikiem dokonanym przez krewniaka, Ludovico „Moro” Sforza, księcia Mediolanu, życie księżny stało się bardzo trudne.
 

Księstwo jej ojca został zajęte przez armię Karola VIII króla Francji, którzy uzurpowali sobie prawo do tronu Neapolu, wydziedziczając i więżąc jej syna Francesco. Młoda księżna, w ciąży, popadła w głęboką depresję, z której wyszła dopiero na początku następnego roku, kiedy porzuciwszy dwór w Pawii, przeniosła się do Mediolanu. Kilka lat później nie mogąc znieść intryg Ludovica wróciła do Neapolu a następnie do Bari. W 1512 roku na księżne spadło kolejne nieszczęście, jej pierworodny syn Francesco spadł z konia i zmarł…  Jednak Izabela nie poddawała się, w 1518 roku jej córka Bona Maria stała się królową Polski (portret Bony poniżej). Księżna nawet planowała podróż do naszego kraju, po tym, gdy urodził się jej wnuk, ale zdrowie jej już na to nie pozwoliło. Zmarła w 1524 roku…

A zatem Mona Lisa według niedawnych badań Maike Vogt-Lüerssen (LINK)  to księżna - wdowa, a jej uśmiech wynika ze smutku, jaki był wówczas jej udziałem. Portret jest więc hołdem złożonym Izabeli Aragońskiej i jej wyidealizowanym przedstawieniem. Malarz i księżna przyjaźnili się, istniała między nimi głęboka więź, co wyjaśnia przywiązanie artysty do obrazu.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 13 maja 2024

Isolations News 288: Let It Be The Beatles, James i Johnny Marr live, Radiohead - wywiad, Clan of Xymox w Polsce, Jon Anderson, Antipole i Paris Aleksander - nowy album, Give Up To Failure w trasie, Ringo Starr i Delayed Auditory Feedback, Foo Fighters dedykuje, Dennis Thompson RIP, niemiecki kebab, strefy no pogłos zone i ostatnia impreza Platona


Na początek jak zawsze Manchester. Artyści z tego miasta:  James i Johnny Marr 6 września wystąpią razem w Orpheum Theatre w Los Angeles (LINK).


Pozostańmy w UK: Jonny Greenwood (Radiohead) w swoim studio w domu w Oxfordshire udzielił wywiadu, w którym mówił m. in. o swojej fascynacji grą na organach. Zaczęło się to od wizyty kościoła w  Le Marche, regionie Włoch, gdzie Greenwood, jego żona i trójka dzieci mieszkają, kiedy nie tworzy muzyki w Oxfordshire. Ostatnio skomponował kościelny utwór organowy, którego premiera odbyła się na festiwalu w Norfolk & Norwich. Jest to kompozycja ambientowa, której wykonanie trwało 8 godzin. W ostatnich miesiącach muzyk także nagrał album z izraelsko-arabskim liderem zespołu Dudu Tassą, napisał aranżacje smyczkowe dla Pretenders i wydał album z The Smile, trio założonym z kolegą z zespołu Radiohead Thomem Yorke i perkusistą jazzowym Tomem Skinnerem. Dla nas interesujące jest to, że kompozytorem, który go inspiruje jest Krzysztof Penderecki. Co do planów: chce wskrzesić swoją wytwórnię płyt winylowych Octatonic Records wydając jeszcze w tym roku utwory wiolonczelisty Olivera Coatesa. Już niedługo rozpocznie z zespołem Smile gigantyczne tournée po europejskich arenach. Rozpoczął już także pracę nad muzyką do filmu współpracując z Paulem Thomasem Andersonem (podobno będzie to film z Leonardo DiCaprio, Seanem Pennem i Alaną Haim w rolach głównych) i... myśli o zwołaniu członków Radiohead i nagraniu czegoś nowego z nimi (LINK).

Nadal UK. Udostępniono zupełnie nowy, odrestaurowany teledysk do Let It Be The Beatles. Renowacji dokonał zespół dźwiękowców z Park Road Post Production z oryginalnego negatywu 16 mm. Według opisu wideo na YouTube zostało ono nakręcone dzień po koncercie na dachu, który odbył się 30 stycznia w 1969 roku.

 
Jeśli the Beatles - Ringo Starr wydaje EPki od 2021 roku, ale teraz obiecuje wydać cały album. Po kwietniowym opublikowaniu singla Crooked Boy chce znów grać muzykę country – gatunek, który pomógł zdefiniować karierę Starra w Beatlesach i jako artysty solowego. Nowa płyta planowana jest na październik (LINK).
Ringo miał latami problemy z piciem. Dzisiaj już wiemy, że po prostu miał Delayed Auditory Feedback.
 
 
Skoro już pojawili się Niemcy - padło tam pytanie: czy rząd powinien dotować kebaby? To pytanie pada bowiem tamtejsi obywatele obawiają się, że cena kebaba może przekroczyć 10 euro. Partia Lewicy zaproponowała wykorzystanie funduszy państwowych w celu obniżenia cen kebabów do 4,90 euro  i 2,50 euro dla dzieci i młodzieży. Bo, jak ogłosili politycy lewicy: Państwo musi interweniować, aby żywność nie stała się towarem luksusowym (LINK).
 

Państwo powinno też interweniować w sytuacjach jawnego wykluczenia. Gdzie jest rząd, gdzie krytyka stref no pogłos zone? 
 

w temacie zabaw alkoholowych. Od stuleci archeologów intryguje zbiór starożytnych zwojów papirusowych odkrytych w Herkulanum. Zwoje zniszczone przez słynną erupcję Wezuwiusza w 79 roku n.e. pozostawały cennym lecz zagadkowym źródłem wiedzy  – aż do teraz. Naukowcy z Uniwersytetu w Pizie, stosując przełomową, nieinwazyjną technikę, odszyfrowali ponad 1000 słów, czyli około jedną trzecią tekstu z jednego ze zwojów. Fragmenty ujawniają nieznane wcześniej szczegóły życia i śmierci jednego z najsłynniejszych filozofów świata: Platona. Zwój dokumentujący historię filozofii greckiej podaje, że Platon został sprzedany w niewolę na wyspie Egina około 400 roku p.n.e. a nie jak dotąd utrzymywano na Sycylii. 
 
Tekst podaje także szczegóły o ostatnich chwilach życia Platona około 347 roku p.n.e. Otóż ostatni wieczór życia spędził słuchając muzyki na flecie choć podobno krytykował metrum utworu, bo miał gorączkę. Zmarł kilka godzin później we śnie lub być może podczas uczty weselnej, na którą był zaproszony. Zwój informuje jeszcze o miejscu pochówku filozofa, które do tej pory pozostawało nieznane. Został pogrzebany w prywatnym ogrodzie na terenie akademii w Atenach, w pobliżu sanktuarium Muz (LINK).
 

Do Platona dołączył też niedawno Dennis Thompson, ostatni z założycieli i członek MC5, zmarł w wieku 75 lat w ośrodku opieki w Taylor w stanie Michigan (LINK).
 

I tak wróciliśmy do USA a tutaj podczas występu w PNC Music Pavilion w Charlotte w Karolinie Północnej w ramach trasy koncertowej Everything or Nothing At All Foo Fighters zadedykowali wykonanie utworu My Hero zmarłemu legendarnemu producentowi muzycznemu Steve'owi Albiniemu - był on pomysłodawcą kultowych albumów, takich jak  In Utero Nirvany i  Journal For Plague Lovers  Manic Street Preachers, zmarł 8 maja na zawał serca w Electronic Audio, swoim studiu nagraniowym w Chicago. 
 
Jeszcze USA. Tutaj Brian Wilson z Beach Boys został ubezwłasnowolniony. Wniosek złożyła rodzina muzyka w lutym w związku z pogarszającym się stanem jego zdrowia. Sąd przychylił się do prośby rodziny, uznając, że 81 letni muzyk nie jest w stanie egzystować samodzielnie i podejmować decyzji (LINK).
 
Zawsze czuję się lepiej, kiedy lekarz mówi, że coś jest normalne w moim wieku, ale potem sobie myślę, że umieranie też będzie kiedyś normalne w moim wieku.
 

Zatem skoro pojawiły się smutne klimaty: Clan of Xymox zapowiedzieli wydanie pierwszego singla dostępnego wyłącznie w wersji cyfrowej X-Odus (LINK), a już 7 czerwca wyjdzie nowy album grupy: Exodus (LINK). Poza tym grupa znów będzie w Polsce, 25 maja wystąpi w Zduńskiej Woli, o 19:00 w tamtejszym domu kultury.


W temacie Clan of Xymox i nie tylko: Antipole i Paris Aleksander zapowiedzieli nowy album z remiksami PERSPECTIVES III,  który ukaże się 7 czerwca. Będzie zawierać remiksy autorstwa Mareux, Clan of Xymox, FM Attack, Molchat Doma, Echoberyl, Corbeau Hangs, Deus Ex Lumina, TWIN ION ENGINE, The Ending Nights. Przedsprzedaż TUTAJ.

 


Nadal mrocznie: Give Up To Failure wybiera się na krótkie tournee po Belgii (LINK).
Z zespołem rozmawialiśmy TUTAJ.


W trasę jedzie też AC/DC, które udostępniło fotosy nowego składu przed pierwszą od ośmiu lat trasą koncertową. Obecnie zespół składa się z Briana Johnsona (wokal) i Angusa Younga na wokalu i gitarze prowadzącej, a także gitarzysty Steviego Younga, perkusisty Matta Lauga i basisty Chrisa Chaneya. Stevie Young jest bratankiem Angusa i gra w zespole od kilku lat, początkowo zastępował Malcolma Younga po tym gdy zdiagnozowano u niego demencję. Po jego śmierci w 2017 roku Stevie pozostał w zespole na stałe.


Jeśli pojawił się prąd stały i zmienny (AC/DC), producenci gadżetów zasilanych (jak na razie) prądem - Apple przeprosił za nietrafioną  nową reklamę iPoda Pro. Reklama wywołała kontrowersje, bo pokazuje niszczenie instrumentów muzycznych: gitary, pianina, trąbki i metronomu, a także gramofonów, głośników itp., czemu towarzyszy ścieżka dźwiękowa do utworu All I Need Is You Sonny’ego i Cher (LINK).


Żeby skończyć optymistycznie - Jon Anderson (YES) nagrał nowy album, TRUE, który ukaże się 23 sierpnia za pośrednictwem  wytwórni Frontiers Records należącej do muzyka. Płyta powstała przy współpracy z zespołem The Band Geeks, z którym od dwóch lat Anderson koncertuje po Ameryce (LINK).

Co w tym optymistycznego? Wokalista ma niemalże 80 lat.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 2 maja 2024

Umiejętności muzyczne Leonardo da Vinci, czyli o drugiej twarzy Mona Lisy

Niedawno, przy opisie ukrytego we fresku Leonardo da Vinci (1452-1519) zapisu requiem wspomnieliśmy, że wielki włoski, renesansowy malarz, rzeźbiarz, wynalazca, architekt, matematyk, astronom, inżynier, anatom, geolog, kartograf, botanik i pisarz był także znakomitym muzykiem (LINK). Z notatek jego współczesnych, a przede wszystkim jego biografa Giorgio Vasariego wiemy, że nie tylko świetnie grał na flecie i lirze, ale także śpiewał bosko bez żadnego przygotowania.


Lira da braccio na której grywał Leonardo była instrumentem bardzo podobnym do dzisiejszych skrzypiec, modnym w ówczesnych kręgach intelektualnych. Było w dobrym tonie popisywać się umiejętnościami improwizacyjnymi na tym instrumencie. Używali go poeci i humaniści tacy jak Angelo Poliziano, Marsilio Ficino i Pico della Mirandola. Umiejętności muzyczne Leonardo stały się powodem, dla którego został życzliwie przyjęty przez księcia Mediolanu Lodovico il Moro. Jak to relacjonuje Vasari: Leonardo eskortowanego do Mediolanu, poprzedzała wielka fama, tak więc został przedstawiony księciu jako ten który umiał grać na lutni, instrumencie, który książę bardzo cenił. Przywiózł on z sobą instrument, który własnoręcznie wykonał, nowy i dziwny przedmiot, zrobiony głównie ze srebra, w formie czaszki konia. W użyciu instrument był silniejszy, a brzmienie miał dźwięczniejsze niż inne, przez co przewyższał muzyków, którzy tam odbywali konkurs muzyczny. Był bowiem Leonardo jednym z najlepszych improwizatorów swoich czasów.

Pierwszy nauczyciel malarstwa Leonarda da Vinci we Florencji, Andrea del Verrocchio, był także muzykiem, podobnie jak wielu innych malarzy tamtego okresu. Można sobie wyobrazić atmosferę panującą w takim warsztacie, z Botticellim, Perugino, Ghirlandaio, Lorenzo di Credim przy pracy… Tworzyli obrazy a w przerwach śpiewali i grali. Muzyka cały czas była obecna w ich życiu, Vasari opowiedział nawet o okolicznościach malowania samej La Giocondy: Wraz z Moną Lisą (która była niezwykle piękna) Leonardo wpadł na pomysł zapraszania śpiewaków, muzyków i klaunów, aby występowali podczas pozowania, aby wprowadzić ją w wesoły nastrój i wyeliminować rys melancholii, jaki malarstwo często nadaje portretom; na tym był uśmiech tak przyjemny, że wydawał się raczej boski niż ludzki; ci, którzy to widzieli, byli zdumieni, bo wydawało się, że obraz żyje.

Sam Da Vinci w traktacie o malarstwie chwalił pracę malarza, stwierdzając, że twórczość ta jest znacznie bardziej uprzywilejowana niż rzeźbienie, a wszystko dlatego, że malując może słuchać muzyki: [Malarz] siada przed swoim obrazem, bardzo swobodnie: dobrze ubrany, trzyma lekki pędzel, nakłada przyjemne kolory, ubrany tak, jak mu się podoba; jego mieszkanie jest czyste i wypełnione pięknymi obrazami, a w swojej pracy często może towarzyszyć mu muzyka lub lektura różnorodnej literatury pięknej, której może słuchać z wielką przyjemnością, bo nie przeszkadzają mu uderzenia młotków rzeźbiarza lub jakikolwiek inny taki hałas.

Ale Leonardo nie byłby sobą gdyby tylko słuchał lub wykonywał utwory muzyczne - opracował projekt nowego instrumentu, który nazwał viola organista. Można opisać go na podstawie zachowanych rysunków genialnego malarza jako skrzyżowanie klawesynu i wiolonczeli. Współcześnie, od 2009 roku, po pięciu latach badań, udało się odtworzyć ten instrument właśnie na podstawie XV-wiecznych projektów artysty. Do tego czasu instrument ten istniał jedynie na kartach Codex Atlanticus (1478) jego autorstwa. Do powstania tego urządzenia głównie przyczynił się Sławomir Zubrzycki, polski kompozytor i pianista. Instrument pierwszy raz został pokazany na wystawie Discovery Times Square Exposition Leonardo da Vinci's Workshop w Nowym Jorku. I zadziwił swoim dźwiękiem 

Niestety, kompozycje da Vinci (poza 40 sekundowym utworem z Ostatniej Wieczerzy) nie zachowały się. Artysta improwizował i po jego repertuarze nie zachował się żaden ślad… Niemniej muzykolodzy podjęli próbę stworzenia ścieżki dźwiękowej, która przypominałaby brzmienie z czasów Leonarda. W efekcie powstała płyta Shaping the Invisible złożona z utworów współczesnych artyście (LINK). Leczy czy tego słuchał malarz, niestety nigdy się nie dowiemy.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

wtorek, 23 kwietnia 2024

Ukryte treści na fresku Ostatnia Wieczerza Leonarda Da Vinci

Ostatnia wieczerza to drugi po Mona Lisie najbardziej znany obraz namalowany przez Leonarda Da Vinci. Na temat tego dzieła powstała masa książek a ostatnio także filmów. Ilość interpretacji z tym związana poraża, w zasadzie znaleziono na nim niemal wszystko, od UFO po dowody na tajne życie Jezusa Chrystusa…


Wzbudzające sensacje malowidło to właściwie wykonany w latach 1494–1498 fresk zdobiący ścianę refektarza, czyli jadalni, w klasztoru franciszkanów przy kościele Santa Maria delle Grazie w Mediolanie we Włoszech. Obraz jest ogromny – ma wymiary 4,6 na 8,8 metra. Tytuł Ostatnia wieczerza, opisuje dokładnie kluczowy moment przekazani za pośrednictwem ewangelicznej narracji św. Jana (13:21),  jak to podczas ostatniego posiłku, jaki Jezus spożył z 12 apostołami, zanim został aresztowany i ukrzyżowany ci dowiadują się, że jeden z nich jest zdrajcą. Leonardo pokazał szok odczuwany przez naśladowców Chrystusa kiedy o tym słyszą.


I gdy wydawało się, że o fresku napisano już wszystko, w 2007 roku muzyk i technik komputerowy Giovanni Maria Pala ogłosił, że odkrył zaszyfrowaną na obrazie, ukrytą partyturę uroczystego hymnu, brzmiącą niczym żałobny utwór. Zauważył mianowicie, że chleb i ręce Apostołów to nuty, które gdy doda się do nich pięciolinię i zacznie czytać, zgodnie z manierą Leonarda z prawej do lewej, układają się muzykę. Co więcej, sposób usadzenia w trzyosobowe grupy Apostołowie są wskazówką, że kompozycję trzeba grać w metrum 3 / 4.


Ale to nie wszystko: Pala zauważył, że na obrusie, przy nutach można dopatrzeć się dziwnych symboli – podobnych do starożytnego pisma klinowego. Zbadane przez księdza Luigiego Orlando, biblistę na Papieskim Uniwersytecie Antonianum w Rzymie, pismo klinowe okazało się podobne do sentencji napisanej w starożytnym języku hebrajskim: bo nezer usbi, co oznacza z Nim poświęcenie i chwała.

Odkrycie Pali może być całkiem prawdopodobne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Leonardo był utalentowanym muzykiem, grał na lirze, projektował różne instrumenty i pisał zagadki muzyczne, które czytano od prawej do lewej (takie zaszyfrowane zapisy nutowe nie są czymś nowym, o innym, autorstwa Hieronima Boscha pisaliśmy TUTAJ). Co z tego wynika? Otóż te rewelacje ukazują malarza zupełnie różnego od przypinanych mu fikcyjnych cech osobowości. Leonardo nie był heretykiem, jak niektórzy uważają. Był głęboko i autentycznie wierzącym w Boga człowiekiem…

Zainteresowanych okryciem G.M. Pali odsyłamy do jego książki: La Musica Celata, która potwierdza, że życie przynosi rozwiązania znacznie ciekawsze od najbardziej zawiłej fikcji.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 9 marca 2024

Las Meninas Diego Velázqueza: Obraz, którego interpretacja obrosła tomami wyjaśnień

Od pewnego czasu odkrywamy przed naszymi czytelnikami różne słabo wiadome (albo wcale) treści bardzo znanych obrazów. Zaczęliśmy oczywiście od dzieł Leonardo da Vinci (LINK), potem były prace Salvadora Dali (LINK). A dzisiaj, jak sądzimy, przyszła chyba pora na obraz, którego interpretacja obrosła tomami wyjaśnień. Chodzi o Las Meninas Diego Velázqueza.

Artysta namalował na nim słabo oświetloną komnatę Pałacu Królewskiego w Madrycie, w której utrwalił – wydawałoby się – dość przypadkową scenę. Przetaczający się orszak dworski, towarzyszący pięcioletniej infantce Małgorzacie Teresie, córce króla Hiszpanii Filipa IV i Mariany Austriaczki. Po prawej stronie obrazu drzemie wielki mastyf, jakby mający za nic powagę chwili. Obok niego stoją dwie karlice, z których jedna  spogląda na nas, widzów tego obrazu, sprawiając wrażenie, że obraz obserwuje każdy nasz ruch z taką samą uwagą, jak my go oglądamy. Za karlicami opiekunka infantki zwierza się w poufnej rozmowie strażnikowi… Jeszcze dalej, przez otwarte drzwi wychodzi z obrazu szambelan królowej, ale najpierw zatrzymuje się, by spojrzeć na nas, być może po raz ostatni. 

Na lewo od tych drzwi lustro odbija blade, wręcz upiorne twarze króla i królowej, których jak przypuszczamy, maluje malarz, ale których fizyczne umiejscowienie w namalowanym świecie nie jest określone. Bo czy malarz naprawdę ich maluje? Jeśli przyjrzymy się dokładniej, zauważymy, że na palecie ma kleks cynobrowej farby, dokładnie w takim odcieniu jak mały, prawie niezauważalny dzbanuszek, który dwórka podaje Infantce. 
 

Ten dzbanuszek to búcaro - rodzaj naczyń sprowadzonych do Starego Świata przez hiszpańskich odkrywców w XVI i XVII wieku. Wyprodukowany jest z czerwonej gliny występującej w okolicach Tonalá w meksykańskim stanie Jalisco, która nadawała przechowywanej w nim wodzie delikatnego posmaku i aromatu. Uważano, że oczyszczają wodę i wykrywają zatrute płyny.

Ale bucaro pełniło także inną, bardziej zaskakującą funkcję, wykraczającą poza nadawanie wodzie uzależniającego smaku. W XVII-wiecznych hiszpańskich kręgach arystokratycznych panowała moda na obgryzanie i zjadanie brzeżków takich naczyń przez dziewczęta. Glinka, z której lepiono dzbanuszki, powodowała bladość cery. Było to szczególnie pożądane w tamtym czasie,  kiedy sztucznie białą skórę w Europie uznano za normę piękna. A w ciepłym klimacie Hiszpanii za dowód zamożności.
 
Malarka i mistyczka Estefanía de la Encarnación, w opublikowanej w Madrycie w 1631 roku autobiografii pisała o wręcz uzależnieniu od podjadania búcaros, co skutkowało nie tylko śmiertelną bladością, ale także podatnością na popadanie w stany mistyczne.
 

I tak śmiertelnie blada Infantka, wydaje się lekko unosić nad podłogą – efekt został subtelnie osiągnięty dzięki delikatnemu cieniowi pod krynoliną. Także bladzi rodzice infantki, których wizerunki odbijają się w lustrze bezpośrednio nad dzbankiem búcaro, przypominają raczej duchy, niż zwykłe odbicia w lustrze. I w ten sposób malarz osiągnął nieosiągalne – pokazał nie tyle przypadkową scenę dworską lecz metaforę, obraz medytacji nad przemijaniem tego świata i kontemplację wizji powolnego lecz nieuniknionego odchodzenia. Wszyscy, poza Infantką, zdają się doskonale wiedzieć po co przechodzący pochód przez sale pałac królewskiego zatrzymuje się, po co wkłada się  búcaro do ręki królewny. Dzbanuszek staje się nagle dziurką od klucza, przez którą zaglądamy, aby odkryć świat arcydzieła Velázqueza, świat przebrzmiałych chwil wzruszeń...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 27 stycznia 2024

Przestępczość jako dzieło sztuki

Artystom wiele rzeczy uchodzi na sucho. Nawet morderstwo. I nie jest to przesadna teza, zwłaszcza gdy popatrzymy na historię sztuki. Na przykład Benvenuto Cellini, renesansowy rzeźbiarz i złotnik, który zabił w 1534 roku swojego rywala Pompeo de Capitaneis, został ułaskawiony przez papieża Pawła III który podobno, niejako tłumacząc się ze swojej decyzji powiedział, że tacy ludzie nie powinni być związani prawem. Inny przykład: w 1660 roku holenderski malarz Jacob van Loo podczas bójki w Amsterdamie zadźgał nożem handlarza winem, po czym uciekł do Paryża. I tam bez problemu został przyjęty przez tamtejszą Akademię Królewską.


Burzliwe życie, pełne aktów przemocy prowadził Michelangelo Merisi zwany Caravaggio. Podobno zamordował kogoś w Mediolanie i zbiegł do Rzymu, gdzie zatrudnił się najpierw u malarza papieża Klemensa VIII. Talent sprawił, że otrzymywał zlecenia od okolicznych kościołów i członków domu papieskiego. Ale gwałtowna natura sprawiła, że artysta w 1606 roku zamordował niejakiego Rannuccia Tomassino. Zbiegł na Maltę, potem na Sycylię, ostatecznie postanowił prosić o łaskę papieża. I otrzymał ją, choć nie dotarł do Rzymu, zmarł w niejasnych okolicznościach w podróży… Wreszcie dyktator i zbrodniarz wojenny Adolf Hitler, który także był malarzem, gdy żył, zanim rozpętał wojnę z Polską, traktowany był przez opinię publiczną jako przywódca jednego z europejskich krajów.
 

O tym, że artyście wolno więcej, przekonanych było wielu poetów i pisarzy. Nie rozumiem praw – pisał w 1873 roku Arthur Rimbaud. I nie mam zmysłu moralnego, jestem brutalem. A André Breton w Drugim Manifeście Surrealizmu z 1930 r. wręcz napisał, że Najprostszy akt surrealizmu polega na wybiegnięciu na ulicę z pistoletem w dłoni i strzelaniu na oślep tak szybko, jak możesz pociągnąć za spust, w tłum. To był przełomowy moment: przestępczość została wyraźnie zaproponowana jako dzieło sztuki, choć na szczęście nikt nie poszedł jeszcze wprost za takim przekazem.

Ale są przestępcy, którzy w więzieniu zaczęli tworzyć i ich prace trafiły nawet do galerii. Sztuka może być terapią, choć nobilitacja zbrodniarzy poprzez ekspozycję wytworzonych przez nich dzieł sztuki z moralnego punktu widzenia nie jest czymś dobrym. Oczywiście, są przestępstwa podyktowane wyłącznie chęcią rozgłosu. Na przykład w 1976 roku 33-letni artysta Ulay mieszkający w Berlinie ukradł z Neue Nationalgalerie obraz Carla Spitzwega Der arme Poet (1839), jeden z ulubionych Adolfa Hitlera, i umieścił go w salonie miejscowej rodziny tureckiej. Artysta został aresztowany i groziło mu 36 dni więzienia lub grzywna więc uciekł z kraju. Ale nam nie do końca o taką postawę chodzi. Pokażmy może kilka przykładów prac, uznanych za dzieła sztuki, a wykonanych przez osoby skazane nawet na karę śmierci.


John Wayne Gacy, notoryczny seryjny morderca który zarabiał na życie zabawiając dzieci na przyjęciach urodzinowych jako klaun Pogo, torturował i zamordował 33 mężczyzn i chłopców. Za swoje zbrodnie  został stracony wiele lat temu ale jego twórczość — stworzył tysiące obrazów zarówno przed uwięzieniem, jak i po nim — nigdy nie była bardziej popularna i dochodowa niż teraz.  Według Antiques and the Arts Weekly jeden z jego licznych autoportretów został sprzedany na aukcji ekskluzywnej sztuki w Filadelfii za 7500 dolarów, choć pierwotnie szacowano go na 2000 dolarów (LINK). A w internetowych sklepach z przedmiotami kolekcjonerskimi o seryjnych mordercach obrazy Gacy’ego można nabyć w cenie od 6000 do 175 000 dolarów, przy czym ta ostatnia kwota dotyczy obrazu  olejnego przedstawiającego dom Gacy’ego i kryjówkę, w której ukrył swoje ofiary.

Artysta z Newcastle Nigel Milson odsiadywał wyrok w więzieniu za napad z bronią w ręku. Reprezentował go w procesie Charles Waterstreet – wybitna osoba prawna, dzięki któremu malarz dostał wyrok znacznie niższy niż zakładano. W podzięce namalował portret swojego obrońcy, za który nawet otrzymał prestiżową Nagrodę Archibalda (The Archibald Prize).
 

Jimmy Boyle, szkocki rzeźbiarz, ale i członek gangu w Glasglow został oskarżony w 1967 roku o morderstwo gangstera Williama „Babsa” Rooneya i skazany na dożywocie.  Był jednak jednym z pierwszych przestępców, którzy wzięli udział w więziennym programie resocjalizacji i został zwolniony warunkowo. W więzieniu zaczął rzeźbić i odniósł taki sukces, że założył organizację charytatywną oferującą warsztaty arteterapii dla byłych narkomanów i skazańców.
 

Charles Salvador znany także jako Charles Bronson, a urodzony jako Michael Gordon Peterson, angielski przestępca, który od 1974 roku rozbój z bronią w ręku, ciężkie uszkodzenia ciała, szantaż, groźby karalne przetrzymywany był  w różnych więzieniach. Tam zachęcony przez strażnika zaczął tworzyć, zarówno dzieła plastyczne jak i poezję i zdobył nawet wiele razy nagrodę Koestler Trust Awards. Ostatnio zmienił nazwisko na Charles Salvador na cześć Salvadora Dali i od 2014 roku znów przebywa w więzieniu.
 

Myuran Sukumaran urodził się w Londynie w 1981 r., lecz w 1985 r. przeniósł się do Australii. Tam pracował na poczcie, w urzędach a na koniec w biurze paszportowym. Podobno skuszony ofertą podjął próbę przemytu heroiny z Bali. Złapany został skazany na karę śmierci. Zanim ją wykonano spędził czas tworząc i nawet zdobył tytuł licencjata sztuk pięknych na Uniwersytecie Curtin.

I takich przykładów jest wiele, i to nawet bardziej drastycznych. Mimo potwornych czynów, których dopuścili się przestępcy, popyt na wytworzone przez nich dzieła wcale nie spada, wręcz przeciwnie. Zupełnie jakby ich brutalne działania, liczba ofiar i wprost proporcjonalna ilość wzmianek w prasie przekładała się na wartość ich prac.  Kto wie zatem, czy teraz jakiś współczesny Leonardo ostrząc nóż nie stawia jednocześnie sztalug pod kolejne arcydzieło?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 11 stycznia 2024

Ile warta jest kopia (?) Salvator Mundi ?

Ile może być warta kopia? Kopie Mony Lisy, najsłynniejszego obrazu na świecie szybko sprzedają się na aukcjach za spore pieniądze (o kilku obrazach z Mona Lisą oraz o obrazie Salvator Mundi pisaliśmy TUTAJ). Jednak po tym, gdy kopia innego, domniemanego dzieła Leonarda da Vinci, czyli Salvator Mundi, została sprzedana 28 listopada ubiegłego roku podczas internetowej wyprzedaży Old Masters zorganizowanej przez Christie's Paris, za ponad 1 milion euro, trzeba uznać, że wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu jest związane z Leonardem, jest warte mnóstwo pieniędzy. 

Zlicytowany teraz obraz zawsze uważany był za kopię, ale wykonaną prawie sto lat po oryginale. Dlatego zakładano, że jest wart góra 10 000–15 000 euro. Ale przypomnijmy, że w 2017 roku Christie's sprzedał obraz Salvator Mundi za 450 milionów dolarów. Obecnie ma on pewnie jeszcze większą wartość. Ale cena kopii była wielką niespodzianką – obraz należał do kolekcjonera i handlarza dziełami sztuki Raymonda Hekkinga, który kupił go za równowartość 5 euro na południu Francji i aż do swojej śmierci w 1977 r. był przekonany, że ma oryginał.

Na pierwszy rzut oka zdjęcie paryskiego malowidła nie potwierdzało wartości dzieła. Obraz o wymiarach 63,2 x 51 cm, wykonany na desce topolowej, był opisany w notatkach katalogowych domu aukcyjnego jako szkoła włoska, [około] 1600 roku, według Leonarda da Vinci. Zdjęcie ujawniło poza tym znaczne uszkodzenia warstwy malarskiej, odsłaniające grunt, twarz Chrystusa była nie tyle namalowana co jakby przemalowana. Zauważono także inną różnicę: otóż rękaw szaty przy błogosławiącej dłoni Chrystusa różni się od obrazu saudyjskiego i niemal wszystkich znanych kopii, gdzie widać było tylko luźno zwisający kawałek materiału. Zamiast tego na kopii mamy coś, co wygląda jak mankiet koszuli zapinany na guzik. Podobne rozwiązanie znane jest z zaginionego obecnie rysunku, który nazywany był Worsley /Yarborough Salvator Mundi i przechowywany był w zbiorach Royal Collection Trust na zamku w Windsor. W zasadzie był to szkic draperii wykonany czerwoną kredą z detalami ukazującymi rękawy z mankietami.


Martin Clayton, szef działu rycin i rysunków w Windsorze zasugerował nawet, że mogły istnieć dwie oryginalne wersje Salvatora Mundi. Jego wnioski, oparte na skrupulatnych badaniach kompozycji i techniki powiązanych z przedstawieniem rysunków przygotowawczych draperii Leonarda zostały zaprezentowane na konferencji zorganizowanej przez profesora Franka Zöllnera w Lipsku, poświęconej tylko temu dziełu i mającej na celu rozwiać kontrowersje wokół obrazu narosłe po sprzedaży Salvator Mundi księciu Mohammedowi bin Salman. Zauważył wtedy, że w spuściźnie Leonarda pozostały dwa rysunki studyjne określone przez jego asystenta Francesco Melziego numerami 214 i 218, i datowane na około 1508-1510. 


Clayton zwrócił uwagę na liczne, malowane warianty kompozycji Salvatora Mundi,: z których najważniejsza jest wersja znajdująca się wcześniej w zbiorach Worsley i Yarborough, a ostatnio widziana na aukcji w Reims w 1962 r.; druga wersja opisywana jako tzw. wersja Ganay, wystawiana w Luwrze na wystawie Leonardo da Vinci w latach 2019-20 (na tej wystawie, na której nie pojawiła się wersja saudyjska).


I teraz niektórzy zastanawiają się, czy obraz zlicytowany niedawno na aukcji Christie’s nie jest być może kolejną wersją tego samego tego samego tematu wykonaną przez Leonarda? Nie wiadomo na razie co sądzić o tym obrazie. Trudno jednak uwierzyć, że obraz Ganay’a pochodził z pracowni Leonarda. Mógł przecież zostać wykonany przez artystę lub artystów, którzy znaleźli rysunki i karykatury w pracowni Leonarda po jego śmierci. Na ich podstawie sporządzili kopie oryginalnego Salvatora Mundi Leonarda… Alternatywnie, obraz jest dziełem samego Leonardo da Vinci…
 

Obraz nie został przebadany, nie wykonano żadnych przy nim ekspertyz związanych z ustaleniem użytych pigmentów czy innych tego typu analiz. Tak więc po drugiej Monie Lisie mamy kolejny obraz budzący mocne namiętności i spory wśród specjalistów. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 6 stycznia 2024

Co jest teraz uważane za fajne w sztuce? Hipersentymentalizm

Jeśli śledzisz nasz blog, to zauważyłeś, że w ostatnich kilkunastu latach w świecie sztuki panował prawdziwy boom na nowe rodzaje malarstwa figuratywnego. Światowe galerie i odbywające się w nich wystawy potwierdzają to wrażenie, a niedawne targi sztuki w Nowym Jorku pokazały, że ta tendencja staje się coraz bardziej obowiązująca. I to do tego stopnia, że niedawno poczyniono próbę sklasyfikowania tego zjawiska.  Stało się to na platformie Artnet News, na której europejska korespondentka tego medium, Kate Brown, opisała i zestawiła kilka przykładów najnowszych prac malarskich, aby na ich przykładzie podywagować na temat powstania nowego nurtu czy może nawet stylu w sztuce (LINK).

Zadała sobie i czytelnikom pytanie Co jest teraz jest uważane za ‘fajne’ w sztuce? I odpowiedziała, że teraz fajne jest malowanie swoich fajnych przyjaciół. A słowem, którego Kate użyła do opisania tego, co widzi na oferowanych widzom obrazach, jest hipersentymentalizm. Wyjaśnia przy tym, co rozumie pod powyższym określeniem: Jest to sztuka, która epatuje świadomie wystylizowanymi lub nawet romantycznymi wizerunkami przyjaciół i kolegów, świadomie, w sposób zamierzony, ukazując emocjonalny stosunek do modela lub też uczucia, które łączą portretowane osoby. Ten nowy rodzaj malarstwa odwracający się do sztuki abstrakcyjnej nie jest jednak czymś odkrywczym, bo odwołuje się do apolitycznego sentymentalizmu i czułostkowości zakorzenionych w stylach dawnych epok. Na przestrzeni dziejów artyści przecież portretowali intymne relacje osób. Grupy postaci połączone więzami towarzyskimi znajdują się na obrazach już takich mistrzów Leonardo da Vinci, Rafael i Michał Anioł, rejestrują je również holenderscy malarze Złotego Wieku: Vermeer, van Eyck, Hals, a w czasach najnowszych impresjoniści, tacy jak Monet, Degas i Renoir. Pojawienie się w XX wieku fotografii utorowało drogę kolejnym, innowacyjnym ruchom, takim jak postimpresjonizm, kubizm i surrealizm, z których każdy kontynuował tę tradycję.

Tak więc obecny trend wywodzi się z pierwiastków sentymentalnych w sztuce, które charakteryzują przedstawienia pełne niewinności, piękna i romantyzmu i często zawierają motywy przesycone nostalgią i melancholią. Te wyidealizowane portrety są często wzmocnione delikatnym oświetleniem i określane przez widzów infantylizującymi słowami, takimi jak słodki, śliczny i ładny.

Nawrót ze zdwojoną siłą do sztuki sentymentalnej a nawet hipersentymentalnej, był i jest krytykowany za unikanie w niej tematów prezentujących mroczniejsze aspekty egzystencji. I dzieje się to - a może głównie - pomimo faktycznych, trudnych wydarzeń, takich jak wojny czy akty terroryzmu. Brown za przyczynę nagłego sentymentalizowania przyjmuje szturm fotografii cyfrowej i powstania platformy Instagram, za pomocą której spopularyzowana została intymność, a kontakty międzyludzkie wystawiono na widok publiczny…



Kwintesencją takich nowych tendencji dla Kate Brown jest na przykład twórczość Tobiasa Spichtiga, szwajcarskiego malarza mieszkającego w Berlinie, którego wystawa Dear Friends (2023) zdaje się według niej uosabiać hipersentymentalizm. Spichtig pokazał na niej portrety mieszkających w Berlinie artystów, współpracowników i rówieśników, na czarnym tle. A my możemy do tego nowego stylu zaliczyć prezentowane u nas obrazy Karola Palczaka (LINK) - także dotknięte emocjami autora.



Na razie hipersentymentalizm nie jest jeszcze uważany za odrębny styl artystyczny ale niebawem, kto wie? Zatem ci, którzy chcą być na czasie, niech śledzą nasz blog. Obserwujemy tendencje i gdy coś skrystalizuje się w sztuce, nie omieszkamy powiadomić o tym naszych czytelników. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.