czwartek, 9 czerwca 2022

Magiczny realizm na obrazach M. Novak-Zemplińskiego: w obrazie musi być miejsce na przypadkowość

Dla mnie w malarstwie bardziej istotna jest forma niż treść, dlatego też tworząc, skupiam się szczególnie na tej pierwszej warstwie. Patrząc na obraz widzę abstrakcyjne formy, mimo iż ten w dużej mierze jest obrazem przedstawiającym. Cała sfera znaczeniowa jest dla mnie niewiele mniej tajemnicza niż dla odbiorcy mojego dzieła i uważam, że jest to lepsze od sytuacji, gdy obraz od A do Z jest do bólu "wyliczony". Dla mnie w obrazie musi być miejsce na przypadkowość. To ona daje przyjemność w trakcie pracy. Obraz żyje wtedy własnym życiem, zaskakuje samego twórcę. Nie wykluczam, że mimowolnie tworzę jakiś zapis znaczeniowy w obrazie, ale chyba każdy to robi. Zresztą tworzę przeważnie pod wpływem dużych emocji i jest w obrazie więcej przypadku, niż to widać na pierwszy rzut oka. Czuję się trochę jak ktoś, kto utracił pamięć i przy pomocy malowania próbuje odtworzyć obrazy z przeszłości. To niesamowite uczucie. (M. Novak-Zempliński 2007) (LINK).

Nie próbuję za wszelką cenę zmieścić się w jakiejś doktrynie czy opowiedzieć się po czyjejś stronie i zwalczyć pozostałe, co jest często spotykane w sferach artystycznych i nie tylko. Wolę mówić o tym, co cenię, niż wskazywać kogo nie lubię. Nie maluję czarno – białego świata (…).





Tyle autor prezentowanych dzisiaj prac. A jest nim Maksymilian Novak – Zempliński (ur. 1974 r.) , syn także malarza, Andrzeja Novak-Zemplińskiego i wnuk Władysława Novák pseud. Zempliński, dowódcy III batalionu 116 Pułku Piechoty AK Ziemi Olkuskiej, właściciela dworów w Tarnawie i Glanowie (LINK). Bogata historia rodzinna była być może główną przyczyną, dla której wykształcony w Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie malarz nie tworzy w nurcie awangardowym a dba o to aby formą naśladować dzieła dawnych mistrzów. Ta forma jest zresztą dla niego bardzo istotnym składnikiem malarstwa, bo po jej cechach właśnie poznaje się dobrą sztukę, jak wynika z przytoczonych opinii. 



Prezentowane przez niego malarstwo jest realistyczne, tym szczególnym realizmem, określanym mianem magicznego. Po formie (stosując kategorie autora) można poznać, iż inspirują go głównie Max Ernst, Giorgio de Chirico, Salvador Dalí oraz Arnold Bocklin. Obraz Wyspa Umarłych tego ostatniego wydaje się jego ideą fixe, od której nie może się uwolnić. 




Maksymilian-Novak-Zemplinski prezentuje głównie monumentalne, intrygujące krajobrazy o szerokiej linii horyzontu, ukazujące niezwyczajne zjawiska atmosferyczne. Namalowane pejzaże często są bezludne, za to pojawiają się na nich maszyny: pędzące w kłębach dymu lokomotywy lub unoszące się nad ziemią sterowce,  wyglądające niczym zabawki czy papierowe latawce. Na innych mamy samotne skaliste wieże błyszczące w promieniach bladego słońca. Albo puste polany, które obserwujemy zawieszeni przez autora kilka metrów nad ziemią... W ten sposób te kompozycje stają się pełnymi tajemnic pejzażami, uporządkowanymi melancholijną wyobraźnią artysty. Według nas warto się jej poddać. Dlatego polecamy stronę malarza (TUTAJ), oraz śledzenie kolejnych wpisów na naszym blogu...









Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 8 czerwca 2022

TÅSEN TEA PARTY i ich nowa EP-ka Integration


3.06.2022 TÅSEN TEA PARTY wydał kolejną EP-kę, tym razem zatytułowaną Integration. Mamy na niej 6 piosenek w znanym nam już z wcześniejszych dokonań artysty (nasz wywiad z Tore jest TUTAJ) stylu. Nostalgiczny klimat, proste teksty, ściana gitar a całość utrzymana w stylistyce Clan of Xymox i the Cure.   

Wydawnictwo otwiera Where She Never Arrived:

it was all about the station
where she never arrived

the lack of frustration
that kept then alive

Piosenka wypełniona jest elektroniką, poza tym bardzo wiele dzieje się na drugim planie. Kolejny utwór In between zdaje się być kontynuacją pierwszego.  


In between

the deal
was clean
nothing
in between

she was filled
with million dreams
it’s never
what it seems

tell her
 
they don’t know why 


Po nim przychodzi kolej na tytułową piosenkę Integration. Nieco zwalniamy rytm, ale tylko na chwilę. W tej piosence głębia tła jest jeszcze większa... 

it was all in front of her
it all felt pretty blurred

the challenge felt nice
the sun did rise

she was pushed away
this was the station
lack of integration

Told her so spowalnia, i jest pierwszym utworem wyraźnie odróżniającym się od wcześniejszych.  

the story
let her know
cause the story
told her so

the context
had a gap
no real
it was a trap

cause the story told her so
no real to know

to let her know
to let her go

Po nim Fiction turned real:

no time to show
the mirror told you so
no time to feel

the fiction turned real

one part of the deal
was that fiction turned real

one part
of the plan was that nothing began

cause the mirror said so

before she ran
this was
the end of the plan

cause the mirror said so

Całość kończy The case she missed

Plusy tego wydawnictwa to specyficzny klimat, fajne nastrojowe piosenki i zapewne unikalny styl jakim raczy nas Tore. Ale zdecydowanym minusem jest podobieństwo piosenek do siebie. Powoduje to nieuniknione wrażenie, że słuchamy ciągle jednego i tego samego utworu. 

Jeśli możemy coś doradzić autorowi, to byłoby dobrze żeby zamiast nad ilością, pomyśleć o jakości. Pracę nad albumem czas zacząć, ale takim zawierającym bardziej zróżnicowany repertuar. Pośpiech jest złym doradcą, bo zamiast budować mozolnie wizerunek, rujnujemy swoje poprzednie dokonania.

A może jesteśmy w błędzie? Oceńcie sami. Cała EPka jest do odsłuchania TUTAJ.

Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 
   

TÅSEN TEA PARTY, Integration, Where she never arrived, In  between,Integration, Told her so, Fiction turned real, The case she missed.

wtorek, 7 czerwca 2022

Yann Souetre: rysowanie 3D a la Beksiński oraz Giger i muzyka elektroniczna

Jedni mają szczęście a drudzy niekoniecznie… Czasem po prostu talent i upór nie wystarczy. 

Dzisiaj chcemy pokazać artystę, który na scenie muzycznej (i sztuk plastycznych) działa od początku lat 90. I niestety, mimo, posiadanego talentu i umiejętności, pozostał poza mainstreamem.  Nie jest to w zasadzie zła sytuacja. My także jesteśmy poza mainstreamem,  a zdobyliśmy niewymuszone uznanie fanów sztuki oraz muzyki. Ale naturalne jest, że artystom w odróżnieniu od nas to nie wystarczy i chcieliby zaistnieć, zyskać sławę…

Po tym wstępie przechodzimy do bohatera dzisiejszego postu. Jest nim Yann Souetre, jak sam o sobie pisze: freelance artist mieszkający w Maisons-Laffitte we Francji, który w wolnym czasie zajmuje się rysowaniem 3D od 2005 roku. To nie jest praca, ale może ją robić  jak chce i kiedy chce. Sporadycznie robi okładki płyt dla zespołów. Ma dyplom z architektury i tworzy muzykę elektroniczną pod imieniem Remain Silent. Niczego nie oczekuje, po prostu dzieli się swoimi pracami. Aby cieszyć się.

Tyle sam twórca. Co możemy o nim więcej napisać? Bardzo niewiele. Nie wiemy nawet kiedy się urodził. Wiemy tyle ile on sam dostarczył informacji. A więc w 1998 roku współtworzył zespół  Nemethon w składzie Raphael Battier (skrzypce i gitara), Michale (perkusja), Yann Souetre (keyboard), który wydał dwie płyty Titre 1 (1998) i Titre 2 (1998). W 2000 roku wraz z artystą o pseudonimie Nikkos działał jako Malpherthius i wydał płytę Lorelei. W innym w duecie z Bertrandem Pichenot jako Omniscience opublikował trzy kolejne: The edge of silence (2001), Douce enfance (2000) i Madness (2000) (LINK).

Jak już wszyscy czytelnicy zorientowali się, Yann Souetre jest muzykiem oraz plastykiem. Po próbach działania w kilku konfiguracjach tworzył (nie wiemy czy jeszcze zajmuje się muzyką) solowo pod pseudonimem Remain Silent. Jego ulubionymi zespołami są Tangerime Dream i Depeche Mode a także Jean Michel Jarre. Wydał kilka płyt w okładkach które sam zaprojektował. Hojnie udostępnia je każdemu, kto chciałby ich posłuchać. Można je po prostu ściągnąć z jego strony. 

A teraz pora na jego prace plastyczne. Tu inspiruje się malarstwem, co wydaje się być oczywiste każdemu, kto je zobaczy, Zbigniewa Beksińskiego, a skoro jego to także HR Gigera i Arnolda Bocklina. Każdemu z nich złożył hołd, wykonując pastisz ulubionego dzieła każdego z wymienionych mistrzów.


Jak widzimy, Yann obdarzony jest wyobraźnią i zmysłem przestrzennym. Jego industrialne wizje dystopijnego świata przyszłości przenoszą nas w Matrix, w którym człowiek zmuszony jest żyć w środowisku pozbawionym naturalnego światła, w półmrok zasnuty dymami, po globalnej katastrofie. Po tej Apokalipsie rasa ludzka uległa gwałtownej redukcji i wegetuje wśród przemysłowych ruin, maszyn, w labiryncie kilometrów korytarzy… Prace te korespondują z muzyką: twardą, bezdźwięczną i elektroniczną.










Artysta także pisze teksty, śpiewa je u niego Hatsune Miku (jap. 初音 ミク) – wirtualna piosenkarka stworzona na bazie technologii syntezy śpiewu:

Time has come

Dark and old

Wind of pain is blowing

Time has come

Black and cold

Child of loneliness is dreaming

Time has come

To choose the land

Where the words don't lie

Time has come

To face the end…


Nadszedł czas

Ciemny i dawny

Wieje wiatr bólu

Nadszedł czas

Czarny i zimny

Samotne dziecko marzy

Nadszedł czas

Aby wybrać ziemię

Gdzie słowa nie kłamią

Nadszedł czas

By zmierzyć się z końcem…


Ale my jeszcze nie kończymy. Jutro wracamy znów. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Isolations News 196: Kup An Ideal For Living z autografami, klip o muralu z Ianem Curtisem, trwa serial braci Gallagher, Ticketmaster promuje, Stonesi w trasie, Jerry Cantrell w Polsce, Janina atakuje, czy Led Zeppelin wystąpią? Kate Bush w Netfixie, nowy film o Davidzie Bowie, Kim uczniem Macrona?

Na Omega Auctions oferowany jest na sprzedaż singiel Joy Division An Ideal For Living z autografami na okładce wszystkich członków zespołu. Spodziewana cena oscyluje między  5 a 8 tys. funtów. Zainteresowani mogą licytować do 28 czerwca, do godziny 10.00 (LINK). Cena oczekiwana to 8K GBP, czyli jak za darmo...


Rada Cheshire East opublikowała krótki klip poświęcony nowemu muralowi poświęconemu pamięci Iana Curtisa. Krótkometrażowy film zawiera również emocjonalne świadectwo  radnego i fana Joy Division, Nicka Manniona (LINK). Filmik gra powyżej.

Pozostańmy w klimacie Manchesteru - serial braci Gallagher trwa: Liam w godzinnym filmie dokumentalnego Sky Liam Gallagher: 48 Hours At Rockfield ujawnił, że w przyszłym roku podda się operacji stawu biodrowego. Opisał także przebieg kłótni ze starszym o pięć lat bratem Noelem,  który doprowadził do rozpadu zespołu (LINK).

Jeszcze o jednej kapeli z Manchesteru, bowiem ta znalazła się na liście upustowej. Platforma TICKETMASTER ogłosiła ogromną wyprzedaż biletów ze zniżką nawet do 50%. Zniżki dotyczą wejść na koncerty Diany Ross, Faithless, Duran Duran, Alanis Morrissette, Tears for Fears, Tom Jones, The Chemical Brothers i wielu innych. Oferta będzie obowiązywać krótko, od paru dni do  tygodnia (LINK i LINK).


Skoro o koncertach to the Rolling Stones rozpoczęli swoją trasę koncertową SIXTY po Europie i Wielkiej Brytanii koncertem w Madrycie na początku zeszłego tygodnia (1 czerwca). Zaprezentowali pierwsze w historii wykonanie na żywo swojego singla Out Of Time z 1966 roku, a po występie muzycy urządzili przyjęcie z okazji urodzin (75.lecia) gitarzysty Ronniego Wooda. Impreza w barze hotelowym trwała całą noc, bawili się się na niej muzycy oraz rodzina jubilata. On sam otrzymał  tort w kształcie gitary oraz wiele innych prezentów m. in. wykonany na zamówienie koc ozdobiony motywami z okładek albumów zespołu (LINK). Pytany potem o dalsze losy zespołu Keith Richards odpowiedział Życie jest po prostu zbyt interesujące, by umrzeć. Wszystko, co chciałem zrobić, zostało zrobione – nie mam zamiaru odpuścić. I hej, w grę wchodzi bardzo dużo kokainy. Poza tym potwierdził, że grupa nie myśli nawet o rozstaniu (LINK). Z tą kokainą to ostrożnie, żeby po wciągnięciu prochów ojca, do czego przyznał się oficjalnie Richards (LINK), nie przyszła kolej na prochy ex perkusisty zespołu, zmarłego niedawno Charlie Wattsa...

Koncertów ciąg dalszy - 28 czerwca w warszawskiej Proximie wystąpi Jerry Cantrell (Alice In Chains). Wydarzenie odbędzie się w ramach trasy koncertowej promującej jego nowy solowy album Brighten. Bilety TUTAJ.

Judas Priest rozpoczęli swoją ostatnią europejską trasę koncertem klubowym, na którym występowali bez swoich charakterystycznych strojów ze skóry i ćwieków – czegoś, czego nie robili na publicznym występie od czasu wyreżyserowania swojego image w 1978 roku. Panowie chyba mają swoje lata i znudziło im się robienie show (LINK).

Z kolei inna gwiazda metalu - Jimmy Page ujawnia, że Led Zeppelin został poproszony o występ z udziałem awatarów w stylu Abby. Ale muzycy nie zgodzili się. Bo nie mogli pogodzić się co do kwestii jak mają wyglądać, w jakim stylu ma to być pokaz itd. (LINK).


Za to Kate Bush podobno udzieliła twórcom cyklu Stranger Things na Netflixie pozwolenia na wykorzystanie jej przeboju z 1985 roku Running Up That Hill, ponieważ jest wielką fanką serialu. Transmisje hitu z lat 80. wzrosły o ponad 150 procent po tym, jak piosenka pojawiła się w ostatnim sezonie popularnego programu. W pierwszym odcinku kultowy singiel Bush pojawia się w kluczowym momencie z udziałem Maxa Mayfielda (w tej roli Sadie Sink) (LINK).


Pozostańmy w klimacie filmu - nowy film o Davidzie Bowie Midnight Screenings został zaprezentowany na festiwalu w Cannes. W dystrybucji będzie we wrześniu, ale zwiastun jest już dostępny przed debiutem filmu i gra powyżej.

Skoro weszliśmy w przeszłość - 10 czerwca wyjdzie  nowa edycja albumu grupy Dezerter Underground out of Poland. Płyta wyjdzie na czarnym oraz w limitowanej ilości na kolorowym, purpurowo/białym. Okładka ma zawierać wiele unikalnych zdjęć głównie autorstwa Michała Wasążnika. Przedsprzedaż poprzez webzine TUTAJ.


Teraz nieco odchamienia - od 25 czerwca do 4 września w Warszawie w Centrum Praskim Koneser będzie można podziwiać ponad 60 obrazów twórców z kręgu Sztuki Fantastycznej. Niektóre dzieła nigdy wcześniej nie były prezentowane publicznie, w tym unikatowe obrazy Zdzisława Beksińskiego. Oprócz prac Beksińskiego na wystawie znajdą się dzieła innych artystów m. in. Wiesława Wałkuskiego, Dariusza Zawadzkiego, Tomasza Alena Kopery, Jerzego Dudy-Gracza, Jacka Szynkarczuka oraz Maksymiliana Novak-Zemplińskiego. Impreza zainauguruje działalność Muzeum Sztuki Fantastycznej. Bilety do nabycia TUTAJ.

Ciąg dalszy o obrazach - Mona Lisa Leonarda Da Vinci tym razem wyszła cało z incydentu. Otóż turysta zwiedzający Luwr przebrany za starszą kobietę na wózku inwalidzkim próbował rozbić szkło chroniące najsłynniejszy obraz świata, a potem posmarował je ciastem z kremem i rozrzucił róże wokół. Podobno był to protest dotyczący niekorzystnych zmian klimatu (LINK). Gapie zamiast ratować obraz oczywiście nagrali wszystko na komórki i wrzucili do Internetu... (LINK).

Janina to ty?

I jeszcze o obrazach - dzieła sztuki o wartości ponad 1000 USD zostało skradzione podczas imprezy w nowojorskim muzeum - tak wydawało się trzem artystom których prace znajdowały się na tej samej wystawie. Ale okazało się, że skradzione dzieło zostało przeniesione do magazynu przez pracowników muzeum w marcu tego roku (LINK).  

A odnośnie muzeum takie dowcip się przypomina:

Pewna para, która wybrała się na wystawę malarską, zatrzymała się na dłużej przy jednym z obrazów. Obraz przedstawiał trzech bardzo czarnych i kompletnie nagich mężczyzn: dwóch miało czarne penisy, ale ten środkowy - różowego. W czasie gdy tak stali zastanawiając się nad symboliką dzieła podszedł do nich autor - Irlandczyk.

- Mogę wam pomóc z tym obrazem? Jestem tym, który go namalował.

- Bardzo nam się podoba to dzieło, ale kompletnie nie rozumiemy dlaczego namalowałeś trzech Murzynów na ławce i środkowy ma różowego penisa podczas gdy dwaj pozostali mają czarne.

- Oo... Zinterpretowaliście mój obraz zupełnie niewłaściwie... To nie są Murzyni, to są irlandzcy górnicy, a ten pośrodku był na lunchu w domu. 

Z okazji Platynowego Jubileuszu odsłonięto portret Królowej namalowany przez humanoidalnego artystę-robota (a raczej artystkę-robotkę). Obraz zatytułowany Algorithm Queen został namalowany przez Ai-Dę, robota ze sztuczną inteligencją — nazwanego na cześć XVIII-wiecznej matematyczki i uczonej Ady Lovelace, uważanej za pierwszą programistkę komputerową (LINK). Jeśli tak nas postrzegają roboty to ręce opadają..

Podobno po namalowaniu owego dzieła Ai-Da miała poważny wypadek i przewieziono ją do szpitala. Lekarze położyli ją na sali operacyjnej i robią co mogą, aby ją uratować. W pewnej chwili lekarz ze współczuciem głaszcze Ai-Dę po główce i mówi:

- Niestety, pani już nie pomożemy, ale mam prośbę. Na sąsiedniej sali zepsuło się radio. Czy zostanie pani dawcą organów? 


Odnośnie wspomnianego jubileuszu:  Kim Jong-un z Korei Północnej  wysłał list z gratulacjami do królowej Elżbiety II wraz z osobistym listem, którego treść nie zostanie ujawniona.

We wrześniu ubiegłego roku królowa przesłała Kimowi życzenia z okazji obchodów święta narodowego jego kraju (LINK).

Nowy Macron? 

W temacie: Międzynarodowe badania socjologiczne wykazały, że coraz częściej mężczyźni żenią się z kobietami starszymi od siebie.

Na pytanie: ”Dlaczego związał się Pan ze starszą kobietą? ”,

statystyczny Amerykanin odpowiadał:

- Bo była bogata.

statystyczny Anglik:

- Bo miała tytuł.

statystyczny Francuz:

- Bo miała doświadczenie w miłości.

a statystyczny Rosjanin:

- Bo osobiście widziała Lenina.

My wracamy już jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 5 czerwca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.1

Media społecznościowe pozwalają nam docierać do zupełnie niesamowitych materiałów. Tak jak jak od szkoły podstawowej zbierałem w zeszytach wycinki prasowe o the Beatles, tak nasz znajomy z Twittera Gary Smith zbierał wycinki o Joy Division. W Polsce materiałów o kwartecie z Manchesteru praktycznie nie było, te do których wtedy dotarłem przedstawiliśmy choćby TUTAJ czy TUTAJ. Natomiast Gary wrzucił na Twittera filmik z zeszytem z wycinkami z tamtych lat (LINK), i przychylił się do naszej prośby żeby swoje zbiory zdigitalizować i nam udostępnić, za co serdecznie dziękujemy. 

Przypomnijmy, że mamy na blogu dział Archiwum artykułów o Joy Division (TUTAJ), który poświęcamy takim właśnie rarytasom. 

Dzisiaj część pierwsza tej imponującej kolekcji.
Przy okazji dowiadujemy się, że Gary, lub ktoś z jego rodziny, uczęszczał do tej samej szkoły co Ian Curtis.


Pierwszy wycinek to artykuł Briana Hogga, jak widać niekompletny. Autor pochodzi ze Szkocji i pisał dla fanzinu Bam Balam, który poświęcony był muzyce lat 60-tych. Jak widać fragment poświęcony jest początkowi kariery zespołu, autor podkreśla, że nazwę Stiff Kittens zaproponował Pete Shelley z the Buzzcocks, ale zespół zmienił ją na Warsaw (zabawna literówka w słowie Warszawa). Nie wspomina się, że autorem nazwy Warsaw był sam Ian Curtis, kiedy współtworzył duet z Iianem Grayem.


Niesamowitą wartość archiwalną mają wycinki dokumentujące pojawienie się na rynku muzycznym kolejnych realizacji Joy Division, co świadczy o tym, że właściciel był fanem w czasie kiedy zespół istniał, a nie stał się nim dopiero po śmierci Iana Curtisa. Tak więc w kolejności mamy wycinek podsumowujący Atmosphere - jedno zdanie jako uniwersalna recenzja tego wydawnictwa.

Zgodnie z rekomendacją, wykracza poza zwykłą rozrywkę, aby muzycznie przepisać słowa pół-światła i intensywność ekstazy...

Druga czytelna notka dotyczy wznowienia Transmission, także w kilku słowach rekomenduje nabycie tego singla:

Wydanie na 12 calowym singlu tej klasycznej piosenki to wielka korzyść jedynie dla entuzjastów hi-fi, ale przy okazji daje możliwość zareklamowania tej płyty każdemu kto jej jeszcze nie posiada.


Ostatni omawiany dziś wycinek dotyczy detali kariery zespołu. Ciekawa jest informacja o wydaniu w 1981 roku An Ideal Beginning z demami piosenek Inside the Line, Gutz i At a Later Date. Faktem jest, że wszystkie te piosenki znalazły się na wznowieniu wydawnictwa Warsaw (to chyba najgorsze piosenki jakie stworzyli w karierze, warto dodać, że na początki piosenki pisał Peter Hook...). 

Dalej omówione jest pierwsze wydawnictwo Factory (czasem można trafić je na Ebay, choć rzeczywiście cena jest przerażająca), a autor artykułu zachwyca się piosenką Glass, choć dla nas Digital na pewno nie jest gorsze.
 
Autor podkreśla rolę Hannetta i Grettona, oraz doskonałą synchronizację okładki Unknown Pleasures z muzyką, którą widzi jako coś pośredniego między dokonaniami the Doors i Velvet Underground. Podkreślona jest rola występu w TV i wydanie singli Transmission i Auto Suggestion (Earcom Two - warto zobaczyć TUTAJ). Omówione są też inne single jakie zespół wtedy wydał, nie wyłączając Sordide Sentimental (kopii było dokładnie 1578 - warto zobaczyć TUTAJ).

Wkrótce kolejne wycinki z zeszytu Gary Smitha - thank you Gary

My wracamy jutro, dlatego czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

sobota, 4 czerwca 2022

Byli wśród nas: Andy Fletcher z Depeche Mode

W czwartek, 26 maja w wieku 60 lat zmarł Andy Fletcher. Informację o śmierci artysty podali w mediach społecznościowych jego koledzy z Depeche Mode: Jesteśmy zszokowani i przepełnieni przytłaczającym smutkiem w związku z przedwczesną śmiercią naszego drogiego przyjaciela, członka rodziny i kolegi z zespołu - Andy'ego "Fletcha" Fletchera. Fletch miał serce ze złota i zawsze był tam, gdzie ktoś potrzebował wsparcia, żywej konwersacji, dobrego ubawu, albo zimnego kufla. Nasze serca są z jego rodziną, a was prosimy o skierowanie myśli w ich stronę i uszanowanie ich prywatności w tym trudnym czasie - napisali (LINK).


Ich żałoba jest zrozumiała, Andrew Fletcher wprawdzie nie był autorem piosenek, nie śpiewał, głównie zajmował się warstwą rytmiczną koncertów, ale był tym członkiem zespołu, który go spajał. Był rozjemcą w sytuacjach konfliktowych, pełnił rolę nieoficjalnego rzecznika muzyków, uchodził za niezwykle rozmownego i otwartego, przez co uwielbiali go dziennikarze...

Teraz nawet nie wiadomo, czy Depeche Mode przetrwa tą stratę, czy też ich wspólna, muzyczna przygoda rozpoczęta w 1980 roku w Basildon w Anglii nie dobiegła końca. To Fletcher przecież utworzył w 1980 roku grupę z Vince Clarke i Martinem Gore oraz wokalistą Davem Gahanem, która stała się gigantem brytyjskiego electro-popu. Rok później zespół wydał debiutancki album Speak and Spell, który rozpoczął się skromnym utworem New Life, a zakończył jednym z hitów zespołu Just Can't Get Enough. Clarke wkrótce opuścił grupę i został zastąpiony przez Alana Wildera, a Depeche Mode odnieśli międzynarodowy sukces z Some Great Reward z 1984 roku i singlem People are People, po czym ich znaczenie tylko rosło.

Najstarszy z czwórki rodzeństwa, Fletcher urodził się w 1961 roku w Basildon (Essex) i wychował w Nottingham w Anglii. Był starszy od brata Simona i miał jeszcze dwie siostry Susan i Karen. Na początku lat 60. jego ojciec, John Fletcher, który był inżynierem otrzymał propozycję pracy w fabryce papierosów w Basildon i wraz z rodziną osiedlił się w nowopowstałym osiedlu. W dzieciństwie Andy wstąpił do chrześcijańskiej organizacji Boys' Brigade i pozostał jej członkiem aż do 18 roku życia. Był bardzo aktywny religijnie, codziennie uczęszczał do kościoła i razem z innym członkiem organizacji, Vincem Clarke, wygłaszał kazania w kawiarni Brigade. Po latach stwierdził, że ten okres ukształtował jego przekonania i postawy moralne. Jego działalność w kościele również wywołała zainteresowanie muzyką bo właśnie tam wziął do ręki po raz pierwszy instrument, a była nią gitara.

Po szkole średniej planował iść na uniwersytet, na wydział nauk politycznych, ale zamiast tego razem z Clarke'em i Nicholasem Gore założyli zespół. Profil muzyczny zespołu przeważył zakup przez Gore'a syntezatora. Mimo to Fletcher podjął pracę urzędnika w SunLife Insurance i pracował w tym charakterze dopóki nie upewnił się, że może żyć z muzyki. Warto może wspomnieć, że w dzieciństwie przyjaźnił się nie tylko z Vince Clarke ale i z piosenkarką Alison Moyet, która potem śpiewała w duecie Yazoo (znanym jako Yaz w USA) z Clarke (o tym co się dzieje z zespołem pisaliśmy TUTAJ).

Fletcher w odróżnieniu od reszty muzyków Depeche Mode nie działał solowo, jednak gdy inni nagrywali własne płyty on w 2002 roku założył własną wytwórnię płytową Toast Hawaii, z którą związał się w zasadzie jedyny zespół: CLIENT. On sam natomiast występował jako DJ- na festiwalach i w klubach muzycznych... Tyle jeśli chodzi o jego dokonania muzyczne. Jak sam je podsumował w filmie dokumentalnym 101: Martin jest autorem piosenek, Alan jest dobrym muzykiem, Dave jest wokalistą, a ja walę w wokół siebie [w klawisze].

Śmierć Fletchera była niewątpliwie szokiem dla fanów ale dla jego rodziny: żony Gráinne Mullan oraz ich dzieci Megan i Joe musiało to być prawdziwie traumatyczne przeżycie. Z Gráinne Mullan (ur. 1964 roku) poznali się w 1988 roku. W tym czasie Andy podróżował już po całym świecie, a Gráinne była tylko fanką, która pracowała w od 1992 roku w Gascognes na stanowisku dyrektora zarządzającego, ponieważ w 1980 roku ukończyła New Hall School. Wcześniej, w latach 1985-1991 zatrudniona była w dziale PR firmy Ferret and Spanner (LINK).  

Po 5 latach narzeczeństwa Gráinne i Andy pobrali się 16 stycznia 1993 roku... W tym roku zatem świętowali wspólnie 29 rocznicę ślubu. Jeszcze w kwietniu spędzili razem Wielkanoc w Barcelonie. Andy wtedy złamał sobie tam podczas jazdy na rowerze nadgarstek, co jego żona odnotowała w mediach społecznościowych: Nie do końca tak, jak planowaliśmy spędzić pierwszy weekend naszych wspólnych wakacji. Przez jakiś czas żadnej jazdy na rowerze.


Od połowy lat 90. Fletcher i jego żona Gráinne Mullan prowadzili restaurację w St John's Wood w północnym Londynie. Sprzedali ją po dekadzie, za powód podając wszystkie małe rzeczy, które poszły nie tak. W 2021 roku zainwestowali w uruchomienie popularnego pubu The Duke of Hamilton w Hampstead, w którym działał klub jazzowy (LINK).


Pierwsze ich dziecko, córka Megan, urodziło się w 1991 a drugie, syn (Joseph) Joe w 1994 roku. Megan Fletcher posiada licencjat z ekonomii i stosunków międzynarodowych, pracuje w International Talent Booking (IG @meganfletcher , FB @meganjkfletcher i Twitter @megan_fletcher).

Joe Fletcher, w ciągu dnia jest nauczycielem, ale nocą przemienia się w DJ-a i barmana. Uczył ostatnio w Gesher School, był DJ-em w KOKO London a barmanem w Soho House & Co. Gra także na gitarze i śpiewa. W 2012 roku nawiązał współpracę z Dave Lamb i MorganEve Swain , duetem Brown Bird, jednak Dave zmarł w 2015 roku na białaczkę co w zasadzie zakończyło działalność pary muzyków (LINK).  

A więc Andy "Fletch" Fletcher, fan drużyny piłkarskiej FC Chelsea i miłośnik szachów odszedł...  Rodzina nie podała przyczyny śmierci, według oficjalnej wersji podawanej przez media, zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, jednak Andy chorował od lat, pierwsze spekulacje na ten temat pojawiły się już w czasie THE DELTA MACHINE TOUR i nasiliły się szczególnie podczas ostatniej solowej trasy Dave’a Gahan’a, gdy Andy widziany był z żoną na widowni (LINK). Za jakiś czas pewnie dowiemy się wszystkiego, ale to nie zwróci nam muzyka...

RIP Andy... Pewnie jest teraz tak, jak śpiewali Depeche Mode w swoim genialnym hicie...


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 3 czerwca 2022

Z mojej płytoteki: East - Rések a Falon, rock progresywny który przetrwał próbę czasu

Węgierski East pojawiał się na naszym blogu kilka razy (TUTAJ), choć skupialiśmy się na najdoskonalszym etapie ich kariery gdy wydali Jatekok (napiszemy o nim wkrótce) i Huseg (TUTAJ) - swoje tak przełomowe płyty, że na forach progrocka są otaczane do dziś estymą. To był czas, kiedy albumy kupowało się w Domu Książki, kierując się tylko okładką. Ta w przypadku wspomnianych albumów utrzymana była w stylu Revolver the Beatles, więc jako ich wielki fan kupiłem. Dwa wspomniane albumy do tego stopnia mną zawładnęły, że zdobyłem po latach z Węgier ich wersje na CD. 

Gdy w 1983 roku na wystawie wspomnianego Domu Książki pojawiła się kolejna płyta zespołu, natychmiast ją zakupiłem. Od początku jednak coś mi nie pasowało - okładka była w podobnej stylistyce, ale już w kolorze. Tym bardziej rozczarowałem się, kiedy odkryłem że na jej drugiej stronie, wśród nazwisk muzyków nie ma już obdarzonego znakomitym głosem Miklosa Zareczky, a zastąpił go Jozsef Tisza. Warto też dodać, że na drugiej stronie okładki Jozsef Szurcsik umieścił zdjęcia, na podstawie których sporządził szkice okładek dwóch wspomnianych płyt, poprzedzających omawiany dziś Rések a Falon.


Po odpaleniu płyty przyszło ogromne rozczarowanie. To co usłyszałem kompletnie mnie załamało. Trzeba przyznać, że rozpoczynający album tytułowy utwór to jeden ze słabszych na płycie... Za to drugi - już zaczął wzbudzać we mnie nadzieję, że może coś z tego będzie. Mowa o Az Idegen. Niestety odejście od typowego stylu zespołu, połączonych piosenek, nostalgicznego wokalu i znakomitych solówek zarówno na gitarze jak i na syntezatorach, pozostawiło głęboki niesmak mimo kilku perełek, o których za chwilę.

Minęły lata i przeprosiłem się tym albumem. Dzisiaj patrzę na niego inaczej. On się, poza pierwszym utworem, broni. Kojarzy się z latem, i zachodzącym słońcem, które zresztą uwidocznione jest na drugiej stronie okładki. Nie pomylili się, oni jak zwykle, przerośli swoją epokę..


Otwierający album Rések a falon, jest o niemożliwości uwolnienia się w dzisiejszym świecie od ludzi. Są wszędzie, obserwują i inwigilują.  

Na próżno szukam samotności,

Ktoś jest zawsze ze mną.

Nawet jeśli zamknę bramę,

I tak oni są właścicielami mojej przestrzeni.

Ściągam okiennice na próżno,

Oni ciągle w jakiś sposób obserwują moje życie,

W jakiś sposób obserwują moje życie.

Szczeliny w ścianie,

Otwory w suficie,

Lepiej wiedz,

Nigdy nie jesteś sam.

Az idegen, to piosenka o ucieczce. Po nim dość średni Mintha mégis, którego próbuje ratować Geza Palvolgyi solówkami na klawiszach. Ale za to po nim wielki utwór: Száguldj velem  z niesamowitymi solówkami Janosa Varga z czasów najlepszego EAST...

Szara fabryka zniknęła, a szare miasto zostało obrócone w pył.

Czekając na drogę do nieskończoności, pędząc z tobą do takiej scenerii i grzejąc silnik.

Krok, po prostu dodaj gazu, poprowadź mnie przez noc, bądź ze mną.

Podnieś się, po prostu nie żałuj tego, to jest to, na co czekałeś przez te wszystkie lata.


Uważaj na ostre krawędzie. Zadbaj o wyboje.

A co ze mną?

W porządku, po prostu dodaj gazu.

Zakręcone życie, po prostu wirujące.

To nie jest za dużo, to czego chcesz, to jest na wyciągnięcie ręki, to jest to, za czym gonisz.

Krok, po prostu dodaj gazu, poprowadź mnie przez noc bądź ze mną.

Podnieś się, po prostu nie żałuj niczego, to jest to, na co czekałeś przez te wszystkie lata. 

Po nim Különvonaton świetny utwór instrumentalny autorstwa Janosa Vargi

Za nami pierwsza strona albumu, do strawienia gdyby nie tytułowy utwór. Przechodzimy na stronę B, którą otwiera Földközelben, opisujący przygody podczas lotu samolotem. Powiedzmy że taki sobie, a po nim coś co brzmi jak odrzut z JatekokAgymosás, z ciekawym dialogiem wokalisty z automatem. Piosenka jest o praniu mózgu w świecie reklam i konsumpcji. No i po nim jest TEN utwór... Az utolsó éjszaka, który jest wręcz GENIALNY!!! Wiadomo, Ostatnia Noc...

Jesteś ze mną, ale czuję, że czekasz na kogoś innego.

Patrzysz na mnie, ale widzę, że jesteś z dala od domu.

Moje ciało bardzo boli.

Boli, wszystko, co dostaję.


Sama poszłaś w kosmos

Nie odpędzam cię, dlaczego biegniesz.

Moje ciało bardzo boli.

Boli, to wszystko, co dostaję.


Pluskamy się w nocy, nurkujemy

To ostatni raz, kiedy odgrywamy naszą rolę.

Moje ciało bardzo boli.

Boli, to wszystko, co dostaję.

Czy po tak genialnym utworze coś jest w stanie zabrzmieć lepiej? Ano jest... Zespół wyrywa nas z klimatu nostalgii nieco bardziej rytmicznym Az óra jár, piosenką o uciekającym czasie. To do tego stylu śpiewu nie mogłem się długo przyzwyczaić, ale piękne zwolnienia rytmu z solówkami na basie i gitarze jakoś mnie do tej piosenki przekonały. Na koniec Tánc a parázson instrumentalny, a jakże, skomponowany przez duet Palvolgyi i Varga, pełen tego, co w East kochamy najbardziej, i znowu ten dialog między gitarami i keyboardem... 

Szkoda że to nieco nierówna płyta, no i ta zmiana stylu. Gdybym nie znał wcześniejszych dokonań zespołu pewnie poleciłbym ten album w ciemno. Mimo że broni się po latach, to jednak pozostaje w cieniu wcześniejszych dokonań. Niemniej pozycja obowiązkowa dla fanów progrocka zza żelaznej kurtyny.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


EAST, 
Rések a falon, Start, 1983, tracklista: Rések a falon, Az idegen, Mintha mégis, Száguldj velem, Különvonaton, Földközelben, Agymosás, Az utolsó éjszaka, Az óra jár, Tánc a parázson.