Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Klaus Schulze, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Klaus Schulze, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2022

Byli wśród nas: Klaus Schulze - człowiek w cieniu syntezatora

We wtorek, 26 kwietnia zmarł niemiecki kompozytor Klaus Schulze. Miał 74 lata. Odszedł wieczorem, po długiej chorobie. O śmierci  świat dowiedział się z oficjalnego anonsu podpisanego przez jego syna Maximiliana i Franka Uhle, kierownika wytwórni płytowej SPV Schallplatten, z którą od wielu lat muzyk był związany, który został zamieszczony na profilu na FB muzyka i który zaraz został podchwycony i skopiowany przez media i prasę.



O muzyce Klausa Schulze napisano już całkiem sporo, my także wiele razy wracaliśmy do jego płyt (TUTAJ), w dodatku 10 czerwca wyjdzie poprzez SPV Recordings kolejny album studyjny Deus Arrakis, który będzie zawierał trzy zupełnie nowe utwory o łącznym czasie odtwarzania przekraczającym 77 minut, zatem na podsumowania twórczości jeszcze przyjdzie czas. 

Teraz za to przyszła chyba pora, aby skupić się na Klausie-człowieku. Człowieku, który zawsze niejako stał w cieniu syntezatora, bo większość wywiadów dotyczyła spraw technicznych bądź planów muzyka, a prawie w nich nie ma informacji, jaki był poza salą koncertową? Z tym pytaniem próbował zmierzyć się sam artysta, a wynikiem takich zmagań stała książka napisana we współpracy z Olafem Lux, który wiele lat kierował niemieckim Forum poświęconym kompozytorowi a potem stał się twórcą i moderatorem niemieckiej grupy fanów Klausa Schulze na Facebooku (TUTAJ). 

Zanim Olaf Lux napisał swoją książkę próbował na własną rękę dowiedzieć się czegoś o muzyku, wypytując jego fanów. Jednak w Niemczech nikt nie chce wspominać przeszłości, a zwłaszcza tej zahaczającej o II wojnę światową. Klaus, który urodził się niedługo potem bo w 1947 roku, także unikał tego tematu. Lux dowiedział się przypadkiem tylko tyle, że podobno jego matka była tancerką baletową, a ojciec pisarzem. Matka miała na imię chyba Rita, ale już imienia ojca nie udało mu się ustalić. Ani tym bardziej co robił i skąd się wywodził (LINK). 

Artysta nie lubił jeździć do USA, ale z chęcią występował w Polsce. Koncerty miały w naszym kraju niepowtarzalną atmosferę. Schulze był dla nas niekwestionowaną gwiazdą i tak też był traktowany. Ludzie okazywali mu uznanie owacjami na stojąco a po występach ustawiali się w długie kolejki po autograf. W 1983 roku wspomagany przez Rainera Blossa dał serię koncertów w Polsce (powstałą z tego płyta Dziękuję Polsko, której historię opisaliśmy TUTAJ). We Wrocławiu publiczność wymusiła bisy, po trzecim Klaus wraz resztą zespołu wykonali krótką improwizację na łodzi na rzece Odrze, której wysłuchali nie tylko widzowie zgromadzeni w amfiteatrze na Wyspie Słodowej, ale setki osób na obu brzegach i na mostach. Było to dla niego niezapomniane przeżycie. Schulze dziękował fanom mówiąc: - Teraz już wiem, jak czują się wielcy ludzie, tacy np. jak Papież. To jeden z najpiękniejszych dni mojego życia i nie zapomnę go nigdy. Może dzisiejszym koncertem chociaż w najbardziej minimalnym stopniu naprawiłem to, co inni Niemcy zrobili z tym miastem w czasie wojny. I cieszę się, że mogłem dać tylu ludziom odrobinę radości (LINK).  

Niedawno w Internecie pojawił się krótki klip z tego wrocławskiego koncertu nagrany przez Zygmunta Zygmuntowicza na taśmie ORWO 27 DIN 8 mm na sprężynowej kamerze Quarz. 

W Warszawie wówczas Klaus przyznawał się, iż jego starszy, nieżyjący już brat (zmarł w 1977 roku i także podobno był muzykiem, artysta dedykował mu album Mirage) urodził się w Poznaniu, lecz cała rodzina pochodziła ze Śląska. 

W Siemianowicach Klaus Schulze wziął udział w przyjęciu z okazji urodzin Józefa Skrzeka, wysłuchał jego mini koncertu i doskonale bawił się, wspominając przy okazji zaradność i pomysłowość Grzegorza Manieckiego, akustyka SBB i Breakoutu, który uratował mu koncert w Warszawie naprawiając niesprawny, podłączony do prądu sprzęt nagłaśniający dwoma śrubokrętami. Za uratowanie koncertu Klaus Schulze podobno zadedykował mu płytę (LINK).  Trasa zakończyła się koncertem w Gdańsku, a jej ostateczne zamknięcie nastąpiło w hotelu Gdynia, na dyskotece, podczas której Schulze wznosił toasty do dna za kolejne polskie tourne, na które trzeba było jednak długo czekać... 

Powrócił wraz z Lisą Gerrard w 2008 r., do bazyliki Ojców Salezjanów w Warszawie. Rok później - 17 września 2009 roku – w 70 rocznicę ataku Armii Czerwonej na Polskę – wystąpił w duecie z Lisą Gerrard (o tym jak doszło do ich wspólnych koncertów pisaliśmy TUTAJ) na uroczystym koncercie na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie, gdzie wykonali m.in. specjalnie skomponowany na zamówienie Narodowego Centrum Kultury utwór z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Utwór ten NCK wydało jako singiel upamiętniający rocznicowe obchody. 

Słuchając kosmicznej muzyki Schulze aż trudno uwierzyć, że z wykształcenia był ekonomistą i psychologiem, a nagrywając pierwszy album Irrlicht - dopiero poznawał klawiaturę. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął od perkusji i brzdąkania na gitarze. Z fascynacji muzycznych -uwielbiał Wagnera...


W młodości dużo palił, nie stronił od alkoholu, a nawet używek. Może stąd wzięły się jego problemy ze zdrowiem, szczególnie trzustką, nasilające się od kilku ostatnich lat. Jeśli chodzi o życie prywatne prawdopodobnie był trzy razy żonaty. Pierwszy raz z Sabine, którą możemy zobaczyć wraz z młodym Klausem na zdjęciu, jakie zrobiła im Monique Froese, żona Edgara. Udostępnił je parę dni temu w Internecie syn Edgara, Jerome, dając wyraz żałobie po śmierci muzyka tymi słowami: Jestem głęboko zasmucony śmiercią Klausa Schulze. Spotkałem go wiele razy w ciągu kilku lat i odbyłem z nim kilka fajnych rozmów. Zawsze doceniałem jego luźny sposób bycia. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych odwiedzał nas w studiu w Berlinie, często podwoziłem go moim samochodem i po wizycie podrzucałem do pubu. To zdjęcie zostało zrobione w 1969 roku przez Monikę "Monique" Froese podczas wspólnej wyprawy i przedstawia młodego Klausa Schulze ze swoją pierwszą żoną Sabine, która niestety również już nie żyje.


Trzecią jego żoną była Elfie, która jeszcze przed ślubem wykonała wokal do albumu Miditerranean Pads. Para miała dwóch synów, Maximiliana i Richarda. Oboje mieszkali w Lüneburger Heide w Dolnej Saksonii w Niemczech. Synowie ostatnio kierowali w zastępstwie ojca jego studiem nagraniowym Moldau Studio (LINK). W nekrologu podano jeszcze informację o czworgu wnucząt. Nieoceniony Olaf Lux jakiś czas temu zamieścił swoje zdjęcie w towarzystwie synów Klausa Schulze...


I to w zasadzie na razie tyle... Niewątpliwie wraz ze śmiercią artysty dobiegła końca pewna epoka. I to nie tylko dla rodziny muzyka... 


Mimo, że Klausa już nie ma z nami, warto zajrzeć na stronę zawierającą całą dyskografię, wszystkie wywiady oraz zdjęcia i mnóstwo innych materiałów. Prowadzi ją Klaus D. Mueller (czyli KMD) - menadżer, przyjaciel, osoba, która zaprowadzała porządek w chaosie spraw... (LINK). 

A Schulze i Froese teraz grają w niebie muzykę, którą kiedyś każdemu z nas będzie dane posłuchać...

Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


środa, 30 marca 2022

Niezapomniane koncerty: Lisa Gerrard i Klaus Schulze na Night Of The Prog Festival III, 18.07.2008


Powiem szczerze, że jako fan Dead Can Dance, który naocznie śledził wydawanie płyt starego 4AD, z dużą rezerwą sięgnąłem po twórczość opisywanego dziś duetu. Prawdopodobnie zniechęciły mnie dwie rzeczy. Solowy album Lisy Mirror Pool, który cały czas stoi na mojej półce i do którego nie mogę się przekonać, oraz zwrot jakiego w swojej karierze dokonał wirtuoz syntezatorów w kierunku czegoś na modę world music. Lisa rozczarowała na wspomnianym albumie, i prawdopodobnie wynikało to z faktu fanatyzmu, jakim obdarzam twórczość DCD (apogeum to oczywiście Within the Realm... opisany TUTAJ). 

Z kolei Schulze to zazwyczaj genialne płyty jak Timewind, Kontinuum, Big In Japan czy choćby Into the Blue. Dzieła ponadczasowe i  zupełnie niepowtarzalne. Zatem synteza wokalu Lisy znanego z z solowej płyty i stylu Schulze z czegoś typu My Ty She byłoby zdecydowanie ponad moje możliwości. I tutaj pozytywne oczarowanie. Okazuje się, że zarówno Lisa, jak i Beethoven syntezatorów potrafili we współpracy sięgnąć do swoich najlepszych okresów. Schulze brzmi jak na wspomnianych dziełach, a i Gerrard wraca do stylu, znanego ze szczytowych osiągnięć Dead Can Dance.. 

Ponieważ muzyka jest instrumentalna i okraszona wokalem oczywiście bez tekstów, postanowiłem sięgnąć do wywiadów z artystami (TUTAJ i TUTAJ) żeby dowiedzieć się, jak doszło do rozpoczęcia współpracy.


Okazuje się, że zarówno Lisa znała twórczość Schulze, jak i Schulze znał Dead Can Dance. Brat Lisy był fanem Tangerine Dream i solowej kariery Schulze, zwłaszcza pamięta okładki jego płyt, nazywane przez nią intrygującymi. 

Z kolei Schulze znał wszystkie albumy Dead Can Dance, a do współpracy pchnęła go fascynacja muzyką z Gladiatora. To on wyciągnął do Gerrard rękę i polecił swojemu menadżerowi żeby ją namierzył. Lisa z kolei poczuła się zaszczycona ofertą i z przyjemnością poleciała do Niemiec, gdzie w prywatnym studio multiinstrumentalisty, położonego przy lesie, artysta zaproponował jej zapoznanie się z siedmioma godzinami muzyki, którą wcześniej skomponował specjalnie dla nich.


Lisa ponoć od pierwszych taktów poddała się pełnej improwizacji i tak powstały kolejne utwory... Sama przy okazji wiele nauczyła się od Schulze jeśli chodzi i miksowanie muzyki. 

Koncert jaki dziś proponujemy w cyklu Niezapomniane Koncerty pochodzi z Night Of The Prog Festival z roku 2008. Odbywa się on od roku 2006 w Amfiteatrze Lorelei na wzgórzu nad Renem między Frankfurtem a Kolonią (LINK). Miały już tam okazję wystąpić takie gwiazdy jak Marillion, Pendragon, Dream Theatre, Eloy, Jethto Tull, Fish czy Tangerine Dream.

No i oczywiście dzisiejsi bohaterzy... 

Zapraszamy do odsłuchania czegoś, czego się opisać słowami nie da. Dla zasady podamy tylko jeszcze informacje, że dzisiejszy koncert został wydany na DVD w 2009 roku.


Klaus Schulze i Lisa Gerrard, Rheingold, live 10.07.2008. SPV 2009, tracklista: Alberich, Loreley, Wotan, Wellgunde, Nothung.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Obrzeża coldwave: Kontinuum


Klaus Schulze - Kontinuum 2007, SPV/InsideOut/Revisited, Realizacja: Klaus Schulze. Tracklista: Sequenzer, Euro Caravan, Thor (Thunder)

Zaczyna się monotonnie, płynie muzyka która wydaje się być powtarzanym do znudzenia fragmentem. Ale to tylko złudzenie, bowiem już po kilkudziesięciu sekundach ów rytmiczny wątek staje się tłem dla pojawiających się syntezatorowych partii wokalnych. Tak właśnie twórca, którego wielu nazywa Beethovenem syntezatorów, maluje przed słuchaczem swoje niesamowite i jakże smutne krajobrazy... Znawcy twierdzą, że na Kontinuum Klaus Schulze odszedł od fascynacji nurtem world music by wrócić do swoich muzycznych korzeni, czyli dzieł typu Cyborg. Nie zgadzam się z tym, Kontinuum jest bez porównania lżejsze gatunkowo od Cyborga, a pojawiające się w dalszej części partie wokalne sprawiają, że nijak do ciężkiego Cyborga porównać się go nie da. Artysta dojrzewa, zmienia się świat wkoło niego więc banałem jest stwierdzenie że to wszystko musi odbijać się na jego muzyce. Kontinuum było nagrywane w latach 2006 - 2007 a ukazało się w lipcu 2007 roku, czyli niemalże 11 lat temu. To 36 album Klausa Schulze. Artysty nietuzinkowego, artysty który na przełomie tych lat tworzy muzykę na każdą porę dnia i wpisującą się w każdy nastrój. Niektórzy piszą o Kontinuum, że to space music. A dla mnie, znającego wszystkie dzieła mistrza, to bezwzględnie najlepsza jego płyta.

Zapraszam do wyłączenia świateł, założenia słuchawek i odsłuchania. Najlepiej w zupełnej ciszy...  Niech to trwa.


niedziela, 19 grudnia 2021

Z mojej płytoteki: Klaus Schulze Dziękuję Poland, live 1983

 


Dzisiaj płyta szczególna, bowiem związana z koncertami mistrza elektroniki w Polsce w 1983 roku. Album lokuje się w dyskografii muzyka (LINK) między Audentity i Angst. Chociaż dla mnie artysta ma wiele twarzy i nie każdą z nich lubię. Choćby czysto eksperymentalny Cyborg z 1973 roku, który mimo że klasyk, mnie nuży. Zdecydowanie bardziej wolę Schulze marzyciela - jak choćby na absolutnie genialnych In Blue (opisanym TUTAJ), The Crystal Returns (TUTAJ) Timewind, czy Kontinuum (TUTAJ). Zupełnie natomiast nie przemawia do mnie Schulze spod znaku world music, jaki prezentuje choćby na Contemporary Works I. 

Dzisiaj album będący de facto mieszanką stylu romantycznego i eksperymentalnego. To muzyka do której trzeba dorosnąć, początkowo bowiem wydaje się, że jest improwizowana a dopiero po kilku przesłuchaniach układa się w logiczną całość. 

Artysta w duecie z Rainerem Blossem odwiedzili nasz kraj w lipcu i koncertowali kolejno w Krakowie, Katowicach (2 koncerty), Wrocławiu, Poznaniu, Kaliszu, Łodzi, Warszawie i Gdańsku. Wszystkie miasta zostały uhonorowane na okładce tego dwypłytowego albumu.


 

Jak widać tytuły utworów odpowiadają miastom i imionom kobiet. 

Artysta tak wspomina trasę: 

Jeszcze raz album live Klausa Schulze. Pamiętam, ze kiedyś powiedziałem o moim pierwszym albumie z 1980 roku, że już dosyć, że więcej tego nie powtórzę, jednakże wydanie Poland Live było koniecznością. Dlaczego? Otóż do lata 1983 roku nie występowałem w Polsce, wziąłem więc ze sobą magnetofon cyfrowy, aby zarejestrować koncerty do moich prywatnych zbiorów. Podczas tournee po Polsce byliśmy zaskoczeni niezwykle żywą i wspaniałą atmosferą na koncertach i samymi Polakami. Nasi słuchacze byli porwani muzyką i ten entuzjazm naładował do takiego stopnia Rainera Blossa i mnie, że zagraliśmy w Polsce jedne z najlepszych koncertów.


Słuchając po powrocie w moim studio taśm z tournee zadecydowałem, że muszę jednak wydać album Poland Live. Nagrania, muzyka, publiczność i ładunek emocjonalny, były zbyt dobre, aby je zmarnować. 

Tak więc jest: Dziękuję Polsko.

Gdybym miał wskazać najlepszy utwór albumu to chyba byłaby to Warszawa, ale poziom jest bardzo wyrównany i ostro depczą jej po piętach Katowice...

Warto w zimowe popołudnie czy wieczór, przy ciepłej herbacie posłuchać tego niesamowitego  wydawnictwa i zastanowić się, kto dzisiaj mógłby dorównać geniuszowi Schulze? Został już z tamtej wielkiej szkoły elektroniki tylko on i Jarre. A nowych jakoś nie widać...    

Klaus Schulze i Rainer Bloss, Dziękuję Poland, live 1983, Muza Polskie Nagrania 1985. Tracklista: Katowice (Iris), Warszawa (Halina), Łódź (Janina), Gdańsk (Tina), Dziękuję (Margot).

 

       

niedziela, 17 kwietnia 2022

Ten album warto znać: Klaus Schulze i jego Timewind - mistrz syntezatorów na ciężkie czasy

 


Wiele razy miałem napisać o tym albumie. Wiele razy wracam do niego, bo kojarzy mi się z miejscem wyjątkowym, bowiem zarówno na albumie, jak i w tym wyjątkowym miejscu, wieje silny wiatr. Na piątej płycie Schulze z 1975 roku motyw wiatru jest notorycznie powracającym, na Krecie, gdzie obecnie przebywam, jest podobnie - średnio jeden tydzień wieje, jeden nie... 

Obok Kontinuum (opisanym TUTAJ) ten album należy do moich ulubionych dział Schulze. Jest w nim wszystko z czym mamy teraz do czynienia. Nostalgia, smutek i niepokój którego na Kontinuum akurat nie ma. O ile ten ostatni bowiem byłby idealny do słuchania podczas żegnania się ze światem, Timewind zdaje się być doskonałym do słuchania w czasie walki z przeciwnościami losu. Idealnie do tej muzyki pasuje proza Nietzsche, pełna optymizmu i wiary w człowieka... Zresztą Wagner był przyjacielem tego właśnie pisarza i filozofa.  

Album wielki artysta zadedykował Wilhelmowi Richardowi Wagnerowi. 


Świadczy o tym nie tylko odręczna dedykacja na wkładce, ale i tytuły utworów. Bayeruth Return to z pewnością odniesienie do powrotu ciała muzyka do miasta, w którym długo mieszkał pod koniec życia, a dokąd powróciło jego ciało z Wenecji gdzie zmarł. Wahnfried 1883 to nazwa wilii jaką wielki muzyk nadał jej osobiście właśnie w Bayeruth i data jego śmierci. 

Warto dodać, że Schulze na albumie umieścił swój numer telefonu, fani mogli dzwonić, tak jak teraz mogą kontaktować się z gwiazdami (lub tymi którzy prowadzą ich konta) przez media społecznościowe. Warto wspomnieć, że w ten sposób Ian Curtis skontaktował się z Genesisem P-Orridgem, nawet śpiewał mu do słuchawki swój ulubiony utwór Weeping (pisaliśmy o tym TUTAJ).

O albumie Timewind Schulze opowiedział nieco w wywiadzie TUTAJ.

Wspomina, że podczas realizacji używał syntezatorów: Big Mooga, i instrumentów klawiszowych, które programował jak np.  Farfisa Syntorchestra. Zaprogramowane harmonie odtwarzał w tle, wspierając w ten sposób  przebiegi sekwencera.

Autor stwierdza: z prawdziwym syntezatorem możesz zrobić wszystko albo nic, z predefiniowaną klawiaturą możesz tylko grać harmonie i nieco zmieniać wysokość dźwięku. Na Timewind można znaleźć bardzo dobre przykłady, jak łączę te dwa elementy. Reasumując: do realizacji swoich harmonicznych ambicji używam dwóch „syntoorkiestr” i organów „professional Duo”. Do wytworzenia brzmień blaszanych mam Crumar „Brassmana”. Wszystko razem trafia do specjalnie zbudowanego miksera, który mam ze sobą na scenie. Mogę wszystko dostosować, i zmiksować samodzielnie. Mikser postrzegam jako część mojego oprzyrządowania, dlatego mam wbudowane w niego bardzo dobre filtry. Do każdego instrumentu mogę precyzyjnie dodać górę lub dół.

Warto dodać, że w 2005 roku pojawiło się wznowienie na podwójnym CD z bonusowymi utworami. Ale to wydawnictwo omówimy kiedy będzie już z nami. 

Zatem teraz niech powieje... 
 

Klaus Schulze, Timewind, tracklista: Bayreuth Return, Wahnfried 1883. Virgin Records, 1975.

Arcydzieło, 6/6. 



Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 19 grudnia 2018

Niesamowite fotografie Carmine Chiriaco: zamrożone w krysztale urywki życia wielkiego miasta ilustrowane muzyką Klausa Schulze

Carmine Chiriaco mieszka z Rzymie a fotografią zajmuje się profesjonalnie od 2004 roku. Fascynuje go sceneria wielkiego miasta, a w swoich zdjęciach umiejętnie miesza ze sobą kilka technik, zwłaszcza ujęcia wieloklatkowe i długoczasowe, co z pozoru sprawia wrażenie chaosu, jednak na prawdę jest bardzo uporządkowane.

W wywiadzie udzielonym TUTAJ opowiada, że jest samoukiem. Stara się używać fotografii jako metody, za pomocą której w swoisty sposób ogląda rzeczywistość. Z wykształcenia jest ekonomistą  i taki zwód aktualnie wykonuje. Wiele czasu poświęca na przebywanie z przyjaciółmi, lubi czytanie, kino, teatr, jak i współczesny balet. 

Jego zdaniem fotografia jest czymś wykraczającym poza pamięć, fotografia jest życiem. Inspiruje go oglądanie wystaw fotograficznych, ale także wiele serfuje w Internecie czerpiąc inspiracje z prac innych. Stara się, poprzez zastosowanie unikalnej techniki, aby jego zdjęcia były niepowtarzalne i rzeczywiście, tak aby poza nim, nikt inny nie był w stanie wykonać ich ponownie. Jednym z jego największych marzeń jest wystawienie swoich prac na jakiejś znaczącej wystawie. 

Wiele podróżuje stąd na jego zdjęciach widzimy całą gamę miast. Oczywiście zdjęcia są przez niego obrabiane, a wśród ulubionych programów wymienia Photoshop. Jako swoje źródła największych inspiracji wymienia prace Henri Cartier-Bressona. Był to legendarny fotograf żyjący an początku XX wieku, który dzisiaj uważany jest za ojca fotoreportażu. Prace Alex Webba z kolei nauczyły go jak w swoich dziełach używać koloru, światła i emocji. Trzecim najbardziej inspirującym go artystą jest Grant Legassick -  ojciec fotografii wieloujęciowej, a spośród jego prac za najbardziej inspirującą uważa dzieło Odyseja. 











Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia Carmine Chiraco pomyślałem o muzyce Klausa Schulze, a dokładnie o dość nostalgicznej suicie The Crystal Returns. Przynajmniej dla mnie te ujęcia są światłem uwięzionym w zakamarkach kryształu. Rozmazane, jakby właśnie ktoś patrzył na miasto przez specjalną krystaliczną lunetę. Mistrz Schulze, zwany Beethovenem syntezatorów zamieścił ten utwór na albumie koncertowym Big In Japan, przynajmniej ta jego wersja jest moim zdaniem najlepsza. 

Tak jak muzyka we wspomnianej suicie, która zmienia się od początkowo monotonnej do dość ponurej, by około 19 minuty przejść do zupełnie dynamicznej, tak zmieniają się klimaty na zdjęciach Chiraco. 

Jak światło błądzące w krysztale...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Klaus Schulze - The Crystal Returs, z albumu: Big In Japan, Live in Tokyo 2010, Captain Trip Records, Producent: Klaus Schulze       

piątek, 7 czerwca 2019

Daj sie zamrozić w błękicie: In blue - arcydzieło Klausa Schulze



Genialny muzyk, nazywany Beethovenem syntezatorów nagrywa w 1995 niesamowity album dokładnie 31 w karierze. Obok Kontinuum (opisanym TUTAJ) mój ulubiony. Są na nim typowe dla muzyka horyzonty i klimaty, niby takie brzdąkanie a jednak ma to swój niesamowity urok... 

Sam wstęp wydaje się nieco przydługawy, ale taki jest ten album, od Kontinuum odróżnia go brak schematycznych powtórek, jest bardziej romantyczny bo przecież nie musi chodzić koniecznie tylko o wodę której szum słyszymy, może chodzić przecież o niebo i przelatujące gdzieś w oddali samoloty... In Blue, który otwiera album rozkręca się koło 10-tej minuty, by przy odgłosach anielskich chórów przepoczwarzyć się w  Blowin The Blues Away. Szybszy i bardziej zdecydowany, pełen dźwięków spadających gwiazd - jak na Equinoxe Jarrea (TUTAJ)...Blue Moods znowu zwalnia i tak na przemian... Wild And Blue wypełniony jest zmiennymi rytmami, słychać w nim flet którego romantyzm zabijany jest przez niepokojące uderzenia bębna...  W końcu pora się oddalić - wyjść z błękitu, czymkolwiek on jest - Out Of The Blue rozbudza nas na dobre...

Jeśli przyjąć, że w przyrodzie musi istnieć jakaś równowaga - jakieś Yin i Yang to jednym z nich jest Kontinuum a drugim omawiany dziś  In blue. Te dwie połówki tworzą nierozerwalną całość - obraz geniuszu Klausa Schulze...    
  
Błękit oceanu nad którym zachodzi słońce, klimatyczne chórki i niesamowite zmiany rytmu - to coś co znajdziemy na tej płycie. Polecamy wszystkim w celu relaksu, zamyślenia, poddaniu się nostalgii i alienacji...  

Takiej TOTALNEJ.



Klaus Schulze - In blue, ZYX, 1995, Produkcja: Klaus Schulze, Tracklista: Into The Blue, Blowin The Blues Away, Blue Moods, Wild And Blue, Out Of The Blue

O mistrzu pisaliśmy u nas wcześniej TUTAJ 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie

piątek, 4 lutego 2022

Ten album warto znać: Fanger & Schönwälder featured by Lutz Ulbrich - Analog Overdose - w kosmicznym strumieniu berlińskiej elektroniki


Wśród gwiazd muzyki elektronicznej które prezentowaliśmy na tym blogu, wymienić należy Klausa Schulze, Tangerine Dream, J.M. Jarrea, Vangelisa, Oldfielda czy P. O'Herna którzy bez wątpienia są światowymi sławami. Ale prezentowaliśmy też artystów mniej znanych, jak choćby Kurt Riemann czy Double Fantasy. Jednak szybki rzut oka pozwala jednoznacznie stwierdzić, że w tej grupie dominują wykonawcy z Niemiec. Tak też jest, że w muzyce elektronicznej artyści z tego właśnie kraju wiodą prym, a wśród nich tzw. szkoła berlińska. Tak bowiem nazywa się artystów inspirujących się potęgami lat 70-tych nurtu zwanego tzw. elektroniką progresywną, wśród nich Tangerine Dream, Klaus Schulze i mniej znany zespół Ashra. W tym nurcie stawia się na sekwencer - eksperci określają jego rytmy jako hipnotyczne, czy atmosferyczne, pozbawione praktycznie perkusji. Ta obecność syntezatorów odróżnia artystów grupy od twórców ambientu (choć nurty te przenikają się).

Zatem w szkole berlińskiej odnajdziemy poza Schulze i Tangerine Dream również Redshift (opiszmy ich kiedyś, bo to znakomita elektronika), RW2, Kaleidocope i dzisiejszych bohaterów. Siłą napędową projektu całej trójki jest Mario Schönwälder.

Ten, wraz ze swoim muzycznym kompanem Thomasem Fangerem, urodzonym w Berlinie i zaangażowanym w wiele elektronicznych projektów (wymienione są TUTAJ) zaprasza do współpracy Lutza Ulbricha, gitarzystę ze wspomnianego powyżej zespołu Ashra, by w roku 2006 uraczyć nas pierwszą z kilku części serią pt. Analog Overdose. Pierwszą i moim zdaniem najlepszą.
 

Można zatem śmiało zaryzykować tezę, że prezentowane dziś wydawnictwo to wszechpokoleniowa synteza muzyków lat 70-tych (Ulbrich), 80-tych (
Schönwälder) i 90-tych (Fanger).

Mario Schönwälder w wywiadzie opublikowanym TUTAJ opowiada o swoich pierwszych fascynacjach muzycznych: Pink Floyd, Jarre, Tangerine Dream, i o tym jak zafascynował się syntezatorami. To podstawa, ale muzyk nie ucieka też od inspirowania się muzyką klasyczną, popem a nawet country. Stwierdza co następuje: Nie muszę się motywować do tworzenia muzyki. Za bardzo lubię siedzieć w studio. Inspiracją może być: książka, film, obraz czy spacer po mieście. Wrażenia można znaleźć wszędzie. Wystarczy tylko je zapisać, a następnie wdrożyć. A potem pojawia się inspiracja nowym dźwiękiem, który rodzi pomysł. Wszystko jest zachowane na teraz lub na później. Mam więc archiwum z wieloma pomysłami, ale też i z kompletnymi nagraniami.

A oto jak wygląda jego klasyfikacja albumów muzyki elektronicznej wszechczasów: Tangerine Dream-Stratosfear, Kraftwerk-Die Mensch Maschine, Klaus Schulze-Mirage, Ashra-Blackouts, Broekhuis, Keller & Schönwälder- Red Supertramp-Crime Of The Century, Fanger & Schönwälder-Analog Overdose 5, Vangelis-Soil Festivities, Filter-Kaffee-102, Edgar Froese-Macula Transfer...

Nie ma na niej dzisiejszego bohatera, ale naszym zdaniem i tak warto się z tym albumem zapoznać. To mistrzostwo świata o ile chodzi o różnorodność dźwięków jaką może zawierać w sobie gatunek. 

Zaczyna się czysto dwoma znakomitymi utworami Analog Moods i EmanoN - klasycznie można powiedzieć, według kanonu szkoły berlińskiej. Wstęp powala i jest genialny. Ale już trzeci utwór, Und Wir Gehen In Den Club, dostarcza zmian, i to właśnie dzięki gitarze Ulbricha, przeplatanej syntezatorami. Po tej przerwie znowu wraca klasyka, tym razem zdaje się rozbrzmiewać echo Tangerine Dream, przynajmniej na początku znakomitego Sentimental Moods. Jak na sentymentalne nastroje jest bardzo spokojnie, z dużą ilością efektów specjalnych, gdzieś w tle słychać senne klimaty jakie znamy z płyt 4AD z lat 80-tych, głosy, ciekawe efekty specjalne... Seilbahn Zu Den Sternen (Kolejka Linowa do Gwiazd) to znowu sentymentalna elektronika, a Ulbrich pojawia się za to w dwóch kolejnych utworach: Echo Gods i First Contact. Zwłaszcza drugi z nich jest powalający i nie powstydziłby się go sam Edgar Froese. Tutaj jednak gitara schodzi na drugi plan ale rozpościera tam pejzaże niesamowitych solówek. Całość kończy wersja live Analog Overdose, nagrana na żywo w kościele w Berlinie w marcu 2001 roku. Trwa 24 minuty i w znakomity sposób zawraca nas do początku albumu... 

I tak możemy ponownie zatoczyć koło przemieszczając się w jakimś pojeździe krążącym gdzieś w Kosmosie, a może tylko w naszej wyobraźni...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

  
Fanger & Schönwälder feat. Lutz Ulbrich,  Analog Overdose, Manikin Records 2006, tracklista: Analog Moods, EmanoN, Und Wir Gehen In Den Club, Sentimental Moods, Seilbahn Zu Den Sternen, Echo Gods, First Contact, Analog Overdose (Live).

 

sobota, 5 lutego 2022

Mario Schönwälder: kompozytor kosmicznych brzmień

Czy pamiętacie Klausa Schulze? To w zasadzie jest pytanie retoryczne, bo Mistrz Elektroniki gościł u nas kilka razy (LINK) i ci, którzy znają nasze teksty na jego temat i zachwycili się tą muzyką, musieli natknąć się w swoich poszukiwaniach na innego kompozytora kosmicznych brzmień.


Mario Schönwälder, bo to o nim mowa,  urodził się w 1960 roku w Berlinie. Jest także producentem, założycielem berlińskiej wytwórni Manikin Records (od 1992 roku), w której wydawał także Klaus Schulze (Moondawn z 1995, Manikin Jubilee z 2002). W tym roku ta wytwórnia będzie obchodzić jubileusz 30. lat istnienia (LINK). 

Oprócz nagrań Klausa Schulza w MR ukazało się ponad 100 tytułów innych elektroników, w tym Ashry, Manuela Göttschinga, Rolfa Trostela, Edgara Froese, Basa Broekhuisa, Detlefa Keller. Mario, którego kompozycje wprawiają w zachwyt wielbicieli elektronicznego rocka, a prowadzona Manikin Records stała się synonimem elektronicznego brzmienia z Berlina, całkiem niedawno z tej okazji udzielił wywiadu (LINK). Interesująco opowiedział w nim o swoich początkach:

Jestem prawdziwie chłopcem z Berlina, Berlińczykiem urodzonym w 1960 roku. Po dość niemuzycznej młodości w Berlinie u początku lat 80-tych poznałem Bernda Kistenmachera i pozwolono mi wtedy grać z nim na jego pierwszych syntezatorach i kręcić gałkami. Wywołało to trwającą do dziś gorączkę: pogoń za nowymi, „niesłyszalnymi” dźwiękami i radość z muzykowania. Tworzenie muzyki rozpoczęło się mniej więcej na przełomie 1984/85 kiedy sprawiłem sobie pierwsze generatory dźwięku. Między innymi popularny do dziś Korg MS 20. Wiele nagrań z tego okresu jest zarchiwizowanych na taśmach i trzymanych pod kluczem w piwnicy, bo podtrzymują egzystencję wytwórni. I wiem też, dlaczego tak jest. W 1988 roku miałem okazję pracować przy Bernd Kistenmachers Musique Intemporelle (obecnie MI Records w skrócie), która wydała dwa utwory na pewnej kompilacji. To wydawnictwo wyszło i na CD, i na winylu. Potem były już tylko wydania CD, ale do tego przejdziemy później. W kwietniu 1992 roku założyłem własną wytwórnię Manikin Records, której logo zawdzięczam mojej starszej córce: zawsze lubiła znaki, które kreśliłem na swoim biurku, kiedy rozmawiałem przez telefon. Mała anegdota o mojej młodości w Berlinie: mieszkałem do 1969 roku na Pfalzburger Strasse w Berlinie Wilmersdorf, a dwie przecznice dalej mieściło się Beat Studio. Od 1968 ćwiczyli tam Klaus Schulze, Manuel Göttsching, Edgar Froese i wielu innych muzyków ze „Szkoły Berlińskiej.” 



Warto tutaj wspomnieć, że Szkoła Berlińska powstała w dużej mierze dzięki wysiłkom Tangerine Dream i oraz berlińskich solistów: Klausa Schulze i Manuela Göttschinga. Wydawnictwa tego pierwszego zespołu z lat 1973-1981, obejmujące albumy od Phaedra do Exit, jest często uważany za główny, najbardziej charakterystyczny produkt tego gatunku, podobnie jak Timewind i Moondawn Schulzego. 

Muzyka tego nurtu ma kilka indywidualnych cech. Utwory składają się zasadniczo z elementów ambientowych połączonych z krótkimi, powtarzającymi się sekwencjami dźwięków, co nadaje muzyce charakter rytmiczny podkreślony przez intensywne używany Melotron. Elementy melodyczne są często łączone z brzmieniami atonalnymi i eksperymentalnymi. Na początku działalności muzycy Szkoły Berlińskiej nie używali bębnów lub perkusji. Tempa wahają się od bardzo wolnych do umiarkowanych. Inne instrumenty, takie jak gitara, wiolonczela, fortepian czy instrumenty dęte drewniane, pojawiają się okazjonalnie. Wokale także rzadko występują. Ogólnie wrażenie, jakie muzyka sprawia, słuchacze określają używając zazwyczaj słów: kosmiczne, marzycielskie lub psychodeliczne. I taka jest właśnie muzyka Mario Schönwäldera. Od ponad dwóch dekad artysta współtworzy projekt pod nazwą BK&S, od nazwisk biorących w nim udział muzyków, Niemca Detlefa Kellera i Mario Schönwäldera oraz Holendra Basa Broekhuisa. Trio występuje chętnie i wszędzie, nawet w niewielkich miejscowościach, jakiś czas temu także w Polsce, w Jeleniej Górze podczas imprezy z cyklu Ricochet Gathering. A wydawało się, po ich wspólnej płycie Loops & Beats (1996), że zagrali razem tylko okazjonalnie... 




Tymczasem występują ze sobą tyle czasu i co więcej wypuścili wspólnie wiele nagrań (LINK). Są to oczywiste korzyści z posiadania własnej wytwórni płytowej... Zresztą Schönwälder ma sprecyzowane zdanie odnośnie nowoczesnych form udostępniania utworów, w przytoczonym wywiadzie zauważył tak: Jako muzyk i producent nie lubię serwisów typu Spotify, Tidal itp., bo wynagrodzenie autorów za korzystanie z ich muzyki jest, delikatnie mówiąc, bardzo niskie. Dla odbiorców jest to oczywiście tani i szybki sposób konsumowania muzyki. Ale widzę w tym niebezpieczeństwo, że muzyka stanie się przedmiotem jednorazowego użytku. Bo nic nie trzeba będzie mieć na półce w domu. Nie potrzeba nawet twardego dysku. Nawiasem mówiąc, ja muzyki słucham wszędzie. Może to [ten sposób proponowany przez Spotify itp.] dobrze zadziałać z muzyką pop, z hitami i inną łatwą do przyjęcia muzyką. Ale muzyka elektroniczna, jaką my tworzymy, to coś zupełnie innego. Powinna ona skłaniać słuchacza do przeżywania utworów. Cieszyć się nimi w spokoju - jak lubię mawiać, przy lampce wina i blasku świec w zaciemnionym pokoju. Słuchając - zwolnij, skup się na jednej rzeczy. Ułatwiają to opisane już czynności fizyczne, takie jak otwarcie pokrywy, włożenie nośnika dźwięku do odtwarzacza i naciśnięcie przycisku odtwarzania. Dla mnie Bandcamp to coś w rodzaju złotej ścieżki dla produktu. Mogę kupować/sprzedawać nośniki audio, a także pobierać pliki w bardzo wysokiej jakości (WAV, a nie MP3), ale także strumieniować muzykę, jeśli mi się podoba. Wszechstronny pakiet szczęścia. A i dystrybucja dla autorów jest znacznie bardziej sprawiedliwa. Jak prawie z każdą rzeczą w życiu, nie ma dobra ani zła, jeśli chodzi o to, w jaki sposób konsumuję muzykę, ale jest sprawiedliwa i niesprawiedliwa rekompensata. Muzyka jest formą sztuki. Sztuka ma swoją cenę. Banksy'ego nie dostaniesz w dyskoncie. W wyniku czego …. Znowu się nad tym zastanawiam, czy to się jednak nie stanie...



Z interesujących rzeczy jeszcze o artyście. Jego ulubionym twórcą jest Hans Zimmer, znany kompozytor muzyki filmowej. I muzyk nie żyje samą muzyką. Od 1981 jest administratorem Wolnego Uniwersytetu w Berlinie (Freie Universität Berlin), założonego na początku zimnej wojny, którego nazwa odzwierciedlała status Berlina Zachodniego jako części wolnego świata, w przeciwieństwie do okupowanego przez Sowietów Berlina Wschodniego i Niemieckiej Republiki Demokratycznej, w której komunistyczna władza zarządzała Uniwersytetem Humboldta. Uczelnia jest obecnie jednym z najważniejszych w Niemczech i największym z czterech berlińskich uniwersytetów, a w międzynarodowych rankingach Freie Universität Berlin plasuje się w czołówce. Światowy Ranking Sztuki i Nauk Humanistycznych (The Times Higher Education Supplement) umieścił go z kolei na pierwszym miejscu w Niemczech, szóstym w Europie i dwudziestym siódmym na świecie.

Jeśli chodzi o życie osobiste, artysta jest żonaty (żona, Regina pracuje w berlińskim ratuszu, a poza tym robi zdjęcia, kilka znalazło się na ostatniej, ubiegłorocznej EP-ce nagranej wspólnie z Frankiem Rothe: Filter-Kaffee (LINK).

Para ma kilkoro dzieci.

Z planów muzyka na przyszłość warto odnotować te związane z jubileuszem wytwórni. Schönwälder chce w kwietniu wydać antologię Manikin Records 2012-2022 - The third decade. Oprócz tego wydać nową płytę tria BK&S (poczynania grupy warto śledzić za pośrednictwem ich strony internetowej LINK), także innych zespołów związanych z MR: Filter-Kaffee i Kontroll-Raum, które pracują nad nowym materiałem.

My będziemy do dokonań wielkich artystów kosmicznych brzmień wracali na naszym blogu jeszcze nie raz. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.