Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania banquet, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania banquet, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2019

Z mojej płytoteki: the Bolshoi - dzieła zebrane wydawnictwa Beggars Banquet...


Każdy lubiący nostalgiczne klimaty nowo/chłodnofalowe lat 80-tych na pewno kojarzy the Bolshoi, co najmniej ich wielki hit Sunday Morning. Dzisiaj kilka słów o kolekcji z dorobku tego właśnie zespołu - the Bolshoi - 5 albums, która została wydana w 2015 roku przez Beggars Banquet w serii Beggarsarchive. Swoją drogą mało która wytwórnia tak walczy z usuwaniem swoich materiałów z YT jak oni, co moim zdaniem nie ma sensu. Myślę, że wielu ludzi (w tym ja sam) kupuje płyty po zapoznaniu się z ich zawartością w sieci, bez czego nie poznałbym wielu interesujących zespołów... 

Odnośnie omawianej dziś kolekcji CD to poza pięcioma krążkami, zawiera jeszcze miniksiążeczkę z pełnym opisem wydawnictwa.
Słowem wstępnym opatrzył je David Paul Wyatt Perko, menadżer, który w bardzo ciekawy sposób przedstawił nie tylko (mówiąc oględnie) dość skomplikowaną, osobowość lidera the Bolshoi, czyli Trevora Tannera, ale i klimat tamtych lat. 

Perko opowiada, kiedy to pewnego deszczowego dnia w 1985 roku znudzony przelatywał pilotem między kanałami w TV. W pewnym momencie natrafił na wywiad z jakimś muzykiem, który na pytanie co go kręci, udzielił odpowiedzi że ... hamburgery. Perko zirytował się taką nonszalancją i pomyślał, jak tylko zaczęto odtwarzać teledysk do piosenki Happy Boy z singla Giants zespołu, że na pewno to bedzie lipa i zaraz zmieni kanał. Tak jednak się nie stało, został oczarowany...

Przyznaje, że wtedy słuchał m.in. the Alarm, Japan, a jego pasja do Kate Bush, Cocteau Twins czy This Mortail Coil dopiero się rodziła. 

W 1989 roku skończył szkołę artystyczną (specjalność komunikacja wizualna) i jego marzeniem było przenieść się do Londynu i tam zatrudnić jako projektant okładek, chciał też zaprojektować okładkę czwartego albumu the Bolshoi. To niestety się nie udało, a dopiero 10 lat później, podczas wywiadu z Trevorem Tannerem dla swojego pisma Fright X, poczuł, że z gitarzystą i frontmanem zespołu łączy ich coś co nazwał creative connection. Ale dopiero w 2004 roku rozpoczęli współpracę. 

Kierownictwo wytwórni Beggars Banquet zatrudniło go do pracy nad albumem  Country Live. Nie tylko pozwolono mu zaprojektować okładkę, ale i brał udział w realizacji piosenek. Udzielał się także na kolejnym wydawnictwie zespołu pt. Voyage of Peculiarieties.
Muzycznie nie ma się co czarować, jest to gratka dla fanów zespołu i chłodnych brzmień. Pierwsza płyta - Giants, posiada znacząco rozszerzoną tracklistę o bonusowe utwory (zasadniczych piosenek jest 6, bonusów aż 11). Wśród dodatkowych piosenek mamy dema utworów Away, czy Sunday Morning. Wiadomo, te zostały umieszczone na drugim i moim zdaniem najlepszym, albumie w dorobku grupy, mianowicie Friends. Ten najeżony jest hitami... Dwa z nich poniżej, najpierw otwierający album, niesamowity Away:

a po  nim, wspomniany na początku wpisu, największy hit zespołu - czyli Sunday Morning:

Na mnie jednak największe wrażenie z tej płyty robi Looking for A Live to Lose. Może nie brzmi on najlepiej w wersji koncertowej, ale warto zobaczyć jak to wyglądało, co daje też niezły obraz frontmana grupy... 

 
Oczywiście i na tej płycie, obok 10 zasadniczych piosenek mamy 7 bonusów. Pozostałe albumy, nie są już tak udane... Niemniej są na nich hity, na Lindy's Party mamy przecież słynnego TV Mana
Pozostałe wydawnictwa będą jeszcze przedmiotem naszych wpisów. Na razie myślę, że tym, którzy zapomnieli o the Bolshoi udało nam się zespół przypomnieć, a tych którzy nie znali - nim zainteresować.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

Na koniec bonus, jak długo nie zdejmą, przenieśmy się do cudownych lat 80-tych a dokładnie do roku 1985:

 

The Bolshoi 5 Albums, Beggars Banquet 2015, produkcja: The Bolshoi, Giants, tracklista: Fly, Sliding Seagulls, Hail Mary, Giants, Happy Boy (Original Mix), By The River,     Bonus Tracks: Foxes, M.F.P., Billy's New Boots, Sob Story, Amsterdam, Crosstown Traffic, Boxes, Holiday By The Sea, Away (Demo), Sunday Morning (Demo), Books On The Bonfire (Demo). Friends, tracklista: Away, Modern Man, Someone's Daughter, Sunday Morning, Looking For A Life To Lose, Romeo In Clover (Call Girls), Books On The Bonfire, Pardon Me, Fat And Jealous, Waspy, Bonus Tracks: A Funny Thing..., Boss, Razzle Dazzle, Black Black Black, Toys Xmas Party, Pardon Me (Demo), Fat And Jealous (Demo). Lindy's Party, tracklista: Auntie Jean, Please, Crack In Smile, Swings And Roundabouts, She Don't Know, T.V. Man, Can You Believe It, Rainy Day, Barrowlands, Lindy's Party, Bonus Tracks: Please (12" Single Mix), West Of London Town, T.V. Man (7" Single Edit), Strawberries And Cream, I'm Depressed (We All Die). Country Life, tracklista: World In Action, Under The Shed, What's Your Favourite Coulour, Country Life, We Don't Want Him Here, Boy From The Nursery World, Long Tall Sally In A Black Dress, Too Late, Out There In The Distance, Castaway, Delores Jones, Yee Hee, Madame Hecate, Last Chance For The Slow Dance, Everything Is Done For You Today, Voyage Of Peculiarities, trackista: Let Sleeping Dogs Lie, I Know, Half Past Six, When Big Girls Cry, Singing The Blues, Lullaby, Sad Story, Rockin' Bird, Bonus: Live 1986, Modern Man, Family Farm, Someone's Daughter, Books On The Bonfire, Pardon Me, Looking For A Life To Lose, Away, Billie Jean / Take Me To The River.

piątek, 15 czerwca 2018

Ivo Watts-Russell, twórca 4 AD: Sugerować to tworzyć - opisać to zniszczyć

Ivo Watts-Russell, urodzony w 1954 r. na dworze w Oundle, w zubożałej rodzinie arystokratycznej niedaleko Peterborough, jako najmłodszy z ośmiorga rodzeństwa, był człowiekiem, który obok Toma Wilsona zdecydował o brytyjskiej scenie muzycznej końca XX wieku. To dzięki niemu wszyscy usłyszeli nagrania Cocteau Twins, Dead Can Dance, oraz Throwing Muses, Pixies, Breeders, Lush, Red House Painters, Belly, Mojave, a ostatnio Grimes, Bon Iver, Deerhunter, The National, Ariel Pink, Future Islands, tUnE-yArDs, Scott Walker, Daughter i Purity Ring. Był również siłą napędową This Mortal Coil, wybierając dla nich utwory, pisząc niektóre z nich, dobierając muzyków i śpiewaków, a w końcu produkując ich płyty. Ivo w 2016 roku:
 

Niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym. Podobno jako nastoletni chłopak porzucił naukę dla psychodelii po tym, gdy w 1967 r. zobaczył w telewizji odcinek Top of the Pops, brytyjskiego programu muzycznego, emitowanego przez BBC, w którym zadebiutował Jimi Hendrix. Najpierw pracował jako sprzedawca w jednym z londyńskich punktów sieci sprzedaży detalicznej płyt Beggars Banquet, która w 1979 r. przekształciła się w wytwórnię. W 1980 r. Ivo wraz z innym pracownikiem z Beggars Banquet, Peterem Kentem, założyli własną wytwórnię, na co otrzymali od swojego niedawnego szefa Martina Mills’a 2000 funtów. Tak powstała 4AD, wytwórnia działająca osobno, ale należąca do grupy Beggars Banquet. Kent chciał nazwać wytwórnię, Axis co było aluzją do albumu Axis: Bold As Love Jimi'ego Hendrixa, lecz gdy wydano w niej cztery single, w tym Dark Entries kwartetu z Northampton, Bauhaus, okazało się, że na rynku działa już niemiecka wytwórnia Axis. Wtedy Ivo na jakiejś ulotce zauważył monogram 4AD i tak firma znalazła swoje imię.


Już na samym początku Watts-Russell pokazał swój muzyczny instynkt odkrywając talent Nicka Cave'a, z którym podpisał kontrakt i zdobywając wysokie miejsca na listach przebojów albumem Top 75 z debiutem Bauhausu. I tak w latach 80-tych nazwa 4AD stała się wyznacznikiem stylu określonego muzyką Cocteau Twins, Dead Can Dance, czy Clan of Xymox i projektem Watts-Russell’a, którym był This Mortal Coil. Nawet utwory emitowane w małych nakładach były interesujące: wśród nich można wymienić twórczość Matt’a Johnson’a, który później odniósł sukces jako The The. Historię wytwórni szczegółowo opisał Martin Aston w książce Facing The Other Way, wydanej w 2013 r.


Sukces 4AD wynikał z czasu, w którym przyszło jej działać. W latach 80-tych subkultura punk wspomogła rozwinąć ścieżki dystrybucji, a technologia umożliwiła indywidualnym muzykom tworzenie w zupełnie nowy sposób. Oczywiście, w dzisiejszych czasach produkcja płyt jest jeszcze łatwiejsza, wystarczy spojrzeć na liczbę płyt wydanych każdego tygodnia i ich nakład podawany przy nazwiskach artystów, aby przekonać się, że nie trzeba geniusza, by założyć wytwórnię przynoszącą zyski. Jednak niewiele post-punkowych wytwórni założonych w latach 80-tych przetrwało, pomimo ogromnego rynku muzycznego i milionów fanów kupujących płyty.  Może dlatego, że większość z nich powstała dla kaprysu i w chwili emocji, bez wieloletniego programu i wizji. Ivo Watts-Russell miał widać wystarczająco dużo chęci i woli, aby jego pragnienie nie tylko zostało zrealizowane lecz aby również przekształciło się w sprawnie działające przedsiębiorstwo nagraniowe. W 1982 r. wystarał się jeszcze o licencję znanej wytwórni amerykańskiej Sire Records... Za wizualny kształt wydawanych przez 4AD płyt odpowiadał Vaughan Oliver, człowiek, którego anarchiczna wizja okazała się integralną częścią historii firmy, tak samo jak idee Watts-Russell’a. Wspominał on po latach, że Pierwszą rzeczą, jaką napisałem na ścianie toalety [wytwórni] były słowa: "Sugerować to tworzyć; opisać to zniszczyć". Tak powiedział francuski fotograf Robert Doisneau, i to uderzyło mnie z punktu widzenia mojej przeszłości. Wszystko to po to, aby zachować otwartość na interpretację. (…)Miałem obsesję na punkcie pracy dla niezależnej wytwórni i powiedziałem Ivo, że potrzebuje logo i konsekwencji, by wyrazić tożsamość. Modelami do naśladowania były ECM, a wcześniej Blue Note. Ivo wpadał na pomysły od razu. Moim zdaniem nie zajmował się sprzedażą piosenek; kochał muzykę i chciał, żeby ludzie ją słyszeli, i tak bardzo się tym przejmował, że chciał ją odpowiednio opakować. Znakiem rozpoznawczym Olivera (wspomaganego przez fotografa Nigela Griersona, a następnie innego projektanta Chrisa Bigga) stały się, w odczuciu wielu osób, obrazy z jego własnej, wypaczonej wyobraźni, której przykładem pozostała okładka na płycie The Breeders Pod z 1990 r., do której rozebrał się do bielizny w wynajętym mieszkaniu na przedmieściu Londynu i z przywiązanymi do pasa martwymi węgorzami wykonał taniec przed obiektywem. 


Wkrótce okładki 4AD pomogły stworzyć rozpoznawalną tożsamość znaku firmowego wytwórni. Powstał wręcz rynek kolekcjonerów napędzany przez fanów, z których każdy chciał mieć każdy wyprodukowany w niej artefakt. Z biegiem czasu wytwórnia podpisywała kontrakty z coraz większą liczbą zespołów i wydawano coraz to więcej płyt. Aż w 2004 r. Ivo Watts-Russell zdecydował się opuścić swoje dzieło. Pogrążony w depresji, rozczarowany przemysłem muzycznym, który w coraz większym stopniu polegał na remiksach, filmach promocyjnych i formatowaniu, tylko po to by skutecznie rywalizować na listach przebojów, sprzedał swój udział 4AD partnerowi biznesowemu Martinowi Millsowi i przeniósł się w okolice Santa Fe, pustynnego miasta w Nowym Meksyku w USA. Tam poddał się terapii. Wielu dziennikarzy lansuje obraz producenta żyjącego w odosobnieniu na pustyni w towarzystwie trzech psów, co nie jest prawdą. Ivo mieszka wybudowanej przez siebie willi i udziela się w życiu kulturalnym miasta, które szczyci się jego obecnością. W 2006 r. dotarł do niego dziennikarz muzyczny Wyndham Wallace, który zadał mu kilka pytań, oto one TUTAJ:

Jak u licha skończyłeś w Santa Fe? 

O Boże, jestem tu od minuty i już staję się mistykiem. Santa Fe zawsze była tylko marzeniem. W końcu tu przyjechałem - właściwie przejechałem w drodze do Taos - i pamiętam, jak patrzyłem i zastanawiałem się: Co to jest, do diabła, jakieś militarne miejsce? po zobaczeniu wszystkich tych tutaj brązowych budynków. Ale wróciłem, bo coś w tym było po prostu OK. Około miesiąca później wynająłem dom, zabrałem psy i po prostu pozostałem. I to było w południowo-wschodniej części miasta, w Sunlit Hills, Arroyo Hondo. W końcu zbudowałem dom, ponieważ naprawdę się w nim zakochałem. To światło. Jest pięknie, po prostu. Nie mieszkam w mieście, nie mieszkałem w mieście, nie chcę mieszkać w mieście. Uwielbiam fakt, że Santa Fe to Santa Fe - innymi słowy, jest tu pewien poziom kultury.

Wydaje się, że nagrania z 4AD są zgodne z tym, co lubisz. Czy potrafisz sobie wyobrazić sytuację, w której pracujesz w sklepie płytowym i wiesz, że warto wysłuchać każdej wydanej niezależnie płyty? 

To było tak ekscytujące. Tak naprawdę dostałem kilka dobrych kawałków aby założyć wytwórnię. [Beggars Banquet] byli świadomi, że ja i Peter dostaniemy te taśmy demo, które ludzie zostawią dla wytwórni na górze. Po prostu powiedzieli: Cóż, sfinansujemy je, a Bauhaus był na szczęście pierwszą grupą, z którą podpisaliśmy [kontrakt], i zrobiliśmy ten pierwszy finansowy krok dla 4AD, trzy single i album. Wydaje mi się, że pewien stopień spójności jakoś pokazał się wraz z całą grafiką Vaughnem'a Olivera, który również dał nam wizualną tożsamość. Opakowanie było równie ważne. Chłopcze, na pewno wydaliśmy na to wystarczająco dużo pieniędzy. Czuję, że 4AD jest jak David Lynch. Jeśli powiesz komuś: To trochę jak film Davida Lyncha, wiesz co mówisz. Tak samo jest w pewnym okresie o 4AD: To przypomina trochę nagranie 4AD. Właściwie prawdopodobnie oznaczało to, że nagranie ma mnóstwo pogłosu.

Chcę wiedzieć, jakie są twoje bieżące ulubione pliki do pobrania lub co znajduje się w twoim odtwarzaczu CD lub w odtwarzaczu płytowym.

Szczerze mówiąc, to jest w tym prawidłowość. Właśnie zacząłem słuchać Stars of the Lid, którzy są z Kranky Records - piękna, piękna muzyka. Wiele lat temu pojechałem na wakacje z Vaughnem Oliverem i właśnie mieliśmy płyty Briana Eno. I byliśmy w górach na Majorce, nago przez większość czasu, i ciągle słuchaliśmy Briana Eno i był to absolutnie zadziwiający, efekt - przyroda, muzyka, to gdy jest nieostra i sposób w jaki się wyostrza. Często próbowałem odtworzyć ten cudowny spokój z otoczeniem i muzyką, a odkryłem, zdałem sobie sprawę, w ciągu pierwszych dwóch dni przebywania w tym domu, że mam tutaj ten świat. Tak więc zdecydowanie zacząłem słuchać Stars of the Lid i szukałem innych podobnie instrumentalnych rzeczy.




Tak więc, jedno powstaje z drugiego, które powstało z innego, już ukończonego dzieła. A opakowanie, którego prawdopodobnie nikt oprócz mnie nie jest świadomy, również to naśladuje. To aspekty sesji zdjęciowej które jest właściwie nagraniem Hope Blister. Wizualnie odzwierciedla to, co robi muzycznie Hope Blister. Zostałem stworzony z czegoś jak rzecz, tak naprawdę nie wiedziałem, co robię. Byłem naprawdę zdezorientowany w Ameryce, naprawdę miałem problemy z nawiązaniem kontaktu z główną dystrybucją wytwórni, Warner Brothers i wszystko mnie przerażało. W pewnym sensie traciłem wątek, i było tak po prostu, że muszę wrócić do studia, muszę się skupić, więc wróciłem do Londynu, uzbrojony w kilkanaście piosenek.

Czy to dziwne, widzieć jakiegoś dzieciaka idącego ulicą z czarną szminką i białym makijażem i wiedzieć, że masz coś wspólnego z tym dzieckiem wyrażającym się w ten sposób?

Nigdy tak naprawdę o tym nie myślę. Widziałem stegozaura, który wyglądał tak włochaty jak kiedyś, i mam tendencję do powtarzania jak dziadek: Czy naprawdę wiesz, jak to było w Anglii w latach 70. i dlaczego ludzie to robili i dlaczego przenosili się z miejsca na miejsce tak szybko? Ale tak naprawdę nie myślę o tym, że coś się ze sobą łączy. Każdego, kto żyje w swoim świecie, który jest nieco poza normą, podziwiam.

Czy znajdujesz to w Santa Fe?

Nie, to dla mnie ucieczka. Jestem tu, aby być w ciszy. Jestem sam przez większość czasu. I naprawdę lubię być konsumentem muzyki. Z pewnością słyszę tyle muzyki, ile jej kiedykolwiek zrobiłem i uwielbiam fakt, że naprawdę nie ma to znaczenia, co lubię, a kiedy prowadzisz wytwórnię, musisz nastawić się na to i mieć zdanie takie, że pieprzyć wszystkich, oni są beznadziejni. Jeśli zajmujesz się muzyką zawodowo, musisz bardzo szybko wyrobić sobie opinię.

Wyalienowany w świecie, który sam sobie stworzył, Ivo Watts-Russell pozostał nadal koneserem nowych wrażeń. I tak w 2006 r. zorganizował wystawę w Klaudia Marr Galery w Santa Fe, na której pokazał prace kilkunastu plastyków, wśród których byli: Toby Boothman, Chris Buzelli, Gregory Calibey, Cathy Fenwick, Nigel Grierson, Carolyn Machado, Rick Monzon i Daniel Peacock (TUTAJ). Ostatnio podobno spotkał się też z dawnym wspólnikiem, Peterem Kentem, zdeklarowanym gejem i buddystą, który na stałe mieszka teraz w Chicago. Niegdyś skłóceni teraz przeprowadzili przyjazną rozmowę. O psach...

Herb rodziny Watts-Russell:


czwartek, 8 sierpnia 2019

Martin Mills i potęga niezależnej wytwórni Beggars Banquet Records

Niedawno zaprezentowaliśmy w połączonym cyklu Niezapomniane koncerty i Z mojej płytoteki album Dreamtime z nagraniem koncertu The Cult, który miał miejsce w the Lyceum TUTAJ (o Lyceum pisaliśmy z kolei TUTAJ   przy okazji opisu największego koncertu Joy Division 29 lutego 1980 r.). Ale revenons à nos mouton – płytę Dreamtime, jak i omawiane niedawno wydawnictwo the Bolshoi (TUTAJ), wydała wytwórnia Beggars Banquet Records, ta sama w której strukturach działa malutka, lecz jakże istotna wytwórnia 4AD (o wydawanych przez nią płytach piszemy TUTAJ), założona przez Ivo Watts Russell’a, brytyjskiego, zubożałego arystokratę, o którym pisaliśmy TUTAJ. Beggars Banquet także nie zaistniałaby bez wizji innej, wybitnej indywidualności, którą był (i jest) Martin Mills

Zaczynał on prawie pół wieku temu, w 1974 r., od jednego sklepu z płytami, podobnie zresztą jak Richard Branson z Virgin Records o czym pisaliśmy TUTAJ. Wkrótce potem Mills swój sklep przekształcił w wytwórnię płytową a następnie w grupę medialną złożoną z wielu pomniejszych wydawnictw muzycznych.

Obecnie Beggars Records jest jedną z największych na świecie niezależnych wytwórni płytowych, a mimo to jej właściciel pozostał tym samym wielbicielem muzyki, co na początku. Co więcej - nie zajmuje luksusowego biura w Kensington, na wzór trzech największych wytwórni płytowych - Universal, Sony i Warner - lecz prowadzi swoją firmę z niewielkiego mieszkania w domu położonym w cichej dzielnicy w Wandsworth, w południowo-zachodnim Londynie

Kuchnia służy mu za sekretariat, salon ze stołem do gry w ping-ponga w razie potrzeby staje się salą konferencyjną, a piwnica to magazyn zastawiony skrzynkami z płytami. Dom kupił w 1984 r. a potem powiększył go o cztery sąsiednie posesje, łącząc je niczym króliczą norkę w jeden ciąg pomieszczeń, wśród których są dwa wieloosobowe apartamenty dla artystów.

 
To, że kwatera główna Beggars Records to kilka domków, a nie zwykłe biuro, dobrze pasuje do osobowości właściciela firmy. Jego sposób prowadzenia interesów też jest zupełnie inny. Mills ceni sobie niemal rodzinne kontakty z muzykami To miłe, gdy masz artystów na górze, którzy przychodzą na piwo w porze lunchu w piżamie - zauważył w jednym z wywiadów - Może zabrzmi to niesamowicie banalnie, ale jesteśmy w tym dla muzyki. Tak naprawdę nie jesteśmy w tym dla pieniędzy. Takie postawienie sprawy opłaciło się, bo dzięki kilku pomniejszym spółkom - XL, 4AD, Matador, Rough Trade i Young Turks - firma konsekwentnie plasuje się w czołówce światowej sceny muzycznej. Pod jej logo występują The Pixies, The Prodigy, The White Stripes i The xx, a w ostatnich latach Adele, która sprzedała ponad 35 milionów kopii swoich dwóch albumów.

A wszystko zaczęło się w 1977 roku od dwóch 7-calowych singli punkowego zespołu The Lurkers. Tak to nie tak dawno wspominał Martin Mills: Pod naszym sklepem w Fulham mieliśmy piwnicę, którą zamieniliśmy w salę prób, w której ćwiczyły punkowe zespoły, takie jak Generation X (o the Lurkers i Generation-X pisaliśmy TUTAJ  - przypis własny). Jednym z zespołów, które ćwiczyły tam był The Lurkers. Menedżer sklepu, Mike Stone, zaczął zarządzać zespołem, ponieważ potrzebowali pomocy. Potem on potrzebował pomocy, więc my zaczęliśmy nimi zarządzać [Martin Mills i Nick Austin] i próbować uzyskać dla nich umowę - ale nie mogliśmy. To był rok 1976 i wtedy nie było zbyt wielu wytwórni, a każda z nich podpisała już kontrakt z jednym punkowym zespołem  - to było to (to był ten problem). Więc zabraliśmy się za nagrywanie w sposób, który jest teraz naturalny dla prawie każdego zespołu. Ale wtedy to była niezwykła rzecz. Bo wtedy nie było mapy drogowej. Nie było małych niezależnych firm fonograficznych. Zaplanowaliśmy więc w jaki sposób nagrywać samemu. (…) Ostatecznie wydaliśmy nasz pierwszy singiel The Lurkers wkrótce po tym, gdy Stiff wydał „Buy 1”, a Nick Lowe i Chiswick także wypuścili pierwszy singiel. Więc nasza trójka zaczęła działać prawie w tym samym czasie. Szczerze mówiąc, była to świetna zabawa i bułka z masłem, ponieważ wokół było tak mało punkowych singli, że ludzie kupowali wszystko co było. Był to więc całkowicie niewolny rynek. Zrobiliśmy więc kolejny singiel Lurkers, który był równie zabawny co poprzedni. Potem pomyśleliśmy, wypuśćmy album, i zrobiliśmy to. Był to Streets, album z punkową kompilacją nagrań wszystkich niezależnych wytwórni, które wówczas nagle powstały. Po tym wydaliśmy album Lurkersów, który uplasował się w pierwszej dwudziestce (LINK).

Z biegiem lat Beggars wydał muzykę w niemal każdym z możliwych gatunków - punk, goth, synth-pop, folk- rock, indie i wiele innych. Obecnie jest jedną z największych niezależnych grup muzycznych w Wielkiej Brytanii, ma biura również w Nowym Jorku i pięciu stolicach europejskich, a także spółki joint venture w Hiszpanii i Australii.

Kiedy Mills założył Beggars w 1976 roku, muzyka była nagrywana wyłącznie na winylowych płytach. Potem doszły nowe nośniki lecz płyty winylowe były tłoczone cały czas. Obecnie przeżywają swój renesans, a Beggars Group odegrał poważną rolę w tym odrodzeniu płyty winylowej sprzedając je poprzez sieć sklepów płytowych Rough Trade, których jest współwłaścicielem. Sprzedaż płyt LP w Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku wyniosła 1,29 mln egzemplarzy co było najwyższym wynikiem od 20 lat. Popyt jest tak wysoki, że zakłady produkcji winylu osiągają granice swoich możliwości. Martin Mills, twierdzi, że sprzedaż detaliczna nadal odgrywa kluczową rolę w konsolidacji ogromnej społeczności miłośników muzyki, którzy wspierają nowe zespoły i kolejne produkcje. Miłośnicy winylu twierdzą, że przyciąga ich wyjątkowe brzmienie płyt analogowych i fakt, że są to fizyczne artefakty, zawierające okładki z ciekawą grafiką oraz z tekstami.  Lecz w porównaniu ze sprzedażą cyfrową rynek płyt analogowych pozostaje na poziomie niszowym. Mills dostrzega nowe możliwości jakie dają istniejące platformy muzyczne takie jak YouToube czy Spotify. Jego firma, gładko przeszła na technologię cyfrową, co mu się bardzo opłaciło. Każdego roku Beggars odnotowuje sprzedaż swoich produktów na poziomie 50 milionów funtów, z czego około dwie trzecie pochodzi z pobrań i transmisji strumieniowej, a reszta z płyt CD i winylowych. Mills widzi możliwości jakie daje muzyka rozprowadzana drogą elektroniczną i jako jeden z niewielu producentów  jest wielkim zwolennikiem tego, co Spotify.com wprowadziło na rynek.

Po latach ostrożnej pracy i konsekwentnej, powolnej ekspansji imperium Mills’a rozciąga się od Nowego Jorku do Melbourne przez Tokio. Nie tak dawno ten wieczny punk założył garnitur i udał się do Pałacu Buckingham, aby otrzymać od królowej tytuł szlachecki za usługi dla przemysłu muzycznego. I chociaż firmy utrzymujące się ze sprzedaży płyt ponoszą wielkie straty z powodu szerzącego się piractwa internetowego, Beggars, twierdzi, on sam wychodzi te tego niemal bez szwanku, ponieważ fani muzyki są wielkimi pasjonatami i bardziej szanują artystę niż przeciętny słuchacz. A poza tym on sam i jego firmy nie próbują sprzedawać ludziom tego, czego oni chcą, starają się sprzedawać ludziom to, o czym jeszcze nie wiedzą.

Cóż dodać? Może jeszcze to, że Martin Mills  urodził się 12 maja 1949 r., dorastał w Buckinghamshire i Oxfordshire i uczęszczał do Berkhamsted i Magdalen College Schools. Ukończył filozofię, politykę i ekonomię w Oriel College w Oksfordzie w 1970 roku. Beggars Banquet założył w roku 1974, początkowo jako sklep z płytami, a od 1977 r. już jako wytwórnię.  W latach 1987-2000 był członkiem Rady BPI, organu zarządzającego branżą nagraniową, a także dyrektorem zespołu ds. spraw licencyjnych wytwórni płytowych, PPL i VPL, oraz członkiem rządowego Forum Przemysłu Muzycznego. Był aktywnie zaangażowany w rozwój i zachowanie niezależnej dystrybucji płyt w Wielkiej Brytanii oraz w promowanie interesów niezależnego sektora wydawców. Mieszka w Ham, w Londynie i w Antibes, we Francji, z żoną Yvonne i dwójką dzieci (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 2 lipca 2021

Wspomnień czar: Wywiad Tomasza Słonia z Ivo Watts Russelem, założycielem 4AD dla NON STOP (1987) , cz.1


Tomasza Słonia poznaliśmy przy okazji jego książki o zespole Dead Can Dance (TUTAJ). Okazuje się, że dziennikarz dość aktywnie działał w obszarze przybliżania polskim czytelnikom wytwórni 4AD, bowiem w lutym 1987 roku w czasopiśmie NON STOP (był to dodatek do Tygodnika Demokratycznego) ukazał się jego wywiad z założycielem 4AD Ivo Watts Russelem (warto zobaczyć TUTAJ). Ponieważ jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami różnych dziwnych pamiątek, dzisiaj kilka kluczowych cytatów z tego wywiadu. 

Zanim jednak je przybliżymy warto dodać, że oczywiście Tygodnika Demokratycznego nikt o zdrowych zmysłach nie czytał. Ale dodatek do niego - jak najbardziej. Problem jednak był w tym, że NON STOP, bo o nim mowa, ukazywał się w limitowanym nakładzie i na ohydnej jakości papierze. Trzeba było nieźle się nagimnastykować, żeby go zdobyć, bo ukazywał się również nieregularnie. Takie to były czasy. Jeszcze nie jeden raz zaskoczymy naszych czytelników ciekawymi materiałami z tego czasopisma, a teraz przejdźmy do wywiadu. 

Jesteśmy w złotym okresie 4AD, przypomnijmy że w tym roku Dead Can Dance wydaje swój najlepszy album (Tomasz Słoń w swojej książce uważa go za najlepszy album 4AD jako wytwórni), Cocteau Twins jest po wydaniu arcydzieła Victorialand, a This Mortal Coil po Filigree and Shadow - też doskonałym albumie.


Wywiad nosi tytuł Traktuję Muzykę Bardzo Poważnie

O początkach wytwórni: W 1979 roku zdecydowałem się, z dnia na dzień, na pracę w niezależnej wytwórni. Miałem za sobą 4 lata pracy dla Beggars Banquet (warto zobaczyć TUTAJ) jako sprzedawca w sklepie z płytami. Wystartowaliśmy we dwóch, ja i Peter Kent. Początkowo 4AD była częścią Beggars Banquet i mieliśmy im wyszukiwać nowe twarze. Po roku zdałem sobie jednak sprawę, że taki układ mi nie odpowiada, no i staliśmy się samodzielną wytwórnią.

O ideologii 4AD: Nic z tych rzeczy. Są wytwórnie, które w momencie powstania, podkreślają swoją odrębność i inność, jak np. ZTT. Jest to fajna rzecz, ale na krótką metę. Startowaliśmy w niezwykłym okresie w historii muzyki, kiedy pojawiła się ta druga fala wykonawców zrodzonych z punk - rocka, zaczynających coraz bardziej eksperymentować i poszukiwać, robiących krok naprzód w stosunku do roku 1976. Jako 4AD chcieliśmy być częścią tego nurtu, pracować z zespołami, które przyjmowały podobny do naszego punkt widzenia na muzykę. Oczywiście dziś istnieje pewna kontynuacja tego, co robiliśmy kiedyś, bowiem zawsze na płytach 4AD ukazywała się muzyka, będąca odzwierciedleniem tego co lubię, co mnie inspiruje i fascynuje. Sami wykonawcy zapewne nie widzą tego i z pewnością niebyt podoba im się ten rodzaj nieuchwytnej nieco identyfikacji i wspólnoty, lecz dla mnie jest to sprawa bardzo istotna. Traktuję bowiem muzykę bardzo poważnie. Poza tym myślę, że elementem łączącym wszystkich ludzi z 4AD jest wiara, iż muzyka to coś niezwykle ważnego w pewnych okresach naszego życia.


O odejściach z 4AD (najpierw Bauhaus): Trzej wykonawcy, trzy różne przyczyny. Jako pierwszy rozstał się z nami zespół Bauhaus. Ich muzyka, po roku współpracy z 4AD przestała mnie interesować. Poza tym zespół był bardzo zainteresowany w odniesieniu sukcesu, co samo w sobie nie jest złym nastawieniem, ale nie za wszelką cenę. Przeszedł więc do Beggars Banquet, co było logiczną konsekwencją jego dążeń. Mimo iż był naszym najpopularniejszym wówczas wykonawcą, dobrze się stało, że się rozstaliśmy. Po prostu mogliśmy, co się okazało w przyszłości sprawą niezwykle ważną, oprzeć i rozwinąć dalszą działalność na nowych wykonawcach, nowych pomysłach muzycznych, dalekich od tradycyjnych źródeł inspiracji. Tak więc ambicje Bauhaus i ich plany, różne od tego, co chciałem zrobić, zdecydowały o naszym rozstaniu.


O odejściu Birthday Party: Stało się to z czysto finansowych przyczyn. Nie mogłem po prostu wspierać ich wszystkich planów i zamierzeń.


O odejściu X-Mal Deutschland: Wiem, że pchnąłem ten zespół w określonym kierunku. Potem jednak, nie byłem w stanie zmusić go do zmian, poszukiwań czegoś nowego, mówiąc krótko - do rozwoju muzycznego. To było coś, czego nie potrafili zrozumieć. Pamiętam jedną z rozmów z Wolfgangiem (Ellerbrock - basista zespołu) który powiedział mi wówczas: "ludzie lubią to, co robimy, po co się zmieniać?" Przed nagraniem LP Tocsin zapowiedziałem im, że będę pracował z nimi przy tej płycie, a po jej wydaniu pożegnaliśmy się. Niedawno podpisali kontrakt z Phonogramem i nie ukrywam, że z zainteresowaniem będę śledził ich losy.

O początkach współpracy z Cocteau Twins: Pewnego dnia Robin i Elizabeth przyjechali do Londynu zobaczyć koncert Birthday Party. To był ich ulubiony zespół i jeździli za nim prawie wszędzie. Robin wykorzystał pobyt w Londynie by wręczyć mi taśmę z próbnymi nagraniami duetu. W tym czasie pracowałem w jednym ze studiów pod Londynem i wracając do domu samochodem wieczorem włączyłem jedną z trzech taśm, jakie miałem wówczas ze sobą, właśnie Cocteau Twins. [Nagrania] nie miały nic wspólnego z tym, co znamy z płyt. Ich jakość była fatalna, ale przebijała z nich jakaś dziwna moc, coś niezwykłego. Zadzwoniłem więc po powrocie pod numer telefonu podany na kasecie i...


Czy ukierunkował zespół? Nie, raczej nie. Jako producent pracuję z zespołem, i tylko na początku ich działalności - gdy brakuje im doświadczenia w pracy w studio nagraniowym. Zawsze zachęcam ludzi do tego, by sami dla siebie byli producentami. W przypadku Cocteau Twins istniał jeszcze jeden problem. Elizabeth i Robin byli wtedy bardzo, bardzo nieśmiałymi i spokojnymi ludźmi, wiec gdy byliśmy w studiu, ktoś musiał podejmować ostateczne decyzje. Dlatego też byłem współproducentem Garlands (warto zobaczyć TUTAJ) nie zdając sobie zupełnie sprawy, w jakim kierunku zespół podąży później. Myślę, że oni już wtedy wiedzieli i na szczęście Robin w pewnym momencie przełamał się, i jest dziś samowystarczalnym artystą - zarówno realizatorem dźwięku jak i doskonałym producentem.

Tyle na dzisiaj, w kolejnej części przedstawimy myśli Ivo o This Mortal Coil, Dead Can Dance, Throwing Muses i planach wytwórni. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.              

niedziela, 24 września 2023

Z mojej płytoteki: Tubeway Army i Replicas - w świecie androidów, czyli między Kraftwerk, Ultravox a Blade Runnerem


Niedawno, bo w kwietniu, minęło 40 lat od wydania tego albumu, drugiego i ostatniego w dorobku Tubeway Army. To nie tak, że wcześniej nie słyszałem nazwiska Numana, czy nazwy zespołu. Nigdy wcześniej nie interesowałem się ich twórczością, aż jakiś czas temu ktoś na Twitterze wrzucił to:

 

Ciekawe, biorąc pod uwagę, że to rok 1979, mało tego jakaś znajoma twarz na klawiszach, którą okazuje się być jeden z czołowych muzyków Ultravox  Billy Currie. No obok takiego zjawiska nie można przejść obojętnie, zwłaszcza że w klipie Numan ucharakteryzowany jest na androida, a album okazuje się być oparty na jego powieści o dystopijnym świecie w którym zjawisko replikacji jest czymś normalnym. Jeśli do tego dodamy fakt, że album zrealizowała wytwórnia Beggar's Banquet to mamy absolutnie pewniaka z dobrą muzyką.

Od razu w głowie pojawiają się pytania, co było pierwsze: jajo, czy kura. Może legendarni Kraftwerk swoją koncepcję człowieka maszyny zerżnęli od Numana? A może było odwrotnie? U Kraftwerk widać ewolucję muzyki, od Radioaktivity z 1975 do The Man Machine z 1978. Płyta Numana powstała później, jednak nie wydaje się żeby inspirował się Kraftwerk. W tamtych czasach proces nagrania i wydania trwał, podobnie z obiegiem muzyki na rynku (album zaczęto nagrywać pod koniec 1978 roku). Zatem podejrzewać należy, że mamy podobne wizje u muzyków z Niemiec i genialnego Brytyjczyka. Tamci jednak poszli bardziej w przemysł i robotykę, Numan w science  - fiction. Jakże blisko jest tutaj twórczość naszego genialnego Piotra Szulkina... To wszystko podobny klimat, a jeśli do tego dodamy, uchodzący za najlepszy film w historii kina sci-fi, Łowca Androidów z muzyką Vangelisa, to możemy sobie urządzić cały weekend w stylu tego co nas zapewne w niedalekiej przyszłości czeka.

Gary Numan w wywiadzie (TUTAJ) opowiada, że wytwórnia nie była zachwycona taką muzyką. Zespół podpisał kontrakt jako kapela punkowa i taki miał być ich album. Ale w studio napotkali mimimooga i Numan zdecydował przerobić swoje piosenki na elektroniczne. Co do książki, której nie skończył a na której oparł ideę albumu, w tym samym wywiadzie artysta twierdzi, że jej nigdy nie wyda, jak i nie wróci do koncepcji na której oparł Replicas. Mówi: dla mnie Replicas było ciągiem małych pomysłów, które zaczęły się jako opowiadania, ale zrodziły się w postaci albumu. I na tym się to skończyło. Mam głowę pełną pomysłów i rzadko kiedy odczuwałem potrzebę ponownego sięgania po starsze. Zawsze jest coś nowego i bardziej ekscytującego, o czym można myśleć lub nad czym pracować.

 

Zatem w skrócie: Me! I Disconnect from You - błagania androida o prąd. 

Are 'Friends' Electric? roboty w służbie człowieka, wyglądają jak ludzie wiec ci ich nie rozpoznają.

The Machman - koszmar maszyny - androida z ludzką skórą - która ma potrzebę przynależności.

Praying to the Aliens - modlitwa do kosmitów o kobietę w świecie męskich robotów.

Down in the Park - Numan inspirował się Ballardem i Dickiem, historia opowiada o maszynach zabijających w parku ludzi celem rozrywki... Swoją drogą jedna z najlepszych piosenek na albumie... 

You Are in My Vision - opowieść o androidzie prostytutce 

Replicas - świetny utwór, wszystkie roboty są identyczne, każdy może być każdym

It Must Have Been Years - rodzi się myśl, że jednak adroidy są inne niż ludzie

When the Machines Rock - instrumentalna piosenka, słychać minimooga, wszystko jednak nieco w stylu Kraftwerk

I Nearly Married a Human  - na zakończenie drugi utwór instrumentalny - tym razem mniej rytmiczny a bardziej klimatyczny.

Patrząc na tytuł, nie ma się wątpliwości, że musiał inspirować Scotta żeby ten nakręcił Blade Runnera...  

Ta płyta zmieniła oblicze sztuki. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Tubeway Army, Replicas,  producent: Gary Numan, Beggars Banquet 1979, tracklista: Me! I Disconnect from You, Are 'Friends' Electric?, The Machman, Praying to the Aliens, Down in the Park, You Are in My Vision, Replicas, It Must Have Been Years, When the Machines Rock, I Nearly Married a Human.

 



 

środa, 24 lipca 2019

Z mojej płytoteki/ niezapomniane koncerty: The Cult - Dreamtime/ live at the Lyceum 1984

Jeśli zapytam, o jakiej bardzo ważnej płycie nurtu chłodnofalowego lat 80-tych jeszcze nie pisaliśmy i dlaczego, to odpowiedź będzie jedna. Chodzi o znakomity Dreamtime zespołu the Cult. Nie pisaliśmy o nim bo płytę mam w  swojej kolekcji i to oryginał z epoki, natomiast z YouTube album jest notorycznie usuwany. 

Postanowiłem zatem połączyć przyjemne z pożytecznym i przedstawić płytę wraz z koncertem, który też znika z YT z prędkością światła. Jako całość (jeden film) został wielokrotnie usunięty i jest praktycznie niedostępny, natomiast można go złożyć z pojedynczych piosenek, co uczyniliśmy (choć niestety jest kilka utworów audio, ale na szczęście z tego samego koncertu) i dlatego dzisiaj możemy tego wszystkiego posłuchać i obejrzeć. 

Sam album Dreamtime to debiut zespołu wydany w 1984 roku. Jest znakomity, mroczny, okraszony niesamowitym wokalem Iana Astbury i gitarą Billy Duffyego.

Okładka, zaprojektowana przez Davida Fathersa robi niesamowite wrażenie, wygląda jak skóra węża a grafika nawiązuje do tytułu. Po drugiej stronie zdjęcia członków zespołu (autorstwa Paula Venninga, który jest też autorem ilustracji) i tracklista. 

Całość wydana przez Beggars Banquet.

Ciekawostką jest koperta w której umieszczono winyl. Po jednej stronie znajduje się tekst tytułowego utworu:
po drugiej natomiast notatka, że celem otrzymania dodatkowych informacji o zespole czy tekstów, należy napisać na adres wytwórni, i nie zapomnieć o dołączeniu dużej, zaadresowanej do siebie koperty ze znaczkiem (tzw. S.A.E - stamp addressed envelope). Są też podziękowania i informacja o dostępnym na kasecie VHS koncercie (pamiętajmy, że jesteśmy w epoce przed DVD i Internetem...).

Płyta posiada bardzo ciekawą grafikę również na krążku, z nadrukiem zdjęcia wokalisty,Iana Astbury. 

Album udało mi się zakupić, po dość długich polowaniach, na jednej z aukcji internetowych, w stanie idealnym. Właśnie spojrzałem, tak są dostępne nawet teraz w cenach od 12 do 40 USD w zależności od jakości.
A koncert? Dziś prezentujemy go w wersji rozszerzonej, która ukazała się w 1996 roku w Kanadzie. Zespół poprzez bardzo klarowne brzmienie (dwie gitary i perkusja) wprowadza dość charakterystyczny klimat. Do moich faworytów należą - pierwsze dwa utwory, czyli 83rd Dream i God's ZOO, jak i nastrojowy A Flower in the Desert.


Jednak absolutnym mistrzostwem świata i jednym z najlepszych utworów the Cult jest niesamowity Butterflies... 

The wild wide eye with her painted wing
She crushed the gray boy
Don't you know my selfishness was my suicide
Her painted wing became my suicide, suicide
The whole world did not start to cry
They just got inside me
And now they walk behind me
They walk behind me
They walk behind me
Oh lord
Like little dogs
Like stony dogs, you know
Stony dogs
Stony dogs
They walk behind me, oh lord
They walk
Behind me
Behind me, oh lord 


A to czy Astbury wykonuje fragment moonwalka (ok.2:18) pod wpływem Jacksona, czy też wymyślił go sam - pozostaje pytaniem otwartym... Niemniej wykonanie tego utworu, jak i zresztą kilku innych pokazuje, że the Cult dysponowali wtedy doskonałymi muzykami, bowiem nie tylko gitara, czy wokal ale i sekcja rytmiczna (Nigel Preston na perkusji i Jamie Stewart na basie) są absolutnie bez zarzutu...

Czy ktoś dzisiaj jeszcze tak gra? 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


The Cult - Dreamtime, Beggars Banquet 1984, realizator nagrań: John Brand, tracklista: Horse Nation, Spiritwalker, 83rd Dream, Butterflies, Go West, Gimmick, A Flower In the Desert,Dreamtime, Rider in the Snow, Bad Medicine Waltz

DVD - Dreamtime live in the Lyceum, 20.05.1984, tracklista: 83rd Dream, Gods Zoo, Gimmick, Bad Medicine Waltz, A Flower In The Desert, Go West (Crazy Spinning Circles), Butterflies, Dreamtime, Christians, Spiritwalker, Horse Nation, Bone Bag, Ghost Dance, Brothers Grimm, Moya.

niedziela, 21 kwietnia 2024

Legendarne Koncerty: Fields Of The Nephilim Forever Remain - łapcie zanim zniknie

O tym koncercie w swoim czasie już pisaliśmy, ale nigdy nie mieliśmy okazji zaprezentować go w całości. Ciągle usuwany był z YT na mocy łamania praw autorskich. Ale od dłuższego czasu jest, i można się w końcu nim nacieszyć, tym bardziej że w naszej opinii zespół jest w pikowej formie. 

Koncert odbył się w klubie The Town And Country Club w Londynie w maju 1988 roku a wydało go wydawnictwo Beggars Banquet. Zagrali w składzie: Carl McCoy (wokal), Paul Wright (gitara), Peter Yates (gitara), Tony Pettitt (bas), Alexander Wright (perkusja).


Grają swoje największe (w ich ocenie) wówczas hity. Koncert jest wizualnie znakomity, są momenty wręcz kultowe. Choćby sam początek kiedy zaczynają mocno, od idealnej jak na wejście Endemoniady.  I każdy fan (jestem w stanie się założyć), kiedy kończą ten utwór, czuje rozczarowanie. Dlaczego? Bo w tym samym roku ukazał się ich kultowy i najlepszy album The Nephilim a utwory na nim są połączone (jak to mawia się w w języku muzyków banded). Co za tym idzie każdy oczekiwał, jako drugiego The Watchmen (on z niewiadomych powodów pojawia się później). Zamiast tego jednak grają Reanimator Dust z niezbyt udanego debiutu zespołu pt. Downrazor. No szału nie ma. Na szczęście dalej grają to, czego każdy fan oczekiwał - doskonały i powalający na kolana pod względem wizualnym, Love Under Will. Ta gra świateł, no absolutne arcydzieło. Trees Come Down można sobie odpuścić by rozkoszować się Moonchild i kolejnym arcydziełem The Watchmen. Po nim jeszcze na dokładkę Last Exit For The Lost. I w zasadzie po tym utworze wydawnictwo mogłoby się skończyć. 

Mimo wszystko, jest to niesamowity dokument. Ten koncert, jak i pochodzące z epoki koncerty Sisters of Mercy czy The Mission dowodzą, że jak to napisał w jednej z recenzji wydawnictwa młodszy fan gotyku: kiedyś były wartościowe zespoły, wystarczy tylko poszperać (LINK). 

My za to cieszmy się, że mogliśmy w takich czasach żyć, widzieć to wszystko na własne oczy i nikt nie wymachiwał nam nad głową telefonem komórkowym. 

Jak to napisał Tomek Beksiński w swoim ostatnim tekście: pora umierać

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Fields Of The Nephilim, Forever Remain Live, Beggars Banquet 1988, setlista: Endemoniada, Reanimator, Dust, Love Under Will, Trees Come Down, Moonchild, The Watchmen, Last Exit For The Lost, Chord of Souls, Preacher Man, Dawnrazor, The Sequel, Phobia, Laura.