Dziś prezentujemy sylwetkę artysty, którego wiele dzieł, jak i droga życiowa, doskonale pasują tematycznie do naszego bloga.
Choroba, szaleństwo i śmierć - to były trzy czarne anioły, które czuwały nad moją kołyską podsumował kiedyś swoje życie Edward Munch, którego obraz Krzyk jest równie rozpoznawalny co Mona Lisa, Leonardo da Vinci. Munch namalował tymczasem tysiące innych. Wszystkie te dzieła są swoistym pamiętnikiem, w którym jego twórcza pasja zarejestrowała osobiste tragedie, choroby i porażki. Mój strach przed życiem jest mi potrzebny, podobnie jak moja choroba - napisał kiedyś. Bez niepokoju i choroby jestem statkiem bez steru... Moje cierpienia są częścią mojej jaźni i mojej sztuki, są nie do odróżnienia ode mnie, a ich zniszczenie zniszczy moją sztukę. Tak wytyczony cel twórczości sprawił, że Munchowi przydzielono rolę wyraziciela i ilustratora psychoanalitycznych stanów współczesnego człowieka, zwłaszcza, że według niego twórca nie jest w stanie wyjaśnić rzeczywistości, lecz umie zarejestrować wpływ, jakie każde wydarzenie wywiera na jego własną wrażliwość.
Munch odbył studia akademickie u norweskiego malarza Christiana Krohga, który był realistą, a następnie poszedł własną drogą artystyczną. Opracował swój styl, ekspresyjny i naładowany emocjami. Zarejestrowanie formy, czy namalowanie konkretnego modela nie było dla niego najważniejsze. Znacznie istotniejsze były dla niego uczucia, które ów kształt w nim budził. Nie maluję tego, co widzę, ale to, co widziałem - wyjaśnił kiedyś. Dlatego pierwsze jego prace eksponowane na wystawach spowodowały skandal. Zarejestrował na nich i wystawiał na widok publiczny swoje bolesne przeżycia związane z przedwczesną śmiercią matki, która odeszła na gruźlicę gdy miał 5 lat oraz siostry, gdy miał 13, pokazał swoje smutne dzieciństwo przy ojcu lekarzu, emocjonalnie niedostępnym, cierpiącym na depresję psychotyczną, której efektem była m.in bigoteria.
Studiował w Oslo a następnie w Paryżu oraz podróżował do Włoch, Niemiec i Francji, gdzie wielki wpływ na niego wywarło malarstwo Toulouse-Lautrec'a, van Gogha i Gauguina, którzy przekształcali na swoich płótnach lęki współczesnej cywilizacji na kształty plastyczne w duchu symbolizmu i ekspresjonizmu. Zbliżająca się epoka fin de siecle wzmagała społeczne lęki objawiające się dekadencją i fascynacją złem co szczególnie odbijało się w literaturze. Sztuka tego czasu chętnie zajmowała się ciemnymi stanami ponurego umysłu. Zainspirowany pracą Henrika Ibsena, Munch studiował psychoanalizę i tworzył sztukę, która próbowała rozwikłać tajemnice psychiki. Jego obrazy stawały się lustrem, w którym odbijał się stan jego emocji. Zrezygnował przy tym z wyobrażeń potworów. Posługiwał się zamiast tego niespokojną linii i rytmem dobranych plam kolorystycznych. Przez to przy pozornie banalnej tematyce jego obrazy ilustrowały nie tylko psychiczny stan malarza, ale również wywoływały u widza rozwibrowanie emocjonalne, bliskie stanowi histerii, co najpełniej osiągnął w Krzyku, jednym z najczęściej reprodukowanych i powszechnie uznanych obrazów w historii sztuki.
Zdzisław Beksiński (o artyście i jego synu, Tomaszu pisaliśmy TUTAJ) w jednym z listów do Dmochowskiego z przekąsem nawet zauważył, że mam nadzieję, że nie spotka mnie po śmierci to samo co spotkało Muncha. Ten facet znany jest powszechnie wyłącznie z jednego dzieła, a mianowicie graficznej wersji obrazu Krzyk. Nikt nie wie, że namalował szereg fajnych obrazów, bo ta jedna, nieznośna w swej uproszczonej deformacji praca, będzie go już po wsze czasy reprezentowała. Pierwsze skojarzenie od słowa Munch to Krzyk.
Te inne dziełaMuncha można pogrupować w pewne cykle, bo do niektórych tematów wracał obsesyjnie po wielokroć. Należą do nich narcystyczne autoportrety. Malowane były w każdym okresie jego życia. Pierwszy autoportret namalował w wieku 18 lat, następne pokazują, w sile wieku, po przebytych chorobach (po epidemii hiszpanki, po wylewie krwi do oka) z nagimi modelkami, z których część była jego kochankami, w wieku starczym... W ostatnim Autoportrecie między zegarem a łóżkiem, który pochodzi z lat 1940-42, czyli wykonanym dwa lata przed śmiercią Muncha, możemy zobaczyć, co się stało z człowiekiem, który, jak pisał, zwlekał z tańcem życia. Stoi on sztywno wciśnięty niezgrabnie między łóżko a wiszący na ścianie zegar dziadka, jak niepotrzebny, zawadzający przestrzeń jeszcze jeden stary sprzęt. Munch był wówczas starym człowiekiem borykającym się z alkoholizmem, częściowym paraliżem i halucynacjami. Zegar bez wskazówek i liczb symbolizuje śmierć, zawsze obecną w każdym okruchu życia. Nad łóżkiem unosi się zarys młodej kobiety, portret tego, co mogło być ukazany w ramach autoportretu, czyli tego, co jest. Artysta bezradnie akceptuje swój stan, że nie może uciec od wieku, tak samo jak nie można uciec przed czasem.
Nie wierzę w sztukę, która nie jest kompulsywnym wynikiem pragnienia człowieka, aby otworzyć swoje serce powiedział kiedyś. Każdy obraz był próbą uchwycenia ludzkiej kondycji, stając się zapisem pewnego rodzaju wyciszonego, psychologicznego chaosu. Każdy obraz emanuje nihilizmem Nietzschego. Ból, rozpacz, melancholia i dramat odbijają się przez użyte plamy koloru. Wciąż jednak wydaje się, że jest nadzieja. Omawiając inne wybrane działa Muncha nie można zapomnieć o wpływie Freuda na jego twórczość. Jest to szczególnie widoczne w Madonnie, w której widać freudowską seksualizację życia kobiety, której istota wyraża się poprzez stosunek płciowy, powodujący zapłodnienie, prokreację i śmierć. Obraz nie ma nic wspólnego z dziełem religijnym, mimo sugestywnego tytułu. Kobieta jest ułożona w seksualnie uległej pozie, tak jakby była w rzeczywistości w trakcie stosunku, czerwona aureola, podobnie jak plemniki na ramie i opływające postać a także płód w rogu obrazu nadają dziełu ostateczne znaczenie.
Tym, co najbardziej fascynowało Muncha były silne emocje: miłość, popęd seksualny z nią związany, zazdrość, żal, opuszczenie, samotność… W jednym z jego najsłynniejszych obrazów: Wampir, widać rudowłosą kobietę, która zatapia usta w szyjce zniechęcająco wyglądającego kochanka, a jej warkocze przesuwają się nad nim niczym jadowite macki. Uważa się że artysta wyobraził na nim swoją kochankę Millie Thaulow, żonę dalekiego kuzyna i siebie. Także ją namalował w innym, zatytułowanym Rozpacz. Było to dzieło powstałe w niedokończonym cyklu nazwanym Fryz życia. W ramach serii wykonał 22 prace na wystawę w Berlinie w 1902 roku. Obrazy nosiły takie tytuły jak Melancholia, Zazdrość, Rozpacz, Niepokój i Krzyk.
Komplikacje w życiu znalazły swoje odbicie na jego obrazach. Związek z Larsen, kolejną kobietą zakończył się próbą samobójstwa jej i jego. Ostatecznie Larsen wyszła za mąż za innego malarza a Munch namalował obraz, na którym przedstawił siebie przybitego do krzyża. Z tego czasu pochodzą także liczne kopie Śmierci Marata Davida, w których Marat ma jego rysy twarzy.
Gdy Norwegia odzyskała niepodległość Munch został okrzyknięty artystą narodowym. Zakupił wówczas majątek w Ekely w Skøyen w Oslo i zajął się malowaniem pejzażów, początkowo w radosnej kolorystyce, a później coraz to bardziej ponurych barwach. Powrócił także do ulubionych zdjęć, tworząc nowe wersje niektórych obrazów z Fryzu Życia.
Ostatnie dwadzieścia lat życia spędził w samotności w swoim prawie samowystarczalnym majątku w Ekely. W późniejszych latach Munch wspierał finansowo członków rodziny, którzy przeżyli, i komunikował się z nimi pocztą, ale nie odwiedzał ich. Spędzał dużo czasu w samotności, dokumentując udręki i upokorzenia w swoich latach. W czasach wojny jego sztuka była przez nazistów uznana za zdegenerowaną podobnie jak dzieła Picassa , Klee , Matissa , Gauguina i wielu innych współczesnych artystów. Niemcy usunęli jego 82 dzieła z muzeów. W 1940 r. Niemcy zaatakowali Norwegię, a partia nazistowska przejęła rząd. Munch miał 76 lat. Z prawie całą kolekcją swojej sztuki na drugim piętrze swojego domu, żył w strachu przed nazistowską konfiskatą. Siedemdziesiąt jeden z obrazów wykonanych wcześniej i wywiezionych przez okupanta wróciło do Norwegii poprzez zakup przez kolekcjonerów (pozostałe jedenaście nigdy nie zostały odzyskane), w tym Krzyk i Chore dziecko. Munch zmarł w swoim domu 23 stycznia 1944 roku, około miesiąca po swoich 80. urodzinach. Jego pogrzeb zorganizowany przez nazistów zasugerował Norwegom, że miał faszystowskie poglądy. W 1946 r. miasto Oslo kupiło majątek Ekely od spadkobierców Muncha. Jego dom został zburzony w maju 1960 roku….
Dzisiaj chcemy przedstawić artystę, który jest mało znany poza krajami skandynawskimi. Jest nim Eugène Frederik Jansson (1862–1915) ze Szwecji. W tym samym czasie, gdy Norweg Edvard Munch malował serię widoków Oslo, a Jansson tworzył wyjątkowe nokturny w Sztokholmie.
Artysta urodził się w skromnej rodzinie pracownika pocztowego. Dano mu imiona Eugène i Frederik po matce Eugenii i ojcu Frederiku. Rodzina Janssonów należała do niższej warstwy średniej, ale oboje rodzice interesowali się sztuką a przede wszystkim muzyką. Frederik Jansson był bardzo utalentowanym flecistą-amatorem, a jego żona w młodości chciała zostać piosenkarką, dlatego i Eugène i jego brata Adriana posyłali na lekcje gry na fortepianie. Jednak Eugène był bardzo chorowitym chłopcem. Miał wadę serca, a w wieku czternastu lat bardzo ciężko przeszedł szkarlatynę, po której przez resztę życia chorował na nerki oraz miał ubytek słuchu i wzroku. Mimo to po ukończeniu szkoły podstawowej kontynuował naukę oraz uczył się malarstwa i grafiki na prywatnych lekcjach u Edvarda Perséusa.
W 1881 rozpoczął studia w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, lecz po ich ukończeniu z braku środków finansowych nie kontynuował nauki w Paryżu, ale pozostał w Sztokholmie. Miał radykalne, socjalistyczne poglądy, więc przystał do grupy artystycznej Opponenterna, której członkami byli buntownicy: Carl Larsson, Ernst Josephson, Karl Nordström, Nils Kreuger i Richard Bergh. Tak więc ku rozczarowaniu rodziców nie został się muzykiem, ale muzyka pozostała dla niego ważna. Malarz uwielbiał romantyków, szczególnie kompozycje Chopina, inspiracje których widoczne są w jego nokturnach. Począwszy od 1893 Jansson wykonywał liczne obrazy których tematem był widok z jego okna o zmierzchu i świcie. Tak jak Whistler, Jansson wydaje się być zafascynowany wyglądem świateł brzegowych i ich odbiciami.
W połowie lat 90. XIX wieku Jansson opracował nową technikę malarską. Najpierw pokrywał płótno bardzo cienkimi warstwami nieregularnie nakładanych pociągnięć farby, na które wkładał grubszą warstwę fakturowymi pociągnięciami pędzla. Na końcu zeskrobywał niektóre partie górnych warstw farby za pomocą szpachli - odsłaniając w ten sposób splot płótna wzbogacający fakturę dzieła. Do malarzy, którzy wywarli największy wpływ na jego twórczość, należą: Norweg Edward Munch (1863-1944), którego prace prezentowane były na dużej wystawie indywidualnej w Sztokholmie w 1894 roku – pisaliśmy o nim (TUTAJ), James McNeill Whistler (1834-1903), którego Nokturny były bardzo podziwiane w Skandynawii (omówiliśmy je TUTAJ) oraz postimpresjonista Vincent van Gogh (1853-1890), którego odważne kompozycje promowane były przez szwedzkich artystów, takich jak na przykład Nils Kreuger (1858-1930). I tak pod wpływem Muncha, Jansson uprościł swoje pejzaże miejskie i uczynił je bardziej wyrazistymi. Z kolei obrazy ukazujące odbicia wirujących świateł w wodzie przypominają nocne krajobrazy van Gogha.
W 1898 roku artystą zainteresował się bankier Ernest Thiel (1859-1947). Kupował obrazy Janssona, tworząc z nich kolekcję, którą w 1924 roku przekazał szwedzkiej stolicy. W wyniku wsparcia Thiela poprawiła się zarówno pozycja zawodowa malarza, jak i sytuacja ekonomiczna, bo wielu bogatych kolekcjonerów poszło w ślady Thiela i także zaczęło kupować obrazy Janssona. Artystę było nagle stać na wiele rzeczy, nawet na podróże po Europie. I wydawało się że Eugène pozostanie malarzem „błękitnych krajobrazów”, lecz nagle około 1904 roku, w okresie prosperity, Jansson na jakiś czas całkowicie przestał malować. A gdy zaczął… porzucił pejzaże na rzecz realistycznych kompozycji, których tematem byli nadzy mężczyźni uprawiający sport. Czy był to skutek podróży do Włoch i wpływu sztuki antycznej czy – jak to obecnie chcą krytycy – skutek homoseksualnych skłonności malarza, lecz aż do śmierci w 1915 roku Eugène zupełnie zmienił styl.
Najwspanialsza i największa kolekcja obrazów Janssona znajduje się w obecnie w Nationalmuseum w Sztokholmie, a ośrodki artystyczne na świecie nieco zapomniały o jego błękitnych nokturnach zachłystując się twórczością okresu schyłkowego… A przecież krajobrazy Janssona są niepowtarzalne, nastrojowe, efekt połączenia jego marzeń i snów.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Co nas nie zabije to nas wzmocni autorem tej wydawałoby się obiegowej, odwiecznej opinii jest niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche (1844-1900). Choć zważywszy jak nisko cenił sobie swoją nację, obruszyłby się on za nazwanie go niemieckim filozofem. Niemcy nie rozumieją, jak są pospolici, i jest to pospolitość najwyższego stopnia. Oni nawet się nie wstydzą tego, że są Niemcami. Wypowiadają się na każdy temat, uważają, że mają decydujący głos - tak mówił o swoich rodakach i twierdził, że jest - Polakiem. A biorąc pod uwagę, że Polakiem jest się nie tylko z urodzenia, ale także z wyboru serca, skoro on uważał się za Polaka, to i my spokojnie możemy także objąć go polską narodowością.
Kimże jednak nie był, Polakiem, czy Niemcem, na zawsze pozostał tym filozofem, którego wpływ na kształt dziejów ludzkich jest niebagatelny, a jednocześnie był tym myślicielem, którego teorie uległy znacznemu (delikatnie mówiąc) zniekształceniu. Był ulubionym filozofem Hitlera, który każdego żołnierza w swojej armii zaopatrzył w jego książkę Tako rzecze Zaratustra. Najbardziej znaną maksymą Nietzschego, czy też najczęściej cytowaną maksymą, nie jest ta przytoczona na początku, lecz zdanie: Bóg nie żyje. Na pewno do takiego stanu rzeczy doprowadziła siostra filozofa, Elżbieta Förster-Nietzsche (1846-1935), która osobiście była wielką zwolenniczką Hitlera. Ale Elżbieta już dawno przebywa gdzieś tam ze swoim guru i chyba przyszedł czas by skończyć ze stereotypami i odkryć na nowo wpływ Nietzschego na twórców XX wieku.
Uważa się, że pierwszy w Europie podjął się tego dr Sebastian Schütze historyk sztuki i dziekan wydziału studiów historycznych i kulturowych Uniwersytetu Wiedeńskiego w Austrii, który badając kolekcje sztuki w Niemczech, Norwegii i w Stanach Zjednoczonych zauważył nie tylko fascynację poszczególnych artystów osobą wspomnianego filozofa, posuniętą niemal do kultu, co związek Nietzschego z Ameryką Północną, Kanadą i Stanami Zjednoczonymi. Efektem pracy Schützea stała się wystawa w Galerii Narodowej w Ottawie w 2019 roku a następnie obszerna publikacja (LINK). W tym samym czasie jednak, a może i nawet trochę wcześniej swoje badania na ten sam temat podsumował Łukasz Kiepuszewski, w wydanej w 2013 roku książce: Niewczesne obrazy, Nietzsche i sztuki wizualne (LINK).
Historyk przypomniał na przykład, że krótko przed śmiercią Nietzschego jego siostra przewiozła go wraz z całą jego spuścizną, z pismami, listami i z biblioteką do ogromnego budynku w Weimarze, przebudowanego według projektu słynnego Henry'ego van de Velde. Następnie zawezwała najznamienitszych artystów, aby ci malowali portrety brata. W tym samym czasie inny wielbiciel Nietzschego, arystokrata Harry Kessler postanowił przekształcić Weimar w artystyczną stolicę Niemiec, w ośrodek modernizmu, w odróżnieniu od Berlina, uważanego za centrum niemieckiego imperializmu i konserwatyzmu. W tym celu namówił do osiedlenia się Weimarze twórców i plastyków, wśród nich: Augusta Rodina, i Maxa Klingera. Poczynił także starania, aby dołączył do nich Edward Munch, jednak słynni malarz i filozof nigdy się nie spotkali, choć Munch także był zagorzałym wielbicielem Nietzschego, odczuwającym wspólne duchowe pokrewieństwo z filozofem. Było to uprawnione, bo przecież obaj cierpieli z powodu samotności i strachu przed szaleństwem. Wynikiem tej fascynacji stał się portret Fryderyka Nietzschego, namalowany po wizycie malarza w Waimarze, w domu filozofa.
Innym twórcą inspirowanym pismami Friedricha Nietzschego był Giorgio de Chirico (pisaliśmy o nim TUTAJ), który zawarte tam myśli, całą mistykę tekstów filozofa starał się przekształcić w obraz. I tak powstała Zagadka jesiennego popołudnia, widok placu miejskiego przesyconego tajemną pustką i czymś irracjonalnym niczym ze snu…
Dla Nietzschego artysta był kimś, geniuszem, który wznosi się ponad przeciętność, jest wyjątkowy, bo podąża za siłą życia czy raczej jak ją nazywał mocą woli. Życie w rozumieniu Nietzschego w ogóle było dynamicznym rozwojem, do którego kontynuacji skłania człowieka odczuwalna afirmacja życia, pomimo trudności a nawet dzięki nim. Akceptując te trudności i przezwyciężając je, człowiek może odczuć wzrost własnej siły, w czym pomoże mu sztuka. Bo sztuka według Nietzschego jest tym czynnikiem, który istotnie może wpłynąć na losy ludzi i zmienić historię świata (zaraz przychodzi tu na myśl wers Cypriana Kamila Norwida "Skarby i siły przewieją - ogóły całe zadrżą, Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć). Nic więc dziwnego, że takie poglądy stały się niebywale atrakcyjne właśnie dla artystów. Jednym z nich był Salvadore Dali, którego Dziennik geniusza zawiera wiele odniesień do pism Nietzschego.
Na ile Nietzsche wywiera wpływ na obecnych artystów? Chyba spory, co można stwierdzić na podstawie tworzonych coraz to nowych jego portretów...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Czy nasza wiedza o sztuce europejskiej jest wystarczająca? O ile każdy w miarę wykształcony Europejczyk wie, kim był Edward Munch czy francuscy impresjoniści, to nie za bardzo orientuje się w malarstwie XIX początków XX wieku na terenie Niemiec, Skandynawii, Czech albo Polski... I tutaj pomocą służy nasz blog, na którym można zobaczyć prace artystów z środkowej i północnej części naszego kontynentu. Dzisiaj chcemy zaprezentować obrazy norweskiej malarki Harriet Backer (1845-1932).
Z pewnym patosem można stwierdzić, patrząc na jej życie, że wszystko podporządkowała Sztuce. Nigdy nie wyszła za mąż, za to malowała i uczyła tego innych. Po 87 latach intensywnej pracy została pochowana w rodzinnym grobie na Cmentarzu Vår Frelsers w Oslo, gdzie miejsce swojego spoczynku znaleźli inni znani Norwegowie: Edward Munch i Henryk Ibsen. W 1982 roku, w 50 lecie śmierci Harriet, rzeźbiarka Ada Madssen zaprojektowała spiżowy pomnik jej i jej starszej siostry Agathe Backer Grøndahl, który ustawiono w ich rodzinnym mieście w Holmestrand. W ten sposób pamięć ich Rodaków połączyła je na wieki. Agathe była muzycznie uzdolniona i aby zostać pianistką wyjechała na naukę za granicę. Harriet została jej damą do towarzystwa co dało jej możliwość zwiedzania muzeów i zapoznania się z twórczością dawnych mistrzów. Po latach Agathe została uznaną kompozytorką i pianistką koncertową, a Harriet wziętą malarką.
Jak większość uzdolnionych twórców tamtych czasów pobierała nauki najpierw w Monachium a potem w Paryżu. W pierwszym ośrodku nauczyła się szczegółowo uwieczniać niedoświetlone pomieszczenia, a w drugim zapoznała się z manierą impresjonistyczną. Rozwój jej stylu najlepiej ukazują dwa obrazy: Avskjeden (Pożegnanie) z 1878 roku i Blått interiør (Niebieskie wnętrze) z 1883.
Widoczna transformacja obejmuje nie tylko zmianę kolorystyki, eliminację ciemnych, przytłumionych barw na rzecz jasnych i czystych, ale także inną kompozycję oraz charakterystyczny światłocień. Po lekcji paryskiej jej płótna zbudowane są wokół kontrastu pomiędzy efektami światła i cienia oraz wytworzoną przez to interakcję pomiędzy postacią i wnętrzem, blaskiem lampy i światłem dnia.
Najczęstszym tematem jej prac jest samotna osoba w pokoju, oświetlona światłem bijącym z dużego okna. Znakomita technika malarska pozwoliła na delikatną gradację kolorów przedmiotów, w zależności od warunków oświetlenia... Długie cienie, tak przez nią lubiane, nadają scenom rys tajemniczości.
Obrazy Harriet Backer trzeba oglądać uważnie, aby nie uronić żadnego szczegółu. A tych nie brakuje. W przeładowanych pomieszczeniach naszą uwagę zwracają meble, bibeloty, książki, obrazy na ścianach, lustra i tkaniny. Znakomitym przykładem jej zamiłowania do odtwarzania drobiazgów są malowane przez nią od 1892 roku wnętrza kościołów. Gdy zamieszkała w Sandvika, odwiedziła pobliski kościół Tanum i to właśnie wnętrze tej świątyni możemy odnaleźć na wielu jej najbardziej znanych obrazach. Kościół Tanum jest jednym z dwóch średniowiecznych kościołów w Bærum, niedaleko Sandviki. Został zbudowany około 1100-1130. Jest to romański kościół z freskami z 1300 roku i średniowiecznymi rzeźbami. Artystka z zamiłowaniem dobrej obserwatorki rejestruje sceny rodzajowe, chrzty, nabożeństwa, śluby… W ogóle wydaje się że gdyby żyła współcześnie, byłaby świetnym fotografem i z ciekawością oraz z życzliwością utrwalałby otaczających ją ludzi. A także krajobrazy, bo nie można pominąć także tego aspektu jej twórczości. Jednym z przykładów tego gatunku jest jej pejzaż z 1889 roku Landskap fra Ulvin (Pejzaż z Ulvinu). Obraz poraża przepychem intensywnych kolorów norweskiego lata.
Szkoda, że malarstwo Harriet Backer poza Norwegią nie jest zauważalne. Tym bardziej, że artystka zajmuje szczególną pozycję w sztuce skandynawskiej. Jej sztuka łączyła bowiem realizm końca XIX wieku z współczesnymi kierunkami, jakie obrała sztuka na początku XX wieku.
U nas za to jest, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Melancholią i smutkiem interesowało się wielu artystów na przestrzeni całej historii ludzkości. Smutek jest bowiem tak sugestywną emocją, która wydaje się ogarniać całą ludzką psychikę, a gdy odchodzi pozostawia poczucie pustki, z której wielu nie potrafi wyjść… Artyści używali różnych środków, aby wyrazić ciężar smutku, a niektóre z tych prac spotkały się z szerokim uznaniem krytyków sztuki i badaczy. Wydaje się nawet, że obrazów ukazujących smutek jest tyle samo jeśli nie więcej niż ukazujących radość. Choć czy tak jest na prawdę, czy tylko nam się zdaje? Z pewnością ludzie chcą być szczęśliwi. Wyrażanie zadowolenia uważa się przecież za przejaw natury ludzkiej. Arystoteles nawet twierdził że spośród istot żyjących śmieje się jedynie człowiek. Ale ten sam Arystoteles twierdził także, że wszyscy niezwykli ludzie wyróżniający się w filozofii, polityce, poezji i sztuce są melancholikami. Mimo to długotrwałego smutku nie uważano za stan pożądany, ani w starożytności, ani w wiekach następnych i starano się go wyzbyć na różne sposoby. Sławny mnich i medyk Arnold z Villanovy wpadł nawet na pomysł usuwania czarnej żółci bezpośrednio z głowy. W tym celu zalecał trepanację czaszki i ręczne czyszczenie mózgu ze szkodliwej substancji. Na całe szczęście dla melancholików te zalecenia pozostały w sferze teorii.
Obecnie społeczeństwo chce być szczęśliwe. Bycie szczęśliwym czy też okazywanie radości uznano w niektórych środowiskach przyjęto nawet nie za normę ale za konieczność (słynne anglosaskie keep smilling). Jednak dziwna prawda jest taka, że nie chcemy być cały czas szczęśliwi. Czasami jesteśmy smutni, ponieważ mamy powód, a czasami jesteśmy smutni, ponieważ – świadomie lub nieświadomie – chcemy tacy być. Wielu artystów tworzyło pod wpływem smutku, który gdy był uporczywy przeradzał się w depresję, jak dzisiaj nazywa się trwały stan melancholii. Bo nie zawsze smutek prowadzi do marazmu. Dwie są bowiem melancholie: jedna jest z mocy, druga ze słabości; pierwsza jest skrzydłami ludzi wysokich, druga kamieniem ludzi topiących się, napisał nasz wieszcz Juliusz Słowacki. Wszyscy geniusze byli więc mniej lub bardziej melancholijni: Milton i Michał Anioł, Byron i Hogarth, van Gogh i Munch. Zresztą lista pogrążonych w smutku artystów wydaje się, że nie ma końca…
W każdym razie, niezależnie od tego, czy depresja skłania do tworzenia, czy też artystyczna twórczość generuje depresję, badania naukowe dowiodły, że między tymi dwoma stanami panuje związek, a artyści i poeci zdumiewająco częściej cierpią na zaburzenia afektywne dwubiegunowe i depresję, a także znacznie częściej niż inni popełniają samobójstwo.
Można oczywiście przeprowadzać żmudne analizy kosztów i korzyści ze smutku, który nawiedza niejednego człowieka. Możemy zasugerować, że jest to także pozytywny sygnał informujący iż dana osoba jest na tyle silna i wrażliwa aby pozwolić sobie na smutek. Smutek, który bywa przepustką do piękna… Więc może zamiast czasem wezwań w rodzaju weź się w garść, ogarnij się pozwólmy innym na spokojną chwilę smutku?
Nasz post ilustrują prace dwóch melancholików, których dzieła prezentowaliśmy jakiś czas temu: Zdzisława Beksińskiego (TUTAJ) i Jacka Malczewskiego (TUTAJ). Dzieliło ich bardzo wiele, choćby lata, ale łączył smutek.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Caspar David Friedrich zmienił oblicze malarstwa pejzażowego. Intensywnie emocjonalny stosunek do natury, który widzimy w jego twórczości czymś nowym i stał się kluczowym dla sformułowania idei nurtu romantycznego, pisaliśmy o tym już kiedyś (TUTAJ), lecz ze względu na wpływ, czy punkty styczne w pojmowaniu zadań jakie stoją przed artystą, zauważalne także w muzyce new wave, każą nam ponownie przyjrzeć się jego obrazom.
W przeciwieństwie do większości artystów Caspar David Friedrich nie inspirował się mistrzami wcześniejszych wieków. To pozwoliło mu zupełnie inaczej spojrzeć na krajobraz. Zwykły las, plaża, ba nawet drzewo nabiera u niego głębszego znaczenia, symboliki i treści. Ten sposób pojmowania otaczającej malarza rzeczywistości fascynował – wprawdzie niewielu – lecz za to czołowych artystów. Jednym z nich był Edvard Munch znany głównie dzięki obrazowi Krzyk (1893) (pisaliśmy o nim TUTAJ) który wydaje się być odpowiedzią na obraz Friedricha: Wędrowiec przez morze mgły, zwłaszcza, gdy przywołamy oryginalny tytuł niemiecki: Der Schrei der Natur (Krzyk natury). Krzyk Muncha uważany jest za dzieło wyrażające klaustrofobiczne odczucia artysty, które znamy z zapisków malarza: Szedłem ścieżką z dwoma przyjaciółmi - słońce zachodziło - nagle niebo zrobiło się krwistoczerwone - zatrzymałem się, byłem tak wyczerpany, że oparłem o płot - nad błękitem była krew i języki ognia - czarny fiord i miasto – moi przyjaciele szli a ja tam stałem drżąc z niepokoju - i wyczułem nieskończony krzyk przechodzący przez naturę. Jest to dokładnie to samo, co chciał przekazać nam Friedrich – moment przerażenia i osamotnienia w obliczu potęgi natury. Jedno co różni oba obrazy (poza stylistyką) to ostateczna konkluzja. Wędrowiec w przeciwieństwie do Krzyku wyzwala. Zrozumiał to doskonale Adolf Hitler, który widział w Wędrowcu apologię siebie, bądź narodu niemieckiego…
Inny obraz Caspara D. Friedricha, który chcemy ponownie pokazać naszym czytelnikom to Wapienne klify Rugii (Chalk Cliffs on Rugen) przechowywane w zbiorach Stiftung Oskar Reinhart w Winterthur w Szwajcarii. Skaliste brzegi na nim pochodzą z niemieckiej wyspy położonej na Morzu Bałtyckim. Obraz jest zapierającym dech w piersiach ujęciem niekończącego się horyzontu, który wabi widzów aby podeszli na skraj urwiska. Został namalowany na pamiątkę miesiąca miodowego artysty. Jest na nim malarz, jego żona Caroline i jego brat Christian. Caroline pochyla się ostrożnie nad przepaścią, trzymając się kurczowo rosnącego nieopodal krzaczka i wskazuje coś, co widzi u dołu. Christian pewnie stoi wyżej jakby ufając, iż młode drzewo rosnące przed nim powstrzyma upadek. Najbardziej znaczącą i intrygującą postacią jest Friedrich. Uklęknął na ziemi, aby dokładnie zobaczyć to co przykuło uwagę jego żony. Zdaje sobie sprawę z ryzyka, więc zdjął kapelusz kładąc go obok...
Dzięki śmiałej kompozycji Friedrichowi udało się stworzyć wizualną kombinację dwóch skrajności: głębokiego wąwozu z widokiem na morze i jednocześnie niekończącego się horyzontu. Obraz ten jest paralelą innego dzieła Friedricha: Wędrowca przed morzem mgły, który znalazł się na okładce unikalnego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” (TUTAJ) i (TUTAJ). O ile jednak tam malarz składa hołd samotności, która pozawala mu na adorację piękna natury, tutaj do podziwu nad pejzażem skłania go bliska mu osoba.
Tyle na razie o obrazach Caspara Davida Friedricha… Zachęcamy jednak do samodzielnego spojrzenia na inne jego dzieła, bo są one tymi nielicznymi, w których krajobraz ma dwóch widzów – tego na obrazie i tego przed nim. Czy nie tak również jest z piosenkami śpiewanymi przez Iana Curtisa? Z jednej strony wyrażają one emocje wokalisty, a z drugiej są katalizatorem emocji widza.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dziwne obrazy… Wydaje się, że jest pewien styl w sztuce, który łączy artystów niczym szczególne powinowactwo, nieograniczenie rozciągające się w czasoprzestrzeni. Jakby każdy kto tak tworzy miał dostęp do okna, przez które patrzy na inną rzeczywistość, po to aby potem utrwalić ją na płótnie. Tak było z Hieronimem Boschem, o którym pisaliśmy TUTAJ, z Salvadorem Dali czy z choćby z Maxem Ernstem (LINK). I tak samo jest z Walterem Schnackenbergiem (1880 - 1961), którego plakaty i rysunki demonstrujemy dzisiaj.
Walter Schnackenberg urodził się w Niemczech, jako syn burmistrza Bad Lauterburg, Johanna Friedricha Schnackenberga, w czasach z dzisiejszego punktu widzenia zamierzchłych, bo zanim jeszcze Otto Bismarck został kanclerzem. Ale przynależy w zasadzie do naszych czasów bo zmarł w latach 60. XX wieku. Przeżył obie wojny, upadek Cesarstwa Niemieckiego oraz rządy Hitlera i doczekał Niemiec Konrada Adenauera. Gdy Schnackenberg ukończył 19 lat wyjechał do Monachium, gdzie uczył się w szkole Heinricha Knirr'a. Potem studiował pod kierunkiem Franza von Stucka (LINK) i dał się poznać jako doskonały rysownik i karykaturzysta. Naturalnym więc stała się jego praca dla dwóch czasopism artystycznych - Jugend i Simplicissimus. Na przełomie stuleci (w epoce fin de siècle, dekadencji i art nouveau) Schnackenberg kilka razy był w Paryżu, ówczesnej stolicy nowoczesnej sztuki, gdzie poznał twórczość Henri de Toulouse-Lautreca, a w latach 1908-1909 osobiście Picassa. Te obie znajomości szczególnie odcisnęły się na jego stylu. Ale nie tylko tych dwóch artystów. Im bliżej naszym czasom, tym wyobraźnia Waltera Schnackenberga podsuwała mu coraz bardziej surrealistyczne wizje. Można nawet postawić śmiałą tezę, że jeśli dałoby się uplastycznić fantazję Williama Burroughsa tak aby ją fizycznie pokazać, to byłaby zbliżona do tego, co podsuwa nam Walter Schnackenberg. Zwłaszcza, że malarz odwiedził Hiszpanię oraz Maroko. Ktoś nawet napisał o nim, że gdyby połączyć geny Salvatore Dali z Toulouse-Lautreca, wyszedłby z tego ktoś taki jak Walter Schnackenberg…
Artysta wykonywał nie tylko karykaturalne, surrealistyczne obrazy, lecz także, a może przede wszystkim, plakaty dla Deutsches Theater w Monachium oraz projekty scenografii i kostiumów. Możemy je porównać, aby zobaczyć różnicę. Plakaty pełne elegancji i perfekcyjnie kresce nawiązują do prac Toulouse-Lautreca, natomiast późniejsze pastele i rysunki zaludniają stwory przeniesione ze świata snu, czy z halucynogennych wizji opisanych w czołowej powieści Burroughsa Nagi Lunch (Naked Lunch) (LINK).
W 1944 roku malarz ożenił się z Gittą, córką bankiera Carla von Thieme, założyciela firm ubezpieczeniowych m. in. Allianz. Małżeństwo doczekało się dwóch córek Liany i Glorii… Nic nie wiadomo o udziale Schnackenberga w działaniach II wojnie światowej, poza tym, że nalot aliantów zniszczył mu dom Haus Wildwiesen w Schlattan koło Partenkirchen, a także pracownię przy Königinstraße w Monachium a wraz z nią większość jego prac. Po tym wszystkim artysta przeniósł się do Degerndorf koło Brandenburga. Zmarł w szpitalu w Rosenheim i został pochowany obok żony w Inzell / Chiemgau.
Tyle można dowiedzieć się z publikacji udostępnionej w Internecie przez jego wnuka (LINK). Ale nie na darmo rysunki Schnackenberga są niczym wizje Williama Burroughsa. Bo ich koleje losu są równie dziwne co ich tematyka.
Otóż większość prac malarza zginęła w nalocie bombowym. Lecz pokaźny zbiór jego plakatów miał w posiadaniu Hans Sachs, berliński dentysta i właściciel największej na świecie kolekcji plakatów. Prowadził nawet czasopismo na ten temat Verein der Plakatfreunde. Jego ogromny zasób złożony z ponad 12500 prac przejęli na rozkaz Goebelsa podczas Nocy Kryształowej 9 listopada 1938 r. hitlerowcy. Sachsow został osadzony w obozie koncentracyjnym, jednak po 17 dnia przypadkiem wypuszczono go wraz z żoną i synkiem (zapewne słono opłacił ten przypadek) i wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie zaczął poszukiwać w Berlinie swoich wartych miliony plakatów. Niestety, urzędnicy NRD poinformowali go, że dzieła autorstwa takich twórców jak: Pierre Bonnard, Wassily Kandinsky, Käthe Kollwitz, Edvard Munch, Henri de Toulouse-Lautrec, Gustav Klimt, Franz Stuck, Alphonse Mucha, Henry van de Velde, Julius Klinger i wielu, wielu innych zostały zniszczone przez Rosjan w 1945 roku, choć kolekcjoner miał pewność iż wcale tak się nie stało, tylko leżą w podziemiach Deutsches Historisches Museum w Berlinie. W 1974 roku Sachs zmarł… Minęło wiele lat, w 2008 roku Peter Sachs, syn Hansa, przeszedł na emeryturę i rozpoczął batalię o zwrot kolekcji ojca (LINK). Postępowanie toczyło się długo, ostatecznie w 2013 roku sąd nakazał Niemcom zwrot 4344 plakatów. Część trafiła do muzeów, ale większość, w liczbie około 4000 została wystawiona na aukcji, Wśród nich znalazły się te wykonane przez Schnackenberga. Paradoksalnie, nie przedarły się one do mainstreamu. Dzisiaj mało kto kojarzy jego nazwisko oraz surrealistyczne, osobliwe rysunki.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.