niedziela, 24 marca 2019

Our interview with Alek Januszewski: Joy Division single and negotiations with Factory Records EN and PL versions available. Nasz wywiad z Alkiem Januszewskim o projekcie okładki singla Joy Division i negocjacjach z Facotry Records




Pan Alek Januszewski znany jest nie tylko z projektowania okładek płyt, że tylko przypomnimy takie rarytasy jak polską wersję singla Joy Division (opisanego TUTAJ), okładkę płyty Fala (TUTAJ), Nowa Aleksandria Siekiery (opisanej TUTAJ) płyt Grzegorza Ciechowskiego i Republiki, ale jest też muzykiem zespołu Gardenia

Wywiad podzielony zostanie na 3 części, ponieważ tak nam tematycznie się ułożył. Dziś część pierwsza dotycząca singla Love Will Tear Us Apart/ She's Lost Control, do którego polskiej wersji pan Alek projektował okładkę. Ponieważ ta część zapewne zainteresuje też fanów Joy Division spoza Polski zamieszczamy tłumaczenie w języku angielskim.

Mr Alek Januszewski is known as the artist and designer of album covers, we can mention here Polish version of  Joy Division EP (described HERE), the cover of LPs Fala (HERE), and Nowa Aleksandria by Polish cold wave band Siekiera (HERE), and the LPs by Grzegorz Ciechowski and new wave band Republika. Mr Januszewski is also the musician playing in the legandary band Gardenia

The interview is divided into three parts. Each of them deals with different subjests. Today part 1 devoted to the Polish version of Love Will Tear Us Apart/She's Lost Control, single. Alek Januszewski is the designer of the cover of this single. Since this part is interesting to Joy Division fans all over the world, we publish also EN translation. 

Jak to się stało, jak został Pan zaproszony do zaprojektowania okładki singla, czy znał Pan wcześniej Joy Divison? 

How did it happen that you were invited to design this single cover? Did you know Joy Divison earlier?
 
Zaprojektowałem już  kilka okładek dla Tonpresu, znałem wcześniej płyty Joy Division, a nawet byłem  ich fanem. Dlatego przekonałem redakcję, że wiem w jakiej estetyce należałoby zrobić tę okładkę.

I have designed several covers for Tonpress (Polish record label), and I knew Joy Division albums before, and even I was a fan of this band. That is why I was able to convnce the editorial office that I know what  aesthetics should be made in this cover.
 
Czy wie Pan dlaczego Tonpress nie postanowił wydać oryginalnej wersji singla z okładką Petera Saville'a? Czy wie Pan dlaczego wybrano taki unikalny zestaw piosenek? Kto pertraktował z Factory? Czy ma Pan jakieś inne projekty tej okładki?

Do you know why Tonpress did not decide to release the original version of the single with the cover of Peter Saville? Do you know why such a  unique set of songs was chosen? Who has negotiated with Factory? Do you have any other projects for this cover?

Marek Proniewicz, który był szefem od repertuaru i kontaktował się z Factory Records uznał że zamiast utworu These Days  jako strona B na singlu Love Will Tear Us Apart umieści She's Lost Control. Sądzę że ten drugi utwór wydawał mu się bardziej "przebojowy", lub raczej chciał na tak skromnej reprezentacji Joy Division w Polsce umieścić utwory wyraziste tak jakby dwie strony A singla.
Nie mam innego projektu tej okładki. Od początku wiedziałem co chcę zrobić. Znalazłem w swoich pracach odpowiednie (moim zdaniem) zdjęcie zrobione w Niemczech w ruinach przy pałacu Zwinger w Poczdamie. Zrobiłem projekt wstępny i został on wysłany do Factory do zatwierdzenia. Projekt się spodobał. Jest na tym zdjęciu nastrój, są dwie osoby widoczne tylko jako cienie w przestrzeni lochów. To jest ta para którą miłość rozdzieli. I tak się też dzieje. Na drugiej stronie pozostaje wyizolowany i osamotniony cień mężczyzny. Został sam ponieważ ONA UTRACIŁA KONTROLĘ. Tak symbolicznie myślałem projektując tę okładkę.

Marek Proniewicz, who was the head of the Tonpress assessing the musical repertoire contacted Factory Records, and decided that instead of the song These Days as page B on the single Love Will Tear, Us Apart he will place She's Lost Control. I think that the second song seemed to him more smash hit, or rather wanted such a modest representation of Joy Division in Poland to put songs expressive as if the two A sides of this single.

I do not have another design for this cover. From the beginning I knew what I wanted to do. I found in my works an appropriate (in my opinion) picture taken in Germany in the ruins at the Zwinger palace in Potsdam. I prepared a preliminary project and it was sent to Factory for approval. The project appealed. There is a mood in this picture, there are two people visible only as shadows in the space of dungeons. This is the couple that love will split. And so it happens. On the other side, the isolated and lonely shadow of a man remains. He was left alone because SHE'S LOST CONTROL. I thought so symbolically when designing this cover.

No i o finalnie, pytanie o Joy Division - od kiedy Pan ich słucha, jaka jest według Pana ich najważniejsza płyta? Czy bardzo Pana inspirowali, a może nadal inspirują?

And finally, the question about Joy Division band - since when have you listen their music, what is the most important record according to you? Did they inspire you very much or maybe they still inspire you?

Dzięki naszemu koledze Tomkowi H. który miał rodzinę w Anglii i przywoził płyty i single poznałem Joy Division dosyć wcześnie. Najlepszą płytą jest dla mnie CLOSER jakkolwiek za najważniejszą uznałbym ich debiut. Zabawne że w reedycjach w artykułach  wspomnieniowych dotyczących wydania tych płyt muzycy przyznają że wtedy byli zawiedzeni brzmieniem jakie arbitralnie narzucił im realizator. Chcieli brzmieć punkowo jak na koncercie. Realizator właśnie dostał nowoczesny przetwornik dealey i eksperymentował na młodym zespole, kompletnie ich olewając. Paradoksalnie przestrzeń i nowatorstwo brzmienia które uzyskało JD nie zostało przez nich wtedy ani zrozumiane ani docenione. Peter Hook twierdził że CLOSER zamiast brzmieć ostro kojarzył im się z …Genesis co było dla nich deprecjonujące.

Joy Division na pewno było dla mnie zespołem inspirującym i unikalnym. Przede wszystkim w sferze tekstów i nastroju. Nie starałem się ich naśladować wprost, ale przemówiła do mnie ich umiejętność mówienia w idiomie muzyki rockowej o rzeczach egzystencjalnych, poważnych - na bardzo głębokim poziomie. Tragiczna śmierć wokalisty jeszcze to uwiarygodniła.

Thanks to our colleague Tomek H. who had a family in England and brought records and singles I met Joy Division quite early. The best album for me is CLOSER, however the most important I would consider their debut. It's funny that in re-editions in memoirs about the release of these albums, musicians admit that they were disappointed with the sound that the sound engineer (Martin Hannett) imposed arbitrarily. They wanted to sound more punky like during gigs. The producer just got a modern dealey transducer and experimented on a young band, completely ignoring them. Paradoxically, the space and novelty of the sound that JD obtained was not understood or appreciated by them at the time. Peter Hook claimed that CLOSER instead of sounding strongly was in his opinion more associated with ... Genesis which was depreciating for the band members.

Joy Division was definitely an inspiring and unique band for me. Above all in the area of texts and mood. I did not try to imitate them directly, but their ability to speak in the idiom of rock music about existential and serious things - at a very deep level - appealed to me. The tragic death of the vocalist has made this more credible.

Send by the author original projects of this single cover. Note that the prinetd versions are of poor quality. Isolations - all rights reserved. 

Powyżej przesłane przez p. Januszewskiego zdjęcia oryginalnych okładek, te wydane przez Tonpress miały niestety bardzo kiepską jakość... Isolations - wszelkie prawa zastrzeżone. 

Już niedługo kolejna część wywiadu, z której dowiemy się o kulisach powstania okładek Fali, Siekiery i płyt Republiki, oraz Grzegorza Ciechowskiego. Będzie też o okładce Gardenii i ich nowej płycie. 

Pojawią się ciekawe niepublikowane materiały, które otrzymaliśmy od pana Alka, któremu bardzo serdecznie dziękujemy.  

Dlatego jeśli chcecie się  z nimi zapoznać czytajcie nas - codziennie nowy wpis. Tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

sobota, 23 marca 2019

Z mojej płytoteki: New Model Army - The Independent Story (1982-1984) czyli jak rodził się post punk


To był  czas kiedy scena post punk dopiero się kształtowała. Poruszaliśmy tę transformację w jednym z naszych ostatnich wpisów (TUTAJ). Proces na pewno odbywał się w sposób ewolucyjny, a zawartość dzisiejszego albumu jest doskonałym na to dowodem. Spójrzmy zresztą na okładkę, gdzie pierwsze zdjęcie zespołu New Model Army, bo o nim mowa (pokazane powyżej) utrzymane jest w stylistyce punk, podczas gdy na ostatniej stronie podwójnego CD znajdujemy panów w czarnych płaszczach, typowych dla stylistyki cold wave (zresztą na people in the black coats jeszcze przyjdzie pora).
Muzyka? Mamy tutaj 16 piosenek plus dwa powtórzenia z sesji dla Johna Peela, o której napiszemy w osobnym poście. 

Tekstowo jest dość prosto o ile chodzi o słownictwo, co nie znaczy że jest banalnie. Jak twierdzą muzycy: ten zespół jest wszystkim czego wtedy pragnęliśmy, a piosenki tym co wtedy czuliśmy, kochaliśmy i w w co wierzyliśmy w latach 1982-1984. 
Nie ukrywam, że mam w swoich zbiorach kilka płyt New Model Army i żadna z nich nie zawodzi. Od początku do końca jest to akt bezkompromisowej walki. Nie ma tutaj miejsca na nudę. Podobnie jest z dziś prezentowanym albumem. Na pewno pod względem tekstów mamy dwa podstawowe wątki: punk i polityka. 

Pierwszy to beznadziejność i syf jaki wtedy panował wśród młodego pokolenia (wystarczy obejrzeć omawiany przez nas ostatnio film Repo Man - TUTAJ). Problematyka ta poruszana jest choćby w piosence Great Expectations, Notice Me, Smaltown England, No Mans Land, czy Sex.

Smaltown England jest najlepszym pamiętnikiem tego co wtedy przeżywali młodzi:

Turn left at the lights about 50 yards down
There's a pub in the corner and I'll meet you inside
About quarter to eight and we'll go into town
And find out what everybody's been saying about us
Smalltown walls have eyes and ears
Stories fly thick and fast round here
Truth and lies are all the same
Whatever you do don't rock the boat
You've got to play the game, play the game
Ch: Is it a crime to want something else?
Is it a crime to believe in something different?
Is it a crime to want to make things happen?
To spit in the faces of the cynical fools 

Kończy się refleksją:

They say you've got to have fun while you're young
'Cause they can't believe there's anything else except this 

Zaangażowanie polityczne widać dość wyraźnie w takich utworach jak Spirit of the Falklands, czy Vengence. Pierwszy, zresztą bardzo chłodnofalowy, w krótkich żołnierskich słowach zawiera bezsens wojny, ogłupianie propagandą (zwłaszcza młodych ludzi), manipulowanie opinią publiczną - TV i mediami. Sulivan jest tutaj w doskonałej formie... 

The natives are restless tonight, sir
Cooped up on estates with no hope in sight
They need some kind of distraction
We can give them that
'Cause they'd kill if they only had something to kill for
They'd die if they only had something to die for
They'd cheer if they only had something to cheer for
We can give them that
So it's off to war we go (I couldn't believe it)
Bring out all the flags (I never believed it)
Fight the good fight
It's working like a dream, sir
Half the nation are hooked on the bait
Waiting for the next victorious instalment
We can give them that
'Cause it's no surprise that young men are heroes
It's no surprise that young men are strong
It's no surprise that young men are foolish
We've known that all along
Exciting pictures on News at Ten (I couldn't believe it)
Read all the crap on all the front pages (I never believed it)
Fight the good fight
Ch: Dead men in the South Atlantic
It's meant to warm our hearts
They think that they died for you and me
Oh God, what a farce, what a farce
And now it's the repeats
Plugging the Falklands and the Falklands' spirit
Show the pictures again and again
Till the next war comes around
'Cause we'll kill if we only have something to kill for
We'll die if we only have something to die for
We'll cheer if we only have something to cheer for
That is worthy of the name
Oh yes the next war (I never believed it)
See the propaganda in TV fiction (I never believed it)
Enemies with horns and tails
Ch: There are dead men in the South Atlantic
It's meant to warm our hearts
They think that they died for you and me
Oh God, what a farce, what a farce
There's crippled men back home in England
Doesn't it warm your hearts
They think they fought for peace and freedom
Poor boys, what a farce, what a farce
Vengence z kolei porusza między innymi problem Niemców pracujących w obozach koncentracyjnych, którzy po 1945 roku uciekli i rozkoszują się spokojnym życiem. Spotka ich kara...

Escaped the net in '45, hiding out in South America
Protected by money and powerful friends
Hoping the world has forgotten by now
All the things that you did in the Nazi Death camps
The people that you tortured and killed
You can live you life in expectant fear
Sure some day you'll be made to pay
I believe in justice
I believe in vengeance
I believe in getting the bastard
Man walks over dressed in flashy clothes
With an empty heart and a head full of money
Puts his arm around the lad of fifteen years
Talks sort of close like a long-lost brother
"It's really cool, all the pop stars do
If you don't try a little you'd really be a fool
Tell you what I'll do, I'll make the first one free
And when you want some more just come back to me"
Loading up the barrels at the warehouse gates
Men in overalls on double rates
Put the stuff in the river and away for a beer
Don't worry too much, they don't live around here
And the poison seeps into every pore
Every child's eyes, every innocent's sore
Everybody knows behind the closed doors
Kick down the doors, kick down the doors
I believe in justice
I believe in vengeance
I believe in getting the bastard
Top-dog fascist gets the boys in the corner
Plants poison where there was just confusion
Walks away scot-free and laughing
Rides on the tide as the cancer grows
And the business man on corruption charges
With millions of dollars in dirty money
Gets a thousand pound fine after months in court
While the lawyers get fat and the law gets bought
I believe in justice
I believe in vengeance
I believe in getting the bastard  

Płyta zawiera doskonałe piosenki, pełne znakomitego basu, chłodnych gitar i jest jedną z najlepszych płyt tamtego czasu. Wtedy New Model Army brzmieli na prawdę zupełnie nieziemsko, czysto i mieli bardzo klarowny przekaz. Wiele z utworów z tamtego czasu stało się hitami. 

Gdyby ktoś zapytał, który z nich dla mnie jest tym najbardziej z pogranicza punk i nowej fali to bez wahania wskazałbym No Mans Land. Ma bardzo ambitny tekst, nostalgiczną melodię i zawiera w sobie głęboką refleksję o tamtych czasach...

You say that you'd rather be really poor
Than scratching, saving, scrimping all the pennies
Looking in the windows at what you can't afford
Always hungry, never starving
In no man's land the days are long

You say that you'd rather be really ill
Than just having headaches, never have no energy
All the little allergies and all the little pains
Never getting better, never getting worse
In no man's land the days are long

You say that you'd rather have no love at all
Than pathetic little words, half-hearted kisses
Never feeling anything, anything at all
Never no fire, never no passion
In no man's land the days are long

Do you believe you can come out, fighting from you shell-hole
Or do you run for cover every time you hear a shot fired in anger?



Tak oto pojawili się na naszym blogu New Model Army, musieli tutaj w końcu zagościć, bo są legendą tamtych czasów. 

Pojawią się tutaj znowu, a poniżej zebrana przez nas trackilsta z piosenkami z tej płyty: 

New Model Army -  The Independent Story - 1982-1984, Progressive Records, 1987. Tracklista: Bittersweet, Betcha, Tension, Great Expectations, Waiting, Christian Militia, Notice Me, Smalltown England, A Liberal Education, Vengeance, Sex (The Black Angel), Running In The Rain, Spirit Of The Falklands, The Price, 1984, No Man's Land, Great Expectations (The Peel Session),  Notice Me (The Peel Session)


A jeśli chcecie dalej poznawać muzykę i sztukę spoza mainstreamu, którym karmią was w radio i TV, czytajcie nas. 

I pomyślcie, czy już nie pora wypieprzyć odbiorniki przez okno i wpuścić świeże wiosenne powietrze, którym Was tutaj codziennie raczymy. 

piątek, 22 marca 2019

Inne, mało znane oblicze Martina Hannetta, legendarnego realizatora nagrań Joy Division

Martina Hannetta (TUTAJ) kojarzy się przede wszystkim z Factory Records i z zespołami związanymi z tą wytwórnią: Joy Division, The Durutti Column, Section 25, New Order i Happy Mondays. Wyprodukował albumy także dla Buzzcocks, U2, Johna Cooper Clarke i The Stone Roses

Tak jego współpracę z Factory Records i Joy Division przedstawiono w filmie 24 Hour Party People (opisywaliśmy ten film TUTAJ):


I wbrew ogólnemu przeświadczeniu, po  upadku Factory wcale nie przestał pracować, bo wydał płyty takich zespołów jak: Blue in Heaven (opowiedzieli nam o tym w udzielonym wywiadzie TUTAJ), Kitchens of Distinction, The Heart Throbs, World of Twist Kit, The Mock Turtles, The Band of Holy Joy, The Psychedelic Furs, ESG, Wasted Youth, Easterhouse i The Names. Pełna lista grup muzycznych i albumów które nagrał znajduje się TUTAJ

Ci ostatni - The Names - w niejednym wywiadzie dokładnie zrelacjonowali jak doszło do współpracy z Martinem Hannettem i jak ona wyglądała. Oprócz dość konwencjonalnych informacji przekazali jedną niezwykłą rzecz. Otóż Hannett nie tylko nagrywał wykonywane przez muzyków utwory. On także sam okazjonalnie w nich grał. 

Ale zobaczmy, w jakich okolicznościach i co dokładnie o tym powiedział sam Martin Hannett. Relacjonujący to Michel Sordinia tak to zapamiętał: Wymieniliśmy kilka pomysłów i planów, a on [Martin Hannett] powiedział wiele miłych rzeczy o nas… To było tak, jak byśmy spotkali się wcześniej. Mieliśmy wiele wspólnych doświadczeń. Był naprawdę miły jako człowiek. Był zabawny. Metody stosowane w studio były dość dziwne. W szczególności dla perkusisty był to prawdziwy szok. Był tam Luc i Martin powiedział: „O nie, nie składaj całego zestawu, chcę nagrać każdy bęben osobno. Werble oddzielone. Tam-tamy przyjdą po tym". Luc nigdy czegoś takiego nie doświadczył, więc było mu ciężko. Efekt końcowy jest oczywiście świetny. Musiałeś zaufać Martinowi.
 
Miałem ze sobą bas Gibsona, a on powiedział mi „Leave that” i przyniósł mi swój własny bas. Nie pamiętam marki, ale był on całkowicie wykonany z metalu i bardzo trudny do grania, i musiałem silniej szarpać palcami, aby uzyskać dźwięk. Nie byłem niewyrobiony, ale nie byłem dobrym muzykiem. Wiedziałem, jak śpiewać i pisać piosenki na pewnym poziomie, ale nie powiedziałbym, że jestem mistrzem gitary basowej. Powiedział: „Nie, nie, to dobrze. Z tobą nie będę musiał wracać do studia i przerabiać basu jak w innych piosenkach, które musisz znać”. Zrobił to dwa razy [z innymi zespołami], ale nie mogę ujawnić, jakie to piosenki.” (TUTAJ)
Kiedy indziej tak opowiedział tę scenę: „Kazał mi grać na swoim basie podczas sesji nagraniowej „Nightshift” i „I Wish I Could Speak Your Language”. Byłem pod dużym wrażeniem. To był bas całkowicie wykonany z żelaza. Nie było łatwo grać. Zapytał mnie:
 

- Trudno, prawda?
- Tak, to trudne.
- Ale będziesz grał na płycie. Ty, ale na moim basie.
 

Wziął bas:
 

- Wiesz, ten bas grał w wielu piosenkach, które znasz z Factory.
 

I nie było ich tak wiele, ponieważ „Nightshift” to Fac29. Do tego czasu nie było za dużo nagrań. Właściwie powiedział mi tytuły dwóch piosenek, które są bardzo dobrze znane, na których gra na basie. Powiedziałem: Nigdy o tym nie powiem, Martin.  - Wiem, że nie... - odpowiedział z bardzo przekonującym głosem, i ze śmiechem” (TUTAJ). 

Czyli Martin Hannett sam grał na basie i przynajmniej w dwóch przypadkach podczas nagrywania piosenek dogrywał do nich partie basowe! Jakie to były piosenki niestety nie zdradził, podobnie jak i Michel Sordinia. Szkoda, bo to bardzo znane utwory…
 
W odmętach Internetu można znaleźć za to informację o tym, że Hannett w młodości grał na basie w zespole muzycznym Willy & The Zip Guns, który istniał tak krótko, iż o grupie zupełnie nic nie wiadomo (jedyna informacja do której udało się dotrzeć to ta, że w składzie zespołu był także Chris (CP) Lee, muzyk, performer i historyk muzyki (TUTAJ). 

Potem współtworzył krótko do Spider Mike King i Paradox, w 1973 roku, występował także obok Paula Younga, należącego wtedy do Sad Café a następnie do Mike and The Mechanics  (patrz: Colin Larkin, The Encyclopedia of Popular Music, London 1998, s. 1640) Podobno Hannett wycofał się z występów z powodu nadmiernej tremy. Po tym doświadczeniu zaczął promować lokalne zespoły oraz wypożyczać im sprzęt. 

„Martin chciał, aby muzycy kontrolowali swoje losy, tworzyli własne koncerty, tworzyli własne płyty” - powiedział Chris Lee. I to jest dobre wyjaśnienie motywów działania muzyka, który stworzył dźwięk Manchesteru.
 
A jak grał Martin Hannett? Tu można tego posłuchać:

Wiedzieliście o tym, że Hannett grał na basie? A jeśli dowiedzieliście się od nas to tym bardziej powinniście nas czytać. Codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 21 marca 2019

Hormony, winyle i bibliotekarz - czyli o historii pierwszej wytwórni płytowej Manchesteru

Przeciętnemu fanowi zespołów lat 80. wydaje się, że przed Factory Records nie było nic. A tymczasem wytwórnia Tony'ego Wilsona nie była jedyna. Wcześniejszy był projekt Jamesa Richarda Boona, menagera Buzzcocks (o zespole pisaliśmy TUTAJ). 

Boon, rocznik 1952 był przyjacielem Howarda Devoto, razem chodzili do Grammar School w Leeds, więc niejako z automatu został kierownikiem jego zespołu. Ale Boon nie tylko organizował występy dla grupy, napisał dla nich także kilka tekstów pod pseudonimem Alan Dial. W 1976 r. aby umożliwić zespołowi wydanie debiutanckiej EP-ki Spiral Scratch (zrealizowanej zresztą przez samego Martina Hannetta) Richard Boon pożyczył od przyjaciół i rodziny 600 funtów i założył wytwórnię New Hormones. Nazwa pochodziła od odkrytego w tym samym roku nowego hormonu trzustkowego, o którym było głośno w prasie brytyjskiej. 

Płyta szybko się sprzedała, więc jeszcze w tym samym roku wytwórnia wypuściła kolorowy, drukowany na dobrym papierze fanzin The Secret Public, stworzonym przez dziennikarza muzycznego Jona Savage'a i grafika / konceptualistę Lindera Sterlinga oraz zajęła się wydawaniem płyt innych artystów.
Regularnie wypuszczane krążki pojawiały się z logo New Hormones od 1979 do 1982 roku. Wśród nich były takie zespoły jak: Biting Tongues, Diagram Brothers, Dislocation Dance, Ludus z Eric Random i Gods Gift

Boon rozpoczął katalogowanie wypuszczanych publikacji. Używał symbolu ORG i cyfr. Litery były aluzją do orgonu, teorii opracowanej przez psychiatrę Wilhelma Reicha, lecz sam pomysł prawdopodobnie zainspirował Tony'ego Wilsona do nadawania numerów katalogowych wszystkim produktom Factory Records.

Wytwórnia The Hormones była ambitnym zamierzeniem i szkoda, że w zasadzie o niej zapomniano (a przynajmniej nie wspomina się jej tak często jak to ma miejsce z Factory Records). Za projekty graficzne pierwszych płyt Buzzcocks odpowiadał grafik Malcolm Garrett, który studiował z Peterem Savillem w Manchester Polytechnic i projektował potem okładki dla takich zespołów jak Simple Minds i Duran Duran.
Jednak pomimo wydania dobrych płyt wytwórnia Boon’a nigdy nie odniosła takiego sukcesu, na który zasługiwała. New Hormones, często pozbawione pieniędzy, działały w zrujnowanym biurze w dawnym magazynie przy 50 Newton Street, do którego Boon zaprosił Cath Carroll i Liz Naylor wydawców fanzinu City Fun (pisaliśmy o nim TUTAJ).

Innymi korzystającymi z hojnego wsparcia Boona byli Alan Wise, samozwańczy doktor teologii i Nigele Baguely, którzy zajmowali się promocją wielu koncertów nowej fali i rocka artystycznego, występujący pod szyldem Wise Moves. 

Alan Wise, jedna z tych niezwykłych i nieco zapomnianych postaci Manchesteru, zmarł we śnie w 2016 r. trzy miesiące po tragicznej śmierci swojej córki Natashy, która cierpiała na depresję i popełniła samobójstwo skacząc z mostu. Świat muzyczny orzekł wtedy, że pękło mu serce... Równie smutny był kres wytwórni The Hormones, która w 1982 r. z powodu braku pieniędzy, po odejściu Pete Wrighta, po prostu zaprzestała działalności.

W dwadzieścia pięć lat później Factory Records zrosła się z historią Manchesteru w jedno, podczas gdy New Hormones, pomimo swojej istotnej roli dla powstania ruchu post-punk, została praktycznie zapomniana. 

Tymczasem była to nie tylko pierwsza wytwórnia płytowa w Manchesterze, lecz pierwsza tego typu wytwórnia w Wielkiej Brytanii. Zainspirowała pokolenie punkowych i post-punkowych muzyków zarówno do tworzenia własnej muzyki, jak i wydawania jej we własnych, zakładanych do tego celu, niezależnych wytwórniach. Tak narodził się styl indie-rock i inne gatunki wywodzące się w wielkiego ruchu post-punk.
 
A Richard Boon?  Dawno temu opuścił Manchester i biznes muzyczny. Jest bibliotekarzem, najfajniejszym bibliotekarzem na świecie, jak sam o sobie pisze TUTAJ

Pracuje w bibliotece publicznej w Stoke Newington pod Londynem i wydaje się jednak całkowicie z tego zadowolony. Przekonuje, że jego rola bibliotekarza jest taka sama, jak zarządzanie Buzzcocksami: obie polegają na zamianie ludzi w towar, bo według Boon'a punk polegał na otwieraniu drzwi, które wcześniej były zamknięte. Obecnie organizuje coroczny Festiwal Literacki w tym mieście TUTAJ i zamierza kiedyś wydać wspomnienia. 

Budynek przy 50 Newton Street stoi nadal. Mieści się w nim hotel i schronisko młodzieżowe. A Richard Boon przeszedł do historii jeszcze z jednego powodu - to on nagrał na kamerze VHS, koncerty Joy Division i Buzzcocks, które miały miejsce w weekend 27-28 października 1979 r. w Apollo Theatre w Manchesterze i które potem wyszły na kilku bootlegach. 

Ale to już zupełnie inna historia…


Chcecie ją poznać? Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 20 marca 2019

Isolations News 28: Promocje książek Stephena Morrisa i Jona Savage'a o Joy Division, ostrzeżenia przed fałszywymi pamiątkami po zespole, Amerykanie pokazują miejsce niemieckiej muzyce

Pisaliśmy o tym, że wkrótce dwie ważne promocje książek o zespole Joy Division: dziennikarza Jona Savege'a i perkusisty Stephena Morrisa. Kolejne spotkania promocyjne już wkrótce. 

Tak też 2.04.2019 roku Jon Savage spotka się z czytelnikami w Londynie na Rough Trade East (MIEJSCE SPOTKANIA TUTAJ). Bilety po 15 GBP do kupienia TUTAJ.

Natomiast perkusista Joy Division i New Order spotka się z czytelnikami 23.05.2019 w Mitchell Theatre w Glasgow. Bilety po 10 GBP do kupienia TUTAJ

Obie książki zamówiliśmy i opiszemy u nas. Swoją drogą swoistego rodzaju paranoją jest że spotkanie z kimś, kto pisze o zespole, jest droższe niż z jego członkiem.
Ciekawe oświadczenie wydane zostało przez byłych członków Joy Division, a obecnie New Order: Bernarda Sumnera i Stephena Morrisa.

Chodzi o oryginalne pamiątki po zespole, oraz po twórcy Manchester Sound - Martinie Hannettcie. Autorzy oświadczenia kwestionują  wiarygodność pewnych pamiątek i nazywają je po prostu fałszerstwem (TUTAJ)... 

Czy to oświadczenie ma związek z aukcją Petera Hooka? Wiadomo, że panowie nie pałają do siebie miłością...
End Disk przysłali winyl Solid Space, czyli dzieło, które zrealizowało świat minimal synth (pisaliśmy o tej płycie TUTAJ). Do samego wydawnictwa jeszcze wrócimy, natomiast nas otwarcie kartonika przysporzyło o palpitację.




 
Najpierw bowiem wydawało się, że nastąpiła pomyłka i zamiast Space Museum przysłali jakieś niemieckie badziewie. Później, kiedy jednak okazało się, że płyta jest w środku pojawiła się myśl, że przysłali coś w bonusie...

Finalnie okazało się, że okładki jakiegoś niemieckiego zespołu El Deux + Martin Kraft służą jako zwykłe tekturki zabezpieczające... 

I są to tekturki nówki nieużywki... 

Cóż - o niemieckiej muzyce już dawno wypowiedział się Friedrich Nietzsche, my możemy tylko do chlubnych wyjątków dodać Kraftwerk i Rammstein, no i z powodu naszego kumpla punka - die Toten Hosen

Upsss, jeszcze jeden wybitny wykonawca, o którym zapomnieliśmy. Boski Franz, skarb niemieckiej kultury undergroundu:

Reszta to jak oni nazywają: Scheiße

Jeśli chcecie o tym czytać i tego słuchać, to nie tutaj. U nas codziennie nowy wpis, w dodatku spoza mainstreamu. Dlatego czytajcie nas, lajkujcie i polecajcie znajomym. 

Until the end, lub jak mawiają Niemcy: bis zum Ende!

wtorek, 19 marca 2019

White Door: Windows - najpiękniejsza płyta new romantic?


Od dość dawna miałem zamiar napisać o White Door i ich płycie Windows, ale na YT nie było wszystkich utworów. 

Jak wielu z nas, płytę poznałem dzięki Tomaszowi Beksińskiemu i Romantykom Muzyki Rockowej. I mimo zarzutów, że jest cukierkowa uważam, ze ta muzyka obroniła się i nie straciła niczego na aktualności. Co ciekawe, płyta nagrana została w Pluto Studios w samym Manchesterze w 1983 roku... Zespół tworzyli: Mac Austin (śpiew) i bracia Harry i John Davies na syntezatorach. 

Album wyprodukowany został przez Andy Richardsa, producenta między innymi płyt OMD czy Frankie Goes to Hollywood. Na electriciclub (TUTAJ) można przeczytać wywiad z zespołem, mało tego działa też konto na FB.
My jednak skupmy się na stronie muzyczno tekstowej. 

Płytę otwiera Jerusalem, nostalgiczny i bardzo spokojny, choć znam lepsze piosenki. Po nim Americana  - nieco bardziej dynamiczny, opisujący zauroczenie autora nią, cudem po porostu. Piosenka już powoli wprowadza nas w bardziej nastrojowy klimat, bowiem po niej Windows - tytułowy  utwór o niespełnionych marzeniach i planach. Po nim jeden z najjaśniejszych punktów płyty - In Heaven... Czy ktoś zna bardziej romantyczną piosenkę o miłości? A dokładnie o odejściu... Ostatnie pożegnanie i łzy... Piosenkę o tym, że mimo konieczności i rozstania, miłość zostaje na zawsze i trwa nawet po śmierci? Czy coś po takim dziele może zabrzmieć lepiej? Zdecydowanie nie! I na pewno nie ma na to szans utwór Love Breakdown, chyba przez to, że tak właśnie ulokowany, wydający się być jednym z najsłabszych utworów na płycie...  Sytuację jednak nieco ratuje Where Do We Go (From Here), szybsza piosenka o konflikcie w związku i drogach do wyboru. Po niej kolejna perła: School Days. Drugi raz podczas tej płyty słuchacz zostaje rzucony na kolana... Wspominanie to jak umieranie mawia klasyk. Rozdział jest zamknięty w ty idziesz do domu... Skończyły się czasy szkolne, przyjaźnie, jesteś samotny... Chłopcy stali się mężczyznami, zmieniłeś się, wszystko mija.... może to temat banalny, ale piosenka na pewno niesie w sobie głęboką refleksję nad przemijaniem jako takim... Nad tym, że tak na prawdę w życiu nic nie jest stałe. A żeby pozostać w pozycji na przysłowiowych kolanach, płytę (przynajmniej w wersji oryginalnej bo remaster nas mniej interesuje) zamyka Behind The White Door. Trzeci raz możemy czuć się wręcz powaleni. Piosenka zdaje się bowiem być dalszym ciągiem historii rozpoczętej w In Heaven

The room goes dark until it's black
Now there's no chance of turning back 


W końcu obaj kochankowie spotykają się - on też widzi światło za białymi drzwiami, przechodzi na tamtą stronę, a drzwi  zatrzaskują się... 

Jak te z Decades Joy Division... 

Nadeszła wiosna, warto zauroczyć się tą wspaniałą muzyką i pamiętać główne przesłanie płyty - wszystko, nawet to najpiękniejsze, kiedyś się kończy. 

Póki co, my piszemy dalej - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

P.S. Ostatnio dowiedziałem się, że to niszowa kapela, bo nie ma jej na Spotify... A co to jest Spotify?

PŁYTY MOŻNA ODSŁUCHAĆ TUTAJ
 
White Door - Windows, Clay Records, 1983, realizacja: Andy Richards, tracklista: Jerusalem, Americana, Windows, In Heaven, Love Breakdown, Where Do We Go (From Here),  School Days, Behind The White Door 

poniedziałek, 18 marca 2019

Akseli Gallen-Kallela: śnieżne i nieskażone cywilizacją krajobrazy

Są artyści, którzy znani są tylko z jednego obrazu. W zasadzie to niesprawiedliwe, bo są autorami wielu dzieł, a ich nazwisko kojarzone jest powszechnie tylko z jednym. Z takich twórców i ich malowideł można wręcz pasjans, np.: Leonardo da Vinci - Mona Lisa, Edward Much - Krzyk, Edward Manet - Śniadanie na trawie, Vincent van Gogh - Słoneczniki itd. 

Podobnie Akseli Gallen-Kallela, o którym prawdę mówiąc mało kto słyszał, lecz jeśli - to tylko z powodu jego Lake Keitele zakupionego przez National Gallery w Londynie w 1999 roku, który szybko stał się jednym najbardziej ulubionych dzieł galerii.
 
Artysta pochodził z Finlandii. Urodził się w Pori, niewielkiej miejscowości na zachodzie swojego kraju 26 kwietnia 1865 roku. Naukę rysunku rozpoczął w 1878 w Helsinkach i kontynuował w Paryżu. Był cenionym malarzem. Wystawiał w wielu czołowych galeriach Europy (Galeria Uffizi we Florencji zleciła nawet wykonanie jego autoportretu). Przyjaźnił się z Edwardem Munchem (1863-1944), z którym na jednej wystawie pokazał swoje prace w Berlinie w 1895 roku (o E. Munchu pisaliśmy TUTAJ) oraz Jeanem Sibeliusem i Augustem Strinbergem. Mimo ugruntowanej sławy europejskiej pozostał wierny Finlandii i wracał często do malowania tamtejszych śnieżnych i nieskażonych cywilizacją krajobrazów. 

Niemniej, jak już wspomniano, Gallen-Kallela wiąże się głównie z obrazami jeziora Keitele. Namalował ich w latach 1904-1906 kilka, w każdym z nich zastosował kolejne, ówcześnie najnowsze trendy w sztuce: od malowania na wolnym powietrzu, po dekoracyjne, symboliczne formy. Wszystkie wersje kompozycji znajdują się w wielu muzeach i prywatnych kolekcjach i dopiero po ich zestawieniu na jednej ekspozycji w Wielkiej Brytanii można było dostrzec ewolucję stylu malarza. 

Jej wynikiem było dzieło w zasadzie doskonałe: widok jeziora skąpanego w jaskrawym słońcu z wyspą na środku i z widocznym w oddali przeciwległym brzegiem. Niebo ledwie majaczy, ale odbija się w wodzie, po której suną geometryczne promienie srebrzyście drgające w powietrzu. Idealny spokój pogłębia chłodna kolorystyka, w której zieleń przybiera niebieskawy odcień, a błękit zbliża się do srebrzystej bieli. Czy dzieło to swoją harmonią i ciszą nie przypomina Wyspy Umarłych Arnolda Böcklina, o którym pisaliśmy wcześniej? (TUTAJ). Krytycy widzą w nim wyłącznie symbolikę związaną z narodową walką Finów o niepodległość ich kraju, będącego podobnie jak część Polski w XIX w., prowincją Rosyjskiego Imperium

Ukośne znaki na wodzie interpretowane są jako ślady po łodzi Väinämöinen, fińskiego bohatera z mitu Kalevala, na nowo spisanego w 1830 roku przez lekarza i lingwistę Eliasa Lönnrota. Był to czarujący śpiewem i magicznymi mocami wojownik, zatem dzieło uważa się za obraz tęsknoty Finów za niepodległą ojczyzną. Lecz w kontekście historii powstania - po nagłej śmierci 10-letniej córki malarza - wydaje się być wyrazem ufności w kojące działanie śmierci, która sprowadza zapomnienie i wieczny pokój, w miejsce cierpienia...





Może spójrzmy jeszcze na pozostałe pejzaże z nad jeziora, na jednym z nich jest portret żony Axela, Mary Slöör, inne powstały w różnych etapach życia artysty. Są niczym pamiętnik, rejestrujący odbicie emocji malarza i jego umiejętności warsztatowe: mistrzowskie posługiwanie się plamą barwną, precyzyjnie nakładaną pociągnięciami pędzla. 

Ktoś nam ostatnio napisał komentarz że dobrze iż istnieją jeszcze prawdziwi artyści. My o nich piszemy - codziennie nowy wpis, i co ważniejsze, tego nie znajdziecie w mainstreamie. Dlatego czytajcie nas!