Po obrazach wyrażających emocje autorstwa Edvarda Muncha (TUTAJ) pora na kolejny malarski zapis krańcowych przeżyć egzystencjalnych innego Edwarda, tym razem Edwarda Hoppera (1882-1967). O ile pierwszy posłużył się dla przekazania swoich stanów wewnętrznych niespokojną kreską i kolorem, u drugiego widzimy pozornie chłodne, realistyczne scenki z życia, drobiazgowo oddane przez, wydawałoby się, niezaangażowanego obserwatora. Mamy na nich samotnie stojące domy, w które tchną jednak określoną tożsamością (House by the Railroad, 1924), samotne, zamyślone postacie (Morning Sun, 1952) i fragmenty współczesnego miasta (Nighthawks, 1942).
Czy to rzeczywiście jest prawda? Czy spokojny konserwatysta, którym całe życie był Hopper wyraża w swoich obrazach taki rodzaj samotności gdzie niechęć do nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem powoduje niezdrowe podglądactwo? Raczej nie, bo czyż podobnych obrazów izolacji nie przekazało nam np.: malarstwo Vermeera? (można tu wskazać jego dwa obrazy: Czytająca list (1662) i Sznur pereł (1662). Z dzieł Hoppera poza smutkiem wydziera raczej fascynacja każdym człowiekiem, który dla twórcy staje się osobnym światem przeżyć i źródłem indywidualizmu, na przekór zauważanego pozbawiania go tych wartości przez alienację współczesnego społeczeństwa. Jakby zaprzeczając tendencjom demokratyzacji, prowadzącej do zatarcia różnic, malarz każe się dostrzec złożoność i wyjątkowość każdego napotkanego człowieka, choćby był tak zwyczajny jak pracownik stacji benzynowej, którego już nie zauważamy i traktujemy jako dodatek do dystrybutora paliw. Ten spokojny smutek, wręcz melancholia tchnąca z wielu dzieł Hoppera jest zarejestrowanym wnioskiem płynącym z obserwacji poczynionych przez artystę, który próbował go zdefiniować słowami wielka sztuka jest zewnętrznym wyrazem wewnętrznego życia artysty, a to wewnętrzne życie spowodowane jest jego wewnętrzną, osobistą wizją świata.
Malarskie wizje Hoppera pozostawiają ogromne pole interpretacji. Są one często sprzeczne. Dzieje się tak dlatego, że obrazy te działają jak lustra, odbijając emocje poszczególnego widza, tak jakby każdy kto na nie spogląda znajdował w nich dokładnie to, co nurtuje jego samego. Może dlatego stały się inspiracją innych sztuk, w tym głównie filmu. Alfred Hitchcock na jego House of the Railroad z 1925 roku wzorował motel Bates w swojej Psychozie z 1960 roku, a Okno Traces of Night z 1928 stało się tematem filmu Tylne okno z 1954 roku, w którym fotograf Jeffries ze swojego mieszkania obserwuje pannę Lonely Hearts, kobietę tak samotną, że tylko śmierć wydaje się być jej przyjacielem. Ale najczęściej reprodukowanym obrazem jest Nighthawks znany w u nas pod nazwą Ćmy barowe. Ten nocny bar stał się elementem scenografii filmu Wim’a Wenders’a Koniec przemocy z 1997 a nawet wystąpił w 18 odcinku sezonu 8 The Simpsons Dzieło to wpłynęło nawet na muzykę, stając się inspiracją albumu koncertowego Toma Waitsa z 1975 roku: Nighthawks at the Diner.
Zafascynowani twórczością Hoppera twórcy podjęli się próby ożywienia jego obrazów, co stało się w filmie Shirley - wizje rzeczywistości, w którym Gustav Deutsch, muzyk i artysta wideo, wykorzystał i animował trzynaście obrazów Hoppera, m.in. Night Windows (1938), Office at Night, (1940) i Room in New York (1932). Nic zatem dziwnego, że wystawy z udziałem dzieł Edwarda Hoppera biją rekordy oglądalności. Zorganizowana w 2004 r. w Tate Modern w Londynie przyciągnęła 420 000 widzów. Tak samo nieskończone są już ilości pastiszów jego prac.


























































