Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania rene magritte), posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania rene magritte), posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2018

Rene Magritte: nic nie jest takie jakim się wydaje

Dużą ilość okładek płyt zdobią reprodukcje lub kompilacje obrazów Rene Magritte'a (1898-1967) - o niektórych pisaliśmy TUTAJ. Rzeczywiście, twórczość tego belgijskiego surrealisty pasuje do muzyki undergroundowej, do muzyki new wave i wszystkich pokrewnych im nurtów. Co więcej, bez jego dzieł trudno wyobrazić sobie dzisiejszą reklamę i grafikę komputerową. Fascynujący jest fakt, że gdy obejrzymy wiele jego obrazów to zauważymy że malował w kółko te same przedmioty i rzeczy, tylko w różnych konfiguracjach. A mimo to jego twórczość fascynuje. W jego pracach powtarzają się jabłka, kule, mężczyźni w czarnych melonikach, parasole, chmurki na niebieskim niebie, ogólnie pozornie bardzo optymistyczne motywy. Ale to tylko pozory. Magritte mówił, że nic nie jest takie jakim się wydaje. I takie właśnie są jego obrazy. Tak naprawdę wywołują niepokój bo są niejednoznaczne. Malarz sam jest do nich podobny: na pozór wiódł życie mieszczanina o bardzo uporządkowanym, wręcz opartym na rutynie życiu: przez 24 lata mieszkał z tą samą żoną na przedmieściu Brukseli w małym domku, w którym nawet nie miał pracowni (malował w salonie). Ubierał się jak urzędnik bankowy, aż do śmierci malował w garniturze i krawacie. 

Po codziennej pracy przy sztalugach zawsze jechał tramwajem do Greenwich, znanej brukselskiej kawiarni, gdzie grał w szachy i wypijał jedną filiżankę kawy... Jednak życie tego z pozoru uporządkowanego człowieka nie było jednoznaczne: kochał swoją żonę ale gdy miał romans z malarką Sheilą Legge, namówił przyjaciela, poetę Paula Colineta aby ten odwrócił uwagę jego żony. Był mieszczuchem w całym tego słowa znaczeniu, ale po 1945 r. wstąpił do belgijskiej partii komunistycznej, chętnie czytał Hegla, Platona i Heideggera i był bardzo racjonalny. Posuwał się do tego że nazywał psychoanalizę Freuda pseudonauką bo nie akceptował teorii podświadomości.

Analogicznie, w jego obrazach tak wydawałoby się uporządkowanych, drobiazgowo wycyzelowanych jak gdyby przez komputerowy program graficzny, jakże często nic się nie zgadza. Oto pokój wypełnia ogromne jabłko, sięgające aż po sufit, mężczyzna na portrecie ma aż cztery ręce, a w klatce zamiast ptaka tkwi ogromne jajko... 

Nawet często powielany i umieszczany na okładkach płyt motyw kochanków z twarzami owiniętymi białym płótnem ma genezę tragiczną, wcale nieromantyczną. Otóż motyw zasłoniętej twarzy ma swe źródła z traumatycznym przeżyciu z dzieciństwa malarza, jego matka popełniła samobójstwo topiąc się w rzece. Odnalezione ciało miało twarz owiniętą kawałkiem tkaniny pochodzącym z ubrania. Mały Rene był przy tym, gdy znaleziono zwłoki i dlatego ten obraz co jakiś czas powraca na jego obrazach. 

Zresztą jego twórczość przechodziła różne fazy. Na początku był zafascynowany kubistami i futurystami. Sam uwielbiał powieści kryminalne zwłaszcza serię o Fantomasie. W 1918 r. zaczął produkować plakaty i reklamy potem wyjechał na krótko do Paryża i zachłysnął się surrealizmem. Jednak jego obrazy są jakże odmienne od dzieł Salvatore Dali. Są ładnie Popatrzmy np. na jeden z nich, zatytułowany Człowiek z gazetą z 1928 r. Podzielony na części dokładnie ukazuje to co podaje tytuł: człowieka w wykrochmalonym kołnierzyku czytającego gazetę, w pokoju z widokiem na zielone pola i czyste niebo. Ale obraz podzielony jest na cztery pola i wszędzie jest to samo: krzesło, obraz na ścianie, okno, czyste niebo za nim i zielone pola. Wszystko jest identyczne, z wyjątkiem jednej rzeczy - nie ma mężczyzny. Jego krzesło stoi dokładnie tam gdzie było, wszystko jest to samo: stół, obraz, okno - ale nie ma człowieka. Obraz nie jest smutny, malarz ma do niego stosunek obojętny. Może z punktu widzenia Margeritte'a obraz istnieje a my nie i świat będzie tam gdzie jest kiedy nas na nim nie będzie. Lecz myślenie o tym w sposób taki sposób w jaki robił to malarz jest przerażające: kiedy wychodzimy z domu i zamykamy drzwi wszystkie przedmioty za nami nadal istnieją, choć nie mają świadomości że są. A my? Dziś jesteśmy, lecz czy tak pozostanie? Co będzie jutro?

Próbą znalezienia przez Magritte'a odpowiedzi na takie egzystencjalne pytania jest cykl obrazów Sztuka konwersacji (The Art of Conversation) która pokazuje dwie zagubione w świecie figurki mężczyzn w melonikach i czarnych płaszczach zatopionych w rozmowie. Zawieszeni między niebem a ziemią, zagubieni wśród drzew, czy ledwie zauważalni pomiędzy figurami szachowymi. Na innym obie postacie męskie są zawieszone w powietrzu ponad drogą i widocznymi u jej krańca górami. Górna część zajmuje niebo pokryte szarymi chmurami. Jednak to para mężczyzn przykuwa główną uwagę widza, który zauważa najpierw je, i nie tylko ze względu na ich dziwną sytuację, ale także z powodu ciemnego koloru ich ubrań, który kontrastuje z miękkim szarym odcieniem chmur i mglisty błękitem gór. Ta oniryczna scena jest namalowana bardzo realistycznie, wręcz z pełną iluzją trójwymiarowości. Jednak nic nie wydaje się w niej rzeczywiste. Użyta paleta barw z dominującymi kolorami, którymi są brąz, szary i biały (nieba i ziemi), dopełnionymi przez ciemny błękit gór. Natomiast paleta barw, która obrazuje chmury wprowadza pewien niepokój. Zróżnicowanie kolorytu chmur górnej części obrazu zdominowanej przez ciemnoszary i ugrowy, a ukazanymi nieco niżej miękkimi, szarymi chmurami daje złudzenie zawieszenia czasu, bo nie wiemy już kiedy dzieje się namalowana akcja, czy jest to ranek, południe czy zbliża się wieczór? Czy może zaczyna się burza, która porwie unoszącą się parę? Dwaj mężczyźni pojawiają się, jak gdyby zostali nagle podniesieni z drogi, niemal wniebowzięci...

Czy ta scena coś oznacza, czy tkwi w niej coś głębszego, czego pozornie nie dostrzegamy? Patrząc na obraz zadajemy sobie pytanie: o co tutaj chodzi? Co artysta miał na myśli? Kiedyś pytany o w ten sposób o sens takich scen malarz powiedział, że to nic nie znaczy, ponieważ tajemnica nic nie znaczy, jest niepoznawalna. Ten cytat zamyka drogę do poszukiwań znaczeń zauważonych symboli. Za to zdolność do wywoływania niepokojących myśli jest głównym powodem, dla którego malarstwo Magritte'a ma niewspółmierną wartość. Przedstawiając sceny podobne do marzeń, które przedstawiają codzienne życie, przedstawiają działania w sposób realistyczny, ale magiczny, Magritte przekonuje widza, by wykraczał poza rzeczywistość używając humoru i poprzez racjonalną analizę. Te metody - humor i rozum - są nieodzowne przy dobrej rozmowie i właśnie w taki sposób widzowie powinni myśleć o sile języka i możliwościach dialogu, patrząc na dwóch ludzi podniesionych z ziemi do nieba podczas rozmowy. Język, myśl i sztuka zmuszają nas do ponownego przemyślenia sensu naszego życia i jego perspektyw. Artysta w wydawałoby się prostym obrazie połączył te trzy rzeczywistości ludzkiej kondycji.

Malarz lubił opowiadać o swojej twórczości, kiedyś zauważył - Czasami gdy robię drzewo, jest to tylko drzewo. Ale drzewo jest najbardziej symbolicznym obiektem na ziemi, dlatego ludzie tak bardzo je kochają. Drzewa, ślimaki, chmury są dokładnie tym czym są: drzewami, ślimaki ślimakami i jeśli staną się czymś innym, może to wynikać to z tego, że ktoś patrzący na obrazy często narzuca im symbolikę lub nadaje jakieś znaczenie. Patrząc na kolejny obraz, który malowany był przez niego w rozmaitej konfiguracji widzimy drzewo, które do końca nim nie jest, bo jest bezlistne, wyglądające jak ażurowy liść, z którego po zimie pozostały jedynie nerwy... Drzewo stoi samotnie na bezkresnym polu na którym leży biała kula. Patrząc na to wszystko zaczynamy automatyczną grę w skojarzenia - drzewo, symbol kosmosu, wszechświata, a może drzewo rajskie, natomiast kula to symbol nieskończoności i absolutu. A może to wszystko nic nie znaczy i ma tylko spowodować zamęt w naszym umyśle? Nic nie wiesz - zdaje się szyderczo mówić ze swoich obrazów Margritte - magik w meloniku, który niczym na pokazie cyrkowym wyciąga różne przedmioty, usuwa ściany i tworzy nowe krajobrazy.

czwartek, 30 marca 2023

Lubimy surrealizm, czyli obrazy Michaela Vincenta Manalo

Lubimy surrealizm - nurt w sztuce, który powstał w latach 20. XX wieku, kiedy to wielu artystów starało się stworzyć nową rzeczywistość, aby znaleźć sens w otaczającym ich świecie, zwłaszcza po traumatycznych zniszczeniach pierwszej wojny światowej – surrealizm wyjątkowo pasuje do szalonego świata XXI wieku. Zazwyczaj obyczajowe dziwactwa nasilały się u końca jakieś epoki, więc może wiek XX jeszcze nie skończył się i oglądamy ostatni paroksyzm najokrutniejszego stulecia w historii ludzkości? Poza tym surrealistami byli niezwykli artyści, tacy jak: Salvador Dali, Maximilien Ernst i Rene Magritte, co także jest powodem, dla którego, jak już wspomnieliśmy na wstępie – lubimy surrealizm…





 

Obrazy surrealistyczne powstawały często z inspiracji teoriami psychoanalizy, ukazywały w niecodzienny i absurdalny sposób podświadomość, sny i skrywane w pamięci wspomnienia. Teraz w surrealistycznej stylistyce tworzy wielu artystów, niejako kontynuując dziedzictwo owego nurtu, lecz tworząc dzieła z wykorzystaniem wszystkich mediów.



Nie raz jeszcze wrócimy więc do tego rodzaju sztuki, ale dzisiaj opowiemy o jednym twórcy: Jest nim Filipińczyk Michael Vincent Manalo, urodzony w 1986 roku i mieszkający w Taichung na Tajwanie malarz oraz redaktor magazynu o sztuce o nazwie Magazine 43.




Nam spodobały się jego fotomanipulacje nie tylko z racji stylu, ale również dlatego, że wśród artystów których podziwia wymienił Salvadora Dali, Rene Magritte’a, Michała Karcza i Zdzisława Beksińskiego (LINK).  Już samo to wystarczy aby nabrać ochoty do obejrzenia jego prac. Michael jest artystą wizualnym, który tworzy kierując się wyimaginowanymi wspomnieniami nostalgicznych i sennych fantazji. Nie są to jednak sielskie widoczki, a postapokaliptyczne, koszmarne kreacje, lecz aby odkryć ich naturę trzeba się im dokładniej przyjrzeć. Bo na pierwszy rzut oka są właśnie pogodne, wręcz idylliczne.




Michael oprócz malowania obrazów i obróbki cyfrowej zdjęć organizuje wystawy, prowadzi wykłady i warsztaty w wielu krajach, poza tym pracuje jako grafik dla firm wydawniczych i projektuje okładki albumów. A jakby tego było mało, sam także tworzy muzykę realizując od 2013 roku projekt Oort Cloud District zapoczątkowany w Tbilisi w Gruzji. Muzyka, którą tworzy, czerpie z wielu źródeł, od nostalgicznych wspomnień po refleksje nad wieloma sprawami dotyczącymi współczesnego człowieka żyjącego w mieście (LINK).





Co jeszcze robi? Instalacje, wśród nich nazwane przez niego Melancholia in Euphoria. Są to instalacje interaktywne, składające się z filmów wideo, które następnie są wyświetlane na syntetycznych chmurach w ciemnym pokoju (chmura jest chyba najbardziej ulubioną formą powtarzającą się często na jego obrazach) (LINK). Filmom towarzyszy muzyka, która ma za zadanie wraz z obrazami wywołać u widza poczucie spełnienia marzeń…

Przyznacie, że całkiem sporo jak na jednego artystę. Więcej można zobaczyć tylko na jego stronie TUTAJ.

czwartek, 16 marca 2023

NotooSTUDIO: podróże między światem projektowania wnętrz, a komunikacji wizualnej

Czy chcielibyście żyć na obrazach De Chirico (pisaliśmy o nich TUTAJ), Mondriana, Eschera czy Rene Magritte’a (pisaliśmy o nim TUTAJ)?  Nierealne? A właśnie że nie. Okazuje się, że we Włoszech działa zespół architektów, którzy zaprojektowali takie wnętrza, wyszukali przedmioty, meble tkaniny, pomalowali ściany i nadali mieszkaniom klimat z obrazów wspomnianych mistrzów. Zresztą spójrzcie sami. Nie trzeba nawet dawać obok odnośników aby domyśleć się w stylu którego malarza jest poszczególne mieszkanie:








Projekty zostały wykonane przez agencję notooSTUDIO (LINK)  określającą się jako „kreatywne włoskie laboratorium zajmujące się produkcją scenografii, wizualizacji 3D, aranżacją wnętrz i fotografią”, którą tworzy troje artystów i architektów wnętrz: Fabia Picchioni, Chiara Luzzatto i Riccardo Arletti. 

Zapoczątkowane nieustanne badania, oparte na umiejętnościach technicznych i artystycznych, pozwalają nam na podróże między światem projektowania wnętrz a komunikacji wizualnej, przez co towarzyszymy naszym klientom w rozwoju ich projektu, od badania produktu po jego wprowadzenie na rynek - tak swoje zadanie określili członkowie zespołu, zachowując przy tym w w kreacji minimalizm, lecz wprowadzając do nich elementy abstrakcji.





Morandi, De Chirico, Mondrian, Escher i Magritte  to  surrealistyczni malarze, z których każdy zostawił piętno na sztuce XX wieku. Aby wykonać wnętrza w ich stylistyce pracownicy Notoostudio zastosowali proporcje, kompozycję, pewne kształty i kolory. I to wystarczyło. Oczywiście nikt nie twierdzi że było to proste. Na pewno projekty te wymagały dokonania badań na podstawie których uchwycono proporcje siatek Mondriana,  łuki  i perspektywę dzieł  De Chirico oraz świat chimer i iluzji  Magritte’a. Jak niewiele jednak trzeba aby zamieszkać w świecie snu, w którym grawitacja nie jest wszechobecna…







 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 17 stycznia 2020

Zdjęcia, które powstały z naśladownictwa malarstwem: inny wymiar sztuki

Żadna forma sztuki nie istnieje w izolacji. Od kina po fotografię i modę - każda z dziedzin sztuk plastycznych zapożycza od siebie nawzajem. To dzielenie się doświadczeniami i inspirowanie jest naturalne. I często na styku różnych rodzajów działań artystycznych dzieją się najciekawsze rzeczy, powstają najbardziej wartościowe obrazy.

Dla przykładu, proponujemy naszym czytelnikom spojrzeć na zdjęcia, które powstały z naśladownictwa malarstwa. Aparat posłużył tu do reinterpretacji klasycznych dzieł, bardzo znanych, które nabrały przez to nowego życia w innym wymiarze.

A zatem po kolei:

Ofelia namalowana przez brytyjskiego malarza Sir Johna Everetta Millaisa zgodnie z fabułą   Hamleta Williama Szekspira, z wdziękiem płynie rzeką tuż przed tym, gdy tonie. Obraz swego czasu wzbudził skandal a przynajmniej wywołał mocne emocje. Nawiązał do nich Gregory Crewdson, który stworzył równie hipnotyzujące dzieło, lecz filmowe. Dziesiątki lat później, w 2012 roku kręcąc dokument o życiu w małym miasteczku w USA zatytułowany Brief Encounters, wykorzystał w jednym z kadrów obraz Millaisa (tutaj trailer  LINK).
Edward Hopper, powszechnie uznawany za najważniejszego malarza realistów Ameryki w  XX wieku, o którym pisaliśmy wielokrotnie TUTAJ  zajmuje obecnie szczególne miejsce w umysłach wielu fotografów.  Zauroczony nim Richard Tuschman stworzył cykl zdjęć o nazwie Hopper Meditations. Każdy z kadrów powstał w wyniku cyfrowego połączenia prawdziwego modela z dioramą wielkości domku dla lalek.
Narodziny Wenus to dzieło włoskiego malarza Sandro Botticellego i jeden z symboli epoki renesansu.  Wyobrażenie bogini miłości na wieki stało się kanonem kobiecej urody i doczekało się licznych naśladownictw. Wśród nich jest wizja fotografa Giuseppe Gradella. Portret jest częścią jego serii zdjęć Italian Renaissance, które opublikował w 2018 r.
Rene Magritte (pisaliśmy o nim TUTAJ)  i zadawane przez niego egzystencjalne pytania, w charakterystycznym, niezwykle minimalistycznym stylu, stały się wzorcem dla wielu fotografów. Jednym z nich jest Logan Zillmer co widać szczególnie na wykonanej przez niego fotografii zatytułowanej Looking for Sun, która bardzo przypomina popularny obraz Magritte'a p.t. Golconda na którym niczym deszcz z nieba spływają mężczyźni w melonikach. Bohaterowie Zillmera za to wstępują do nieba, szukając w nim drugiej strony. A może zostawionych tam meloników?

Flaming June to tytuł arcydzieła Sir Frederica Leightona, które powstało w 1895 roku. Przedstawia młodą kobietę, która śpi obok trującego kwiatu oleandra, co ma podkreślić delikatny związek między snem a śmiercią a może sugerować ostateczność sceny? Wzorując się na nim Annie Leibovitz zrobiła zdjęcie Jessice Chastain (aktorki dwukrotnie nominowanej do Oscara), które ozdobiło okładkę Vogue. Jednak aktora na nim ani myśli spać…

Malarz Egon Schiele, odnosząca sukcesy amerykańska aktorka Julianne Moore i znany niemiecki fotograf Peter Lindbergh specjalizujący się w zdjęciach pokazów mody - to połączenie zaowocowało pastiszem obrazu Seated Woman with Bent Knee.
Frida Kahlo, o której pisaliśmy TUTAJ stała się inspiracją dla szwedzkiego fotografa Fredrika Wannerstedta. Podczas jednej z sesji domu mody odtworzył jeden z najsłynniejszych autoportretów Fridy Kahlo, utrzymanym w równie jaskrawych barwach.

Przytoczone przykłady są hołdem składanym przez współczesnych starym, uznanym twórcom. A jednocześnie wzbogacają tamte dawne dzieła o emocje współczesnych ludzi. Warto samemu spróbować czegoś podobnego, choć na początek odradzamy pastisz Bitwy pod Grunwaldem czy Panoramy Racławickiej. Warto zacząć od czegoś skromniejszego lecz budzącego także mocne uczucia. Wzorowanie się na wielkich artystach może doprowadzić do stworzenia własnych, oszałamiających prac. A przynajmniej oryginalnych. Bo wystarczy trochę wyobraźni, tak jak tutaj:

Autorem powyższego zdjęcia jest jeden z uczniów średniej szkoły w Radomsku (LINK). Oczywiście wszyscy poznajemy pierwowzór upozowania modelki na zdjęciu – jest to słynna Dama z gronostajem Leonarda da Vinci.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie...

poniedziałek, 30 września 2019

Isolations News 56: Zagraj teściowej na pogrzebie, nieznane zdjęcia Joy Division, nowy klip, graffiti Curtisa, Molchat Doma - nowy singiel, Riverside i Magritte

Muzycy zespołu Section 25 (pisaliśmy o nich TUTAJ) publikują w mediach społecznościowych (TUTAJ) nieznane zdjęcia z koncertu ich zespołu z Joy Division i Minny Pops, 8.04.1980 roku, w Derby Hall w Bury. Autorem zdjęć jest Matthew Higgs, o którym pisaliśmy TUTAJ. Podczas tego koncertu doszło do awantury, którą wywołało zastąpienie Iana Curtisa przez Alana Hempstalla z Crispy Ambulance. Ian Curtis dzień przedtem popełnił nieudaną próbę samobójczą. Mimo tego, po wyjściu ze szpitala zabrano go na ten koncert i wg. Debory Curtis, zaśpiewał zaledwie dwa utwory, bo na więcej nie miał siły. To wywołało awanturę, przedstawioną na zdjęciach.  Tak zobrazowano to w filmie Artona Corbijna pt. Control.


Czy na zdjęciu 2 jest rzeczywiście Ian Curtis i Stephen Morris (tego drugiego jeszcze idzie poznać)? Skoro był wyczerpany i zaczął bronić pobitego wtedy Grettona, był to akt heroizmu. Niemniej według relacji jego żony, podczas zajścia siedział w barze na górze i płakał. Znalazł go tam szef Factory Tony Wilson.  O całym zajściu będzie u nas wkrótce w kolejnym odcinku Shadowplayers.

Z obowiązku jedynie odnotowujemy, że trwa żenada pod tytułem Joy Division reimagined videos. Tym razem uraczono nas tzw. teledyskiem Shodowplay. Nie wklejamy bo nam wstyd. W tym samym czasie the Beatles wypuścili teledysk Here Comes the Sun. Teledysk bez cudzysłowu.   

Trwa wystawa o wczesnym Factory Records, pisaliśmy o niej więcej TUTAJ, podając nawet link do wirtualnego katalogu. Nie przeszkadza to pisać o wystawie w mediach i ją nagłaśniać, co ma na celu artykuł opublikowany TUTAJ.

Skoro mowa o Factory - powyżej moja nowa dziarka... 2 godziny bólu i gra. Niedługo znowu o nich napiszemy, więcej TUTAJ.  
Historia ściany poświęconej Ianowi Curtisowi na ulicy Wallace Street w Wellington przedstawiona została w artykule TUTAJ. Pierwsze graffiti powstało tam w 1981 roku. Pamięć o nim trwa do dzisiaj, tak jak na naszej stronie...
Kocyk Joy Division? Za jedyne 50 USD można zakupić TUTAJ. My chętnie kupimy, ale pod jednym warunkiem - że można przykryć się nim przed kremacją. To nie jest łatwy temat, musi się bezpopiołowo spalać, w przeciwnym wypadku będziemy po wszystkim już na zawsze mieć go w sobie...

Skoro już jesteśmy w klimatach pogrzebowych, to najczęściej graną na pogrzebach piosenką jest... Atmosphere Joy Division, o czym pisaliśmy TUTAJ. 

Jeśli jednak umrze kiedyś Wasza teściowa zagrajcie jej najpiękniejszą solówkę wszechczasów, którą na Twitterze publikuje użytkownik Gal Gracen (TUTAJ), o ile będziecie w stanie cokolwiek zasugerować, bo pewnie będzie pijani. Z rozpaczy rzecz jasna....      


Cassandra Complex, o których pisaliśmy TUTAJ wydali remastering dwóch albumów, o czy poinformowali nas nasi przyjaciele z Czech TUTAJ.
     
Wydawnictwo Cherry Red wypuściło zestaw (4 płyty CD oraz książka) z wyborem twórczości zespołów z Sheffield, są tam klasyczne, znane piosenki oraz  utwory wcześniej niepublikowane z repertuaru  The Human League, Pulp, Heaven 17, Thompson Twins, BEF, Artery, ABC, Clock DVA, Hula, The Danse Society, In The Nursery, Treebound Story i wiele innych. W książce o formacie płyty CD i twardej oprawie są m.in. opisy zespołów i wspomnienia liderów grup. Więcej informacji, cena bookpacku, i zawartość płyt jest TUTAJ.

Molchat Doma (o których pisaliśmy i przeprowadziliśmy wywiad TUTAJ) chwali się swoim nowym singlem TUTAJ i TUTAJ. Nieźle.


29 listopada ukaże się specjalna trzypłytowa edycja wydawnictwa zespołu Riverside pt. Wasteland (TUTAJ). Nie pisaliśmy jeszcze o nich? I o solowym projekcie Mariusza Dudy Lunatic Soul też nie? O cholera. Wkrótce o nadrobimy.  
Nieco o sztuce. Muzeum Ixelles w Brukseli zamknięto z powodu remontu.  Arcydzieła malarstwa belgijskiego w tym 4 obrazy Rene Magritte'a (pisaliśmy o nim TUTAJ) będzie można oglądać do lutego 2023 r. w Muzeum w Lodève (więcej TUTAJ).
Często na naszym blogu piszemy o muzyce elektronicznej (TUTAJ). Alain Collin ukończył swój pierwszy film fabularny Le Choc de Future (Szok przyszłości) o początkach muzyki elektronicznej w latach siedemdziesiątych. Akcja filmu toczy się w Paryżu w 1978 r. Opowiada o tym jak to wówczas przemysł muzyczny był zdominowany przez mężczyzn.  

Ana, która chce odnieść sukces zaczyna tworzyć muzykę przyszłości wykorzystując instrumenty elektroniczne które dotąd używane były marginalnie... Podobno jest to komedia. Choć z trailera to nie wynika. Kolejna feministyczna nuda? 

Powstała książka o King Crimson (pisaliśmy o nich TUTAJ). Przedsprzedaż uruchomiono TUTAJ. A pozostając w temacie - cały czas toczy się proces między Robertem Frippem a spadkobiercami Davida Bowie o uznanie jego wkładu i współautorstwa dwóch albumów. Więcej TUTAJ.

Kolejne newsy już wkrótce, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.