czwartek, 16 czerwca 2022

Kościół św. Jerzego w miejscowości Luková: Czy duchy mogą pomóc?

Czy duchy mogą pomóc? A raczej czy da się zaprząc zjawiska paranormalne do realizacji celów komercyjnych? Wydaje się że można i co więcej da się niemal bezwysiłkowo. Aby to zobaczyć zapraszamy do odwiedzenia starego kościoła świętego Jerzego (kostel svatého Jiří) w miejscowości Luková, położonej 45 kilometrów od Pilzna.  Opuszczona i niszczejąca świątynia w Lukovej od pewnego czasu jest bardzo popularną atrakcją turystyczną, dostępną w każdą sobotę. Raz w roku, 24 kwietnia, czyli w święto św. Jerzego, odprawiana jest w niej msza. Co jest szczególnego w tym pochodzącym z XIV wieku kościele, którego obecna bryła przebudowa na w stylu neoromańskim pochodzi z połowy XIX wieku? 




Otóż wewnątrz, w ławkach czekają na turystów zakapturzone, białe postaci. Siedzą pochylone, jakby zanurzone w bezgłośnej modlitwie, nie oddychając, nie poruszając się... I nie mogą nawet przejawić jakichkolwiek oznak życia bo wszystkie 32 osoby są martwe... Martwe bo są rzeźbami wykonanymi przez studenta Jakuba Hadravę w 2012 roku z tkaniny impregnowanej tynkiem. Przedstawiają konkretnych ludzi, którzy mieszkali na wsi i dla których wiara była integralną częścią ich życia. Artysta sam pochodził z tej wsi i wykonana praca była dla niego istotna. Jak napisał o swojej pracy: …siła posągu w dużej mierze pochodzi z miejsca, w którym posąg się znajduje i gdzie „ożywa”. Dzieje się tak, gdy kreacja jest zgodna z miejscem, w którym się znajduje. W tym przypadku wytwarza się silna synergia między miejscem a posągiem i może powstać między nimi niezwykłe połączenie. Wybrałem to zadanie, ponieważ chcę wesprzeć „uczucie” (umiejętność) słuchania różnych miejsc i odpowiedniego reagowania na nie. Zdałem sobie sprawę, że opuszczone budynki w ogóle, a kościoły w szczególności to niezwykle ciekawe i pełne mocy miejsca. Tworzenie rzeźb w takich przestrzeniach jest więc dla mnie wyzwaniem… Moim celem było przybliżenie widzowi świata minionego, kiedy z kościoła korzystali ludzie, dla których wiara była naturalną częścią życia. Wiara miała ogromny wpływ na ukształtowanie ich osobowości (LINK).




Jeśli chodzi o stronę formalną, to nasi stali czytelnicy zauważyli, iż Jakub Hadrava niejako powiela pomysł Alberta Szukalskiego i jego słynnych duchów, o czym pisaliśmy TUTAJ. Ale czy to znaczy, że rzeźby z lukovskiego kościoła są gorsze? Oczywiście, że nie! Z racji swojego otoczenia są po prostu inne. Budzą emocje. Jednych straszą, innych skłaniają do refleksji. Ogólnie tworzą nostalgiczną, eschatologiczną atmosferę… Jak to ujął autor Celem pracy było przybliżenie widza do świata przeszłości. […] Codziennie toczymy wojnę o zachowanie człowieka w człowieku, o zachowanie ludzkiej twarzy. Jednak nie jest łatwo pozostać człowiekiem i nie zapomnieć kim jestem i dlaczego tu jestem. Każdy jest na początku „dobry”, ma ideały, według których chce żyć. Stopniowo jednak świat zewnętrzny popycha go i zaczyna iść na kompromisy, stopniowo tracąc twarz, aż pewnego dnia staje się kimś, kim nigdy nie chciał być i przekazuje (często nieumyślnie) ten przyjęty model zachowania i widzenia świata. Trudno wydostać się z tego błędnego koła, ale możliwości są i jedna z dróg może prowadzić przez chrześcijaństwo (LINK). Tyle artysta.

Mieszkańcy wsi opowiadają historie o duchach… Chyba wiedzą co mówią, bo żyjący są w tej miejscowości w zdecydowanej mniejszości. W położonej na zboczu wzgórza Chlumská osadzie pozostało tylko 4 osoby… 


Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


środa, 15 czerwca 2022

Bernard Sumner: Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz. 1 - gitarzysta Joy Division nie miał łatwego dzieciństwa

Na wstępie kila słów. Po pierwsze nie skończyliśmy jeszcze streszczać książki  Micka Middlesa i Lindsay Reade pt. Torn Apart (TUTAJ), ale skończymy. Za to teraz zaczynamy czytać coś nowego, co fachowo nazywa się czytaniem symultanicznym.

Omówiliśmy na naszym blogu fragmenty książek Iana Curtisa (TUTAJ) i Petera Hooka (TUTAJ). Pora na streszczenie książki gitarzysty Joy Division Bernarda Sumnera (Thomas Dunne Books, 2015)  zwłaszcza, że ten raczej przeczył opinii głoszonej przez legendarnego realizatora nagrań Martina Hannetta, że Joy Division to geniusz i trzech kibiców Manchester City

Sumner wniósł bardzo dużo do życia zespołu, był autorem okładki An Ideal for Living (warto zobaczyć TUTAJ), pomysłodawcą okładki Unknown Pleasures (geneza TUTAJ), mało tego, to on z Hookiem zakładali zespół, który przerodził się w Warsaw i Joy Division.

Książka zaczyna się od dedykacji, rodzinie, zespołowi, lojalnym przyjaciołom, oraz tym co odeszli. Miło że wymieniony jest Ian Curtis, Martin Hannett, Rob Gretton i Tony Wilson. W takiej a nie innej kolejności, co oznacza, że Sumner uważa Curtisa za najważniejszego, Hannetta za drugiego w kolejności jeśli chodzi o sukces Joy Division, co nas nie dziwi, menadżera który odegrał kolosalną rolę zarówno w promocji muzyki zespołu, jak i kierowaniu ich w odpowiednią stronę, i współtwórcę Factory, bez której nie byłoby dwóch genialnych długogrających albumów i kilku singli w tym LWTUA - najlepiej sprzedawanego singla wszechczasów.

We wstępie autor pozwala sobie na refleksję odnośnie upływu czasu. Czas jest czymś dziwnym - bo przyspiesza w miarę tego jak się starzejemy

Sumner urodził się w styczniu 1956 roku w szpitalu Crumsall w Manchesterze, później rodzina przeprowadziła się do Salford. Rodzina składała się poza nim z mamy i dziadków.  Zatem wychowywał się bez ojca. Jego pierwsze wspomnienia to jak siedzi na kanapie i gra na plastikowej gitarze - zabawce. 

We wstępie autor jawi się być skromnym człowiekiem. Nie wie jak to się stało że muzyka Joy Division, a później New Order podbiła świat. Dziwi go, jak tysiące młodych ludzi podchodzą do niego, żeby za pomocą komórek robić sobie z nim zdjęcia, podczas czego drżą im ręce - to wszystko przez siłę oddziaływania muzyki.

Pierwszy rozdział zaczyna się od bardzo mocnego muzycznego akcentu przypisania zespołów do miast ale też i odpowiedniego czasu i klimatu. Tak też Los Angeles wydało Beach Boys, Dusseldorf Kraftwerk, Nowy Jork Chic a Manchester Joy Division. Opisuje klimat Manchesteru końca lat 70-tych - zimny wieczór gdy błąkał się po jednej z ulic miasta nie robiąc nic. Był zbyt młody żeby się upić, i zbyt stary żeby siedzieć w domu, miał 16 lat.  Peter Hook i jeden z jego innych przyjaciół też tam byli, było mgliście, lampy uliczne nie ogrzewały klimatu, a wszechobecny chłód zniechęcał do podejmowania jakiejkolwiek  rozmowy. Ponieważ nie było inspiracji z zewnątrz postanowili poszukać jej w środku siebie. Tak powstało brzmienie Joy Division - adekwatne do tamtego klimatu - zimne i industrialne.

Sumner urodził się niemal dekadę po wojnie, wtedy w mieście widoczne były jeszcze leje po bombach. Na topie był Bill Haley i Elvis Presley. Jego mama od młodości była sparaliżowana, całe życie poruszała się na wózku inwalidzkim, miała problemy z kontrolowaniem swoich odruchów i mówieniem. Sumner nie znał ojca, ten znikł z jego życia jeszcze przed urodzeniem, i co może być dziwne, gitarzysta Joy Division nigdy nie miał ochoty go poznać. Ma nadzieję że ten  już nie żyje, a nawet jeśli jest inaczej, Sumner nie chce go poznawać twierdząc, że nie tęskni się za czymś czego się nigdy nie znało. 

Mieszkali w domu dziadków przy Alfred Street 11 ponieważ wymagali opieki. Mama spała na dole bo nie potrafiła wchodzić po schodach. Pokój dziadka przerażał Sumnera bo były w nim akcesoria z czasów wojny wiec go unikał. Dziadek opowiadał mu wiele strasznych historii z czasów wojny i się bał. Ale dziadek był dla niego jak ojciec. Sam stracił swojego w 1917 podczas I Wojny Światowej. W pobliżu ich domu znajdowało się więzienie i fabryka chemikaliów.

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 14 czerwca 2022

Obrazy Raymonda Daussy: nasycone emocjami abstrakcje

Raymond Daussy (1918-2009), określany czasem jako Cień, który Znalazł Swojego Człowieka, jest jednym z tych zapomnianych malarzy, którzy żyli w trudnych czasach wierząc mimo to w szlachetny wpływ Sztuki


Urodzony we Francji, w roku zakończenia Wielkiej Wojny, dorastał w latach 30 XX wieku, w okresie rozwoju marksistowskiego i narodowego socjalizmu, kapitalistycznej demokracji i totalitaryzmów zarówno komunistycznego, jak i nacjonalistycznego. Raymond dał się uwieść w latach 40 szczytnym hasłom Francuskiej Partii K.



Komunistycznej, bo cóż mógł wiedzieć o tępym obliczu najpierw leninowskiego a potem stalinowskiego reżimu? Informacje o gułagach, ofiarach głodu i sowieckiej urawniłowki nie przedostawały się wówczas na Zachód, który zresztą i tak nie chciałby o nich usłyszeć, podobnie jak nie chciał przyjąć do świadomości przenoszonych z narażeniem życia wiadomości o potwornych obozach koncentracyjnych w Niemczech… Ale to było podczas II wojny światowej a wcześniej artysta chodził do szkoły w Rouen, gdzie zaczął malować pejzaże.  Potem w wieku 20 lat został przyjęty do École des Beaux-Arts w Paryżu i odkrył w salach Luwru włoskich malarzy wczesnego renesansu, takich jak Andrea Mantegna, Antonello da Messina i Paolo Uccello. I wtedy znów wybuchła wojna. Młody artysta trafił na front, gdzie szybko dostał się do niewoli. Udało mu się z niej uciec, przedostać do Paryża i wynająć pracownię na Montmartrze. Znów mógł poznawać twórczość dawnych mistrzów  takich jak  jak Altdorfer, Grünewald, Dürer, Crivelli i Friedrich.





W 1945 poznał jeszcze Édouarda Jaguera i surrealistów, którzy malowali także podczas niemieckiej okupacji. Zainteresował się twórczością Maxa Ernsta, Lionela Feinigera i Roberto Matty. Przy wsparciu Alfreda Courmesa pierwszy raz pokazał swoje prace na wystawie w Maison des Beaux-Arts, zdobywając bardzo pochlebną recenzję Jaguera. Został więc zauważony, a sam André Breton wysłał mu zaproszenie do udziału w Exposition Internationale du Surréalisme w Galerie Maeght w 1947 roku… Jednak po wielu latach on sam i jego prace zostały zapomniane.





Rewolucyjne poglądy przeszkodziły mu w malowaniu nasyconych emocjami abstrakcji. Wykonywał pejzaże miejskie, które wydają się opuszczone, mimo obowiązkowej obecności ludzi na nich. Jednak choć Daussy wydaje się być zafascynowany sztuką wczesnego renesansu, bez wahania odrzuca zasady klasycznej perspektywy, wprowadzając w to miejsce niepewny, subiektywny świat zrodzony w jego wyobraźni, w którym  człowiek spotyka swój cień aby wymienić z nim myśli. Albo ukazuje moment niejako wycięty z jakiejś większej opowieści, zatrzymany w czasie, lecz wydawałoby się że kluczowy. Albo może raczej mający swe źródła tylko w głowie artysty? A tak naprawdę obiektywnie nieistniejący. Gdzie więc leży granica pomiędzy tym, co sobie wyobrażamy a emocjami, które wręcz zmuszają do ekspresji? Daussy nam tego nie narzuca, chce abyśmy sami to ustalili, on tylko proponuje nam swój punkt widzenia. To tak samo jak my. Również niczego nie narzucamy a tylko proponujemy…

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Isolations News 197: Nowy album Lou Reeda, nowy film Corbijna, koncert Bauhaus na YT, Julee Cruise RIP, Gorillaz - nowy singiel, choroba Marka Longa z Opposition i reanimacja Blondie i Jokera, muzyk Cure na rowerze, Niemcy chcą do gazu a Ruscy na Księżyc

Zaczynamy od jednego z ulubionych muzyków Iana Curtisa. Nowy album Lou Reeda zatytułowany Words & Music, maj 1965 pojawi się z okazji jego 80. urodzin. Płyta ma ukazać się 26 sierpnia w wyniku współpracy między Light In The Attic i partnerką Reeda, Laurie Anderson. Będzie zawierać nigdy wcześniej nie publikowany materiał i wczesne wersje niektórych hitów Lou Reeda. Przedsprzedaż już ruszyła TUTAJ

W klimatach Joy Division - jest dostępny krótkometrażowy film Antona Corbijna Some Yoyo Stuff , który nakręcił dla BBC w 1994 roku o Kapitanie Beefheart, znanym również jako enigmatyczny Don Van Vliet. W filmie słyszymy, jak starzejący się Vliet, cierpiący na stwardnienie rozsiane, opowiada o swoim życiu i karierze.


Ian Curtis ich lubił. Na YT jeden z fanów grupy Bauhaus zamieścił nagranie całego koncertu grupy w klubie Alcatraz, w Mediolanie we Włoszech, który miał miejsce 6 czerwca tego roku.

Jego filmy też lubił Curtis. We czwartek 9 czerwca zmarła Julee Cruise muza Davida Lyncha, znana przede wszystkim z tematu muzycznego do serialu telewizyjnego Miasteczko Twin Peaks (LINK). 


Za to z tym zespołem wystąpił Peter Hook z Joy Division. Gorillaz zapowiedział wydanie nowego singla. Jego tytuł to Cracker Island, a pojawienie się utworu zespół zapowiedział podczas trasy koncertowej po Ameryce Północnej, która jeszcze obecnie trwa.


Hooky
za to przejmuje się zmianami klimatu. 
Zmiany te mogą spowodować prawdziwą tragedię... 

Jedna z gazet w USA ogłosiła, że produkcja ostrego sosu Sriracha zostanie wstrzymana z powodu kryzysu klimatycznego, bo podobno nie ma wystarczającej ilości papryczek chili z powodu warunków pogodowych (LINK)

Wszyscy którzy uwielbiają sosik Sriracha, jakkolwiek kojarzy im się ta nazwa, powinni popełnić masowe samobójstwo. Tym sposobem wyeliminują nadmierną produkcję dwutlenku węgla, czyli zredukują do zera swój ślad węglowy. Oczywiście po tym, jak ich zwłoki ulegną rozkładowi, albo zostaną spalone w krematoriach. Oczywiście emitując straszny gaz, na szczęście ostatni raz. 

Parafrazując Ostatni Taniec Lombardu:

Puściłem gaz
Ostatni raz

Tutaj pojawia się problem. Jak informują media: Będące konsekwencją wojny Rosji z Ukrainą ograniczenia w dostawach gazu mogą utrudnić pracę krematoriów w Niemczech, a także spowodować wzrost cen usług - ostrzega dziennik „Die Rheinpfalz". A z raportu niemieckiego związku branży pogrzebowej wynika, że ponad połowa niemieckich producentów trumien zapowiedziała na ten rok podwyżki na poziomie 10-20 proc. lub więcej (LINK).

Można tutaj zrobić niezły biznes. Polska powinna dać Niemcom w leasing piece z ich byłych obozów, oczywiście wcześniej adoptując je do pracy na węgiel, albo bardziej ekologiczny chrust.    

A co do trumien, ponoć najlepsze są z ekodykty (LINK). Sylwia Spurek lubi to. 


Można też spróbować zamiast gazu czegoś bardziej eko. Larwy ciemnika, znane jako
superrobaki, które są używane jako pokarm dla trzymanych w terrariach domowych gadów na razie nie żywią się zwłokami ludzkimi. Na razie mogą żywić się tworzywami sztucznymi, na przykład odpadkami z poliestru. Dr Chris Rinke z uniwersyteckiej School of Chemistry and Molecular Biosciences oświadczył po trzech tygodniach badań: Odkryliśmy, że superrobaki karmione tylko polistyrenową dietą nie tylko przeżyły, ale nawet nieznacznie przybrały na wadze (LINK). Ślinka cieknie. 

Dwaj wędkarze:
- Ożeniłem się.
- I co, ładna?
- Nie, ale ma robaki.


Robaki za to, poza Spurek, zapewne chętnie by zjadły żółwie. Naukowcy poinformowali, że rzadki gatunek żółwia olbrzymiego, o którym sądzono, że wyginął ponad sto lat temu, w rzeczywistości nie wymarł. Znaleziony przypadkiem na jednej z wysp Pacyfiku żółw nie zdawał sobie sprawy że od stu lat nie istnieje i może dlatego jest w znakomitej formie (LINK). 

Anemik zatrudnił się w Zoo do pracy przy żółwiach. Już na drugi dzień wpada do dyrektora i krzyczy:
- Panie dyrektorze, żółwie uciekły!!!
- Niemożliwe!! Jak to się stało??
- To był moment!!!


Co do zwierząt - międzynarodowy zespół ekspertów dokonał oceny szczątków kurczaków w ponad 600 miejscach w 89 krajach. Zbadano szkielety, miejsce pochówku i zapisy historyczne dotyczące społeczeństw i kultur, w których znaleziono kości. Najstarsze kości kurczaka domowego znaleziono w neolitycznym Ban Non Wat w środkowej Tajlandii i datowane są na okres od 1650 do 1250 pne. W Europie w epoce żelaza kurczaki otaczano czcią i na ogół nie uważano ich za pokarm. Zaczęto je jeść dopiero 800 lat p.n.e. Profesor Naomi Sykes z University of Exeter tak skomentowała te ustalenia: Jedzenie kurczaków jest tak powszechne, że ludzie myślą, że zawsze je jedliśmy. Nasze dowody pokazują, że nasze przeszłe relacje z kurczakami były znacznie bardziej złożone i że przez wieki kurczaki były otaczane szacunkiem i czczone (LINK).

Spotykają się dwie kury.

- Co robi twój stary?
- Grzebie coś przy samochodzie


Jeśli chodzi o badania. Naukowcy z Chińskiej Akademii Nauk, krajowego Instytutu Geochemii i innych organizacji zebrali znane informacje o powierzchni Księżyca w ramach ostatnich badań, której wynikiem jest najbardziej  szczegółowa mapę księżycowego terenu jaką kiedykolwiek wykonano. Skala mapy jest niewiarygodnie dokładna i wynosi aż 1:2 500 000,  przez co można było zaznaczyć wszystkie skały, kratery, baseny i inne elementu struktury na powierzchni Księżyca (LINK).

Co to jest jeden Rusek na księżycu?
- Problem.
A dziesięciu  Rusków na księżycu?
- Duży problem.
A stu?
- Większy problem.
A tysiąc?
- Ogromny problem.
A dziesięć tysięcy?
- Potężny problem.
A sto tysięcy?
- Gigantyczny problem.
A milion!?
- Niewyobrażalny problem.
A wszyscy Ruscy na księżycu?
- Problem rozwiązany. 


Za to jeden z naszych ulubionych muzyków na poważny problem. Muzycy tworzący wraz z Markiem Longiem The Opposition napisali na profilu grupy na FB co następuje: Kilka tygodni temu poinformowaliśmy, że Mark miał pewne problemy zdrowotne. Mimo, że po operacji czuje się lepiej, zaczyna sześciomiesięczną chemioterapię. Dlatego z przykrością informujemy, że podjęliśmy decyzję o odwołaniu koncertów zaplanowanych na 2022 rok. Ta zła wiadomość ustępuje jednak miejsca tym dobrym. Czekając, aż Mark całkowicie wyzdrowieje i będzie na tyle sprawny, by podróżować i wrócić na scenę, THE OPPOSITION zamierza nagrać nowy album, który ukaże się w 2023 roku. W prezencie pokazujemy niepublikowane zdjęcie wykonane przez fotografa Carla Neyrouda (DSC) 2 czerwca podczas jego podróży do Londynu. Na razie... (LINK).

Mark - trzymamy kciuki i życzymy zdrowia. Nasza relacja z koncertu zespołu w Łodzi jest TUTAJ


Opposition mieszkają w Londynie. Jason Cooper (Cure) pojedzie na rowerze w celach charytatywnych z Londynu właśnie do Brighton dla uczczenia pamięci długoletniego członka załogi technicznej Paula Ricky Weltona. Przejażdżka rowerowa zorganizowana przez British Heart Foundation rozpocznie się 19 czerwca w londyńskim Clapham Common, a zakończy się 54 mile dalej na wybrzeżu w Brighton. Uczestnicy zbiorą fundusze na rzecz badań profilaktycznych zapobiegających zawałom serca. Paul „Ricky” Welton zmarł na zawał serca w 2019 roku (LINK). Nie wiemy czy go reanimowali.

Święty Piotr na portierni. 
Facet wchodzi, wychodzi, wchodzi, wychodzi, wchodzi, wychodzi...
Święty Piotr myśli: znowu kogoś reanimują 


Za to reanimowano ostatnio Debbie Harry i Blondie, którzy wydadzą retrospektywny box set Against the Odds 1974 – 1982.  Kompilacja została poskładana z taśm analogowych w Abbey Road Studios. Kiedy zestaw będzie dostępny jeszcze nie wiadomo (LINK).


Reanimowany zostanie też kultowy film. Todd Phillips potwierdził, że skończył pisać scenariusz drugiej części nagrodzonego dwoma Oscarami i Złotym Lwem filmu Joker. Roboczy tytuł projektu to Joker: Folie à deux. Premiera prawdopodobnie w 2024 roku (LINK).

Jeśli tutaj, na słonecznej Krecie utrzymają się takie upały też będziemy potrzebowali reanimacji. Na razie jednak życie ratują nam podawane permanentnie kroplówki z Retsiny

Wracamy jutro, oby nie na sygnale, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 12 czerwca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.2. - planowano wydać inną wersję Still

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ

Przypomnijmy, że Gary uczęszczał do tej samej szkoły co Ian Curtis, tyle że 7 lat po nim. Ponieważ został fanem Joy Division i umieścił na TT filmik ze swoimi zbiorami, poprosiliśmy o digitalizację i zgodę na zamieszczenie na naszym blogu. Tym sposobem mamy unikalne materiały z epoki.

Pierwszy z omawianych dziś wycinków to minirecenzja singli Joy Division LWTUA/Incubation. Pierwszy określony zostaje jako najbardziej komercyjna produkcja zespołu, drugi nazwany rzekomo ostatnią produkcją Curtisa przed jego upadkiem. Jest inna niż Transmission i utrzymana bardziej w klimacie znanym z Unknown Pleasures i z później z Closer. To esencja Joy Division, choć jest odrzutem (przypomnijmy, że z sesji Closer).



Bardzo ciekawy jest kolejny wycinek, bowiem zaczyna się od stwierdzenia, że autor widział Joy Division podczas wspólnego tournee z Buzzcocks i Joy Division kradli show (jest to sprzeczne z opinią menadżera Buzzcocks Richarda Boona, który uważał, że tak nie było - warto zobaczyć TUTAJ). Z każdym koncertem gromadzili coraz liczniejszą publikę. Po wydaniu drugiego albumu i singla mieli mini-tournee po UK, ale część występów została odwołana z powodu choroby Curtisa, który chwilę później popełnił samobójstwo.  




Kolejne wycinki to notatki odnośnie zawartości Unknown Pleasures, oraz kompletna dyskografia Joy Division i początek dyskografii New Order. Jak widać musi to być tekst z początku lat 80-tych bowiem New Order ma tutaj w dorobku zaledwie pierwszy album Movement, zrealizowany przez Martina Hannetta. Pada stwierdzenie, że album to kontynuacja działalności Joy Division, szkoda że tak nie zostało... 

Opis Still informuje nas, że zawarta na nim wersja Ice Age została nagrana podczas sesji Atmosphere. Koncert pokazuje siłę występów Joy Division live. Naszym zdaniem jednak, nie o to tutaj chodziło, tylko o upamiętnienie na Still ostatniego występu. Przecież istnieją zapisy nieporównywanie lepszych występów Joy Division jak choćby te z bootlegu Amsterdam (opisanego TUTAJ), czy London Lyceum (opisanego TUTAJ - będącego chyba najdoskonalszym zarejestrowanym koncertem zespołu). Bardzo ciekawa jest informacja, że krążyła plotka o planach wydania Still z książeczką i zdjęciami, co niestety nie nastąpiło. Album definitywnie zakończył karierę Joy Division

A my jak zwykle dziękujemy Garemu i zapraszamy wkrótce na eksplorację kolejnych perełek z Jego zbioru.

Thank you Gary!

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w minstreamie.

sobota, 11 czerwca 2022

Co się dzieje z nimi dzisiaj: The Danse Society

The Danse Society to angielski zespół rocka gotyckiego, założony w Barnsley w 1980 roku na gruzach formacji The Danse Crazy w składzie: Steve Rawlings (wokal), Paul Gilmartin (perkusja), Lyndon Scarfe (instrumenty klawiszowe), Paul Nash (gitara), Tim Wright (bas).


Po wielu udanych koncertach - m.in. u boku takich sław na festiwalu Leeds' – Futurama jak Joy Division, Cabaret Voltaire, Killing Joke czy Soft Cell - wytwórnie płytowe rozpoczęły walkę o kontrakt z tym obiecującym zespołem, jednak muzycy nagrali i wydali w 1980 roku swój pierwszy singiel Clock we własnej, nowo utworzonej wytwórni płytowej Society Records. Dwa lata później w ten sam sposób pojawił się ich pierwszy album studyjny, Seduction, który osiągnął trzecie miejsce na brytyjskiej liście przebojów. Cały festiwal Leeds' – Futurama został sfilmowany przez BBC iw listopadzie 1981 roku, The Danse Society grali na nim utwór Sink.

Od pierwszego singla Clock grupą interesował się John Peel który nie raz puszczał ich utwory w swoim programie na początku lat 80.  W rezultacie The Danse Society nagrało dwie sesje dla Peela, w 1981 i 1982 roku, a także trafiło do Festive Fifty w 1983 roku. Dwa utwory z pierwszej sesji wyszły jako singiel już w 1982 roku. 




Rok 1983 był jeszcze lepszy, grupa dawała mnóstwo koncertów wzbudzając ogromne zainteresowanie ze strony kilku głównych, niezależnych wytwórni płytowych. Spośród nich muzycy wybrali wytwórnię Arista i podpisali z nią kontrakt. W efekcie ich drugi studyjny album, Heaven Is Waiting wydany w grudniu 1983 roku przez Aristę osiągnął 39. miejsce na brytyjskiej liście albumów (opisaliśmy go TUTAJ). Oprócz tego zespół wypuścił kilka singli. I wydawałoby się, że ich przyszłość jest jasna, ale jak zwykle było pewne ale...

W 1986 roku, po wydaniu albumu Looking Through z The Danse Society odeszli prawie wszyscy członkowie zespołu, tj. Paul Nash (gitara), Lyndon Scarfe (klawisze), Tim Wright (gitara basowa) i Paul Gilmartin (perkusja), choć gwoli prawdy Scarfe został zastąpiony przez Davida Whitakera (wcześniej z Music for Pleasure) zaraz po ukazaniu się po albumu Heaven Is Waiting, ale teraz wszyscy członkowie zespołu, z wyjątkiem głównego wokalisty Steve Rawlingsa, odeszli aby założyć Johnny in the Clouds (zespół o którym nic nie możemy powiedzieć).


Z tego wniosek, że historia zespołu biegła meandrami i trudno ją ująć w kilku zdaniach. W zasadzie po 1987 roku The Danse Society zaprzestał działalności i odrodził się (w zasadzie powstał z martwych) dopiero po 2009 roku, ale już w zupełnie innym składzie niż pierwotnie, wydając kolejne trzy albumy. Rawlings kontynuując działalność z Society, przez kolejny rok, po czym wydał własny singiel Saturn Girl i kontynuował dalszą działalność muzyczną z elektronicznym zespołem tanecznym Meridian Dream. W składzie grupy zachodziły tymczasem kolejne zmiany, Gilmartin i Roberts niespodziewanie zrezygnowali z zespołu, co spowodowało odwołanie serii tras koncertowych. Nash, Whitaker i Maethelyiah kontynuowali przez pewien czas współpracę z Danse Society, wzmacniając skład basistą Lee Jonesem i perkusistą Iainem Hunter. Po czym w końcu 2014 roku David Whitaker zastąpił na krótko Sama Bollandsa, a Jack Cooper Lee Jonesa. Nie przeszkodziło to by także w 2014 roku ukazał się singiel If I Were Jesus / Sound of Silence, a w 2015 roku szósty studyjny album zatytułowany po prostu VI. W 2018 roku perkusista Joss Rylanc zastąpił Iaina Huntera, po czym odszedł i w jego miejsce wszedł Tom Davenport. We wrześniu 2020 roku w 7th Studio ukazał się nowy album Sailing Mirrors upamiętniający jubileusz 40-lecia ich istnienia. W czerwcu 2021 podczas tourne po Wielkiej Brytanii Dylan Riley zastąpił Davenporta, a Jono Mori zastąpił znów Bollandsa. Obecnie grupa pracuje nad powstaniem ósmego albumu studyjnego The Loop... Jak można skonstatować z tego w gruncie rzeczy pobieżnego opisu, zmiany w składzie zespołu były tak liczne, że w zasadzie poza nazwą wszystko inne jest w nim nowe, choć w gdy patrzy się na prawdopodobnie obecne zestawienie nazwisk muzyków, który tworzą, przynajmniej jedno z nich gitarzysty Paula Nasha występuje na samym początku istnienia zespołu. Inne to: Maethelyiah (wokal), Jack Cooper (bas), Sam Bollands (instrumenty klawiszowe), Tom Davenport (perkusja)...  Czy również brzmienie jest nowe? Nad tym zastanowimy się w przyszłości. Bo niektórzy fani uważają, że wraz z odejściem wokalisty Steve Rawlingsa nastąpił definitywny koniec grupy a to co dzieje się teraz nie ma nic wspólnego z The Dance Society lat 80.

Niemniej stronie zespołu (LINK) podano tegoroczną trasę koncertową. Grupa pokaże się głównie w Wielkiej Brytanii i podczas prestiżowych festiwali:

3 czerwca wystąpili w Base Camp w Middlesborough 

17 czerwca zagrają w klubie Retro w Manchesterze

18 czerwca w klubie The Louisiana w Bristolu

26 czerwca na festiwalu Sinner's Day w Belgii

27 sierpnia na Headlands Festival w Scarborough


Obecni muzycy zaangażowani w projekt zachowują luźne kontakty z byłymi. Nawet nie do końca wiedzą, co też się z nimi dzieje, ale z tego co dało się ustalić, to:

David Whitaker krótko grał na basie z Expelaires, obecnie zajmuje się własnym studio nagraniowym Czar w Leeds.

Lyndon Scarfe próbuje sił solo, ale jest także gitarzystą w zespole Black Lamps.

Martin Roberts odszedł z System of Hate, z którymi grał jakiś czas i teraz pracuje nad własną płytą solową.

Paul Gilmartin założył nowy zespół Black Chapel (LINK) w skład którego wchodzą weterani alternatywnych scen lat 80. W 2020 roku wydali płytę Night Ship. Próbował wcześniej zarejestrować i przejąć nazwę The Danse Society co spowodowało dwuletni proces, który przegrał 16 listopada 2016 r.

Steve Rawlings i Tim Wright przeszli na emeryturę...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

piątek, 10 czerwca 2022

Ten album warto znać: Danse Society i Heaven is Waiting - tak rodził się gotyk, wykuwany z cienia Closer Joy Division

Kiedy w 1980 roku po śmierci Iana Curtisa z Joy Division ukazuje się album Closer, a LWTUA zajmuje pierwsze miejsce wśród singli, Joy Division formatuje scenę muzyczną na świecie. Richard Carman pisze w książce o the Cure (TUTAJ), że Smith pod wpływem JD zmienia oblicze zespołu z tego znanego z 17 Seconds, na to które znamy z Faith

Zimna fala dociera również do naszego kraju, a Kamil Sipowicz w genialnym artykule o kwartecie z Manchesteru stara się wskazać zespoły które poszły drogą JD (LINK). Wymienia wśród nich brytyjski Danse Society

Sięgam po ich muzykę z ciekawością i odkrywam genialne dzieło - drugi album zespołu Heaven Is Waiting z 1984 roku. Ich wcześniejsze dokonania są bardziej punkowe i awangardowe, ale na tym albumie zespół wznosi się na wyżyny. Co ciekawe płyta jest nagrana w Brittania Row w Londynie - tym samym studio w którym powstało Closer... O samym zespole i jego losach napiszemy wkrótce, teraz skupmy się na muzyce.


Na płycie znajdujemy 10 piosenek. Otwiera ją Come Inside, mroczny z fortepianem a la Opposition i dołującymi gitarami. Trudno tutaj nie doszukać się podobieństwa do Atrocity Exhibition otwierającego Closer, oczywiście tylko w warstwie tekstowej. Tak jak Curtis tak samo zespół (bo wszyscy podpisują się pod piosenkami kolektywnie, poza utworem Rolling Stones o czym poniżej) zaprasza nas - wejdź do środka, jestem otwartą książką, czekam na jaśniejszy dzień - wejdź i zobacz to. This is the way chciałoby się powiedzieć. Po nim nieco elektroniki i Wake Up, ze znakomitym riffem na gitarze. Piosenka jest o rewanżu - zachęca żeby ktoś dał autorowi lekcję. 

Dlaczego nie dasz mi czegoś w zamian

Udziel mi lekcji, z której mógłbym się czegoś nauczyć

Pewnego dnia zaproponujesz mi rozejm

A ja się z ciebie pośmieję i odejdę

Odejdź

Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, bowiem teraz Angel, z niesamowitym klipem oddającym klimat tamtych lat... 

Piosenka zachęca do wspólnego latania - rozpostarcia skrzydeł... Promowana klipem i lekko zabarwiona psychodelą ma swój niepowtarzalny klimat. 

Po niej Where Are You Now z ciekawym początkiem, piosenka o przemijaniu. 

tysiąc lat, czas minął i zostawił nas tutaj

wszystko czego się nauczyłem, nigdy nie ugasiło tego pragnienia

możemy się uśmiechać, patrzeć, jak życie nas mija

i wszystko, czego się nauczyłem, nigdy nie ugasiło tego pragnienia 

Kolejny utwór zaczyna się bardzo cicho, nastrojowo by po chwili zamienić się w melodyjną piosenkę. Red Light (Shine) - opowiada o bezsennej nocy. 

Tytułowy Heaven Is Waiting natomiast powoduje, że album automatycznie staje się pozycją obowiązkową każdego fana mrocznych brzmień. Znakomity, rytmiczny, z ponurym i refleksyjnym klimatem... 

Widziałem tę samą twarz zbyt wiele razy

patrzenie przez zniechęcone oczy

tak wiele rzeczy, których próbują się nauczyć

ale jest to uczucie, którym gardzę wszelkim zmysłem, poczuciem rozsądku, poczuciem zranienia, poczuciem bólu.

tak wiele rzeczy, których próbują się nauczyć

pomóż mi się przełamać, przerwać ten łańcuch poszukiwania czegoś (bo niebo czeka)

chcąc tego wszystkiego teraz (niebo czeka)

ryzykując wszystkim (niebo czeka)

czekanie to jest piekło, ale niebo czeka

zatracić się w słowach ze stali

to uczucie, którego nie mogę ukryć

tak wiele rzeczy, których próbują się nauczyć

wciąż uczucie płonie wewnątrz poszukując czegoś (niebo czeka)

chcąc tego wszystkiego teraz (niebo czeka)

ryzykując wszystko (niebo czeka)

czekanie to jest piekło, ale niebo czeka poszukaj czegoś (niebo czeka)

chcąc tego wszystkiego teraz (niebo czeka)

ryzykując wszystko (niebo czeka)

czekanie to jest piekło, ale niebo czeka

I jeśli ktoś myśli, że to apogeum, to jest w błędzie. Przypomina się genialny album Fields of the Nephilim pt. Nephilim, (z 1988) kiedy po Celebrate eksploduje Love Under Will... To samo jest tutaj, bowiem nastaje najlepszy utwór na albumie - The Hurt. 

ciężar który niesiemy

w milczeniu zachowujemy

moja pamięć zatrzymuje 

zyski do zebrania

zyski do czerpania

zyski do ponownego odniesienia szkody! 

ból!

boli ! 

boli ! 


jedyne wyjście to krzyki, które słyszymy

kwestia wątpliwości, 

czy tych, których cenimy

boli ! boli !

boli ! ból 

ciężar, który niesiemy, w milczeniu zachowujemy

moja pamięć zatrzymuje zyski do zebrania 

Po tej piosence możemy zgasić światło, zdecydowanie powinna kończyć album. Tak jednak nie jest, zespół pozostawia nam jeszcze trzy całkiem dobre piosenki - 2000 Light Years from Home, Valiant to Vile i The Night. Pierwsza lekko trącająca punk rockiem jest o samotności. Druga - kolejne genialne dzieło, opisuje koniec świata. Trzecia, która kończy album  - noc pełną namiętności... 

Pora poprosić wujaszka EBaya o pomoc. Rok wydania dobrze rokuje, ledwo co zaczęła się era CD, więc winyl już do nas leci. 

Arcydzieło gotyku.

Danse Society, Heaven is Waiting, realizacja nagrań: Kingbird i Nigel Gray, tracklista: Come Inside, Wake Up, Angel, Where Are You Now, Red Light (Shine), Heaven Is Waiting, The Hurt, 2000 Light Years from Home, Valiant to Vile, The Night.