Rock Serwis powstał w 1983 roku i działał w latach 80-tych bardzo intensywnie. Jedynym mankamentem było to, że miał siedzibę w Krakowie, czyli całą długą Polskę ode mnie, co powodowało, że musiałem ponosić dodatkowe koszty przesyłki, i dodatkowo wydłużało oczekiwanie. Chociaż trudno jest ustalić w jaki sposób firma radziła sobie z prawami autorskimi trzeba oddać, że dla takiego chłopaka jak ja była oknem na świat.
Z tego co pamiętam, w jednej z gazet muzycznych (mówimy o epoce sprzed wynalezienia Internetu) znalazłem ich ogłoszenie. Napisałem i otrzymałem pocztą katalog z ofertą. Szacunkowe obliczenia doprowadziły mnie do wniosku, że za wersję niezbędne minimum - tłumaczenia tekstów Unknown Pleasures i Closer, plus 9 zdjęć Joy Division (i koszty wysyłki) będę musiał zapłacić 1070 PLN (dziś to około 304 PLN, czyli jak na wtedy jeszcze ucznia - dużo).
Drogo, i niestety nie stać mnie było tak od razu na więcej.... Dla mnie, poczatkującego wtedy fana Joy Division było to i tak jak spełnienie największych marzeń. Zespół znałem jedynie z nielicznych audycji radiowych, a jego wizerunek z zaledwie kilku artykułów w prasie. A tutaj proszę bardzo: tłumaczenia tekstów i zdjęcia. Na razie tyle. Książeczkę o zespole (wywiad ze Zbigniewem Szałankiewiczem - jej współautorem, opublikowaliśmy TUTAJ) i tłumaczenia tekstów bootlegu Warsaw kupuję w późniejszym terminie. Po prostu nie stać mnie. Ale odkładam, dorabiam np. pomagając przy żniwach i w końcu mam...
Jakość zdjęć znakomita, są tam te najważniejsze - Paula Slattery i Kevina Cumminsa (warto zobaczyć TUTAJ), reszta materiałów też doskonałej jakości. Nareszcie wtedy jako kompletne zero z języka angielskiego, mogę dowiedzieć się o czym śpiewa Ian Curtis.
W jednym z listów dziękuję właścicielowi serwisu, tłumacząc, że dla takich chłopaków z małych miast jak ja, robią wielkie rzeczy. Jerzy Kosiński pisze kilka słów na rewersie jednego z zamówień:
Co prawda ceny były zupełnie z kosmosu, no ale cóż, za wiedzę trzeba płacić. Do tego stopnia, że musiałem nieudolnie zamazać kwotę pobrania, obawiając się, że koperta dostanie się w ręce rodziców. Nigdy nie rozumieli muzyki Joy Division, i gdy katowałem w swoim pokoju kasety nagrane z radia, ojciec zawsze pogardliwie wspominał coś o muzyce Beduinów...
Wychował się na Presleyu i Joplin, oni plus Breakout to dla niego był muzyczny świat. Dla matki za to Eleni... Jak mogli zrozumieć muzykę punk czy postpunk. Tolerowali co najwyżej the Beatles, to i tak nieźle.
Zmienił się świat, a Rock Serwis działa do dzisiaj (LINK). Próbowaliśmy skontaktować się z Piotrem Kosińskim, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Szkoda, bo wywiad z tak zasłużoną dla muzycznego undergroundu osobą, byłby dla nas czymś wyjątkowym, tak jak wyjątkowym był wywiad ze Zbigniewem Szałankiewiczem. Może kiedyś?
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dzisiaj pora na mroczne i klimatyczne kreacje fantasy autorstwa Artema Demury, niezależnego artysty cyfrowego i grafika mieszkającego w Sankt Petersburgu w Rosji. Jak to zwykle bywa w przypadku rosyjskich twórców, prawie nic o nim nie wiadomo. Artysta sam nie podaje (prawie) żadnych informacji o sobie, a i ci, którzy gdzieś o nim piszą, czy też prezentują jego sztukę, nie są zainteresowani jego życiem.
Z tego co udało nam się ustalić to ukończył kierunek o nazwie Concept-art for animation film na СПБГУ, czyli Санкт-Петербургский государственный университет (Uniwersytecie Państwowym w Petersburgu). Po studiach rozpoczął pracę ilustratora w Suricate Games, następnie w Bitbox, niezależnym studio tworzenia gier komputerowych, założonym przez programistę Vladimira Piskunova, brał także udział w realizacji projektów Life is Feudal – pracował przy powstaniu takich gier jak Mortal Shell i Call to Adventure - ale w ostatnim czasie działa jako wolny strzelec.
Artysta wydaje się być zatem bardzo młodym twórcą, jednak obdarzonym potężną wyobraźnią, co w połączeniu z pracowitością skutkuje ogromną ilością kreacji. Jedne podobają się nam bardziej, inne są także ciekawe, lecz trącą takim patosem, że nadaje im to rys nieszczerości, a to zbliża je do kiczu. Ale to oczywiście subiektywna opinia. Aby zademonstrować ogromny talent artysty pokażemy tylko kilka jego prac. Takich, z których niejedna galeria zrobiłaby dobrą wystawę przyciągająca wielu widzów. Inne prace można obejrzeć na jego stronie internetowej, przez którą można się także skomunikować z malarzem (TUTAJ).
Jak widzimy Demura potrafi tworzyć obrazy, które są pełne smutku, grozy, melancholii, nostalgii… Spowija je mgła lub zmierzch, a widz w nich spogląda na świat nie ze znacznej wysokości, z szerokiej perspektywy wysoko, przez co prezentowany mu krajobraz ukazany jest przy pomocy świetnie wyprowadzonych skrótów.
Mistyczne malarstwo Demury po prostu musiało zwrócić uwagę muzyków i tak jego ilustrację trafiły na okładki płyt, lecz zawierającą muzykę szczególną, z nurtu określanego mianem Epic Black Metal. Wydaje się, że stale współpracuje z muzykiem o pseudonimie Ash, multiinstrumentalistą i liderem moskiewskiej grupy Sickle Of Dust bo jego prace są na okładkach wszystkich (trzech) albumów zespołu: Between the Worlds (2017), In the Wake of the Night (2019) i the Shores of Sunrise (2020). Grafiki Demura znalazły się również na okładkach albumów innych rosyjskich zespołów, takich które grają podobną muzykę: Neutral, Nyctophobia, Argesk, Makbet, czy Malist.
Jeśli należysz do osób, które kochają mroczne opowieści lub po prostu ponure, mistyczne obrazy, to prace Artema Demury przypadną Ci do gustu. Podobnie jak i muzyka, którą ilustrują.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Pamiętacie może obraz Caspara Friedricha zatytułowany Dwóch mężczyzn kontemplujących księżyc? Namalowany ok. 1830 roku ukazuje dwie postacie uchwycone od tyłu, jakby zapraszając widza by do nich dołączył. Podobno artysta namalował siebie samego oraz przyjaciela i ucznia Augusta Heinricha (1794–1822).
Księżyc, noc były jednym z głównych tematów romantyków, a wykonane nokturny emanują mistyczną melancholią, co pokazaliśmy na przykładzie kilku artystów (TUTAJ).
Dzisiaj zatem chcemy zaznajomić naszych czytelników z kolejnym malarzem, którego zafascynowała potęga natury.
Jest nim Jules Tavernier (1844–1889) urodzony we Francji ilustrator, malarz i grawer, który wyjechał do północnej Ameryki i tam odkrył i rozwinął nowe tematy. Najpierw zainteresował się życiem Indian. Jego obrazy zdobyły szybko podziw europejskich salonów. Również w San Francisco jego pracownia stała się dla tamtejszej bohemy artystycznym centrum, a on mentorem i założycielem miejscowych organizacji artystycznych. Jednak Tavernier ciągle poszukiwał nowych doznań. Podróżując dalej na zachód, dopłynął na Hawaje, gdzie spędził ostatnie pięć lat życia, malując dramatyczne sceny eksplodujących wulkanów. Z tych płócien narodziła się Szkoła Wulkanów, regionalny ruch artystyczny działający tylko na Hawajach.
Podczas wycieczki po Big Island z innym artystą Charlesem Furneaux w styczniu 1885 roku był świadkiem wybuchu wulkanu Kilauea, który stał się jego inspiracją i obsesją. Odtąd starał się uchwycić spektakularne elementy aktywnego przepływu lawy: wybuchowe pióropusze, siarkowe opary, żywe kolory ognia. Przekazał widzom na całym świecie upiorne i cudowne wrażenia z erupcji wulkanów na antypodach Hawajach.
Prace Taverniera poszerzyły wyobrażenie o tym, co dotąd uważano za odpowiedni temat dzieła malarskiego. Jego prace otworzyły nowy nurt w dotychczasowym malarstwie pejzażowym. Ukazywał zjawiska przyrody w sposób bardziej intymny i emocjonalny. W tym celu posługiwał się różnorodnymi technikami. Malował laserunkowo, na wzór dawnych mistrzów, ale także szybko, podobnie jak to robili impresjoniści i francuscy malarze ze szkoły Barbizon.
Powodzenie obrazów Taverniera wiąże się nie tylko z atutami jego warsztatu czy talentu. Wynikało również ze znaczenia jakie przypisywano wulkanom. Według mitologii greckiej i rzymskiej, w jego głębi znajdowała się kuźnia, gdzie wśród dymu i ognia pracował Hefajstos (lub Wulkan) wspomagany przez Cyklopa. Tytan tworzył tam narzędzia dla Zeusa, za pomocą których ten mógł kontrolować świat. Natomiast według wyobrażeń chrześcijańskich, przez wulkany prowadziła droga w Zaświaty. Prawdopodobnie wyobrażenie to wzięło swoją genezę z Metamorfoz Owidiusza, gdzie Pluton opuszcza podziemia poprzez Etnę…
Według innych stereotypów, wulkan jest metaforą artysty, którym targa autodestrukcyjny geniusz twórczy. Jules Tavernier był nim dotknięty. Według świadectwa współczesnych, jego osobowość przypominała gwałtownością malowane ogniste krajobrazy. Niestabilny i zmienny popadł w nałóg i zmarł w wieku 45 lat...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Jak wiadomo, ze studia Strawberry od dłuższego czasu wyciekają różne rzeczy, których część należała do Martina Hannetta i można je kupować na aukcjach internetowych. Być może tak właśnie jest z nagraniami z prezentowanej dziś podwójnej płyty, która zbiera w sieci bardzo sprzeczne oceny. Niektórzy piszą, żeby tego unikać jak zarazy, inni kwestionują wiarygodność nagrań, jeszcze inni powołują się na opinię Petera Hooka, który ani nie potwierdził ani nie zaprzeczył wiarygodności nagrań, stwierdził jedynie że bootleg zawiera nagrania kiepskiej jakości.
Zatem z obowiązku ale i z pewną dozą niepewności przejdźmy do omówienia tej płyty.
Po pierwsze jakiś czas temu opisywaliśmy u nas bardzo podobny bootleg (TUTAJ). Być może jest więc tak, że gorszej jakości nagrania umieszczone zostały na prezentowanej dziś podwójnej płycie?
Zanim je omówimy kilka słów o okładce.
Płyta jest limitowana, 320 kopii na żółtym winylu (omawiania dziś ma numer 160).
Jest bardzo starannie wykonana, a w środku masa nieznanych zdjęć, choć nie do końca autentycznych, bowiem przynajmniej dwa nich pochodzą z ... filmu 24 Hour Party People (warto zobaczyć TUTAJ), co jest co najmniej podejrzane.
Mimo tego, w środku okładki czytamy, że nagrania są autentyczne i zostały niedawno odkryte przez rodzinę i przyjaciół Hannetta. Nagrania pochodzą z taśm, Hannett jak wiadomo kolekcjonował dziwne dźwięki, które później wplatał w utwory, lub między nie.
Większość z prezentowanych na płytach pochodzi z 1978 i 1979 roku z Cargo Studios w Rochdale, mniejsza ich ilość z pozostałych dwóch studio czyli Strawberry i Britannia Row.
Zdaniem wydawców, taśmy objęte były klauzulą autentyczności podpisaną przez 3 członków zespołu (w tym Iana Curtisa), i Hannett miał zgodę na ich używanie. Martin miał też zgodę na używanie tych taśm podczas pracy z innymi zespołami, o czym wspomina w swojej książce Jake Kennedy. Tak też było, bowiem niektóre z efektów zostały użyte przez Hannetta podczas sesji the Stone Roses. Peter Hook w książce Middlesa wspomniało fakcie pozostawienia w studio w Rochdale taśm Martina. Studio jednak później przechodziło z rąk jednych w właścicieli do innych i ta historia nie znalazła potwierdzenia - tam tych taśm nie było.
Następnie przytoczone są wspomnienia, jak to Martin potrafił godzinami wydobywać jeden dźwięk na syntezatorze. I takiego typu nagrania znajdujemy też na bootlegu.
Opisane są spotkania Hannetta z ludźmi z AMS celem tłumaczenia, co słyszy w głowie, a ci konstruowali odpowiednie urządzenia produkujące takie właśnie efekty.
Mimo że Hook ciągle powtarza, że Hannett nie komponował piosenek Joy Division, to jemu właśnie zawdzięczamy transformację jaką zespół przeszedł, ze średniej klasy grupy punk-rocka do gwiazdy muzyki.
Następnie opisana jest scena jak Stephen Morris rozmontował perkusję i przeniósł na polecenie Hannetta na dach studia, co jak wiemy jest nieprawdą (warto zobaczyć TUTAJ).
Końcówka tekstu zawiera bardzo interesującą informację. Jak bowiem wiemy, zarówno w książce Jona Savage'a (TUTAJ) jak i wielu wywiadach, Peter Hook podkreśla, że sposób gry na basie (gra wysoko) zawdzięcza Ianowi Curtisowi, który kazał tak grać, bowiem w sali prób panowała fatalna akustyka. We wkładce albumu za to pada stwierdzenie, że autorem tego sposobu gry jest...Martin Hannett.
Ta technika powstała w Cargo Studios w 1978 roku. Wtedy Hannett nakazał Hookowi zejść na dół do sklepu Tractor Music i zamówić tam nowy wzmacniacz lampowy AMCRON DC300A z przedwzmacniaczem Alembic i głośnikami wysokiej mocy Gauss. To w kombinacji z Electro Harmonics clone Theory - specjalnym pedałem którego działanie pokazuje poniższy filmik:
doprowadziło do charakterystycznego brzmienia basu Joy Division i New Order.
Tyle jeśli chodzi o wkładkę. Co do albumu - jedno jest pewne - nagrania Joy Division są na nim jak najbardziej prawdziwe. Discogs uznał ten album (TUTAJ) wiec miał ku temu jakieś podstawy.
Pewne też jest, że cała ta wielka dyskusja nie byłaby możliwa, gdyby nie Ian Curtis. Geniusz, który zmienił oblicze muzyki, a który 41 lat temu umarł w samotności, bo wszyscy widzieli, ale nikt nie umiał zobaczyć.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Joy Division in the Studio with Martin Hannett, OZIT Morpheus Records, 2008,tracklista:Digital Ambience Rooms Warm Up Shakin Speaker Dust Off, Digital Full Track, Noise Drums Sine Warmup, Square Heat Ambience Warmup, Glass Breakout Full Track, Synth Ambience Workout, Atmosphere Setting Up, Atmosphere Build Up, Atmosphere Full Track Metronome Intro Hannett Intro, Question, Metronome Initial Adjustment #2, Dead Souls Full Track, Cups Smash Synth Filters Take #1, Ice Age Bass Ambience Warmup, Full Track Ice Age, N4 Full Track, Eternal Full Track, More N4 Drum Programming, N4 Industrial, N4 More Warmup, Hannett Interview Something Fishy, Glass - The Unhinged Tryout Take 5.
Jutro przypada 41. rocznica śmierci Iana Curtisa, człowieka który mimo faktu, że marzył tylko o nagraniu jednego singla i jednego longplaya, zmienił oblicze światowej muzyki. Zapraszamy do nas - będzie jak zwykle coś specjalnego.
Tak jak specjalnymi są dzieła poświęcone zespołowi których autorem jest James Nice. Ten na FB zapowiedział udział Les Disques du Crepuscule i Factory Benelux w targach płyt ILM w Londynie 10 lipca 2021 r (LINK).
I jak specjalnym jest wywiad z Warrenem Defeverem z His Name is Alive o jego najnowszym muzycznym projekcie i nie tylko TUTAJ.
My nigdy nie zapomnimy im absolutnie genialnej Livonii, którą opisaliśmy TUTAJ.
Poza 41 rocznicą śmierci wokalisty Joy Division mamy 40-lecie wydania albumu Kraftwerk Computerwelt. W związku z tym czerwcowy numer MUSIKEXPRESS wyjdzie z kolekcjonerskim singlem na przezroczystym żółtym winylu w specjalnie zaprojektowanej okładce. Będzie na nim Heimcomputer w niepublikowanej wcześniej wersji, zremiksowanej przez Ralfa Hüttera. Magazyn wraz z płytą można zamawiać już od 12 maja TUTAJ.
Skoro mowa o nowych wersjach starych narań - John Sanborn, który od lat dziewięćdziesiątych regularnie współpracuje z the Residents wyreżyserował nową wersję ich albumu avant-rockowego z 1978 roku, Duck Stab!
Nagranie zostanie wyemitowane podczas spektaklu 5 czerwca w aplikacji Night Flight Plus (LINK).
Inna odświeżona nowość - aby uczcić 40. rocznicę powstania The Garden, Metamatic Records wyda dwie wersje albumu Johna Foxxa z 1981 roku, na którym znajdą się single Europe After The Rain i Dancing Like A Gun. Wydawnictwo wyjdzie w ilości 1200 kopii, jedna połowa na półprzezroczystym zielonym winylu, a druga na błyszczącym, neonowo żółtym.
Oba ukażą się 30 lipca 2021 roku. Przedsprzedaż TUTAJ. Swoją drogą dlaczego jeszcze nie opisaliśmy tej płyty? Przecież mamy ją w kolekcji...
Inna nowość, tym razem z nowymi treściami - Hante powiadomiła jeszcze raz o zakończeniu prac nad nowym albumem Morning Tsunami, którego przedsprzedaż ruszyła 7 maja (LINK). Płyta pojawiła się w czterech wersjach, na kolorowych winylach oraz na CD z możliwością zakupu koszulki i debiutanckiego albumu Her Fall And Rise z tłoczoną okładką (LINK).
W temacie - można posłuchać nowego singla The Stranglers - And If You Should See Dave… Jest to zapowiedź nowego albumu Dark Matters, który pojawi się 10 września. Można go już zamówić TUTAJ. Płyta zawierać będzie 8 piosenek, które powstały przy udziale zmarłego 3.05.2020 roku Davea Greenfielda (pisaliśmy o nim TUTAJ) i mogą być uznane za jego ostatnie dzieło. Naszym zdaniem Stranglers skończyli się po Aural Sculpture (pisaliśmy o tej płycie TUTAJ).
Dalej nowości - Duran Duran, który będzie występował podczas wręczania Billboard Music Awards zaprezentuje zdalnie z Anglii nowy singiel, powstały we współpracy z Brytyjczykiem Grahamem Coxonem (Blur). Piosenka jednocześnie ma być zapowiedzią nowego albumu grupy, pierwszego od czasu Paper Gods z 2015 roku.Billboard Music Awards, po raz pierwszy prowadzone przez Nicka Jonasa, będzie transmitowane na żywo w NBC we wszystkich strefach czasowych z teatru Microsoft w Los Angeles 23 maja o godzinie 20:00 ET / 5 PT (LINK).
Koniec pandemii więc zaczynają się koncerty! Organizatorzy Riot Fest ogłosili, że głównym bohaterem tegorocznej edycji festiwalu będzie Nine Inch Nails, a My Chemical Romance w 2022 roku. Impreza w tym roku odbędzie się 17, 18 i 19 września w Douglass Park w Chicago (USA) i obejmie także główne występy The Smashing Pumpkins i Run The Jewels. Bilety i wszystkie informacje organizacyjne są TUTAJ.
Jeśli chodzi o NIN, to skończyli się po Fragile. Smashing natomiast, po Machinie. Amen.
Festiwali ciąg dalszy - szósty Louder Than Life odbędzie się w dniach 23-26 września 2021 w Highland Festival Grounds w Expo Center w Louisville w stanie Kentucky. W programie będzie Metallica a także Nine Inch Nails i Korn oraz Judas Priest, Snoop Dogg, Jane's Addiction, Staind, Rise Against, Mudvayne, Cypress Hill, Machine Gun Kelly, Anthrax, Gojira, Ghostemane, Seether, Pennywise, Beartooth, The Distillers, Killswitch Engage i wiele innych. Jednodniowe i weekendowe karnety na Louder Than Life są już w sprzedaży na stronie festiwalu (TUTAJ) w cenie od 99,50 $ za jeden dzień i 249,50 $ za 4 dni (plus opłaty wpisane małym druczkiem). Do wzięcia udziału fanów ma zachęcić klip wideo:
Pearl Jam wystąpią pierwszy raz od trzech lat - będzie to na festiwalu Eddie Vedder's Ohana w Doheny State Beach w Dana Point w Kalifornii, w dniach od 24 do 26 września. Oprócz nich zobaczyć będzie można Kings of Leon, My Morning Jacket, Maggie Rogers i Sharon Van Etten. Skoro Korn to musi wybrzmieć Make Me Bad. I brzmi powyżej.
Koncerty na naszym podwórku - podczas Jarocin Festiwal 2021 18 lipca wystąpi TSA i da specjalny koncert z okazji 40-lecia debiutu. Dwa dni wcześniej z tej samej okazji pokaże się Dezerter. Bilety można zamawiać TUTAJ.
Cd. naszego podwórka - Piotr Metz oraz Marcin Szeląg z zespołem jarocińskiego Spichlerza Polskiego Rocka zorganizowali w Sali Kisielewskiego (wejście obok Teatru Studio) Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie wystawę prezentującą zdjęcia, plakaty, filmy i dużo muzyki z festiwalów w Jarocinie. Impreza, która zostanie otwarta 4 czerwca, nosi tytuł Stacja Wolność. Będzie można na niej usłyszeć unikalne, koncertowe nagrania legendarnych zespołów: SS-20, Dezertera, Siekiery, Armii, Izraela, Moskwy, KATa, Śmierci Klinicznej, Tiltu, Maanamu, Dżemu, TSA, Republiki, T.Love, Klausa Mitffocha, Czesława Niemena, Voo Voo, Kultu i wielu, wielu innych. Na ekranach zostanie wyświetlona Fala oraz późniejsza o kilkadziesiąt lat Powracająca Fala, a także współczesne wywiady i wspomnienia uczestników festiwalu: muzyków, widzów i organizatorów. Sprzedaż biletów wkrótce TUTAJ. Jezu, jak się cieszę!
Skoro pojawiła się Republika, to Grzesiu wygrał listę polskich hitów wszechczasów Radia 357 (LINK). U nas niedługo niepublikowane nigdzie materiały o zespole. O Republice pisaliśmy TUTAJ.
Republika została dostrzeżona przez Brygadę Kryzys, i wystąpiła po raz pierwszy w stolycy dzięki Brygadzie właśnie. Przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga zakończył się proces Tomasza J., oskarżonego o pobicie Roberta Brylewskiego i przyczynienie się do jego śmierci. W czwartek Tomasz J. usłyszał wyrok: 13 lat więzienia i finansowe zadośćuczynienie dla rodziny. Słów sędziego słuchały córki Roberta Brylewskiego.
Żebyś sk&&wielu z pierdla nie wyszedł.
My wracamy jutro - czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Bez Edgara Froese (1944-2015) nie byłoby Tangerine Dream. A bez Tangerine Dream świat muzyki były niekompletny. Zespół opublikował ponad 100 albumów muzycznych a ponadto jest autorem ścieżki dźwiękowej do wielu filmów, do kultowego z udziałem Toma Cruisea z 1983 roku Risky Business (Ryzykowny interes) a także do Legend (Legenda) Ridleya Scotta i Scorcerer (Cena strachu) Williama Friedkina.
Ich świeże brzmienie zrobiło wrażenie na brytyjskim prezenterze radiowym Johnie Peelu. Wkrótce potem podpisał kontrakt z Richardem Bransonem z Virgin Records. Wytwórnia dała im artystyczną swobodę nagrania przełomowego albumu Phaedra z 1974 roku i choć płyta spotkała się wówczas z letnim przyjęciem, to jej brzmienie wpłynęło na takie zespoły jak Kraftwerk i przyczyniło się do określenia Berlina stolicą muzyki elektronicznej.
Ale zanim to się stało Froese, student malarstwa i rzeźby z Berlina spędził prawie dwa lata u Salwadore Dali w jego willi w Port Lligat w Cadaques w Hiszpanii, zaproszony podczas tourne jego zespołu, the Ones po tym kraju. The Ones było dość przeciętną grupą grającą rock psychodeliczny założoną w 1965 roku. Ich jedynym singlem był Lady Green Grass / Love of Mine (1966).
The Ones nie tylko koncertowali, współtworzyli spektakle będące połączeniem muzyki, literatury i malarstwa, które można by określić mianem prototypów prezentacji multimedialnych. Ułożyli poza tym podkład muzyczny towarzyszący odsłonięciu pomnika Chrystusa, wykonanemu przez Dalego, a także do ścieżki filmu JC Averyego o Dalim z 1967 roku. Jak wyglądał pobyt muzyków w Port Lligat opowiedział w kilku wywiadach sam Froese. I warto przytoczyć w całości te wspomnienia, bo nie są one długie:
Czy możesz skomponować zgniłą muzykę religijną do mojego pomnika Chrystusa, który zbudowałem za domem na polu z puszek po fasoli? zapytał mnie podczas letniego koncertu [Dali], kiedy zaprosił nas do swojego domu w Cadaques w Hiszpanii w 1968 roku. Znając świat surrealistów, zapytałem go w zamian: „W którym kluczu wibrują puszki fasoli? E-moll czy C-dur?” „Który z dwóch kluczy jest bardziej religijny?” - zrewanżował się pytaniem. - "Panie Dali, czy nadal rozmawiamy o religijności pańskich puszek po fasoli czy o kluczu do wszechświata? Odpowiedziałem, kontynuując hiperfilozoficzną rozmowę. „Jaki jest klucz wszechświata?” - odpowiedział, próbując odbić piłeczkę. "Mozart powiedział Eis, Bach powiedział Ces-dur, a Einstein nie wiedział jaki być powinien, ponieważ jego skrzypce zawsze były rozstrojone!" - taka była moja odpowiedź. „Cóż, więc zgniła muzyka religijna będzie w Eis i C-dur” - gestykulował jak lektor - „Niestety w muzyce nie ma klawisza M, prawda?” „Nie, nie w moim wszechświecie, ale może w twoim?” - brzmiała moja odpowiedź. Gala, jego żona, podeszła i rozmowa została przerwana (LINK).
The Onees to była dwuletnia przygoda i chłopaki, z którymi grałem, nie byli zainteresowani podążaniem moją eksperymentalną drogą do różnych światów muzycznych. Dali wywarł duży wpływ na moje życie, ponieważ jego filozofią było zostać tak oryginalnym i autentycznym, jak to tylko możliwe, poruszyła mnie wtedy bardzo intensywnie. Ponieważ był on inny, nieporównywalny do kogokolwiek, ja również poświęciłem dużo czasu, aby nauczyć się podążać taką filozoficzną ścieżką jak on. Kiedy pierwszy raz spotkałem Dalego, miałem 22 lata, byłem młodzieńcem, który od razu wiedział, że w sztuce prawie wszystko jest możliwe, o ile masz silną wiarę w to, co robisz (LINK).
Po powrocie do Berlina Froese próbował znaleźć ludzi podobnie myślących co on, którzy byliby zainteresowani nie tylko osiągnięciem miejsca w czołowej czterdziestce amerykańskich list przebojów. Jednak większość muzyków uznała jego pomysł połączenia muzyki i sztuk wizualnych za nieciekawy. I tak Froese często grał zmieniającym się składzie muzyków w Cafe Zodiac podczas tzw. Nocnych koncertów, aż w 1969 roku poznał Klausa Schulze, perkusistę Psy Free i artystę Conrada Schnitzlera (zmarłego w 2011 roku). Wydali pierwszy album zatytułowany Electronic Meditation z muzyką graną na gitarze, organach i perkusji. W 1970 Klaus Schulze opuścił zespół, bo się ożenił, a Conrad odszedł z powodu nieporozumień z Edgarem. Zespół odrodził się z Christopherem Frankem z Agitation Free na perkusji i Stevem Schroyderem na organach. Razem wypuścili album Alpha Centauri, po czym w 1971 roku z zespołu odszedł Steve Schroyder, a wszedł Peter Baumann, organista Burning Touch. I skomponowali swoją pierwszą ścieżkę dźwiękową dla telewizji WDR pod tytułem Vampira... Potem grupa wydała album Zeit, dla którego zakupili syntezator... A potem były jeszcze inne płyty.
Jednak wspomnienie o rozmowach z Salwadore Dali i osobowość tego surrealisty, mocno tkwiła w umyśle Edgara Froese. Po wielu latach muzyk zdecydował się przekształcić je w dźwięk. I tak powstał solowy album Dalumination, z okładką wzorowaną na grafikach, które Edgar Froese wykonał na ostatnie płyty Tangerine Dream.
Do albumu dołączona była broszura, w której zamieszczono cztery wspólne zdjęcia Edgara Froese i Salvadora Dali, zrobione w 1967 roku w w Port Lligat (wcześniej, w 1976 roku ułożył kompozycję A Dali-esque Sleep Fuse).
W jednym z ostatnich wywiadów Froese w ten sposób podsumował swoje przemyślenia, których inspiracją było spotkanie z malarzem: Filozofia jest dla mnie większym priorytetem niż muzyka stałaby się kiedykolwiek, ponieważ muzyka po prostu odzwierciedla całe twoje istnienie. To twoja istota, to twoje poglądy, to twoja świadomość lub wynik zanurzenia się w nieświadomości - to wszystko co staje się coraz ważniejsze w twoim życiu. Wszystko inne, co robisz, jest tylko tego rezultatem. Tak więc muzyka jest jednym ze sposobów przesyłania wiadomości o własnym stanie świadomości. Artysta zawsze wysyła wiadomości, niezależnie od tego, czy pisze, maluje, czy wykonuje jakąkolwiek formę sztuki, której używa do wyrażania siebie. Wszystko, co robi człowiek z konieczności odzwierciedla stan jego umysłu. To bardzo logiczne. Ale muzyka nie służy wyłącznie muzyce lub rozrywce ludzi. Muzyka to rodzaj przekazu, który nie jest dla konkretnej osoby lub grupy ludzi, jest dla każdego, kto ją odczuwa i reaguje na tym samym poziomie emocji (LINK).
Artysta zmarł nagle w 2015 roku w Wiedniu w wyniku zatoru płuc. Podobno powiedział wcześniej: nie ma śmierci, jest tylko zmiana naszego kosmicznego adresu. Jego syn Jerome Froese (ur. 1970 r.) także jest muzykiem, grał w Tangerine Dream w latach 1990-2006. Potem współpracował z Moyą Brennan z CLANNAD, a także z Claudia Brücken, grał również z formacją LOOM. Niedawno, bo 2 kwietnia udostępnił swój nowy utwór Arymetric (LINK).
Tangerine Dream kilkakrotnie koncertował w Polsce. Najsłynniejszy występ dał grudniu 1983 r. na warszawskim Torwarze, rozsławiony płytą Poland: The Warsaw Concert (1984). Ciekawe są refleksje Edgara z tej trasy, odczucia z występów za żelazną kurtyną. Mówił on o tym tak: Zimno, mróz, wewnątrz i na zewnątrz. Wydaje mi się, że granie w Alcatraz pod koniec lat czterdziestych byłoby bardziej ludzkie niż występowanie we wschodniej części Niemiec, w Polsce i innych tak zwanych "Socjalistycznych Demokracjach" w tamtym okresie. Są więzienia zbudowane z kamieni i są więzienia zbudowane z bardzo niskiej świadomości i przestępczego, nieludzkiego zachowania. To było nie do opisania doświadczenie, przez które przeszliśmy.
Warto jeszcze przytoczyć praktyczną radę, którą nam pozostawił: Nie wyrzucaj tego, co masz. Nigdy nie wiesz, co jutro znajdziesz na drzwiach wejściowych (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.