poniedziałek, 23 września 2024

Isolations News 294: Nowe Transmissions, nowy singiel Cure, nowy album Claptona i Foreigner, triumf Gilmoura, nieznany utwór Harrisona i Mozarta, ostry sos Slayera, pomyłka z tabletkami, Boże Narodzenie Maduro, czołówka staruszki i antynobel za oddychanie odbytowe

W najnowszym odcinku Transmissions: The Definitive Story of Joy Division & New Order  z 19 września, prowadząca podcast Elizabeth Alker zajęła się historią pierwszej trasy zespołu po USA w 1980 roku. Billy Corgan z zespołu The Smashing Pumpkins, który wziął udział w filmie, opowiedział o zespole New Order i wyjaśnił skąd wzięła się według niego w USA popularność grupy wśród pokolenia X (LINK).

W zimnym klimacie: the Cure udostępnili kawałek singla, który znajdzie się na nowej płycie (LINK). Piosenka będzie miała tytuł Alone i znajdzie się na końcu setlisty. Brzmi ciekawie. Czekamy na cały album.
 
 
Szukamy nowych brzmień i wydawało nam się, że skoro kapela ma mroczną nazwę to gra podobnie mroczną muzykę. Tak dotarliśmy do bohaterów kolejnego wpisu. Zespół The Darkness w marcu przyszłego roku wyda swój ósmy album, Dreams on Toast, a powyżej gra otwierający go singiel. Napisaliśmy o nich dwa razy - pierwszy i ostatni, bo generalnie nie lubimy disco polo. Co za fatalna pomyłka... 
 
Żona dzwoni do męża do pracy:
- Kochanie rano przez pomyłkę zamiast tabletek na biegunkę dałam ci te na uspokojenie. Wszystko w porządku u ciebie? Jak się czujesz?
- Obs@#ny, ale spokojny.
W temacie fatalnych pomyłek, tym razem nieco bardziej poważnych. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro oficjalnie ogłosił, że w jego kraju święta Bożego Narodzenia rozpoczną się trzy miesiące wcześniej, czyli od 1 października. Prawdopodobnie będzie to okazja do przekazania Wenezuelczykom niewielkich kwot, aby odwrócić ich uwagę od złej sytuacji kraju. Minimalne wynagrodzenie w Wenezueli nie zmieniło się od 2022 r. i wynosi 130 boliwarów miesięcznie, czyli około 3,55 dolara (2,70 funta) (LINK). 
 
Wieczór wigilijny. Cała rodzina gotowa, stół zastawiony, czekają tylko na pierwszą gwiazdkę. Oczywiście przy stole jedno dodatkowe, puste miejsce. Nagle pukanie do drzwi.
- Kto tam?
- Strudzony wędrowiec, czy jest dla mnie miejsce?
- Jest.
- A mogę skorzystać?
- Nie.
- Ale dlaczego?!
- Bo tradycyjnie musi być puste!
 
Pustym nie może być tron antynaukowca. Niedawno wręczono nagrody Ig Nobla czyli Anty-Nobla. Gala wręczenia nagród odbyła się w Massachusetts Institute of Technology, w sali wykładowej wypełnionej papierowymi samolotami rzucanymi przez publiczność, którzy w ten sposób podtrzymali tradycję Ig Nobla polegającą na recyklingu papieru poprzez przyniesienie go ze sobą i przerabianie na samolociki. Wśród laureatów znaleźli się naukowcy, których badania obejmują szeroki zakres zachowań ludzkich, botanicznych i innych, w tym także ptasich. Pośmiertnie przyznano nagrodę psychologowi o nazwisku FB Skinner, który badał wykorzystanie żywych gołębi do kierowania torami lotu pocisków. Nagrodę odebrała jego córka. Innymi laureatami byli: Jacob White i Felipe Yamashita, którzy znaleźli dowody naśladowania przez prawdziwe rośliny kształtów umieszczonych przy nich roślin z tworzyw sztucznych. Marjolaine Willems i jej współpracownicy otrzymali nagrodę w dziedzinie anatomii za badanie, czy włosy na głowach większości ludzi mieszkających na półkuli północnej skręcają się w tym samym kierunku. Takanori Takebe i jego współpracownicy odkryli, że wiele ssaków jest w stanie oddychać przez odbyt. Tess Heeremans, Antoine Deblais, Daniel Bonn i Sander Woutersen zdobyli nagrodę w dziedzinie chemii za opracowanie metody chromatografii oddzielającej robaki pijane i trzeźwe. A Saul Justin Newman odkrył, że wiele osób słynących z długiego życia mieszkało w miejscach, w których prowadzono kiepską ewidencję urodzeń i zgonów. I ich wiek wynika z pomyłki (LINK). 
 
Dla nas oddychanie przez odbyt to hit. Ostatnio na konferencji Tuska były Wojewoda lubuski, Marek Cebula  pokazał jak to się robi (LINK).
 
Czy można usiąść gołym tyłkiem na jeża?
- Można. W trzech wypadkach. Jeżeli jeż jest ogolony, jeżeli tyłek jest cudzy i jeżeli tak zechce Tusk.
 
Ostro? Może być jeszcze bardziej bo Slayer wyprodukowali własny, ostry sos. Nazywa się Raining Blood, na cześć ich kultowej piosenki z 1986 roku, i składa się głównie z ostrej papryki. Można go kupić TUTAJ ale wysyłka zostanie zrealizowana dopiero pod koniec października.
 
Za to na początku października Eric Clapton zapowiedział nowy album Meanwhile. Zostanie on wydany najpierw w formie cyfrowej już 4 października, a następnie na płycie CD i winylu 24 stycznia 2025 r. Album będzie zawierać 14 piosenek, osiem zebranych z singli, które Clapton wydał w ciągu ostatnich kilku lat, takich jak otwierający płytę utwór Pompous Fool i Heart of a Child. Ale są także nowe, na przykład utwór One Woman, który gra powyżej.

Clapton w jednym utworze the Beatles zagrał solo za Georgea Harrisona. Czwarty album studyjny wielkiego Beatlesa został zremiksowany z oryginalnych taśm i będzie zawierał alternatywne wersje, utwory akustyczne i niespodzianki. Projekt nadzorowany jest przez Olivię i Dhani Harrison zostanie wydany 15 listopada przez Dark Horse Records/BMG na LP, 2LP, CD, 2CD, kolorowym winylu i jako zestaw pudełkowy Super Deluxe, który będzie zawierał Blu-ray z utworami w Dolby Atmos, dźwięku przestrzennym 5.1 o wysokiej rozdzielczości i miksach stereo. Największą atrakcją zestawu będzie 7-calowy singiel z wcześniej niepublikowanym utworem Sunshine Life For Me (Sail Away Raymond). Promuący klip gra powyżej, a link do kupna w przedsprzedaży jest TUTAJ.
 

W temacie nieznanych utworów. W jednej z miejskich bibliotek w Lipsku pracujący nad nową edycją katalogu Köchela muzykolodzy natknęli się na nieznaną dotąd kompozycję Wolfganga Amadeusza Mozarta. Nowo odkryty utwór, który został nazwany Ganz kleine Nachtmusik powstał około połowy lub pod koniec lat 60. XVIII wieku, gdy Mozart był nastolatkiem (urodził się w 1756 roku). Został na pisany na trio smyczkowe i trwa około 12 minut. W dniu 19 września wykonano go w Salzburgu, gdzie zaprezentowano nową edycję katalogu, a w sobotę, 21 września zabrzmiał w Lipsku

Z podobną częstotliwością wypuszcza nowe piosenki zespół Foreigner, który wydał pierwszą od trzech dekad nową piosenkę Turning Back the Time z Lou Grammem. Utwór otworzy 18-ścieżkową kompilację, która zostanie opublikowana w związku z wprowadzeniem Foreigner do Rock & Roll Hall of Fame. Płyta ma się ukazać 4 października, a Foreigner zostanie uhonorowany 19 października w Cleveland.

Ma koniec o innym dinozaurze. David Gilmour świętował umieszczenie na liście przebojów w Wielkiej Brytanii swojego trzeciego solowego albumu, Luck And Strange. Obecnie trwa trasa koncertowa promująca płytę, ostatnio muzyk zamieścił w sieci fragment próby z udziałem swojej 22-letniej córki, Romany Gilmour.
 
Starowinka zaczepia młodego człowieka:
- Na cmentarz jak najszybciej się dostanę? Autobusem, czy tramwajem?
Nastolatek:
- Niech Pani weźmie autobus. Najlepiej czołowo...
 
My, o ile ominiemy autobusy, wracamy jutro - dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 22 września 2024

Niezapomniane koncerty: Glass Beams w KEXP - psychodeliczny postrock z powiewem lekkości indyjskich klimatów

 

Zacznijmy od refleksji. Co jest najważniejsze w przedsięwzięciu muzycznym? Pomysł. Tak jest w przypadku zespołu Glass Beams i to mi się bardzo podoba. Jest pomysł na nazwę, jest profesjonalna strona internetowa, co w dzisiejszych czasach nie jest często spotykane. Wszyscy idą na łatwiznę i wrzucają pliki na FB, a z tym może być różnie. Paradoksem jest to, że często na FB nawet nie ma ani historii zespołu, ani nazwisk członków itd. Od razu pokazuje to, jak ważne jest podejście muzyków do tego co robią. W opisywanym dziś przypadku strona zespołu to pełna profeska (LINK). Ale tutaj też nie znajdziemy żadnych nazwisk i historii, widzimy zakryte twarze i takich maskach zespół występuje. Zatem mamy coś podobnego, co robią Residents, czyli ukryta tożsamość. No ale nie wszystko daje się w sieci tak zupełnie ukryć. Udało nam się ustalić, że są z Australii, dokładnie z Melbourne i jest ich troje. Noszą maski, bo chcą, aby ludzie skupili się na muzyce, a gatunek który wykonują nazywają serpentynowa psychodela (LINK). W końcu pada nazwisko jednego z założycieli, to Rajan Silva, dziecko migranta z Indii, który Australię nawiedził w latach 70-tych. A skoro Indie, to pojawia się fascynacje muzyką ludową z the Beatles w tle, bowiem Rajan polubił (tak samo jak George Harrison) Ravi Shankara i muzykę jego córki, oczywiście co za tym idzie, musiał też polubić dokonania wielkiego Beatlesa

Jeden z ich singli nazywa się Mahal nawiązując nazwą do indyjskiego muzeum. Zatem od razu wyjaśnia się stylistyka, którą zespół prezentuje choćby na Twitterze (LINK) i kursywa ich logo. Obecnie kapela odbywa tournee po USA, więc wszystko widać na plakacie.

Pora na muzykę i minikoncert z KEXP. A muzyka jest niezwykle ciekawa. Mieszanka post - rocka z psychodelą, chwilami jakby kowbojskie klimaty (dziwne skojarzenia), ale całość brzmi bardzo nowocześnie. Grają tylko 4 piosenki, skupiają się na muzyce więc, tradycyjnych dla KEXP, wywiadów nie ma. Gitarzystka to ewidentnie kobieta, niezwykle sprawna instrumentalnie. 

Zaczynają od Mirage i wcale bym się nie zdziwił, gdyby tytuł pochodził od płyty zespołu Camel, bo słychać tutaj charakterystyczne dla Camel klawisze, wśród których niczym pustynny wąż snują się gitarowe riffy. Po czym następuje płynne przejście do Mahal, no jak oni to połączyli! I znowu te indyjskie rytmy z ciekawymi wokalizami. Pojawiają się też dzwoneczki a la Atmosphere Joy Division. Nie jest nudno i monotematycznie, jest dużo swobody i lekkości w tej muzyce. Od dzwoneczków i basu zaczyna się, po krótkiej przerwie, Orb. Chwilami jakby na początku grała fidola Fishera (oczywiście to gitara, ona w tej piosence tak brzmi), ale zaraz po tym zaczynają swój obłędny taniec. Na koniec Rattlesnake - i jak na grzechotnika przystało z początku zbliża się on do ofiary, by finalnie zaatakować. 

I zwyciężyć. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

 

Glass Beams w KEXP, 23.08.2024. Tracklista: Mirage, Mahal, Orb, Rattlesnake. 

 

sobota, 21 września 2024

Nowe tajemnice Mona Lisy

Mona Lisa Leonarda da Vinci jest obrazem, który cały czas dostarcza nowych informacji. Mimo, że wydaje się że wiemy już o nim wszystko, co i rusz ktoś dostarcza dowody na rozwikłanie kolejnej, związanej z nim tajemnicy.  Dzisiaj zajmiemy się dwoma aspektami, które w ostatnim czasie stały się czołowymi newsami uznanych czasopism i portali poświęconych sztuce. 


Pierwszy dotyczy krajobrazu za Giocondą. Od dawna szukana odpowiedź na pytanie, czy pejzaż w tle przedstawia prawdziwe miejsce, być może znalazł ostateczną odpowiedź. Ann Pizzorusso, geolog i historyk sztuki twierdzi, że tło obrazu przedstawia Lecco, małe miasteczko w regionie Lombardii w północnych Włoszech. Swoje wnioski sformułowała na podstawie badań  formacji skalnych i innych cech obrazu. Ukazany zbiornik według niej to Jezioro Garlate, utworzone przez rzekę Adda na południe od Lecco, a most przedstawiony tuż nad lewym ramieniem modelki to XIV-wieczny Azzone Visconti. Podobno Leonardo był kilkakrotnie w Lecco a swoim uczniom zalecał dokładne przedstawianie natury. Mimo widocznych podobieństw dowodzących prawdziwości jej tezy, wielu historyków sztuki twierdzi, że widok za plecami modelki jest wyimaginowanym i wyidealizowanym efektem wyobraźni malarza.


I w ten sposób doszliśmy do drugiego zagadnienia. Kim jest Mona Lisa? Ten z kolei problem wraca regularnie jak bumerang. Ostatnio znów powstała teoria, że jak tradycyjnie przyjęto, portret nie przedstawia Lisy Gherardini, żony florenckiego kupca jedwabiu Francesco del Giocondo, ale Izabelę Aragońską, córkę następcy tronu Neapolu Alfonsa II i Marii Ippolity, żonę Gian Galeazzo Sforza, księcia Bari i Mediolanu. Dlatego księżniczka w 1488 r., która przeniosła się do Mediolanu, poznała Leonarda da Vinci


Już Robert Payne, który napisał biografię Leonarda da Vinci w 1978 r. zasugerował, że Izabela Aragońska jest Moną Lisą. Zdał z tego sprawę gdy zobaczył jej rysunkowy portret wykonany w  Mediolanie, gdy miała niewiele ponad dwadzieścia lat, obecnie znajdujący się w Hyde Collection w Glen Falls w Nowym Jorku.
 

Zagadkowy wyraz twarzy Mony Lisy jest łączony z opisem stanu ducha Izabeli, który księżna określiła w jednym z listów z 1500 r. podpisując się jako samotna w nieszczęściu.  A to dlatego, że po śmierci męża w 1494 roku, która prawdopodobnie została spowodowana zatruciem arszenikiem dokonanym przez krewniaka, Ludovico „Moro” Sforza, księcia Mediolanu, życie księżny stało się bardzo trudne.
 

Księstwo jej ojca został zajęte przez armię Karola VIII króla Francji, którzy uzurpowali sobie prawo do tronu Neapolu, wydziedziczając i więżąc jej syna Francesco. Młoda księżna, w ciąży, popadła w głęboką depresję, z której wyszła dopiero na początku następnego roku, kiedy porzuciwszy dwór w Pawii, przeniosła się do Mediolanu. Kilka lat później nie mogąc znieść intryg Ludovica wróciła do Neapolu a następnie do Bari. W 1512 roku na księżne spadło kolejne nieszczęście, jej pierworodny syn Francesco spadł z konia i zmarł…  Jednak Izabela nie poddawała się, w 1518 roku jej córka Bona Maria stała się królową Polski (portret Bony poniżej). Księżna nawet planowała podróż do naszego kraju, po tym, gdy urodził się jej wnuk, ale zdrowie jej już na to nie pozwoliło. Zmarła w 1524 roku…

A zatem Mona Lisa według niedawnych badań Maike Vogt-Lüerssen (LINK)  to księżna - wdowa, a jej uśmiech wynika ze smutku, jaki był wówczas jej udziałem. Portret jest więc hołdem złożonym Izabeli Aragońskiej i jej wyidealizowanym przedstawieniem. Malarz i księżna przyjaźnili się, istniała między nimi głęboka więź, co wyjaśnia przywiązanie artysty do obrazu.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 20 września 2024

Piątek z the Beatles/ z mojej płytoteki: Hey Jude w wersji bootlegowej - przelot przez narkotyczne wizje wielkiej czwórki


W posiadanie tego bootlegu wszedłem zupełnie przypadkiem. Okazuje się, że na słynnym portalu Discogs to bardzo poszukiwana pozycja (LINK), mało tego, ma ją w kolekcji niewielu. Nie można zatem jej tam ani kupić, ani sprzedać, jak i innych bootlegów. 

Bo rzeczywiście to dziwna kompilacja, zawiera bowiem arbitralnie wybrany zestaw piosenek z różnych okresów działalności zespołu, przez co materiał jest miejscami niespójny. I to akurat jest minusem płyty. Choć z drugiej strony patrząc na różnice w latach wydania najmłodszej i najstarszej piosenki (czyli między 1964 a 1969) mamy zaledwie 5 lat. Czy to dużo? Dziś, kiedy zespoły raczą nas jedną płytą na rok (i to jest i tak dobrze), zdaje się, że 5 lat to niewiele. Ale nie jeśli chodzi o the Beatles. Oni przez ten czas też pokonali 5 lat, ale świetlnych. Warto przypomnieć sobie choćby jak zmienili swój image, wprowadzili do muzyki eksperymenty techniczne i nowe instrumenty, zaczęli stosować nietypowe podejście do miksowania i nagrywania, ale też i zmienili styl pisania tekstów piosenek i zawartości okładek.

 
Pod tym względem, mimo niespójności materiału, można na niego spojrzeć jako przegląd postępów (choć nie wiadomo dlaczego nie zaczęto od pierwszego albumu?). W sumie najbardziej nie pasują otwierający utwór Can't Buy Me Love,  i kolejny I Should Have Known Better. Oba z albumu i filmu A Hard Day's Night z 1964 roku. Później za to album brzmi już całkiem spójnie i można go potraktować jako przegląd narkotycznych wizji wielkiej czwórki. Bowiem jak wiadomo z wywiadów (choć czasem są one sprzeczne) Paperback Writer i Rain to wytwory marihuany. Reszta odzwierciedla już wpływ innych narkotyków (głownie heroiny i kokainy). Poruszamy się w końcówce twórczości grupy i obok tak wielkich hitów jak Lady Madonna, Revolution czy Hey Jude, mamy koszmarek Lennona Don't Let Me Down (cała sesja była bez efektów specjalnych za to pod pływem marihuany). Ale wydawnictwo zawiera też bardzo niedocenione, niezwykle eksperymentalne piosenki jak jedna z moich ulubionych Old Brown Shoe (tutaj też by pasował Matchbox, ale wydawcy go nie uwzględnili), czy utwory nagrane w duecie Lennon - McCartney (bez udziału reszty, celem ratowania zespołu), jak Ballad Of John & Yoko, You Know My Name (Look Up The Number) (w wersji mono) nad którym co prawda pracowali wszyscy, ale kończyli tylko wspomnieni dwaj. 

Jako uzupełnienie oficjalnej zawartości album zawiera rarytasy, takie jak wczesną wersję Hey Jude czy Revolution, Paperback Writer, Lady Madonna, Don't Let Me Down (wersja alternatywna), czy zmiksowaną w 1992 wersję Rain. Za to Old Brown Shoe jest w wersji przed obróbką
 
Po latach można dodać, że część piosenek znalazła się na oficjalnym wydawnictwie Anthology, za to fani mogli wcześniej słuchać ich w wersjach podziemnych, zwykle na kasetach magnetofonowych. Niestety na YouTube (klip poniżej) album jest niekompletny... Prawa autorskie, no ale jest trudno dostępne CD dla koneserów.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


The Beatles - Hey Jude, realizator nagrań George Martin, Odeon SMO 1970 (bootleg). Tracklista: Can't Buy Me Love, I Should Have Known Better, Paperback Writer, Rain, Lady Madonna, Revolution, Hey Jude, Don't Let Me Down, Old Brown Shoe, Ballad Of John & Yoko, You Know My Name (Look Up The Number) (Original Mono Mix), Hey Jude (Early Take), Revolution (Rough Mono Mix), Paperback Writer (Rough Stereo Mix), Lady Madonna (Basic Stereo Mix), Don't Let Me Down (Alternate Version), Rain (1992 Stereo Mix), Old Brown Shoe (Unedited Version), You Know My Name (Look Up The Number) (Complete Version).



czwartek, 19 września 2024

Czy Lew Wenecki jest made in China?

Czy zalew Europy przez chińskie towary to znak naszych czasów? Okazuje się, że kontakty i początki wymiany handlowej miały miejsce już w okresie średniowiecza. Kiedy Marco Polo powrócił do Wenecji z miejsca, które nazywał Catai w 1295 r., zaskakiwał współziomków barwnymi opowieściami o innym świecie. Napisana przez niego księga Opisanie świata, znana też pod innymi tytułami: Księga cudów lub Milion  opowiadała o papierowych pieniądzach, płonącym czarnym kamieniu (węglu), drogocennych przyprawach (pieprzu, gałce muszkatołowej, goździkach) i wspaniałym pałacu Kubilaj-chana w Xanadu.

Współcześni kwestionowali prawdziwość tych relacji, mimo to informacje podróżnika stały się istotnym elementem budującym kontakty między Europą a dynastycznymi Chinami. Ale czy dopiero dzięki wyprawie Marco Polo Europa zwróciła się ku Chinom? Nowe badania przeprowadzone z okazji 700. rocznicy śmierci odkrywcy sugerują, że owocna wymiana między Wenecją a Chinami trwała przez długi czas jeszcze przed Marco Polo.


Jednym z symboli i dowodów na takie historyczne związki jest brązowa rzeźba Lwa Weneckiego, która stoi na szczycie jednej z dwóch kolumn na placu św. Marka. Skrzydlaty lew stał się oficjalnym symbolem Wenecji w latach 1261–1264 i chociaż nie wiadomo dokładnie, kiedy posąg został umieszczony na placu św. Marka, naukowcy są pewni, że nastąpiło to przed powrotem Polo z jego wyprawy. Najnowsza analiza przeprowadzona przez naukowców z Uniwersytetu w Padwie, który szczyci się  jednym z najbardziej kompletnym archiwum izotopów ołowiu, wykazała związki tej rzeźby z chińskimi złożami rudy miedzi w dolnym biegu rzeki Jangcy, obszarze o historii górnictwa sięgającej 3000 lat wstecz, do późnej dynastii Shang.


Od dawna wiadomo było, że wenecka rzeźba przedstawiająca krzyż, lwa i gryfa symbolizującego św. Marka Ewangelistę nie została wykonana na miejscu, jednak wcześniejsze badania sugerowały, warsztat, który ją wytworzył działał w Anatolii na Bliskim Wschodzie w okresie między IV a III wiekiem p.n.e.


Ale Massimo Vidale, naukowiec, który specjalizuje się w badaniu historii posągu nigdy nie był przekonany, że rzeźba pochodzi ze świata hellenistycznego. Dokonana analiza izotopów ołowiu posągu lwa, dały informację na temat  śladów pierwotnych kopalń, z których wydobywano miedź na rzeźbę. Wyniki porównano z efektami badań stopu, z którego odlano posągi tzw. strażników grobów z dynastii Tang (618–907 n.e.). Odkrycie to mówiono 11 września 2024 r. podczas otwarcia międzynarodowej konferencji poświęconej Marco Polo, która odbyła się w Wenecji w ramach obchodów  700. rocznicy śmierci  weneckiego podróżnika i kupca (LINK).

W dodatku zwrócono uwagę, że gdy większość brązowych artefaktów z dynastii Tang została przetopiona lub zniszczona, zabytki wykonane z porcelany wykazują silne podobieństwa szczególnie w ukształtowaniu szczegółów: nozdrzy, zębów, wyglądzie pyska ukształtowaniu sierści. Za dalsze dowody uznano otwory w głowie odlewu, w których według badaczy kiedyś umieszczono rogi, oraz w uszach, które były zaokrąglone. Rzeźba, o której wiadomo, że przybyła w częściach i została ponownie złożona, uległa zasadniczej modyfikacji, aby bardziej przypominała lwa.


Według Vidale’a kolejne dowody dały systematyczne badania historyków całej chińskiej ceramiki sprzed dynastii Ming, którą znaleziono w Wenecji. Jak dowodzi analiza porcelany z końca XIII wieku znaleziona w mieście, istniały szlaki handlowe, które biegły z południowych Chin, przez miasta portowe Sumatry i wzdłuż zachodniego wybrzeża Indii, zanim skierowały się lądem przez współczesny Iran i Turcję w stronę Europy Zachodniej i to na długo zanim Marco Polo w ogóle pomyślał o podróży na Wschód.

Oczywiście trwają badania i na ostateczne konkluzje jeszcze jest czas, niemniej śledzimy temat i poinformujemy naszych czytelników o kolejnych ustaleniach.
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 18 września 2024

Stephen Morris: Record, Play, Pause - książka perkusisty Joy Division i New Order cz.16. Audycje Johna Peela i pierwsze nagranie w Strawberry Studios

 

W pierwszej części (TUTAJ) przedstawiliśmy streszczenie fragmentu książki, w którym Stephen Morris opisuje swoje dzieciństwo. W części drugiej (TUTAJ) wojenne pasje perkusisty Joy Division, a w kolejnej historię życia jego ojca (TUTAJ), rodzinne wycieczki (TUTAJ) i pierwsze single w kolekcji Stephena (TUTAJ). W następnym wpisie przedstawiliśmy pierwsze instrumenty z kolekcji Stephena i opisaliśmy jego fascynację the Beatles, jak i amerykańską TV (TUTAJ). W kolejnym (TUTAJ) męczarnie na kursie tańca i fascynację obserwatorium Jordell Bank, oraz kompletnie inne, niż rodziców, zainteresowania kinowe. W kolejnym (TUTAJ) lekcje gry na klarnecie i pierwsze zakupy płytowe. W kolejnym (TUTAJ) pierwsze koncerty i fascynację Davidem Bowie  wybór roli w zespole jako perkusista (LINK). W tej części (LINK) przedstawiliśmy pierwsze eksperymenty kolegów z LSD, epizod ze studiami i przeprowadzkę do nowego domu. TUTAJ opisaliśmy pierwszych idoli gry na perkusji i zakup instrumentu, a także pierwsze lekcje Stephena gry na nim, a TUTAJ perypetie związane ze zmianą szkoły. Wzrastające zainteresowania winylami i rozbudowę zestawu perkusyjnego opisaliśmy TUTAJ i TUTAJ

Spośród gatunków, które szczególnie nie podobały się przyszłemu perkusiście Joy Division było disco, zwłaszcza takie rzeczy jak Bee Gees umieścili w Gorączce Sobotniej Nocy. Teraz jest inaczej bo wszystko to nabrało wartości sentymentalnej...


Niestety w tamtych czasach niemalże wszytko co puszczano w TV BBC to było disco. Natomiast Stephen lubił The Old Grey Whistle Test i audycje Johna Peela, słuchał w nich miedzy innymi takich wykonawców jak Can, Roxy Music, Alex Harvey czy Dr Feelgood


Słuchał wtedy wielu gatunków muzycznych: country, folk, funk itd. Skończył zatem w grupie folkowej w 1975 roku. Spotykał się ze znajomymi zwykle w piątki - na koniec tygodnia pracy, w czyimś domu (nie w swoim bo miał zakaz). Palili jointy i grali na gitarach. Czasem szli do pubów. 
 
W tamtym czasie jeden z jego kolegów Will zdecydował się założyć zespół. Grał na basie i szybko dobrał do grupy gitarzystę i klawiszowca. Oczywiście Stephen zgodził się grać na perkusji. Zaczęli odbywać w soboty próby. Oczywiście podstawowym problemem był wybór jaką muzykę grać, bo każdy chciał grać coś innego. Finalnie doszli do kompromisu, że zagrają piosenkę Dylana pt. You Ain't Goin Nowhere
 

Ich gitarzysta, nieco wyglądający jak Lennon, napisał kilka piosenek i postanowili je zagrać. Nagrali nawet je na kasecie, ale perkusja wszystko zagłuszyła. Zatem postanowili nagrać demo w oryginalnym studio. Zabukowali na pół dnia słynne Strawberry Studios w Stockport, należące do 10 CC (warto zobaczyć nasze posty o tym studio TUTAJ).
 
Wtedy Morris nauczył się wielu rzeczy dotyczących nagrywania perkusji, mimo faktu że jego wiedza o procesie nagrywania jako takim była znikoma. Piosenkę finalnie nagrali, tak więc można było ją posłać na konkurs do Picadilly Radio. Zagrali nawet pierwszy koncert, ale niestety wypadł on fatalnie. Nie wygrali też konkursu w radio. Dlatego zespól wkrótce się rozpadł.
 
C.D.N. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.          

wtorek, 17 września 2024

Czy ponowne otwarcie katedry Notre Dame ożywi duszę Francji?

Od czasu rozpoczęcia budowy Notre-Dame de Paris, czyli od ponad 900 lat katedra jest stałym elementem krajobrazu Paryża i symbolem Francji. Jej historia jest ściśle powiązana z historią tego kraju – budowla była świadkiem rewolucji i politycznych zawirowań, wielokrotnie dewastowana, restaurowana i przebudowywana. Pożar, który 15 kwietnia 2019 roku zniszczył jej dach, iglicę i sklepienia był jedynie dramatycznym epizodem w jej dziejach.

Najwcześniejszy topograficznie dokładny obraz średniowiecznego Paryża obejmujący także widok na katedrę Notre-Dame pochodzi z Godzinek Étienne'a Chevaliera (o fundatorze wspomnieliśmy TUTAJ), z najsłynniejszych i bogato iluminowanego rękopisu z XV wieku. Księga ozdobiona przez Jeana Fouqueta, nadwornego artystę królów Karola VII i Ludwika XI, wykonana była dla skarbnika Francji.


Jeszcze przed ukończeniem budowy Notre-Dame, około 1350 r., była ona miejscem obchodów wielkich wydarzeń narodowych. Już w 1214 r. król Filip August świętował tu zwycięstwo nad Janem bez Ziemi, księciem Akwitanii, Normandii i królem Anglii uroczystym nabożeństwem z odśpiewaniem Te Deum. Rozmiary Notre-Dame sprawiały, że katedra ta doskonale nadawała się do organizowania także innych prestiżowych wydarzeń, takich jak msze pogrzebowe i królewskie chrzty.

Wybuch rewolucji francuskiej dokonał  spustoszenia Notre-Dame. Zniszczono posągi biblijnych królów  z frontonu, a we wnętrzu żądny zemsty tłum zrujnował jej wyposażenie, po czym budynek zostawił na pastwę losu.


Sytuację dopiero unormował konkordat z 1801 r. sygnowany przez Napoleona Bonapartego i papieża Piusa VII. W tym akcie prawnym na nowo zdefiniowano katolicyzm jako religię większości Francuzów (choć nie jako religię państwową). Od tej pory katedra znów mogła służyć celom religijnym.  W dniu 10 kwietnia 1802 r. z okazji ogłoszenia konkordatu, odprawiono w niej uroczyste Te Deum a w 1804 sam Bonaparte koronował się w niej na cesarza, jak przedstawiono na słynnym obrazie Davida (powyżej).

Ale Notre Dame nadal nosiła na sobie ślady dewastacji z czasów rewolucji. Dopiero pod rządami tzw. monarchii lipcowej (1830–1848) polityka kulturalna we Francji uległa transformacji. Budynki i zabytki Ancien Régime, jak określano okres sprzed rewolucji, takie jak Pałac w Wersalu i Luwr, zostały wpisane na listę obiektów do renowacji. W 1830 r. utworzono stanowisko Generalnego Inspektora Zabytków Historycznych, którego zadaniem była klasyfikacja i ocena budynków, które wymagały konserwacji. Dzięki takim działaniom, w 1844 roku ogłoszono konkurs architektoniczny na remont Notre Dame, który wygrali go młodzi projektanci: Eugène Viollet-le-Duc i Jean-Baptiste-Antoine Lassus. Prace trwały 25 lat (Lassus zmarł w 1857 roku), a restauracja – obejmująca przebudowę iglicy i zakrystii oraz wykonanie wyposażenia – oparta na ówczesnych wyobrażeniach średniowiecznego rzemiosła, pozostaje kontrowersyjna do dziś.

Nowe rzeźby zamówione pod kierownictwem Viollet le Duc obejmowały m.in. rzeźby na elewacji głównej, statuę Matki Boskiej z Dzieciątkiem autorstwa Adolphe'a Victora Geoffroy-Dechaume'a, a także wszystkie witraże.

Od czasu renowacji nadzorowanej przez Viollet-le-Duc, Notre-Dame znajduje się w niemal nieustannym stanie renowacji, konserwacji i czyszczenia. Od początku tego stulecia katedra jest zagrożona przez terroryzm i ogólne skutki działań atmosferycznych.  Jeszcze w 2017 r . koszt rozległego programu renowacji Notre-Dame szacowano na 150 milionów euro – a było to jeszcze przed pożarem.


Kataklizm w 2019 roku trwający 15 godzin strawił znaczną część średniowiecznego, drewnianego dachu katedry, który runął na kamienne sklepienie. Dziewiętnastowieczna iglica, która wieńczyła budynek, rozpadła się, gdy stopiła się ołowiana powłoka, która miała ją chronić. Ciężar gruzu spowodował zawalenie się sklepienia zrzucając ogromne stosy spalonego drewna i potłuczonego kamienia na marmurową podłogę nawy.




Kiedy pożar w końcu ugaszono, widok był potworny. Choć po oględzinach okazało się, że zniszczenia nie są tak rozległe, jak można było przypuszczać. Ostatecznie zawaliły się tylko trzy przęsła, oczywiście uległ zniszczeniu drewniany dach z ołowianym pokryciem, a akcja gaśnicza spowodowała destrukcję organów ale na przykład ani witraże, ani historyczne wyposażenie, w tym cenna relikwia z Koroną Cierniową nie zostały naruszone. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności także posągi 12 apostołów i czterech ewangelistów, które architekt Eugene Viollet-le-Duc umieścił wokół sygnaturki zaprojektowanej przez siebie w XIX wieku — przetrwały pożar bez szwanku, ponieważ tuż przedtem zdjęto je z dachu w celu przeprowadzenia renowacji.


Podjęte prace przyniosły także niezmiernie interesujące odkrycia. Bo mimo remontów budynek jest słabo rozpoznany. Odcinkowe prace archeologiczne we wnętrzu potwierdziły posadowienie katedry na miejscu wcześniejszej, starszej świątyni. Ponadto natrafiono na dwa sarkofagi, jeden okazał się należeć do duchownego w XIV wieku, drugi do osoby świeckiej, z XVII wieku. Wręcz sensacyjnym znaleziskiem były całe fragmenty lektorium. Ta ażurowa i bogato zdobiona architektoniczna przegroda niegdyś oddzielała duchowieństwo, zgromadzone w chórze wschodnim (czyli w prezbiterium), od wiernych, zgromadzonych w nawie podczas nabożeństw. Można było ze szczątków ustalić, że przegroda została wykonana w stylu gotyku płomienistego. Przebita drzwiami pośrodku, posiadała bogaty program ikonograficzny opowiadający o życiu Chrystusa i jego przodków. Trzy wieki później, w 1548 i 1550 roku, hugenoci zniszczyli jej rzeźbienia, po czym lektorium zastąpiono dwoma innymi konstrukcjami wzniesionymi w XVII wieku, aż w czasach Ludwika XIV w ogóle ją usunięto, tak, że jej większą część szczątków chowając pod posadzką.



Innym niezwykłym odkryciem były metalowe (ołowiane) łączenia kamiennych bloków. W ten sposób dzisiaj można było zobaczyć, jak precyzyjnie i ze znajomością zasad statyki budowano we wczesnym średniowieczu. 


Rozpoczęte niemal od razu po pożarze prace projektowe napotykały na rozmaite trudności, jakimi byy pokusy, aby nie odtwarzać katedry w stanie jaki jest wszystkim znany ale zaprojektować nowe elementy. Na szczęście nie osadzono nowoczesnej iglicy ale odtworzono tę projektu Viollet-le-Duc’a. Na pewno nieocenioną pomocą były efekty prac zmarłego profesora Vassar Andrew Tallona, który był pionierem w stosowaniu technologii laserowej i zaawansowanych technik obrazowania. Tallon od 2015 roku aż do swojej śmierci w 2018 roku drobiazgowo skanował całą Notre-Dame cyfrowo używając dronów z 360-stopniowymi kamerami sferycznymi. Ostatecznie generując ponad miliard punktów danych, Tallon pozostawił szczegółowy obraz katedry przed pożarem.


Prace dzisiaj mają się na ukończeniu, choć przewiduje się że będą jeszcze trwały po oficjalnym, uroczystym otwarciu katedry planowanym na 8 grudnia tego roku, czyli w dzień odpustu katedry, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Do tej pory ścięto około 2000 dębów na potrzeby rekonstrukcji średniowiecznej więźby dachowej. Aby przekształcić pnie w belki, rzemieślnicy je ręcznie ociosywali. Teraz trwają prace nad osadzeniem witraży. Czy otwarcie katedry ożywi duszę Francji? Jak długo przetrwa ten kościół w kraju, w którym nie ma miesiąca aby nie spłonęła świątynia chrześcijańska? Na razie cieszmy się jednak kolejnym zwycięstwem cywilizacji zachodu nad barbarzyństwem.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.