Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania an ideal for living, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania an ideal for living, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 25 kwietnia 2018

Steve McGarry: An Ideal For Living, Joy Division, to jedyne moje zamówienie, które robi największe wrażenie na ludziach w USA

W czerwcu 1978 r. wyszedł pierwszy singiel Joy Division pt. An Ideal For Living, nagrany w grudniu 1977 r. w studiu w Oldham (Pennine Sound Studios). Wyprodukowany najpierw w ilości 1000 egzemplarzy jako 7", w rozkładanej okładce, przez własną wytwórnię nazwaną najpierw Enigma Joy Division, przemianowaną po tym, gdy wyszło, że nazwa dubluje się z inną wytwórnią, na Anonymous Records. Okładkę sklejali własnoręcznie muzycy (mówi o tym w swojej książce Peter Hook TUTAJ), aby zaoszczędzić na kosztach wydania płyty. Singiel ukazał się jeszcze raz, we wrześniu lub październiku tego samego roku, w wersji 12'' w ilości 1200 kopii.
 

Pierwszą okładkę zrobił Bernard Sumner, nazwany na niej Bernardem Albrechtem. Widniała na niej czarno-biała podobizna dobosza. Obok biegła nazwa zespołu napisana pismem stylizowanym na gotyckie, tzw. szwabachą Joy! Division. Wewnątrz umieszczono czarno białe zdjęcia członków grupy, reprodukcję zdjęcia z getta warszawskiego, z charakterystycznym chłopcem z podniesionymi rękami, oraz cztery pierwsze wersy Leaders of men nagranej na płycie:

Born from some mother's womb,
Just like any other room.
Made a promise for a new life.
Made a victim out of your life
 


(w wolnym tłumaczeniu:
Urodzony [wyrzucony] z łona matki,
Jak z każdego innego lokum,
Z obietnicą na nowe życie.
Uczyniony ofiarą [z] twojego życia.
)


Pomimo braku jakichkolwiek elementów, które mogłyby wskazywać, iż przedstawiony chłopiec bijący w bęben należał do Hitlerjugend, okładka wzbudziła kontrowersje i spowodowała oskarżenia zespołu o nazistowskie sympatie. Doszukiwano się ich na siłę, próbowano nawet identyfikować cyfry seryjne płyty z numerem jenieckim Rudolfa Hessa, zastępcy Adolfa Hitlera w partii nazistowskiej. Oskarżenie brzmiało poważnie, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, że Ian Curtis i jego koledzy należeli do pierwszego pokolenia urodzonego po wojnie a zatem ich ojcowie i dziadkowie walczyli podczas II wojny światowej. Wojna skończyła się przecież niespełna 10 lat przed ich urodzeniem. Tymczasem dodany tekst i dobór zdjęć nadają płycie wymowę wyraźnie pacyfistyczną. Nieletni dobosz i chłopiec z uniesionymi rękami są według muzyków obaj ofiarami wojny. Każdy z nich nie prosił się na świat, w którym zamiast obietnicy nowego życia oczekiwała ich twarda rzeczywistość, która każdego z nich ich skrzywdziła. Członkowie grupy identyfikują się z nimi, z ofiarami wojny i na zdjęciach stoją ponurzy, bez cienia uśmiechu, w pozach wyraźnie oskarżycielskich.
 

Niemniej w drugim wydaniu zmieniono okładkę. Zrobił ją rysownik Steve McGarry, prywatnie przyjaciel menadżera grupy Roba Grettona, wykorzystując zdjęcie z gąszczem rur z budowlanego rusztowania. Steve tak wspomina po latach okoliczności swojego zlecenia: To była sugestia Roba Grettona, by przedstawić rusztowanie, i zauważyliśmy je na budynku, który był remontowany tuż przy Fountain Street. Zatrudniłem fotografa o nazwisku DB Glen, który pracował komercyjnym w studio fotograficznym w Manchesterze i zrobiliśmy szybkie zdjęcie (TUTAJ).


Ów budynek obstawiony rusztowaniami w całości pojawił się na opakowaniu reprintu płyty:
 

Ta jedyna okładka dla Joy Division zmieniła życie wówczas 25 letniego projektanta obwolut płyt, niszowych zespołów punkowych, próbującego zarobić na życie kreskówkami publikowanymi w gazetach i czasopismach.  Sam po wielu latach stwierdził, gdy już zamieszkał w Stanach Zjednoczonych: Zrobiłem sporo okładek do nagrań na początku mojej kariery - dla Jilted’a Johna, Slaughter & Dogs, Johna Cooper’a Clarke’a itp. Do dziś większość zdjęć związanych z Slaughter & The Dogs pochodzi z okładek płyt, które dla nich zrobiłem te wszystkie lata temu. To absolutnie zadziwiające, gdy widzę dorosłych mężczyzn z wytatuowanymi na ich ciele wzorami z moich okładek! (…) myślę, że okładka, którą zaprojektowałem dla Roba Grettona z Joy Division, dla 12 "EP" An Ideal For Living to jedyne moje zamówienie, które robi największe wrażenie na ludziach, szczególnie tutaj, w Kalifornii, gdzie Joy Division ma swego rodzaju status mityczny (TUTAJ).

piątek, 2 sierpnia 2019

Ian Curtis wył niczym pies - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.5

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Dzisiaj kolej na rozdział piąty, który zatytułowany jest: Maj - Czerwiec 1978, jak więc widać obejmuje tylko dwa miesiące, ale były one bardzo ważne w życiorysie Joy Division.

Na początku Bernard Sumner opowiada, jak pierwszy raz spotkał się z Robem Grettonem (warto zobaczyć TUTAJ). Miało to miejsce w maju 1978 roku, kiedy był w budce telefonicznej w Spring Gardens w Manchesterze. Do budki zapukał Gretton, przedstawił się, i w dość żartobliwy sposób zaproponował bycie menedżerem zespołu. Pracował wtedy w towarzystwie ubezpieczeniowym (jednocześnie był DJ-em) , ale właśnie stracił pracę, oświadczył, że ma na oku tymczasową pracę przy czyszczeniu toalet w Ardenale Centre, ale wolałby być jednak menedżerem zespołu. Po czym umówili się, że przyjdzie na próbę. Grupa ćwiczyła wtedy w starej fabryce, przyszedł podczas próby gdy już grali. Ponieważ Sumner zapomniał powiedzieć reszcie, że Gretton przyjdzie posłuchać, przerwali granie i z zaciekawieniem zapytali gościa kim jest, i wtedy Sumner go przedstawił... Zaproponował żeby poszli do pubu, każdy sobie coś kupił poza Robem. Tak dostał tą pracę, wyznawał idee punka choć jako DJ puszczał głównie muzykę soul. Zespól zdawał sobie sprawę, że menadżer to brakujące ogniwo, a on miał dużo ciekawych pomysłów.

Dalsza część rozdziału dotyczy sesji RCA w dniach 3-4.05. 1978 roku, w studio Arrow w Manchesterze. To było jeszcze przed spotkaniem z Grettonem. RCA miało wtedy swoje biuro w Piccadilly Gardens, a Ian Curtis pojawiał się tam dość często, mając nadzieję, ze spotka Bowiego, który przyjedzie do wytwórni zapytać o sprzedaż swoich płyt. Stephen Morris podkreśla, że to była to mało znana gawędziarska strona Iana, który chwalił się przyjaźniami z ludźmi z RCA z którymi zaledwie rozmawiał...

Morris i Sumner wspominają Richarda Searlinga z RCA - chciał nagrać album z Joy Division, zaproponował żeby wykonali cover Keep On Keeping On, na co przystali. 

Sam Searling opowiada jak Ian Curtis był regularnym gościem w RCA, głównie z powodu bycia fanem Iggy Popa, i opisuje wokalistę Joy Division jako skromnego i nieśmiałego chłopaka. Wtedy RCA poszukiwali punkowego zespołu i Searling pomyślał o zespole Iana.  

Sumner wspomina, że mieli dwa dni - jeden na nagranie, drugi na miksowanie. Mieli kłopoty ze wzmacniaczem... Przed nagrywaniem partii wokalnych kazał posłuchać płyt Jamesa Browna, żeby Curtis nauczył się śpiewać, a ten odpowiedział, że wypier##la stąd, na co pozostali członkowie zespołu zaczęli reagować złością, argumentując, iż nie można w ten sposób zaniechać pierwszej okazji bycia w studio. Curtis został upity ciderem żeby mógł nagrać wokale, o czym wspomina nie tylko Searling, ale i Morris, który z kolei twierdzi, że pili whisky. Ian niestety nie umiał śpiewać jak Brown, za to wył niczym pies... 

Zespół nauczył się, w jaki sposób nie postępować podczas nagrywania albumu, i nie popełnił tych samych błędów kiedy pracował nad Unknown Pleasures. Morris wspomina, że chcieli nagrać wtedy jakiś cover, mówi o Keep On Keeping On, ale zawsze w takich przypadkach rodzi się jakiś nowy utwór - tutaj akurat Interzone. Co nie zmienia faktu, że zarówno zdaniem Morrisa jak i Sumnera piosenka N.F. Porter jest bardzo dobrym utworem. Sprawdźmy to sami:
Searling również bardzo poważa tą piosenkę, a sugestię jej nagrania podsunęła mu jego żona. Poza Keep On Keeping On nagrali też They Walked in Line, z tytułu którego śmiała się żona Searlinga.

Kolejny fragment omawianego rozdziału dotyczy nagrania An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ) - czyli czerwca 1978 i wytwórni Enigma Records, oraz nagrania At a Later Date, na wydawnictwie Live at the Electric Circus

Na temat tego ostatniego wypowiada się Peter Hook. Kontrakt był dramatem, Virgin zabrało 95% dochodu, zespoły razem dostały resztę, na Joy Division zatem wypadło 0.5 %... Po pół roku płyta natomiast ukazała się z ogromną naklejką informującą o tym, że jest tam nagranie Joy Division... 
W książce przytoczone są recenzje Paula Morleya, Alana Lewisa i Jona Savage'a z tamtego okresu. Pierwszy podkreśla ostre brzmienie grupy, drugi z kolei insynuuje konotacje z faszyzmem dla zysku, choć podkreśla, że płyta An Ideal For Living zawiera materiał godny uwagi. Savage z kolei jest pewny, że zespół jeszcze nie powiedział ostatniego słowa...

Sumner opowiada jak projektował okładkę An Ideal for Living. W zasadzie podobnie jak opowieść Morrisa powyżej, tak samo ten fragment jest powieleniem wypowiedzi z filmu dokumentalnego o zespole. Opowiada historię jak poszli z płytą do Pips i prosili DJja żeby ją odtworzył, i ponieważ była nagrana cicho ludzie zeszli ze parkietu. Hook wspomina, że odsłuchanie płyty w domu było jednym z najbardziej rozczarowujących momentów jego życia. Morris starał się ją sprzedawać, twierdzi że wielu ludzi w Macclesfield powinno mieć ją w domach. Mark Reeder opowiada, że EPka bardzo mu się spodobała, uważa że okładka to była akt odwagi, wspomina jak Curtis będąc w Berlinie interesował się wojną. Przytacza fakt kiedy  Siouxsie w występie telewizyjnym założyła opaskę ze swastyką, co nie wywołało pozytywnych konotacji i było złym sygnałem. W tym czasie odradzały się ruchy nacjonalistyczne. Tłumaczy, że taka retoryka fascynowała Curtisa, ponieważ jako nastolatek rozmawiał o tym z rówieśnikami. 

Deborah Curtis twierdzi że Ian lubił parady wojskowe. Był też fanem Margaret Thatcher (poglądy polityczne Curtisa opisywaliśmy TUTAJ). Ian nie poślubiłby jej gdyby była apodyktyczna. Podczas sporów wycofywał się z dyskusji. Nigdy nie chciał nikogo urazić. O fascynacji II wojną nie chciał z nią dyskutować, było tak dlatego, że mieli na ten temat sprzeczne zdania. 

Sumner z kolei wspomina, że o wojnie dowiadywał się od dziadków. Opowiada jak Gretton utożsamiał słabą sprzedaż płyty z faktem kiepskiej okładki, dosłownie ujął to tak: Ta pierdolona płyta którą nagraliście nie sprzedaje się przez pierdoloną okładkę. Wszyscy myślą przez nią, ze jesteście naziolami. Zrobimy nową okładkę i wytłoczymy płytę na 12 calowym nośniku, będzie brzmiała głośniej. Odkupił też taśmy matki od RCA - i tak te ukazały się później na bootlegu...

Lesley Gilbert wspomina jak z Robem Grettonem pierwszy raz zobaczyli Joy Division podczas  Stiff/Chiswick i byli zaszokowani. Zespół  wyraźnie odróżniał się od innych i wytwarzał wkoło siebie niesamowitą atmosferę... Bernard Sumner opowiada jak dobrze czuł się w towarzystwie ich menadżera, i tak na prawdę to Gretton spowodował że nagrali pierwszą płytę dla Factory. Zespól był wtedy zdania, że trzeba nagrać ją gdziekolwiek. Opinię o Factory podzielał też Ian Curtis.  

Terry Mason ma żal o to w jaki sposób został pozbawiony pozycji menadżera zespołu, twierdzi że to nie podobało się Ianowi Curtisowi, który był bardzo honorowym człowiekiem. Rob widział dla niego miejsce przy zespole, tak więc pozostał i imał się różnych czynności jak np. kierowca. Terry Mason udziela też dość ciekawej informacji - twierdzi, że utwory z początku działalności zespołu komponował głównie Peter Hook. Wtedy byli najmniej popularną grupą w mieście. Pojawiło się więcej piosenek Iana... to była inna liga. Można tworzyć proste rymy, ale Ian tworzył wiersze, które nie były proste do zrozumienia. 

Proces powstawania piosenek opisuje Bernard Sumner: Włączaliśmy instrumenty i po prostu graliśmy. Mieliśmy taki stary magnetofon. Ian zwykł podchodzić i mówić "o ten bit jest dobry" a ponieważ byliśmy skupieni to on cały czas słuchał. Wtedy ja mówiłem: "O to ci się podoba?" I wtedy zaczynałem jamować w oparciu o ten fragment, wtedy on mówił: "OK użyjemy tego dla następującego fragmentu testu, a tego dla chórków". To było dość proste ale myślę że dlatego, iż nie wiedzieliśmy co robimy, robiliśmy to w nietypowy sposób.... Hooky nie słyszał się jak grał nisko, więc zaczął grać wysoko, co było szczęśliwym zbiegiem okoliczności i nadało nam brzmienie. .. Jestem dość wyluzowaną osobą, nie jestem hiper w żądnym tego słowa znaczeniu, jeśli chcesz grać punka musisz być hiper, agresywny, lub szalony, czego nie umiałem. Tak więc wyrobiłem sobie swój styl, wolny i uważny. Lubię dźwięk, dlatego zwykłem grać na gryfie gitary gdzie brzmi ona na prawdę ładnie. Ja jestem bardziej rytmem i akordem, a Hooky był melodią. Ma na prawdę duży talent jeśli chodzi o melodię. Ma taką silną, barbarzyńską składową osobowości, którą lubią ludzie, ostrą jakość ujawniającą się w muzyce. ...

Nie mieliśmy żadnego sposobu na pisanie muzyki. Po prostu czekaliśmy na inspirację. Ian był niezły w wyłapywaniu riffów... 

Kończyliśmy z piosenką i nagrywał ją na kasecie. Brał do domu, gdzie miał pudełko z tekstami. Czasem dodawał cały tekst, czasem wracał na próbę z niepełnym i go kończyliśmy. ... Był pisarzem, miał zazwyczaj ze sobą pudełko pełne tekstów, siedział w domu i pisał non stop zamiast oglądać telewizję...

Opowiadał o muzyce innych: "Słyszeliście nowy numer Iggyego, China Girl? 


Zróbmy coś podobnego." Ale nie zrobiliśmy bo nie byliśmy na tyle dobrzy..."Słyszeliście piosenkę Love - 7 and 7 Is?" Zróbmy coś podobnego... Rozmawialiśmy o tym ale tego nie robiliśmy. 


Były dni że nic się nie działo, ale były takie że mieliśmy niezłe pomysły...

Myśleliśmy że rytm jest najważniejszy, więc musieliśmy być pewni, że mamy dobry rytm od Steve'a zanim zaczęliśmy dodawać gitary. Siadaliśmy wkoło niego i to wyglądało jak: dalej Steve, daj nam jakiś rytm.  O to będzie to, i zaczęliśmy jamować...

Tony Wilson podkreśla, że każdy z członków zespołu wnosił coś ważnego. Każdy z nich coś wnosił i wszyscy lubili Pistolsów

Peter Hook wspomina: wzmacniacz Bernarda był bardzo głośny. Gdy grałem wysoko mogłem go przekrzyczeć. Ian gdy to usłyszał był wstrząśnięty i powiedział: To brzmi nieźle gdy grasz wysoko, powinniśmy nad tym popracować bo to brzmi na prawdę charakterystycznie. A ja na to: OK który bit? On odpowiadał: ten tam i tam, I wszystkie te piosenki: She's Lost Control, Insight, 24 Hours, LWTUA, 99% ich zaczynało się od muzyki. 

Terry Mason opowiada, że Ian Curtis często podczas jamowania wyciągał kawałki tekstów i przeprowadzał coś na kształt testu wzrokowego, który fragment najbardziej pasuje. Ian brał to wszystko do domu i zmieniał, poprawiał, wracał na kolejną próbę a jeśli nie byli zadowoleni odkładali utwór na jakiś czas. 

Stephen Morris przyznaje że nie miał pojęcia o czym śpiewał Curtis, była to jego prywatna sprawa. Na koniec rozdziału Sumner wspomina, że każdy z nich był jak samotna wyspa, a Hook że stanowili doskonałą całość - wszyscy parli równomiernie w tym samym kierunku.

Wkrótce omówimy kolejny rozdział z książki Jona Savage'a, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                     

sobota, 2 lutego 2019

Nieznany przedostatni wywiad Iana Curtisa z Joy Division z fanzinu The Story So Far


Niedawno na FB pojawiły się fotokopie stron fanzinu The Story So Far z grudnia 1979 r., na których jest wywiad z Ianem Curtisem przeprowadzony w dniach 10 lub 11 listopada 1979 w The Rainbow Theatre w Londynie (TUTAJ). Jest to jeden z ostatnich wywiadów z liderem Joy Division, z racji opublikowania w niszowym wydawnictwie, w zasadzie nieznany. Nosi tytuł: Joy Division zespół na nowy wiek (Joy Division, a band for the new age). Dlatego postanowiliśmy zamieścić owe fotokopie u siebie, wraz z transkrypcją wywiadu i tłumaczeniem na język polski:

Why does everyone say our music is gloomy end doony?" asks Ian. We're sitting in the dressing room of Londons Rainbow Theatre, and some ill- informed pseudo - rock journalist has just managed to incur the wrath of Joy Division by coming out with the usual pathetic misconception. The band decide to adjourn and the guilty party is left pondering her mistake
 
I only mention this event in the hope of at least partially dispelling the myth which threatens to engulf Joy Division.

 
The band were forned in Manchester in early 1977. Yet another band inspired to do something musical by John Lydon and his Gerry Troubadours. The frenetic, almost heavy-metal, chord thrashings prevalent on their "Ideal for Living" E.P. have mellowed and matured into some of the most haunting melodies this side of surrealism. According to Ian their unique style evolved simply through the process of becoming more proficient on their instruments. Stephen Morris is technically one of the best British drummers in the business. Peter Hook's cloned Bass drives the songs along with the kind of urgency usually associated with a careering ambulance. On top of this Bernard Dickin lays down a tight guitar pattern, often with a flanges to achieve an interesting sound through his battered Vox combo… Occasionally Bernard will switch to synthesizer. He is the groups resident Technocrat. He built his synthesizer from a kit. At the moment Iah is trying to come to terns with the Guitar, on which he immaculately plays a single chord during "Love Will Tear Us Apart" For me, this is one of their strongest live bombers. Bernard's synthesizer signal is split into 4 and phased, creating a piercing yet rich melody. A very nice stage sound.
 

There seems no point in dwelling on Joy Divisions History. Listen to it's back-catalogue, it speaks for itself.
 

I asked the Band how they to do 2 tracks for Bob Last's compilation album 'Earcom 2'.
 

Ian - "We've known Bob for a long time and we knew that he was going to do this single on Past, we'd also played a few dates on the Rezillos’ last tour, so it really came about through that. We had a couple of tracks left over from the album and it was an outlet for them. Really, it would have taken Factory Records a long time to get them out. We night as well release everything rather than save it."
 

- But doesn't that mean that yo're inevitadly going to skimp on quality?
 

Ian - "Well if the test pressing isn't up to standard, it just wont go out.'
 

Stephen- "We did 15 tracks for an album and subsequently selected 10 for inclusion on it, so the others were finished but there was nothing to do with them."
 

The album is, of course "Unknown Pleasures", an album displaying abundant song-writting ability and deep perception. Just listen to the lyrics of "New Dawn Fades" or feel the atmosphere inherent in "I Remember Nothing". It's no wonder that the album's first pressing was soon sold out.
 

I ask them how heavily they intend to rely on synthesizers in future.
 

Ian - "If we think that the keyboards fit in, we'll use them. There's no conscious decision to write a song featuring synthesizer."
 

- So how about a full time keyboard player?
 

Ian - "I don't think so.... it would have to be someone who couldn't really play, so that could learn to play like us."
 

Infact, Joy Division have just recorded a single for the French "Sordid. Sentimentale” lable. It features Bernards synthesizer on a very moody song called "Armosphere". According to their manager and hairdresser, Rob Gretton ("It's going into the realms of stupidity, in my opinion!"- Stephen Morris) It's probably one of the best things they've put on vinyl.
 

Rob has hopes of getting the bend into the studio coon to cut the second album, but before that, they have dates in Holland, Belgium Germany and tentively, America. People are beginning to take notice.
 

The Ayatollah of Factory Records, Tony "Whizz-Kid" Wilson, seems keen to get them on a British College Tour. He thinks the intellectuals will love them. This may not be for sometime though, since they have just completedan exhausting British tout as special guests of the Buzzcocks. Audience reactions were mixed, but never hostile. On the last night of the tour, they perpetrated an act which showed them to be rather loss solemn and intense than others might have us believe. I trust that the Buzzcocka found the White Mice good company on she return track to Manchester!
 

The band have suffered from too much Hot and Cold publicity in the past. It's time that they were acknowledged as doing in the vanguard of British new age bands.
 

Perhaps for the commercially-minded hypocrites of the "Pop" press, Joy Division are indeed emotionally a scapegoat.
 
Tłumaczenie: 


Dlaczego wszyscy mówią, że nasza muzyka jest ponura i dołująca? pyta Ian. Siedzimy w garderobie Londons Rainbow Theatre, a jakiś niedoinformowany pseudo-rockowy dziennikarz właśnie wkurzył Joy Division, wychodząc z tą typową żałosną tezą. Zespół zdecydowanie odrzuca takie coś, a winny powinien rozważyć swój błąd.
 
Wspominam o tym wydarzeniu z nadzieją, że przynajmniej częściowo rozwiałem mit, który otacza Joy Division.
 
Zespół został założony w Manchesterze na początku 1977 roku. Była to kolejna grupa, która została zainspirowana do zrobienia czegoś muzycznego przez Johna Lydona i jego Gerry Troubadours. Szalone, niemal ciężkie, metalowe akordy, które dominują w ich epce An Ideal for Living” zmiękczyły się i dojrzały w jednej z najbardziej nostalgicznych melodii po tej stronie surrealizmu. Według Iana ich unikalny styl ewoluował po prostu dzięki procesowi doskonalenia umiejętności gry na instrumentach. Stephen Morris jest technicznie jednym z najlepszych brytyjskich perkusistów w branży. Sklonowany przez Petera Hooka bass nakręca piosenki w sposób przypominający pośpiech z jakim mknie ambulans.  Na tym Bernard Dickin tworzy zbity rytm gitarowy, często z naddatkami, aby uzyskać interesujący dźwięk ze swojej poobijanej kombinacji Vox ... Od czasu do czasu Bernard przechodzi na syntezator. Przynależy on do grup Technocratów. Zbudował swój syntezator z części. Ian próbuje dojść do nich ze swoją Gitarą, na której nieskazitelnie gra pojedynczy akord podczas Love Will Tear Us Apart. Dla mnie jest to jeden z ich najsilniejszych, granych na żywo bombowców. Dźwięk syntezatora Bernarda jest podzielony na 4 i stopniowo, tworzy przenikliwą bogatą melodię. To jest bardzo fajny efekt sceniczny.
Wydaje się, że nie ma sensu zajmować się historią Joy Division. Posłuchaj ich nagrań, mówią same za siebie.
 
Zapytałem zespół o wykonanie 2 utworów do albumu kompilacji Boba Lasta Earcom 2.
 
Ian - Od dawna znamy Boba i wiedzieliśmy, że zamierzał nagrać tego singla dawno, graliśmy razem także kilka razy podczas ostatniej trasy koncertowej Rezillos, więc w końcu doszło do tego. Mieliśmy kilka utworów, które pozostały z albumu i był to punkt wyjścia. Tak naprawdę Factory Records zajęłoby to dużo czasu, aby je wydać.
 
Ale czy to nie oznacza, że nieuchronnie ucierpi jakość?
 
Ian - No cóż, jeśli próbny test nie wyjdzie dobrze, to po prostu nie wydamy.
 
Stephen - Zrobiliśmy 15 utworów na album, a następnie wybraliśmy 10 do umieszczenia na nim, więc z innymi ni było co zrobić.

Ten album to jest, oczywiście, Unknown Pleasures, album do kórego napisania trzeba było zdolności i głębokiej wrażliwości. Wystarczy posłuchać słów New Dawn Fades lub poczuć klimat związany z I Remember Nothing. Nic dziwnego, że pierwsze wydanie płyty zostało szybko wyprzedane.
 
Pytam ich, jak bardzo zamierzają polegać na syntezatorach w przyszłości.
 
Ian - Jeśli uznamy, że jest miejsce na klawisze, użyjemy ich. Nie podjęliśmy rozmyślnej decyzji, aby napisać piosenkę z syntezatorem.
 
- A co powiesz na pełnoetatowego klawiszowica?
 
Ian - Nie sądzę... musiałby to być ktoś, kto naprawdę nie potrafiłby grać, żeby nauczyć się grać tak jak my.
 
W rzeczywistości, Joy Division nagrało właśnie singiel dla francuskiego wydawnictwa Sordid Sentimentale (pisaliśmy o kulisach powstawania tego albumu TUTAJ), w którym Bernard używa syntezatora w bardzo nastrojowej piosence Atmosphere. Zgodnie ze zdaniem ich menadżera i stylisty fryzur, Roba Grettona (To zakrawa na głupotę, moim zdaniem! - Stephen Morris) To prawdopodobnie jedna z najlepszych rzeczy, które puścili na winylu.
 
Rob ma nadzieję, że uda mu się wkrótce wstawić zespół do jakiegoś studia, aby zrobić drugi album, ale wcześniej mieli występy w Holandii, Belgii, Niemczech i prawdopodobnie będą mieli w Ameryce. Ludzie zaczynają ich zauważać.

Ayatollah z Factory Records, Tony "Łebski" Wilson, wydaje się być chętny, by zabrać ich na British College Tour. Myśli, że intelektualiści pokochają ich. To może odbyć się za jakiś czas, ponieważ właśnie skończyli wyczerpujące występy jako brytyjski suport i specjalni goście Buzzcocks. Reakcje odbiorców były mieszane, ale nigdy wrogie. Ostatniej nocy na trasie, popełnili postępek, który udowodnił, że są bardziej wielcy i poważni, niż inni mogą nam wmówić. Ufam, że Buzzcocks znaleźli się w dobrym towarzystwie podczas  powrotu do Manchesteru!

Zespół w przeszłości cierpiał z powodu niestałej publiki. Nadszedł czas, by zostali uznani za awangardę brytyjskich zespołów nowych czasów.

Być może dla komercyjnie myślących hipokrytów z prasy Pop, Joy Division są naprawdę emocjonalnym kozłem ofiarnym.

Niedługo więcej ciekawych materiałów z fanzinów, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 13 stycznia 2019

Peter Hook sprzedaje pamiątki po Joy Division: co jest w katalogu aukcyjnym? Cz.1 - rękopisy tekstów Iana Curtisa i autografy, jestem najlepszym fanem Joy Division w Polsce

Peter Hook na aukcji w marcu tego roku sprzeda pamiątki po zespole Joy Division (pisaliśmy o tym TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ) a my, zanim ujawniony zostanie oficjalny katalog piszemy o nim, bowiem go posiadamy. 

Opóźnienia w wysyłce katalogu spowodowały, że cierpliwi fani mogli dostać gratisy w postaci oryginalnej dedykacji od basisty Joy Division. Oto moja (pozwoliłem sobie usunąć swoje imię):
Sprawa bycia największym polskim fanem zespołu jest od dawna przesądzona, co najmniej od 1980 roku. Poza tym jesteśmy jedyną czynną stroną o zespole w języku polskim więc chyba nikt nie ma najmniejszych wątpliwości. 

W katalogu opisana jest cała masa rarytasów, i powiem szczerze że wypłyną rzeczy NIESAMOWITE! Ale po kolei. Dziś zaczynamy od tekstów i autografów. Podajemy numer katalogowy, cenę wywoławczą, zdjęcie i krótkie omówienie.
LOT 10 - cena wywoławcza 200 GBP

Ręcznie pisane teksty piosenek Joy Division

Trzy zestawy ręcznie pisanych i podpisanych przez Petera Hooka tekstów, w tym rarytas - niepublikowany utwór Warsaw pt. Pictures in My Mind.

LOT 11 - cena wywoławcza 200 GBP 

Podobnie jak powyżej, zestaw trzech ręcznie pisanych przez Hookyego tekstów piosenek, tym razem jednak, są to klasyki Joy Division.
Mamy tutaj bowiem Transmission, Ceremony i Love Will Tear us Apart

LOT 12 - cena wywoławcza 1000 GBP   

Żarty się kończą, również te z cenami. Oryginalnym pisany na maszynie i podpisany tekst piosenki Failures z listopada 1977 roku. Ian pracował wówczas w urzędzie i zajmował się organizacją pracy dla niepełnosprawnych, zapewne wtedy użył maszyny do napisania tekstu. 

Proszę zwrócić uwagę na opis, potwierdza on wersję Deborah Curtis, że to Ian był autorem większości linii melodycznych piosenek Joy Division.
Cena wywoławcza.. no cóż Ian Curtis. Jakieś pytania? 

LOT 28 - cena wywoławcza 200 GBP   

Ręcznie podpisany przez Hookyego egzemplarz An Ideal for Living.. z tym, że jest to bootleg a nie oryginalna wersja.

LOT 32 - cena wywoławcza 3000 GBP  

Prawdziwy rarytas. Podpisany przez wszystkich członków zespołu singiel An Ideal for Living...
Biały kruk więc cena zupełnie adekwatna.. W końcu Ian Curtis nigdy nikomu autografu już nie da.

LOT 43 - cena wywoławcza 100 GBP 

Transmission zespołu Joy Division, ale podpisana przez członków New Order...
Jak widać w końcu ulegli i podpisują fanom płyty Joy Division. Znaczy Gillian robi za Iana? Litości...

LOT 114 - cena wywoławcza 300 GBP 

Zestaw dedykowanych Ianowi Curtisowi zdjęć Harryego Goodwina.
Zdjęcia z kwietnia 1980 roku, ale ujęcia pochodzą z 1978 roku. Zostały wydrukowane i oprawione specjalnie dla matki wokalisty Joy Division.

LOT 159 - cena wywoławcza 1000 GBP  

Listy miłosne Annik Honore i Iana Curtisa
Hooky dostał je od Annik... Pozbyła się tak cennej pamiątki?

Na koniec kilka refleksji. 

Obejrzenie całego katalogu skłania mnie do dwóch wniosków. W akcji uczestniczy więcej osób jako wystawcy. Większość pamiątek kupiona zostanie przez pewnego biznesmena i wyląduje w muzeum Joy Division. 

Resztę historii dopisze czas. Kiedy? W maju 2020. To będzie 40 lat. 

Wkrótce kolejne rarytasy z katalogu, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 22 września 2021

Przyjaźń między Ianem Curtisem a Genesis P-Orridgem cz.1: Obaj kochaliśmy Sinatrę

Kilkakrotnie pisaliśmy na naszym blogu o przyjaźni między wokalistą Joy Division a kontrowersyjnym muzykiem z Manchesteru - Genesis P-Orridgem. W tekście TUTAJ omówiliśmy fragmenty wywiadów jakich udzielił P-Orridge, w których wspomina ostatnie rozmowy telefoniczne z wokalistą Joy Division. Podobno ten wyczuł owej feralnej sobotniej nocy, że Curtis chce popełnić samobójstwo i obdzwonił kilka osób w Manchesterze. Trudno jednak dziś to potwierdzić w dostępnych nam źródłach. 

Colin Sharp w omawianej przez nas książce wspomina, że Curtis podczas realizacji Closer większość czasu spędzał (zamiast z kolegami z zespołu) z Annik bądź z Orridgem właśnie (LINK), z którym poszukiwał dziwnych miejsc i ludzi.

Kilka dni temu, celem zapowiedzi biografii kontrowersyjnego muzyka (LINK), ukazały się jej fragmenty poświęcone znajomości z Ianem Curtisem. Szczerze mówiąc spodziewałem się tego, kiedy inny legendarny muzyk z Manchesteru - John Cooper Clarke opublikował swoją biografię.

W ujawnionym dość obszernym fragmencie muzyk nie wyjaśnia jakie było podłoże ich znajomości. Być może, Ian Curtis upatrywał w nim kolejnego dziwnego człowieka, bowiem znany był z tego, że pociągała go inność i różnego rodzaju dziwy natury. Być może było tak jak w książce Torn Apart opowiada Alan Hempsall, który wtedy był wielkim fanem Throbbing Gristle. To idąc za przykładem tego właśnie zespołu Joy Division wydali Atmosphere w wydawnictwie Sordide Sentimental (warto zobaczyć TUTAJ i TUTAJ), gdzie swój singlel wydała wcześniej kapela P-Orridge'a.


A kapela ta nie była typowym zespołem muzycznym, tylko happeningiem. Według Hempsalla jednym z elementów tego happeningu było rozdawanie fanom swoich numerów telefonów, by ci mogli dzwonić. A skoro dzwonił Hempsall to poinformował o tym Curtisa i ten, jako wielki fan Throbbing Gristle, dzwonił również... 

P-Orridge w biografii zapomina o tym (twierdzi że Jon Savage albo ktoś inny dał Curtisowi jego prywatny numer), i stara się uzasadnić ich przyjaźń faktem, że obaj byli z Manchesteru, żyli w zbombardowanym mieście i mieli podobny ogląd na życie. 

Pojawiają się wątki egzystencjalne, świadomość bezsensu istnienia przekształcana jest w samoagresję. Curtis dzwonił do niego nocami i o dziwnych porach, dyskutowali o anarchistycznych pomysłach  na muzykę pop, poezji, prozie, samobójstwie, depresji i izolacji. Spośród piosenek Throbbing Gristle Ian Curtis najbardziej lubił Wheeping.


Często puszczał ten utwór Orridgeowi przez telefon i śpiewał szepcząc. 

Ludzie często zadawali pytanie jaki był Curtis

Jak się ubierał? 

Ubierał się niechlujnie. Swetry. Spodnie jeansowe.


Jakie narkotyki zażywał? 

Niezwykłe. Pił piwo. Od czasu do czasu palił papierosy.

Jakie miał poglądy polityczne?

Nie miał żadnych poglądów politycznych. Nie obchodziło mnie to.

Jakiej muzyki słuchał?

Oboje kochaliśmy Franka Sinatrę.

Muzyk pamięta, jak kiedyś razem słuchali piosenki Laura, sposób śpiewu Sinatry ich rozwalał. Ian przyniósł singla i trzymał go pod płaszczem jak świętość...


Bardzo ciekawy jest wątek fascynacji Curtisa hitlerowską modą. Jak pamiętamy, wkoło Joy Division i ich singla An Ideal for Living narosły kontrowersje, nawet w jednej z recenzji zespół nazwano kolejnym nazistowskim badziewiem. Później Rob Gretton postanowił się od tego odciąć zmieniając okładkę. Zespół odżegnywał się od faszystowskich wpływów. 

Jak było naprawdę? Przypomnijmy sobie zdjęcie z tekstu Death Dico McCoullugha, który opisaliśmy TUTAJ. Pozwoliliśmy sobie zrobić powiększenie, tak aby zbliżyć Bernarda Albrechta (później Sumnera).


Jeśli do tego dodać pochodzenie nazwy, plakaty z niemieckimi czołgami, czy okładkę An Ideal For Living, można mieć wątpliwości. Tym bardziej po kolejnym fragmencie wspomnień Orridge'a z których dowiadujemy się, jak z Ianem zabijali czas w sklepie z niemieckimi pamiątkami Call to Arms w Islington

Ian uważał, że faszystowskie mundury były bardzo dobrze skrojone, że Speer miał świetny gust. Przymierzył bluzę i pas ale nic nie kupił, za to Orridge kupił noże stołowe z bunkra Hitlera.

Podczas gdy reszta zespołu piła w jakimś pubie, on nie szedł z nimi, bo by mu kazali pić piwo i się zamknąć. Wolał rozmowy z P-Orridgem, który był aż o 10 lat starszy. Ale nie były to typowe konwersacje od serca, bo Ian taki nie był...      

Wkrótce przedstawimy kolejną część naszej analizy tekstu Genesisa P-Orridgea, który zmarł niedawno w wieku 70 lat na białaczkę (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.