Dzisiaj, w 42. rocznicę śmierci wokalisty Joy Division zapraszamy do odsłuchania bardzo ciekawego bootlegu wydanego w 2005 roku, a obecnie wznowionego przez niezależną wytwórnię Ozit i Morpheus Records. Wytwórnia ma swoją stronę TUTAJ i jej nakładem ukazało się kilka wydawnictw związanych z Joy Division. Niektóre z nich już u nas omówiliśmy, jak choćby Martin Hannett's Personal Mixes (TUTAJ) czy In The Studio with Martin Hannett (TUTAJ).
Omawiane dziś wydawnictwo wytłoczone jest na dwóch płytach 180 g i na purpurowym winylu w limitowanej edycji 500 kopii.
Szata graficzna nawiązuje do filmu, mamy tutaj jakby kadry z występu zespołu u Wilsona, gdy zagrali Shadowplay a w tle wmontowano film o CIA (pisaliśmy o tym TUTAJ). Nam jednak wydaje się, że wydawca nawiązuje do faktu, że tego feralnego wieczoru, Curtis miał obejrzeć Stroszka Wernera Herzoga. Czy go obejrzał tego nie wiemy, bowiem wspominał siostrze że ma taki zamiar, choć Colin Sharp kwestionuje ten fakt w swojej książce (TUTAJ).
W wydawnictwie zamieszczono kilka zdjęć, m.in. Cumminsa, Wormsa czy Slatterego. Trudno też powiedzieć, co autor miał na myśli tworząc taką a nie inną okładkę, na której jakiś mężczyzna (Herzog?) stoi za Curtisem spoglądającym przez cmentarny płot.
Cały album utrzymany jest w konwencji filmowej.
Wydawnictwo zawiera rarytasy, muzyka przeplata się z wywiadami. Niektóre z nich są lepszej, niektóre bardzo złej jakości. Zawarte są tutaj nagrania z epoki Warsaw (sesja RCA) jak i Joy Division (np. koncert w Paradiso,Effenaar, czy nagrania z Radio Blackburn). Ciekawostką jest wywiad z Martinem Hannettem z Rock On Radio.
Pełną tracklista z opisem źródeł wszystkich utworów można znaleźć TUTAJ.
Na koniec kilka słów o tym szczególnym dniu, bowiem fakty które poznajemy jako rezultat konfrontacji informacji z różnych źródeł, są coraz bardziej przerażające.
Chyba najbardziej przerażającym jest to co powiedział w jednym z wywiadów Stephen Morris. Otóż ktoś miał powiedzieć Curtisowi, że w USA nie lubią epileptyków (LINK). Jeśli to ten sam ktoś kto napisał później książkę, a w niej tego akurat nie opisał, to oznacza to, że owa książka jest delikatnie mówiąc mało wiarygodna.
Dowiedzieliśmy się, że żona Iana wcale nie wydała jego ukochanego psa z powodów finansowych, tylko ze zwykłej zemsty, żeby zrobić Curtisowi na złość. Tak przynajmniej twierdzi Terry Mason.
Kumulacja wszystkich tych faktów mogła doprowadzić do tego, że młody, niespełna 24 letni chłopak zwyczajnie nie wytrzymał.
I zagrał w swoim filmie, tym razem już po raz ostatni.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Ostatnia znana relacja filmowa związana z Joy Division pochodzi z 18 stycznia 1980 roku. Równo cztery miesiące przed tragicznym odejściem Iana Curtisa. Jej autorem jest Dick Verdult (ur. 1954) pracujący dla holenderskiej telewizji, który robił relacje z imprez muzycznych organizowanych w klubie Effenaar w Eindhoven (wszystkie nagrania Joy Division pokrótce opisaliśmy TUTAJ).
Jak do tego doszło? To znaczy - kto zorganizował ten występ? W holenderskiej prasie natrafiliśmy na relacje świadków i w miarę dokładne informacje o kulisach koncertu w Eindhoven (LINK).
Otóż okazuje się, że wszystko zdarzyło się za sprawą dwóch osób: Carlosa van Hijfte (ur. 1954), który na początku lat 80. pracował przez 5 lat w klubie Effenaar i prowadził sklep Bullit z płytami, gdzie sprzedawał bilety, oraz od Tona van Goola (ur. 1956). Po latach Carlos tak to pamiętał: Sklep z płytami był wtedy ważny. Szybko stałem się częścią środowiska, które kręciło się wokół muzyki, poprzez Bullit poznałem Tona van Goola (1956), który zabezpieczał nagrania na kasetach [magnetofonowych] z Effenaar od '78 do '82. Poleciłem mu Joy Division. Po przesłuchaniu Unknown Pleasurs podzieliłem się płytą z moimi przyjaciółmi i klientami. To wywołało szum.
Obaj zatem wybrali się na koncert zespołu w klubie Plan K w Brukseli. Występ zrobił na nich wielkie wrażenie, dlatego niedługo później Ton pojechał do Anglii, gdzie kupił kilka płyt różnych zespołów, także Joy Division. Po ich powrocie kierujący Effenaar nabrali chęci na usłyszenie grupy na żywo.
W organizację występu zaangażował się wówczas siedemnastoletni Rik van Iersel (ur. 1961), który na prośbę klubu zaprojektował plakat o Joy Division i zorganizował support Minny Pops (obecnie jest wziętym malarzem LINK). On z kolei tak o tym mówił zaufanie Tona van Goola było ogromne. Powierzenie mi tego zadania było ryzykowne. Porzuciłem szkołę młodo i nie miałem wykształcenia… Ale byłem zainteresowany muzyką. Joy Division poznałem dzięki Carlosowi z Bullit i Johnowi Peelowi. Byli na jednym z moich pierwszych plakatów który został wykonany bardzo prymitywnie. Mieszkałem sam i pracowałem dwa piętra pod ziemią w starej piekarni. Miałem silne nastawienie na działanie „zrób to sam”: wycinanie, wklejanie, stemplowanie i dużo markerów. Mogłem za to pójść na koncert za darmo i dostać kanapkę, haha! Tak, otrzymałem również dodatek dla wolontariuszy, ale to było mniej interesujące. Naprawdę chodziło o muzykę. Performance i plakat pozostały mi bardzo bliskie. Miałem okazję wziąć czynny udział w tym wieczorze. Naprawdę tak się czułem.
Plakat Rika został wydrukowany w nakładzie 150 egzemplarzy i rozwieszony w całym mieście. Promocja poszła tak dobrze, że po Eindhoven krążyła plotka o wysprzedaży wszystkich miejsc, co nie było prawdą, bo poszło tylko 300 z 500 biletów. Klawiszowiec Wim Dekker, wówczas dwudziestoletni, który opisuje siebie jako osobę nieśmiałą, przytłoczoną poczuciem braku przyszłości był wtedy był za kulisami i teraz może nam opisać co tam się działo: Atmosfera była przyjemna. Płynęliśmy w tej samej łódce i czuliśmy, że zmierzamy w tym samym kierunku. Peter Hook był najbardziej towarzyski z Joy Division, Ian prawie nic nie mówił i głównie patrzył w ziemię.
Ton van Gool miał podobne wrażenie: Joy Division miał pewien wizerunek, ale ten się nie potwierdził. Za kulisami było tyle samo imprezowania i picia piwa co zwykle. W szatni było pianino, więc potem zrobiła się świetna zabawa. Członkowie zespołu śpiewali piosenki znad klawiszy. Najbardziej przyjazną osobą był Peter Hook, przyjacielski i towarzyski. Byli po prostu 21-letnimi chłopcami. Nie mogę powiedzieć, że Ian Curtis był przygnębiony depresją. Był po prostu poważnym facetem. Zespół dotarł wcześniej do Effenaar i pamiętam, że całe popołudnie siedział i czytał. Nie miałem więc przyjemnej rozmowy. Także David Byrne siedział i czytał za kulisami przed swoim występem z Talking Heads w Effenaar. Okazało się, że ta książka to była Biblia.
A sam koncert? Obaj świadkowie zgodnie przyznali, że gra Joy Division zrobiła na nich ogromne wrażenie. Tym większe, że muzycy, w tym przede wszystkim Ian Curtis, zachowywali się na scenie diametralnie inaczej niż za kulisami. Wokalista był dynamiczny a jego taniec, dziwny lecz w tym znaczeniu że inny od wszystkiego co dotąd widzieli. Czuło się, że jest nieobecny duchem lecz że jest w nim moc zauważył Ton.
Hans Matheewsen (ur. 1956) który teraz jest redaktorem FRITS Magazine także tam był i zapamiętał koncert jako ogólnie słaby, poza występem Joy Division. W pokoju było ciemno, żadnych reflektorów a on stał dość daleko o sceny i w zasadzie widział tylko głowy muzyków. Dominował hipnotyczny bas gitary Hooka oraz tajemnicze i pesymistyczne teksty, ogólnie o braku przyszłości.
W trakcie koncertu doszło do niewielkiego incydentu: miejscowi fani Elvisa Presleya z gangu Rocking Rebels przyszli w sile około 15 osób i w pewnym momencie krzykami na jakieś pięć minut przerwali występ. Peter Hook coś im odpowiedział i sytuacja została opanowana. Carlos van Hijfte nagrywał na magnetofonie: „W tamtym czasie miałem Elcaset i nagrywałem z nim koncerty (można je odsłuchać TUTAJ). Te moje nagrania dałem pięciu osobom. Jedna puściła je w nielegalny obieg, nigdy nie dostałem za to ani grosza. Prawdopodobnie to z jego kasety wykonano późniejsze bootlegi.
Relację wideo z Joy Division w Effenaar wykonał, co podkreślamy (nagrań koncertów Joy Division jest niewiele) Dick Verdult, który nie należał do fanów grupy. On sam tak wspomina tamten wieczór: Byłem wtedy jednym z ludzi Neon TV, punkowego programu VPRO i nakręciłem wiele koncertów, ale to nie było dla mnie najważniejsze. Chciałem po prostu mieć dobry program, dla innych. Wcześniej filmowanie nie było powszechne. Niektórzy ludzie czasami chodzili po salach koncertowych z przenośnymi magnetowidami szpulowymi, ale ich użycie wymagało dużo światła. Prawdziwy film był drogi i niewielu mogło nagrywać obraz synchronicznie z dźwiękiem. Mój aparat Super-8 miał bardzo światłoczuły obiektyw, więc do uzyskania dobrego obrazu nie były potrzebne żadne dodatkowe lampy. Trzeba też powiedzieć, że tego wieczoru światło było bardzo dobre. Dramatyczne i centralnie skierowane na Iana Curtisa, który z kolei świetnie to wykorzystał, wisząc na statywie (LINK).
Obecnie Dick Verdult jest muzykiem i grafikiem, działa pod nazwiskiem artystycznym Dick el Demasiado, organizując wystawy sztuki realistycznej i neorealistycznej, jak ją nazywa, w Holandii, Korei i Meksyku. Ma własną wytwórnię płytową, gdzie publikuje swoje nagrania. Najbardziej znany jest w Ameryce łacińskiej. Od 1996 roku kilkakrotnie organizował na jej obszarze Festiwale Cumbia Experimental (czyli Festicumex). Jego twórczości nie da się zaszufladkować. Jest pomiędzy – między realizmem i surrealizmem, dadaizmem i pop-artem, muzyką elektroniczną, a ludową… (LINK).
Kiedyś jeden z dziennikarzy zadał mu interesujące pytanie: Bardzo znane jest wideo z Joy Division, które zostało nagrane przez ciebie w latach 70-tych w Holandii. Czy oglądanie ich na żywo w ogóle cię nie zainspirowało? Dick odparł: Zupełnie. Byłem punkiem, żyłem od dziesięciu lat z Jimim Hendrixem. Wierzyłem na przykład w Sex Pistols, The Fall, byłem znacznie głupszy, bardziej pracowity. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem winylową okładkę Joy Division, tę czarną z falistą grafiką, powiedziałem sobie: „Ile za tym kryje się inteligentnej koncepcji projektowej!”. Potem kiedy ich usłyszałem, to tak to przeżyłem: Był to wygenerowany dźwięk górujący nad emocją. Efektowna muzyka filmowa. Pracowałem wtedy dla punkowego programu telewizyjnego i między innymi nagrywałem koncerty solowe kamerą Super-8 i paskiem dźwiękowym. Nagrałem wiele innych zespołów. To nie było tak, żebym sobie powiedział: „podoba mi się Joy Division, zamierzam to sfilmować!”. (LINK).
To tyle jeśli chodzi o to znane nagranie koncertu. Ale z tego co można znaleźć w Interenecie, obecność Joy Division jest żywa w Eindhoven. Głównie we wspomnieniach starszego pokolenia, ale także jest to ważny fakt dla młodszego. Kto wie, co kryją przepastne domowe archiwa…
My je ujawniamy, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dzisiaj kolejny bootleg Joy Division z mojej obszernej kolekcji. Kupiłem go kiedy został wydany, czyli w roku 2006, na jednej z aukcji internetowych, zatem ma już 14 lat.
Zacznijmy od okładki, opatrzonej zdjęciem samotnego mężczyzny idącego przez pole. Wydaje się że chodzi o Iana Curtisa, i wcale nie jest wykluczone, że owa ziemia to słynna Jałowa Ziemia z dzieła T.S. Eliota, jednego z ulubionych poetów wokalisty zespołu (pisaliśmy o tym TUTAJ):
Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. Wywodzi Z nieżywej ziemi łodygi bzu, miesza Pamięć i pożądanie, podnieca Gnuśne korzenie sypiąc ciepły deszcz. Zima nas otulała i kryła Ziemię śniegiem łaskawym, karmiła Maleńkie życie strawą suchych kłączy.
Na górze okładki mamy wkomponowane zdjęcie zespołu wykonane przez Kevina Cumminsa na Epping Bridge (więcej TUTAJ). Jednak przerobione jako grafikę, a czcionka nie jest oryginalną czcionką użytą przez Petera Savillea na okładce Closer (LINK), która stała się znakiem rozpoznawczym na większości bootlegów.
Na drugiej stronie okładki znajdujemy jedno z serii zdjęć, jakie zespołowi zrobiła Jill Furmanovski, opisanych TUTAJ, a opublikowanych na reedycji Still z koncertem z High Wycombe Town Hall (warto zobaczyć TUTAJ). Jak widać album zadedykowany jest legendarnemu dziennikarzowi muzycznemu Johnowi Peelowi, którego sesje omawiamy od dłuższego czasu na naszym blogu TUTAJ, a który miał bardzo duży wkład w propagowanie muzyki Joy Division. Przypomnijmy, że zespół wystąpił w sesjach dla Peela dwukrotnie i zabrzmiał zupełnie niesamowicie (pisaliśmy o tym TUTAJ).
To Peel właśnie grał w swoich audycjach słynny singiel zespołu Licht und Blindhit wydawnictwa Sordide Sentimentale (warto zobaczyć TUTAJ), z powodu niskiego nakładu bardzo trudno osiągalny, a który ludzie nagrywali z radia na kasety i masowo kopiowali.
JohnPeel oznajmił słuchaczom o śmierci Iana Curtisa, 19.05.1980 roku:
Tyle o okładce, a teraz muzyka. Album bowiem zawiera jeden z najbardziej bootlegowanych koncertów zespołu z Effenaar w Eindhoven z 18.01.1980 roku - warto zobaczyć TUTAJ. Z tego koncertu pochodzi poniższe wideo:
Choć podczas koncertu zespół wykonał dokładnie 16 piosenek, na bootlegu znajdujemy ich 14 (opuszczono Disorder i Warsaw). Uwagę zwraca znakomicie wykonana wklejka na winylu:
zwierająca zdjęcie jakie wykonał w Plan K Philippe Carly (napisał o tym dla nas specjalny tekst TUTAJ).
Czy coś więcej możemy dodać? Wydaje się, że to wszystko, może jeszcze tyle, że czekamy na nowe bootlegi, które zapewne, wraz z tymi starszymi tutaj opiszemy.
Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie a tymczasem posłuchajmy jak to brzmiało wtedy, ponad 40 lat temu:
Joy Division - Day of the Lords, Effenaar w Eindhoven 18.01.1980, bootleg 2006, tracklista: Love Will Tear Us Apart, Digital, New Dawn Fades, Colony, These Days, Ice Age, Dead Souls, Day Of The Lords, Auto-Suggestion, Shadowplay, She's Lost Control, Transmission, Interzone, Atmosphere.
Chociaż sporo napisaliśmy na temat Joy Division, oraz wpływu tego zespołu na kulturę - zarówno na muzykę, jak i wkładu w jej rozwój wizualny (odsyłamy tu naszych czytelników do testów o projektach okładek i typografii TUTAJ) to stosunkowo mało opracowaliśmy zagadnienie dotyczące filmowania zespołu. Opisaliśmy wprawdzie te najważniejsze realizacje dokumentujące historię Joy Division, przede wszystkim 24 Hour Party PeopleTUTAJ i okazjonalnie Control (TUTAJ) oraz dokładne recenzje filmu Jamesa Nice'a: ShadowplayersTUTAJ, niemniej w naszym odczuciu to jeszcze za mało.
Dlatego chcemy zrobić przegląd filmów i wideoklipów, na których Joy Division zostali nagrani podczas występów. Są to nagrania głównego nurtu, czyli wykonane dla telewizji oraz te nieliczne, alternatywne niezależne działania medialne. Dzisiaj nawet trudno wyobrazić sobie tamten czas, świat lat 80., gdy kamery wideo były drogim, nieodstępnym dla szerszej grupy fanów rarytasem, nie było komórek z opcją nagrywania – gdy – w zasadzie nie do wyobrażenia! - nie było Youtuba.
Więc na początek pokażemy, z czym trzeba się zmierzyć. A więc najpierw – wideo wypuszczone przez Factory Ikon w 1982 r. (FAC 37) Here are the Young Men, na którym znajdują się nieliczne filmy nagrane wcześniej, w 1979 r., w klubie Plan K przez Michel’a Isbecque oraz w podczas koncertów w Manchesterze przez Bob’a Jonesa i Richarda Boona (o nim pisaliśmy TUTAJ) a także film autorstwa Dik’a Verdult z 18 stycznia 1980 z sześcioma urywkami dla holenderskiej telewizji z koncertów w Eindhoven i Effenaar.
Potem oczywiście trzy krótkie występy telewizyjne zespołu, do których doszło tylko dzięki Tony'emu Wilsonowi: dla telewizji Granada w dniach 20 września 1978 r., 20 lipca 1979 r. oraz dla BBC2 z 15 września 1979 r.
Można je zobaczyć dzięki późniejszym wydawnictwom, przede wszystkim dokumencie Joy Division Granta Gee z 2007 r.
Oprócz tego były jeszcze inne, może wymienimy je dla porządku abyśmy zobaczyli ile ich było:
-z 14 marca 1979 r. w Bowden Vale Club w Altrincham przez Malcolm’a Whiteheada (opisaliśmy to nagranie TUTAJ)
-z 23 marca 1979. The Factory Flick, film wyprodukowany dla Factory z występu w Scala Cinema, w Londynie,
-z prób w studio T. J. Davidson’a przez Malcolm’a Whiteheada (o filmowcu pisaliśmy nieco TUTAJ) i
-dwa wideoklipy: z 28 kwietnia 1980 z piosenką Love Will Tear Us Apart w
reżyserii Stuart’a Orme, drugi z tą samą piosenką umieszczoną w
końcówce filmu będącego kompilacją z kilku koncertów Joy Division,
znanego jako FAC37 Here Are the Young Men, o którym już była mowa..
Razem raptem 10 krótkich nagrań… Niewiele. I każdy film to cenny dokument, który trzeba przeanalizować i pisać. Jak widzicie, sporo pracy przed nami…
Jej owoce już wkrótce u nas, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
W dniu 25 stycznia 2019 r. John Cooper Clarke zwany bardem ze Salford ukończył 70 lat (LINK). Urodził się, co nietrudno obliczyć, w 1949 r. w Salford. Ten punkowy poeta, który sobie mówił, iż miał tę przewagę, że kiedy pojawił się punk on wyglądał już jak punk, w swoim mieście doczekał się statusu legendy. Debiutował przedstawieniami performance w latach 70-tych. W 1977 roku wydał swoje pierwsze winyle w niezależnej wytwórni Rabid, którą prowadził Martin Hannett, wśród nich była EP-ka Innocents:
Od 1979 roku koncertował z pop-poetą Lintonem Kwesi Johnsonem i dzielił scenę z Sex Pistols, The Fall, Joy Division, The Buzzcocks, Siouxie i Banshee, Elvis Costello i New Order. W 1980 roku jego album Cooper Clarke, Snap, Crackle and Bop, znalazł się na 26 miejscu brytyjskiej listy przebojów (producentem tej płyty również był Martin Hannett). Hannett który był współtwórcą większości podkładów wierszy Clarka, założył nawet zespół go wspierający: The Invisible Girls. Po latach charakterystyczna, chuda postać w butach z czubkami, dżinsach-rurkach, z rozwichrzonym gniazdem czarnych włosów i w czarnych okularach, stała się wyznacznikiem stylu.
W jednym z wywiadów poeta przypominał to, co Tony Wilson kiedyś o nim powiedział: Ja nie zmienię swojego życie w legendę, tak jak Baudelaire, Verlaine i Rimbaud. To nie będę ja, tylko John Cooper Clarke. Było to w czasach, gdy Wilson prowadził Haciendę, wiele lat przed powstaniem filmów Control oraz 24 Hour Party People. W ControlClarke zresztą wystąpił osobiście, ponieważ A. Corbijn uznał, że nikt go nie zagra lepiej niż on sam.
Jak bardzo był częścią kontrkultury lat 80. świadczą nagrania, strzępki gazet i inne artefakty z epoki, np.: program dla młodzieży Something Else w Radio Times i BBC, w którym nadano utwory Joy Division: Transmission i She's Lost Control, wywiad z Tony'm Wilsonem i Johna Cooper Clarke recytującego wiersz na schodach ruchomych w centrum handlowym. Poniżej fragment z recytacją Clarke i występem Joy Division:
Dziś John Cooper Clarke jest uważany za jednego z najważniejszych poetów i wykonawców Wielkiej Brytanii. Jego wpływ na wielu młodszych artystów jest ogromny. Przy obecnej modzie, wręcz obsesji na punkcie fenomenu punkowego lat 70. i 80., John Clarke stał się po prostu postacią kultową.
Arctic Monkeys nagrał cover jego wiersza (Wanna Be Yours), a w 2007 roku, jego najbardziej znany poemat: Evidently Chickentown (który pojawił się także w filmie Control) znalazł się w serialu The Sopranos (Rodzina Soprano). Wiersze Clarke'a umieszczono, obok twórczości Wordswortha i Keatsa, w angielskim sylabusie brytyjskich szkół średnich.
To, co nas jednak najbardziej interesuje, to fakt, że Cooper Clarke regularnie od 1979 r. występował z Joy Division, a nawet wcześniej, bo pojawił się na scenie Electric Circus obok muzyków Warsaw na ich pierwszym koncercie w dniu 29 maja 1977 roku. Dlatego został poproszony o występ podczas koncertu Ian Curtis Memorial Night w De Effenaar w Eindhoven w dniu 18 maja 2011 r., w 31 rocznicę śmierci wokalisty.
John Clarke jest świadkiem wielu interesujących wydarzeń, dlatego dziwne jest, a nawet szokujące, że nikt z dziennikarzy nie zapytał go, podczas wielu wywiadów, o wspomnienia ze wspólnych koncertów z Joy Division, czy o znajomość z Martinem Hannettem, Tonym Wilsonem lub Ianem Curtisem... I dlaczego dotąd nikt nie namówił go do napisania książki o historii punka w Manchesterze? Wprawdzie wydano płytę z wyborem nagrań z lat 1977-1993, na której są także jego recytacje, lecz co książka to książka.
Hej, ludzie z Manchesteru, pismaki i dziennikarze, ruszcie swoje tłuste tyłki znad biurek i obudźcie się! Inaczej my za was to zrobimy, choć nam za to nie płacą.
Czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.