niedziela, 11 września 2022

Z mojej płytoteki: Al Stewart i Pasaże Czasu w realizacji Alana Parsonsa - niesamowita podróż w czasie


To dla mnie bardzo ważna płyta, o czym poniżej. Szczerze mówiąc, nie przepadam za solistami, ale w tym przypadku muszę zrobić wyjątek. Zaczynamy od najważniejszej płyty Ala Stewarta

Na okładce widać jakieś magiczne zawirowania w czasie. Zatem najpierw zapoznajmy się dokładnie z zawartością tekstową albumu - bo musi to być jakaś niesamowita podróż...      


Pasaże czasu

To było późno w grudniu

Dzień chylił się wolno ku końcowi

Noc zaczynała płynąć jak rzeka

I czułem tętno moich myśli

Dryfujących przez pasaże czasu

Lata upadają w blednącym świetle

Pasaże czasu

Kup mi bilet na ostatni pociąg do domu

 

Tak, ja nie jestem typem żyjącym w przeszłości

Lata biegną za krótko, a dni za szybko

Rzeczy na których się opierasz są rzeczami które nie trwają

Jest tylko teraz, a później moja strofa odlatuje

W te pasaże czasu

Jest coś co wraca a co zostawiłeś w przeszłości

Pasaże czasu

Kup mi bilet na ostatni pociąg do domu

 

Usłysz echo i poczuj jak zaczynasz biec

Nie wiem dlaczego powinieneś czuć

Że jest coś czego masz się nauczyć

Z tej gry

 

Zmienia się obrazek

Stajesz się częścią tłumu

Oni śmieją się z czegoś

Gra głośno muzyka

Wychodzi do ciebie dziewczyna

Którą kiedyś znałeś

Wyciągasz rękę

Ale jesteś tutaj sam

Pasaże czasu,

Wiem że jesteś tam, poza zasięgiem wzroku

Pasaże czasu

 

Sposób Valentiny

 

Poszukaj kochanka jutro

Kolejnego  dzisiaj

Tak długo jesteś na samotnych ulicach

Że pewnie padasz

Przyszła pora odnowy

Pora by podjąć znowu tę idee

Tak smutno to widzieć

To tragedia

Jesteś taka słaba

Spójrz dookoła – powiedz mi

Czy to jest tego warte

Ta cena którą płacisz

Na sposób Valentiny

 

Nie myślę, że jest gotowa posłuchać

I że zechce wrócić

Tutaj jest zbyt chłodno

By zwabić takiego motyla

Myślę ze ona odpłynie

Może chwyci nocny express

Pokrętne kłamstwa

I oczy kameleona

Jest nieostrożna

Kup sobie bilet

Na cokolwiek co dziś odjeżdża

Z drogi Valentiny

 

Pada deszcz

I świecą gwiazdy

Nadchodzi noc

W latarniach i barach

Dla dźwięków gitar

Słuchaj…

 

Życie w ciemnej wodzie

 

Daleko od dnia jestem tutaj

Żyjąc na dnie morza

W głąb krętych metalowych szaro-stalowych korytarzy

Silniki warkoczą tylko dla mnie

Nie dochodzą dźwięki z morza nade mną

Nie ma wiadomości i trzasku radia

Nigdy się nie dowiedzą przenigdy

Jak dziwnym może być życie w ciemnej wodzie

 

O marynarze pomyślcie kiedy mijacie

Tych którzy żyją życiem w podwodnych łodziach

Daleko w głębi oczy reflektorów nigdy nie śpią

Ukryte jak cień w nocy

Dzioby odrzutowców przez chmury nade mną

Szukają moich śladów na radarach

Nigdy nie będą wiedzieli

Jak dziwne jest życie w ciemnej wodzie

 

Zastanawiam się jak wyglądają gwiazdy

Dziś na niebie

Powiedz mi dziewczyno, ona musi być silna

Siedzi i czeka całą noc

Czekając na lepszy dzień

Musi poszukać innej drogi by odejść

 

Nie pamiętam, powiedz co ze mną jest nie tak?

Dlaczego jestem tutaj sam bez odpoczynku

I teraz nawa statku już nie jest taka sama

Jak długo brzmiała ona "Marie Celeste?"

Nikt z załogi nie ocalał

Pięćset lat dostarczali zapasy dla mnie

 

Nigdy się nie dowiedzą jak dziwne jest życie pod wodą

 

Mężczyzna na każdą porę

 

Co kiedy osiągniesz wiek rozumu

Tylko po to by odkryć że nie było wytchnienia

Ciągle będziesz mężczyzną na każdą porę?

Czy też powinieneś wtedy odejść

Mierzymy nasze dni

W krokach niepewności

Nie odwracamy się by zobaczyć skąd przyszliśmy

I patrzeć na autostradę

Stąd do wieczności

I sięgnąć po zbiegłą miłość

Kiedy mężczyzna na każdą porę

Gubi się w słońcu

 

Henry Plantagenet wciąż kogoś szuka

By przynieść dobre nowiny w godzinie zwątpienia

Podczas gdy Thomas More czeka w wieży Tower

Patrząc jak niewiele czasu do końca

I liczy godziny

Stąd do zapomnienia

W działaniach których nie można odwrócić

Żeglarz ciemności

Szuka południka

I złapany przez pierwsze promienie świtu

Mężczyzna na każda porę

Zatracony w sztormie

 

Powinienem to wiedzieć

Powinienem wiedzieć

Słyszałem jak krzyczeli

Odeszli

Nie ma już niczego w co można wierzyć

Usłysz ich

Marzących, okłamanych

Doprowadzą cię do upadku

 

Co kiedy osiągniesz wiek rozumu

Tylko po to by odkryć że nie było wytchnienia

Ciągle będziesz mężczyzną na każdą porę?

Czy też powinieneś wtedy nie dowierzać

Liczymy swoje zyski w szczęściu i przypadku

Lampiony zawrócą noc

I zamienią nasze klęski w szanse lub doświadczenie

I znowu zaświecą

Niektórzy czekają na źródła sukcesu by je posiąść

Inni widzą przypływy chorej szansy przepływające przez nich

Niektórzy wołają Jehowę

Inni krzyczą Allah

Niektórzy czekają na statki które wiosłują do Vallhali

Powinieneś starać się zaakceptować jakie role są rozpisane

Kiedy niektórzy mówią że są pewni że nadejdzie kara

Patrzysz wkoło być może na szansę by temu zapobiec

Ale za wcześnie to się kończy i mija

 

A mężczyzna na wszystkie pory

Gubi się w słońcu

 

Niemalże Lucy

 

Lucy pracowała codziennie w innym klubie

I chociaż myślała o tym

Sercem była gdzie indziej

Stała w pobliżu zbyt długo by dostać zapłatę

Nie chciała spędzić czasu z tobą

Nie mogła zostać na chwilę

 

A wszystkie te zmieniające się twarze nigdy jej nie kłopotały

Istniały jako tło

Czy napis na ścianie

Lucy wygląda jak ktoś kto czeka na telefon

Wie że będzie

Ale nikt inny go nie usłyszy

 

Lucy znajduje przebieralnię i bar

Odwiesza ubrania

Ma nadzieję że dziś wieczorem umowa nie zostanie złamana

 

Dostaniesz kopniaka wiele razy gdy nie jesteś gwiazdą

Występuje całą noc za psie pieniądze i za grosze

Ale te wszystkie niedogodności nigdy jej nie martwią

Mówi że to wyostrza percepcję

Kiedy znowu jesteś przyparty do muru

Jest coś co nie pozwala jej wznieść się ponad to wszystko

Wzruszyć ramionami, kiedy to wszystko wydaje się zajść za daleko

Myślę że prawie

Czujesz cierpienie wewnątrz

Myślę ze prawie

Czujesz, ale nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 

Ostatnim razem kiedy ją widziałem

Łapała okazję

Wyprowadziła się do Kalifornii

Opaliła na twarzy

Mówi że tamto życie było kolejnym czasem, inną przestrzenią

Ale się skończyło, wiele się nauczyła

I to nie stracony czas

 

Myślę że prawie

Czujesz cierpienie wewnątrz

Myślę ze prawie

Czujesz, ale nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 

Myślę że prawie

Czujesz cierpienie wewnątrz

Myślę ze prawie

Czujesz, ale nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 

Pałac Wersalski

 

Smugi dymu unoszą się

Ze ścian Bastylii

I przez ulice Paryża

Przelatuje nierealne

 

Wszyscy królowie umarli

Ich służba rozbiegła się

Spaliliśmy ich pałace

W imię Robespierrea

 

I wciąż czekamy

Kiedy zacznie się dzień

Nasz czas, stracony na wietrze

Dziwimy się dlaczego

Dziwimy się dlaczego

Rozbrzmiewa echem

Przez pusty pałac Wersalu

 

Wewnątrz nocnych narad

Palą się lampy

Siedzisz i rozmawiasz całą noc

Ale nie masz gdzie iść

 

Nadchodzi Bonaparte

Ze swoją armią z południa

Marat twoje dni policzone

Zdejmiemy ręce z ust

I wciąż czekamy

Kiedy zacznie się dzień

Nasz czas, stracony na wietrze

Dziwimy się dlaczego

Dziwimy się dlaczego

Rozbrzmiewa echem

Przez pusty pałac Wersalu

 

Duch rewolucji

Grasuje po ulicach Paryża

Przez wszystkie nieskończone wieki

Zdziwiony, niepełny

 

Przemawia w tanim czerwonym winie

Kawiarni letnich nocy

A jego czerwone i bursztynowe głosy

Przywołują samochody w światłach ulic

 

I wciąż czekamy

Kiedy zacznie się dzień

Nasz czas, stracony na wietrze

Dziwimy się dlaczego

Dziwimy się dlaczego

Rozbrzmiewa echem

Przez pusty pałac Wersalu

 

Bezkresne niebo

 

Podróżując na południe

Na zaułek kraju

Dotarłem do wioski

Gdzie dorastałem

I zatrzymałem się podczas wspinaczki

Spojrzałem w dół ze szlaków

Na szare dachy

 

Widziałem ruch w wiosce

Kiedy przechodził przez nią wolno dzień

Na polu na którym leżeliśmy

Przez które przechodziły ślady kochanków

Na polu na którym leżeliśmy

Moja pierwsza miłość i ja

Pod wiecznym  niebem Arkadii

 

Stary kanał przebiega

Uśpiony pod niebem

Barki odpłynęły w poprzednią epokę

Na zarośniętych brzegach

Zniknęły ślady kochanków

Na długo zanim pobudowano drogi

I kiedy przyszła nasza kolej i przyszliśmy tutaj

I wyryliśmy swoje imiona na drzewach

A dni zostały rozmyte

Jak fale na nieskończonym morzu

Pod wiecznym  niebem Arkadii

Pod wiecznym  niebem Arkadii

 

Czas biegnie ci przez palce

Nigdy go nie złapiesz zanim odejdzie

Niektóre fragmenty zostają z tobą

Utrzymując się jak śnieg na wiosnę

 

Zostawiłem wioskę za sobą w nocy

Znikając jak żeglarz w ciemnych otchłaniach mórz

Zmiany w schematach życia

Na wieki na zawsze

A w innej wiosce na obym lądzie

Nowy dzień nadchodzi z otwartymi rękami

A słońce ma księżyc w swoich oczach

Przechodząc przez bezkresne niebo

 

Piosenka w radio

 

Podróżowałem przez stracony ląd

Drogą przez miasto

Zmieniałem stacje radiowe

Myśląc o tobie

Twoi przyjaciele nazywają cię Lily Paloma

Ale ty nią nie jesteś

To za wiele żeby mówić o błędnej nazwie

Dla spadającej gwiazdy

 

Ale ty i ja moja droga

Widziałem cię

W oddali, wiedziałem

Nie ma ucieczki

Powiem ci teraz

Co powinniśmy zrobić

Pójdziemy pozbierać dni

Poukładać chwile

Jesteś w mojej pamięci

Jak piosenka w radio

 

Pamiętam kiedy cię pierwszy raz widziałem

Samotną w ciemności z drinkiem

Z płomieniem świecy płonącym przed tobą

Ukrytymi myślami

Stałaś w oddali

Wydawało się, że nie słyszysz co mówiłem

Dlaczego byłaś przeciwna

Kiedy wszystkie światła były tak czerwone?

 

Bo ty I ja moja droga

Ale ty i ja moja droga

Widziałem cię

W oddali, wiedziałem

Nie ma ucieczki

Powiem ci teraz

Co powinniśmy zrobić

Pójdziemy pozbierać dni

Poukładać chwile

Jesteś w mojej pamięci

Jak piosenka w radio

 

Nie wiem co było tak bolesne

Ale czasem jest to na twojej twarzy

Czasem wyglądasz na pogardliwą

Wobec ludzi

Ale później na skrzydłach emocji

Kołujemy w locie

Dopóki nie przypłyniemy jak ocean

Do jej łoża nocą

 

Ale ty i ja moja droga

Widziałem cię

W oddali, wiedziałem

Nie ma ucieczki

Powiem ci teraz

Co powinniśmy zrobić

Pójdziemy pozbierać dni

Poukładać chwile

Jesteś w mojej pamięci

Jak piosenka w radio

 

Koniec dnia

 

Wieczorem, kiedy dzień zachodzi

Ona opuszcza jasne światła domu

Staje i patrzy okryta płaszczem

Pochodnie podpalają zachodnie niebo

 

Czasem myśli że zna go zbyt dobrze

Innym razem że nie za bardzo

Oni żyją swoim życiem w rodzinach

I dopadają się, kiedy upadają

 

Nic nie trwa. Ona dobrze wie, stara się kurczowo uchwycić

Kiedy to minie będziesz spalona

Mody i przyjaciele przychodzą i odchodzą

Każdy podróżuję drogą w ich kierunku

 

Ona chce wybiec tam gdzie dzień spotyka się z nocą

Daleko poza te środkowo-zachodnie farmy

Ale ona będzie z nim jak długo nie znajdzie

Obcej w jego ramionach

 

Zastrzegam sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów



Time Passages to ósma studyjna płyta szkockiego piosenkarza, i jedna z najlepiej sprzedawanych - rozpoczynających jego amerykańską karierę (dziesiąte miejsce na amerykańskiej liście top ten). Zainteresowałem się twórczością artysty, kiedy na liście przebojów Programu Trzeciego zagościł doskonały nostalgiczny Rumours of War, będący utrzymany w lekko elektronicznych klimatach (i jakże dziś aktualny...).



Omawiana dziś płyta to album bardziej gitarowy, jednak poszukiwacze klimatów wspomnianego hitu odnajdą go choćby w Life in Dark Water czy The Palace of Versailles. Mam w kolekcji kilka płyt Stewarta i ważne jest to, że wszystkie są na zdecydowanie wysokim poziomie zarówno muzycznie jak i w warstwie tekstowej. Myślę, że do nich jeszcze wrócimy, dzisiaj jednak oddalmy się w podróż po pasażach czasu, którą wspólnie z Stewartem oferuje nam nikt inny jak wielki Alan Parsons, będący realizatorem płyty.

Zarówno Stewart jak i Parsons jeszcze u nas zagoszczą, w końcu odzie jesień...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Al Stewart - Time Passages, RCA Records 1978, Producent: Alan Parsons, Tracklista: Time Passages, Valentina Way, Life in Dark Water, A Man for All Seasons, Almost Lucy, The Palace of Versailles, Timeless Skies, Song on the Radio, End of the Day



sobota, 10 września 2022

Co się dzieje z nimi dzisiaj? Klaus Mitffoch

Głowa umie łączyć niebo z szyją

Niebo w szyje wpada poprzez głowę

Głowa często lubi być niczyją

I dlatego ciągle jest jak jest


Autorem powyższego czterowiersza jest wrocławianin Lech Janerka (ur. 1953). Niezależny tekściarz, gitarzysta basowy i wokalista, znany i zapamiętany głównie z Klausa Mitffocha, polskiego zespołu założonego w 1979 roku we Wrocławiu wraz z Krzysztofem Pociechą (gitara), Wiesławem Mrozikiem (gitara) i Kazimierzem Syczem (perkusja), którego od 1980 roku zastąpił Marek Puchała (perkusja). Wszyscy muzycy byli totalnymi amatorami i grali jedynie dla przyjemności po pracy (Janerka był fotografem w wydziale geodety w Urzędzie Wojewódzkim), do roku 1981 zespół nie miał stałej nazwy, a wyszli ze swoimi utworami do ludzi zupełnie przypadkiem, w przerwie występu innego zespołu. Tamci poszli na papierosa, a Klaus Miffoch weszli na scenę i już na niej zostali.


Janerka w każdym niemal wywiadzie podkreśla, że nie ma predyspozycji na gwiazdę, jest introwertykiem, który najlepiej czuje się w domu, w ostatnim tak o tym mówił: Nie, nie piszę dla słuchacza. Piszę dla siebie, tylko i wyłącznie. Piszę szybko, komponuję szybko, feler jest w tym, że nie mam predyspozycji muzycznych. To mnie dobija. Wszelkie zwłoki wynikają z mizernych możliwości warsztatowych. (...)Niestety, taka jest prawda. Jestem uważany za muzyka, zostałem wokalistą, a tak naprawdę nie powinienem tego robić. Nie mam odpowiednich predyspozycji. Nie lubię swojego głosu, to jest żaden głos. W muzyce wszystko przychodzi mi z trudem, do każdej kolejnej piosenki muszę zbudować warsztat od nowa, zarówno jako muzyk – grając na basie – i pieśniarz z długim nosem (LINK). 


Po dwóch latach takiej działalności grupa w czerwcu 1983 roku wystartowała w Ogólnopolskim Turnieju Młodych Talentów, gdzie zajęła drugie miejsce (pierwszej nagrody nie przyznano), co umożliwiło jej nagranie dwóch singli: Ogniowe strzelby /Śmielej i Jezu, jak się cieszę /O głowie

Rok później Janerka podobno skonfliktował się z perkusistą i opuścił zespół po czym rozpoczął działalność solową. Z żoną Bożeną, a także Wojciechem Konikiewiczem, Januszem Rołtem i Tomkiem Pierzchalskim wystąpił na Festiwalu Muzyków Rockowych Jarocin '85.

Pozostali ex-Klaus Mitffoch założyli Klaus Mit Foch. Byli to Wiesław Mrozik, Marek Puchała, oraz nowi - Zbigniew Kapturski (gitara i wolak), Jacek Fedorowicz (gitara basowa) i Paweł Chyliński (wokal). Zadebiutowali na festiwalu Poza Kontrolą w Warszawie w 1987 roku. W tym samym roku nagrali  album Mordoplan, który znalazł się w sklepach dopiero na przełomie 1988/1989 (w 2012 wyszedł ponownie w wersji CD). 

W tym samym mniej więcej czasie Janerka nagrał wydany w 1986 album Historia podwodna, a kolejnym roku miał zamiar wydać znów płytę, ale podczas sesji zmarł Janusz Rołt, który przegrał walkę z narkotykowym nałogiem , więc w kilku utworach perkusyjną dograno automatem, Były jeszcze problemy z cenzurą, ostatecznie album Piosenki pojawił się dopiero w 1989 roku. Potem były jeszcze dwie płyty: Fiu Fiu i Ur, a w 2005 roku wyszły Plagiaty. W 2019 po dłuższej przerwie pojawił się nowy utwór Janerki z muzyką Damiana Pielka pt. Zabawawa, który był zapowiedzią nowej płyty.



Trzeba przyznać, że nie jest to jakiś potężny dorobek, lecz Janerka posiada rzesze fanów, mimo, że rzadko pojawia się w świetle reflektorów i nie słychać o w mainstreamowych mediach, bo funkcjonuje poza głównym nurtem. Lecz nawet jego krótkie wywiady są ciekawe. Muzyk niewątpliwie obdarzony jest charyzmą. Ostatnimi czasy udziela się więcej, w 2019 roku zauważył, że występy dobrze wpływają mu na krążenie. W 2021 roku wystąpił na koncercie z okazji 40. wrocławskiego NZS (LINK) a w tym roku na koncercie z okazji 40. Lecia Solidarności Walczącej. Dzisiaj znów będzie można go zobaczyć w Sali Koncertowej Radia Wrocław o godz. 19.00 (LINK). Ci, którzy nie zdążą do Wrocławia mogą odsłuchać  najnowszy (LINK)  i obejrzeć niedawny, zarejestrowany w 2019 roku występ 



Ze spraw prywatnych - muzyk jest żonaty, jego żona Bożena ma muzyczne wykształcenie, grała na skrzypcach, potem na wiolonczeli, razem z nim debiutowała w 1975 roku na przeglądzie piosenki studenckiej. Odkąd skończył 62 lata jeździ na nartach i bardzo to lubi. Tak samo jak jazdę samochodem (zrobił prawo jazdy w wieku 55 lat) (LINK). 

Janerkowie mają dwie córki, obecnie dorosłe, mieszkające w Anglii. I wnuki.

A co dzieje się z resztą składu Klausa Mitffocha?

Marek Puchała (ur  1959 r.), który ukończył Wydział Szkła i Ceramiki na Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta), obok muzyki rozwijał pasje plastyczne. Po rozpadzie grupy kontynuował indywidualną karierę artystyczną, uczestnicząc w wystawach szkła artystycznego, m.in. kilkakrotnie na Światowej Wystawie Szkła Studyjnego Glass Now organizowanej przez Yamaha, sympozjach w niemieckim Frauenau i czeskim Novym Borze. Jego prace znajdują się m.in. w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Szkła Suomen Lasimuseo Riihimaki, muzeum w Sosnowcu i w zbiorach prywatnych. W latach 1997-2002 kierował Galerią Szkła i Ceramiki BWA Wrocław (SiC). Był kuratorem wielu wystaw zbiorowych promujących wrocławskie szkło artystyczne oraz wystaw indywidualnych. Od 2002 do 2020 pracował na stanowisku dyrektora BWA Wrocław. Ostatnio współtworzył plastyczny projekt P66, który ma łączyć rozmaite przedsięwzięcia artystyczne (LINK).


Wiesław Mrozik także zerwał z muzyką. Wyjechał do Niemiec, założył rodzinę i zajął się projektowaniem i budowaniem ogrodów. Od 1998 roku ma własną firmę (LINK) i na razie chyba nie wróci do Polski.

Najmniej wiadomo o tym co robi Krzysztof Pociecha. Dłuższy czas mieszkał w Stanach, dokąd pojechał w 1988 z Janerką, ale potem chyba wrócił skoro nagrał z nim kilka utworów m.in Rower. Co robi jednak teraz, nie mogliśmy ustalić. Podobno nie utrzymuje się z muzyki.

Tyle o zespole Klaus Mitffoch. Acha - Lech Janerka cały czas myśli o nowej płycie. Ma materiał muzyczny i to w ilości wystarczającej na dwie płyty. Brakuje mu tylko tekstów...


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 9 września 2022

Z mojej płytoteki: Past Masters the Beatles i najlepsze psychodeliczne piosenki George'a Harrisona

 


W listopadzie minie 21. rocznica śmierci tzw. cichego Beatlesa. Jako fan wielkiej czwórki posiadam całą dyskografię na winylach, ale nawet jeśli ktoś fanem the Beatles nie jest, musi docenić ich wkład w muzykę, o czym tutaj już pisaliśmy. Tak więc będąc w muzeum zespołu w Liverpoolu nabyłem kilka rarytasów, miedzy innymi album Past Masters, który w młodości znałem jako bootleg. 


Ponieważ to przekrój przez dorobek Beatlesów, mamy jeden album z Parlophone a drugi z Apple. Nie ukrywam, że dla mnie cenniejszy jest etap późniejszych Beatlesów, czyli od Rubber Soul wzwyż, zatem na powyższym albumie, a dokładnie na płycie w czarnej kopercie, znajduje się piosenka Harrisona, która przypomniała mi, jak wielkim był kompozytorem Harrison. Mowa o The Inner Ligth - Wewnętrzne Światło, w oryginale wydanym jako strona B singla Lady Madonna z 1968 roku (warto nadmienić, że dość znany portal zapomina o tej piosence cytując dorobek Harrisona LINK). 

Harrison w swojej twórczości od pewnego momentu używał sitara, później nawet w nieco odmienionej w studio formie, jaką choćby znamy z Peppera. Pisał bardzo dobre piosenki, wydał po rozpadzie Beatlesów kilka dobrych albumów, a później m.in. z Orbisonem i Dylanem występował w Traveling Wilburys.

Warto zatem przypomnieć 5 najlepszych piosenek George'a. Poniżej nasza lista z drobnym uzasadnieniem. Pominąłem w nich największe hity jego autorstwa, bowiem kryterium wyboru jest nowatorskość jak na tamten czas, no i ładunek psychodeli.


1. Only a Norhern Song (1968) - wielu krytyków i ekspertów od the Beatles podkreśla, że to słaby utwór, że błędem było wybranie go do filmu Yellow Submarine. Dla mnie to jedna z najlepszych piosenek o samotności, w dodatku z potężnym ładunkiem psychodeli.


Jeśli słuchasz tej piosenki

Możesz myśleć, że akordy są napisane źle 

Ale nie są

Ktoś po prostu napisał je w ten sposób


Kiedy słuchasz późno w nocy

Możesz pomyśleć, że zespół nie do końca ma rację 

Ale jednak ma 

Po prostu grają to w ten sposób


Bo tak naprawdę nie ma znaczenia, jakie akordy gram

Jakie słowa mówię, lub jaka jest pora dnia


Ponieważ jest to tylko piosenka samotnych ludzi 

Tak naprawdę nie ma znaczenia jakie ubrania noszę

Albo jak sobie radzę lub czy moje włosy są dziś brązowe

Ponieważ jest to tylko piosenka samotnych ludzi 


Jeśli uważasz, że harmonia

Jest trochę niejasna i zaburzona 

To masz rację

Bo nikogo w niej nie ma


Powiedziałem ci, że nikogo tam nie ma


2. Within You Without You (1967) - to ten moment kiedy Harrison poddał sitar przeróbce elektronicznej, przez co brzmi on totalnie psychodelicznie. Być może dlatego Lennon uważał, że to najlepsza piosenka George'a. Można dostrzec jej geniusz kiedy odsłuchuje się całego Peppera, zwłaszcza gdy po jej zakończeniu ze snu wybija nas When I'm 64, który obok Obla-Di-Obla-da (oba autorstwa McCartneya), należy do najgorszych piosenek zespołu...


Rozmawialiśmy o przestrzeni między nami 
I o ludziach, którzy chowają się za murem iluzji
Nigdy nie dostrzegają prawdy a jest o wiele za późno gdy już odejdą

Rozmawialiśmy o miłości którą wszyscy moglibyśmy się dzielić
Kiedy już ją znajdziemy, powinniśmy starać się jak najmocniej utrzymać ją, razem z naszą miłością
Z miłością moglibyśmy uratować świat, gdyby oni tylko o tym wiedzieli

Spróbuj uświadomić sobie, że to wszystko jest w tobie
Nikt inny nie może zmusić Cię do zmiany
Żebyś zobaczył siebie jako kogoś naprawdę bardzo małego
Bo życie płynie w tobie i bez ciebie

Rozmawialiśmy o miłości, która odeszła tak zimna
I ludziach, którzy zyskują świat ale tracą swoją duszę
Nie wiem czy jesteś jednym z nich?

Kiedy spojrzysz poza siebie możesz znaleźć
Spokój ducha on tam czeka
I nadejdzie czas kiedy zobaczysz, że wszyscy jesteśmy jednym
Bo życie płynie w tobie i bez ciebie


3. The Inner Ligth (1968) - psychodela medytacja, mądrość i instrumentarium z Kosmosu... Warto pamiętać - według buddyzmu, to posiadanie jest źródłem ludzkich problemów... na tym zresztą bazował Harrison kiedy pisał ten utwór. 


Bez wychodzenia przez drzwi
Mogę poznać wszystkie rzeczy na Ziemi
Bez patrzenia przez okno
Mogłem poznać drogi Nieba
Im dalej się podróżuje
I im mniej się wie
Tym mniej się naprawdę wie

Bez wychodzenia z domu
Możesz poznać wszystkie rzeczy na Ziemi
Bez patrzenia przez okno
Możesz poznać drogi Nieba
Im dalej się podróżuje
Tym mniej się wie
I tym mniej się naprawdę wie

Przyjazd bez podróży
Zobacz wszystko bez patrzenia
Zrób wszystko bez robienia

4. Blue Jay Way (1967), organy, masa efektów specjalnych, nawiązanie do Indii, no i jedyny oryginalny teledysk  z epoki...


Nad L.A. mgła

A moi przyjaciele zgubili drogę

"Wkrótce będzie po nas" - powiedzieli

Ale zamiast tego, zagubili się

Proszę nie bądź tam długo

Proszę nie bądź tam zbyt długo

Proszę nie czekaj długo, bo mogę już spać


Cóż, to wszystko tylko na pokaz

Powiedziałem im dokąd mają iść

Zapytaj policjanta na ulicy

Jest ich tam tak wielu

Proszę nie bądź tam długo

Proszę nie bądź tam zbyt długo 

Proszę nie czekaj długo, bo mogę spać


Teraz to jest już za moim łóżkiem, wiem

I naprawdę chciałbym iść

Wkrótce nadejdzie świt

Siedząc tutaj w Blue Jay Way

Proszę, nie bądź tam długo

Proszę, nie bądź tam zbyt długo

Proszę, nie czekaj długo, bo mogę spać


5. Think for Yourself (1965) - ważny tylko i wyłącznie dlatego, że zainspirował McCartney'a do pierwszego w historii muzyki użycia fuzz basu, a to początki grania, którego nikt wcześniej nie uprawiał - można powiedzieć, że to most między rock'n rollem a heavy metalem

Mam słowo lub dwa

By mówić o rzeczach, które robisz

Mówisz te wszystkie kłamstwa

O dobrych rzeczach, które możemy mieć

Jeśli tylko zamkniemy oczy


Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama

Bo nie będzie mnie tam z tobą


Zostawiłem cię daleko w tyle

Za ruinami życia, które masz w myślach 

I chociaż nadal nie widzisz

Wiem, że twój umysł jest zamyślony

Spowodujesz tylko więcej nieszczęścia


Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą


Chociaż twój umysł nie jest czysty 

Spróbuj myśleć więcej, to tylko dla własnego dobra

Przyszłość nadal wygląda dobrze

I masz czas na korektę 

Wszystkich rzeczy, które powinnaś zrobić 


Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą

Rób to, co chcesz

I idź tam, gdzie zamierzasz

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą

Pomyśl sama 

Bo nie będzie mnie tam z tobą


The Beatles jeszcze u nas się pojawią i to  nie jeden raz. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

czwartek, 8 września 2022

Pora na performance, czyli dlaczego homar miałby być śmieszniejszy od psa?

Pokazujemy na naszym blogu rozmaite przejawy tego co ogólnie nazywa się sztuką. Można zatem powiedzieć, że jesteśmy otwarci. I tolerancyjni. Choć wolimy piosenki które znamy. Ale na szczęście tolerancja to nie afirmacja. Dlatego po kilku postach o uznanych dziełach sztuki typu Mona Lisa, czy o rzeźbach z brązu dzisiaj zajmiemy się czymś dla odmiany bardzo popularnym i takim na czasie. Aby dłużej nie trzymać naszych czytelników w niepewności, krótko mówiąc dzisiaj pora na performance. 

Termin ten obecnie jest używany i wręcz nadużywany. Gdy ktoś zobaczy coś co niby jest sztuką, a nie wie jak to zakwalifikować, określa to co widzi mianem performance. Nie zawsze jednak jest to właściwe. 

Performance według definicji jest to rodzaj ulotnych działań wykonywanych przez artystę w obecności widzów bądź przed kamerą. Zrodził się on w XX wieku, choć pierwsze działania performatywne datują się znacznie wcześniej. Za jeden z pierwszych uważa się widowisko plenerowe zorganizowane podczas Rewolucji Francuskiej przez malarza, Jacques-Louis Davida, oficjalnego propagandysty  reżimu, inaugurujące nową religię państwową czyli Kult Istoty Najwyższej, który miał zastąpić Kościół katolicki. Impreza, pod przewodnictwem głównego terrorysty Reign of Terror, Maximiliana Robespierre, odbyła się na Polu Marsowym w Paryżu 8 czerwca 1794 roku. Głównym elementem widowiska była góra zwieńczoną zapalonymi pochodniami i kolumną z posągiem bóstwa. U stóp góry podobny wizerunek ciągnęli na platformie żołnierze. Podobne, totalitarne widowiska były organizowane w czasie Rewolucji Październikowej, wypełniały je rekonstruowane sceny szturmu bolszewików na Pałac Zimowy w Petersburgu. A jeszcze później podczas wieców z udziałem Hitlera. Były to jednak zdarzenia, które nie oddziałały szerzej na twórczość artystyczną. 

Aż zdarzyło się coś, co zawładnęło wyobraźnią twórców: w połowie XX wieku Gérarda de Nerval wybrał się na spacer po Paryżu, ciągnąc za sobą na długiej niebieskiej wstążce homara o imieniu Thibault. Poproszony o wyjaśnienie, Nerval podobno odparł: Dlaczego homar miałby być śmieszniejszy od psa?” I tu mamy wyjaśnienie sukcesu jaki odniósł ów poeta, odkrył on bowiem, że dobry performance musi szokować.


I tak to się zaczęło: Powołany do życia przez poetę Filippo Tommaso Marinettiego w swoim manifeście z 1909 roku, futuryzm celebrował prowokację. Sprytnie korzystał z emocji, jakie może wzbudzać kontrowersje i wyreżyserował serię serate futuriste (Wieczorów futurystycznych) oferujących menu z odczytów poezji i wystaw malarskich. Politycznie naładowane obelgi były również rzucane w widzów z nadzieją wywołania zamieszek, nierzadko ze skutkiem. W międzyczasie poszczególni artyści, tacy jak Giacomo Balla, Luigi Russolo i Fortunato Depero, tworzyli dzieła, które trudno zakwalifikować, było tam wszystko, od lalek po specjalnie skonstruowane instrumenty ryczące atonalnym hałasem.

Pierwsza wojna światowa zakończyła pewną epokę w Europie. Zniknął car oraz niemiecki i austriacki kajzer. Ale podczas gdy włoski futuryzm i jego rosyjski odpowiednik ogłosili koniec starego porządku, nowy ruch Dada miał o wiele bardziej negatywny pogląd na wojnę jej następstwa. Dada wywodził się z grupy pisarzy, poetów i artystów - wśród nich są nazwiska Emmy Hennings, Hugo Balla, Tristana Tzary, Marcela Janco - którzy zebrali się w Cabaret Voltaire w Zurychu zimą 1915 roku na purnonsensowe recitale, które zdawały się sugerować, że absurd jest jedyną adekwatną odpowiedzią na rozpadający się świat. W powojennym Berlinie, gdzie atmosfera żalu z powodu przegranej Niemiec unosiła się w powietrzu, performance przybrał kostium czarnego humoru. George Grosz podczas przemarszu przez miasto: For Dada Death (1918) założył maskę w kształcie uśmiechniętej czaszki. 


Z kolei w nowojorskim kręgu dadaistów, do którego należał Duchamp popularną skandalistką była baronowa Elsa von Freytag-Loringhoven, której tytuł arystokratyczny wywodził się z krótkotrwałego małżeństwa. Urodzona jako Elsa Hildegard Plötz w Polsce przybyła do Nowego Jorku w 1913 roku. Była artystką, tworzyła rzeźby ze znalezionych śmieci, z jakiś niepotrzebnych drobiazgów, ale tak naprawdę głównym materiałem, który wykorzystywała było jej ciało. Jako orędowniczka wolnej miłości często wędrowała po Greenwich Village w biustonoszu zrobionym z puszek po pulpie pomidorowej i z klatką dla ptaków na szyi z żywymi kanarkami w środku. Przyjaźniła się z Duchampem i niektórzy krytycy sztuki spekulują, że to ona przysłała mu pisuar, który wywołał taki skandal na wystawie Towarzystwa Artystów Niezależnych w 1917 roku. Jeszcze wcześniej bo w 1912 roku wystąpiła publicznie naga, pocierając ciało gazetą z artykułem o Duchampie i deklamując Marcel, Marcel, kocham cię jak diabli, Marcel. W 1921 roku zagrała w filmie Man Raya Baroness Elsa von Freytag-Loringhoven Goli Włosy Łonowe, w którym zagrała tytułową rolę. Man Ray i Duchamp zniszczyli jego negatyw, ale przetrwały niektóre fotosy.

Jak widzimy, to co teraz proponują nam artyści jest tylko marnym naśladownictwem akcji sprzed ponad wieku. Nawet to co robi Marina Abramovic (TUTAJ) nie jest tak obrazoburcze jak tamte zdarzenia. Reasumując, sztuka performance okazała się płaszczyzną, w granicach której prowokacja, ponadczasowość i brak granic są wielokrotnie wykorzystywane jako pomysły działań. Ale aby dokładniej jeszcze wyjaśnić czym jest modny nadal performance i odróżnić go od happeningu, instalacji oraz innych ulotnych przykładów sztuki konceptualnej przytaczamy obrazową ściągę zamieszczoną przez jednego z internautów:

Jak narobisz komuś na wycieraczkę, zapukasz do drzwi i poprosisz o papier - to jest performance.

Jak narobisz i sobie pójdziesz - to jest instalacja.

Jak narobisz i rozsmarujesz na drzwiach - to jest malarstwo przestrzenne.

Jak narobisz i rozsmarujesz na ścianie - to jest mural.

Jak narobisz i wygłosisz monolog o wolności defekacji współczesnego człowieka - to jest manifest.

Jak narobisz razem ze znajomymi - to jest happening.

Jak narobisz razem ze znajomymi a potem to podeptacie - to jest collage.

Sama kupa na wycieraczce jako taka to (jeszcze) oczywiście awangarda.

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 7 września 2022

Ten album warto znać: Eloy i Destination, coś dla fanów dobrego progrocka

 


Niemiecki Eloy to projekt mający swój początek pod koniec lat 60. z inicjatywy Franka Bornemanna (wokal i gitara). Przez zespół przewijała się dość duża grupa osób, w każdym razie omawiany dziś album zrealizowany został we współpracy Michaelem Gerlachem, który gra na instrumentach klawiszowych, a Destination  jest czternastą płytą zespołu z 1992 roku. 

Muzyka Eloy uległa znacznej ewolucji, o ile na początku kariery można nazwać ją eksperymentalnym rokiem progresywnym, zdominowanym przez dość dziwaczne chwilami solówki na instrumentach klawiszowych, to Destination posiada zupełnie inną stylistykę (która zmieniła się właśnie pod wpływem Gerlacha). Pamiętam kiedy po dopaleniu kompaktu zostałem wgnieciony w fotel wstępem, który stylistycznie lokuje się gdzieś między Yes, Pink Floyd i Jethro Tull. Cały album zresztą utrzymany jest w takiej stylistyce. Dlatego, że to najlepszy album Eloy jaki znam, postanowiłem właśnie od niego zacząć prezentację dokonań zespołu.


Zatem Call Of The Wild, majestatyczny z niesamowitym fletem to wezwanie do poddania się instynktom natury:

Nagłe wibracje budzą się gdzieś głęboko w środku
Słowa i dźwięki, które odbijają się echem w nocy
To jak zwierzę
To aborygeńskie
Takie pozbawione emocji
Panuje nad wszystkimi zmysłami

Nie bój się, że musisz być posłuszny
Szarpnięciu dzikiego zewu
W głębi duszy wiesz, jak się cieszyć
Czując zew dzikiej przyrody
Otwórz drzwi klatki
Który trzyma cię w niewoli 
I nakazuje żyć w kłamstwie
A cisza podąży za twoim krzykiem

Racing Shadows, stylistycznie przypominający Yes, to manifest przeciwko politykom. Zdaje się, że kluczowym tutaj jest są wersy:

Każdy krok, który podejmują
Każdy ruch, który wykonują
Wszystko jest fałszywe
To tylko iluzja
Szaleńcy wznoszą się i upadają
Wiele głów może spadać 
Ale ich w ogóle to nie obchodzi
Oni chcą siać zamieszanie

Po nim pora na tytułowy Destination. Piosenka nawiązuje do pierwszego utworu, narrator zastanawia się nad nieuniknionym, nad przeznaczeniem. W końcu pada wezwanie: 

Śmiało, uwolnij swojego ducha
Znajdź swoją harmonię i pozwól jej trwać
Wszystkie emocje nagle są wyzwalane
W twoim sercu
Posłuchaj swojego sekretu
Snów w środku
Pozwól swoim najgłębszym zmysłom
Być twoim przewodnikiem
Zaufaj swojemu przeznaczeniu: idź z nim 
Ręka w rękę
Bo gdy nie ma drogi
Ta pojawi się 
Gdziekolwiek pójdziesz

W piosence pojawia się niesamowite solo na flecie. Po niej nieco ostrzejszy Prisoner In Mind - o uzależnieniu się od mediów. Z kolei Silent Revolution znowu wraca początkiem do pierwszego utworu. Po czym znowu jest bardzo dynamicznie jak w poprzedniej piosence. Tutaj jednak następują zupełnie niesamowite zmiany rytmu, a dziecięcy chór ewidentnie wprowadza nas w klimaty the Wall Pink Floyd. To jeden z najlepszych momentów albumu - utwór kulminacyjny. Patetyczny, majestatyczny, pełen zwrotów akcji - tak jak i tekst. W końcu chodzi o rewolucję. Oczywiście jak u Floydów wszystkiemu winna jest szkoła... Ale może przyszłe pokolenia wszystko odmienią? Nico rozczarowuje końcówka tej piosenki, szkoda że jest tak wyciszona... 

Fire And Ice jest o przełomie, o odkryciu światła, przebudzeniu, buncie. To nico słabszy moment albumu, choć końcówkę ma dobrą. Do końca pozostały dwa doskonałe utwory: Eclipse Of Mankind Jeanne D'Arc. To jest to. I to jak!

Zmarnowane łzy smutku spadają
Na spaloną ziemię
Nie ma już wizji do zrealizowania
Autodestrukcja dookoła

Zignorowaliśmy niebezpieczeństwo
Wszystkie ostrzeżenia pozostały niewysłuchane
Aby wrócić, jest już za późno
Związani z naszym losem
Czujemy się jak uwięziony ptak

Nie ma nadziei, nie ma przyszłości
Wszystkie nasze prawdziwe wartości zabite
Bezkresne słowa, które rozpraszają nasz strach
Puste obietnice toną w bólu

Wszystkie szczere uczucia
Zakute w łańcuchy
Wierzyliśmy we wszystkie kłamstwa
Teraz płacimy cenę
Rozpacz przepływająca przez nas

W świecie szaleństwa
Rządzeni przez wojnę i zbrodnię
Gdzie przemoc krzyczy
O większe poświęcenia
Perwersyjnymi rymowankami 

Modlimy się o ratunek
Ale wszystko na próżno
Nie ma jutra i odmiany
Bo przyszłość jest tu i teraz
Ponieważ pozostało mało czasu
Próżność i duma
Przyniosły ślepotę w walce
Prawdziwe wartości trzymane w ukryciu
Wciąż płonące w środku
Uchwycone w szpony strachu, w które wchodzimy

Zachód ludzkości

No i zakończenie... Epicka suita z chórem o losach Joanny D'Arc. Genialna to mało powiedziane. 

Joanno Joanno
Zaprzecz głosom w swoim umyśle
Joanno Joanno
Jest szansa, aby pozostać przy życiu

Modlimy się za ciebie, wiemy
Joanno Joanno
Powiedz, po co iść aż tak daleko?


Po tym nic już nie zabrzmi lepiej. Koncept album? Chyba tak. 

Jeśli się spełnia, to nasz koniec jest bliski...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.        


Eloy, Destination,
producent Frank Bornemann, SPV 1992, tracklista: Call Of The Wild, Racing Shadows, Destination, Prisoner In Mind, Silent Revolution, Fire And Ice, Eclipse Of Mankind, Jeanne D'Arc.

wtorek, 6 września 2022

Rzeźby Jasona Johnstona: Ludzkość, a Świat

Rzeźba z brązu. Ta nazwa aż dźwięczy od nadmiaru solidności. Kto dzisiaj robi rzeźby z brązu? W czasie, gdy króluje performance i happening? Ale okazuje się, że szlachetna sztuka odlewania brązu w technice na wosk tracony nadal króluje. Niedawno opisaliśmy włoskiego artystę Bruno Catalano, który tworzy w tej technice prace zaprzeczające prawom grawitacji (TUTAJ). A dzisiaj chcemy przedstawić innego twórcę, którym jest Jason Johnston, urodzony w 1971 roku Amerykanin, politolog po Hillsdale College i Oxford University oraz absolwent wydziału rzeźbiarskiego Uniwersytetu w Oregonie





Jego prace nie są monumentalne, choć ustawione w plenerze, robią takie wrażenie. Co wykonuje? Rzeźby figuralne, które można uznać za dowcipny a przez to wnikliwy komentarz do tego, co dzieje się w formacie globalnym. Można by je nazwać hasłem: Ludzkość, a Świat

Na jednej z nich siedzący na luli ziemskiej nagi człowiek zamierza się nożem na sznurowanie biegnące wzdłuż jednego z równoleżników. Na innej grupka mężczyzn wspina się po stopniach, które układa zabierając stopnie poniżej aby je ułożyć powyżej siebie, na innej rząd osób tworzy trzymając się za ręce konstrukcję podobną do zamka, na jaki zasuwają się nasze ubrania. Gdy więc puszczają uścisk, zamek otwiera się. Ta forma najbardziej chyba jest ceniona przez autora, ponieważ powiela ją w wielu odmianach.




Rzeźbiarz wykonuje także prace inspirowane sportem oraz mitologią. Jest autorem pomnika Charlesa Woodsona, piłkarza Little Giant. Naturalnej wielkości posąg stoi w Fremont Ross, skąd pochodził sportowiec. Wybór Johnstona nie był przypadkowy, bo dorastał on w nieodległym Perrysburgu i zawsze podziwiał grę Woodsona (LINK). Wśród motywów sportowych w jego galerii zwracają jeszcze uwagę przedstawienia narciarzy oraz wspinaczy wysokogórskich. 


Ogólnie można stwierdzić, że Jason Johnston jest artystycznym konserwatystą i tradycjonalistą, czego podsumowaniem może być podobizna Aresa, greckiego boga wojny, ukazanego jako zmęczonego mężczyzny siedzącego na hełmie heloty, który spogląda czujnie za siebie... Czy jest to alegoria życia artysty, czy też szersza parafraza, nie da się określić. Tu konieczna jest już własna interpretacja widza, w tym miejscu my - podziwiający takie prace - wchodzimy w interakcję z autorem i współtworzymy dzieło.

 

Inne prace Jasona można zobaczyć na jego stronie internetowej, do której odwiedzin zachęcamy naszych czytelników (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.