Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania cocteau twins, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania cocteau twins, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2021

Byli wśród nas: Harold Budd, współtwórca albumu Moon and the Melodies z Cocteau Twins

W końcówce ubiegłego roku, 8 grudnia w szpitalu w Arkadii w Kalifornii, w wieku 84 lat, zmarł Harold Montgomery Budd (1936-2020). W listopadzie przeszedł udar i leczył się w ośrodku rehabilitacyjnym. Tam nabawił się COVID-19, po czym wdały się komplikacje i świat stał się uboższy o jednego poetę, muzyka a także, jak go nazwał Brian Eno wielkiego malarza abstrakcyjnego uwięzionego w ciele muzyka.

W ogóle znajomość z Brianem Eno zmieniła życie Budda. Jestem winien Brianowi wszystko – powtarzał prawie w każdym wywiadzie (LINK). I rzeczywiście takie są fakty, kariera Harolda Budda zaczęła się od jednego telefonu od Briana Eno: 

Było to w 1976 roku. Kompozytor Gavin Bryars (lub jego kolega, Michael Nyman, są różne wersje, jeśli chodzi o ten szczegół) dał Eno nagranie z utworem Budda z Madrigals Of The Rose Angel z 1972 roku. Eno był wówczas w San Francisco, pracował z amerykańskim kompozytorem Johnem Adamsem i szukał muzyków do swojej nowej wytwórni Obscure. Po odsłuchaniu taśmy zachwycił się delikatnym, oryginalnym brzmieniem kompozycji, inspirowanej muzyką renesansową i zadzwonił do Budda z propozycją współpracy. Tak rozpoczął się powolny strumień albumów wypuszczanych przez kompozytorski duet Eno-Budd. Madrigals Of The Rose stały się częścią  The Pavilion of Dreams (1978), potem nagrali Ambient 2: The Plateaux of Mirror i Lovely Thunder. Protegowany Eno, Daniel Lanois, wyprodukował kolejny album zatytułowany The Pearl (1984) (LINK). 


Po pewnym czasie Budd odebrał kolejny ważny telefon. Ale niech sam o tym opowie, zebraliśmy jego relację na podstawie kilku udzielonych przez niego wywiadów:

To było w latach '86 -'91. W każdym razie w 1986 r. odebrałem telefon od - to było jak grom z jasnego nieba - z drugiej strony odezwał się Ivo [Watts Russell], który był menadżerem Cocteau Twins, i powiedział, że chcą wykorzystać mój kawałek i czy to w porządku? Odpowiedziałem: „Oczywiście, że tak!” Czy to naprawdę nie było fajne? To było oszałamiające! Więc powiedział: „Cóż, współpracujmy nad całym albumem. Wiesz, do diabła z jedną piosenką. Możesz przyjechać do Londynu? 'No tak! Tak, mogę.' Więc przyjechałem do Londynu i spędziłem miesiąc w Shepherd's Bush chodząc codziennie do studia Cocteau Twins. Wtedy wszystko odkrywałem. Kiedy tam byłem, pomyślałem sobie: „Muszę wydostać się z Ameryki. To mój własny kraj - jestem Amerykaninem, nigdy nie będę Brytyjczykiem, nigdy nie będę kimś innym niż to, kim jestem, człowiekiem Zachodu. (…)  Muszę wyjechać z Ameryki, ponieważ muszę zacząć od nowa. Moja rodzina też. Zacząłem się rozglądać, spędzając ten miesiąc w Londynie, pytając: „Ile to będzie kosztować? Muszę wynająć pokój. Albo muszę wynająć całe mieszkanie. (…) Więc w ciągu sześciu miesięcy wysłałem swój tyłek z Ameryki [do Londynu - przypis własny]. Najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem w życiu. Najstraszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem.

Poznałem Robina Guthrie przez Ivo Watts Russella, założyciela 4AD. Poszliśmy na koncert Cocteau Twins, głos Elizabeth Fraser był niezwykły, a potem udaliśmy się za kulisy, by ich poznać. Początkowo chcieli nagrać tylko jeden z moich utworów, The Plateaux Of Mirror, we współpracy z Eno, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się nagrać razem nowy cały album. I wtedy tam zaprzyjaźniłem się z Robinem Guthrie. Zrobienie Moon… [The Moon and the Melodies] zajęło około miesiąca codziennej pracy w studiu. Niedaleko, pamiętam, był bardzo dobry pub, z którego co muszę przyznać skandalicznie często korzystałem. (LINK). 

Tak opowiadał o okolicznościach wspólnej pracy z Cocteau Twins w 2014 roku. Jednak w wywiadzie udzielonym w 1987 roku podał inne szczegóły: Na pytanie - Jak doszło do współpracy z Cocteau Twins? Odparł w następujący sposób: Cóż, muszę przyznać, że nie znałem Cocteau Twins, dopóki jeden z członków zespołu, Simon Raymonde, nie użył mojego i Eno utworu na cover do albumu. Utwór nosił tytuł „Not Yet Remembered” i zrobili to sami Cocteau Twins, chyba taką właśnie historię słyszałem. Wydawca zadzwonił do mnie i poinformował o tym, mówiąc: „to naprawdę świetna grupa i myślę, że chciałbyś ich usłyszeć”, więc zadzwoniłem do znajomego dystrybutora płyt w Los Angeles i zapytałem, czy ma u siebie Cocteau Twins. Przysłał mi kasetę z kompilacją, więc nie wiem, jaki to był album, ani jakie nazwy utworów. Ale w każdym razie naprawdę mnie to zachwyciło. Następnie w listopadzie oni przyjechali do Los Angeles. Spotkaliśmy się i bardzo dobrze się dogadywaliśmy przez bardzo krótki czas i zaczęliśmy wymieniać się pomysłami na temat jakiejś współpracy. Zapytali, czy mogę przyjechać, a ja powiedziałem „tak, absolutnie, w każdej chwili, po prostu dajcie mi znać, a będę tam”. I oto jestem w Londynie!” (LINK). 

To są jednak szczegóły. Jakby nie było, jedno jest pewne: w efekcie otrzymaliśmy absolutnie genialną płytę. Budd opowiadał o procesie nagrania tak:  Praca z zespołem nie różniła się zbytnio od pracy z Brianem. Rezultat z Cocteau Twins jest taki, że album The Moon and the Melodies nie jest tak naprawdę albumem Cocteau Twins i i jednoczenie nie jest albumem Harolda Budda ale jest czymś, co bez tych czterech osób by nie powstało. Robyn Guthrie (gitarzysta Cocteau Twins) wyprodukował album, Liz Fraser (wokalistka) została zaangażowana po przygotowaniu kawałków instrumentalnych. Wybrała utwory, z którymi mogła popracować i zrobiła to (LINK).

A tak wyglądają jego wspomnienia z okresu nagrywania płyty: Ja w zasadzie spędzam większość czasu na nagrywaniu. Robin ma studio w North Acton. To 16-ścieżkowe studio i codziennie robimy tam podstawowe nagrania, a on zabierał je do 24-ścieżkowego studia w celu ich zmiksowania. Muzyka to głównie improwizacje. W tym przypadku wszyscy biorą na siebie winę i uznanie w równym stopniu, więc jest to swego rodzaju działanie zbiorcze. Już na początku utworu jest całkiem oczywiste, że coś się dzieje, wiadomo, co i gdzie dzwoni. Jest to nieustanny proces twórczy w studiu, ponieważ nic nie jest zapisywane. Naprawdę bardzo niewiele rzeczy było z góry zaplanowanych: wystarczy nagrać kilka ścieżek i zobaczyć, czy się podobają.


Sądzę, że Elizabeth Fraser do tej pory umieściła wokalizę w jednej piosence. Najwyraźniej jej metoda pracy - na którą wyrażam absolutną zgodę - polega na zabraniu do domu nagrań utworów instrumentalnych, a następnie dokomponowaniu słów i melodii. Robi coś, co jest dla niej wygodne i wydaje się skutkować, i to jest jej sposób pracy. 

Na pytanie o metodę uzyskania specjalnych dźwięków odparł tak: Cóż, jest nieco ograniczona. Mam filozofię, że trzeba używać tego, co się ma. Nie potrzebujesz zbyt wielu rzeczy, ale w pełni wykorzystujesz wszystko, co jest. To, z czego korzystam teraz, jeśli chodzi o mój własny wkład, to elektryczny fortepian Yamaha i klawiatura samplująca Mirage. Robin jest oczywiście gitarzystą, a Simon basistą, chociaż czasami całkiem dobrze gra na pianinie. I jest tam bardzo dużo outboard equipment, które działają bardzo dobrze. To właśnie daje dźwięk Cocteau Twins - to rzeczy, których używają. Przede wszystkim jest to Yamaha SPX90, który jest absolutnie niesamowity... niesamowity instrument. (LINK).

Doświadczenie pracy w Londynie było tak interesującym doznaniem dla Budda, że planował on nawet pozostanie w Europie, lecz okoliczności życiowe zmusiły go do powrotu do Kalifornii. Muzyk szczerze podał powód: No cóż… było trochę traumy. Mieszkałem z dziewczyną i miałem zamiar spędzić resztę życia w Anglii, ponieważ kupiłem mieszkanie - byłem właścicielem nieruchomości (…) - ta dziewczyna, z którą mieszkałem, o której myślałem, że jest na zawsze, okazała się nie być na zawsze. Więc… nie sprzedałem swojego mieszkania, ale dałem je jej, mogłem sobie na to pozwolić. To było smutne pożegnanie, wyjechałem do Los Angeles, gdzie była wytwórnia Eno (…)  znalazłem mieszkanie od razu w LA, wynająłem, doskonale wiedząc, że nie będę już mieszkać w Ameryce, ale musiałem… (…) i oczywiście związałem się z inną dziewczyną i jedna rzecz doprowadziła do drugiej, a jedną z tych rzeczy było to, że mieliśmy dziecko. Więc nie wróciłem. Nie wróciłem (LINK). 

Wychodzi na to, że na życie i kierunek twórczości Harolda Budda największy wpływ miały przypadki i znajomość z Brianem Eno. Z tekstów wywiadów wypływa jednak przy okazji obraz samego muzyka: skromnego, wrażliwego człowieka, który nigdy nie przypisywał swojej muzyce szczególnego znaczenia ani nadzwyczajnego talentu. Wydaje się tworzyć w cieniu innych. Bo rzeczywiście pracował z wieloma indywidualistami. Wspomnieliśmy o Brianie Eno oraz Robyn Guthrie, Elisabeth Fraser i Simonie Raymonde. Lecz początku lat 80 zaliczył jeszcze epizod z wytwórnią Les Disques Du Crepuscule (pisaliśmy o niej TUTAJ). Skomponował dla niej na album wydany na kasecie From Brussels With Love utwór Children On The Hill. Obok niego znalazły się tam także nagrania innych artystów: Gavina Bryars, Michaela Nymana i Robina Guthrie.

Z tym ostatnim przyjaźnił się ponad 30 lat. Wspólna praca przy albumie The Moon and the Melodies nie zakończyła ich twórczych kontaktów. Obaj później wydali jeszcze kilka albumów, w tym prezentującą muzykę do filmów Grega Arakiego: Mysterious Skin (2004) i White Bird and a Blizzard (2014). Ostatni Another Flower wyszedł w 2020 roku , cztery dni przed śmiercią Budda. 

Harold Budd współpracował również z Andym Partridge z XTC przy albumie Through the Hill (1994), Johnem Foxxem przy albumie Translucence / Drift Music (2003) oraz z Jah Wobble przy Solaris (2002). W 2009 na płycie U2 pt. No Line to the Horizon, Budd współtworzył piosenkę Cedars of Lebanon.

Jeszcze wiele by można napisać jeszcze o muzycznych drogach, którymi podążał. Tak samo jak i o fascynacjach malarstwem: abstrakcjami Marka Rothko, Jacksona Pollocka, Marka Tobeya, obrazami Edwarda Hoppera i Dante Gabriella Rosetti…

Tak naprawdę nie jestem muzykiem – powiedział zaskakująco szczerze w wywiadzie po osiemdziesiątce. Albo o ile jestem muzykiem, nie jestem osobą wszechstronną. Jako muzyk mogę zrobić bardzo niewiele. Jedyne, co mogę zrobić, to właściwie to, co robię. Myślę, że dla niektórych jest to strasznie restrykcyjne, ale dla mnie tak nie jest. O Boże, tylko zarysowałem powierzchnię. (LINK).

Cóż jeszcze dodać? Artysta – uznany mistrz delikatnych brzmień fortepianowych - nie posiadał fortepianu. Bo mieszkanie z instrumentem obrażałoby jego zmysł estetyczny. Zaskakujące? Nie bardziej niż kolejne jego stwierdzenie: Nie przepadam za muzyką - prostu nie słucham muzyki - w ogóle! (LINK).

Harold Budd pozostawił trzech synów: Matthew i Terrence, z pierwszego małżeństwa z Paulą Katzman; i Hugo, z małżeństwa z Ellen Wirth, która zmarła na raka w 2012 roku. Pod koniec życia mieszkał z Else, swoją dziewczyną, w South Pasadena w Kalifornii (LINK).

Oto zapis jednego z ostatnich koncertów w ramach festiwalu  Big Ears 2019, w Church Street United Methodist w Knoxville, na którym wykonano jego trzy kompozycje. Chyba nikt tak jak on potrafił zagrać ciszę… 


Inne wywiady: (LINK). Strona internetowa muzyka: (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



niedziela, 19 listopada 2023

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Stars and Topsoil (1982-1990) - składanka Cocteau Twins z doskonałą szatą graficzną Vaughana Olivera

 


Tak się złożyło, że trzecia niedziela z rzędu poświęcona jest na naszym blogu dokonaniom Cocteau Twins. Dziś wydawnictwo z 2000 roku, kompilacja wydana zapewne w celach podtrzymania legendy sztandarowego zespołu z 4AD. Jednak w przypadku tego wydawnictwa, Vaughan Oliver przeszedł samego siebie. Szata graficzna jest imponująca, a była ku temu możliwość, bowiem 4AD wykazało się wyjątkowym rozmachem. Wytwórnia przyzwyczaiła nas do skromności, wydawnictwa z lat osiemdziesiątych zawierały zwykle dość skromne okładki, względnie Oliver dodawał grafikę na kopertach. Tutaj mamy coś zgoła odwrotnego. Piękne to mało powiedziane, grafiki jak zwykle dopracowane, epatują tajemniczością, jakimś spokojem i jak zawsze odrobiną nostalgii.


Wewnątrz znajduje się komentarz Alana Warnera z Dublina. Autor zaznacza, że muzykę zespołu można traktować jako swoistego rodzaju zoo - krainę różnorodności która zadziwia a w której, tak jak w prawdziwym zoo, nie obowiązuje żaden dress - code. Autor uważa, że prezentowana kompilacja (swoją drogą ktoś w 4AD przeoczył i nie zmieniono słowa CD na słowo winyle) pokazuje jak daleką drogę przeszli muzycy z zespołu, którzy karierę zaczynali w małym miasteczku Grangemouth, pełnym rafinerii i fabryk chemicznych. Wspomina zdjęcie z wczesnego okresu, kiedy tam mieszkali, na którym widać uśmiechniętą Frazer, między jakże młodymi dwoma muzykami, patrzącymi z zaciekawieniem, tak jakby chcieli powiedzieć, że wkrótce świat muzyczny stanie przed nimi otworem (być może myślał o zdjęciu poniżej). 


Porównuje Cocteau Twins do takich kapel jak PIL, Can, Beefeart czy Last Exit, które zamknięte były w bańce swojej unikatowości. Uważa, że ich debiut, jak i kolejne dwa albumy (w tym Treasure) doskonale wypełniły pustkę epoki post Joy Division. Cocteau Twins byli unikalni, ale też i bardzo pracowici, zaskakując cały czas nowymi EP-kami. Mimo tego, że zmieniali styl, zawsze brzmieli unikatowo, i zawsze inaczej niż inne zespoły. 


Autor uważa, że centralnym punktem muzyki zespołu jest wokal Elizabeth Frazer, naśladujący instrument, co czyni muzykę zespołu podobną do powierzchni wody falującej w płytkiej zatoce. Uważa, że ten rodzaj śpiewu pozwala na to, iż każdy z nas słyszy taki tekst, jaki sam chce, co czyni muzykę zespołu jeszcze bardziej uniwersalną.
 

Muzykę Cocteau można porównać do dokonań Can, z wokalem Damo Suzuki. Zwłaszcza istnieje podobieństwo do albumu Future Days. Damo miał swój styl śpiewu, mieszał języki i wymyślał własne słowa. Igor Strawinski kiedyś powiedział, że jest jedynie naczyniem, przez które płynie jego muzyka. Podobnie można powiedzieć o Cocteau Twins. Mimo że od 1996 zespół nie gra już razem, Warner wyraża nadzieję, że to nie koniec. Nie ma artystów, są ich dzieła, i możliwe że zespół jeszcze wróci, żeby zakończyć pracę nad swoim niedokończonym albumem, a on znowu poczuje się jakby jego zoo ożyło...

Album obejmuje 18 utworów i pokazuje przekrojowo rozwój zespołu. Mamy tu muzykę poczynając od Garlands, a kończąc na Heaven or Las Vegas (uznany niedawno za najlepszy szkocki album muzyczny) i singlu Iceblind Luck z 1990 roku. To bardzo dobra przeglądówka dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z muzyką zespołu. Każdy znajdzie bowiem tutaj coś miłego dla siebie, poczynając od typowiej zimnej fali, przez dreampop, kończąc na czymś, co eksperci nazwali ethereal wave. A za czym dziś tak tęsknimy...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

Cocteau Twins, Stars and Topsoil, 4AD 1990. tracklista: Blind Dumb Deaf, Sugar Hiccup, My Love Paramour, Pearly-Dewdrops' Drops, Lorelei, Pandora, Aikea-Guinea, Pink Orange Red, Pale Clouded White, Lazy Calm, The Thinner The Air, Orange Appled, Cico Buff, Carolyn's Fingers, Fifty-Fifty Clown, Iceblink Luck, Heaven or Las Vegas, Watchlar.


środa, 15 grudnia 2021

Z mojej płytoteki/ z katalogu 4AD: Cocteau Twins - Sunburst and Snowblind

 


Krótko po nagraniu swojego drugiego albumu Head over Heels (opisanego TUTAJ) w 1983 roku, Cocteau Twins nagrywają maksisingiel Sunburst and Snowblind. I choć maksisingiel ten ukazał się na wznowieniu CD z drugim albumem, to samego wydawnictwa jeszcze u nas nie omawialiśmy. 

Przypadek Cocteau Twins przypomina nieco to co stało się z muzyką the Stranglers między albumami La Folie i Feline. Tam pięknym łącznikiem między punkiem a new-romantic stał się znakomity walczyk Golden Brown, tutaj omawiamy dziś maksisingiel jest pomostem między zimną falą, a tym co zespół pokazał na Treasure, nagranym po omawianym dziś maksisinglu. 

Dlaczego tak się stało? Niewątpliwie jest to zasługa Ivo, który zawsze mobilizował zespoły ze swojej stajni do rozwoju. Ale można dopatrywać się też wpływu samych muzyków. Ivo powiedział o tym wydawnictwie:

Związek Robina i Liz i ich muzyka właśnie rozkwitały. Head Over Heels pokazał niezwykły postęp, zwłaszcza jeśli chodzi o śpiew Elizabeth. Nagrana niedługo potem The Peel Session zawiera mój ulubiony wokal Liz, w wersji utworu „Hitherto”. To utwór, który puszczam ludziom, jeśli nigdy nie słyszeli Cocteau Twins.

Krytycy (np. Ian Pie z Melody Maker) zarzucali temu wydawnictwu, że tak jak na początku Cocteau Twins wzorowali się na Joy Division, tak teraz przeszli do zżynania z Siuoxsie and the Banshees. Dzisiaj wydaje się, że to były znacząco przesadzone opinie. 

Jak zwykle bajeczna muzyka zespołu oprawiona jest w bajeczną okładkę zmarłego zaledwie dwa lata temu Vaughana Olivera (pisaliśmy o nim TUTAJ). Kwiat goździka wtopiony jest w jakiś ocean ołowiu...




Tracklista to zaledwie 4 piosenki i są to ostatnie w których Frazer używa słów, bowiem od Treasure jej głos naśladuje instrument. 

Sugar Hiccup ma bardzo pokręcony tekst, z interpretacją od opisu doznań erotycznych począwszy, a skończywszy na kołysance dla dziecka Elizabeth. From the Flagstones, też mimo pięknej melodii w warstwie tekstowej jest dość trudny do zrozumienia, kogo autorka widzi z różnych perspektyw? Hitherto, jak można wyczytać ze słownika wyrażeń używanych przez zespół (na oficjalnej stronie 4AD TUTAJ) oznacza do czasu. 

Ukryta pod twoim ciężarem 
Nie mogłam powiedzieć 
Że twoja głowa jest tak głęboko
Ukryta na jej sekretnym koncie 
Musiałam więc pozwolić jej damskim dziurom...

Singiel kończy Because of Whirl-Jack, najkrócej mówiąc o lataniu.

Patrząc z perspektywy czasu jednak dobrze, że Frazer przestała pisać teksty. Co nie zmienia faktu, że Sunburst and Snowblind to znakomite wydawnictwo. 


Cocteau Twins - Sunburst and Snowblind, 4AD, 1983, tracklista: Sugar Hiccup, From the Flagstones, Hitherto, Because of Whirl-Jack


Klasyk, i jak na klasyka przystało dostaje maksa. Trzeba im wynagrodzić wyprzedzenie swojej epoki.

My wracamy jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 27 grudnia 2020

Z mojej płytoteki: Cocteau Twins - Head over Heels, Sunburst and Snowblind, czyli między Garlands a Treasure

Jakiś czas temu opisywaliśmy na naszym blogu znakomity debiut Cocteau Twins, album Garlands z 1982 roku (TUTAJ), oraz sesję dla Johna Peela z czysto zimnofalowym repertuarem z tamtego okresu (TUTAJ). 

Dzisiaj pora na muzykę, która w znakomity sposób pokazuje ewolucję twórczości Cocteau. Jest to album Head over Heels w wersji z winylu z epoki, oraz w wersji CD - tutaj wydany w połączeniu z maksisinglem Sunburst and Snowblind, który ukazał się chwilę po opublikowaniu albumu Head over Heels. 

Wydawnictwa opatrzone są znakomitymi okładkami zmarłego rok temu Vaughana Olivera, kreatora stylu artystycznego 4AD w tamtym okresie (pisaliśmy o nim TUTAJ), artysty który opuścił nas 29.12.2019... Ponieważ warstwa tekstowa piosenek z prezentowanego dziś albumu jest delikatnie mówiąc uboga i dość trudna do interpretacji, postanowiliśmy w tym wpisie skupić się na czymś innym, bowiem po porównaniu szaty graficznej CD i winylu naszła nas pewna refleksja. 

Otóż w odwiecznej dyskusji co jest lepsze - CD czy winyl, audiofile skupieni są na stronie dźwiękowej. Fani zapisu cyfrowego podkreślają czystość dźwięku, fani płyty winylowej, charakterystyczne delikatne trzaski i głębię uzyskiwaną z odtwarzania zapisu analogowego. Mało kto natomiast zwraca uwagę na okładki, a różnica w przypadku prezentowanych dziś wydawnictw jest diametralna. Warto spojrzeć jak znakomicie prezentuje się okładka winylu z epoki - jest to jedna z lepszych okładek Olivera. Porównując ją z okładką Garlands widać i u niego ewolucję stylu, nie ma jak na okładce Garlands postaci, jest coś zdające się przypominać stopiony ołów, w który (po drugiej stronie okładki) wtopiony jest kwiat...



Na wersji CD niestety tego efektu się nie zobaczy... Okładka bowiem jest bez porównania uboższa...



CD z powodu rozmiaru zdecydowanie nie jest w stanie przenosić efektu 3D jaki uzyskał Oliver. I jeszcze jedno - brak w wersji CD wkładki, w której umieszczona jest płyta winylowa. Na niej znajdujemy nie tylko ciąg dalszy znakomitej kompozycji wizualnej, ale i fantazyjnie wpleciono tytuły.



Wersja CD niestety jest tylko ubogim krewnym, i wygląda tak:


Dodatkowy efekt w przypadku omawianej płyty uzyskano na wklejce krążka, czego nie ma na CD. 

Tyle, jeśli chodzi o porównanie CD i winylu. Nie dyskredytujemy wersji cyfrowej, jest niezastąpiona w aucie, albo podczas prac domowych kiedy nie chce nam się obracać winylu, niemniej samo obcowanie z wydawnictwem stawia słuchacza na zupełnie różnych poziomach abstrakcji, jeśli rozważać obie wersje.
  


Muzycznie już od pierwszego utworu: When Mama Was Moth uderza zmiana stylu, w stosunku do debiutu zespołu. Gitary nie są już tak zimne, pojawia się fortepian, brzmienia są bardziej akustyczne. W warstwie tekstowej trudno jednoznacznie zinterpretować o czym jest ten utwór - być może chodzi tutaj o oślepiający wybuch (nuklearny?). Po nim spokojny i znowu bardzo akustyczny Five Ten Fiftyfold, zdecydowanie jeden z lepszych utworów na płycie, pojawia się saksofon, który za jakiś czas będzie nieodłącznym elementem brzmienia Cocteau. Analiza tekstu tej, jak i kolejnej piosenki Sugar Hiccup prowadzi do wniosku, że muzycy kierowali się w tej warstwie w stronę awangardy. Może to dobrze, że finalnie Frazer zaczęła śpiewać udając instrument? 

In Our Angelhood jest piosenką z tekstem o zagłaskiwaniu kogoś na śmierć a Glass Candle, Grenades posiada całkiem interesujące riffy. In the Gold Dust Rush zdaje się być samokrytyką (?) wokalizy Frazer a The Tinderbox (Of a Heart) to chyba najsłabszy utwór całego albumu. Multifoiled to piosenka o jakiejś zmianie w osobowości autorki - pozbywa się męczącego ją uczucia, by stać się bardziej wartościowa. My Love Paramour i Musette and Drums  to dwa ostatnie utwory zamykające ten znakomity album.

W recenzjach z epoki podkreślano, że na Head over Heels można doszukiwać się pierwszych prób zmian stylu śpiewu Frazer. Być może tak jest, niemniej ewidentna zmiana stylistyki w warstwie muzycznej jest słyszalna gołym uchem. Na obie zmiany, zarówno sposobu śpiewu jak i w pełni dojrzałe, akustyczne brzmienie, przyjdzie pora na kolejnej płycie zespołu, arcydziele Treasure, które opisaliśmy TUTAJ.  

Na omówienie innych płyt Cocteau zapraszamy wkrótce, i jeśli chcecie je poznać czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Cocteau Twins, Head over Heels, 4AD 1983, producenci: Cocteau Twins, John Fryer, tracklista: When Mama Was Moth, Five Ten Fiftyfold, Sugar Hiccup, In Our Angelhood, Glass Candle, Grenades, In the Gold Dust Rush, The Tinderbox (Of a Heart), Multifoiled, My Love Paramour, Musette and Drums, Sunburst and Snowblind, 4AD 1983, producenci: Cocteau Twins, John Fryer, tracklista: Sugar Hiccup, From the Flagstones, Hitherto, Because of Whirl-Jack.

    

niedziela, 16 lutego 2020

Z mojej płytoteki: Cocteau Twins - Garlands - oblicze wielowymiarowego chłodu

Niespełna rok po śmierci Iana Curtisa z Joy Division, Cocteau Twins wchodzą do studia w Londynie i nagrywają. Gdy wszystkim wydaje się, że Closer Joy Division to maksimum chłodu jaki daje się osiągnąć w muzyce, szkockie trio nadaje chłodowi zupełnie nowe oblicze. Można powiedzieć wielowymiarowe. 

Po pierwsze, mamy monotonny automat perkusyjny, po drugie dość schematyczny bas. No i gitary - te odwalają tutaj większość roboty w tle. Klimaty jakie udało się wytworzyć Robinowi Guthrie, który gra jakby w kontrze do sekcji rytmicznej, są pełne przestrzeni, chłodnego powietrza, nostalgii. Stanowią absolutnie niesamowite tło na którym wokal Elizabeth Frazer rysuje się wyraźną czarną kreską. 

W tamtym czasie Cocteau śpiewali jeszcze teksty, by później Frazer tak jak Liza Gerrard z Dead Can Dance wypracowała swoisty styl głosu naśladujący instrument.

Płyta zaczyna się od piosenki Blood Bitch -  na nasze Krwawa Suka. Pamiętam w jakie zakłopotanie tytuł ten wprawił Tomasza Beksińskiego, który przetłumaczył go w wersji poprawnej jako Postać we Krwi... Piosenka ma mocne momenty, i zdaje się, że główna bohaterka nie jest obdarzona miłością, za to jest zmienna i pełna przeciwieństw. Po niej  Wax and Wane - mroczny tekst w którym być może chodzi o kolejne fazy księżyca podczas których rozgrywają się dość mroczne sceny z udziałem zła. But I'm Not - jeden z lepszych utworów albumu jest kontynuacją mrocznych klimatów. Na sposób dynamiczny...

Bolesne historie
Znam wszystkie jakie pokazali
Ona za to jest zbyt bogatą suką
By kiedykolwiek zrozumieć
Jest zbyt znana

Stworzenia z lasu umierają
Ale nie ja
Oferują ich martwe ciała
Ale mojego nie
 

Sami jesteśmy ślepi
Nic po płaczach
Dawanie i zdobywanie
Życząc męczennikom zadowolenia

Stworzenia z lasu umierają
Ale nie ja
Oferują ich martwe ciała
Ale mojego nie

Blind Dumb Deaf jest ciekawym utworem, choć jakoś zawsze dla mnie odstawał od reszty. W warstwie tekstowej opowiada o niemożności przełamywania barier, tak jak gdyby byśmy byli małymi dziećmi. Shallow Then Halo to absolutnie jeden z najlepszych utworów na albumie, a  po nim nastaje temat znany z twórczości Joy Division (warto zobaczyć TUTAJ). The Hollow Men...


Przypuszczam że jest
Dla wszystkich innych pustych pór
Dusza
Jak wydrążone dni
Puste miejsce
Pusta wolna
Zobacz
Więc jeśli się zgubię
W wydrążonym miejscu
Powolna
Zobaczę to
Jeśli będę ostatnia
Wszystko, stos, blokada, stos
Utknęłam
W niewoli 


Garlands jest piosenką o śmierci a Grail Overfloweth, kończący album -  o uczuciach:


Graal przelewa się
Znowu jestem
Ty i ja
Znowu jestem
Kiedy otwieram oczy
Znowu jestem
Jest deszcz
Deszcz


Wznowienie zawiera bonusy, i powiem szczerze, nieczęsto spotyka się, żeby te dorównywały poziomem albumowi. W przypadku Garlands tak właśnie jest... A jest tak dzięki dodaniu sesji dla Johna Peela z 1983 roku, którą opisywaliśmy u nas wcześniej (TUTAJ).

Na koniec jeszcze o okładce - to projekt zmarłego niedawno Vaughana Olivera (TUTAJ). Genialny projekt pokazujący jak chłód - główny bohater dzisiejszego wpisu, może przenikać słuchacza poprzez dźwięk. 

I pozostawać w nas na zawsze.     


  
Cocteau Twins - Garlands, 4AD, 1982, Producent: Cocteau Twins i Ivo Watts - Russell, Tracklista: Blood Bitch, Wax and Wane, But I'm Not, Blind Dumb Deaf, Shallow Then Halo, The Hollow Men, Garlands, Grail Overfloweth.
Więcej tekstów o Cocteau Twins jest TUTAJ. Będą nowe, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 13 listopada 2022

Z mojej płytoteki: Cocteau Twins i Heaven or Las Vegas, czyli w narkotycznym transie


Karierę Cocteau Twins miałem okazję śledzić w epoce, PR3 bowiem dbał o gusta muzyczne słuchaczy, no i był też Tomek Beksiński. Zaczęli od zimnego i mrocznego Garlands (pisaliśmy o nim TUTAJ) w roku 1982, dla mnie to jeden z najbardziej niedocenianych albumów wszechczasów. Później zaczęli szukać swojego bardziej unikalnego stylu, Ivo Watts Russel wiadomo, był wymagający (warto zobaczyć TUTAJ) i poszło. Ekstremum geniuszu to Treasure z roku 1984 (opisany TUTAJ), chyba możemy ustalić, że to najlepsza płyta zespołu, a po nim równie genialny album Victorialand (1986). 
 
Po Blue Bel Knoll, nawiązującym jeszcze do starego stylu, zespół nagrywa dziś prezentowany album i... ucieka w stronę komercji.
 
Płyta nagrana w 1988 roku, w dość trudnym dla zespołu czasie. Robin Guthrie mocno uzależnił się wtedy od narkotyków, Frazer oczekiwała z nim dziecka, dodatkowo zmarł wieloletni kibic i przyjaciel zespołu ojciec Simona Raymonde. Wszystko to spowodowało, że atmosfera podczas pracy była delikatnie mówiąc gęsta (można o tym przeczytać w wywiadzie TUTAJ).
 
 
Zmianę stylu zespołu widać też na okładce - niestety tym razem nie projektuje jej znakomity i zmarły niedawno Vaughan Oliver (warto zobaczyć TUTAJ). Autorem zdjęć są Paul West i Andy Rumball, którzy dostrzegają  zmiany w zespole, a grupa odchodzi od stosowanej zwykle stonowanej kolorystyki na rzecz krzykliwych czerwieni. Dopiero w muzeum 4AD możemy dostrzec, że okładka to zaledwie fragment większej całości, choć jak to bywa z okładkami 4AD trudno zrozumieć co autor miał na myśli:
 

Muzycznie mamy lżejsze i mniej mroczne klimaty do jakich zespół nas przyzwyczaił, jak na komercję piosenki nie są tak rozwlekłe i zapewne bardziej przebojowe. Dwa z nich promują album, Iceblind Luck:
 

Oraz tytułowy: 
 

Wszystko to sprawia, że Cocteau Twins zostali uhonorowani niedawno szczególną nagrodą The Scottish Album of the Year (SAY) Award za ten właśnie album. 32-letni Heaven or Las Vegas został wybrany przez 20 artystów z długiej listy nominatów, o czym pisaliśmy TUTAJ.
 
Co jeszcze? Frazer znowu śpiewa tutaj zwykłe teksty. Są one jak zawsze zawiłe i dość trudne do interpretacji. Do najbardziej chyba niedocenianych należy Pitch the Baby, który Frazer pisze dla swojego przyszłego dziecka.
 
Po tym albumie zespół kończy współpracę z 4AD i być może dlatego właśnie ich kolejne wydawnictwa nigdy nie zbliżą się nawet na milimetr do poziomu które wyszły spod oka Ivo. 
 
Co działo się później z muzykami zespołu opisaliśmy TUTAJ, związek Frazer i Guthrie nie przetrwał. Ale przetrwała muzyka i ta zostanie z nami już na zawsze.
 

 
Cocteau Twins, Heaven or Las Vegas, 4AD, 1990, realizacja: Cocteau Twins, tracklista: Cherry-Coloured Funk, Pitch the Baby, Iceblink Luck, Fifty-Fifty Clown, Heaven or Las Vegas, I Wear Your Ring, Fotzepolitic, Wolf in the Breast, Road, River and Rail, Frou-Frou Foxes in Midsummer Fires.
 


niedziela, 26 grudnia 2021

Ten album warto znać: Cocteau Twins - BBC Sessions, mało znane wydawnictwo

Zaczyna się od nagrań z sesji Johna Peela, którą opisywaliśmy TUTAJ, a która miała miejsce 15.07.1982 roku. Grają kapitalnie w klimatach pierwszego albumu Garlands (opisanego TUTAJ). Wax And Wane, Garlands znamy z albumu. Alas Dies Laughing pochodzi z ich EPki z 1.11. 1982 roku zatytułowanej Lullabies. Ukazała się ona kilka miesięcy po debiucie i zawierała trzy utwory nie mieszczące się na Garlands. Wśród nich ostatni z pierwszej sesji Peela - Feathers-Oar-Blades. 

Kolejne cztery piosenki to nagrania z drugiej sesji Peela z 22.01.1983 (opisanej przez nas TUTAJ). Należą do moich ulubionych, zespół bowiem lekko ocieplił gitary, ale wciąż nieżle chłodzi i trzyma niesamowity poziom... Genialny wokal, bas wszystko komponuje się w zupełnie odlotowe klimaty, sesja ta zresztą ukazała się wraz z poprzednią na wznowieniu Garlands na CD i jest tego jak najbardziej warta. Zatem rozbrzmiewają: Hearsay Please, Dear Heart, Blind Dumb Deaf, Hazel. 

Kolejne nagrania to trzecia sesja dla Peela z 4.10.1983 roku. Tutaj w sieci są sprzeczności między danymi z oficjalnej strony BBC (nie ma na niej tej sesji) a danymi ze strony zespołu. Uznajmy zatem, że BBC ma dziurę w danych, a zespół pamięta dobrze. Z tej sesji pochodzą: The Tinderbox (Of A Heart), Strange Fruit, Hitherto, From The Flagstones, Sugar Hiccup, In Our Angelhood, My Hue And Cry, Musette And Drums, Hitherto, From The Flagstones. Wprowadzają nas w klimaty swojego drugiego albumu pt. Head over Heels (pisaliśmy o nim TUTAJ). 

Kolejna seria nagrań, dokładnie cztery: Sugar Hiccup, In Our Angelhood, My Hue And Cry, Musette And Drums pochodzą z sesji z 10.10.1983 roku z taśm Karla Jensena, który zrealizował je dla BBC One. 

Drugi dysk (bowiem wydawnictwo ukazało się na podwójnym CD) otwierają trzy nagrania z show Saturday Night Live z 2.12.1983 roku. Hitherto, From The Flagstones, Musette And Drums - słychać jak zespół wtedy spisywał się na żywo. Pamiętam opinie z epoki kiedy osoby które pojechały zobaczyć na żywo Cocteau Twins, nie kryły swojego głębokiego rozczarowania.. Niestety wiele wtedy działo się przy stołach realizatorów nagrań trudno więc dziwić się, że Frazer nie dawała sobie z tym rady w wersji live. Choć nie ukrywam, że słyszałem gorsze koncertowe wersje piosenek zespołu. 

Kolejna sesja z 5.09.1984 wprowadza nas w epokę Treasure. Wokal Frazer znacznie się poprawia. Poza pierwszym utworem, Pepper-Tree, reszta jest z Treasure właśnie: Beatrix, Ivo, Otterley. Czemu nie zagrali Pandory? Reszta brzmi poprawnie, no ale jednak realizacja z 4AD to nie jest... Pozostałe 7 piosenek to sesje z późniejszego dorobku zespołu, dokładnie z 12.03. i 10.04.1996. 

Na koniec opinia Johna Peela. Ten uwielbiał głos Frazer, jak się wyraził - bardzo lubię ekstremalne wokale. Przez lata zawsze pojawiają się ludzie, którzy mieli naprawdę specyficzne głosy, które lubię – Beefheart, Marc Bolan, Rod Stewart, Elizabeth Frazer z Cocteau Twins, Mark Smith z The Fall - tacy właśnie jak oni (LINK).

Reasumując, wydawnictwo dostarcza nam przekroju przez całą karierę Cocteau Twins. Jak to się mówi: must have dla każdego fana zespołu. Pora zamówić...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 



Cocteau Twins - BBC Sessions, Bella Union 1999. Tracklista: Wax And Wane, Garlands, Alas Dies Laughing, Feathers-Oar-Blades, Hearsay Please, Dear Heart, Blind Dumb Deaf, Hazel, The Tinderbox (Of A Heart), Strange Fruit, Hitherto, From The Flagstones, Sugar Hiccup, In Our Angelhood, My Hue And Cry, Musette And Drums, Hitherto, From The Flagstones, Musette And Drums, Pepper-Tree, Beatrix, Ivo, Otterley, Serpentskirt, Golden-Vein, Half-Gifts, Seekers Who Are Lovers, Calfskin Smack, Fifty-Fifty Clown, Violaine. 

wtorek, 25 września 2018

Peel Sessions: Cocteau Twins jakiego nie znacie


Cocteau Twins (TUTAJ), jeden z filarów wytwórni 4AD (TUTAJ) nagrali w studio Johna Peela trzy sesje. I bardzo dobrze, że tak się stało bowiem udokumentowana została ewolucja jaką przeszła muzycznie ta grupa, a ewolucja ta jest czymś zupełnie wyjątkowym. 

Mało kto dzisiaj kojarzy Cocteau Twins z chłodnym zimnofalowym dość schematycznym brzmieniem, które zespół prezentował podczas nagrywania pierwszego albumu Garlands, i towarzyszących mu singlom. Później pojawił się drugi album Head over Heels, i tutaj wyraźnie widać było zmianę stylu, który w zasadzie osiągnął maksimum ideału na Treasure i przychodzącym po nim doskonałym Victorialand... 

Tę ewolucję my słuchacze konsumujemy mając wybór - albo dołować się klimatami takimi jak zaprezentowane dzisiaj, albo popaść w melancholię spokojnej, nostalgicznej i rozbudowanej instrumentalnie muzyki, jak ta pojawiająca się na późniejszych krążkach. Pierwsze płyty zawierają teksty, później sposób śpiewu Elizabeth Frazer to melancholijny głos udający instrument, coś jak Liza Gerrard z Dead Can Dance, czy Claire Hamill na swoim doskonałym Voices, gdzie w zasadzie nie ma już żadnego instrumentu poza głosem... 

Dzisiaj pierwsza sesja u Johna Peela (TUTAJ i TUTAJ)  i pierwsze wcielenie zespołu. Wyprodukowana została przez Johna O. Williamsa, inżynierami dźwięku byli Dave Dade i Mike Engles  a nagrania dokonano w Studio Maida Vale 4. Co ważne, sesja pokazuje, że od początku zespół podąża swoim własnym szlakiem. Mamy chłód gitary, schematyczny bas i automat perkusyjny. Ale proszę zwrócić uwagę na styl śpiewu Elizabeth Frazer. Jest na pewno czymś wyróżniającym, pełnym niepokoju, lęku. 

Sesję otwiera Wax And Wane  z pierwszej płyty zespołu Garlands. W odróżnieniu od nagrania z albumu automat perkusyjny jest bardziej płaski, również gitara gra nieco inaczej niż na albumie. Zwłaszcza zaskakuje solówka na końcu i samo zakończenie. Po nim Garlands, z wiadomej płyty, z ciekawym wstępem, znowu gitara brzmi inaczej niż na płycie, jest na pewno bardziej wyeksponowana. Wokal również jest inaczej zmiksowany, pojawiają się efekty nakładania partii głosowych, których nie ma na albumie. Ogólnie gry gitar, zwłaszcza na drugim planie to znak rozpoznawczy zespołu w tamtym czasie. Alas Dies Laughing - piosenka spoza albumu Garlands ukazała się później na rozszerzonych wersjach płyty. To bez wątpienia jedna z najbardziej ponurych piosenek zespołu:

Flaxen, the dress is born
Crush a crushing stone
Tie a starching walls
Wake takes a mumbling form
Wake takes a mumbling form 
 

Po nim Feathers Oar/Blades również spoza Garlands. Tutaj gitarzystę już zupełnie ponosi. 

Reasumując, kto nie zna Garlands i pojawiającej się w okolicach roku 1982 twórczości Cocteau Twins wiele traci, dziś to podwaliny nowoczesnej muzyki chłodnofalowej. Już na tym etapie pokazali, że są niesamowicie twórczy. 

A szczyty dopiero były przed nimi... 




Cocteau Twins - Peel Sessions, 15.07.1982. Wax And Wane,  Garlands, Alas Dies Laughing, Feathers Oar/Blades.